Konwencja przemocowa 4

Obrazek użytkownika miarka
Idee

  Po przegłosowaniu przez Sejm ustawy o ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, w kolejnym kroku legislacyjnym Konwencją zajmie się Senat. W terminie 30 dni może je przyjąć bez zmian, uchwalić poprawki albo uchwalić odrzucenie w całości.  25 lutego ma się odbyć posiedzenie senackich komisji, a cały Senat może się w tej sprawie zebrać już na początku marca.

 Są więc ostatnie dni na mobilizację społeczeństwa do patrzenia na ręce Senatowi i wyrażanie swoich zastrzeżeń do tej konwencji, zwłaszcza do ideologii w niej zawartej wprowadzającej inny ustrój i sprzecznej z Konstytucją.

Główny problem z tą konwencją, to zawarta w niej ideologia sprzeczna z ideą człowieczeństwa i przyrodzoną każdemu człowiekowi godnością osobową, gwarantowaną w Konstytucji.

W ogóle wszelkie prawa stanowione mają sens tylko w odniesieniu do ich i całej sfery polityki służby na rzecz człowieczeństwa. Do życia w pełni swojego człowiczeństwa dojrzewamy na drodze wzrostu ku ideałom, a nie przyjmowania narzucanych nam ideologii, jak chce konwencja.

Bez ideałów, bez ludzkich wartości wyższego rzędu nie ma człowieczeństwa, gdyż człowieczeństwo to nieustanny wzrost, nieustanne dojrzewanie własne, a jednoczesne świadome i dobrowolne “równanie w górę” tych, co z jakichś powodów potrzebują pomocy, by w swojej godności osobistej  mogli wzrastać, by mogli stawać się życiowo samodzielnymi i odpowiedzialnymi za innych, będących  w potrzebie, oraz za dobro wspólne swoich ludzkich wspólnot.

 

Godność osobista to stawanie w prawdzie o swoim wyobrażeniu siebie – a więc już zakłada dorastanie do ideału, jakim każdy człowiek chciałby siebie widzieć. Oczywiście człowiek uczciwy względem siebie, bo zakłamany może niszczyć innych („równać w dół” – no „inteligenta z robotnikiem, robotnika z chłopem, a chłopa z ziemią”), byleby tylko uznali, że on już jest tym ideałem, a więc i należy mu się zawsze szacunek i zawsze uznanie autorytetu w sensie uprawnienia do sprawowania władzy absolutnej.

Wszystko co ludzkość dotąd osiągnęła, to nieustanne dążenie do ideałów, przerastanie siebie, to droga pod górę. To droga w której nie można się zatrzymać bez poważnej groźby utraty panowania nad pojazdem swojego życia i stoczenia się w przepaść samozagłady, a przy tym pociągnięcia za sobą innych, jako że w każdej wspólnocie funkcjonujemy na zasadzie naczyń połączonych i krzywda jednego zaraz staje się krzywdą drugiego (nawet jak swoim nieodpowiedzialnym działaniem, np. złym pojęciem wolności skrzywdzi samego siebie).

Tymczasem Konwencja to nie tylko zatrzymanie się na drodze postępu człowieczeństwa, a wstecznictwo w randze cofnięcia się do skompromitowanego komunizmu, a nawet skompromitowanej „cywilizacji” babilońskiej.

 

Istotne w tej lewackiej ideologii zawartej w konwencji są odniesienia do płciowości człowieka.

Człowieczeństwo jako takie jest aseksualne, bo to już sfera uczuć i ducha ludzkiego. Seksualizacja natomiast jest powiązana z naturą i to z jej niższymi poziomami - zabija ducha ludzkiego nadmiernie rozbudzonymi, silnymi instynktami i pożądaniami. Nadto uczucia ludzkie zabija emocjami nadmiernymi,  których natura jest taka, że stają się nadmiernymi, kiedy przestajemy nad nimi panować, a przestajemy kiedy wiążą człowieka z jego cielesnością i materią na sposób zwierzęcy – a więc kiedy naprawdę to władczo działają w człowieku instynkty, żądze najniższe, krwiożercze, dzikie. Ten stan wyłącza myślenie, ale wyłącza i instynkt samozachowawczy. Trwanie w tym stanie prowadzi ku niewolom i samozatraceniu.

Człowieczeństwo wymaga zachowywania zawsze zdolności myślenia, a więc i panowania swoim decyzjami, swoimi uczuciami i ludzkim duchem nad instynktami.

 

W stanie zagrożenia seksualizacją dzieci i młodzieży, w jakim dziś jesteśmy, najbardziej liczą się cnoty wynoszone z podstaw wychowania w zdrowej rodzinie, przykłady i tłumaczenia, przestrogi i  sprawdzone wieloletnim doświadczeniem praktyki, zwyczaje, obyczaje i tradycje, których motywacje gdzieś tam uległy zapomnieniu, ale są praktykowane „bo tak trzeba”, nawet jak nie mamy na podorędziu gotowych wytłumaczeń. Liczą się zwłaszcza cnoty wiary, nadziei i miłości, bo to właśnie na nich się opiera myślenie o przyszłości  (wraz z marzeniami).

Normalność zaś, której każdy zdrowy człowiek się trzyma, to trwanie w prawdzie i realizmie życia i szybkie powroty do rzeczywistości ze stanów zdarzających się zaburzeń odchodzenia od swojej zdrowej natury. Normalność to również (wraz z sumieniem) planowanie przyszłości, odpowiedzialność za siebie i innych i zwłaszcza mówienie sobie „nie” - powstrzymywanie się od działań destrukcyjnych, samozatraceńczych dla siebie i społeczności. Odpowiedzialne wychowanie dzieci, to również mówienie „nie” dzieciom w każdym przypadku ich potrzeb nadmiernych, niedojrzałych, niewłaściwych ze względu na czas i miejsce, które to kochający dzieci rodzice potrafią ocenić lepiej jak same zainteresowane tym dzieci. „Dobry ojciec daje dobre dary swoim dzieciom”. Dobrze wychowane dzieci to te, które wiedzą którym swoim potrzebom mają mówić „nie”, które mają swoją hierarchię potrzeb, ale i nadrządną nad nimi swoją hierarchię wartości osobistych, a nad nimi jeszcze hierarchię ludzkich wartości wyższego rzędu.

Dopóki dzieci nie okrzepną przynajmniej w dobrze rozumianych cnotach wiary, nadziei i miłości, jakakolwiek ich seksualizacja jest zbrodnią ruinującą ich człowieczeństwo na wszystkich poziomach. 

   

Zwierzęta mają swój stan przejmowania nad nimi władzy przez silne instynkty tylko na krótki czas np. rui. Człowiek potrafi mieć „ruję” kiedy zechce. Jednak od tego, z kim, kiedy i gdzie zależy to, czy się degraduje, czy wzrasta wtedy w swoim człowieczeństwie - a wzrasta kiedy swoją  wolą panuje nad porywami zwierzęcymi – np. można je przekształcać w twórczość . Na tyle jestem człowiekiem, na ile jestem twórczy, konstruktywny, kiedy swoje poczucie piękna wyrażam w dziełach, kiedy są to dzieła płodności duchowej. Człowiek jest zdolny do dzieł ducha, do twórczości w zamian za opanowanie swojej seksualności.

Jakiekolwiek działania wychowawcze w dziedzinie płciowości przed osiągnięciem dorosłości mają sens tylko o tyle, o ile uczą opanowywania swoich niezdrowych w tym temacie zainteresowań, oraz opanowywania budzących się potrzeb ciała związanych z płodnością przez kierowanie tej płodności ku sprawom twórczym, ku aktywności, ku życiu duchowemu, ku wartościom, ku przyszłości ...

Cała natura (wraz z seksualnością) to wśród ludzkich wartości wyższego rzędu sfera prawości. Wyżej w hierarchii ludzkich wartości wyższego rzędu jest moralność, a dopiero nad nią człowieczeństwo. Między naturą, a moralnością jest aż dwa poziomy wartości. To już poziom kontroli nad swoją naturą, by nie uległa wynaturzeniu - nad tym by bezpośrednio jej wybory były wyborem dobra, służbą dobru płynącą z miłości dobra, a więc i związaną z odcinaniem się od zła, a więc i wykluczeniem zła w swoim celu moralnym.

Dopiero w drugim etapie (po odcięciu się od zła, po nabyciu solidnych hamulców moralnych, wyrzeczeniu się złych skłonności) zaczyna się zdolność do miłości dobra w znaczeniu twórczym i postępowym, czyli człowieczeństwo – pojednanie z Bogiem i ludźmi – dążenie do jedności (Ciekawą jedność tworzyli Rdzenni Amerykanie Wintu z Kalifornii Północnej. Żyli bez indywidualizmu – tak postrzegali człowieka, że mieli brak poczucia Ja jako odrębnej istoty). Człowieczeństwo to czas wyrastania z indywidualizmu (człowieczeństwo dojrzałe to już wyrośnięcie), tak jak miłość to wyrośnięcie z egoizmu, nie patrzenie na interes, nie zadawanie sobie pytań „dlaczego kocham”, „za co kocham”... – miłość to dawanie wyrazu ludzkiej wrażliwości.

 

Na drodze rozwoju człowieka, powyżej poziomu wartości zwykłego rzędu, wartości życia politycznego najpierw jest prawda jako cnota, jako fundament życia. Na tym  fundamencie stoi sprawiedliwość – cnota na którą składa się na tą wiele cnót – najpierw dawanie świadectwa prawdzie, a dalej cnoty pozwalajęce zachować równowagę między interesem moim, a drugiego człowieka i wspólnoty, a w szczególności między takimi wartościami jak wolność, równość i braterstwo, równowagę gwarantującą sprawiedliwość wewnętrzną każdej wspólnoty ludzkiej.

Prawość – to na skali ludzkich wartości wyższego rzędu poziom walki o czystość duchową – poziom odcinania się od zła, poziom poznawania natury świata i swojej na poziomie duchowym, rozumowym i zmysłowym, poziom rozwoju nauki , wiadomości, myślenia i podejmowania decyzji, to poziom walki w swoim wnętrzu, poziom walki o panowanie nad swoim wnętrzem swoim ludzkim duchem.

Zaś moralność – poziom wyższy - to już czas bycia zdecydowanym, bezkompromisowo dobrym. To również czas budowy życia publicznego opartego o dobro i dobro wspólne. To poziom walk na zewnątrz wspólnoty życia publicznego, by to dobro i dobro wspólne organizowały tak jak własne, wewnętrzne uporządkowanie, tak i ład publiczny. Każde tu zagrożenie to konieczność przywracania prawości, a więc walki ze złem, a więc nieustannego potwierdzania swojej drogi wyboru dobra – potwierdzanie odcinaniem się, dyskryminacją, wykluczaniem wszystkiego, co wiąże się ze złem zagrażającym osobom kochanym. „Nienawidzimy zła, ale człowieka kochamy”. To organizowanie się ludzkiej społeczności w ładzie życia publicznego na zasadzie wspólnej moralności, wspólnego rozumienia dobra i zła i wspólnego ich przestrzegania w życiu publicznym.

Podstawową z cnót moralnych jest męstwo. Bez niego człowiek nie ma zwartości wewnętrznej, by działać skutecznie. To pozwalanie sobie na takie panowanie nad swoją cielesnością, by cały czas pełniła przypisane jej przez naturę role, ale by rolę pierwszoplanową grało tylko to co w niej dobre, życiowe, władcze, stanowcze i waleczne o swoje ideały, o swoje ludzkie wartości wyższego rzędu, a swoje wartości osobiste, nawet swoją tożsamość i potrzeby życiowe, nie mówiąc już nawet o żądzach „zwierzęcych” zostawiając na dalszym planie, zostawiając na czas po utrwaleniu swojej cnoty męstwa w swoich decyzjach odnośnie życia osobowego i publicznego.

 Męstwo zaczyna się od poczucia godności swojego „ja” (czyli godności osobistej, w tym honoru) i godności wspólnotowej (szerzej to „społecznej” – w sensie „społeczność” (nie „społeczeństwo - różnica jest w dobrowolności wchodzenia w związek), w tym zwłaszcza wolność, czy dziedziczeniu (wtedy to ród – ród jest własnością, a wynarodowienie to pozbawianie własności – tego, co jest niezbywalne i chronione przez każdą wspólnotę. Niestety to nie tylko efekt agresji wrogów zewnętrznych, ale i efekt stania się tak zdemoralizowanym, że aż „wyrodnym” , dotyczy to zwłaszcza terytorium wspólnotowego – jakim jest Ojczyzna, miejsce gdzie jest się naprawdę sobą i u siebie - odpowiednio i dom, oraz rodzina).

 To poczucie swojego „ja” w zakresie godności osobistej dotyczy nie tylko swojej sfery duchowej i uczuciowej, ale i cielesnej, i materialnej (ale tylko w ścisłym znaczeniu własności (między tym, z czym się nigdy nie walczy, co jest święte, od Boga dane i nie podlegające zawłaszczaniu, domagające się opieki, kultywowania i ochrony nawet przed sobą samym (a więc i znania go lepiej, jak on sam siebie, co jest możliwe tylko w warunkach miłości), a więc i poznawania jego natury – tej nieskażonej, niezepsutej złem zawartym w ingerencji człowieka), a tym, co jest posiadaniem - tym, co służy zaspokajaniu potrzeb życiowych swoich i osób za które jest się odpowiedzialnym, tym, co jest tylko czasowym, choć wyłącznym władaniem, a zarazem majątkiem, który samemu trzeba chronić, którego ochrony, aż po zwrot w przypadku utraty, wspólnota nie gwarantuje - przedmiot tej wspólnotowej gwarancji to tylko własność – niestety wielkie jest tu prawnicze pomieszanie wartości – za własność uznaje się nawet produkty intelektu, a nawet konstrukty czysto prawne (np. niemiecka kancelaria prawnicza pobiera tantiemy od „Czerwonych maków na Monte Cassino” z tytułu praw autorskich, gdyż wcześniej reprezentowała ich autora, a ten zmarł bezpotomnie). Władze państwowe, jeśli dadzą się skorumpować oligarchom (a to właśnie przeżywamy) gotowe są tu zamiast odpowiedzialności, konsekwencji i logiki na każdą bzdurę, każdą zdradę, każdą podłość,  każdą grę pozorów przeciw swojemu narodowi.

Męstwo jest siłą, która zaczyna się od zapanowania nad sobą dla celów wyższych. „Mężnymi, nie murami królestwa stoją”.

To co innego jak męskość (wraz z kobiecością to tylko cechy płciowe, przyjęte przez genetykę).

Męstwo obejmuje i kobiety (jest ponadseksualne), podobnie jak i ponadseksualnym jest kurestwo, czyli brak męstwa.

Męstwo (kurestwo też) to cechy charakteru (cecha ducha ludzkiego, częściowo będąca kwestią genetyki, częściowo przyjmowanego przez wychowanie (głownie w kwestiach życia społecznościowego), ale głównie to kształtowanego własnymi decyzjami wolnej i świadomej woli).

 

Tak więc „płeć społeczno-kulturowa” nie istnieje – to tylko bzdura ideologiczna wynikająca z ideologii satanistycznych. To bezpodstawne wyniesienie do rangi natury cech charakteru jakiegoś człowieka, włącznie z jego słabościami zawinionymi przez wychowawców, czy samą osobę, z jego niedostosowaniem do życia w rodzinie, czy w ludzkiej społeczności. W szczególności „płeć społeczno-kulturowa”,  to sprowadzanie kobiecości do kurestwa, a męstwa do męskości...

 a męskości też do kurestwa.

 Ideologie opisują jakiś stan pożądany, który chcemy wdrażać odgórnie i bez względu na koszty i zawsze są tylko jakąś przepychanką w interesie chwilowo mocniejszych.

Nie dotyczy to idealizmu opisującego jakiś stan doskonałości do której zmierzać chcemy.

Czas, gdy panuje człowieczeństwo to czas na pokojowe życie w tym świecie. Prawdziwie pokojowe, bo w tej chwili mamy czas pokoju fałszywego, zdradzieckiego, bardziej destrukcyjnego jak wojna otwarta. Na walkę płci człowiek nie da się nabrać.

 

Zresztą to odczłowieczenie bierze się z wystarczająco już skompromitowanej ideologii komunizmu, chcącego wbrew logice równać nawet to, co z natury swojej równym być nie może, co ma się uzupełniać, współpracować, tworzyć zgodną jedność, a nie ze sobą konkurować, ze sobą walczyć. W pierwotnym komunizmie była lansowana walka klas, jego dzisiejszej odsłonie to walka płci. A takim właśnie logicznym bezsensem jest równanie płci w Konwencji. Już samo to dyskwalifikuje ją całą.

 

Trzeba też przypomnieć, że komunizm odwołuje się do ideologii humanizmu, będącej częścią ideologii protestantyzmu i filozofii Kanta, który prawem chciał kodyfikować wszelkie dziedziny ludzkiej działalności.

Ktoś, kto dziś mówi, że człowiek ma jakieś prawa, to kłamie, manipuluje, oszukuje. W rzeczywistości to on chce być tym, który mu je nadaje. To on chce ze swoim pośrednictwem wchodzić między człowieka, a Boga Stwórcą, a z czasem i eliminować ze świadomości człowieka Boga, a zarazem zniewalać człowieka, nadając mu prawa według swojego widzimisię, czyniąc go swoim niewolnikiem.

To człowiek jest podmiotem prawa – nigdy nie może być prawa przedmiotem. To człowiek udziela państwu części swoich praw po to, by realizowało funkcje, których on sam nie mógłby wystarczająco dobrze spełniać. Państwo ma człowiekowi służyć, a nie nad nim władać. Władza państwa to tylko władza nad jego instytucjami. Prawo stanowione przez człowieka może dotyczyć tylko instytucji stojących na straży dóbr wspólnych narodu, zasad wypełniania jego konstytucyjnych zadań, a także zapewniania porządku, ładu życia publicznego wyrażanego umową społeczną (Konstytucja i wiążące referenda). Swoje obowiązki wobec państwa jego właściciel – naród ustala sam. Obywatele wobec siebie nawzajem też – i nikt, włącznie z państwem nie może ingerować w reguły jakie sobie ustalają. Państwo ma stać na straży tych uzgodnień, a nie wprowadzać jakichś zasad własnych. Zwłaszcza szkoła musi być pomocniczą względem woli wychowawczej rodziców – nigdy odwrotnie. Człowiek ma tylko tyle praw ile ich sobie uzgodni z drugim człowiekiem z zachowaniem zasad sprawiedliwości – w szczególności, żeby każdy otrzymywał to, co mu się należy, a więc, aby nikt nie był uprzywilejowywany, ani dyskryminowany tak w relacjach między osobami, jak między, osobami a grupami osób, oraz między nimi, a ich organizacjami. Tak samo szkoła ma tylko tyle praw, ile dostanie od człowieka. Państwo nie jest w stanie nadać człowiekowi żadnych praw.

Pomysł równouprawnienia płci jest takim najzupełniej bezprawnym nadawaniem praw.

Oczywiście są i rodzice wychowawczo nieodpowiedzialni, czy zniewoleni patologiami, ale i tu państwo nie może wkraczać ze swoją władzą, a tylko w miarę możliwości pomagać, zwłaszcza przez wspieranie chętnych do pomocy wolontariuszy z otoczenia chorej rodziny. Władza rodzicielska to świętość. Dzieci wyrwane spod władzy rodzicielskiej, nawet złej, mimo pozorów zadbania w wychowaniu poza nią zawsze wyrosną na zdemoralizowane, nastawione antyrodzinnie,  roszczeniowo, na niezdolne do samodzielnego życia. Socjal, wbrew pozorom zawsze jest demoralizujący – zwłaszcza że pozbawia człowieka jego godności osobowej – czyni z niego zwierzątko wymagające opieki, czy chorego, kiedy tak naprawdę to nic mu nie jest, a potrzebuje jakiegoś tylko drobiazgu typu poczucia ludzkiej godności, męstwa w przezwyciężaniu przeszkód, odwołania do honoru, wiary w siebie, liczenia na siebie, czy wstydu. Socjal, państwo opiekuńcze (czytaj demoralizatorskie przez nadopiekuńczość) to gangrena naszych czasów. Częstą też przyczyną patologii jest brak pracy – a to już rola państwa jest, by temu zaradzić.

W rodzinie, nawet złej, szansę na rozwiązanie jej i swoich problemów jej członkowie zawsze mają.

Konwencja przemocowa bierze za swój oficjalny cel walkę z przemocą mężczyzn wobec kobiet. To zło, któremu trzeba zaradzić, ale też państwo nie ma prawa tu ingerować. Przemoc to zawsze walka o władzę, o dochodzenie do władzy środkami niemoralnymi – czy to w polityce, na ulicy, czy w rodzinie. Zawsze jest to walka, która ma swoje powody wewnętrzne i zawsze są winne obie, czy wszystkie walczące strony. Wspólnota sąsiedzka może z dobrym skutkiem wysyłać jakiegoś mediatora biegłego w kwestiach moralnych, ale ingerencja państwa zawsze tu będzie odpowiedzią przemocą na przemoc i to przemocą faktycznie większą (skoro silniejszą jak przemoc dotychczasowa – tego wymaga skuteczność).

Tak więc zło będzie dalej krążyło, a każdy z pokrzywdzonych znów będzie stawał przed perspektywą zrzucenia z siebie  swojej krzywdy przez krzywdzenie kogoś innego, lub własnę pogłębioną autodestrukcję, np. nałog. Uprzywilejowany też stanie się w sumie pokrzywdzonym, bo kiedy „pomoc” państwa się skończy, a pozostanie uzależnienie od szukania pomocy i postawa roszczeniowa, a więc i gotowość na wejście w zniewolenie i odczłowieczenie, byleby „swojego” dopinać „za wszelką cenę”.

Wygaszenie zła, może przynieść tylko rozwiązanie problemu pierwotnego – przyczyn walki płci, przyczyn demoralizacji współczesnej rodziny - problemu podżegaczy do walki płci i demoralizatorów życia publicznego.

 Konwencja przemocowa, ustanawiająca satanistyczną ideologię gender jako podstawę wychowania dzieci i funkcjonowania związków, które w zamiarze lewackich ideologów zastąpić mają rodzinę jest  typowym aktem widzimisię - sprawujących dziś władzę totalitarną i zmierzających do jej pogłębienia. Aktem prawa kaduka, czyli bezprawia aktualnego kacyka „trzymającego władzę” narzucanym społeczeństwu przemocą niezależnie od sposobu uchwalania danego „aktu prawnego”. Pogłębienia istniejącego już totalitaryzmu mimo demokratycznej maski, co służy tylko nowej, obłąkańczej ideologii totalitaryzmu globalnego zwanego New World Order.

Przemoc państwa w tej sytuacji to przemoc jak każda inna – to dochodzenie do władzy środkami niemoralnymi. Dochodzi tu do władzy państwa nad obywatelem. To wbrew Konstytucji, bo jej Art. 4.1. mówi: „Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu”.

To przeciw tej samozwańczej władzy zwierzchniej – koalicji PO-PSL potrzeba zjednoczenia Narodu. A na dziś mobilizacji Senatu, by tą ustawę ratyfikacyjną konwencji Rady Europy odrzucił w całości i to tak przekonująco, by Sejm się już nie ośmielił jej powtórnie poddawać pod głosowanie.

Stop tej konwencji.

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:13)

Komentarze

Skoro wielu  w prowadzonych kundli się zmienia

Armagedon musi  uczynić oczyszczenie

Bo z wolności myślenia zostało  wspomnienie

Pozdrawiam

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-2
#1466776

Armagedon to czas oczyszczenia dokonany wprost mocą Bożą.

Póki jednak walczymy, zawsze mamy szansę wygrać.

Najgorzej, gdy walki nie podejmiemy, bo to znaczy, że już jesteśmy przegrani.

Ci, co bestii ustępują,

ci co na swój krótkowzroczy interes, czy przemijającą przyjemność zdradziecko wobec człowieczeństwa kombunują,

już są przegrani.

Armagedon to przyjdzie dgy wszyscy będziemy przegrani

A więc walczmy, bo tylko w tym jest szansa, że się nie damy

I zagładę powstrzymamy.

 

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1466778

Oczywiście że oczyszczenia ze zła

Praca nie pomoże bo ciemnota trwa

Lecz spocząć na laurach to jest ciężki grzech

Więc czyńmy wszystko by obudził się Lech

Ten protoplasta co śpi z rycerzami

Gdy przyjdzie przepędzi ich  ze zdrajcami

Pozdrawiam

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1466922

Praca to pomoże, tylko że na swoim,

Bo to na swoim prawdziwie dwoim się i troim.

Bez walki o swoje jesteśmy dziadami,

Których już łatwo wysłać z torbami.

 

Być odpowiedzialnymi gospodarzami, to być panami,

To być władzą zwierzchnią, nad przedstawicielami.

Przez naszą bierność zwanymi dziś okupacyjną waadzą,

Liczącą że Polacy się ideologią idiotów otumanić dadzą.

 

Zdrada tej waadzy, zdrada jest potężna.

By przepędzić to dziadostwo trzeba nam prawdziwie duchowego oręża.

Tak, protoplastę Lecha też nam trzeba, i to razem z rycerzami

Tylko że on się ma w sercach naszych narodzić – walczyć po rycersku już musimy sami.

 

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1
#1466944

Bardzo szczegółowo opisałeś upadek ludzkości i człowieczeństwa.
Zniszczenie najpiękniejszych cech w Polakach,cech, które były tylko dla nas charakterystyczne, a których zazdrościł nam cały świat.
Były to: odwaga, szczerość, otwarte serce, wrażliwość na krzywdy innych, eleganckie matki Polki w kretonowych sukienkach, otoczone szarmanckimi mężczyznami.
Polacy nauczeni historią - musieli dawać sobie radę w ekstremalnie trudnych sytuacjach życiowych. Byli zaradni. Ale NIGDY w celu zaspokojenia potrzeb rodziny i głodu dzieci - NIE POSUWALI SIĘ DO PRZESTĘPSTW.
Solidarność społeczna sprawiała, że nikt głodny nie był, a ostatnią kromką chleba Polacy potrafili się dzielić. Słynne często powiedzenie pośród dzieciarni na przerwie w szkole "daj gryza". To było szczere i bez skrępowania.
Wspólne gry podwórkowe - w palanta, skakanka, piłka, łączyły dzieciarnię. Czasami jeden, dwa rowery na okolicę były pojazdami dla ferajny kilkunastu dzieciaków.
Ludzie się kłócili, sprzeczali, ale nikt się nie bił na śmierć i życie.
Aniołami dzieciaki nie były, ale kiedy był pojedynek, to był honorowy.

Teraz?
Bez przyczyny, za złe spojrzenie lub ze zwykłej głupoty pozbawia się życia człowieka niewinnego.
Poszkodowany i jego rodzina są bezsilni wobec tzw. prawa, ponieważ Temida jest i ślepa i głucha.
Długo by pisać o tym, co nas otacza.
Z bólem serca przyznaję, że narody same sobie wybierają żywot upodlenia, bo jak można drugi raz powierzyć władzę komuś, kto cynicznie okłamywał. Regularnie okradał, twierdząc, że nic się nie stało i to....dla naszego dobra.
Dziwne jest to, że dopóki państwa europejskie same o sobie decydowały i miały własnych dyplomatów - nie dochodziło do takich sytuacji, w jakiej jesteśmy. Każdy miał swoje sposoby i metody prowadzenia rozmów nawet z przeciwnikiem politycznym o odmiennej mentalności.
Może to dziwne, ale marzy mi się, żeby UE rozpłynęła się.
Oby każdy naród mógł być znowu sobą. Ze swoimi zaletami i wadami.
Bez programowania.

Poruszyłeś, "miarko" temat - rzekę.
Dziękuję i pozdrawiam.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-2

bursztyn

Nic bardziej groźnego, niż głupi przyjaciel.
Lepszy byłby mądry wróg.
/Jean de Lafontaine/

#1466785

Ładnie piszesz. Zwłaszcza to podkreślenie, że dziś idzie o “Zniszczenie najpiękniejszych cech w Polakach,cech, które były tylko dla nas charakterystyczne, a których zazdrościł nam cały świat.
Były to: odwaga, szczerość, otwarte serce, wrażliwość na krzywdy innych, eleganckie matki Polki w kretonowych sukienkach, otoczone szarmanckimi mężczyznami”.

Było ich więcej. Człowieczeństwo i morale wspólnotowe w polskim systemie wartości stały bardzo wysoko. Polska była azylem dla ludzi wrażliwych z Zachodu, którzy chętnie osiedlali się w Polsce.

Zawsze mnie zdumiewało, jak dużo było w Polsce zachodnich nazwisk i jak wielkimi polskimi patriotami byli ci ludzie. Oczywiście najwięcej Niemców – i to niewielu z nich dawało się w czasie wojny nakłonić do podpisania folkslisty, choć czekały na nich przywileje.

Ostatnio to się zdecydowanie zmieniło – spotkałem nawet “”Wandę”, co chciała Niemca” – dla warunków materialnych życia. Smutne.

W starszych pokoleniach te typowo polskie wartości życia wspólnotowego są wciąż żywe – młodzi niestety już są przez system mocno zdemoralizowani. Polska po ’89 – tym otworzyła się na Zachód w oczekiwaniu dobrobytu i wolności – niestety okazały się iluzją – zniewalającym socjalem, demoralizacją, korupcją, patologią władzy i życia publicznego, bezwzględnym wyzyskiem łatwowiernych, bo wychowanych bez potrzeby ciągłej nieufności, brakiem komunikcji na poziomie wartości, których cechą jest zdolność jednoczenia ludzi na rzecz skupienia się na zaspokajaniu swoich indywidualistycznych potrzeb.

Unia to był tragiczny błąd i z pewnością będzie teraz bardzo trudno odbudować nie tyle straty materialne (choć ich poziom otworzył już granice patologicznej nędzy), co zaznane krzywdy duchowe i demoralizację, co dla nas było szczególnie krzywdzące, bo dotąd nasza kultura nie zmuszała nas dotąd do wściekłych konkurencyjnych walk, które podskórnie niszczyły życie przeludnionego w dużych miastach Zachodu. Oczywiście granice dla konkurencyjnej ekspansji gospodaeczej, ekonomicznej, propagandowej, czy prawnej trzeba pilnie odbudować, a wszelkie nadużycia rozliczyć wprost na poziomie sprawiedliwości.

Ale to wszystko to i tak tylko tło do tego, co idzie z Zachodu jako lewacka antykultura, z jej szczególnie destrukcyjną dla człowieczeństwa ideologią gender. Mało tego – to idzie na drodze przemocowej jako gwałt na naszej kulturze, wrażliwości, człowieczeństwie. Idzie przy wsparciu skorumpowanych, głupich i tchórzliwych urzędników państwowych ...

Idzie... 

Pozdrawiam

miarka

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1466801

zgadzam się z tezami Autora. Brak mi jednak wciąż logicznej, a może prawnej, ścisłej logicznie analizy problemu. "Konwencja" jest rodzajem szkodliwego bełkotu intelektualnego wprowadzającego między innymi różnicę (nie zdefiniowaną ściśle) pomiędzy płcią a tożsamością płciową i jednocześnie wprowadza równość i nierówność tak "zdefiniowanej" płci wobec prawa. Jest to pod względem prawnym gniot który - jak widzę - służy realizacji jakiejś ideologii, a nie sprawieniu żeby nasz świat stał się lepszy. A może towarzystwo wzajemnej adoracji, które próbuje to wprowadzić wbrew zasadom demokracji i zdrowemu rozsądkowi, ma na celu jedynie zachowanie władzy?  

Przypominam, że pierwszymi "mainstreamowymi" ideologami którzy starali się wykazać patologię rodziny jako narzędzia wyzysku byli Engels i pozostający na jego utrzymaniu Marks. 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1466799

Oczywiście że ten nowy komunizm walki płci zastąpił stary komunizm walki klas.

Piszesz: “Brak mi jednak wciąż logicznej, a może prawnej, ścisłej logicznie analizy problemu” (w odniesieniu do ideologii zawartej w konwencji).

Otóż gdyby coś takiego istniało, to by to było w Konwencji wyrażone. Jednak ideologia to nie nauka – można tu pisać tomy uzasadnień i nigdy nie będzie w tym logiki, związków przyczynowo-skutkowych, nie będzie ciągów konsekwencji – słowem nie będzie dowodu dlaczego tak ma być, ani że to zadziała.

Ideologie bowiem to oszustwa – mają tylko przynosić korzyści swoim twórcom, czy sponsorom.

W tekście to wyjaśniam, że tu chodzi o to by “wbrew logice równać nawet to, co z natury swojej równym być nie może, co ma się uzupełniać, współpracować, tworzyć zgodną jedność, a nie ze sobą konkurować, ze sobą walczyć”.

Starczy więc przyjrzeć się samej naturze związku mężczyzny i kobiety, by stwierdzić, że walka płci to bzdura i skończyć dyskusję z głupkami, którzy tą ideologię lansują.

Piszę też, że “„płeć społeczno-kulturowa” nie istnieje – to tylko bzdura ideologiczna wynikająca z ideologii satanistycznych. To bezpodstawne wyniesienie do rangi natury cech charakteru jakiegoś człowieka, włącznie z jego słabościami zawinionymi przez wychowawców, czy samą osobę, z jego niedostosowaniem do życia w rodzinie, czy w ludzkiej społeczności”.

Podkreślam: „bezpodstawne wyniesienie do rangi natury”.

Po prostu nie wolno dać sobie wmówić bzdury, że istnieje coś takiego jak płeć „społeczno – kulturowa”.

Jak ktoś twierdzi, że ma taką „płeć”, to powinien się jemu i jego wychowawcom uważnie przyjrzeć psychiatra.

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1466802

zgadzam się z tezami Autora. Brak mi jednak wciąż logicznej, a może prawnej, ścisłej logicznie analizy problemu. "Konwencja" jest rodzajem szkodliwego bełkotu intelektualnego wprowadzającego między innymi różnicę (nie zdefiniowaną ściśle) pomiędzy płcią a tożsamością płciową i jednocześnie wprowadza równość i nierówność tak "zdefiniowanej" płci wobec prawa. Jest to pod względem prawnym gniot który - jak widzę - służy realizacji jakiejś ideologii, a nie sprawieniu żeby nasz świat stał się lepszy. A może towarzystwo wzajemnej adoracji, które próbuje to wprowadzić wbrew zasadom demokracji i zdrowemu rozsądkowi, ma na celu jedynie zachowanie władzy?  

Przypominam, że pierwszymi "mainstreamowymi" ideologami którzy starali się wykazać patologię rodziny jako narzędzia wyzysku byli Engels i pozostający na jego utrzymaniu Marks. 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1466800