Poddaństwo czy zniewolenie, pan czy właściciel?

Obrazek użytkownika miarka
Idee

Wszyscy znają jedno z pierwszych przykazań Bożych znacznie wcześniejszych jak Dekalog – wypowiedziane do Adama i Ewy wraz z błogosławieństwem na nową drogę życia: “Czyńcie sobie ziemię poddaną”.

Żydzi gdy się o tym dowiedzieli zaraz to przyjęli do siebie i zinterpretowali pod swoją mentalność jako „Czyńcie sobie ziemię zniewoloną”.

Jednak nie tak ma być. Słowo Boże jest tutaj uniwersalne – skoro to byli pierwsi ludzie, to i adresowane jest do wszystkich ludzi.

Czynienie sobie ziemi poddaną jest niewątpliwie (jak każde Boże przykazanie) wielkim darem mądrości Bożej stojącym na straży naszych ludzkich powołań – zwłaszcza do naszej wolności (a „Do wolności powołał nas Pan”), naszego ludzkiego życia, naszego człowieczeństwa.

 

Poddaństwo to akt woli tych, co się poddają, akt ich świadomej i wolnej woli. - Akt dobrowolny, a więc i nakierowany na płynące z tego dobro tak wspólne, jak i dla nich.

Poddaństwo płynie z miłości i zaufania oraz wierności. Poddaństwo to skutek przymierza z panem. Mało tego – skoro relacja poddaństwa jest aktem wolnej woli to z automatu musi być i aktem dalekowzrocznie pojętej odpowiedzialności, która ze swojej natury jest nierozłącznie związana z wolnością – tyle wolności ile odpowiedzialności, tyle odpowiedzialności ile wolności.

Cała droga jaką przechodził człowiek wychowywany przez Boga to droga wzrastającej wolności i odpowiedzialności.

 

Żydzi jeszcze za czasów Jezusa nie rozumieli że przyjąć wolność to i przyjąć odpowiedzialność (chyba tak rozumują i dzisiejsi judaiści talmudyczni podający się za Żydów którzy nie zauważyli, czy nie uznali „przejścia Pana”).

Sam Jezus jeszcze podczas wesela w Kanie Galilejskiej od którego rozpoczynał swoją działalność publiczną (nie mylić z polityczną, bo „królestwo Jego nie było z tego świata”), a przed Jego pierwszym cudem – przemiany wody w wino, jeszcze będąc w duchowości żydowskiej odpowiedział Matce proszącej Go żeby coś zrobił bo wina im zabrakło:„«Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? ” (J 2,4).

Żydowskie prawo nie nakazywało w takich sytuacjach odpowiedzialnego włączania się w problemy nawet bliskich ludzi, ale Maryja pozostała niewzruszona – Jej postawa mówiła: Tak, jesteś. I był.

 

I tak wyszła z tego wielka nauka o odpowiedzialności, a zarazem nauka o czynieniu sobie ziemi poddaną.

Dziś jako chrześcijanie dobrze już wiemy: ten kto panuje musi być odpowiedzialny – i to dalekowzrocznie.

Tylko nie że każdy kto ma władzę musi ją sprawować rozkazem, czyli być odpowiedzialnym odgórnie. – To by była odpowiedzialność hierarchiczna, a polecenia byłyby zniewalające. On by był tyranem, a każdy z nas poddany takiej władzy by był w trybach jakiejś piekielnej machiny praw odgórnych.

Wrogowie nasi nawet przykazania Boże przedstawiają nam jako prawa – zbiór zakazów i nakazów, a za nimi pokazują nam obraz Boga – tyrana co nas zniewala ku swojemu widzimisię.

 

Nie ma bowiem w relacjach między ludźmi władzy odgórnej. Każda płynie z miłości, wierności i zaufania. Panem dla człowieka może być tylko ten, komu jako ludzie poddani zaufają jako temu co ich kocha, jako temu kto prędzej sam poniesie stratę jak miałby ich skrzywdzić.

Między ludźmi ma nie być władzy odgórnej, władzy zniewalającej, hierarchii władzy bo „do wolności powołał nas Pan”. Podległość drugiemu człowiekowi ma sens tylko w ramach powszechnie uznanych struktur organizacyjnych, jest to więc podległość funkcyjna, nie osobowa.

Nasza odpowiedzialność ma być „równająca w górę” - zwłaszcza wszędzie tam gdzie zaczynamy rosnąć w pychę i nadmiar (a innych postrzegamy jako zagrożonych niedostatkiem - ubogich, słabych i ofiary nieszczęść). – Nasza odpowiedzialna postawa ma być pokorna, oddolna, służebna temu co według nas jest godne wywyższenia, dowartościowania, aby mogło dalej się rozwijać samodzielnie, w wolności i godności ludzkiej.

 

„Z góry” mamy to władzę od Boga. To władza wyrażająca i realizująca Jego świętą wolę, wspierana Jego mocą z wysoka.

Żadna władza ateistyczna, żadna władza postępująca wbrew woli Bożej na to liczyć nie może. Żadne uzurpatorstwo, żadne zawłaszczenie ani wymuszenie nie jest władzą od Boga. Przed czymś takim wcześniej czy później musi dojść do obrony koniecznej.

I tu dochodzimy do dramatu dzisiejszych czasów – zakorzenionego już w świadomości opinii publicznej oszustwa, że starczy wybrać władze, że starczy iż będą „demokratycznie wybrane” i już da się żyć. - Nie. Nie da się.

 

Jednak nie wystarczy żeby władze państwowe były tylko „demokratycznie wybrane”, bo „nie w większości złożył Bóg swoje postanowienia” (1 Kor 10, 5).

Władze państwowe muszą być kontrolowane i wymieniane stosownie zagrożeń należytego do ich funkcji.

Nasza władza ludzka ma być oddolna – mamy dochodzić do swoich pierwszych miejsc, ale tylko w ramach służby – kiedy to inni doceniając naszą postawę wynoszą nas na stanowisko zaszczytne.

Pan czy król, nawet minister, czy urzędnik – to zawsze ma być najpierw ideowy sługa poddanych.

Nami jednak rządzą dziś potwory i zdrajcy, uzurpatorzy i terroryści posuwający się do zbrodni – zdrad i gwałtów, przemocy i wymuszeń na etapie obejmowania władzy, i terroryzmu dla jej podtrzymania, korupcji materialnej i politycznej dla prywaty – i szykują się by rządzić dalej albo oddawać władze komuś w ramach przestępczej zmowy.

Oni nie zmierzają do bycia odpowiedzialnymi za pozostających w wolności poddanych, a przeciwnie – zmierzają do bycia właścicielami i wszelkich dóbr, i wszelkich ludzi jako ich niewolnikami.

 

Faktycznie mamy dziś „demokracją wyborczą” w pokrętnych definicjach i pokrętnej praktyce zwłaszcza przedwyborczej (choć i z liczeniem głosów bywają problemy), przedwyborczej zmierzającej do eliminacji kandydatów uczciwych, wolnych i odpowiedzialnych; sprawiedliwych, prawych i moralnych; mocno stojących na gruncie prawdy jedynej, odważnych, walecznych i zdolnych do ofiar na rzecz trwania w byciu godnymi zaufania w wierności i gotowości pełnienia dzieł miłości), „demokrację wyborczą” tak skonstruowaną, aby wybrani okazywali się sprzedajnymi kanaliami.

 

Wybory to nie wszystko. A gdzie demokratyczna praktyka sprawowania władzy, a gdzie demokratyczna praktyka odwoływania władzy źle wybranej, albo wyalienowanej czy agenturalnej, faktycznie wrogiej?

Demokracja to by nawet i mogła być, tylko że od razu w wymienionych wszystkich trzech aspektach demokracji i jej pełnej służebności Narodowi, którego państwo jest własnością i dobrem wspólnym - jak i inne dobra wspólne narodu oddawane w zarząd bieżący władzom politycznym własnością niezbywalną Narodu.

- I żeby wszelkie ludzkie sprawy, cała sfera publiczna, były wyłączone spod wpływu władz politycznych. Władzą zwierzchnią życia politycznego Państwa jest Naród Polski, ale to i on jest gospodarzem w całej sferze życia publicznego Państwa.

 

Na szczęście mamy jeszcze „nierewolucyjną” drogę do zrobienia tu porządku – objęcie władzy przez „demokrację bezpośrednią” i władzę zwierzchnią Narodu Polskiego nad władzami państwowymi w tych warunkach powoływanymi jako tymczasowe do czasu uchwalenia przez Naród nowej ordynacji wyborczej i nowych zasad funkcjonowania Państwa.

Choć takie „zrobienie porządku” jest typowe dla zwierzchniej władzy narodu – nawet i sądy polowe wobec zdrajców i sabotażystów zawsze w takich sytuacjach były uznane za legalne, to z oporem uzurpatorów trzeba się liczyć. Mimo możliwych oporów Naród aby przetrwać musi się tu zebrać na zryw.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)