Intronizacja - historia zaczyna się na nowo...

Obrazek użytkownika Obserwator
Idee

Kluczem do oceny wczorajszego Aktu jest właściwe rozumienie słowa "Intronizacja" oraz przesłania Pana Jezusa do Rozalii Celakówny, które nie zostało skierowane do "Państwa Polskiego" lecz do "Narodu Polskiego".

Zacznijmy od "Intronizacji".

  Otóż Królestwo Polskie po wygaśnięciu linii dynastycznej Jagiellonów było jedynym królestwem na świecie w którym do uzyskania władzy królewskiej nie wystarczała koronacja na króla. W innych królestwach, gdzie korona przechodziła w drodze dziedziczenia (lub była przechwytywana siłą), akt koronacji wystarczył do żądania uznania władzy królewskiej osoby koronowanej, zaś jej nieuznawanie było traktowane jak zdrada stanu i karana. Dlatego też angielskie "enthronement", niemieckie "Inthronisierung" czy francuskie "intronisation", pomimo słownikowej identyczności z polskim "intronizacja", mają zupełnie inną konotację. Po prostu tam NAJPIERW "wprowadzano na tron" (tego dotyczyły wojny, spiski, skrytobójstwa, walki dynastyczne), aby po koronacji uzyskać pełnię władzy, natomiast w Królestwie Polskim odwrotnie: najpierw była koronacja, a potem UZNAWANIE koronowanej osoby królem.

  Jak powszechnie wszystkim wiadomo, królowie byli wybierani przez Sejm Elekcyjny, natomiast jak powszechnie wszystkim nie wiadomo, wybór na Sejmie Elekcyjnym ani nie czynił królem, ani nie dawał władzy, ani nie wiązał się z UZNANIEM tak wybranego kandydata królem Królestwa Polskiego.
  Do koronacji na Króla Polski dochodziło na dodatkowym Sejmie Koronnym w Krakowie, który akceptował kandydata i w efekcie tej zgody Kościół dokonywał koronacji. Ale to jeszcze nie było wszystko, do uzyskania WŁADZY królewskiej konieczne było uznanie aktu koronacji przez szlachtę - jak się szlachcie kandydat nie podobał, nawet koronowany, to mogła zawiązać koło rokoszowe (rejestrowało się to w starostwie) i nie uznawać jego władzy w obszarze określonym w dokumentach rokoszowych (najlepszym dowodem jest fakt, że były w naszej historii dwa sejmy elekcyjne, które zaowocowały wyborem DWÓCH kandydatów i nawet koronacja nie zmieniła faktu zawiązania kół rokoszowych i już to negocjacji, już to sporów siłowych co do rozwiązania problemu).

 Tak więc w tradycji zachodnioeuropejskiej "intronizacja" poprzedzała "koronację", zaś sama koronacja zamykała temat uznania władzy - kto jej nie uznawał był buntownikiem i zdrajcą (przynajmniej z punktu widzenia króla i jego zwolenników), natomiast w naszej tradycji "koronacja" (będąca wynikiem wyboru) poprzedzała "intronizację", czyli powszechną zgodę szlachty na PRZYJĘCIE osoby koronowanej za króla.

 Bez jasnego zdefiniowania rozumienia pojęcia "Intronizacji" można jedynie zasiać chaos myślowy, więc z tego powodu (bp. Andrzej Czaja WYRAŹNIE to podkreśla) zdecydowano się na zastąpienie WIELOZNACZNEGO słowa "Intronizacja" (mogącym być źródłem dalszych sporów językowych) JEDNOZNACZNYM słowem "przyjęcie za Króla i Pana", co w tradycji Królestwa Polskiego oznacza dokładnie to samo ("Intronizację"), a nie daje pola manewru do spekulacji słownikowych. Więcej nawet, aby zapobiec wszelkim nadinterpretacjom Episkopat zrezygnował również ze słowa "UZNANIE" (choć było to rozważane), gdyż może być rozumiane dwojako: albo że my KOGOŚ uznajemy kimś (akt mający charakter czynny wobec biernego podmiotu, np. "uznajemy kogoś za godnego", co w wypadku Pana Jezusa i jego królewskiej godności jest nonsensem, bo nasze najlepsze starania nic tu nie zmienią), albo że my uznajemy SIĘ wobec kogoś (akt mający charakter bierny wobec czynnego podmiotu).

 Pamiętacie Państwo może list poddańczy mieszkańców Warszawy do cara Aleksandra II (Adres nadpoddanniejszy mieszkańców miasta Warszawy do cara Aleksandra II z 1876 r.) Co to nasi naiwniacy pisali: "...otoczym Ciebie Najjaśniejszy Panie oddaniem się Tobie zupełnym dla osiągnięcia wielkich celów, jakie zamierzyłeś..."? Albo Sejmu Galicyjskiego do cesarza Austrio-Węgier (Adres Sejmu Galicyjskiego do cesarza z 1866 r.), zakończony słynnymi słowy: "...z głębi naszych serc oświadczamy, że przy tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy..."? Praszczury NAPRAWDĘ sądziły, że składając takie deklaracje w przeddzień stulecia zaborów, pokazują gest dobrej woli decydując się na UZNANIE (w obydwu znaczeniach tego słowa naraz) już to cara Rosji, już to cesarza Austrio-Węgier, za swojego władcę - niestety, dla adresatów był to najlepszy dowód na buntowniczy charakter Polaków, bo z ich punktu widzenia zawarte w pismach deklaracje były psim obowiązkiem poddanego i sama myśl że może być inaczej była przejawem wręcz zdrady stanu.  

Co do pojęcia "Polski":

  Nic sensownego nie zrozumiemy z przesłania Pana Jezusa do Rozalii Celakówny, jeżeli będziemy używali pojęcia "Polska" zamiennie w rozumieniu jako "Państwa Polskiego" i "wspólnoty Narodu Polskiego" (albo po prostu "Narodu Polskiego"), a już szczególnie jeżeli nie zdefiniujemy pojęcia "Narodu".

  Czym innym jest rozumienie pojęcia "Naród" w Cywilizacji Turańskiej (jest to bardziej zbiór poddanych danego władcy albo ludów do których poddaństwa władca rości sobie pretensje - ot, choćby jak Putin odnośnie osób pochodzenia rosyjskiego mieszkających w innych państwach), czym innym w Cywilizacji Biznatyńskiej (dla odmiany zbiór osób, którym dane państwo ma ochotę przyznać swoje obywatelstwo) a czym innym w Cywilizacji Łacińskiej, gdzie przynależność do danego "Narodu" jest świadomym, całkowicie wolnym wyborem danej osoby, akceptującej i przyjmującej za swoje wartości wokół których dany Naród się zaczął tworzyć.

  Jeżeli Pan Jezus mówi Rozalii Celakównie, że chce być królem "Narodu Polskiego", a mówi to do Polki, w królewskim mieście Krakowie w którym działa Wszechnica Krakowska dzięki której w Polsce powstały zręby Cywilizacji Łacińskiej (a to wskutek zaszczepiania przez wieki realizmu filozoficznego wśród elit), to nieuprzejmie byłoby sądzić, że Pan Jezus życzy sobie, aby uczynić go królem zlaicyzowanego Państwa Polskiego (rozumianego jako pewna struktura administracyjna danego obszaru geograficznego) i siłą przymuszać jego mieszkańców do przestrzegania prawa Bożego, skoro on na krzyżu oddał życie również za to, żeby np. p. prof. Środa mogła publicznie głosić swoje rewelacje (licząc na to, że kiedyś zrozumie co mówi).

 W "Akcie przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana" jest jednoznacznie używane pojęcie "Narodu Polskiego" w konotacji właściwej dla Cywilizacji Łacińskiej (choćby: "...Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie..."), bo Polska jest wszędzie tam, gdzie jest choćby jeden członek Narodu Polskiego w rozumieniu Cywilizacji Łacińskiej, gdyż w rozumieniu właściwym dla Cywilizacji Łacińskiej "Polska" to nie obszar a ludzie tworzący "Naród Polski" w jej rozumieniu.

Reasumując:

 Tak więc o Intronizacji można wypowiadać się w co najmniej na dwanaście różnych sposobów, warto więc mieć przed oczami poniższą tabelkę, wynikającą z prostej kombinacji różnych rozumień pojęć "Intronizacja" i "Polska" oraz pamiętać, że dla Cywilizacji Łacińskiej poprawna jest jedynie konotacja z pozycji 12 - a wczorajszy "Akt przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana" spełnia wszystkie kryteria wynikające z tego konkretnego ich rozumienia (ale tylko i wyłącznie):

 Bardzo istotna jest jeszcze jedna rzecz: otóż każda z tych powyższych dwunastu przykładowych kombinacji (nie jest to zresztą tabela wyczerpująca wszystkie możliwości) poddana ocenie z punktu widzenia różnych paradygmatów cywilizacyjnych, skutkować będzie odmienną oceną jej sensowności. Tak więc oceniając dane kombinacje z punktu widzenia właściwego dla Cywilizacji Bizantyńskiej, otrzymujemy jako sensowne pozycje 1 i 2, zaś pozycja 12 będzie nonsensowna, a dla odmiany z punktu widzenia właściwego dla Cywilizacji Turańskiej jedynie pozycja 7 ma sens, podczas gdy inne nie.

 Jeżeli natomiast oceniamy powyższe kombinacje z punktu widzenia właściwego dla Cywilizacji Łacińskiej (a jednym z jej filarów jest etyka katolicka, bazująca na nauce Kościoła), to z łatwością dostrzeżemy że pozycje 1-4 są absurdalne (bo "...Królestwo moje nie jest z tego świata..."), pozycje 5-8 są wręcz obraźliwe (bo Pan Jezus JEST Królem, bez względu na to co byśmy chcieli czy nie chcieli), pozycje 9 i 10 sprowadzają się do narzucania WSZYSTKIM mieszkańcom lub obywatelom praw Bożych jako praw państwowych (a nie po to Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę, w tym możliwość popełniania grzechu, żeby w Jego imię siłą prostować kręgosłupy), zaś pozycja 11 sprowadza w efekcie patriotyzm już nie do nacjonalizmu, lecz do szowinizmu (Pan Jezus NIE JEST Królem plemiennym, ostatnio był tak określony napisem na krzyżu).

   Nie bez kozery wczorajsza Ewangelia na uroczystości była o "dobrym" i "złym" łotrze - domagając się posadzenia Pana Jezusa na tronie państwa, stawiamy się wręcz w pozycji "złego łotra" ("jeżeli jesteś Mesjaszem, uratuj siebie i nas": zostań Królem i pokaż co potrafisz). Natomiast Cywilizację Łacińską cechuje postawa dążenia do prawdy, a więc właściwa dla "dobrego łotra" ("my słuszną karę ponosimy za swoje uczynki, a On nic złego nie uczynił. Panie, wejrzyj na mnie, kiedy wejdziesz do Swego królestwa": wesprzyj mnie Panie we wszelkich dobrych staraniach, pomimo mojej ułomności i niemożności pełnego rozeznania).

  Dlatego też dla osób ukształtowanych w Cywilizacji Łacińskiej JEDYNĄ sensowną kombinacją jest kombinacja nr 12 - "Intronizacja" jako "przyjęcie Pana Jezusa za Króla i Pana" oraz "Polska" jako "Naród Polski Cywilizacji Łacińskiej", a więc wolna wspólnota ukształtowana wokół wartości, z których nadrzędną jest PRAWDA jako zupełny opis istniejącej obiektywnie rzeczywistości, której depozytariuszem jest jedynie Bóg.

 I dlatego też wczorajszy Akt, którego doniosłość nie tylko dostaje aktowi chrztu Polski, ale ZNACZNIE GO PRZERASTA (obawiam się, że docenią do dopiero nasi potomkowie), jest tylko otwarciem wrót, tylko początkiem drogi, wymagającym w każdym czasie i pokoleniu przyłączania się kolejnych osób w akcie wolnych, świadomych i dojrzałych indywidualnych decyzji do poddania się panowaniu Króla i Pana Wszechświata, a od wczoraj również Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej.

Przy okazji otwarta została też droga do świadomego budowania tego Narodu...  

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

przypomniała mi się historia sprzed przeszło 20-tu lat. Wówczas mój znajomy, świeżo "upieczony" doktor katechetyki otrzymał propozycję napisania tekstu kilku katechez. "Oferta" pochodziła od ówczesnego dyrektora któregoś z katolickich wydawnictw, przygotowujących edycję katechizmu dla młodzieży,  Młodemu księdzu zostało podanych parę tematów. Jednym z nich było - Odrzucenie Osoby Jezusa Chrystusa w czasach współczesnych i nasza reakcja na Jego odrzucenie.

W przygotowanej katechezie ksiądz proponował osobiste przyjęcie Jezusa Chrystusa przez uczniów/ucznia, którzy uznają Jezusa Chrystusa za swego Pana i Zbawcę, za Króla swego życia. Celem katechezy było przygotowanie uczniów do podjęcia takiej decyzji.

Bardzo szybko z wydawnictwa nadeszła odpowiedź, jak nietrudno się domyślić - negatywna: "Spóźnił się ksiądz z dostarczeniem materiału, został już przyjęty inny tekst". Dodam, że ksiądz "zmieścił się"  w określonym przez wydawnictwo terminie i nie wysyłał katechezy "na ostatnią chwilę". Dyrektorem wydawnictwa był jakiś krewny mego pierwszego męża i do tamtego czasu (zapewne też później) cała rodzina była niezwykle dumna z posiadania w swym gronie owego księdza profesora.

Ciekawa jestem dziś jak wielu współczesnych księży osobiście nie podjęło/nie podejmuje decyzji o uznaniu Pana Jezusa Chrystusa  za Króla, Pana i Zbawcę we własnym życiu. Jezus Chrystus jest Zbawicielem, jest Panem, jest Królem, ale - jaka jest moja osobista relacja z Jezusem Chrystusem? Co dla mnie osobiście wynika z królewskiego tytułu Jezusa Chrystusa?

Pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1526182

Jednym słowem: świetne.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

krzysztofjaw

#1526253