KGB i morderstwo księdza Jerzego Popiełuszko

Obrazek użytkownika Quasar
Historia

Oficerowie sowieckich służb specjalnych odegrali kluczowe role w morderstwie księdza Jerzego Popiełuszki.

Jednak oficjalna wersja tej zbrodni nic o nich nie mówi.

„Zdesperowany i wprowadzony w błąd, wziąłem udział w wymierzonej przeciwko Wam prowokacji. Ewentualnie wykorzystane zeznania o Waszym udziale w sprawie są zmyślone” – pisał Grzegorz Piotrowski w grypsie wysłanym z toruńskiego aresztu. Rzecz działa się w ostatnim tygodniu października 1984 r. Piotrowski wrócił do celi po wielogodzinnym przesłuchaniu, podczas którego po raz pierwszy powiedział, że inspiratorami zabójstwa księdza Popiełuszki byli oficerowie sowieckich służb specjalnych. Adresatem cytowanego grypsu był pułkownik KGB Siergiej Michajłow.

To właśnie on jako zastępca oficjalnego rezydenta KGB w Warszawie – płk. Witalija Pawłowa – oddelegowany był do konsultacji najważniejszych działań IV Departamentu. Ze strzępów notatek zachowanych w IPN i zabezpieczonych przed 2004 r. wynika, że przez dwa lata, do momentu zamordowania kapłana, to właśnie z nim utrzymywał bliskie kontakty kapitan Piotrowski. Skończyły się one, kiedy morderca trafił do aresztu, a rezydentura KGB w Warszawie otrzymała innego łącznika.

 

Niebezpieczna tajemnica

Czy to normalne, aby aresztowany funkcjonariusz wysyłał gryps do dyplomaty innego kraju? Zachowanie Piotrowskiego wpisuje się w scenariusz ukrywania mrocznych tajemnic najgłośniejszej zbrodni PRL-u. Zwłaszcza tych tajemnic, które wskazywały na udział sowieckich służb w tej zbrodni. Z ustaleń śledztwa prowadzonego przez prokuratora Andrzeja Witkowskiego wynika, że ksiądz Jerzy Popiełuszko został uprowadzony w Górsku i przewieziony w nieznane miejsce.

Tam był przez kilkadziesiąt godzin torturowany. Głównym śladem pozwalającym odtworzyć to, co się naprawdę działo w nocy 19 października, jest różaniec kapłana znaleziony w pobliżu Zamku Dybowskich w Toruniu. Jego wygląd opisuje notatka SB z 25 października. Czytamy w niej: „Różaniec nie był rozerwany; z wyglądu zewnętrznego świadczy, że w miejscu znalezienia nie leżał przez długi czas (brak śladów śniedzi na częściach metalowych)”. Notatka określa położenie różańca przy nieuczęszczanej ścieżce, tuż przy zamku. Technicy odtworzyli tam wówczas ślady opon samochodowych – takich, jakie najczęściej zakładano do Nysy.

Znajomi księdza Jerzego potwierdzili, że ten różaniec należał do niego. Badania kryminalistyczne wykazały, że nie mógł leżeć w trawie dłużej niż kilka dni. Śledczy IPN-u są przekonani, że różaniec wysunął się z dłoni lub kieszeni księdza. Ich zdaniem stało się to, gdy porywacze zatrzymali się, by przekazać kapłana innej grupie oprawców. „Różaniec znalazłem na powierzchni płaskiej, na trawniku, na poziomie jezdni” – zeznawał prokuratorom IPN kapitan z kontrwywiadu SB w Toruniu.

To, co przedstawił emerytowany oficer, daleko odbiega od prawdy. Nie powiedział bowiem, że różaniec leżał na trawie, przy śladach opon, w miejscu, gdzie zwykle nie jeżdżą samochody. Zamiast zabezpieczyć różaniec, wbrew wszelkim zasadom podniósł go, wytarł i schował do kieszeni, co bardzo utrudniło dokładne przebadanie go. Z zachowanych dokumentów wynika, że na początku lat 80. kapitan ten został wytypowany jako oficer toruńskiej SB do spraw kontaktów z rezydenturą KGB.

Dwadzieścia lat później zeznał, że te kontakty mieściły się w zakresie normalnych obowiązków służbowych. Jak ustalili prokuratorzy IPN, opisywany kapitan kontrwywiadu utrzymywał też regularne kontakty z majorem Igorem Onyszką – ówczesnym rezydentem GRU, który miał swoją siedzibę na terenie bazy wojsk radzieckich w pobliżu Torunia. O tym jednak podczas śledztwa nie chciał mówić. Zachowane notatki świadczą o tym, że kontakty tego funkcjonariusza z obydwoma oficerami nasiliły się w drugiej połowie października 1984 r.

 

Rosyjski krewny

Podczas procesu sądowego w Toruniu rąbka prawdy o KGB uchylił Adam Pietruszka. Były wicedyrektor IV Departamentu został wskazany przez Kiszczaka jako ten, który miał odegrać rolę inspiratora i zleceniodawcy mordu. W zamian Kiszczak obiecał Pietruszce awans generalski i wdzięczność resortu. Pułkownik nie chciał się na to zgodzić, lecz kierownictwo ministerstwa zmusiło go do tego szantażem i groźbami. Zastraszony Pietruszka długo próbował jednak stawiać opór.

Podczas jednej z rozpraw w Toruniu powiedział: „za zamordowaniem księdza Popiełuszki stały służby specjalne ZSRS”. Sąd nie podjął tego wątku, a dyspozycyjny wobec reżimu przewodniczący składu sędziowskiego nie pozwolił oskarżycielom posiłkowym na dociekanie prawdy na ten temat. Po feralnej rozprawie oskarżonego pułkownika odwiedzili w więzieniu koledzy z resortu. Nie wiadomo, o czym rozmawiali. Wiadomo jednak, że podczas kolejnej rozprawy Pietruszka odwołał to, co powiedział. „Zeznania o udziale KGB są zmyślone” – mówił. „Liczyłem, że zrzucenie winy na towarzyszy radzieckich pomoże mi uniknąć kary”.

Jeszcze dziwniejsze jest to, co działo się po wyroku sądowym, kiedy Pietruszka trafił do więziennej celi. Jego żoną i synem opiekował się wówczas ich krewny nazwiskiem Grigorij Winagradskij – oficjalnie reemigrant ze Związku Radzieckiego. Jak ustalili prokuratorzy IPN-u, w rzeczywistości człowiek ten pracował dla warszawskiej rezydentury KGB. Agent obserwował i inwigilował żonę pułkownika, która wówczas podejmowała intensywne starania o zwolnienie męża z więzienia. Dzięki jego informacjom esbecy wiedzieli o zamiarach Pietruszkowej i mogli je udaremniać.

 

Spotkania z KGB

Jaką rolę w zamordowaniu księdza odegrał naprawdę Adam Pietruszka? Częściowej odpowiedzi na tę zagadkę udziela odnaleziony w archiwach IPN dokument: „Wyjazdy i przyjazdy za lata 1971-1989 pracowników Departamentu IV”. Wynika z niego, że po wyborze Polaka na Papieża nasiliły się kontakty funkcjonariuszy IV Departamentu z przedstawicielami V Zarządu Głównego KGB.

W oficjalnych dokumentach KGB czytamy, że zarząd ten odpowiedzialny był za „walkę ideologiczną”, „zwalczanie dywersji”, „walkę z dysydentami” oraz – co znamienne – „zwalczanie imperialistycznych wpływów Watykanu w państwach satelickich”. Spotkania odbywały się najczęściej w Moskwie, a także w Polsce i w Czechosłowacji. Delegacji polskiej przewodzili w tych spotkaniach Zenon Płatek i Adam Pietruszka.

Z przywołanego dokumentu wynika jednoznacznie, że w większości spotkań brał udział również Grzegorz Piotrowski. Celem tych spotkań była konsultacja i wspólne ustalanie planów najważniejszych działań wymierzonych w Kościół i księży. Po raz ostatni Pietruszka spotkał się z delegatami KGB latem 1984 r. Jego aresztowanie nie przerwało cyklicznych spotkań oficerów IV Departamentu z KGB, które trwały do połowy 1989 r. Z zachowanych w IPN dokumentów wynika, że spotkania z delegatami KGB miały również miejsce w Polsce.

 

Ważne zeznania

Oficjalna wersja dochodzenia sądowego, mającego wyjaśnić prawdziwy przebieg zbrodni, jest nieprawdziwa. Oto bowiem płk Tadeusz Rydzek – szef Zakładu Kryminalistyki Komendy Głównej MO – w kilkanaście godzin po zbrodni otrzymał od generała Ciastonia polecenie poddania ekspertyzie beżowego fiata, którym w noc uprowadzenia księdza posłużyli się trzej esbecy. Zgodnie z regułami badania kryminalistyczne prowadziły trzy grupy techników.

Pierwsi – w ramach tzw. ekspertyzy osmologicznej – badali ślady zapachowe osób jadących fiatem. Drudzy szukali odcisków palców i śladów krwi. Trzecia grupa miała za zadanie przeprowadzić ekspertyzę traseologiczną, czyli zabezpieczyć ślady ubrań i obuwia. Żaden technik nie znalazł nawet najmniejszego śladu obecności księdza w bagażniku. Oznaczało to, że uprowadzony ksiądz w ogóle nie był przewożony w bagażniku fiata. Równocześnie mechanicy zbadali silnik i nadwozie.

Okazało się, że samochód był w fatalnym stanie technicznym, trząsł się przy prędkości 70 km/godz. Takim autem nie można było dogonić sprawnego golfa, jadącego dwa razy szybciej. Wszystkie te fakty prowadziły do wniosku, że przebieg zbrodni podany i potwierdzony przez sprawców to fikcja, a prawdziwa wersja zdarzeń była zupełnie inna.

Dowodem na to jest fakt, że technicy, którzy badali fiata, nie zostali wezwani przed sąd w Toruniu. Sam płk Rydzek otrzymywał dziwne telefony. W 1990 r. opowiedział prokuratorowi Witkowskiemu, że jeden z oficerów przedstawiał się, że dzwoni z rezydentury KGB i wypytywał o rezultaty badań kryminalistycznych związanych ze sprawą księdza Popiełuszki.

Kategorycznie żądał, aby informować go o wszystkim. Telefony ustały, gdy aresztowano trzech esbeków. Podczas czterdziestoletniej pracy w milicji pułkownikowi Rydzkowi nigdy wcześniej ani później nie zdarzyło się, aby rezydent KGB tak bardzo interesował się wynikami ekspertyz kryminalistycznych. Z zeznań ówczesnych podwładnych i najbliższych współpracowników Rydzka wynika, że oficerem wykonującym tajemnicze telefony był Siergiej Michajłow.

 

Wizyty delegatów

Analizując chronologię wydarzeń, można zauważyć, że największe natężenie działań wymierzonych w księdza Popiełuszkę zapoczątkował artykuł w „Izwiestia”. Warszawski korespondent sowieckiej gazety, Leonid Toporkow pisał o kapłanie: „Swoje mieszkanie oddał na przechowanie nielegalnej literatury, a sam ściśle współpracuje z kontrrewolucjonistami. Z ambony padają nie religijne kazania, ale słowa ulotki […] z której można wyczytać tylko nienawiść do socjalizmu.

Rząd stawia więc sobie pytanie: czy możliwe jest, aby Popiełuszko i podobni mu duchowni mogli zajmować się rozrabiacką działalnością polityczną wbrew woli wyższej hierarchii kościelnej”. Artykuł ukazał się w numerze z 12 września. To znamienna data, bowiem następnego dnia odbyło się spotkanie najważniejszych urzędników państwowych, podczas którego gen. Wojciech Jaruzelski powiedział do gen. Czesława Kiszczaka słynne słowa: „Załatw to, niech on nie szczeka”.

Kilka godzin później Kiszczak wezwał do siebie na naradę generałów Ciastonia i Płatka. Razem ustalili dalszy plan działania przeciwko księdzu. Konsekwencją tej narady było uprowadzenie i zamordowanie kapłana. Śledczy IPN-u zwracają uwagę, że działalność Popiełuszki i innych antyreżimowych księży była często poruszana podczas spotkań najważniejszych dygnitarzy PRL-u. Wówczas jednak decydowano się na zastraszanie, prowokację lub aresztowanie duchownego.

Morderstwo zostało zaplanowane dopiero jeden dzień po publikacji artykułu, którego autorem był sowiecki dziennikarz (w ZSRR nie można było zostać korespondentem zagranicznym bez deklaracji współpracy z wywiadem). Od tego dnia, aż do początku listopada, przedstawiciele rezydentury KGB dużo częściej niż wcześniej odwiedzali gmach resortu (wynika to z zachowanych kalendarzy i ksiąg wejść do MSW). Podobnych przypadków jest więcej.

Aresztowanych esbeków inwigilowano, aby nie mogli z nikim podzielić się swoją wiedzą o prawdziwym przebiegu zdarzeń. Mimo to przez cały czas Grzegorzowi Piotrowskiemu pozwolono z celi wysyłać grypsy do oficerów KGB. Kilka tygodni po pogrzebie księdza szef warszawskiej rezydentury KGB – płk Witalij Pawłow i jego zastępca – płk Siergiej Michajłow zostali odznaczeni i awansowani na generałów.

Czy to wszystko nie mówi samo za siebie?

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.5 (głosów:11)

Komentarze

I tak samo Księdza Popiełuszki. A także zarządzenia ministra Ziobry.

To się odmienia w języku polskim.

Reszta ciekawa. Chciałbym aby ta śmierć została wreszcie wyjaśniona. Liczyłem na papiery Kiszczaka ale co będzie jeśli zbrodnia będzie miała drugie lub trzecie dno?

Skończyłem

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Ostatni legion

#1510285