Wojna dwóch światów - obawy i nadzieje

Obrazek użytkownika Obserwator
Kraj

Właśnie Sejm przyjął większością głosów nowelizację ustawy o TK. Przez kilka godzin trwała w parlamencie młocka, aczkolwiek dość jednostronna - oczywiście PO i Nowoczesna, oczywiście w alarmującym tonie, oczywiście o sparaliżowaniu prac TK oraz o rzekomych karach za przedłużanie postępowania.

Chciałem zwrócić uwagę na pewną charakterystyczną cechę wystąpień po stronie PO i Nowoczesnej oraz odmienną cechę wystąpień posłów PiS. Dopóki "nie odwróci się znaków", czyli nie zamieni w wyobraźni miejscami obecnie rządzących z obecną opozycją, nie za bardzo tę istotną cechę widać, przy czym powstaje pytanie, czy cecha ta jest realnie istniejąca, czy jest tylko rozpaczliwą projekcją odbiorcy.

Otóż mógłbym zaryzykować następującą tezę: istnieje tylko jeden element, który powoduje, że obecna nowelizacja ustawy o TK jest akceptowalna: nadzieja pokładana w rzetelności i uczciwości obecnie rządzących. Trudno się dziwić zmianie ustawy, bo dotychczasowa, wraz z obecną Konstytucją i składem TK w zasadzie gwarantowała, że jakiekolwiek zmiany zmierzające realnie do rozbicia dławiącej Polaków betonowej skorupy (i to betonu podwójnie zbrojonego: systemem prawnym oraz finansowym), są z góry skazane na porażkę. Ale chciałbym podkreślić, że tak kruchy element jak nadzieja ludzka, będąca przecież uczuciem wyrastającym z zaufania, wymaga bardzo starannego postępowania.

Posłowie PO i Nowoczesnej (pominąwszy obowiązkową histerię i generalnie pewne, określijmy to delikatnie, niedoskonałości formy) w swoich wystąpieniach wyraźnie przypisywali zarówno rządowi jak i większości PiS zrozumiałe dla siebie motywacje i idiosynkrazje. I - co gorsza - z ich punktu widzenia rzeczywiście mają rację i słusznie się boją, po prostu ich wizja świata nie dopuszcza tego, że ktoś może traktować prawo nie jako zasłonę i usprawiedliwienie dla swoich wybryków, ale jako narzędzie wspierające siebie i innych w przestrzeganiu zasad. To nie prawo stanowi zasady (chyba że w Cywilizacji Bizantyńskiej), to zasady stanowią podstawę prawa (przynajmniej w Cywilizacji Łacińskiej). 

Można wręcz powiedzieć, że w tym kontekście Ryszard Petru jest znakomitym przykładem galanta - ostatecznie galant tym różni się od dżentelmena, że choć potrafi się zachowywać jak dżentelmen, to nie rozumie dlaczego właściwie sobie tym życie utrudniać jeżeli "nikt nie widzi". Poza obszarem pojmowania galanta jest to, że choć dżentelmen mógłby w trakcie wizyty bezkarnie wsunąć do kieszeni leżący z boku cudzy portfel, to tego nie zrobi bo mu to po prostu do głowy nie przyjdzie. A galant takie wypuszczenie z rąk okazji uzna albo za ciapowatość, albo za nadmierną ostrożność wynikającą z tchórzostwa.

A z jakiego powodu? Ano dość prostego - nie rozumie ZASAD które kształtują taką postawę, dlatego nie bez kozery mówi się, że "frak dobrze leży dopiero w trzecim pokoleniu".

Szczerze powiem, że przez ostatnie pięć lat do upojenia mieliśmy sytuację, jaka teraz a rebour jawi się koszmarem sennym różnym zaKODowanym PONowoczesnym: całkowitej bezsilności wobec rozwydrzonej pełnią bezkarności władzy gówniarzy. I wcale im się nie dziwię że się boją, bo gdyby to samo rozwiązanie dotyczące TK, to samo tempo procedowania oraz te same narzędzia sprawowania władzy wpadły na powrót w ręce PO (czy też znalazły się w rękach Nowoczesnej), to po prostu strach się bać. Kolejne lata bezsilności wobec cwaniactwa i zwykłej nieuczciwości, wobec bezczelności i arogancji władzy na każdym szczeblu całego trójpodziału plus media, wobec klasycznej odwróconej piramidy (im głupszy, bardziej arogancki, butny i pyszny - tym wyżej), oraz sterujacych tym wszystkim zza kurtyny przy pomocy haków i żerowania na słabościach własnych marionetek rzeczywistych władców takiego cyrku.

 

Ale ciągle, gdzieś tam pod skórą, czai się i po naszej stronie podświadomy strach: czy rzeczywiście dobrze obdarzyliśmy zaufaniem, czy słusznie pokładamy nadzieję, czy naprawdę mamy wreszcie rząd tworzony przez zasady, czy też nie wrócą zasady tworzone przez rząd...

 

Z jednej strony nadzieja, z drugiej obawa, z jednej strony wiara, że tworzone narzędzia będą służyły do rozbicia tej betonowej, podwójnie zbrojonej skorupy, z drugiej strach przed kompletną bezradnością w sytuacji nadużywania tych narzędzi.

Dlaczego na prowokacyjne stwierdzenie Petru zaraz po głosowaniu w sprawie nowelizacji ustawy o TK (padło w formie pytania do obecnej na sali p. Szydło), czy prawdą jest że rząd szykuje wprowadzenie kontroli internetu oraz ograniczenie prawa do demonstracji, nie padła NATYCHMIASTOWA odpowiedź p. Premier, że rząd PiS to nie rząd PO i żadnych takich pomysłów nie było, nie ma i nie będzie? Przecież jutro z tego pytania wszyskie media zrobią stwierdzenie faktu, w dodatku uwiarygodnione "zmieszanym milczeniem przedstawicieli rządu". Zakład?

 

I tak sobie myślę, że najlepszym wyznacznikiem nie tyle intencji p. Kaczyńskiego czy członków rządu, ale tej bezpośrednio dotykającej nas praktyki działania będzie realna postawa przewodniczących okręgowych kół PiS, sposób utrzymywania kontaktów przez posłów i senatorów, funkcjonowanie urzędów - w większości przecież obsadzonych przez ludzi, którzy tam dotąd siedzieli.

Już widać wyraźnie, jak słabnie zapał aktywności obywatelskiej wskutek zaniechania jej wykorzystania (choćby przez jasne określenie terminów, zakresu merytorycznego i warunków niezbędnych do spełnienia przy deklarowanej współpracy) czy też trzymania ludzi na dystans, czasem spowodowany prostymi błędami w komunikacji, ale też potworną presją czasu czy trudną sytuacją w krzepnięciu władzy i tworzeniu narzędzi do zarządzania całą machiną. Trudno nie być pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu p. Macierewicza i p. Kamińskiego - wiedzą co chcą, wiedzą co mogą, wiedzą jak działać i co najważniejsze działają. Cicho, sprawnie i skutecznie. Ale nie tylko oni są w rządzie, nie tylko oni są w parlamencie, nie tylko oni tworzą "twarz" PiS.

O bardzo wielu innych nie można jeszcze nic powiedzieć, ale są już widoczne obszary, gdzie wyraźnie występuje problem komunikacji z ludźmi, tendencja do odgradzania się, zaczyna być odczuwalny narastający dystans do proponowanych przez ludzi rozwiązań. Syndrom "oblężonej twierdzy" i weryfikacja typu "swój-obcy", przy czym bez widocznego mechanizmu sprawdzającego tych "nowych", a w każdym razie niedostosowanego do skali zagadnienia.

Brakuje pasa transmisji do obywatelskich think-tanków, mogących sprawnie i szybko przygotowywać projekty ustaw, a przecież, jeżeli za tworzenie projektów wezmą się urzędnicy, to - pomimo niekiedy bardzo dużych kompetencji - będą je tworzyć "pod siebie", przygotowywać ze swojej perspektywy, a powinni jedynie koordynować ich uzgadnianie, wnosić uwagi, pilnować czystości legislacyjnej i powiązań aktów prawnych.

Realnie rzecz ujmując, po przygotowywanych i procedowanych aktach prawnych wyraźnie widać, że chyba nie starcza sił na działanie na tylu frontach naraz, a z drugiej strony, po tylu bolesnych doświadczeniach z różnymi kretami, nawiedzonymi, fałszywymi przyjaciółmi i zwykłymi zdrajcami, trudno się ludziom z PiS przełamać i nagle zacząć ludziom ufać, szczególnie gdy nie wiadomo gdzie mogą być ukryte miny.

W konsekwencji ufa się wiernej, starej gwardii, ta zaś choćby dlatego jest stara, bo była nieufna i przez bolesne lata w opozycji wypracowała w sobie mechanizmy przetrwania, które teraz zaczynają być przeszkodą. Przeszkodą nie dla "starej gwardii", dla niej są one naturalne jak oddychanie, ale dla ludzkiej inicjatywy, a w konsekwencji dla władz PiS i rządu.

Pat? Może grozić patowa sytuacja, ale będzie ona nie do rozwiązania, skoro ośrodkiem decyzyjnym jest grono bliskich współpracowników p. Kaczyńskiego, zaś by zostać dopuszczonym choćby do spokojnej rozmowy z nimi (nie mówiąc o p. Kaczyńskiem) trzeba przejść sito nieufnej "starej gwardii", dla której każda inicjatywa może być potencjalnym zagrożeniem, bo nie jest ich inicjatywą. Zresztą część z nich ma też własne interesy, część czuje się nadmiernie dowartościowana takim sukcesem wyborczym (syndrom "wody sodowej" - a pycha jest straszną wadą, choć jakże zrozumiałą po latach upokorzeń), inni zaś po prostu chcą mieć święty spokój.

Oczywiście takie plany jak "+500" czy ułatwienie życia mikro- i małym przedsiębiorcom są znakomite, ostatecznie program "+500" to nie żadna jałmużna, tylko wsparcie całej wspólnoty dla jej przyszłości w ramach wypracowywanego wspólnie majątku, ale każda ocena zależy od perspektywy, a perspektywa od wyznawanych zasad. Już raz PiS miał kłopoty przez przyklejonych do niego ludzi tych zasad nie rozumiejących, pytanie czy tym razem da radę pogodzić konieczność otwarcia ze zrozumiałą nieufnością.

Wydaje się, że niezbędne jest opracowanie pewnych procedur komunikacji, bo jeżeli rząd ma rzeczywiście być koordynatorem działań społecznych, a nie przewodnikiem stada, to taki system komunikacji (i to zwrotnej) musi jak najszybciej powstać i być zrozumiale funkcjonalny.

 

  

    

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)

Komentarze

Witaj Janku

 

Ten pisany na gorąco tekst jest, jak zwykle świetny, lecz ja także pozwolę sobie odpowiedzieć "na gorąco" po szybkich refleksjach.

Bardzo mi się spodobało przeciwstawienie galanta dżentelmenowi. Chociaż Petru jest jeszcze bardziej dyzmowaty, co objawiło się w jego stosunku do prof. Pawłowicz. A najgorsze jest to, że on narzucił ten styl tym swoim dzierlatkom, które brzydką polszczyzną, brzytkim głosem wykrzykują z mównicy. łNajlepsze jednak było to co Patryk Jaki stwierdził o Nowoczesnej - ZERO projektów, tylko bicie piany. Więc wyraźnie widać, że wymyślono Nowoczesną wyłacznie w celach destrukcyjnych. Oni nie mają cokolwiek tworzyć.

..............

Jądro wokół prezesa rzeczywiście ma twardą skorupę. Zakon bardzo uważa, żeby nie prześliznął się przypadkiem jakiś pomysł bez ich aprobaty. Jednakże chyba jest istotne postawienie tych najwierniejszych na właściwym miejscu. Kuchciński, o którym nie miałem najlepszego zdania, okazuje się świetnym marszałkiem, czyli znalazł swoje miejsce. Bardzo też jestem ciekaw, jak się sprawdzi Jasiński. Pozytywnie też oceniam rosnącą rolę Brudzyńskiego. Tu mamy też osobisty bonus, bo pan Joachim będzie bardzo dbał o nas, marynarzy.

................

Niedopuszczenie do tworzenia prawa przez urzędników to imperatyw. To tak, jak ta ustawa o TK z czerwca tworzona przez Rzeplińskiego. Think- tanki powinny być niezależne i liczne. Myślę też, że Paweł Szefernaker wkrótce uruchomi szeroką ścieżkę dostępu do władzy. Chwilowo za bardzo fascynuje się twitterem, ale już tworzy strony i rewelacją są transmisje on=line z działalności prezydenta i pani premier. A spot świąteczny z ubieraniem choinki przez rząd jest wg. mnie rewelacyjny.

 

Tak, że Janku, tyle uwag na gorąco, z prawdziwą nadzieją, że będzie coraz lepiej.

 

Serdeczności

 

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1502905