Dlaczego Polak nie rozumie Polaka, Kilka obrazowych sentencji

Obrazek użytkownika Myślidar
Kraj

Dlaczego Polak Polaka nie rozumie

Kilka obrazowych sentencji
- Mamy w sobie wystarczające pokłady anarchii, aby walczyć o demokrację.

- Tak przywiązaliśmy się do wolnego rynku, że nawet sędzia potrafi zwędzić towar w sklepie i zasłonić się immunitetem.

- Pogoń za sensacją tak już zamazała nam pole obiektywnego widzenia, że nie zauważamy gdy obrażają nam matkę.

- Pogoń za pracą jest totalna, ale gdy ktoś ją znajdzie, natychmiast staje się zakładnikiem strachu przed jej utratą – dotyczy to zwłaszcza wyższych dobrze opłacanych szczebli państwowych.

- Dzisiejsza kreatywność nie ma wymiaru państwowego, ani kulturowego, lecz gminny, zawodowy i partyjniacki.

- Każda ludzka działalność kulturalna lub techniczna jest elementem wspólnego gmachu, ale i ona podlega weryfikacji dobra i zła.

- Dobro i zło walczą z sobą, ale to człowiek decyduje, która strona zwycięży.

I można by tak dalej, ale jest jeden wspólny mianownik, który „świeci” jak latarnia morska. To krótka perspektywa i adekwatny do niej sposób myślenia. Paradoksy życia codziennego, choć każdy ma inne, nie są tylko polską specjalnością. Gdy zapytamy Anglika, jaki naród lubi najbardziej, po chwili zastanowienia odpowie, że… Anglików. A gdy podstawimy mu talerz barszczu, to w pierwszej kolejności zobaczy w nim bezmiar barbarzyństwa i dobrze, gdy nie zapyta z jakiego Papuasa został utoczony. Niemiec po napełnieniu brzucha i w przypływie szczerości będzie przekonywał Polaka, że lepiej być Niemcem, bo to i wyższa kultura i pełny garnek, ale, gdy już Polak zgodzi się nim zostać, nigdy go za Niemca nie uzna i każe mu na siebie pracować. Jeżeli na tym tle nie zaznaczymy swojej obecności, to własną nogą zasypiemy biało-czerwoną plamę na mapie. A teraz konkrety.

Pokłady niezrozumienia
Aby odpowiedzieć na tytułowe pytanie musimy się cofnąć do okresu zaborów, bo na ich tle antagonizmy jawią się same. Tu można wyróżnić kilka płaszczyzn:

1. szlachecką
Rycerskim obyczajem to właśnie na szlachcie spoczywał obowiązek obrony ojczyzny. Najliczniejsza była kresowa. W okresie jej stabilizacji bywało różnie, ale choć z czasem zamieniała miecz na pług, to na ogół poczuwała się do obowiązku. Katarzyna II wiedziała, że pokonanie Polski ściśle wiąże się z eliminacją polskiej szlachty. Przechodziła ona sześć lub siedem weryfikacji. Konfiskaty majątków, jako kara za wystąpienia zbrojne, pożyczki, i zsyłki na Sybir były elementem tego samego procesu. Deklasację dziś można porównać z bezdomnością, a ta wiązała się ściśle z procesem deklasacji całej polskiej kultury. I nie ma się co łudzić, gdyby Powstań nie było, znalazł by się inny pretekst. Nikt dotychczas nie policzył pełnych strat w tym zakresie.
Pod zaborem pruskim szlachta, tak samo jak dziś polskie społeczeństwo, została wzięta na lep tanich pożyczek i z czasem straciła swoje znaczenie. Jej rolę przejęli chłopi i mieszczanie tworząc ruch spółdzielczy pod hasłem „swój do swojego po swoje”. Ten ruch jest powodem do polskiej dumy. Jego minusem było mimowolne wejście w zachodni system rywalizacji rynkowej i niemieckiego szkolnictwa. I właśnie one spowodowały, że dwie części Polski straciły ze sobą łączność kulturową.

W zaborze austriackim Austriacy byli mniejszością, dopuścili Polaków do urzędów i wyższych uczelni. Szlachta zachowała swoje przywileje, ale nie miała swobody rozwoju. Dzięki antypruskiej, a potem antyrosyjskiej polityce schronienie znajdywali tu Powstańcy z Królestwa i Wielkopolski; mogły też rozwijać się organizacje paramilitarne, a więc namiastka przyszłej polskiej armii. I to było bardzo cenne.

Sejm II RP formalnie zlikwidował tytuły szlacheckie, ale tradycja i honor pozostały. Polska międzywojenna zjednoczyła trzy początkowo niepasujące do siebie światy i stworzyła jedno wspólne państwo, ale podziałów pozaborowych przezwyciężyć nie zdołała.

PRL była przedłużenie zaboru rosyjskiego. Najpierw zamieniła elity na proletariackie, a potem wspólnie głęboko zakopali II RP a ze szlachty zrobili kastę pijaków, nierobów i krwiopijców. Przedstawiciele starych elit wyginęli w II wojnie, a ci którzy zdołali się uratować, zostali zneutralizowani i wyśmiani. Katarzyna II i Stalin tryumfowali. I to był pierwsze powojenne uderzenie bolszewizmu. Pozostał gorzki żal i beznadzieja. W 1989 r., przyszła tzw. III RP. Ta zamiast lizać rany i odbudowywać wszystko, co polskie, by mogło pójść po swoje, zaczęła wyprzedaż polskiego majątku, tak, jak by się bała, że może on z powrotem wpaść w ręce „kułaka”. Przedstawiciele polskiej myśli, obrońcy polskiego interesu i polskiej kultury po raz drugi poczuli oddech bolszewii.

Dziś proletariuszy już nie ma, nie ma też polskiej szlachty, ale bolszewia nadal ma się nieźle i nie popuszcza. Nadal, jak głowy hydry odradza się i ujawnia w najmniej oczekiwanych okolicznościach, poprzez zaniechanie, niechlujstwo i odwołania do stereotypów wpojonych nam w PRL i tzw. III RP. Nadal dzieło polskiej szlachty i polskiej kultury jest rozumiane na wzór radziecki.

2. podziałów pozaborowych
W zaborze rosyjskim car był konstytucją i prawem. Królestwo Polskie ustanowione na Kongresie Wiedeńskim musiało zaakceptować dwa warunki: każdy car jest królem Polski i Polacy tego zmienić nie mogą. I te dwa warunki wystarczyły by panować nad Kongresówką. W zaborze pruskim byłoby podobnie, gdyby nie Napoleon. Nawet po jego klęsce konstytucję w Niemczech musiano zatwierdzić. Mimo to, różnica była niewielka bo Niemcy za mocą uchwalonego przez siebie prawa robili to samo, co Rosjanie za pomocą woli cara.

Zdawało się, że odzyskana wolności w 1918 r. przyczyni się do zrozumienia tych różnic. W 1956 r., gdy zapanowały uwarunkowania rosyjskie, Poznaniacy zrobili dokładnie to samo, co wcześniej Polacy pod zaborem rosyjskim. I nic. Żadnej refleksji. Podział pozaborowy, jak Lenin, nadal jest żywy i czekaj na swoje polityczne wykorzystanie, przez obcych.
Nie inaczej jest z byłą Galicją. Gdy w austriackich wyborach prezydenckich z 2016 r. szansę wygrania miał prawicowy Norbert Hofer, to najwięcej głosów za przyjęciem Austrii do Grupy Wyszehradzkiej rozlegało się z Małopolski. Mało kto zdawał sobie sprawę, ze Austria jest i zawsze, w takim układzie, będzie koniem trojańskim.

3. Kultura
Kultura, a więc to wszystko, co człowiek własnymi rękami i umysłem stworzył na własną obronę i własny użytek, należy do tej wartości ludzkiej, która w pierwszej kolejności podlega agresji, podporządkowaniu i dewastacji. Dlatego właśnie tak potraktowana została polska szlachta i później inteligencja. Wówczas, poprzez poszczególne osoby lub grupy społeczne szedł atak na cała polską kulturę: pod zaborami, w czasie okupacji i w PRL. Obecnie, w dobie telewizji i komputeryzacji nie atakuje się już jednostek, lecz całe narody. Destrukcja przeprowadzana jest, o zgrozo, własnymi rękami i poprzez głupotę.

Kultura, język i własna solidarność decydują o sile państwa i narodu. To kultura jest tą przestrzenią, która racjonalnie wypełnia przestrzeń pomiędzy pracą a snem, sensem istnienia a odpoczynkiem; to właśnie Ona jest duszą narodu, bez jej władzy panuje chaos. Polska literatura z okresu zaborów była ukierunkowana na walkę o wolność, a więc tę wartość, której Polakom brakowało. Literatura dwudziestolecia międzywojennego dostała potężny impuls, ale nie zdołała nabrać rozmachu. Istniała zbyt krótko. Z literatury PRL pozostało może kilka nazwisk. Ukierunkowana była nie na to co Polakom i Polsce najbardziej potrzebne, lecz na to, co systemowe i obce. To ona wysunęła kulturowy dywan Polakom spod nóg. Jeszcze gorzej jest z literaturą tzw. III RP. Tu dominuje kompletnie wirtualna i często antypolska rzeczywistość. I ta interpretacja jest nagradzana.

Cała sfera kultury i sztuki została owładnięta przez lewactwo. Chodzimy do kina, teatru, czytamy gazety, oglądamy telewizję, słuchamy radia i ustawicznie tracimy kontakt z rzeczywistością, bo przemawia do nas albo świat, którego nie ma, albo ten spreparowany i nie przynoszący nam żadnych korzyści. Potrzeby mamy ludzkie, a tkwimy w oparach absurdu i dewiacji. I tu przykład: swojego czasu napisałem dwie sztuki teatralne i wysłałem je na konkurs. Po jakimś czasie przypadkowo poznałem jednego z członków jury. I od niego usłyszałem: obydwie sztuki napisałeś poprawnie, ale jak chcesz coś osiągnąć, musisz o dewiacjach. Poszedłem na jedna z takich sztuk i musiałem współczuć aktorom, którzy wkładali całe serce i wszystkie swoje umiejętności – w nie mającą sensu sztukę.

4. szkolnictwa
Komisja Edukacji Narodowej była wzorcem dla Rosjan i Niemców. Niemcy skorzystali z niej i nazwali ją własną szkołą litewską, a Rosjanie, zaprosili jej twórców po to, by ją zlikwidować. Polacy zamiast ukrywać jej istotę i rozwijać podczas zaborów, odkryli karty i pozbawili się potencjalnego środka oporu. Sukces odniosła polska naiwność.
Szkolnictwo w państwie jest najważniejszym ramieniem struktury obronnej. Ono przekazuje, przygotowuje i formuje niedojrzałego i dojrzałego obywatela. Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Ta sentencja Jana Zamoyskiego jest wciąż aktualna i niezmienna.

Szkolnictwo I RP, jeszcze przed rozbiorami, było niezwykle rozdrobnione i wielowątkowe. Swoje apogeum przeżywało w okresie reformacji. Wielowątkowość i wielorakość jest niewątpliwym bogactwem, ale musi mieć swoje granice. Pamiętam słowa prof. Daniela Beauvois, kiedy mówił, że on tamtej Polski nie rozumie.

A czy powracający absolwenci zachodnich uniwersytetów, gdy wracali do zniewolonej Polski, rozumieli ją nadal? Nie bardzo, bo narodził się takie terminy jak „okres dziecięctwa” w stosunku do Zachodu „polska anomalia” itd. Ówcześni Polacy nie zdawali sobie sprawy, że Polska będąc pomiędzy dwoma cywilizacjami i nieco później odmiennymi religiami, chcąc przetrwać musiała zbudować odpowiednią koncepcję kulturową. I zrobiła to. Dlatego też, choć należymy do kultury zachodniej, to właśnie my najwyżej rozwinęliśmy cywilizację łacińską i dziś mamy swoją specyfikę, bez kontynuacji której nie będziemy się ani rozumieć, ani rozwijać, ani sprawnie funkcjonować. Ta prawie cywilizacja nie pasuje do dwóch sąsiadujących z nami totalitarnych państw i dlatego będziemy atakowani dotąd, dopóki nie staniemy się albo niewielkim i bezwolnym skansenem, albo godnym przeciwnikiem.

Szkolnictwo II RP miało skromniejszy wymiar. Do jego zadań należało zjednoczenie trzech różnych szkół myślenia odmiennie formowanych przez pięć pokoleń. Międzywojenna świadomość była podobna do tej, którą mamy dzisiaj, zdała egzamin i przygotowała całe społeczeństwo do największego wysiłku intelektualnego i fizycznego, jakim była II wojna. Nie rozumiem dlaczego dziś nie można wykorzystać reformy Jędrzejewicza?

Powojenna polska szkoła, ze względów praktycznych, przez jakiś czas korzystała z kadry nauczycielskiej II RP. Potem było coraz gorzej. Gdy peerelowska władza zaczynała opanowywać „polską reakcję” pozostawali jeszcze rodzice i jeszcze ci starzy nauczyciele, których nie zdołano zwolnić lub zneutralizować z jakichś powodów. I to właśnie oni ratowali polską świadomość i łagodzili skutki zaplanowanej indoktrynacji ustrojowej. Gdy wymarli, Katarzyna II i Stalin, ale też Fryderyk II wraz z Bismarckiem pośmiertnie odnieśli wielkie zwycięstwo, bo dziś już tamtych Polaków nie ma. Trzecia RP przyniosła kompletny blamaż polskiego szkolnictwa. Młodzi Polacy nie znają własnych podstaw kulturowych, a swoje życiowe wyobrażenia opierają na przeżyciach własnych. Dziś Polak z Polakiem nie ma wspólnej płaszczyzny kulturowej i nie może się dogadać. Klęskę poniosło też tzw. państwo prawa, które oderwane od swojego kulturowego pnia, okazało się skłonne do patologii. Punktem jego odniesienia okazał się pieniądz.

5. sposobów rozumowania
I tu odniosę się do instytucji, do której mam wielki sentyment i którą szanuję, a która powinna zajmować wiodące miejsce w nowo budowanym państwie postpeerelowskim. Mowa oczywiście o Instytucie Pamięci Narodowej. Od samego początku nazwa kłóciła się z okresem badawczym, który zakreślono na lata 1939-1990. Pamięć narodowa nie może obejmować pamięci jednego człowieka, jak sama nazwa wskazuje, lecz powinna dotyczyć całości dziejów narodu. Nazwa prawdopodobnie padła ofiarą peerelowskiego opisu rzeczywistości, który zamykał się w tym okresie. Drugą RP głęboko zakopano, a wiedzę o okresie zaborów ograniczono do minimum. Na tej zasadzie Instytut działał przez 15 lat i budował swoją bazę merytoryczną oraz wydał wiele ważnych pozycji i opracowań historycznych. Ustawa o IPN z 1998 r. została zakwestionowana w niespełna 10 lat po jej publikacji a w 2016 r. znowelizowana.

W znowelizowanej ustawie o IPN okres badawczy cofnięto do 08.11.1917 r. I jest to bardzo dobra myśl ponieważ w tej perspektywie wydarzenia z okresu II wojny, Powstanie Warszawskie i całe podziemie poakowskie widać w zupełnie innej perspektywie – pełnej i prawdziwej. Oczywiście, poszerzenie okresu badawczego wymaga nowego wysiłku i chęci poznawczych oraz zmiany opcji oglądu.

Historia w ostatnich dwustu latach dawała Polakom zbyt mało czasu na opracowanie syntezy własnych dziejów – dodajmy, syntezy, która formatuje świadomość, czas i porządkuje poczucie tożsamości. Teraz nadarza się okazja nadrobienia tych strat. Ostatecznie Instytut nie jest od tworzenia stanowisk pracy, lecz miejscem, w którym ma powstawać najpierw analiza, a potem synteza polskiej historii lub przynajmniej jej znaczącej części.

Nowy okres badawczy wymaga odpowiedniej kadry kierowniczej, szerszych kwalifikacji i dużo większej odpowiedzialności. Zaniechanie wykonania lub zbagatelizowanie stosownych do nowej ustawy zmian będzie niczym innym jak zmarnowaniem nadarzającej się okazji lub zwykłym niechlujstwem. IPN jest jedną z najważniejszych instytucji w Polsce powstałych po 1989 r. i jak na razie synonimem odradzającej się wolności.

Przy okazji trzeba też wspomnieć o klasycznym niedbalstwie i braku wyobraźni. Przykładem jest rosyjski program antywirusowy o nazwie Kasperski, na którym IPN pracuje od samego początku. Nie trzeba być geniuszem, aby domyśleć się, że tak politycznie ustawione państwo, jak Rosja, nie zrezygnuje z korzyści, jakie jej Kasperski daje? Niektóre placówki, w ramach oszczędności, poszły jeszcze dalej i swoje telefony podłączyły pod sieć Internetu, wystawiając się na totalny podsłuch, każdego. Takie drobne sprawy składają się na większą całość. Ale właśnie w tym jesteśmy naprawdę dobrzy… To oczywiście jest przykład jeden z wielu.

***
Ponadto, jeżeli „dobra zmiana” ma naprawdę nastąpić, to nieodzowny jest logiczny podział na tych którzy chcą tych zmian i tych, którzy ich nie chcą. Punktem odniesienia dla ludzi dobrej woli musi być dobro państwa i jego podstawowej komórki – rodziny. Ale ten punkt odniesienia nie może być abstrakcyjny lub wydumany. Musi odnosić się do realnej rzeczywistości, czyli PRL i tzw. III RP należy porównywać z okresem niepodległości międzywojennej i II RP. Bo tam są nasze racje i porzucone kierunki działania.

Cytaty wielkich ludzi
- "Żadne zdrowe społeczeństwo nie będzie bez zdobycia się na opór czynny, znosić gospodarki bandytów podtrzymywanych przez władzę i władz podtrzymywanych przez bandytów. I jeśli takim społeczeństwem jesteśmy - podobnych gospodarzy powinniśmy się pozbyć" (Józef Piłsudski),

 

- "Konkurencja partyjna poszła u nas od pierwszej chwili istnienia państwa tak dziwacznie i tak ostro, a zarazem z tak wielką ilością kłamstwa i łajdactwa, że od razu zaczęło się wytwarzać to, co nazwałem: cloaca maxima. Każde nadużycie, każde łajdactwo było dobrym wtedy, gdy robił je członek partii własnej, złym zaś tylko wtedy, gdy robił je członek innej partii" (Józef Piłsudski),

- "Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym" (Józef Piłsudski),

- "Nie ma patriotyzmu bez gotowości do ofiar. Kto chce ocalić nasz naród, nie nadstawiając karku, ten będzie widział powolne jego gnicie" (Roman Dmowski),

- "Potęgi Państwa i jego przyszłości nie zabezpieczy żaden choćby największy Geniusz - uczynić to może cały, świadomy swych praw i obowiązków naród" (Wincenty Witos),

- "Pamiętajcie, że przed Wami nie ma wyboru. Możecie być gospodarzami Polski albo niewolnikiem drugich" (Wincenty Witos),

- "Podstawą prawdziwej władzy jest podstawa moralna" ( Wojciech Korfanty),

- "Narzucanie społeczeństwu ustroju sprzecznego z najistotniejszymi cechami jego charakteru zabija w nim wszelką zdolność do twórczej pracy, czyni z niego apatyczną, bezwolną masę, bez żadnych cech indywidualnych, bez żadnej wartości" (Wojciech Korfanty),

- "Dobro powszechne nie jest sumą przeważnie sprzecznych z sobą korzyści poszczególnych jednostek. By państwo mogło realizować dobro powszechne musi mieć należytą organizację władz" (Wojciech Korfanty).

Artykuł ukazał się w Kurierze Wnet z 03/2017

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)