Czy można modlić się za wroga?

Obrazek użytkownika miarka
Idee

Posłowie do notki „Czy można pomagać wrogowi ”. Ta notka jest również w aspekcie najazdu islamskiego na Europę, ale nie tylko, bo to dotyczy wszystkich naszych wrogów, chcących przejmować nad nami władzę lub nas niszczyć.

W poprzedniej notce stanęło na tym, że nie wolno pomagać wrogowi aktywnemu przeciwko nam, przeciw osobom za które jesteśmy odpowiedzialni i przeciw naszym wspólnotom, nawet gdy jest on w potrzebie.

Jezus na Krzyżu swoim aktywnym wrogom nie przebaczył, tylko modlił się za tym, żeby to Bóg Ojciec im wybaczył. Pytanie, czy i nam wolno modlić się za naszych wrogów?

Dotąd i ja myślałem, że wolno. Nawet ksiądz na wczorajszym nabożeństwie rozróżnił przebaczenie winowajcom od modlitwy do Boga Ojca o to by to on naszym winowajcom przebaczył - choć tematu nie drążył, więc można by tak myśleć jak ja, jednak korzystając z tego, że jestem rozgrzany w temacie, a jest to sprawa bardzo ważna dla wszystkich, uznałem, że ważne, żeby to przemyśleć.

 

Przeszkodą dla takiej modlitwy jest to, że pomagając wrogowi zmierzalibyśmy do szkodzenia sobie, realizacji swoich powołań, zwłaszcza do wolności i do życia, i swoim ludzkim wartościom oraz odpowiedzialnościom.

Nadto ściągalibyśmy groźbę rozpadu ładu naszego życia publicznego, a jeżeli ten wróg jest wrogiem wewnętrznym, również naszych wspólnot: rodziny, narodu, jako rodziny rodzin, mających wspólną rodową, historycznie ukształtowaną tożsamość u tradycję, oraz Kościoła, jako rodziny dzieci Bożych – Świętego, Powszechnego, Katolickiego, historycznie ukształtowanego, mającego swoją tożsamość i tradycję – stanowiącego mistyczne Ciało Chrystusa z Jezusem Chrystusem jako Jego Głową.

Ten stan ma swoje wyjątki, odwołujące się do człowieczeństwa. Warunkiem jest tu przede wszystkim wiarygodne odstąpienie naszego wroga od zamiaru szkodzenia nam.

 

Mówiąc obrazowo: “piłka jest tu po stronie wroga”. Dopóki to odstąpienie nie nastąpi mamy wroga traktować jako duchową bestię w ludziej skórze i robić wszystko, co w naszej mocy, by się obronić, pobawić ją jakichkolwiek możliwości dalszego szkodzenia i zabezpieczyć się przed ewentualnym podobnym atakiem.

Wydaje się, że dopóki wróg jest aktywny, możemy się modlić się o to, by Bóg Ojciec – Ojciec wszystkich ludzi przebaczył mu jego grzech.

Jednak nie. Nam przebaczyć go nie wolno, bo przebaczenie to tyle, co branie na siebie win naszego winowajcy i życie z nimi (naprawy krzywd i zadośćuczynienie to inna sprawa – czasami też trzeba pogodzić się z koniecznością życia w degradacji materialnej i społecznej). Przebaczenie ma sens, kiedy robimy to dla ułatwienia naszemu winowajcy powrotu do normalnego, bezgrzesznego, sprawiedliwego i pokojowego życia i odbudowy naszego zaufania mu.

Ważne też, że przebaczenie wymaga miłości - ta zaś jest zawsze ku dobru. Dopóki więc w tym krzywdzicielu dobra nie zobaczymy, przebaczenie i tak jest nieważne, bo fałszywe, pozorne, kiedy w głębi serca nie przebaczamy. (Wina samej niezdolności do przebaczenia może być i w nas – wtedy najpierw trzeba modlitwy za nas samych).

 

Kiedy nasz wróg jest aktywny, nasze przebaczenie jemu sensu nie ma, bo wiadomo, że on do pokojowego współżycia z powodu samego naszego przebaczenia nie wróci ( w jego stanie jest poza zasięgiem argumentacji, dialogu i oddziaływania miłości – to co innego, jak nieprzyjaźń), a więc przebaczenie tutaj jest grzechem, bo on wykorzystując nasze oczekiwanie na dialog, a więc i naszą chwilową bierność, z pewnością uderzy z jeszcze większą mocą.

Obroną konieczną i odpowiedzialnością jest też czujność wobec niebezpieczeństw i dalekowzroczna przezorność – tą daje zwłaszcza pamiętanie zaznanych krzywd mimo przebaczenia, choć życie na codzień jakby ich nie było – z pokorą dźwigając swój związany z tym krzyż. (Nie ma wtedy żadnego wypominanie winowajcy win, ani wycofywania swojej łaski przebaczenia przy byle okazji, a tylko przy wyraźnym nawrocie (jeden staruszek co zamiast przebaczenia “zapomniał”, to nawet świeżo podany mu obiad w złości ze stołu zmiótł, jak mu się po latach przypomniało, że babkę bez cnoty wziął, ale zwykle takie pochopne wypominanie to raczej cecha zagniewanych kobiet :-))).

To samo dotyczy osób wrogich, trwających we wrogim zamiarze – byłby to ten sam grzech zapominania winy zamiast prawdziwego przebaczenia.

 

Z modlitwą za naszego aktywnego wroga jest podobnie jak z przebaczeniem aktywnemu winowajcy. Przypomnę zasadę rozróżniania wroga i nieprzyjaciela z poprzedniej notki:

Przyjaciół, czy nieprzyjaciół, to wybieramy sobie sami, ale wrogowie to ci, co nas sobie wybierają jako tych, na których będą osiągali swoje korzyści na drodze głównie szkodzenia nam, osłabiania nas i demoralizowania w zakresie spójności wewnętrznej i wspólnotowej, kuszenia doraźnymi korzyściami, pozbawiania nas obrony ze strony wspólnoty, pozbawiania majątku, wolności i życia.

Modlić się za kogoś, czyli wstawienniczo, to chcieć jego dobra w sytuacji kiedy ma z tym problem i zwracać się do Boga, żeby to On zaradził problemowi.

Bywa jednak, że jego dobro stoi w sprzeczności z naszym dobrem. Nie tylko zresztą naszym, bo zwykle wiąże się to z krzywdą osób z którymi jesteśmy związani i za które odpowiedzialni itd. To właśnie sedno problemu z modlitwą za wroga.

 

Inna sprawa, że modlitwa wstawiennicza to nie może być „odbijanie piłeczki” wtedy, kiedy to od nas ktoś chce pomocy, jakieś wstawiennicwo jałowe, pozbywanie się problemu – modlitwa magiczna, życzeniowa, modlitwa jedynie chciejska, robiąca z Boga „chłopca na posyłki”.

Tu „piłka jest po naszej stronie”, bo modlitwa wstawiennicza wymaga, byśmy uprzednio zrobili sami, co tylko w naszej mocy, by problemowi osoby potrzebującej zaradzić.

Zawsze jesteśmy wyposażeni w pewien zasób sił środków i możliwości działania, często mamy nadmiary, które Bóg nam daje do wolnej dyspozycji (zwykłe dary Boże w odróżnieniu od darów Bożych celowych i łask), zwykle zresztą oczekuje, byśmy się dzielili nimi z innymi ludźmi, co zresztą ma ten sens, że i inni mają podobnie, a zwykle to oni mają w wolnej dyspozycji to, czego nam trzeba najbardziej.

 

Tak więc nie „odbijanie piłeczki”, tylko najpierw przymiarka do wzięcia problemu na siebie – do „zagrania samemu, albo w zespole” jeśli to możliwe, i określić:

1. Czy tu zaradzić prowizorycznie – przez akt życzliwości (darów z miłości osobistej, ogólnoludzkiej lub odpowiedzialnej) - litości, czy jałmużny (pomocny uczynek, dobra rada, dar materialny) – dotyczy to spraw drobnych, nie zaburzających specjalnie ładu naszego życia);

2. - czy przez podjęcie walki z wrogami tej osoby o to by to oni zaniechali swoich krzywdzących ją działań, zadośćuczynili za swoje winy, pozostawili jej warunki do normalnego, zdrowego, godnego człowieka, zgodnego z naturą i powołaniami funkcjonowania – to akt solidarności (łaska miłości solidarnej) – wymaga przede wszystkim sił, oraz gotowości do ofiar i poświęceń, brania ciężarów drugiej osoby na siebie i dotyczy członków określonej wspólnoty o tej samej tożsamości. Wymaga gotowości pójścia na wszelką konieczną wojnę.;

3. - czy trwale, przez udzielenie swojego miłosierdzia (łaski miłości miłosiernej), czyli doprowadzenie własnymi (i wspólnotowymi, jeśli wynikające z tego tytułu obciążenie może dotyczyć i własnych wspólnot) siłami i środkami wystarczającymi do powrotu osoby potrzebującej pomocy do stanu normalnego, zdrowego, godnego człowieka, zgodnego z naturą i ludzkimi powołaniami funkcjonowania. Ta możliwość wymaga jednak posiadania dość mocy własnej (stanu wolności (ewentualność zgody członków wspólnoty) i „możności”, wymaga realnej kalkulacji, bo już podjęcie się tego dzieła rodzi później odpowiedzialność za dobre jego skutki (stąd i trzeba gotowości „dokładania” do pierwotnych deklaracji). Wymaga więc odpowiednich zasobów materialnych – żadne tam kredyty, czy długi.

 Jest też problem, co zrobić później z pozyskanym nowonawróconymi, uzdrowionymi, uratowanymi z grożącego im nieszczęścia, kiedy nie mają warunków na samodzielne życie, a ich życie wśród nas jest wykluczone ze względu na odmienności cywilizacyjne? Pojedyncze osoby jeszcze bylibyśmy w stanie jakoś rozlokować przy opiekunach, a zarazem wychowawcach (dobrowolnych i na ich koszt),  w tym uczących ich pracy nam użytecznej - ale przecież tu chodzi o miliony?

 

 Z powyższego wynika, że w kwestii pomocy muzułmanom nachodzącym nas (delikatnie mówiąc), realnie możemy pomóc jedynie pewnej zupełnie symbolicznej ich ilości – z pewnością, już tylko z racji skromności środków osobistych osób udzielających tej pomocy (bo środków państwowych na taki cel, to nie ma i długo nie będzie żadnych) - nie będzie to dotyczyło osób choćby tylko podejrzewanych o wrogość.

Skoro już wiadomo, że ta nasza pomoc będzie praktycznie żadna, bo do aktów miłosierdzia środków nie mamy, a w ich solidarnej obronie nie możemy iść nawet na naciąganą w uzasadnieniu jako solidarnościową wojnę z ich krzywdzicielami, którzy tu usiłują uciec ze sprywatyzowanymi zyskami, a na nas przerzucać uspołecznienie kosztów wyrządzonych ludziom krzywd: korporacjonistami-syjonistami-globalistami - z całym banksterstwem knującym NWO - nadto gdy i my tak samo jesteśmy zagrożeni, a nawet niszczeni.

Z drugiej strony to widząc, co się na Zachodzie dzieje, możemy być pewni, że oni nie rozumieją sytuacji i takiej walki nie chcą.

Wręcz realne jest, że oni by stanęli przeciwko nam, że oni nie chcą żadnych zmian, a tylko socjalu, póki nie okrzepną, a pełni władzy, ze zniewoleniem nas za chwilę – tak więc solidarność nie wchodzi tu w rachubę. Zresztą to było do przewidzenia, bo solidarnośc to jedna z form miłości wewnątrzwspólnotowej, motywowanej dobrem wspólnym.

 

Wracając więc do kwestii naszej modlitwy o Boże przebaczenie naszym wrogom aktywnym przeciwko nam, to skoro już wiemy, że możliwości 2. i 3. nie wchodzą w rachubę, a 1. jest nieodpowiednia do skali potrzeb, a nawet możliwości rozróżnienia, kto z pretedentów jest potrzebującym rzeczywiście, kto naciągaczem i utajonym wrogiem, zostaje tylko modlitwa:

a/ – modlitwa za rzeczywiście potrzebujących pomocy, a nasze skromne wolne środki niewiele tu zmienią;

b/ - za wrogów;

c/ – za ich rozróżnienie;

d/ - o realne siły, środki i moce, żeby pomóc większej ilości potrzebujących (a swoje odpowiedzialności wypełnić);

e/ – o to do kogo odesłać tych, którym pomóc nie jesteśmy w stanie (przecież to nie są ofiary kataklizmów, czy zdarzeń losowych, żeby każdy, kto może musiał pomagać – tu są konkretni winowajcy).

 

Jeszcze raz:  czy za wrogów aktywnych wolno się modlić jak Jezus?

Przecież jak im Bóg przebaczy, to oni uznają, że dobrze robią i wrócą do swojej aktywności, i będą szkodzili nam, naszym rodzinom, Narodowi, współwyznawcom ... 

Tak więc za tych co aktywnie krzywdzą nawet modlić się nam nie wolno. Przecież bylibyśmy współsprawcami grzeszących, a więc też grzesznikami.

Modlitwą też można grzeszyć. Nadto taka modlitwa to zakłamanie i jałowizna. Bóg jej nie spełni, choćbyśmy się o to modlili najusilniej, bo byłby współwinnym naszego grzechu, wobec tych, co mamy już zobowiązania (w tym siebie).

Dopiero gdyby to był grzech wyłącznie przeciwko nam – mogłoby to być chwalebne – postąpilibyśmy jak niektórzy święci. Oczywiście gdybyśmy wierzyli, że to się przyczyni do nawrócenia tych krzywdzicieli i da dobry przykład innym.

 

Podstawa naszej postawy wobec nich, to obrona. Bezwarunkowa. Ze wszystkich sił.

To zamknięcie granic i odmowa wstępu, oraz wytłumaczenie dlaczego.

To konsekwentne egzekwowanie naszego ładu życia publicznego i naszego prawodawstwa w naszym Państwie i w przestrzeniach wspólnych wobec już przebywających w nich osób niezintegrowanych z naszym Narodem.

To działanie na rzecz solidarnego jednoczenia się narodów i państw podobnie zagrożonych, by tych nachodzących nas we wrogich zamiarach, od naszych granic odpędzić.

To szukanie nachodźcom właściwych adresatów dla ich roszczeń w ich niedoli.

Modlić się to tu nam wolno, ale w kwestii ich nawrócenia.

Wolno tu nam się modlić o to, by to nam Bóg w Trójcy Jedyny pomagał, by to przede wszystkim nas miał w swojej opiece i obronie od nich nasze rodziny, nasz Naród, Europę, i Jego Kościół.

 

W przeddzień Świąt Wielkiej Nocy Zmartwychwstania Pańskiego wszystkim obchodzącym je czytelnikom i naszej, oby zawsze polskiej, wolnej  Ojczyźnie życzę z tej okazji wszystkiego najlepszego. Oby Zmartwychwstały Pan i już za niedługo koronowany Król Polski zapewnił Jej i nam wszystkim swój pokój w naszym życiu społecznym i w bezpiecznych granicach i w wolności od wrogów.
 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.9 (głosów:7)

Komentarze

Dziękuję za życzenia i za wszystkie Twoje wpisy. W tę Noc Zmartwychwstania Pańskiego życzę Tobie i wszystkim niepoprawnym dobrej woli - radości, sprawiedliwości, dobra, prawdy i piękna.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Verita

#1510003