Główny Zarząd Łagrów

Obrazek użytkownika podpułkownik
Idee

Nigdy nie kupiłbym książki „Historie kobiet z GUŁagu”. Po pierwsze -  dlatego, że wydawało mi się, że wiem dokładnie, co jest napisane na tych 600 stronach, zanim jeszcze spojrzałem na okładkę. Po drugie z powodu, że należy ona do tego rodzaju sowieckiej literatury faktu, który na Zachodzie utwierdza fałszywe przekonanie przeciętnego czytelnika, że „prześladowania” czy „czystki” w Rosji dotyczyły głównie komunistów i miały miejsce głównie w roku 1936-7. My wiemy dużo więcej, toteż pomysł wydawania takiej książki w języku polskim nie wydawał mi się najlepszy. Podkreślanie cierpień komunistów w ustroju komunistycznym jest fałszowaniem historii poprzez zmianę proporcji: komuniści stanowili tylko mały procent wśród milionów ludzi zamordowanych tylko z tego powodu, że zostali zaliczeni do konkretnej grupy (chłopów, księży, rzemieślników, Tatarów, Polaków, Ukraińców itd.) lub po prostu trzeba było wykonać miesięczny plan uboju ludności.

Jednak otrzymałem tę książkę w niechcianym prezencie i z wrodzonego (i nabytego w życiu) szacunku dla słowa pisanego przejrzałem ją, a potem przeczytałem. Są to fragmenty wspomnień 23 kobiet, które przeżyły leninowskie łagry. Wszystkie były komunistkami lub żonami komunistów. Oczywiście przytoczone fakty są znane, ale rodzą się refleksje: wszystkie wierzyły w rosyjską religię komunistyczną. Była to wiara niczym niezachwiana, wiara prawdziwie religijna. Religia komunistyczna była przecież zbudowana na wzór religii chrześcijańskiej: jest jeden bóg w trzech osobach: Stalin (Bóg Ojciec), partia (Syn Boży) i komunizm (Duch Święty). Jak pisał Majakowski: „Mówimy  Stalin, a w domyśle partia, mówimy partia,  a w domyśle Stalin”. Ten bóg był też wszechobecny, wszechwiedzący, nieomylny, nieskończenie dobry i sprawiedliwy, bez początku i końca (wierzyli w niego jeszcze trzy lata po jego śmierci). Ciekawe, że dla Rosjanek praktycznie jednoznaczna z tą trójcą była też Ojczyzna – Rosja. Żadna z Rosjanek nie utraciła w komunistycznych obozach koncentracyjnych swojej komunistycznej wiary. Wszystkie identyfikowały się z „prawdziwym” komunizmem. Ani ich własne niewyobrażalne cierpienia ani męczeńska śmierć milionów ludzi nie mogły zachwiać tej wiary. Czasem ją jeszcze umacniały. Jedna kobieta mówi, że gdyby nie była skazana, sama zgłosiłyby się do łagru razem ze swoim synem, aby budować socjalizm. Inna wspomina: „Wierzyłam w Stalina, tak jak wszyscy”.

Z religią komunizmu była związana specjalna etyka „pracy dla socjalizmu”. O swojej niewolniczej pracy przy wycinaniu tajgi mówi była dziennikarka:

„Pracowałam rzetelnie i uczciwie, chciałam wypełnić swój obywatelski obowiązek. Od najmłodszych lat rzetelnej pracy uczyła mnie matka, a potem komsomoł i partia.”

„Co by się nie działo, trzeba pracować uczciwie na swój chleb.”

Komunistyczne sumienie Rosjanek nie pozwalało im „kraść” ani „oszukiwać”. Kobieta, która została skazana na 10 lat katorgi za zbieranie kłosów zboża dla swego dziecka, uważała, że spotkała ją słuszna kara za grzech „kadzieży”. Nie ma podstaw, aby przypuszczać, że któraś z autorek stosuje samocenzurę lub pisze dla określonego „czytelnika”, jako że za sam fakt napisania kilku słów o fakcie istnienia łagru groziła jej kara śmierci.

Wszystkie skazane kobiety były przekonane o swojej niewinności. Z powodu sprzeczności tego przekonania z wiarą w nieomylność komunistycznego „wymiaru sprawiedliwości” powstawała frustracja, która prowadziła do choroby psychicznej, samobójstwa lub – najczęściej – do zaakceptowania swojego grzechu i konieczności pokuty: „Musiałam być winna, skoro zostałam skazana”, „Nawet jeżeli nic nie pomyślałam, to przecież mogłam coś pomyśleć, a sytuacja międzynarodowa jest skomplikowana. Musiałam być izolowana”.

Zadziwia, jak skuteczna jest indoktrynacja, która produkuje tego rodzaju roboty, jak słaby jest umysł ludzki, a jak potężny szatan i jego propaganda. Pamiętajmy, że stalinowcy ani hitlerowcy nie posiadali jeszcze telewizji. Jedynym masowym środkiem rażenia były wtedy gazety i radio. Obecnie reżimy posiadają telewizję (i - w dużej mierze – internet). Symptomatyczny jest wpływ reżimowej telewizji nawet na „prawicowych” dziennikarzy, którzy nie mogą powstrzymać się od zerkania na ekran i komentowania (krytycznego oczywiście) posunięć i wypowiedzi tego czy innego „celebryta”, kopacza czy ogórka.

Nasuwają się liczne pytania na temat totalitaryzmu XX wieku i jego współczesnych odmian…

Czy podobne masowe szaleństwo było możliwe tylko w Rosji? Czy wiara w obłąkańczy pomysł możliwości zmiany klimatu przez człowieka nie jest tym samym w zasadzie zjawiskiem?

Czy to prawda, że w polskich szkołach uczy się dzieci języka rosyjskiego, jakby to był jakiś język „międzynarodowy” w rodzaju angielskiego czy hiszpańskiego?

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:7)

Komentarze

Z okresu międzywojennego pochodzi też pewna anegdota, którą można przeczytać w biografii Stalina. Otóż podczas jakiejś imprezy u Stalina jego "wierny pies" Mołotow wraz z innym (chyba był to Kaganowicz, ale nie pamiętam teraz nazwiska) biesiadnikiem pijani spierali się jak nazywa się gwiazda, która akurat świeciła nad daczą wodza. Postanowili więc zadzwonić do moskiewskiego obserwatorium. Niestety w związku z tym, że były to lata czystek i wielu naukowców dostało "zasłużone" wyroki, to jedynym dyżurującym w obserwatorium był oficer NKWD, który oczywiście nie miał pojęcia o gwiazdach. Czuł jednak, że od tej odpowiedzi może zależeć i jego życie, więc postanowił (a właściwie jego przełożeni), że odpowiedź na to pytanie należy znaleźć za wszelką cenę.
Nocą więc, słynne czarne samochody, zaczęły jeździć po domach będących jeszcze na wolności naukowców, aby uzyskać odpowiedź. Niestety w tamtych latach nocne wizyty dla wielu już kojarzyły się z jednym - niechybnym aresztowaniem, procesem i w najlepszym wypadku zsyłką do łagru. Efekt był taki, że jeden słysząc stukanie zdenerwowanych i przerażonych NKWDzistów do drzwi użył broni i się zwyczajnie zabił,a dwóch wyskoczyło z okna (jeden z 11 piętra). Legenda głosi, że dopiero chyba za piątym razem udało się odnaleźć człowieka, który nie bał się i otworzył drzwi, a także udzielił odpowiedzi na arcyważne pytanie pijanego Mołotowa. Niestety oficer, który zadzwonił, aby ratując pewnie i własną skórę, do domu Stalina uzyskał informację, że obaj imprezowicze od kilku godzin smacznie już sobie śpią.

Cała ta sytuacja, nawet jeżeli nie jest do końca prawdziwa, doskonale obrazuje stosunek do obywateli w stalinowskich czasach.
polecam dyskusje na:
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=105833

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1474361