Schet na szefa Europy, Tusk szuka konia i rozmowa z kominiarzem w lesie

Obrazek użytkownika Piter1
Kraj

Oglądając sztucznie uśmiechniętą ale wyraźnie znerwicowaną i spanikowaną twarz Schetyny na spotkaniu z Merkel dochodzę do wniosku, że może próbuje on pójść przetartym przez Tuska szlakiem do zrobienia kariery w Brukseli. Merkel jest dobrą ciocią i a nuż może coś załatwi. Gregor juz chyba zrozumiał, że sytuacja dla niego w Polsce jest ponura i trzeba się ewakuować. Tusk niedługo będzie wracał do kraju, więc może da się coś wyprosić. Wrażenie tej wizyty jest po prostu żenujące ale po platfusach to spływa od lat jak po kaczce - oni po prostu cynicznie załatwiają swoje prywatne dile w zależności od okoliczności a te polskie zaczynają być dla nich zatrważające.

Tusk z kolei zaczyna powoli rozglądać się za legendarnym biały koniem na wypadek triumfalnego (sic!) powrotu po wygraniu wyborów samorządowych a później parlamentarnych przez totalsów. Będzie miał wtedy dylemat - zostać premierem czy ewentualnie prezydentem, bo przejechanie pijanej, niepełnosprawnej, ciężarnej zakonnicy na pasach u niego na pewno nie wchodzi w grę - on przecież lata samolotami lub przyjeżdża z pompą pociągiem. Tu jednak pojawia się problem techniczny - wszystkie konie pod kątem Tuska ochwaciły się i odmawiają współpracy - mają zwolnienia lekarskie, narzekają na złą paszę, nie mają aktualnych badań technicznych, nie znają dobrze drogi do Polski a po autostradach to przecież nie wolno etc., etc..

Zastanawiam się, jak te bydlęta (to jest określenie jak najbardziej pozytywne, jak z jednej z kolęd) porozumiały się transgranicznie i to przez pół Europy, bo cynk przecież musiał przyjść od naszych, polskich, husarskich rumaków. Przecież one nie mają smartfonów ani nie używają internetu. Naprawdę dziwne ale wiem, że bydlęta mają swoje rozumy. Każdy z moich psów (już są w swoim psim niebie), czy to Patefon czy Fafik, jak się obraził to nie było siły - to po prostu było namacalnie czuć i widać. No i widocznie mają swoje metody komunikacji, nawet pewnie międzygatunkowej (psy się wściekają na totalsów, dają cynk koniom i kotom, one bocianom i sowom a ptaki to już mają większy zasięg i przekazują info innym skrzydlatym w zależności od ich aktualnych <destynacji>). No ale to tylko moja, niesprawdzona teoria. 

Jesteśmy w XXI wieku więc jeżeli Donald T. nie przekupi w końcu jakiegoś żywego konia, to może zamówi w którymś z zaprzyjaźnionych koncernów takiego stalowego, naszpicowanego elektroniką, GPS-ami i rakietami koniopodobnego potwora. Wtedy też nie będzie miał problemu z jego maścią - wystarczy tylko konkretne zamówienie typu <ma być śnieżnobiały lub np. kasztanka>.  No i ostatecznie zawsze można wrócić na krowie lub na ośle - te bydlęta są bardziej spolegliwe i apolityczne.

A atmosfera jest rzeczywiście ponura dla totalsów. Dzisiaj przyjechał do mnie kominiarz, bo w końcu muszę przeczyścić komin w mojej chałupie w lesie. Wysiadł z auta osmolony jak diabeł a ja do niego podchodzę i przybijam mu mocną piątkę. On jakby trochę się zdziwił i odbył się następujący dialog:
- pan to miastowy ale chyba jakiś normalny,
- jak to normalny?
- no chyba nasz a nie ten, no jak mu tam... leming?
- ale lemingi to też normalni ludzie,
- nie, panie, une jakieś takie oślizgłe, nie patrzą w oczy, takie, że nie wiadomo o co im chodzi i tylko narzekają,
- panie, nie narzekaj pan bo się nie znamy i idziemy do komina - ale rzeczywiście, nie jestem lemingiem
- no przecież mówiłem od razu, że pan to nasz a nie ten, no jak mu tam...leming.

Roboty nie zrobił, bo czyszczenie komina od dołu nie było jednak możliwe i wróci z drabiną - będzie czyszczenie klasyczne, od góry. I na odchodne wesoło rzucił:
- panie, komin wyczyszczę ale wie pan jak to z czyszczeniem - nie przeczyścisz pan nigdy lufy karabinu ani baby (?). Trzeba będzie czyścić częściej - wtedy jest lepiej.

I pojechał. A ja zacząłem się zastanawiać, o co mu chodziło - może o solidniejsze czyszczenie kraju?

A potem poszedłem do sklepu przez las. Wracając inną drogą (szosą) spotkałem dwóch ludzi, zbierających śmieci na poboczach do czarnych worków. Jeden młody, drugi stary z wąsami - obaj jakoś schyleni, nie patrzący na przechodnia. Ale na moje głośne <dzień dobry> spojrzeli na mnie trochę nieśmiało, trochę zdziwieni i odpowiedzieli <a dzień dobry panu>.
Machnąłem im ręką i rzuciłem wesoło <tylko uważajcie na TIR-y>. A oni <pan też> i może to moje złudzenie, ale tak jak by wyprostowali się i uśmiechnęli... Chyba był dobry kontakt. Pamiętajmy, że żadna uczciwa praca nie hańbi niezależnie od jej rodzaju - trzeba tylko mieć do niej i do ludzi szacunek i zawsze pozytywne podejście. No chyba, że trafi się na totalsa z jego <pragmatycznym> podejściem do rzeczywistości - wtedy już po paru zdaniach można spokojnie machnąć ręką, splunąć i odwrócić się.

Niech ten Schetyna jedzie do Brukseli a Tusk wraca na białym ośle - my musimy oczyścić nasze polityczno-gospodarcze otoczenie, żeby ludzie nareszcie zaczęli się uśmiechać niezależnie od tego, co przyszło im robić aby się utrzymać.

PS. Słyszę właśnie, że sędziowie Żurek i Tuleya idą na manifestację? konwencję? totalsów. Banicja to za mało dla nich...

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)