Żydzi a miłość dobrych i złych

Obrazek użytkownika miarka
Idee

Jako Polacy stoimy w obliczu potrzeby uporządkowania życia publicznego Państwa tak, aby odzwierciedlało zasady moralności Narodu Polskiego.

W szczególności wymaga to naszego suwerennego decydowania o tym z kim z obcych nacji i na terenie Polski możemy układać swoje relacje tak, aby były dla nas konstruktywne. Okazuje się, że najtrudniej nam stosować własne kryteria wobec żydów.

Ci cwani manipulatorzy choć nie zamierzają się z nami integrować, to działając w sposób zorganizowany, wykorzystując wymordowanie polskich elit przez Niemcy i ZSRR i Niemcy w czasie II WŚ i żydokomunę która przyjechała na ruskich czołgach po niej, oraz stając się stroną oszustwa Okrągłego Stołu i próby wasalizacji Polski przez UE przez cały ten czas załatwiali sobie polskie obywatelstwa (nawet i w znacznej części polskie nazwiska), oraz zniesienie wpisywania narodowości do dowodów osobistych i to nie tylko celem wyłudzenia równouprawnienia ale i celem przejmowania roli polskich elit, i w ogóle przejścia na pozycje uprzywilejowane w Państwie Polskim.

Do tego tak już rozpowszechnili swoją narrację rzeczywistości, iż grozi, że chcąc ruszyć temat uporządkowania z nimi relacji narażamy się, że od razu od razu nagłośnią sprawę na cały świat jako „chęć skrzywdzenia ofiar Holokaustu”, albo że robimy to z nienawiści do wszystkich żydów. Tu bloger Fischer ostatnio stwierdził, że „Nie każdy żyd to zły żyd” i wezwał aby „nie siać nienawiści do wszystkich żydów” odsiewając tylko tych złych.

Sytuacja na pewno jest na tym tle wybuchowa. Różne, nawet obyczajowe mniejszości zyskują przywileje względem Narodu Polskiego, narodu gospodarzy. Stara patokracja, nawet zbrodnicza wciąż jest nierozliczona, na każdym kroku promowani przez władze polityczne od lat są cudzoziemcy.

Mamy niewątpliwie słuszne i historycznie uzasadnione obawy co do tego czym grozi oddanie im steru państwa żydom, niemniej jednak na postawienie się pod pręgierzem światowej opinii publicznej pozwolić sobie nie możemy bo nas zakrzyczą. Jedynym sensownym planem wydaje się wypracowanie niepodważalnych zasad z kim możemy układać sobie konstruktywne relacje ze szczególnym naświetleniem tematu chrześcijańskiej miłości do ludzi dobrych i złych.

 

Miłość zawsze jest łaską, nie darem, co znaczy że osoba której jej udzielamy podlega pewnym warunkom.

Miłość zawsze stawia wymagania, których spełnienie prowadzi do przemiany życia, a i łaskawcę zobowiązuje to do współdziałania z osobą ją przyjmującą i pozwalającą się prowadzić do jej celu, oraz wycofywania swojej łaski kiedy jest źle wykorzystywana, a zwłaszcza kiedy miałaby szkodzić jej samej czy innym obiektom jej miłości.

 

Adresując swoją mowę do żydów Jezus tłumaczył, że łatwo jest kochać tych, którzy dobrze nam czynią. Jako swoim uczniom Jezus przykazał i nam kochać dobrych i złych.

Nie znaczy to że mamy zacierać granicę między dobrymi, a złymi. Przeciwnie – kochać dobrych i złych znaczy każdego kochać inną miłością, kochać w nich inny obraz dobra, piękna, czy życia. Kochać prawdziwie to i angażować się całym sercem, a więc po nienawiść tych, którzy rywalizują aktualnie z przedmiotem naszej miłości aż jej cel zostanie osiągnięty. Kiedy zostanie – osoba przed chwilą nienawidzona znów może być kochaną, a odpowiednio jej ewentualny rywal nienawidzony.

Ważne aby pamiętać dobrze o odmiennej tożsamości tych złych jak dobrych z którymi przebywamy na co dzień (w tym we własnym towarzystwie i w świadomości obecności Boga) i godzić się na ewentualną niesprawiedliwość tylko w imię racji wyższego rzędu (trzeba jeszcze wyraźnie widzieć i perspektywę ich nawrócenia i jakie wyniknie z tego dobro wyższego rzędu jak rodzaj naszych ofiar, czy poświęceń).

Trzeba też patrzeć szerzej. - Działanie w aspektach miłości i nienawiści to sfera naszej sprawiedliwości indywidualnej. I tyle. To nie sięga kwestii prawości, ani moralności. Ale najpierw to nie sięga wartości wspólnotowych.

 

Z samego systemu ludzkich wartości wiemy że nasze wartości tego samego rzędu mają jeszcze swoje priorytety.

Priorytetem dla wartości indywidualnych są wspólnotowe. Oznacza to tyle, że nie powinniśmy ani kochać ani nienawidzić ludzi z innych wspólnot przed członkami naszych własnych.

Jeśli to robimy, praktycznie wyłączamy się z ochrony swojej wspólnoty - ewentualne kłopoty ściągamy na siebie osobiście.

Kiedy nasza wspólnota się dopatrzy, że to może jej szkodzić, może nas wykluczyć ze swojego grona w słusznym odruchu samoobronnym.

W normalnych sytuacjach nie wolno nam też podejmować zobowiązań wobec osób z innych wspólnot, jeśli już mamy zobowiązania wobec członków swojej wspólnoty, czy jej jako całości. To bardzo poważne naruszenie obowiązków, czy odpowiedzialności. Nawet zdrada - kiedy ktoś mam ufa i może być jej wielki koszt, kiedy przez to nie przedsiębierze środków asekuracyjnych.

Mimo to nie odżegnujemy się od tych miłości. Żydzi mają inaczej.

 

Żeby w ogóle podejmować z kimś relacje na poziomie sprawiedliwości musimy najpierw widzieć w danym człowieku kogoś mającego taki jak i my stosunek do prawdy (jedyna), uczciwego i wiarygodnego, dotrzymującego słowa. Mało tego - jeszcze przedkładanie sprawiedliwości nad zawierane umowy i prawo stanowione które nie jest prawem sprawiedliwym - w sytuacjach wątpliwych decyduje sprawiedliwość.

Oczywiście nie ma w życiu państwa innej sprawiedliwości jak wspólnotowa, a w państwie jest obowiązującym priorytet sprawiedliwość narodu, którego państwo jest, podobnie jak i cały ład moralny życia publicznego w państwie. To nie sąd ostateczny gdzie sprawiedliwość jest jedna - Boża.

Dalej prawość a więc szacunek dla naszej tożsamości jednakowe rozumienie własności i logiki, oraz dobra i dobra wspólnego wspólnoty do której państwo należy.

Bycie dobrym człowiekiem to dopiero punkt wyjścia do tolerancji jako minimum dla dalszych relacji. Dobry człowiek respektuje też priorytet dobra wspólnego narodu, którego jest państwo w którym żyje niezależnie od narodowości.
 

A jest i więcej warunków - najpierw poszanowanie ładu w życiu publicznym państwa które jest własnością narodu, który przyjął cudzoziemca - tu żyda - i to dopóki nie zintegruje się w pełni choćby i 50 pokoleń pobytu miała dana rodzina. I nie chodzi tu o stanowiony polityczny ład państwowy, a ład moralny narodu właścicieli i gospodarzy.

Przybysz może pozostawać w swojej dalekoidącej odmienności, nawet może demonstrować je publicznie, ale nigdy nie może liczyć na jakieś przywileje z tej racji względem gospodarzy, czy próbować ich równouprawniać ani próbować robić nimi jakieś multi-kulti.

Cały ład życia publicznego w państwie może stać wyłącznie na jednym, spójnym, sprawdzonym jako moralny, samopodtrzymujący się dzięki systemowi wartości, trwały i umożliwiający pokojowe współżycie oraz realizację ludzkich powołań (pierwsze z nich, to do życia wolności, miłości, natury, tożsamości i własności, rodziny i narodu, rozmnażania się i wychowania potomstwa według swojego uznania).
 

Podsumowując, to na tych trzech poziomach: sprawiedliwości, prawości i moralności wszędzie mamy do czynienia z relacjami osób indywidualnych i wspólnotowymi.

Na poziomie sprawiedliwości dominują relacje indywidualne z ograniczeniami wewnętrznymi, czy raczej pod presją priorytetu relacji wspólnotowych.

Na poziomie prawości musimy już być bardziej czujni wobec odmienności. Możemy udzielać łaski tolerancji (podobnie jak przebaczenia win swojemu winowajcy), ale czas zachowując pamięć odmienności i pozostając w gotowości jej cofnięcia.

Natomiast na poziomie moralności nasze relacje osobiste mogą dotyczyć wyłącznie osób w pełni zintegrowanych z Narodem Polskim (dopiero tu tu jest pełne równouprawnienie).

 

Oczywiście na poziomie międzywspólnotowym ze wspólnotami już z natury niezintegrowanymi w kwestiach ładu życia publicznego w Państwie nie ma mowy o żadnych relacjach i wchodzi w rachubę jedynie bezwarunkowe podporządkowanie się wspólnoty przybyszów do przestrzegania ładu życia publicznego w państwie według moralności narodu gospodarzy.

Żadnych "praw równouprawniających" oni otrzymywać nie mogą. Tu podstawowym kryterium jest ich wspólnota celów z celami Narodu Polskiego.

Istotą równouprawnienia jest, ze mogą próbować iść inną jak my drogą do tego samego celu (a więc najpierw przetrwania Narodu Polskiego w jego tożsamości, obrony jego własności i osiąganie jego dobrobytu i pokojowych relacji ze wszystkimi pragnącymi pokoju). Dalej droga integracji z Narodem Polskim.

Warunkiem jednak przejścia do budowy warunków dla równouprawnienia jest uzyskanie przez nich łaski tolerancji, a tu jeszcze zwykle jest daleka droga.

 

Tak więc aby unikać ewentualnych zatargów na tle sądów „kto jest dobrym, a kto złym człowiekiem”, czy też „kogo kochać, a kogo nienawidzić” (w związku z notką: http://fischer.neon24.pl/post/140061,nie-kazdy-zyd-to-zly-zyd ), możemy te kryteria zastąpić naszymi, w pełni suwerennymi kryteriami: kogo możemy tolerować, a kogo równouprawniać?

Oznacza to już spokojną dyskusję na gruncie naszych wartości, a więc i naszych służebności już w temacie: „z kim możemy układać swoje konstruktywne relacje?”,

A tu już wracamy do tematu mojej poprzedniej notki: http://niepoprawni.pl/blog/miarka/po-problemy-swiat-idzie-wbrew-ludzkim-wartosciom

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.1 (głosów:2)

Komentarze

Zmieniłem tytuł i wstęp na wyraziściej przedstawiające temat.

miarka

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1
#1547838

Piszesz ....”o tym z kim z obcych nacji na terenie Polski możemy układać swoje relacje tak, aby były dla nas konstruktywne. Okazuje się, że najtrudniej nam stosować własne kryteria wobec żydów.”
Oj, to chyba nie o to idzie w pierwszym rzędzie...bo bycie Polakiem i katolikiem też nie gwarantuje konstruktywnych relacji. Popatrz na Niepoprawnych. Taki jjj czy tarnawska...niby nie są manipulatorami, niby są katolikami, niby są Polakami, niby nie są żydami...a wszelkie próby ułożenia konstruktywnych relacji stają się niemożliwe. Albo taki gawrion z tą swoją inteligentną punktacją...albo świadomie knebluje wolność słowa...albo pożyteczny, jak to satyr określa „mundry”.
Wszystko zależy od rozumnej miłości bliźniego, podkreślam rozumnej. Bo sama miłość bliźniego to kończy się tak jak myślą nasi niektórzy biskupi teraz i w 65r. gdy pisali list do biskupów niemieckich, przepraszając ich....za niewiadomo za co.
To samo dotyczy steru państwa i naszych premierów czy prezydentów. Rozum, oświecony wiarą, jest wstanie dobrze rządzić i układać konstruktywne relacje.
O nienawiści nie wspomnę, bo nas nie dotyczy. Powinniśmy kochać każdego i krytykować tylko jego grzech i głupotę. Tak więc jjj ..nie bądź zazdrosny...tylko weź się do nauki. Ora et labora.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1547879

"O nienawiści nie wspomnę, bo nas nie dotyczy. Powinniśmy kochać każdego i krytykować tylko jego grzech i głupotę".

Nie. Im bardziej kogoś kochamy, tym bardziej chcemy jego dobra. A prawdziwa miłość stawia wymagania. Jak tylko może, uczy właściwych postaw. Grzesznych napominać. Kiedy zaś nie idzie za wskazywanym mu dobrem, czy przeciwnie - lezie w zło, to oj, złościmy się bardzo, aj bardzo. Czasami trzeba sięgać nie tylko po klapsy wychowawcze.

Oczywiście nie krzywdzimy go nieodwracalnie, a jak sprawa mija, to mu to osładzamy i naprawiamy co zepsute przez nas.

"Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem" (Łk 14,26).

To też wielka nauka. Nienawidzimy tego, co stanowi wartość niższego rzędu. Tu się mieści i nadstawianie drugiego policzka. Nie pamiętam już gdzie to zapisano, ale sam Pan Bóg dosłownie mówił o kimś że go kochał, a drugiego miał w nienawiści. To typowe dla miłości, które wymaga pełnego zaanażowania, a więc i nienawidzenia tych, co zagrażają obiektom naszych miłości. Oczywiście jak ta pierwsza miłość już osiągnie dobro które miało być celem tej miłości to tą osobę, którą w tamtym układzie nienawidziliśmy, teraz kochamy, a innych, co jej zagrażają nienawidzimy.

Za niedługo chcę napisać notkę o mowie nienawiści i mowie miłości.

Pozdrawiam. miarka

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1
#1547889

Właśnie o tym piszę...im bardziej kochamy, tym bardziej upominamy i karzemy....bo chcemy jego dobra, tzn. zbawienia. Tej "nienawiści" do rodziców nie można brać dosłownie...bo można skończyć jak jehowici:-)Przed napisaniem kolejnej notatki o nienawiści poczytaj co KKK mówi w tej sprawie.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2

Verita

#1547894

Oczywiście. Dziękuję.

:-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#1547895

...to 3 wojna światowa. Może o tym coś napisz. :-)

https://www.youtube.com/watch?v=oXeu_dXgdpI

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1547897

Owszem, ma w przygotowaniu aż 3 notki w tematyce wojennej - dwie prawie gotowe, trzecia w trakcie, ale wydaje mi się że z tego materiału nie skorzystam...

:-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1547899

"Polityka" gawriona polegająca na
"oddaniu portalu we władanie "portalowym macherom", wydaje właśnie owoce.
Portal praktycznie umiera. Te same teksty, tych samych autorów wiszą tygodniami, zmieniając tylko pozycję, nie wzbudzając prawie żadnego zainteresowania.
Polityka blokowania "świeżej krwi" doprowadzi portal do upadku.
Kto tego nie widzi, albo udaje, albo rzeczywiście jest ślepy na fakty.
Poprzedni portal jaki był, taki był, ale żył.
Dopuszczano do głosu każdego, kto chciał w temacie Polski wypowiedzieć się.
Blokowanie prywatnych wiadomości, oraz brak możliwości punktowania "macherów" to w ogóle jakiś chory pomysł.
"Towarzystwo wzajemnej adoracji" nie "pociągnie" tego portalu.
Portal już znacznie stracił na "atrakcyjności", co wyraźnie widać.
Panie "gawrion", zrób Pan z tym porządek, bo szkoda tego miejsca...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#1547973

   "Cywilizacja w jakiej przyszło nam żyć, to brutalna cywilizacja śmierci, wzbogacająca wielkich, i tych którzy są już wystarczająco bogaci, kosztem tych, którzy nie mają nic do powiedzenia bo i tak są już ubodzy."

ks. Kazimierz Kubat SDS, Afryka - Komory.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

casium

#1547893

 "Cywilizacja w jakiej przyszło nam żyć, to brutalna cywilizacja śmierci,

Owszem, tak jest. Jan Paweł II też o tym grzmiał.

Jeśli chodzi o samo "wzbogacanie wielkich, i tych którzy są już wystarczająco bogaci, kosztem tych, którzy nie mają nic do powiedzenia bo i tak są już ubodzy." to na dobrą sprawę wystarczyłaby nazwa "cylilizacja niesprawiedliwości". Oczywiście ona jak najbardziej łączy się ze zbrodniami i w ogóle niemoralnością cywilizacji śmierci.

To bardzo ważne z tą cywilizacją niesprawiedliwości, bo gdybyśmy ją zwalczyli, (a wydaje się być łatwiejszą do zwalczenia, bo ludzie łatwiej zauważają niesprawiedliwość), to już sama, ta najgorsza cywilizacja śmierci prawdopodobnie straciłaby kły i zwolenników, oraz znaczną część wsparcia finansowego na rzecz postępującej, planowej demoralizacji zwłaszcza dzieci i młodzieży, oraz wielu dorosłych których do złych rzeczy przynagla nędza.

Pozdrawiam. miarka

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1
#1547898