Co jest dziś tematem zastępczym? – Cz. II-2

Obrazek użytkownika miarka
Świat

Wojna nie musi polegać na tym, że latają  bombowce, strzelają żołnierze, rzucaja bomby... Wojna to jest również wszechwładza wszelkich międzynarodowych korporacji. ...

USA i Kanada przestaną być państwami trzecimi, zdobędą prawa do wszystkiego, co w Europie jest. https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=e92HeLc0U9o

Powtórzę, bo to głęboko odkrywcze: USA i Kanada przestaną być państwami trzecimi, zdobędą prawa do wszystkiego, co w Europie jest.

I to jest prawdziwy cel CETA.

Z chwilą kiedy korporacje prywatne zostaną wyniesione nad narody, zdobędą prawa do wszystkiego, co w Europie jest.

– Już nie będzie się można przed nimi bronić jak przed najeźdźcami, bo „USA i Kanada przestaną być państwami trzecimi”, więc i ich korporacje trzeba by przestać traktować jako obce. „Obcy” to nie termin prawniczy, tylko moralny – synonim zagrożenia bezpieczeństwa.

To, że dla prawodawstwa ich obcość i wrogie zamiary będą niewidoczne, wcale nie znaczy że ich nie będzie w praktyce. Tego nie może zrównoważyć wzajemne otwarcie rynku, rynku już opanowanego i już wydrenowanego, podzielonego i przygotowanego na europejskich intruzów, rynku już umiejącego się przed korporacjami bronić dużo lepiej jak europejski. Mało tego – oni przez CETA  chcą sobie zaklepać więcej możliwości działania, więcej PRZYWILEJÓW, jak korporacje europejskie w Europie. A sens tu mają wielki – Europa ma jeszcze dużo dóbr narodowych. Amerykańskie korporacje prywatne miałyby się na czym obławiać.

Dziwi tylko, że korporacje europejskie się z tym godzą tak łatwo. Zapewne im nie wypada, to tu weszli w zmowę z Amerykanami...

 

Tożsamość korporacji prywatnych jest ważna - wielkie korporacje to może dla własnych państw macierzystych są i swoimi i międzynarodowymi – tak, jak organizacje międzynarodowe do których państwa przystępują ze świadomej i dobrej woli swoich narodów.

Natomiast wobec państw podbijanych, zawłaszczanych i wywłaszczanych, państw kolonizowanych i drenowanych ze wszystkiego, co ma wartość i stanowi o niepodległym bycie; państw pozbawianych dóbr wspólnych ich narodu, ze wspominaną w filmiku wodą na czele; pozbawianych ich wolnych rynków i suwerenności w ich ochronie; pozbawionych zdolności uprawiania polityki – zaczynanej każdorazowo od określenia kto jest przyjacielem, a kto nieprzyjacielem, kto może być naszym sojusznikiem, a kto już się zdecydował być naszym wrogiem; polityki przez  ustanawianie ceł, podatków i innych opłat, oraz przejrzystych zasad stanowienia prawodawstwa zapisanych jako wola narodu, wola nadrzędna dla prawodawców państwowych w Konstytucji, w krajach takich jak Polska, korporacje prywatne działające to są już organizacje ponadnarodowe.

Ponadnarodowe, a więc i władcze nad narodami i ich państwami w których operują. Oczywiście władcze uzurpatorsko, samozwańczo, na mocy „prawa kaduka” -  mimo sztuczek prawniczych – bezprawnie.

To wielcy zniewoliciele i wielkie pasożyty – „nadludzie”, którzy się już nie liczą z nikim i niczym, bo wspiera je ogromna siła ludzi zdeklarowanie złych, budujących swoją pozycję na zdolności szkodzenia, szczególnie złymi, bo umiejącymi się skutecznie skryć za nieporalnością korporacji prywatnych.

Warto zauważyć, że potwierdzeniem tego jest brak zapowiedzi referendum narodowego w sprawie CETA – a sprawa jest wręcz najważniejsza w polskiej historii, a oni tu sobie wykoncypowali, że siła POPiSu da im dość głosów w Sejmie, mają Senat i Prezydenta, więc i Naród mogą nie tylko zlekceważyć, ale i zniewolić. Ustawa 1066 miałaby dokonać reszty.

 

Tak, to wojna.

– wojna niewypowiedziana, wielelekroć niebezpieczniejsza od tej militarnej, wojna powiązana z wrogami wewnętrznymi i zdradą, z fałszywymi przyjacióółmi i fałszywym pokojem oficjalnie głoszonym przez wszelkich urzędowych proroków – podobnie zresztą jak liczni prorocy biblijni, którzy prorokowali pod „zamówienie społeczne” grup interesu, podczas kiedy wróg już sieje spustoszenie w granicach, bo jest w nich po ich zdradzieckim otwarciu przez zdrajców i agenturę. Wojna jako jeden z koniecznych sposobów zapewnienia bytu wszelkich ideologii, typowa forma pozyskiwania środków na pasożytnicze życie. Drugi taki, to kradzież wewnętrzna, zwłaszcza socjal i zawyżone podatki.

Każdy interes, który jest robiony przez oligarchów z innymi oligarchami wrogich państw, czy bloków politycznych potrzebuje  takiej opinii usypiającej o braku zagrożenia dla państwa i narodu, o braku konieczności mobilizacji wewnętrznej, braku konieczności zbrojenia się i szykowania do wojny.

Każdy ruch szowinistyczny – nie tylko antynarodowy, ale i antyideologiczny i antymoralny jest ruchem ekspansjonistycznym (typowym tu obrazem jest nazizm, w który przerodził się początkowo szlachetny, moralny nacjonalizm)– po syjonizm, inaczej mówiąc globalizm.

Ekspansjonizm jest mu konieczny, bo sam jest destrukcją i destabilizacją, rozregulowaniem wszelkich mechanizmów samoobronnych i samopodtrzymania, trzeźwości i zdrowego rozsądku.

Fałszywy pokój jest jadem, który wstrzykują niektóre pasożyty w ciała ofiar, aby te nie czuły, jak są zjadane, wysysane jako masa pokarmowa, może i świadoma, ale bezsilna.

Takim „znieczulaczem” jest też ideologia poprawności politycznej.

Takim znieczulaczem jest też korzyść osobista.

Takim znieczulaczem jest też wszelka nieczystość rozumiana jako zgoda na stan trwania w brudzie moralnym, w destrukcji duchowej dla korzyści materialnych i dla przyjemności, dla FAŁSZYWIE rozumianej radości, a do tego FAŁSZYWEJ miłości jako motywu działania, nadto FAŁSZYWEGO PRZEBACZENIA (najpierw samemu sobie za to, co było, ale również jest i będzie) i w ogóle FAŁSZYWEGO dobra, zwłaszcza dobra rozumianego krótkowzrocznie – „na tu i teraz”.

Ekspansjonizm działa w celach pasożytniczych – sam jest ogromnym marnotrawstwem i potrzebuje ciągłego trwania w otwarciu na zasilanie zewnętrzne, na nieustanny dopływ środków – i to w coraz wiekszych ilościach

Interesów nie wolno ubijać z aktywnymi wrogami, bo to niemoralne – bo wiadomo, że wcześniej, czy później ruszą do ataku na nas, by nas już jawnie grabić i zabijać, pobawiać środków przetrwania, samoobrony i rozwoju, pozbawiać własności, potencjału intelektualnego i ludzkiego – zniewalać.

Najgroźniejsza jest jednak sytuacja kiedy wróg , czy demoralizator, sabotażysta i agent uzyska uznanie dla jego pozycji – dobrowolne przystąpienie „naszych” (dotąd) do jego obozu. Zyskuje on wtedy nie tylko akceptację dla wszelkich jego złodziejstw, kłamstw, oszustw, manipulacji zbrodni, spisków i zmów, sabotażu, dywersji i szpiegostwa, agentury i korupcji, rabunkowej eksploatacji zasobów i dalszego zniewalania sztucznie kreowanymi długami państwa opanowanego w rządach FAŁSZYWIE przedstawicielskich narodu przez agenturę najeźdźcy faktycznego – zwykle skrytego za pozycją inwestora strategicznego, dobroczyńcy, czy filantropa.

Właśnie stanęliśmy w obliczu takiego przystapienia „naszych” do obozu wroga – to właśnie zdrada władz państwowych, za którą idzie CETA. Pewnie im teraz głupio, że ujawnili się ze swoją zdradą, a dzięki Walonom pewnie i tak nic z tego nie bądzie.

Jest taki dobrodziej, zresztą superprzekrętowiec którego ściga wiele państw (ale sa i takie, co zapraszają go na wykłady z ekonomii), który ma ksywkę „filantrop”. To on stoi za stoi za organizacjami typu „Otwarta Rzeczpospolita”, to on został ostatnio współwłaścicielem Gazety Wyborczej. Najgorsze, że on i liczne organizacje, które on „sponsoruje” w Europie działają legalnie, w zgodzie z prawodawstwem państwowym – jeden Orban na Węgrzech wziął się za ich zwalczanie), choć to wszystko jest jawną agenturą. To wielce wymowne w kwestii siły korupcji w Europie.

To jest podobne do lobbingów korporacji prywatnych przy uchwalaniu przez państwa i UE aktów prawnych normujących (również regulujących antyrynkowo) sferę polityki – zwłaszcza gospodarkę, ekonomię i handel, podatki i cła. Tak rozumiana polityka staje się FAŁSZYWĄ polityką – podniesioną do rangi ludzkiej wartości, i to od razu wartości samej w sobie, polityką dla polityki rozmianej po komunistycznemu jako NIEUSTAJĄCA WALKA O WŁADZĘ (– A WIĘC NIEUSTAJĄCA WOJNA), polityka rozumiana jako walka o władzę dla władzy, czyli dla przywilejów osobistych, które się ze sprawowaniem władzy wiążą. Warto tu od razu dodać, że tam, gdzie władze mają lub rozdają przywileje tam nie może być demokracji – może być tylko demokracja FAŁSZYWA – atrapa demokracji, a z zafasadowym faszyzmem, z zafasadową „nadludzką” pozycją wybrańców, a przy faktycznej dyskryminacji tych co przywilejami objęci nie zostali.

Zyskuje zgodę, by zawłaszczył wszystko, co już zagarnął, zyskuje gwarancję swobodnego dysponowania tego co zawłaszczył, co nakradł, co było owocem jego paserstwa, czy zbrodni, zwłaszcza zbrodni korupcji (chyba tylko Chiny stosują jeszcze karę śmierci za korupcję bierną (czynna zwsze była karana surowiej), a przy tym i gwarancję bezkarności.

 

Wojna o granice.

Dla ekspansjonistów granice nie istnieją, ale dla obrońców już tak. Dla obrońców wojna, to wojna o nienaruszalność granic – cel profilaktyki wojennej, bitew, a nawet samej wojny.

Najgorszą sprawą jest brak „ostrych granic” – a ostre, wyraźne granice, których jesteśmy świadomi, to są jedyne granice, które dają się obronić. Od tego zaczyna się moralność, żeby dobrze wiedzieć, czego trzeba bronić i czemu służyć.

„Gruba kreska” np. obronić się nie da – to granice rozmyte – znamienne, że to i niemoralność i prygotowanie gruntu dla niemoralnych korporacji prywatnych.

Dla ekspansjonistów nie istnieją i osiągnięte cele – i to nawet nie dlatego, że są nienasyceni zdobyczy, a dlatego, że im chodzi o władzę, a tą zawsze widzą jako zagrożoną. Ią dalej, bo się boją. Łą

Problemem jest zwłaszcza wszelkie pobłażanie złu, przestawienie w hierarchii ludzkich wartości, wynoszenie potrzeb, interesów i w ogóle polityki w tym prawodawstwa ponad wartości  ludzkie (w tym składające się na nie wartości rodzinne i narodowe).

Problemem jeszcze wyższej rangi jest pobłażanie aktywnym wrogom - a w warunkach wojennych często staje alternatywa: „Albo oni, albo my”, bo walczymy „na śmierć i życie”.

Warto tu podkreślić, że niezwykle destrukcyjne pobłażanie wrogom i grożącym zabójstwom zaczyna się już na etapie groźby:

- w chwili kłamstwa o rzeczywistości, o jej naturze,

- od każdego FAŁSZYWEGO nadania sobie praw i pozycji, każdej uzurpacji – począwszy od postawienia się na pozycji Boga – pozycji „miary wszechrzeczy”, pozycji FAŁSZYWEGO człowieczeństwa, a faktycznego satanisty, począwszy od każdego wykreowania demona rozumianego jako wartość sama w sobie, by zaraz służyć jej, FAŁSZYWIE służyć, bo w intencji służenia najpierw sobie, zwłaszcza swoim FAŁSZYWYM potrzebom. Pobłażanie zabójstwu zaczyna się już od chwili znieprawienia, czy zlewaczenia – od chwili zostania człowiekiem wynaturzonym, oderwnym od swojej naturalnej tożsamości,

- na etapie rozmydlenia, zamieszania i zamącenia, życia w szumie, hałasie i bełkocie i wszelkiej wieloznaczności, niedopowiedzeniu i półprawdzie;

- na etapie bierności wobec aktów demoralizacji

- To tolerancje i pobłażliwości, wszelka bierność z odkładaniem walki na później – np. po zrobieniu interesu, np. po zaspokojeniu chuci, np. po zaspokojeniu swoich chciejstw, zwłaszcza pragnień korzyści osobistych, w tym zwłaszcza myślenie nielogiczne typu „chcę zjeść ciastko i mieć ciastko”;

- To również „grube kreski”, sfery przejściowości i tymczasowości (CETA miałaby być wprowadzona w życie „tymczasowo”, jeszcze przed jej uchwaleniem przez parlamenty, choć skutki tej „tymczasowej” działalności byłyby z pewnością jak najbardziej realne i trwałe, a często i nieodwracalne);

Tu zawsze największą destrukcję i prowokowanie nieszczęść niesie indywidualizm wynoszony do rangi wartości – i to wartości samej w sobie, nawet cnoty. FAŁSZYWEJ cnoty – bo prawdziwa jest najpierw służbą – cnota sprawiedliwosci – najpierw ma cele dalekowzroczne i odpowiedzialne za dobro ogólu, za dobro wspólne wspólnot w których się żyje jest troską o innych ludzi, ludzi dobrych, a więc prawdziwie zdolnych do bycia lepszymi; cnota moralna najpierw ma cele moralne – jest służbą życiu, rodzinie, narodowi, czy człowieczeństwu i ludzkości - najpierw wynosi i realizuje cele wartości wspólnotowych, a po ich zaspokojeniu dopiero dba o zaspokojenie potrzeb i interesów własnych, dąży do doskonalenia się i przetrwania, sprostania wymogom samego życia, które nie toleruje zatrzymywania się w miejscu, bierności i bylejakości, zwłaszcza „rąk opuszczonych” z powodu FAŁSZYWYCH usprawiedliwień

CETA to taki lobbing tylko już bez maski – lobbing na skalę masową. Lobbing szalenie niebezpieczny, bo ludzie zwykli racjonalizować postrzegany obraz rzeczywistości i z automatu odrzucają prawdę zbyt drastyczną, groźby tak wielkie, że wydają im się zupełnie niemożliwymi, jakąś „teorią spiskową sięgającą kosmitów”.

CETA to taki lobbing, który wymusza na nas uznanie, że wojna już się odbyła i teraz musimy już płacić kontrybucje zwycięzcom – podatki klimatyczne, czy od wody, zwalniać zwycięzców od pdatków, a całą ich agenturę szanować, a nawet uprzywilejowywać, choć to się wiąże z automatyczną dyskrymonacją tych wszystkich, co przywilejami objęci nie zostali.

To, czego najbardziej chce CETA, to prawodawstwo postawione na pozycji ludzkiej wartości i zamknięte (bez dociekania, czy jest słuszne merytorycznie i moralne, prawe i sprawiedliwe).

Oczywiście to prawodawstwo miało by być zamknięte najpierw przed zmianami dokonywanymi przez państwa i ich narody właścicielskie, bo same korporacje liczą że wciąż to one będą rozgrywającymi, którzy będą dyktować sposób gry.

Jest taka gra karciana (już nie pamiętam nazwy) w której zamyka się kupkę z której po każdej zagrywce każdy z graczy dobiera sobie nową kartę i ten, co zamyka musi już wziąć resztę lew. CETA chce właśnie takiego ugruntownia pozycji korporacji prywatnych – ich drugą twarzą są syjoniści-globaliści, z całym skrajnym szowinizmem ideologicznym, a więc z wszelką niemoralnością, zbrodnią i satanizmem.

Problem, że w gruncie rzeczy życie to nie gra. Nie można „zamknąć kupki” z dopływem nowych kart do gry – choćby dlatego, że Bóg nie „zrobił swojego” i nie zostawił nam świata, by wrócić w czasach ostatecznych, tylko wciąż z nami pisze historię – tą prawdziwą - wciąż rodzą sie nowi ludzie.

Znaczy to tyle, że korporacje prywatne dające swoją moc zmowie CETA najwyraźniej chcą jej użyć jako narzędzia pozwalającego im nie tylko zabezpieczyć ich dotychczasowe bandyckie, oszukańcze i kolonizatorskie zdobycze przed utratą ich względnie wysokiej pozycji materialnej, ale i zabezpieczyć sobie dopływ środków materialnych na przyszłość.

 Nie można bowiem odizolować się od świata i żyć z kapitału, kiedy ten kapitał został zgromadzony środkami niemoralnymi – ochrona takiego majątku szybko by go przejadła, choćby był największy. Idzie więc korporacjom o pozbawienie narodów i państw ich wewnętrznej możliwości zmian, ich wzrostu duchowego, ich wzrostu i dojrzałości w człowieczeństwie, ich morale jako zdolności samostanowienia. Miałoby więc być to samo, co w tej grze.– Majątek korporacji byłby tracony, ale powoli, bo niszczona i zniewalana ludzkość choć już bez szans na rozwój, a więc i przeżycie, jednak pewnie jeszcze dość długo by robiła co w jej mocy, by przetrwać. To znaczy iż korporacje prywatne liczą, że to będzie proces powolny i że jeszcze sobie pożyją...

ŻEBY ŚWIAT PRZETRWAŁ, ŻEBY BYŁ PRZYNAJMNIEJ STABILNY, NIE MOŻE BYĆ W NIM ŻADNEGO TOLEROWANEGO PASOŻYTNICTWA. Jezus wyraźnie powiedział, że kto nie zbiera z Nim, ten rozprasza. A jak rozprasza, to i zostanie bez środków do życia.

To podstawowy błąd wszelkich ustrojów utopijnych, że nie sięgają ideału z zamkniętym, stabilnym przepływem kosztów i zysków, a więc muszą opierać się na pasożytowaniu. A jak tak to i na zbrodni, i na wojnie.

Tam, gdzie pasożytowanie wchodzi w rachubę, każda ideologia jest bałamuctwem, jest zbędna. Charakterystyczne, że korporacjonizm-syjonizm-globalizm jest ideologią, która nawet nie próbuje przedstawiac swoich planów docelowych. Jedynie coś bełkoczą o chaosie z którego ma się coś wyłonic. To zwykły, pasożytniczy system władzy dla władzy.

 

CETA chodzi więc „tylko” o to, by już niepodzielnie panowały korporacje prywatne, korporacje, oligarchie i magnaterie, oraz ideologie, mafie, sitwy i spiski. – Żeby panowało ich prawo i ich siła, by wszystko co jest ich było na górze, jako zwycięskie i władcze.

– Dla CETA nieważne, że to układ w którym świat zatrzyma się w rozwoju (a kto nie idzie naprzód, ten się cofa – nie buduje nowego i coraz lepszego) - nowych dóbr więc nie będzie przybywało.

Będzie to świat w którym szybko „wszystkie karty zostaną zgrane” – aż po ostatniego żywego człowieka. Korporacje muszą wiedzieć, że po nich już życia nie będzie ... jedynie oligarchowie liczą na to, że jako jednostki pożyją dość długo, wszak organy ciała można sobie przeszczepiać wielokrotnie – starczy mieć dużo pieniędzy. Łudzą się, bo to tylko próba oszukania natury...

 

 

Cała polityczna rzeczywistość pokazuje, że korporacjonistom-syjonistom-globalistom wystarczy wojna w postaci takiej ekspansji gospodarczo-ekonomiczno-handlowej jakiej chcą w umowie CETA - z praworządnością jako wartością i to wartością nadrzędną nie tylko nad sferą polityki, ale i nad jej moralnymi motywacjami.

Środkami przymusu prawnego zawartemu w tej umowie mieliby zyskać w świecie co tylko zechcą, a także zniewolić, czy zniszczyć kogo tylko zechcą.

W porównaniu z wojną militarną mają korzyść w postaci pełnej kontroli nad wszystkim, oraz możliwości rozkładania zaplanowanych procesów w czasie tak, aby im te „gotowane żaby nie pouciekały”.

 

Wojna militarna, z atomową włącznie z Al Caidą czy ISIS i podobnymi wynalazkami to wszystko tylko straszaki, na których zresztą zyski w postaci zapotrzebowania na broń mają głownie „odpowiednie” korporacje prywatne.

Wojna militarna wydaje się dziś być bardzo atrakcyjnym sposobem rozwiązania przeżerających świat problemów. Już same nagromadzone bańki ekonomiczne muszące w końcu pęknąć, a uwolnione roszczenia pogrążą nie tylko ekonomię, ale i gospodarkę i handel  w niekończących się, ruinujących wszystko wojenkach. Nagromadzone bowiem majątki i długi mają wartość wielokrotnie większą jak wartość handlowa wszystkiego na ziemi.

Choć to już dawno jest fikcją, wszyscy się chcą bić w obronie swego – jedynie nie są zgodni co co rodzaju wojny. Ci, co liczą na to, że przetrwają i obronią swoje majątki, liczą też na to, że po wojnie nastąpi pełny reset długów, po którym gospodarka znów wystartuje, a oni będą żyli długo zdrowi, szczęśliwi i bogaci.

 

Te wojny militarne już w coraz bardziej malejącym stopniu są możnym potrzebne jako „narzędzie polityki środkami militarnymi”. Tak jest, bo i sama polityka już jest przedefiniowana - już nie służy w praktyce narodom, a samym korporacjom, ich niczym nie ograniczonemu dążeniu do zysków za wszelką cenę.

A skoro już tylko czasami im się wojny militarne opłacają – przeważnie swoje cele osiągają na drodze FAŁSZYWEGO pokoju.

 

Dlatego nieustannie trzeba się liczyć z tym, że korporacje prywatne będą dalej dążyły do panowania nad światem przez swoiście rozumianą praworządność.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.3 (głosów:6)