Trzy dziwne spotkania na szosie - kogut z żoną (?), babcia na melexie i żołnierz na rowerze z drewnianą pałą.

Obrazek użytkownika Piter1
Kraj

Co wyjście do sklepu we wsi to nowe wrażenia na krawędzi przygody i filozoficzno-egzystencjonalnych przemyśleń.

Wracając za sklepu szosą zobaczyłem nagle po jej lewej stronie (za rowem) pięknego, kolorowego koguta z jego kobietą. No właśnie - żoną, konkubiną, partnerką?, bo nie był to chyba młody kogut (synek czy młody, nieletni partner?) - nawet młody kogut ma już na głowie grzebień (grzebyk?). Ok - nie mieszam się w cudze, prywatne sprawy ale dziwne było to, że po tej lewej stronie szosy były pola po horyzont, a na horyzoncie las. Najbliższe gospodarstwo było po prawej stronie szosy ale w odległości circa 400 metrów. Co oni tu robią? Na noc przecież trzeba wracać do domu, a tu ani nie ma przejscia dla pieszych typu pasy, ani świateł ani wiaduktu dla zwierząt jak to na autostradach. No dobrze, może kogut wybudował gdzieś w pobliżu ukryty kurnik, budę czy inną norę? Może idzie z kobietą do kościoła wziąć ślub - ale kościół jest po prawej stronie szosy i hen przez las. Zgubił drogę? A może poczuł się Europejczykiem, nabrał <europejskich wolności> w płuca i idzie na zachód zostawiając za sobą zatęchły odór polskiego podwórka i zacofanego gospodarza? Ale nie - kogut ze swoją (żoną?) spokojnie pasł się i nigdzie dynamicznie się nie przemieszczał.

No i poszedłem dalej. Po wspomnianych czterystu metrach dochodząc do gospodarstwa słyszę z tyłu dziwny klakson. To na pewno nie TIR ani osobowy, bo dźwięk był i jakiś taki wysoki i słaby. Usunąłem się na pobocze i patrzę, że mija mnie i zawija z fasonem przede mną do zamknietej bramy gospodarstwa babcia na leciwym pojeździe elektrycznym, typu melex. Pomyślałem wprost, że pewnie jest niepełnosprawna fizycznie i pośpieszyłem z pomocnym tekstem  <Dzień dobry, pomóc Pani otworzyć?>. Na to babcia wesoło <synku, a co, może ja ułomna? Jeszcze i Tobie bym dała radę> i wyciągając kij zza pleców dziarsko nacisnęła skobel bramy, otworzyła z tegoż kija i wjechała. Trochę skonfundowany zaproponowałem, że zamknę za nią bramę, na co łaskawie i wesoło się zgodziła rzucając <do widzenia, synku>.

Zostałem wychowany w dychu niesienia pomocy ludziom potrzebującym, szczególnie starszym a tu taki return. Na <synka> to już dawno nie wyglądam a tu jeszcze, że <dała by jeszcze i mi radę>. W czym - w siłowaniu się na rekę, w rajdzie <1000 jezior, lasów i zagród> czy może pod pierzyną? - no nie, chyba już przesadziłem!

Idę dalej trochę zamroczony i teraz to już Bareja lub słynny angielski humor. Mija mnie żołnierz na rowerze. Polowy mundur nowoczesnego kroju (na ramieniu naszyta polska flaga) ale... Rower nowoczesny ale nie w barwach maskujących tylko w takim <bahama yellow>, na nogach trampki, na głowie ani hełmu ani czapki. A do bagażnika przytroczona olbrzymia, drewniana pała!
No tego to już za dużo. Akurat słońce zaświeciło więc usiadłem na pniaku za rowem i myślę - może Antek Macierewicz tworząc Terytorialsów zapomniał wpisać do planu pozycję <broń>? - no nie, to niemożliwe. Może chłopak zdezerterował - ale w czasie pokoju i przy zniesionym poborze do wojska? A może podprowadził mundur starszemu bratu (buty i czapka niestety nie pasowały) i jedzie do dziewczyny zaszpanować - ale po co ta drewniana pała? Kupujemy Patrioty,  Amerykanie w drodze do nas na stałe, dwa procent na zbrojenia w budżecie wykonane... Zero rozsądnej odpowiedzi i rozum zaczyna mi się gotować. 
No cóż, trzeba iść dalej a tu po chwili nisko i wolno przelatuje nade mną nieduży helikopterek w barwach maskujących i jakimiś znakami na burtach (za daleko aby potwierdzić, czy to szachownice). Czy on może szuka żołnierza na rowerze, czy co?

Albo kręcą jakiś film, ekipa jest w studiu a kamery są na satelicie albo to są manewry/ćwiczenia. W tej drugiej wersji kogut z żoną(?) to wytresowani zwiadowcy z elektroniką pod piórami, babcia to miejscowy element konspiracyjno-logistyczny a żołnierz to po prostu pozorant przeciwnika (rosyjskiego?). 
No nie wiem ale to były autentyczne spotkania.

PS. Jak wiecie, jestem zatwardziałym pisowcem ale do życia - tam, gdzie się da - trzeba podchodzić z przymrużeniem oka i na wesoło. Dla Macierewicza mam ogromny szacun. 

PPS. A w telewizji znów Schetyna i Lubnauer - to jest po prostu żałosne. I następny kraj na celowniku europejskich biurokratów/debili - Rumunia. Ciekawe, jak potraktują Włochów?

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)