Ewolucja świadomości - spowiedź mohera po 10.04.2010

Obrazek użytkownika Peacemaker
Kraj

Kiedy analizuję swoje myśli i towarzyszące im emocje pamiętnego przedpołudnia do dzisiejszej rocznicy, to słowo „spowiedź” wydaje się zdecydowanie najbardziej adekwatnym. Dlaczego? Bo wniknięcie w nie pokazuje straszną prawdę o mnie i o społeczeństwie, do którego jestem elementem. Pokazuje prawdę, której wolelibyśmy nigdy nie poznać – jak bardzo te czasy POgardy wyprały nasze rozumy i sumienia.

 

 Była słoneczna sobota. Właśnie szlifowałem rufę swojej łajby, gdy siostra zadzwoniła do siostrzeńca. Pierwsze przekazy były niejasne, więc ze słów które do nas dotarły wnioskowaliśmy, że spadł samolot, zginął na pewno Prezydent, prawdopodobnie także drugi z Braci Kaczyńskich i wielu polityków PiS-u. Moja pierwsza reakcja przeraziła mnie bardziej niż sama treść wiadomości. Była to dziwna

 

ULGA

 

Uczucie w 50% podobne do tego, gdy ktoś bardzo bliski odchodzi po ciężkiej chorobie (znałem je doskonale – 4 lata wcześniej Ojciec zmarł na raka). Myśl „już się nie będzie męczył” w przypadku Prezydenta przybierała formy „już nie będzie opluwany” (już po trzech dniach okazało się, że to było naiwne myślenie), „już nie przegra nadchodzących wyborów”, „już nikt nie będzie go stawiał w sytuacji bez wyjścia”... Doskonale pamiętam jak w tamtych dniach frakcje PZPO (Polskiej Zjednoczonej Partii Opluwaczy, czyli połączonych sił PO i SLD) licytowały się nawzajem próbując przebijać kolejne coraz bardziej absurdalne pomysły na to w jak uniżony sposób demokratycznie wybrany Prezydent RP ma prosić dyktatora Stanu Wojennego o to, aby raczył lecieć z nim jednym samolotem do Moskwy na obchody zakończenia II Wojny Światowej (dziś media nie wspominają tamtej atmosfery – za to do „dusznego klimatu IV RP” wracają przy każdej okazji).

 

Jednak to druga połowa tego uczucia była tą przerażającą. Propaganda tak intensywnie wbijała nam do głowy, że to Kaczyńscy obniżają notowania PiS, a Ziobro mógłby wygrać, że gdzieś w podświadomości utkwiło jak odłamek skojarzenie, że teraz może PiS się odbije od dna, zapanują normalne czasy, przestanę wreszcie być nazywany „bydłem”, „moherem” (choć w tamtych czasach jeszcze szczerze nienawidziłem o. Rydzyka – dziwny „spadek” po graniu w „Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy”). Ta krótka myśl, to dziwne uczucie ulgi, które przez kilkanaście sekund przemknęło mi przez głowę, zanim rozum i serce odrzuciły je z niesmakiem wywołało u mnie gorzką refleksję:

 

skoro jestem wyborcą PiS, cenię Prezydenta za to, co zrobił w Gruzji, od kilku lat prowadzę bloga demaskującego nadużycia PO i manipulacje mediów, a mimo wszystko mam tak wyprany umysł, że skojarzyłem Jego śmierć z krokiem ku zwycięstwu PiS, to jak bardzo muszą mieć wyprane mózgi i serca ci, którzy są po drugiej stronie linii sporu”?

 

Jak się później dowiedziałem, ci po drugiej stronie właśnie otwierali szampany i dzwonili do wszystkich, aby się tym pochwalić. Był wśród nich właściciel stoczni, w której wynająłem kawałek hali, aby wyremontować łajbę. Zadzwonił także do mojej siostry. Nawet po ponad miesiącu się nie zreflektował – powiedział mi z nieopisaną butą, że żałuje tylko jednego „że się nie dało więcej tych pisiorów upchać do tego Tupolewa”.

 

Ale wróćmy do moich uczuć. Drugim był paniczny

 

STRACH

 

Tusk i jego otoczenie wielokrotnie było zmuszone do wycofania się ze swoich totalitarnych pomysłów (np. cenzury Internetu – już w 2008 roku podjął pierwszą próbę, na której wzorował się Łukaszenka), bo albo trafiały one na veto Prezydenta, albo mogły spowodować, że Prezydent wizerunkowo wypadnie lepiej od niego. Teraz, gdy Prezydent nie tylko stracił urząd, ale i życie, więc nie mógł nawet recenzować poczynań rządu, zrodziło się pytanie:

 

kto teraz będzie strzegł demokracji i konstytucji?”

 

Myśl ta budziła we mnie taki niepokój, że zadzwoniłem do mojej obecnej żony z niecodzienną propozycją „zostawmy tę rozgrzebaną łajbę, świeżo kupione mieszkanie i pracę – w poniedziałek mój kuzyn wraca do Anglii, jedźmy razem z nim”. Wtedy tłumaczyła mi, że nie można wszystkiego ot tak zostawić... Wtedy nie wracałem więcej do tamtego pomysłu. Dziś, po pięciu latach sytuacja w kraju i za jego wschodnią granicą zmieniła się tak, że od kilku miesięcy temat wyjazdy wraca w naszych rozmowach kilka razy na tydzień i nie ma dnia, w którym bym o tym nie myślał.

 

Gdy wróciłem do domu i włączyłem telewizor, to w miarę jak docierały do mnie kolejne nazwiska ofiar, zacząłem czuć coraz większy

 

ŻAL

 

Władysław Stasiak - człowiek, który po wielu wpadkach nieudolnego Kownackiego zaczął pokazywać ludziom ludzką twarz Lecha Kaczyńskiego, a działo się to właśnie za sprawą bardzo ciepłej, ludzkiej natury szefa Kancelarii Prezydenta RP. Janusz Kochanowski – dla mnie symbol prawdziwego humanizmu i cichego starania o poszanowanie praw człowieka, których jako Rzecznik Praw Obywatelskich bronił w sposób mało błyskotliwy, ale systematyczny i sumienny. Długo by wymieniać... Samego Prezydenta Kaczyńskiego pamiętam jako człowieka pełnego humoru i zdrowego dystansu wobec siebie – zupełną odwrotność tej sztywnej kukły, jaką robiła z Niego propaganda. Oglądałem na lokalnej telewizji sytuację, gdy w trakcie rytualnego tańca przy wieńcu na Dożynkach jakaś krzepka babka siłą wyrwała Prezydenta do tańca ludowego. Szybko i dyskretnie się wycofał, a całą niezręczną sytuację (chodziło o żałobę narodową) obrócił w żart na temat własnej osoby. Oczywiście propaganda żartu nie puściła, tylko rozpętała nagonkę, że Kaczyński ogłasza żałobę, a sam publicznie tańczy. Taki jeden z tysięcy epizodów w dziejach przemysłu Pogardy.

 

Wieczorem docierało do nas coraz więcej „newsów”. Dopiero po pewnym czasie można było zweryfikować jak mało było w nich informacji, a jak dużo dezinformacji. Najbardziej w pamięci mi utkwił (znów ze względu na wywołane uczucia) jeden z nich – o czterech podejściach do lądowania.

 

Uff! Skoro były cztery podejścia, więc to nie był zamach! Jakie szczęście, bo już myślałem, że jakiś fanatyk z KGB odpalił rakietę, aby zrobić prezent Putinowi.”

 

Później okazało się, że Kapitan samolotu tylko raz próbował zejść na wysokość decyzyjną. Pamiętam, jak bujda o czterech podejściach przekonała chwilowo drugą z moich sióstr, że wszystkiemu była winna ułańska fantazja i upór pilotów. A ile osób ta bujda przekonała na stałe?

 

Więcej odczuć z tej pierwszej doby po tragedii nie pamiętam. Za naiwną wiarę w to, że żyjemy w państwie demokratycznym i rządzący nami mają jakiekolwiek zasady serdecznie żałuję. Najbardziej jednak żałuję tego, że ich nienawiść i pogarda skaziła także moje serce. Jeśli kiedyś przeminą te czasy POogardy i wreszcie nastanie normalność, to wszyscy bez wyjątku będziemy potrzebowali nawrócenia i resocjalizacji. Marne to pocieszenie, że nie zeszliśmy jeszcze do poziomu drugiej strony - z powodu nie otwieramy szampanów ani nie przybijamy żółwików z „okazji” śmierci wielu osób. Czy jednak te czasy się skończą i czy po nich rzeczywiście wróci normalność? Oby! I oby to nastąpiło jak najszybciej 

 

http://niepoprawni.pl/blog/961/hanba-wszech-czasow 

http://niepoprawni.pl/blog/188/solidarni-2010-osobiste-przemyslenia

http://niepoprawni.pl/blog/188/nielegalne-kwiaty-zakazany-krzyz

http://niepoprawni.pl/blog/188/wiersz-c-k-norwida-chcialbym-zadedykowac-...

http://niepoprawni.pl/blog/188/ja-tez-zastanawiam-sie-nad-emigracja

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)