Rozpoczęła się rozgrywka Kaczyńskiego z Niemcami o Bałkany

Obrazek użytkownika Marek Mojsiewicz
Świat

George Friedman: Polska będzie jednym z głównych mocarstw XXI wieku”...”Polska w roli jednego z głównych mocarstw XXI wieku - taka wizja przyszłości naszego kraju wyłania się z książki pt. "W następnych 100 latach" amerykańskiego politologa George'a Friedmana.”...”Friedman kreśli wizję, w której Polska przy pomocy amerykańskiej wyrasta na główna potęgę nie tylko regionu Europy Środkowej, ale całego kontynentu. Amerykanie będą nas wspierać podobnie jak teraz Izrael - inwestycjami, eksportem technologii i broni. Zdaniem amerykańskiego badacza, w ciągu następnego półwiecza przed Polską stoi szansa stania się głównym ośrodkiem polityki europejskiej poprzez stworzenie wspólnego bloku z Czechami, Słowacją, Węgrami i państwami bałtyckimi. Polskie wpływy mogą sięgać aż na Bałkany, gdzie jednak "blok polski" nieuchronnie zderzy się z inną potęgą XXI wieku – Turcją.”...”W tym samym czasie, gdy znaczenie Polski będzie rosło, Rosja będzie borykała się z coraz poważniejszymi kłopotami wewnętrznymi. Zdaniem Friedmana, Rosję, która do 2050 roku ma stracić od 20 do 40 proc. ludności, czeka w perspektywie półwiecza utrata wpływów, a nawet rozpad. Podobne problemy, choć na mniejszą skalę, staną się udziałem krajów Europy Zachodniej.”...(źródło )

Tomasz Cukiernik” Prof. Krystyna Pawłowicz, posłanka bezpartyjna z listy PiS, w książce „Bez cenzury. O prawie i Unii Europejskiej” bardzo ostro krytykuje dewastację polskiego systemu i dorobku prawnego, jaka nastąpiła w związku z jego „harmonizacją” z prawem unijnym, a także odchodzenie od wolności gospodarczej. „..”ako profesor prawa, posłanka Pawłowicz ma wystarczające kompetencje, aby głośno mówić, że „walec unijnego dostosowania zaczął niszczyć polskie prawo i dorobek polskiej nauki prawa”, doprowadzając do tego, że istnieje w Polsce niejaki dualizm prawny („co jest prawną patologią”), który całkowicie ignoruje polską konstytucję: „z chwilą przystąpienia Polski do Unii Europejskiej rozpoczęło się u nas równoczesne obowiązywanie dwóch autonomicznych, niezależnych od siebie systemów prawnych. Obok polskiego prawa zaczął obowiązywać równolegle i niezależnie system prawa unijnego, na który polskie władze i sejm nie mają żadnego wpływu”. Prof. Pawłowicz zauważa, że wymaga się, by wszystkie uchwalane projekty ustaw były zgodne z prawem Unii Europejskiej, a nie wymaga się, by były zgodne z polską konstytucją. Wygląda to tak, że „konstytucja sobie, a prawo na poziomie ustawowym sobie.  „..Prof. Pawłowicz wyraźnie wskazuje, że Unii Europejska ma niewiele wspólnego z wolnością gospodarczą, a jest to „komuna rozumiana jako system o ciągotach totalitarnych i centralistycznych, uzbrojona w komputery, lepsze [niż za czasów ZSRR – przyp. TC] systemy techniczne i informatyczne”. Jej zdaniem już „realizacja układu stowarzyszeniowego (…) zahamowała rozwój wolnej przedsiębiorczości w Polsce i zawróciła nas na tory systemu społecznego centralnie sterowanego i odgórnie nadzorowanego”, bo „w połowie lat 90. niemal zupełnie zarzucono w prawie gospodarczym publicznym dyskusje o wolności gospodarczej”, a „III RP w chwili akcesji wprowadziła do obiegu prawnego ok. 300 nowych, dodatkowych zezwoleń, koncesji, itp. obowiązków”. Posłanka dodaje, że „system unijnych rygorów, reglamentacji, obowiązkowych standardów, regulacji ‘kwot’, limitów produkcji i kar za nadprodukcję itp. jest bardziej dolegliwy dla działalności gospodarczej niż w dawnych państwach socjalistycznych”. ...(źródło )

Stratford „ Za dziesięć lat Polska silniejsza i bardziej wpływowa niż Niemcy „..'Amerykańska agencja Stratfor przedstawiła prognozę tego, co się wydarzy w Europie i na świecie w najbliższej dekadzie. Chodzi przede wszystkim o przyszłość Niemiec i Polski.”...”„Unia Europejska może przetrwać w takiej formie, ale europejska gospodarka, polityka i współpraca wojskowa będą zależeć od dwustronnych lub od ograniczonych wielostronnych sojuszy, mających wąski zakres i nie wiążących uczestników. Niektóre państwa mogą zachować szczątkowe członkostwo w bardzo zmienionej Unii Europejskiej, ale sama ona już nie będzie określać europejskiej polityki.”...”Zamiast tego Europę będzie definiowało odrodzenie państw narodowych jako podstawowej formy życia politycznego na kontynencie. „...”Niemcy w tej masie będą najbardziej wpływowe pod względem politycznym i gospodarczym. Ale są one bardzo wrażliwe. Niemcy są czwartą gospodarką na świecie, ale wynika to z eksportu. Eksporterzy zawsze charakteryzują się naturalną podatnością na możliwości i zachcianki konsumentów. Jednym słowem, Niemcy są zakładnikami gospodarczego dobrobytu otaczającego je świata.”...”W tym sensie przeciwko Niemcom działa kilka sił. Po pierwsze – rosnący w siłę europejski nacjonalizm będzie coraz częściej wybierał protekcjonizm w gospodarce i na rynku pracy. Słabe kraje prawdopodobnie sięgną po różne mechanizmy kontroli nad kapitałem, a silne zaczną ograniczać przekraczanie przez obcokrajowców – w tym obywateli UE – swoich granic. W związku z tym możemy spodziewać się długotrwałego spadku gospodarczego w Niemczech, który doprowadzi do wewnętrznego kryzysu społecznego i politycznego i osłabi w ciągu najbliższej dekady wpływy Niemiec w Europie.”...”Ośrodkiem wzrostu gospodarczego i politycznego będzie Polska. Polska cały czas będzie utrzymywać imponujące tempo wzrostu”...”Ponieważ Niemcami wstrząsną globalne gospodarcze i społeczne wrzenia, Polska zdywersyfikuje handel zagraniczny i w końcu stanie się dominującą siłą w Niziny Środkowoeuropejskiej. Co więcej, Polska może stać się liderem nowej antyrosyjskiej koalicji, do której w pierwszej połowie dekady przyłączy się Rumunia. W drugiej połowie  sojusz odegra ważną rolę w rewizji rosyjskich granic i w powrocie utraconych terytoriów formalnym i nieformalnym sposobem. W miarę słabnięcia Moskwy, ten sojusz zacznie dominować nie tylko nad Białorusią i Ukrainą, ale i nad obszarami położonymi dalej na wschód. Wzmocni to polityczne i gospodarcze znaczenie Polski i jej sojuszników.”...”Polska w dalszym ciągu będzie ciągnąć korzyści ze strategicznego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi. Kiedy globalna siła wstępuje w takie strategiczne partnerstwo, zawsze dąży, na ile to możliwe, do wzmocnienia i ożywienia gospodarki partnera, by jednocześnie stabilizować społeczeństwo i umożliwić budowę silnej armii. Z Polską i Rumunią tak się właśnie stanie. Waszyngton nie ukrywa swojego zainteresowania regionem” – twierdzą analitycy Stratfor.”. ...(więcej )

George Friedman: Moje proroctwa się spełniają. Polska staje się potęgą”...”Co nas doprowadzi do potęgi? Słabość Rosjan oraz bierność Niemiec. Wystarczy tylko, że jak Korea Południowa i Izrael zainwestujemy w swoją armię. Wtedy staniemy się partnerem dla Amerykanów, którzy, widząc, jak rośnie nasza armia, puszczą do nas strumień nowych technologii.Następnym krokiem jest upadek Rosji, której nie stać na ekspansję. W wytworzonej w ten sposób próżni ziści się wreszcie sen o Międzymorzu pod przywództwem Warszawy. Dominująca Polska znów zwróci się na wschód.Ale nie jest dobrze. Friedman twierdził, że na przeszkodzie realizacji tego scenariusza stoją... sami Polacy. A raczej nasz brak wiary we własne możliwości.Teraz przekonuje, że jego wizja już się ziszcza a Niemcy tak naprawdę są słabo gospodarczo. Nie ma się jednak co zbytnio cieszyć. Jeśli naprawdę scenariusz politologa miałby się spełnić, to na końcu Polska zetrze się ze Stanami Zjednoczonymi, które zaczną ją postrzegać jako swojego rywala.”...(źródło )

Czechy, Polska, Słowacja i Węgry organizują rewoltę przeciwko polityce imigracyjnej niemieckiej kanclerz i chcą zamykać granice - pisze "Deutsche Welle"....”Cztery państwa Grupy Wyszehradzkiej - Czechy, Polska, Słowacja i Węgry - chcą zamknąć tzw. szlak bałkański, którym do Europy przybywają migranci z Bliskiego Wschodu.- Tak długo, jak nie będzie wspólnej europejskiej strategii, jest jak najbardziej uzasadnione, że kraje leżące na szlaku bałkańskim chronią swoich granic - powiedział szef dyplomacji słowackiej Miroslav Lajcak w rozmowie z tygodnikiem "Spiegel". - Pomożemy im w tym - dodał.Zamknąć granice dla dobra otwartych granic "Spiegel" donosi, że w najbliższy poniedziałek na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej mowa będzie o tym, jak można pomóc Macedonii w zamknięciu granicy z Grecją. Tym samym państwa Europy Środkowej jawnie przeciwstawiają się planom kanclerz Angeli Merkel (CDU), by uporać się z kryzysem imigracyjnym przy pomocy Turcji. „...(źródło )

Grzegorz Górny „W swym ostatnim tekście dla „Project Sindicate” miliarder i spekulant finansowy George Soros stawia tezę, że trwa obecnie wyścig z czasem, kto polegnie pierwszy: czy Rosja ogłosi niewypłacalność, czy Unia Europejska się rozpadnie. „...”ego zdaniem, spadek cen ropy naftowej połączony z sankcjami ekonomicznymi przybliża dużymi krokami krach rosyjskiej gospodarki. Z drugiej strony Unia przeżywa pięć-sześć kryzysów na raz i trzeszczy w szwach.  „...'Według Sorosa, kluczowy okaże się rok 2017, który przyniesie odpowiedź, kto pierwszy pęknie. „..”okołow nazwał przy okazji Sorosa „tubą światowej elity finansowej”, która nie tyle prognozuje rozwój sytuacji, ile raczej ogłasza swoje cele. Jego zdaniem, „przeciw Rosji i Europie toczy się wojna”, a jej głównych inspiratorów wskazał za oceanem: wśród globalnej finansjery. Według niego sposobem walki jest „rozpad państwowości”, który dokonał się już w państwach Bliskiego Wschodu i przyniósł tam totalny chaos. Teraz model bliskowschodniego chaosu przenoszony jest do Europy. „...”Premier Dmitrij Miedwiediew. „Może się to nie spodoba moim kolegom w Europie, ale sądzę, że problem uchodźców to całkowita katastrofa, całkowite fiasko polityki imigracyjnej Unii Europejskiej. My też jesteśmy pełni najlepszych uczuć humanitarnych, my także chcemy pomagać uchodźcom, ale otwierać drzwi Europy, zapraszać wszystkich, kto jest gotów przyjechać, to – proszę wybaczyć – w najlepszym razie głupota, jeśli nie coś znacznie gorszego.
Przy okazji Miedwiediew wspaniałomyślnie zaoferował Unii Europejskiej pomoc w rozwiązywaniu jej problemów.Część komentatorów uważa, że tekst Sorosa wpisuje się w scenariusz porozumienia między obu partnerami. Chodzi o to, aby widmo obopólnej katastrofy skłoniło Rosję i Unię do bliższej wzajemnej współpracy. Sam Soros zresztą miesiąc temu wypowiadał się w podobnym duchu. Mówił, że UE rozpadnie się bez pomocy Moskwy i nowego „planu Marshalla”.”...(źródło )

Na nadzwyczajnym szczycie 15 lutego, zwołanym z inicjatywy Czech, Grupa Wyszehradzka będzie obchodzić swoje 25-lecie. Ale mowa będzie nie o jubileuszu, ale o aktualnych kwestiach: uchodźcach i nielegalnych migrantach oraz o wypracowaniu wspólnego stanowiska zakresie umocnienia granic.”...”O nadchodzącym szczycie agencji Sputnik opowiedział niezależny czeski senator Jan Veleba.”...”Jego zdaniem, Unia Europejska podąża ku rozpadowi: „Uważam, że nie rozpadnie się cała. Powstanie taka sytuacja, w której każde państwo będzie samo decydować, w jakim stopniu granice będą zamknięte. Unia utrzyma się tylko dzięki wspólnej walucie. A z czasem pozostaną tylko państwa, działające samodzielnie” – powiedział Veleba”...”Senator oczekuje, że na szczycie zostanie zatwierdzony plan wspólnych działań: „Mowa będzie o tym, w jaki sposób skoordynować negocjacje z Brukselą i w jaki sposób przygotować się do określonych wspólnych kroków, aby w państwach Grupy Wszehradzkiej nie doszło do tego, co się teraz dzieje w Niemczech. A konkretnie: wspólna obrona, wspólne działania w razie, jeśli Unia Europejska się rozpadnie, itd.”..(źródło )

Rozwój polityczny na Ukrainie można porównać do sytuacji na Bałkanach – powiedział znany amerykański finansista George Soros podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.”...”Soros uważa, że Rosja wywiera coraz mniejszy wpływ na państwa Bałkanów Zachodnich. Sytuację w regionie można porównać do rozwoju wydarzeń politycznych na Ukrainie.
Według amerykańskiego finansisty, choć protesty antyrządowe w Macedonii w 2015 roku można porównać do wydarzeń na Ukrainie w 2014 roku, jednak wpływ Europy okazał się decydujący.
— Pod wpływem Europy w Macedonii udało się sformować demokratyczny rząd i przeprowadzić wolne i uczciwe wybory – ocenił Soros. Dodał, że Ukraińcom nie udało się tego do tej pory zrobić.”..(źródło )

Kanclerz Merkel tupnęła nogą i Bułgarzy postanowili nie brać udziału we wspólnym przedsięwzięciu Grupy Wyszehradzkiej”..”Premier Bułgarii Bojko Borysow powiedział niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, że jego rząd nie zgadza się z planem uszczelnienia granicy między Grecją a Macedonią— poinformowała służba prasowa rządu bułgarskiego.
W rozmowie telefonicznej z Merkel Borysow oświadczył, że stanowisko to przedstawi w poniedziałek na praskim spotkaniu premierów Grupy Wyszehradzkiej.
Bułgaria potwierdzi swoją solidarność z Grecją i brak zgody na budowę granicy między Macedonią a Grecją— napisano w komunikacie rządowym.
Według Borysowa UE powinna działać wspólnie i szukać wspólnego rozwiązania kryzysu migracyjnego, przejawiając gotowość do współpracy w ochronie zewnętrznych granic unijnych i w walce z nielegalną imigracją.Bułgaria nie jest członkiem V4, lecz wraz z Macedonią została zaproszona do udziału w spotkaniu w Pradze, gdzie będzie omawiana inicjatywa Grupy Wyszehradzkiej, dotycząca wsparcia krajów bałkańskich w uszczelnieniu granic z Grecją, co ma na celu wstrzymanie napływu migrantów przez ten kraj na północ.
Z tym planem nie zgadzają się Niemcy, a wielu polityków bułgarskich przestrzega, że udział Borysowa w praskim spotkaniu nawet w charakterze obserwatora kryje ryzyko dla Bułgarii.
Współudział w odrębnej polityce V4 będzie miał negatywne skutki dla Bułgarii. Państwa te są przeciwne części posunięć, które są dobre dla Bułgarii. Nie mogą przedstawić przekonującej alternatywy, która byłaby ogólnoeuropejskim rozwiązaniem— powiedział w niedzielę europoseł Swetosław Malinow.Udział w praskim spotkaniu może skomplikować stosunki z Niemcami przestrzegł ekspert w problematyce unijnej, komentator dziennika „Sega”Swetosław Terzijew.”...(źródło )

Jelena Cereovina 2012 rok Turcja wraca na Bałkany, bo to jej światWycofując się z Bałkanów, Amerykanie zostawiają miejsce Turcji. Jej premier już mówi, że Bośnia to turecka prowincja”...”Co jakiś czas z Turcji docierają na Bałkany oświadczenia tamtejszych polityków, które czy to skierowane bezpośrednio do nas, czy nie, słuchane są z niepokojem także w Belgradzie. Ostatnia nowina dotarła ze strony tureckiego premiera Recepa Erdogana, który twierdzi, że Bośnia jest jedną z 81 tureckich prowincji oraz że jego obowiązkiem jako premiera jest dbanie również o Sarajewo. To poruszyło tamtejszą opinię publiczną i wzbudziło wątpliwość, czy Erdogan mówiąc o Sarajewie, w rzeczywistości nie myślał o Belgradzie."Turcja to bardzo silny kraj i nie musi tego kryć" - mówi Predrag Simić, profesor na wydziale nauk politycznych i przypomina, że obecnie jest ona 18 potęga gospodarczą świata, a niektórzy prognozują, że wkrótce trafi do pierwszej dziesiątki. "Turcja w ciągu ostatnich dziesięciu lat zmieniła swoją politykę. Aż do początku XX stulecia, był to najbardziej lojalny członek NATO, stając się w międzyczasie silnym państwem, którego NATO potrzebuje teraz bardziej, niż ono NATO. Ten sukces został osiągnięty w momencie, kiedy władzę objęła Partia Sprawiedliwości i Postępu z Erdoganem na czele" - wyjaśnia Simić. Przypomnijmy, że poprzednie władze Serbii, uosabiane przez Borisa Tadića, doszedł do "historycznego" poziomu w stosunkach z tym krajem. Turcja, przynajmniej deklaratywnie, traktowana jest jako partner strategiczny naszego kraju, a spotkania na najwyższych szczeblach są niezwykle częste. Były minister spraw zagranicznych, Vuk Jeremić, był częścią tzw. trójstrony, do której należeli także jego koledzy Ahmet Davutoglu z Turcji i Sven Alkalaj z Bośni i Hercegowiny. Owa "trójca" spotykała się regularnie celem "prób umocnienia stabilizacji i pokoju w Bośni, która nadal stoi przed wieloma wyzwaniami". Także turecki prezydent Abdullah Gul przyjeżdżał do Belgradu, tak jak i serbski prezydent Boris Tadić kilkakrotnie bywał w Istambule. Sądząc po tym, co mówił po każdej takiej wizycie, Turcja faktycznie stała się jednym z najbardziej zaufanych partnerów Serbii.”...”Turcy nie kryją nawet swoich tendencji. Ich minister spraw zagranicznych, Davutoglu, powiedział nawet kiedyś, że Serbowie nie mieliby swojej historii, gdyby nie osmańskie archiwa. Z drugiej strony jednak mówi się, że nie ma imperialnych aspiracji" - podkreśla Markocić i przypomina, że Davutoglu wielokrotnie powtarzał, że chce, aby każdy, kto podróżuje z Basry, mógł swobodnie, bez żadnych granic dotrzeć do Niemiec, co miałoby być rodzajem "osmańskiej strefy Schengen". Zarówno on, jak i prof. Simić przypominają o książce Davutoglu "Strategiczna głębia" ("Strategic deptth"), która mówi o celach tureckiej polityki zagranicznej."Nie ma w niej ani słowa o strategicznym partnerstwie z Serbią. Przeciwnie, mowa jest w niej otwarcie o tym, że ostojami polityki zagranicznej Turcji na Bałkanach są Albania i Bośnia. Oni dalej próbuję na nowo zdefiniować status Raški i Republiki Serbskiej, którą Davutoglu w swojej książce określił jako "rezultat serbskiej polityki puryzmu etnicznego" i "rozwiązanie tymczasowe". Oni widzą Bośnię jako turecki przyczółek w Europie Środkowej. Tymczasem oficjalnie zaprzeczają, że jest to "neoosmanizm" - wyjaśnia Markocić. Powołując się na tę samą książkę Simić stwierdza, że Serbia dla Turcji pod względem ważności jest na ostatnim miejscu. Jak ocenia, "jej głównym interesem nie jest odnowa Imperium Osmańskiego. Największy interes ma w Azji Środkowej. Mieszkańcy wszystkich byłych republik radzieckich Azji Środkowej są, oprócz Tadżykistanu, pochodzenia tureckiego (Kazachstan, Turkmenistan, Azerbejdżan). Turcja ma tu ogromny wpływ i długookresowe plany wobec tych obszarów. Pierwszy raz w historii Turcja ma normalne relacje z Rosją, co odpowiada także Rosji. Według Simicia dla Turcji Bałkany ważną są tylko ze względu na Bośnię. W Turcji boją się, że Unia Europejska stworzy mur przeciw Turcji, a Bośnia jest dla nich najbardziej wysuniętym na Zachód punktem tureckiego świata. Bałkany mają w nim takie symboliczne znaczenie, jak dla Serbów Kraina i Republika Serbska [w Bośni]. Turcy uważają, że są sponsorami wszystkich muzułmanów, którzy pozostali na Bałkanach, kiedy Imperium Osmańskie się stamtąd wycofało.Jeśli mowa o tym, w jaki sposób nowy rząd powinien ułożyć sobie relacje z Turcją, Simić i Marković twierdzą, że nie sądzą, by doszło do większych zmian w porównaniu do tego, w jaki sposób były rząd budował stosunki z tym krajem. "Jesteśmy częścią ich historii. Związek miedzy nami jest taki sam, jak związek każdego kolonizowanego narodu i kolonizatora. Turcy uważają, że i my jesteśmy częścią ich świata. Że nigdy nas nie okupowali. Ale oni są też potęgą, która powraca. Wycofując się z Bałkanów, Amerykanie zostawiają Turcji wielką część swoich wpływów" - wyjaśnia Simić i dodaje, że Turcja jest dla Serbów interesująca, bo to bardzo duży rynek. Marković ocenia z kolei, że poprzedni rząd zdecydował się na wiele ustępstw, a nie dostał prawie nic w zamian. I on sądzi, że w polityce zagranicznej Serbii nie dojdzie do zbyt wielu zmian, ale podkreśla, że trzeba zaczekać, by zobaczyć w jaki sposób nowa władza się określi.”..(źródło )

George Friedman rekomenduje wyniszczającą wojnę w Europie”...”Podczas przemówienia na posiedzeniu Rady do Spraw Globalnych w Chicago, 3 lutego 2015r dr George Friedman, założyciel i prezes Stratforu opisuje otwarcie, iż USA jest imperium które musi kontrolować de facto cały świat by zapewnić sobie dominację i ochronę. W europie opisuje on, iż od 100 lat USA walczyło z wszelkimi możliwymi formami bliskiej współpracy pomiędzy Niemcami i Rosją, które razem stanowią siłę mogącą zagrozić Stanom Zjednoczonym. „Podstawowy problem USA który od wieków angażował nas w I, II wojnę światową i zimną wojnę to relacje pomiędzy Niemcami i Rosją, ponieważ razem są jedyną siłą która może nam zagrozić i upewnienie się, że to nie nastąpi.” stwierdza Friedman, dodając „Dla USA zasadniczym zagrożeniem jest Niemiecki kapitał i technologia oraz naturalne zasoby Rosji i jej siła roboczajako jedyna kombinacja która od wieków piekielnie przeraża Stany Zjednoczone.” ...”PYTANIE: Biorąc pod uwagę przedstawione przez ciebie słabości w Europie jak również południowej Azji i Azji wschodniej, czy jest odpowiednim czy nawet praktycznym dla nas by rozszerzać granice amerykańskiego imperium poza obszary tych wewnętrznych problemów?
DR GEORGE FRIEDMAN: USA ma w tym fundamentalny interes, kontroluje wszystkie oceany świata. Żadna potęga nie zrobiła tego wcześniej. Ze względu na to my możemy najeżdżać innych a oni nie mogą najechać nas. To jest bardzo przyjemna sprawa. Utrzymanie kontroli nad wodami i przestrzenią jest podstawą naszej siły. Najlepszym sposobem by pokonać flotę wroga to nie pozwolić by ją zbudował. Sposobem w jaki Brytyjczycy byli w stanie doprowadzić do tego by pewne i żadne europejskie potęgi nie zbudowały floty było upewnienie się, że będą sobie skakać do gardeł. Polityką jaką bym zarekomendował jest polityka jaką przyjął Ronald Reagan wobec Iranu i Iraku. Finansował obie strony by ze sobą walczyły a nie walczyły z nami. Było to cyniczne, z pewnością niemoralne, ale działało. I to jest najważniejsza sprawa, Stany Zjednoczone nie mogą okupować Eurazji. W momencie gdy pierwsze oddziały wylądują na ziemi demograficzna różnica powoduje, że nie mamy przewagi liczebnej. Możemy pokonać armię, jednak nie mogliśmy okupować Iraku. Pomysł, że 130 tysięcy ludzi będzie w stanie okupować kraj posiadający 25 milionów obywateli… stosunek policjantów do obywateli w Nowym Jorku jest wyższy od tego jaki mieliśmy w Iraku. Więc nie mamy możliwości okupacji ale mamy możliwość by po pierwsze wspierać różne zwaśnione siły by koncentrowały się na sobie, dawać polityczne wsparcie, pewne ekonomiczne wsparcie, wojskowe wsparcie, doradców. I ekstremalnie to co zrobiliśmy w Wietnamie, Iraku i Afganistanie- miękki atak- miękki atak ma na celu nie pokonanie wroga ale by wytrącić go z równowagi. To co zrobiliśmy w każdej z tych wojen, np. w Afganistanie, to wytrąciliśmy Al-Kaidę z równowagi. Naszym problemem jest to, ponieważ jesteśmy młodzi i głupi, to po wytrąceniu ich z równowagi zamiast powiedzieć, że misja wykonana, wracajmy do domu, powiedzieliśmy „to było łatwe”, zbudujmy tam demokrację. To był moment demencji. Tym samym odpowiedzią jest to, że USA nie może trwale interweniować w Eurazji. Musi robić to selektywnie i bardzo rzadko. W momentach ekstremalnych. Nie możemy tego robić jako pierwszy krok. Kiedy wysyłamy żołnierzy USA musimy klarownie rozumieć jaka jest misja, ograniczyć działania do niej i nie wytwarzać psychotycznych fantazji. Tak więc miejmy nadzieję, że tego się tym razem nauczyliśmy. Dzieci potrzebują czasu by nauczyć się lekcji. Myślę, że masz w zupełności rację, nie możemy jako imperium tego robić. Wielka Brytania nie okupowała Indii. Wzięła różne stany Indii i zwróciła je przeciwko sobie zapewniając brytyjskich oficerów dla Indyjskiej armii. Rzymianie nie wysyłali wielkich armii. Ustanawiali królów podległych cesarzowi, i ci królowie byli odpowiedzialni za utrzymanie pokoju. Tak więc imperia które bezpośrednio okupowały, jak nazistowskie imperium, upadły. Nikt nie ma tak wiele sił. Trzeba kochać zręczność. Jednak naszym problemem nie jest nawet to. Naszym problemem jest to, że nie chcemy przyznać, że jesteśmy imperium. (…) Zasadniczym rosyjskim pytaniem jest to czy utrzymają strefę buforową, która jest przynajmniej neutralna, lub czy Zachód spenetruje tak dalece Ukrainę, że będzie 70 mil od Stalingradu i 300 mil od Moskwy. Dla Rosji status Ukrainy to egzystencjalne zagrożenie. Rosjanie nie mogą odpuścić. Dla USA sprawą jest gdzie mając Ukrainę zatrzyma się Rosja. Tak więc nie jest przypadkiem, że gen. Hodges, który został mianowany by wziąć na siebie całą winę mówi o ustanawianiu jednostek wojskowych w Rumunii, Bułgarii, Polsce, i krajach bałtyckich. To jest Międzymorze Piłsudskiego od Morza Czarnego do Bałtyku. To jest rozwiązanie problemu dla USA. Pytaniem na które nie mamy do tej pory odpowiedzi jest to co zrobią Niemcy? Więc prawdziwą niewiadomą w Europie jest to, gdy USA zbuduje swój kordon sanitarny nie w Ukrainie ale na zachód od niej a Rosjanie będą zastanawiali się nad tym jak wykorzystać Ukrainę, nie znamy niemieckiego stanowiska. Niemcy są w bardzo szczególnej sytuacji. Były kanclerz Gerhard Schröder jest w zarządzie Gazpromu, mają bardzo złożone relacje z Rosjanami. Niemcy sami nie wiedzą co zrobić. Muszą eksportować a Rosjanie nie mogą wchłonąć eksportu. Z drugiej strony jeśli stracą strefę wolnego handlu to będą musieli zbudować coś innego. Dla USA zasadniczym zagrożeniem jest Niemiecki kapitał i technologia oraz naturalne zasoby Rosji i jej siła robocza jako jedyna kombinacja która od wieków piekielnie przeraża Stany Zjednoczone. Więc jak to się rozwinie? USA już wyłożyło swoje karty na stół. To jest linia od Morza Czarnego do Bałtyku. Dla Rosji karty zawsze były na stole, muszą mieć przynajmniej neutralną Ukrainę, a nie prozachodnią Ukrainę. Białoruś to inna sprawa. Ktokolwiek mi powie co zrobią Niemcy powie mi o kolejnych 20 latach historii.”...(źródło )

Radosław Sikora „ Demografia rządzi światem, czyli jak chrześcijaństwo wygrało z islamem”...”Triumf, ale czy trwały?
     Jak wspomniałem, jeszcze w roku 1683 Imperium Osmańskie było śmiertelnym zagrożeniem dla krajów środkowo-wschodniej Europy. Nic dziwnego. Z populacją około 25–30 mln ludzi dominowało w tej części świata. Dla porównania Rzeczpospolitą zamieszkiwało wówczas około 7 mln, a państwo moskiewskie mniej więcej 15 mln ludzi. Ale trendy były już wtedy dla Turków niekorzystne. W XVIII i XIX wieku najwięksi ich rywale, czyli Rosjanie, dynamicznie zwiększali populację. Imperium Rosyjskie w roku 1800 miała już 37 mln ludzi, by w roku 1913, czyli przed wybuchem I WŚ, urosnąć aż do 175,1 mln! Imperium Osmańskie nie tylko się nie rozwinęło, ale skurczyło. Częściowo wynikało to ze zmian terytorialnych, ale także z niższej dzietności jego mieszkańców. W roku 1914 miało ledwie 21 mln ludzi. W roku 1923 Imperium Osmańskie legło w gruzach, a na nich powstało nowe państwo – dzisiejsza, świecka Turcja. W roku 1927 państwo to zamieszkiwało 13,6 mln ludzi.
     Pierwsza Wojna Światowa miała także olbrzymi wpływ na Rosję. Imperium carów, wraz z carską rodziną odeszło w przeszłość. Na jego gruzach powstał zdominowany przez Rosję i Rosjan, odżegnujący się od jakiejkolwiek religii Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. W 1926 roku miał 148,6 mln mieszkańców, czyli powiększył swoją i tak już dotąd olbrzymią przewagę demograficzną nad Turcją. Ale...
      Po IIWŚ, która nie zmniejszyła populacji ZSRR (mimo olbrzymich strat, jakie ten kraj poniósł w czasie wojny!), doszło do ostrego wyhamowania rozwoju demograficznego ZSRR. Pod wpływem propagandy i nacisków USA, Wielkiej Brytanii i Francji, na przełomie lat 1955 / 1956, Chruszczow wprowadził politykę ograniczającą przyrost naturalny. Na przykład zalegalizowano wówczas przerywanie ciąży. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Dzietność w ZSRR, a tym samym w Rosji, dramatycznie spadła. W roku 1967 wskaźnik dzietności (płodności) Rosjanek spadł poniżej progu odtwarzalności pokoleń, bo do poziomu 2,04. W tym samy czasie w Turcji wynosił 5,75 co oznaczało gwałtowny wzrost populacji tego kraju.
     W roku 1991 rozpadł się ZSRR. Z 293 mln ludzi, którzy go wówczas zamieszkiwali 148,4 mln żyło w samej Rosji. Dla porównania, Turcja miała wówczas 57 mln ludzi.
W 2014 roku Rosja miała 146 mln ludzi, a Turcja 76,6 mln. Według prognoz, Turcja do 2030 roku zwiększy swą populację do niemal 87 mln. A Rosja? Dzietność w Rosji od 1967 roku pozostaje na dramatycznie niskim poziomie. Raz tylko, w latach 1986–1988 przekroczyła nieznacznie poziom odtwarzalności pokoleń. Co prawda teraz wskaźnik dzietności w Rosji powoli rośnie, ale po pierwsze nie wiadomo, czy kiedykolwiek znów osiągnie poziom 2,1 (czyli pozwalający na prostą zastępowalność pokoleń), a po drugie, w Rosji dynamicznie rozwijają się tylko mniejszości niesłowiańskie, co oznacza, że wkrótce kraj ten całkowicie zmieni swoje oblicze.
     W rozdziale tym skoncentrowałem się na przemianach demograficznych w Rosji i Turcji, gdyż w XVII – XIX w. byli to najważniejsi (obok Austrii) rywale polityczni w tej części świata. Przemiany demograficzne wskazują, że staną się nimi ponownie. I to w dość bliskiej przyszłości. Staną się nimi zwłaszcza w sytuacji, gdyby Turkom udało się doprowadzić do odrodzenia Imperium, na gruzach którego powstało ich obecne państwo. 
A co to wszystko oznacza dla Polski? Dla Polski, która jeszcze w roku 1966 miała tyle samo ludzi (około 32 mln), co Turcja? Dla Polski, której populacja, w wyniku olbrzymiego odpływu ludności i bardzo niskiej dzietności spada? Ano to, że jeśli nie odwrócimy tego procesu, to będziemy mieli poważne problemy. I nie chodzi tu nawet o ekspansję islamu, która może być dla Polski również szansą (jeśli ten islam osłabi naszych głównych rywali, a do nas nie dotrze). Zmniejszająca i starzejąca się populacja oznacza nic innego jak „wygaszanie państwa”... „..(więcej )

iergiej Karaganow "Dwie fale rozszerzenia NATO Rosja przełknęła" ….'"Unia Europejska próbowała rozszerzyć swoją miękką kontrolę na terytoria, które Rosja uznawała za strefę swoich interesów" „...”"Ekspansji UE towarzyszyła ofensywa NATO. A ta organizacja jednoznacznie była postrzegana jako potencjalnie wroga, szczególnie po trzymiesięcznych bombardowaniach Jugosławii w 1999 roku, które wstrząsnęły nawet rosyjskimi zapadnikami (zwolennikami zbliżenia z Zachodem – red.)" …..”Politolog przekonuje, że w Rosji rozszerzenie NATO postrzegano jako otwarte naruszenie jawnych i niejawnych umów wypracowanych w czasach, gdy ZSRR zaprzestał polityki konfrontacji, wycofał wojska z krajów Układu Warszawskiego i zgodził się na zjednoczenie Niemiec. "Dwie fale rozszerzenia NATO Rosja przełknęła (być może to był błąd), ale rozprzestrzenianie tego paktu na Ukrainę, które stworzyłoby niezabezpieczoną granicę z blokiem o długości 2 tys. km, było nie do przyjęcia, (...) było postrzegane jako potencjalna przyczyna dla wielkiej wojny" ….”Karaganow uważa, że na tym tle poparcie Zachodu dla Majdanu w Kijowie i obalenie Janukowycza doprowadziło do tego, że tym razem Rosja zadała "wyprzedzający cios". "Dla Moskwy przyłączenie Krymu, poparcie powstańców w Donbasie to działania nakierowane na zapobieżenie znacznie większej katastrofie" …..”ego zdaniem Europa, "wygrawszy zimną wojnę, teraz - po jej zakończeniu - być może przegrywa pokój i wkracza w kolejną fazę stosunków międzynarodowych osłabiona i podzielona, stojąc na krawędzi konfrontacji, a może nawet wielkiej wojny". …..”"Europa może ponownie próbować schronić się pod skrzydłami USA, a Rosja zawrzeć de facto strategiczny sojusz z Chinami, to oba te rozwiązania będą "końcem nadziei na zjednoczoną Europę" - przekonuje Karaganow. „...Ekspert zarzuca elitom Zachodu, że zamiast poważnej rozmowy z Rosją wybrały "walkę o spadek posowiecki", czemu towarzyszyła "próba geopolitycznego dociśnięcia Rosji, która skończyła się najpierw wojną o Osetię Południową, a teraz bratobójczą wojną na Ukrainie". Co więcej - zdaniem Karaganowa - Zachód w relacjach z Rosją ograniczał się albo do "pouczeń, albo bardzo powierzchownych zapewnień o wspólnej przyszłości". ….”"Rosję, której główną ideą narodową przez całą historię była obrona suwerenności, traktowano z góry, czasem nawet próbując dyktować skład rady ministrów (tego nie robili Europejczycy)" – pisze. Zachód - zdaniem analityka – systematycznie poddawał Rosję presji, traktując ją jak kraj pokonany i mieszając się do "sfer jej interesów ekonomicznych, politycznych i wojskowych". Tymczasem – pisze ekspert – Rosjanie wcale nie uważali się za pokonanych. „....”Karaganow pisze też, że w dobie kryzysu w relacjach UE z Rosją, ta ostatnia ma ekonomiczną alternatywę w postaci Azji, która jest coraz mocniejsza.”..”Ekspert zarzuca elitom Zachodu, że zamiast poważnej rozmowy z Rosją wybrały "walkę o spadek posowiecki", czemu towarzyszyła "próba geopolitycznego dociśnięcia Rosji, która skończyła się najpierw wojną o Osetię Południową, a teraz bratobójczą wojną na Ukrainie". Co więcej - zdaniem Karaganowa - Zachód w relacjach z Rosją ograniczał się albo do "pouczeń, albo bardzo powierzchownych zapewnień o wspólnej przyszłości". ...”"Rosję, której główną ideą narodową przez całą historię była obrona suwerenności, traktowano z góry, czasem nawet próbując dyktować skład rady ministrów (tego nie robili Europejczycy)" – pisze. Zachód - zdaniem analityka – systematycznie poddawał Rosję presji, traktując ją jak kraj pokonany i mieszając się do "sfer jej interesów ekonomicznych, politycznych i wojskowych". Tymczasem – pisze ekspert – Rosjanie wcale nie uważali się za pokonanych. „....”"Wbrew iluzorycznym nadziejom żywionym na początku lat 90., Rosja i Europa wewnątrz UE, rozwijały się z różną prędkością i w różnych kierunkach. Te procesy nosiły w wielu aspektach charakter obiektywny, ale prawie nie toczono o tym dyskusji, co jest błędem wszystkich europejskich elit. One nie chciały i nie zdołały zobaczyć prawdy. I dlatego obecny kryzys spadł na nie jak grom z jasnego nieba i jedni gorączkowo próbują demonizować Putina, a inni oskarżają »zdrajczynię Merkel«"”...”Wskazuje też na to, że nadzieje na wprowadzenie demokracji na wzór europejski w Rosji się nie ziściły. Jak pisze, "odbywało się to pod hasłem forsownej prywatyzacji", którą "zdecydowana większość Rosjan uznała za akt złodziejstwa". Wtedy, jak pisze Karaganow, "pojawił się jeden z najbardziej szpetnych wariantów oligarchicznego kwasikapitalizmu", który poskutkował tym, że do dzisiaj w Rosji "wielka własność prywatna do dziś jest postrzegana w Rosji jako moralnie wątpliwa".....”Innymi słowy, pisze Karaganow, "to, co Zachód brał za pozory europeizacji", doprowadziło do krachu państwa. Własność nie była chroniona przez prawo, "trzymanie aktywów w Rosji i inwestycje były ryzykowane, a elit nie wyróżniał patriotyzm".  Wskazuje też na błędy popełnione w swoim kraju. Pierwszy – wprowadzano demokrację "odgórnie" poprzez wybieranie parlamentów, gubernatorów, merów. "Nie zatroszczono się o najważniejsze – wychowywanie odpowiedzialnego obywatela, podstawowego kapitału każdego narodu" – zaznacza, podkreślając, że dopiero niedawno w Rosji wzięto się za tworzenia samorządu terytorialnego. „...” "Do 1999 roku kraj faktycznie przekształcił się w państwo upadłe i gdyby doszło wtedy do maleńkiego Majdanu w Moskwie, to Rosja by się ostatecznie posypała" – podkreśla. I przypomina, że lata 90. większości Rosjan kojarzą się z biedą i upokorzeniem. Dlatego – pisze Karaganow - "rosyjska elita dokonała niezbyt miłego, ale nieuchronnego zwrotu ku demokracji sterowanej".....”Zdaniem Karaganowa "Rosja odbudowywała suwerenność i państwowość, a UE próbowała przezwyciężyć suwerenność, państwowy nacjonalizm i zbudować ponadnarodową wspólnotę". Analityk wskazuje też, że "większość Rosjan dążyła do odbudowania zniszczonej za czasów komunizmu tradycyjnej moralności, ciągnęło ich do wcześniej zakazanego chrześcijaństwa". „.....”"W społeczeństwie pojawiło się zapotrzebowanie: na państwowy patriotyzm, niezbudowany na komunistycznym mesjanizmie; na nową tożsamość narodową; konserwatyzm jako antytezę idei rewolucyjnych, który przyniosły narodowi tyle wstrząsów i tragedii w XX wieku. Przy tym uważało się, że w ten sposób Rosja wraca nie tylko do siebie, ale także do Europy, od której odeszła w 1917 roku.  Tymczasem europejska elita była już przesycona tymi wartościami, coraz bardziej uważała je za przebrzmiałe, a nawet reakcyjne. Stary Świat postawił sobie za cel przezwyciężyć nacjonalizm, a nawet narodowy patriotyzm, odrzucał wiele tradycyjnych wartości moralnych i coraz bardziej odchodził od chrześcijaństwa" …..”"Dążenie Kremla do wzięcia na sztandary tradycyjnych wartości wywołuje u elit rządzących Europy niechęć i obawy. Przecież one wiedzą, że tym wartościom hołduje większość ich ludności" ….”"Większość społeczeństw i kręgów rządzących krajów Zachodu dawno zapomniała o swoich rewolucjach. Rosyjska wierchuszka panicznie boi się powtórzenia fatalnych wstrząsów – demokratycznego lutego 1917 roku, po którym przyszedł koszmar bolszewizmu i nawet demokratycznej rewolucji 1991 roku, która na razie koszmarem się nie zakończyła, ale o mały włos nie doprowadziła do upadku państwa" …..”Analityk wskazuje, że europejscy politycy sądzili, że jednoczyć się i współdziałać należy w oparciu o wspólne wartości, tymczasem "takie podejście u swoich podstaw przeczyło europejskiej tradycji politycznej, gdy kraje, ich przywódcy i społeczeństwa bardzo często jednoczyły się według interesów". ….”w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. UE "wkroczyła w długi systemowy kryzys". "A tymczasem zaczęła się seria wstydliwych i upokarzających porażek Zachodu, UE i szczególnie okrętu flagowego w postaci USA" „.....”Przekonuje, że UE zaczęła podskórnie szukać impulsu do mocniejszego zjednoczenia i wroga zewnętrznego, tym bardziej że dołączyły do niego "kraje z prawie że genetyczną potrzebą zemszczenia się za klęski i upokorzenia poprzednich wieków". W efekcie - pisze ekspert - "w latach 2011-2012 z Rosji zaczęli rzeźbić wroga" ….”Natomiast elity w Rosji "nie chciały albo nie mogły uznać swoich błędów z przeszłości i zacząć nowej tury reform". Stąd – "usprawiedliwianie ślepej uliczki, w której znalazł się kraj, chęć wyjścia z niej poprzez tradycyjne szukanie wroga zewnętrznego i wzmaganie konfrontacji, aby przynajmniej uciszyć niezadowolonych i zjednoczonych społeczeństwo". ...”"W Berlinie sądzą, że rosyjska polityka w stosunku do Krymu i Ukrainy jest podyktowana prawie wyłącznie przesłankami utrzymania się przy władzy przez obecny reżim. A Niemcy powinny przywrócić status quo ante, aby zabezpieczyć porządek i pokój w Europie, za którego gwaranta się uznają.W Rosji, kraju z bardziej szerokim aniżeli europejski horyzontem, sądzą, że głupota i bezprawie w Jugosławii, Iraku, Libii, poparcie przez Zachód samobójczej arabskiej wiosny zniszczyły ład międzynarodowy i jego zasady: trzeba go więc albo odbudowywać, albo grać według zasad »prawa dżungli”...”"Jaka będzie Europa po tym starciu, nawet jeśli Rosja nie wyjdzie z niego zwycięsko, nie chcę nawet myśleć. Wszystkie dążenia Europejczyków do stworzenia pokojowego kontynentu po II wojnie światowej obrócą się w pył" – przestrzega, wskazując, że Chiny i "cały coraz mocniejszy świat niezachodni raczej sympatyzują z Moskwą". Siergiej Karaganow - rosyjski politolog i analityk stosunków międzynarodowych, dziekan wydziału Polityki Międzynarodowej i Gospodarczej Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie. Od 1991 roku członek Rady Polityki Zagranicznej przy rosyjskim MSZ; w latach 2001-2013 doradzał Administracji Prezydenta Rosji; twórca i przewodniczący Rady Redakcyjnej prestiżowego czasopisma "Rosja w globalnej polityce". W latach 2004-2013 przewodniczący międzynarodowego klubu dyskusyjnego "Wałdaj". Karaganow uchodzi za analityka, którego głos jest uważnie słuchany na Kremlu. Cieszy się też dużym poważaniem na Zachodzie. Kilka tam temu w rankingu "Foregin Policy" i "The Prospect" znalazł się na liście 100 najbardziej wpływowych intelektualistów świata.... '...(więcej )

Radosław Sikora „Lekcja historii” W roku 1569 do Królestwa Polskiego przyłączono nowe, rozległe terytoria, powiększając jego obszar ponad dwukrotnie. Tak gwałtowna ekspansja terytorialna nie oznaczała jednak podwojenia populacji. Ta wzrosła nieznacznie, gdyż nowe prowincje były słabo zaludnione. O ile dotychczasowe ziemie Królestwa Polskiego cechowały się gęstością zaludnienia wynoszącą około 20 osób na km2, o tyle bardzo rozległe obszary Ukrainy (tak wkrótce zaczęto nazywać terytorium dwóch województw włączonych w 1569 do Polski: kijowskiego i bracławskiego) były niemal bezludne. Gęstość zaludnienia Ukrainy w ostatniej ćwierci XVI stulecia szacuje się na ledwie 3 osoby na km2.[3]
Rok 1569 był jednak przełomowy dla demografii nowo wcielonych ziem ukrainnych. Ruszyła ich gwałtowna kolonizacja. Między rokiem 1569 a 1648 na Ukrainie powstało ponad 300 nowych osiedli typu miejskiego, a istniejące już miasta zwielokrotniły swą populację. Na przykład w Kijowie wzrosła ona 3,6 razy, w Kaniowie – czterokrotnie, w Czerkasach – niemal pięciokrotnie[4]. Równie, jeśli nie bardziej dynamicznie rosła liczba ludności wiejskiej. Jak słusznie notuje ukraińska historyk, było to możliwe dzięki osłabieniu najazdów tatarskich oraz protekcyjnej polityce państwa[5]. Od siebie dodam, że było to możliwe także dzięki migracji ludności Korony na jej południowo-wschodnie pogranicze, ale przede wszystkim dzięki fenomenalnej rozrodczości ludności Ukrainy. Zauważył i ze zdziwieniem opisał ją Paweł z Aleppo, prawosławny duchowny z Syrii, który podróżował po Ukrainie w latach 1654 – 1656. Notował on na przykład:
„Szczególnie zadziwił nas widok tak ogromnej ilości dzieci; było ich niczym ziaren piasku”[6]
„Każda osada czy miasteczko w kraju Kozaków jest przeludnione, szczególnie dużo jest tam małych dzieci. [...] Panuje tu zwyczaj zawierania związków małżeńskich w bardzo młodym wieku i wynikiem tego jest taka ilość dzieci – większa od gwiazd na niebie i piasku morskiego.”[7]
Czy też:
„Możesz tu zobaczyć w domu niemal każdego Kozaka dziesięcioro i więcej dzieci z białymi włosami na głowie, dlatego też nazywaliśmy je starcami. Różnica wieku między nimi wynosi około roku, chodzą razem, jedno za drugim. Ich widok zdumiewał nas. Wychodziły, by nas podziwiać, a tymczasem myśmy patrzyli na nie z zachwytem. Gdybyś mógł [czytelniku] je widzieć - największy stał na początku szeregu, obok niego niższy o piędź i dalej niższy i jeszcze niższy, aż do zupełnie maleńkiego na samym końcu. [...] W ciągu ostatnich lat wymordowano ich setki tysięcy, Tatarzy uprowadzili do niewoli tysiące ludzi. Zarazy morowej wcześniej nie znali, ale ostatnio pojawiła się u nich i zabrała dziesiątki tysięcy spośród nich do rajskich ogrodów. Mimo utraty takiej ilości ludzi nadal jest ich niczym mrówek i niezliczonych gwiazd. Pomyślałbyś, iż kobieta u nich jest brzemienna trzy lub cztery razy w roku i za każdym razem rodzi po troje czy czworo dzieci. Jak nam opowiadano powodem tak wielkiego przyrostu jest to, że nie ma tu kobiet bezpłodnych a to dzięki działaniu tutejszej wody, której właściwości są dobrze znane i zbadane.”[8]
Gwałtowny wzrost liczby ludności miał swoje konsekwencje. W przeciwieństwie do Wielkopolski, Małopolski i Mazowsza, na Ukrainie w zdecydowanej mierze mieszkali nie Polacy, lecz Rusini. To przede wszystkim ich liczba wzrastała. Wzrastała dużo szybciej niż populacja pozostałej części Królestwa Polskiego. Gwałtownie w siłę rosła również kozaczyzna, której szeregi powiększały się dzięki miejscowej, ukrainnej ludności. Po jej kilku nieudanych zrywach, które coraz krwawiej tłumiono, w 1648 roku Bohdan Chmielnicki pociągnął Kozaków i miejscowy lud do kolejnego. Okazał się on wyjątkowy. W przeciwieństwie do poprzednich, ten do głębi wstrząsnął fundamentami państwa i po dekadzie pokoju, którym cieszyła się Rzeczpospolita, zainicjował lawinę wojen, które trwały kilkadziesiąt lat. Dla całej Rzeczpospolitej poskutkowały one utratą dotychczasowej, mocarstwowej pozycji, utratą sporej części terytoriów, ale nade wszystko katastrofalnym zniszczeniem i wyludnieniem. Będące w unii z Królestwem Polskim Wielkie Księstwo Litewskie, którego populację w 1648 roku szacuje się na 4 mln, w wyniku tych wojen (nie tyle z Kozakami, co późniejszych, czyli z Rosją i Szwecją), w latach 1650 – 1670 straciło około 48% ludności. Nieco łagodniej los obszedł się z ziemiami koronnymi. Tutaj z około 7 mln ludzi, po wojnie zostało około 5 mln, przy czym ludność centralnych, etnicznych ziem polskich (Wielkopolski, Małopolski i Mazowsza) zmniejszyła się z około 3,83 mln przed wojną do około 2,90 mln w 1660 roku[9]. Najgorzej jednak działo się na Ukrainie. Skutkiem tych wojen było jej i straszliwe spustoszenie wraz z depopulacją, i podział między Polskę a Rosję.
Nie jest oczywiście prawdą stwierdzenie, że sam wzrost populacji Ukrainy doprowadził do tych wszystkich nieszczęść. Powody zrywów zbrojnych były inne. Faktem jest jednak, że tak głęboki wpływ na losy Rzeczpospolitej mogły one wywrzeć tylko wówczas, gdy były odpowiednio potężne, a to już bezpośrednio zależało od demografii tych terenów. Nieliczni w stosunku do Polaków mieszkańcy Ukrainy, nawet przy swoich najlepszych chęciach i nie wiadomo jak wielkim zapale bojowym, nie byliby w stanie zagrozić potędze Królestwa Polskiego.
Opisana powyżej historia, na mniejszą skalę, powtórzyła się ponad wiek później. Po podziale Ukrainy między Polskę a Rosję, jej polska część, przez kilkadziesiąt lat pozostała niemal wyludnioną pustynią. Nie sprawiała wówczas poważniejszych problemów. W drugiej dekadzie XVIII wieku zakończył się ciąg wojen, które dotąd, z minimalnymi tylko przerwami, toczyła Rzeczpospolita. Również polska część Ukrainy zaznała wytchnienia. Nastał okres kilkudziesięciu lat pokoju, przerwany tylko krótką, ale niezbyt niszczycielską wojną o sukcesję po śmierci króla Augusta II Sasa. Ukraina ponownie zaludniła się. Przykładem mogą być ukrainne dobra Franciszka Salezego Potockiego. W latach 1760 – 1763 liczba wsi miała w nich wzrosnąć aż pięciokrotnie, z niecałych 100 do niemal 500[10]! Gwałtowny wzrost populacji Ukrainy doprowadził wkrótce do kolejnego zrywu. W 1768 roku, w ciągu ledwie kilku miesięcy tak zwanej koliszczyzny, ruska, prawosławna ludność Ukrainy, wymordowała około 200 tys. rzymsko i grekokatolików, oraz żydów. Cztery lata później doszło do pierwszego rozbioru Polski.
I znów zastrzec muszę, że nie sam wzrost demograficzny prawosławnej ludności Ukrainy doprowadził do takich konsekwencji. Powody rzezi nieprawosławnych były inne. Wśród nich niemałą rolę grała inspiracja sąsiedniej Rosji, która żywotnie zainteresowana była wewnętrznym osłabieniem Rzeczpospolitej. Gdy 17 kwietnia 1794 roku, podczas powstania kościuszkowskiego, warszawiacy zdobyli ambasadę rosyjską, znaleziono w niej starannie dotąd skrywane dokumenty carskiej dyplomacji. Wyszły wówczas na jaw różne, kompromitujące Rosjan fakty. Między innymi:
„okazało się, jak Rossya zawsze starała się robić rozruchy w Polsce pod różnemi pozorami, jakoż z tych [dokumentów] okazało się, że rzeź, do której chłopi w Ukrainie przeciwko swym polskim panom, których wiele wybili, należeli, była z poduszczenia rossyjskiego, pierwsza w roku 1648, druga w roku 1768, do której to okropnej rzezi chłopi ukraińscy, poddani polskiej szlachty przez księży ruskich religii greckiej byli namówieni i za pośrednictwem tych księży przysłane im były noże z głębi Rossyi do zarzynania swych panów, i tych, co religię katolicką wyznawali.”[11]
Jednak nie tylko wzrost demograficzny Rusinów sprawiał problemy Polsce. Wkrótce to szybko rozmnażający się Polacy stali się problemem dla państw, które w latach 1772 – 1795 dokonały rozbiorów Polski. Szacuje się, że Rzeczpospolita w granicach sprzed 1772 roku miała około 12,3 mln ludzi, co stawiało ją w gronie najbardziej zaludnionych państw Europy[12]. Nie wszyscy jej mieszkańcy byli jednak Polakami[13]. Ich liczba jest bardzo trudna do ustalenia. Historycy podają bowiem dane dla okresu albo z połowy XVII w. (40% z 11 mln populacji Rzeczpospolitej), albo dla okresu po pierwszym rozbiorze, (60% z 8,6 mln dla 1790 roku). Niestety, w tym czasie granice państwa bardzo się zmieniły, więc te dane nie pozwalają na określenie całkowitej liczby Polaków przed pierwszym rozbiorem Polski. Po nim, czyli po 1772 roku, znaczna liczba Polaków nie mieszkała już w granicach wciąż istniejącej Rzeczpospolitej. Nie zmienia to faktu, że liczba Polaków w XIX wieku, a już zwłaszcza na początku XX wieku, bardzo wzrosła. To między innymi dzięki temu możliwe stało się odrodzenie państwa polskiego. O niepodległą Polskę było komu walczyć.
Piotr Eberhardt oblicza, że na przełomie XIX i XX w., na terenach byłej Rzeczpospolitej (w granicach z 1771 roku, czyli sprzed pierwszego rozbioru), mieszkało przeszło 14 mln Polaków[14], a ich liczba dynamicznie rosła. Szczególnie silny był wzrost demograficzny Królestwa Polskiego, zwanego potocznie Kongresówką – integralnej części Imperium Rosyjskiego. Eberhardt notuje:
„Obszar Królestwa Polskiego, jak i otaczające go terytoria, na których skupiała się ludność polska, odznaczały się w końcu XIX i na początku XX w. bardzo wysokim przyrostem naturalnym, co później miało duże znaczenie polityczne. Pomimo wysokich strat wywołanych I wojną światową ludność polska reprezentowała stosunkowo duży potencjał demograficzny, który – obok ukształtowanej, wysokiej świadomości narodowej i determinacji – umożliwił uformowanie się niepodległego państwa polskiego. Silną dynamiką cechowały się zwłaszcza lata od 1897 do 1913. O skali tego wzrostu mówią dane odnoszące się do Królestwa Polskiego, w którym koncentrowała się największa liczba Polaków. W ciągu zaledwie 16 lat na terenie Królestwa liczba ludności zwiększyła się prawie o 3,9 mln, a liczba Polaków – o ponad 2,7 mln.”[15]
Oznaczało to wzrost populacji całej Kongresówki o około 40% w ciągu zaledwie 16 lat! Zaledwie kilka lat później przełożyło się to, na odzyskanie przez Polskę niepodległości.
I co z tego wynika?
Nierównomierny wzrost demograficzny poszczególnych narodów, czy grup religijnych, prędzej czy później prowadził do gwałtownych zmian na mapie politycznej Europy. W okresie inkubacji niewiele się działo. Ludzie żyli obok siebie, zajęci swoimi codziennymi sprawami. W takim właśnie okresie dziś żyjemy. Europa jest obecnie w fazie inkubacji. Gdy jednak przemiany są już dostatecznie głębokie, jedno wydarzenie (często inspirowane z zewnątrz) może stać się katalizatorem gwałtownych wstrząsów, które zmieniają rzeczywistość. Nie chcę tu zajmować się mniej czy bardziej prawdopodobnymi scenariuszami zmian. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na fakt, że Polska z takich wstrząsów wyjdzie w stanie odpowiadającym temu, w jakim będzie jej populacja. Mamy dziś kilka atutów w rękach, ale też i kilka rzeczy powinno nas bardzo niepokoić. Atutem jest to, że Polska jest krajem niemal monoetnicznym. Dzięki temu nie grozi nam rozpad terytorialny państwa. Mniejszości narodowe są bowiem za słabe, by do tego doprowadzić. Należy dbać o to, by ten stan się nie zmienił. W szczególności nie można ulec pokusie, by imigrantami łatać niedobory rąk pracy w Polsce. A już wkrótce będzie to bardzo mocno forsowane przez pewne środowiska. Te niedobory muszą wystąpić, gdyż sami Polacy mają za mało dzieci, a na dodatek młodzi ludzie masowo emigrują. Środowiskom, które już dziś proponują, by zacząć sprowadzać imigrantów, którzy będą pracowali na emerytury Polaków, należy się zdecydowanie przeciwstawiać. Nie tędy droga...
Polska jest członkiem Unii Europejskiej i jako taka ma otwarte granice, ale na szczęście jesteśmy wciąż za mało atrakcyjnym krajem dla imigrantów. Przede wszystkim ze względu na swoje relatywne ubóstwo. Jednak, wraz z wyrównywaniem się poziomów życia, atrakcyjność Polski będzie rosła. Będzie rosła zwłaszcza dla jej uboższych sąsiadów, którzy dzisiaj są poza Unią Europejską. Jeśli kiedykolwiek wejdą oni do UE, naszym żywotnym interesem będzie wprowadzenie okresu przejściowego, chroniącego nasz rynek pracy. Czyli postępowanie analogiczne do tego co zrobiły Niemcy po wejściu Polski do UE. Dzięki roztropnej polityce  główna fala emigracji młodych Polaków nie ruszyła do Niemiec, lecz do Wielkiej Brytanii. Wyludniające się Niemcy wschodnie (ludność byłego NRD masowo opuszczała je szukając lepszych warunków życia w zachodnich Niemczech) nie zostały skolonizowane przez Polaków. Niemcy nie mają więc obaw, że Polacy kiedykolwiek wysuną roszczenia terytorialne względem nich.
Ostatnią dobrą stroną obecnej sytuacji jest fakt, że jeśli chodzi o ilość sprowadzanych na świat dzieci, wszyscy nasi sąsiedzi znajdują się w równie opłakanym stanie co my. Można to porównać do tonących okrętów. Toniemy wszyscy, więc upływ czasu nie pomaga żadnej ze stron. W tej sytuacji nie musimy aż tak bardzo obawiać się, że rozwijający się demograficznie sąsiad łakomym okiem spojrzy na wyludniającą się Polskę. Choć trudno w to uwierzyć, ale to raczej my możemy być postrzegani jako problem dla „szybciej tonących” sąsiadów.  Przykładem Litwa, która w ciągu ostatnich 2 dekad straciła 20% ludności. Pamiętajmy, że populacja tego kraju jest  przeszło 12 razy mniejsza od polskiej i że Litwa cierpi na równie wysoką (procentowo) emigrację młodych ludzi, przy równie niskim współczynniku dzietności co my. A to wszystko przy istnieniu znaczącej mniejszości polskiej na Litwie i potencjalnych roszczeniach terytorialnych (o Wilno i Wileńszczyznę), których póki co nie wysuwa żadna licząca się siła polityczna w Polsce, ale kto Litwinom da gwarancję, że to się nie zmieni?
Tyle atutów. A teraz o minusach obecnej sytuacji.
Pierwszą i najbardziej oczywistą wadą jest ta, że przy zachowaniu obecnych trendów Polacy muszą zniknąć z powierzchni ziemi. Tak po prostu. Wymrzemy jak dinozaury. Zanim to nastąpi, depopulacja Polski będzie obniżać naszą pozycję w świecie. Liczba ludności świata systematycznie wzrasta i w takiej rzeczywistości kurcząca się Polska będzie spychana już nie na margines polityki światowej, ale poza niego. Dość powiedzieć, że mniej więcej 8 dekad temu Rzeczpospolita miała nieco tylko mniej ludności niż ma dziś, lecz świat liczył sobie wówczas nie przeszło 7 mld ludzi, lecz około 2 mld. Aby utrzymać naszą przedwojenną pozycję, Polska powinna sobie dziś liczyć około 120 mln ludzi! To niemożliwe? Spójrzmy na Turcję. Przed IIWŚ miała ona 17 mln ludzi (połowę tego co wówczas Polska), a dziś ma ich 74 mln! W roku 1966 Polska i Turcja miały tyle samo ludzi – niemal 32 mln. Dzisiaj Turcja ma ich dwa razy tyle co Polska, a co gorsze, ta dysproporcja wciąż będzie się powiększać. Liczba Turków w Turcji nadal szybko rośnie, a liczba Polaków w Polsce już spada. Turcja nie jest zresztą jakimś wyjątkiem. We wspomnianym 1966 roku liczba ludności Polski i Filipin była równa. Dzisiaj Filipiny mają 97 mln ludzi! Wzrost nieco ponad 300% w ciągu niecałych 5 dekad! Identyczny, trzykrotny wzrost populacji, zanotował w tym czasie również Izrael. Oba te państwa – Filipiny skrajnie biedne; Izrael znacznie zamożniejszy od Polski – cieszą się niemal identycznie wysoką dzietnością. Współczynnik dzietności wynosi w nich około 3, co oznacza, że ich populacje nadal będą dynamicznie wzrastać. „..(więcej )

2010 rok Karaganow  „Związek Europejski - podobnie jak UE - może zostać stworzony mocąjednego dużego traktatu oraz czterech umów regulujących główne sfery współpracy oraz wielu drobnych umów sektorowych. Pierwszy duży traktat może dotyczyć utworzenia wspólnego obszaru strategicznego zakładającego ścisłą koordynację polityk zagranicznych. Miękka siła Europy mogłaby się połączyć z twardą siłą niemałego potencjału strategicznego Rosji. Ktoś może powiedzieć, że UE nie jest dla nas partnerem. Ale zaraz odpowiem mu, że powinniśmy być zainteresowani wzrostem jego wpływów. Słaba Europa będzie osłabiać Rosję.”… 
…”Jeszcze gorzej rysują się geopolityczne perspektywy Europy. Projekt integracyjny zaszedł w ślepą uliczkę. Na fali euforii spowodowanej zwycięstwem nad komunizmemUnia popełniła sporo błędów, za które teraz musi płacić. Po pierwsze, bez ustanowienia silnego centrum politycznego dopuszczono do strefy euro kraje, które mają inną kulturę gospodarczą niż Europejczycy z Zachodu
Po drugie, rozszerzenie Unii było zbyt szybkie i praktycznie bezwarunkowe. W efekcie klub państw z problemami poszerzył się, a podejmowanie wspólnych decyzji stało się jeszcze trudniejsze. Potem nastąpiło zmęczenie rozszerzeniem, więc waga polityczna UE w oczach takich państwach, jak: Turcja, Ukraina, Rosja się zmniejszyła.Błędem była też próba stworzenia wspólnej polityki zagranicznej. Dziś ta słaba wspólna polityka wiąże ręce wielkim państwom i nie pozwala zwiększać wpływów całej Europie. Po strasznym wieku XX, który złamał kręgosłupy prawie wszystkim państwom europejskim, Europejczycy nie są gotowi niczego poświęcać dla wielkiej polityki strategicznej. I pozostają coraz bardziej na jej obrzeżach. „
.. „Rywalizując o wpływy w strefie naszego sąsiedztwa - w krajach zachodniej części postsowieckiej Wspólnoty Państw Niepodległych – „…”Rywalizując na linii Rosja - UE czy też niedokończone boje linii Rosja - NATO obie części Europy zaczęły przegrywać w geopolitycznej rywalizacji nowego świata. Przespaliśmy rozwój nowej Azji oraz ruchy tektoniczne w światowej gospodarce i polityce.”…”Główny interes. Aby uniknąć nieporozumień, należy więc sformułować wspólny interes łączący Europę i Rosję w sferze geopolityki i geogospodarki. Zaczynają to powoli rozumieć zarówno wMoskwie, jak i w stolicach starych państw Unii” 
..„Dlatego Rosja i Europa powinny dążyć do stworzenia wspólnego Związku Europy i do włączania do niego państw, które dotąd jeszcze nie określiły swej orientacji: Turcji, Ukrainy, Kazachstanu itp.”.(więcej)
 

Podbój BałkanówW służbie Jego Cesarskiej Mości

Pierwsze większe oddziały Turków pojawiły się na Bałkanach w 1337 r. na zaproszenie cesarza Andronika III, który użył ich przeciwko napadającym na kupieckie karawany Albańczykom. Lekkozbrojne oddziały jazdy z łatwością radziły sobie w trudnym, górzystym terenie, rozbiły przeciwnika, a wzięte do niewoli kobiety i dzieci sprzedali cesarzowi. Kilkanaście lat później Jan VI Kantakuzen (1347−1354) wykorzystywał najemne oddziały tureckie regularnie i na stałe związał się z Osmanami, oddał nawet Orchanowi swoją córkę za żonę. W całym świecie chrześcijańskim wywołało to szok i oburzenie − nigdy wcześniej żaden z cesarzy nie wysłał swojego dziecka do sułtańskiego haremu.'...”W tym czasie najgroźniejszym przeciwnikiem Cesarstwa Bizantyjskiego była rządzona przez Stefana Duszana Serbia. Wykorzystując niewielkie siły, nie wydając cesarstwu żadnej większej bitwy, Stefan zdołał oderwać od Bizancjum połowę jego ówczesnych ziem, podwajając tym samym swój stan posiadania. W ręce Serbów wpadły Macedonia, Albania, Epir oraz Tesalia czyli ziemie od Adriatyku po Morze Egejskie i od Dunaju po Zatokę Koryncką. 16 kwietnia 1346 r. Duszan został koronowany na cara Serbów i Greków, a jego następnym celem było zdobycie Konstantynopola. „...”Po upadku Tesalonik cesarz wezwał na pomoc Orchana, a ten nie zawiódł teścia w potrzebie. Na Bałkany przybył liczący 20 000 żołnierzy oddział turecki dowodzony przez najstarszego syna sułtana, Sulejmana. Miasto odbito, ale pomoc Turków miała wysoką cenę. Osmanowie grabili zarówno ziemie wroga jak i swego sprzymierzeńca, plądrowali stada bydła i brali ludzi do niewoli. Jednak poczynione przez Turków szkody nie zraziły cesarza i gdy doszło do walk wewnętrznych z Janem V Paleologiem, Kantakuzen znów prosił sułtana o posiłki. Tym razem na pomoc przybyło 10 000 ludzi, którzy razem z siłami cesarza pobili w 1352 r. pod Didimotyką wojska Paleologa.Wkrótce okazało się, że Turcy przybywali do Europy po coś więcej niż tylko łupy. W 1352 r. Sulejman zdobył i obsadził swoim garnizonem położoną na półwyspie Galipoli niewielką twierdzę Tzympe. Natomiast gdy w 1354 r. silne trzęsienie ziemi zniszszczyło mury Galipolis, Turcy zajęli je bez trudu. Cesarz próbował wykupić miasto za sumę 10 000 dukatów, ale sułtan odmówił, tłumacząc, że zdobył je nie dzięki sile oręża, ale z woli bożej. Wydarzenie to wywołało w Bizancjum przerażenie mieszkańców, doprowadziło do abdykacji Kantakuzena i objęcia tronu przez Paleologa.

Zdobycze Murada I

Zdobycie trwałego przyczółku na kontynencie europejskim było niezwykle ważnym wydarzeniem w historii Imperium Osmańskiego. Twierdza Galipolis była doskonałą bazą wypadową do dalszych wypraw wojennych. Już w 1359 r. Turcy znaleźli się pod murami stolicy Bizancjum, i choć chronione potężnymi fortyfikacjami miasto było jeszcze bezpieczne, pod kontrolę Osmanów dostały się rozległe ziemie otaczające Konstantynopol.Po śmierci Orchana I w 1360 r. jego następca Murad I kontynuował podbój Europy. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, Murad główny nacisk położył na walkę ze Słowianami Południowymi. Sułtan podbił Trację, Macedonię, część Bułgarii oraz Serbii, a wielu władców bałkańskich zmusił do uznania swego zwierzchnictwa. Nawet cesarz Bizancjum został wasalem Murada. Wszystkie te podboje były możliwe dzięki korzystnej dla Turków sytuacji w regionie. Skłócone ze sobą państwa nie były w stanie porozumieć się nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia, a potężne niegdyś państwo Duszana rozpadło się niczym domek z kart tuż po jego śmierci w 1355 r.
Tempo tureckich podbojów było doprawdy imponujące. W 1362 r. padł Adrianopol (Edirne) będący najsilniejszym miastem między Dunajem a Konstantynopolem. W 1365 r. miasto stało się nową stolicą sułtana. W 1363 r. zdolny wódz Lala-Chanin zdobył Filipolis, które zostało siedzibą pierwszego bejlerbeja Rumelii. Opanowanie Filipolis oddzielało Bizancjum od Bułgarii, uniemożliwiając współdziałanie obu państw w walce przeciw Turkom oraz odcinało od Bizancjum ważne źródło żywności. Mimo oporu miejscowej ludności Turcy parli naprzód. W 1382 r. zdobyli Sofię, w 1386 − Nisz, a w 1387 r. (po czterech latach oblężenia) − Tesaloniki. W ciągu niespełna 40 lat od zdobycia pierwszego przyczółku w Europie, Osmanowie stali się panami rozległych naddunajskich obszarów, a liczni koloniści tureccy sprowadzeni z Azji Mniejszej na trwałe zadomowili się w nowej ojczyźnie.

Próby przeciwdziałania tureckiej ekspansji

Stopniowe opanowywanie przez Turków kolejnych terytoriów na Bałkanach zrodziło w końcu potrzebę zorganizowania wspólnej akcji chrześcijańskich państw przeciw muzułmańskim najeźdźcom. Odżyła także popularna we wcześniejszych wiekach idea krucjat. Już w 1362 r., mający pewne sukcesy w walce z Turkami król Cypru Piotr I Lusignan, ruszył w podróż po największych dworach Europy, w celu przekonania ich władców do wspólnej wyprawy. W swojej kilkuletniej podróży Piotr odwiedził Awinion (siedzibę papieża), Paryż, Londyn, Pragę oraz Kraków (gdzie odbywał się zjazd europejskich monarchów). Wszędzie był przyjmowany z wielkimi honorami, ale głównego celu nie osiągnął, zyskał tylko kilka mało konkretnych obietnic pomocy w zorganizowaniu krucjaty. Mimo to, zdany niemal wyłącznie na własne siły, król Cypru zebrał liczącą około 10 000 ludzi armię i na jej czele wyruszył do Egiptu. Po krótkim oblężeniu krzyżowcy zdobyli Aleksandrię, doszczętnie ją złupili, ale na wieść o zbliżającej się armii Mameluków wsiedli na statki i wrócili na Cypr. Wyprawa ta odbiła się wielkim echem w całej Europie i uświadomiła wielu władcom, że pobicie muzułmanów jest w dalszym ciągu możliwe.
Papież Urban V ogłosił kolejną krucjatę przeciw Turkom. Od strony lądu miały zaatakować wojska dowodzone przez króla Węgier, a od morza siły Piotra I. Papież liczył także na pomoc Wenecji i Genui, które miały zapewnić ochronę krzyżowców na morzu. Jednak zanim doszło do ustalenia wszystkich szczegółów, na samodzielną wyprawę na czele niewielkiej armii liczącej 1500-1800 ludzi wyruszył hrabia Sabaudii Amadeusz VI, kuzyn cesarza Bizancjum. Wyprawa ta była krótka, ale skuteczna − krzyżowcy zdobyli i przekazali cesarzowi Galipolis. Dla Turków, mocno już umocnionych na Bałkanach, utrata tego miasta miała marginalne znaczenie, ale należy o niej wspomnieć, gdyż był to pierwszy i jedyny przypadek tak dużego sukcesu krzyżowców w walce przeciw Osmanom w XIV w. Po zdobyciu Galipolis Amadeusz wyruszył przeciw Bułgarom, którzy przechwycili wracającego z Krakowa cesarza i przetrzymywali go w roli zakładnika. Również ta wyprawa zakończyła się sukcesem i doprowadziła do uwolnienia Jana V Paleologa.Próbę zmontowania antytureckiej koalicji podjęli także władcy państw bałkańskich: król Serbii Wukaszyn, król Bośni Twertko, król Węgier Ludwik Andegaweński i hospodar wołoski Mircza. Niestety w 1371 r. licząca około 60 000 ludzi armia sprzymierzonych została rozgromiona nad Maricą. W wyniku klęski w ręce Turków wpadła Macedonia, a wielu władców zostało zmuszonych do płacenia haraczu.
Nie był to jednak koniec zmagań z Turkami. W 1388 r. książę Serbii Lazar (1371−1389), wykorzystując nieobecność w Europie sułtana zajętego walką z emirem Karamanii, pobił wojska tureckie pod Plocznikiem. Jednak do decydującego starcia z antyturecką koalicją doszło po powrocie Murada na Bałkany 15 czerwca 1389 r. na Kosowym Polu. Bitwa, mimo śmierci sułtana, zakończyła się całkowitą klęską połączonych wojsk Serbii, Bośni, Mołdawii, Albanii i Bułgarii. Porażka na Kosowym Polu złamała ostatnią zorganizowaną próbę obrony państw bałkańskich przed tureckim najazdem. Jedynym liczącym się graczem w tym rejonie zostało Królestwo Węgier.

Podboje Bajezida I

Następcą poległego na Kosowym Polu Murada I został jego syn Bajezid. Po zwycięstwie nad sprzymierzonymi armiami chrześcijańskimi przed Turkami otworem stały całe Bałkany. Serbia, kosztem daleko idących ustępstw, zachowała jeszcze własną dynastię (syn Lazara został wasalem sułtana, musiał stawać u boku sułtana z własnym wojskiem, a jego siostra, jako żona sułtana, trafiła do haremu). Bizancjum pozbawione jakiegokolwiek wsparcia traciło kolejne ziemie, a sułtan otwarcie ingerował w wewnętrzne sprawy cesarstwa najwyższej wagi z mianowaniem cesarza włącznie. Za czasów Bajezida Bizancjum utraciło między innymi ostatnie miasto w Azji Mniejszej − Filadelfię oraz położoną na południu Półwyspu Bałkańskiego Moreę.Jednak główny nacisk Bajezid kładł na ekspansję na północ. W 1393 r. Turcy dokonali ostatecznego podbicia Bułgarii, dwa lata później do swego państwa włączyli także księstwo Dobrudży, a w roku kolejnym królestwo widyńskie. W 1395 r. armia Osmanów najechała Wołoszczyznę, przekraczając tym samym Dunaj. Do starcia sułtańskich wojsk z armią hospodara doszło na równinie Rowina. Bitwa była najprawdopodobniej nierozstrzygnięta (choć niektórzy twierdzą, że zwyciężył hospodar Mircza). Tak, czy inaczej, hospodar został zmuszony do płacenia daniny.W Europie po raz kolejny odżyła idea zorganizowania antytureckiej krucjaty. Na takiej operacji szczególnie zależało królowi Węgier, ponieważ po opanowaniu przez Turków Bułgarii, zaczęli oni bezpośrednio zagrażać jego królestwu. W tym czasie trwający od ponad pół wieku konflikt angielsko-francuski wygasł na pewien czas i bezrobotne rzesze rycerstwa z Francji i Burgundii były chętne do wzięcia udziału w nowej wyprawie. W lipcu 1396 r. w Budzie doszło do koncentracji rycerstwa z całej Europy. Poza Węgrami stawili się Francuzi, Burgundczycy oraz w mniejszej ilości Krzyżacy, Czesi, Niemcy, Polacy, Joannici oraz wojska hospodara Mirczy. Na wieść o zbliżającej się armii chrześcijan, Bajezid przerwał oblężenie Konstantynopola i ruszył im naprzeciw. Niezdyscyplinowana, pozbawiona jednolitego dowództwa zbieranina rycerzy została rozgromiona pod Nikopolis 25 września 1396 r. Poległo wielu sławnych rycerzy, wielu też dostało się do tureckiej niewoli. Wieści o pogromie sparaliżowały Europę i stały się podstawą mitu o niezwyciężoności armii sułtana. Klęska ta znacznie pogorszyła sytuację bałkańskich ludów. W odwecie Turcy dokonali niszczycielskich najazdów na Węgry, Serbię, Bośnię i Wołoszczyznę, wtargnęli także na Peloponez i splądrowali niektóre ziemie Wenecji. Otoczyli stolicę Bizancjum jeszcze szczelniejszym kordonem swoich posiadłości i powoli przymierzali się do zadania ostatecznego ciosu stojącemu na krawędzi zagłady cesarstwu. Gdy wydawało się, że nic nie jest w stanie uratować Bałkanów od tureckiego panowania, do Europy dotarła niesamowita wiadomość o zagładzie tureckiej armii, śmierci sułtana i całkowitym rozpadzie Imperium Osmańskiego. Wszystko wskazywało na to, że bałkańskie ludy dostały od opatrzności jeszcze jedną szansę.”...(źródło )

Stanisław Michalkiewicz „ W 1985 roku na spotkaniu w Genewie, Michał Gorbaczow, sowiecki gensek, zaproponował amerykańskiemu prezydentowi Ronaldowi Reaganowi zawarcie traktatu rozbrojeniowego”....”Propozycja Gorbaczowa oznaczała w istocie ofertę negocjacji nad nowym porządkiem politycznym w Europie, bo porządek jałtański również w ocenie Sowietów podlegał postępującej erozji. Pod koniec lat 80-tych ekonomiczna zapaść ZSRR stawała się coraz bardziej widoczna, aperspektywa ewakuacji imperium sowieckiego ze Środkowej Europy zapowiadała powstanie w tym rejonie politycznej próżni, podobnej do tej z roku 1918.
Państwa środkowoeuropejskie, nauczone doświadczeniem kruchości porządku wersalskiego z 1919 roku, ufundowanego na założeniu słabości Niemiec i słabości Rosji - bo to właśnie było warunkiem sine qua non istnienia w Europie Środkowej niepodległych państw - tym razem postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i wykorzystując sprzyjający moment dziejowy, stworzyć tu system reasekuracji niepodległości. W 1989 roku cztery państwa: Włochy, Jugosławia, Węgry i Austria podpisały porozumienie zwane od czworga uczestników „quadragonale” o współpracy politycznej. W 1990 roku, jeszcze przed „aksamitnym rozwodemprzystąpiła do niego Czechosłowacja i porozumienie stało się „pentagonale, a w 1991 roku - Polska, jako szósty uczestnik „heksagonale.
Liczyli na to, że Rosja, która pogrążała się w coraz większym zamęcie, „....” Niestety rachuby co do Niemiec okazały się zawodne; uzyskawszy swobodę ruchów Niemcy przystąpiły do rozbijania Jugosławii, jako pierwsze na świecie w czerwcu 1991 roku uznając niepodległość Chorwacji i Słowenii. Proklamowanie niepodległości przez te dwie republiki, zapoczątkowało rozpad Jugosławii i następnie - krwawą wojnę o granice.
Widząc, czym grozi politykowanie poza niemieckimi plecami, pozostali uczestnicy heksagonale porzucili myśl o tworzeniu przeciwwagi dla Niemiec i chociaż porozumienie to jako rodzaj „życia po życiu” istnieje nadal, to od początku wojny w Jugosławii próżnie polityczną w Środkowej Europie wypełniają Niemcy (Polska podpisała układ stowarzyszeniowy z UE już w grudniu 1991 roku), a narzędziem rozszerzania i umacniania niemieckich wpływów w tym rejonie jest rozszerzanie Unii Europejskiej na wschód. Warto zwrócić uwagę, że z niewielkimi korektami, tylko do linii „Ribbentrop-Mołotow”. Dalej na wschód Unia Europejska się nie rozszerza, co pokazuje, że skoro taka linia podziału Europy była dobra w roku 1939, to jest dobra również teraz. Ukoronowaniem tej niemieckiej polityki był dokonany 1 maja 2004 roku Anschluss 8 państw Europy Środkowej, m.in. Polski do Unii Europejskiej, co oznaczało, iż Niemcy po 90 latach wygrały I wojnę światową. W 1915 roku ogłosiły one swoje cele wojenne pod postacią projektu „Mitteleuropa, który obejmował urządzenie Europy Środkowo-Wschodniej po ostatecznym zwycięstwie niemieckim. Miały tu być ustanowione państwa pozornie niepodległe, ale de facto - niemieckie protektoraty o gospodarkach niekonkurencyjnych, ale peryferyjskich i uzupełniających gospodarkę niemiecką. Ponieważ w 1918 roku wydawało się, że Niemcy wojnę przegrały, w Europie Środkowej powstały państwa naprawdę niepodległe, które próbowały budować gospodarki konkurencyjne, a przynajmniej niezależne od gospodarki niemieckiej. Jednak w roku 2004 zaistniały wreszcie polityczne warunki realizacji projektu „Mitteleuropa, więc skoro Niemcom udało się przystąpić do realizacji celów nakreślonych w drugim roku I wojny światowej, to można chyba powiedzieć, że przynajmniej w tej części wojnę tę po 90 latach wygrały. „....(więcej )

Stanisław Michalkiewicz „ Kosowo , a sprawa polska „...”Karol Olgierd Borchardt wspomina, jak to jeden z wykładowców Szkoły Morskiej w Tczewie przemawiał z okazji jakiejś narodowej rocznicy. „Otczizna nasza została podzielona na tri czensti. Jedną wzięli Germańcy, drugą – Awstryjcy, a trzecią – my”. Właśnie Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze ogłosił, że proklamując 17 lutego 2008 roku niepodległość, Kosowo nie złamało prawa międzynarodowego. Trybunał haski zajął się sprawą niepodległości Kosowa na wniosek Serbii, która poprosiła go o niewiążącą prawnie „opinię doradczą”. Po dwóch latach deliberowania Trybunał przez głosowanie ustalił, że jednostronne ogłoszenie niepodległości Kosowa nie pociągnęło za sobą złamania prawa międzynarodowego, ponieważ prawo międzynarodowe nie zabrania proklamowania niepodległości. Proste, jak drut. „...”Polska ustami postawionego na czele Ministerstwa Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego uznała niepodległość Kosowa, chociaż wiele innych państw powstrzymało się od tego. Rezerwę zachowały zwłaszcza państwa rozsadzane przez tzw. mniejszości narodowe lub etniczne. Niepodległości Kosowa nie uznała m.in. Rosja, zapowiadając zarazem, iż ten precedens może ułatwić proklamowanie niepodległości uznawanych za sporne części innych państw. I tak się właśnie stało w przypadku Abchazji i Osetii Południowej, które w sierpniu 2008 roku, po wojnie rozpoczętej atakiem Gruzji, ogłosiły niepodległość, którą 26 sierpnia uznała Rosja. Polska niepodległości Abchazji i Osetii Południowej nie uznaje, chociaż niepodległość Kosowa uznała, jak to się mówi, w podskokach. „...”Warto w związku z tym przypomnieć, że działający w Polsce Związek Ludności Narodowości Śląskiej, w związku z odmową uznania istnienia narodowości śląskiej przez władze państwa polskiego (sąsiednia Republika Czeska narodowość tę uznaje), 17 listopada 2007 roku wystosował skargę do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, zarzucając Polsce dyskryminację na tle narodowościowym. Trybunał jak widać przyjął w tej sprawie postawę wyczekującą, ale nie można wykluczyć, że gdy strategiczni partnerzy podejmą decyzję o rozpoczęciu realizowania scenariusza rozbiorowego, również Trybunał powinność swej służby zrozumie i uwzględniając skargę Związku Ludności Narodowości Śląskiej oraz nakazując władzom polskim formalne uznanie tej narodowości, nie tylko dostarczy pozorów legalności tym poczynaniom, ale również umożliwi płynne przechodzenie do kolejnych jego etapów. Tymczasem mężykowie stanu piastujący w III RP zewnętrzne znamiona władzy, właśnie przekomarzają się w ramach wojny o pokój i nie tylko nie mają głowy do zajmowania się takimi sprawami, ale również, jak się wydaje – pozwolenia ze strony starszych i mądrzejszych. ..(więcej )

Prezydent Lech Kaczyński potwierdził w Belgradzie, że Polska popiera Serbię na jej drodze do Unii Europejskiej. Wyraził również poparcie dla polityki Serbii wobec jej byłej prowincji Kosowa.
Serbski prezydent dziękował Lechowi Kaczyńskiemu za to, że nie był przychylny uznaniu przez Polskę Kosowa. - Wyraziłem wdzięczność za to, że prezydent nie udzielił poparcia jednostronnej deklaracji o proklamowaniu niepodległości Kosowa i nie udzielił poparcia jego uznania - oświadczył Tadić.
Odnosząc się do sprawy Kosowa, prezydent tłumaczył, że zostało ono uznane przez polski rząd, który miał zgodnie z naszą konstytucją takie uprawnienie. - Ale nie kryję, że to było w warunkach takich, kiedy prezydent i rząd nie są tego samego zdania - zaznaczył Lech Kaczyński.
Podkreślił, że demokratycznie wybrany rząd miał prawo podjąć taką decyzję. Wyraził jednocześnie przekonanie, że sprawa Kosowa jest problemem do rozwiązania. Oświadczył, że jest gorącym zwolennikiem polityki Serbii w tej kwestii, prowadzonej przez Tadicia.
- Namawiam pana prezydenta do stawiania sprawy konsekwentnie, tak jak dotąd - oświadczył Lech Kaczyński.
Spośród 27 krajów Unii Europejskiej, 22 państwa, w tym Polska, uznały niepodległość tej byłej serbskiej prowincji.
Rzeczpospolita, 14 maja 2009 roku „.(więcej )
------
Ważne

Kanclerz Merkel tupnęła nogą i Bułgarzy postanowili nie brać udziału we wspólnym przedsięwzięciu Grupy Wyszehradzkiej”..”Premier Bułgarii Bojko Borysow powiedział niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, że jego rząd nie zgadza się z planem uszczelnienia granicy między Grecją a Macedonią— poinformowała służba prasowa rządu bułgarskiego.
W rozmowie telefonicznej z Merkel Borysow oświadczył, że stanowisko to przedstawi w poniedziałek na praskim spotkaniu premierów Grupy Wyszehradzkiej.
Bułgaria potwierdzi swoją solidarność z Grecją i brak zgody na budowę granicy między Macedonią a Grecją— napisano w komunikacie rządowym.
--------
Mój komentarz

Mocna Grupa Wyszehradzka to początek wielkiej rozgrywki Polski z Niemcami o Bałkany. Historycznej rozgrywki. Gdyby nie Turcja i brak zdecydowanej woli zdławienia jej na Bałkanach w XV wieku to ten w większości słowiański obszar byłby w orbicie wpływów Rzeczpospolitej. Idea i budowa Międzymorza jet w zasadzie kontynuacja naturalnej konsolidacji chrześcijańskich ,słowiańskich terenów Bałkanów.

Na razie Turcja jest wrogiem Rosji i jak na razie sojusznikiem Polski ,ale po rozpadzie Rosji należy osłabić Turcję poprzez powstanie na dużej części jej terytorium państw kurdyjskiego. Docelowo przy sprzyjającej sytuacji geopolitycznej wartałoby przyłączyć resztki europejskich terytoriów Turcjii europejskiej części i Stambułu przyłączyć do Federacji Międzymorza , o ile taka powstanie. To rozwiązałoby raz na zawsze problem muzułmańskiej Turcji na Bałkanach.

Na Zachodzie celem strategicznym Międzymorza powinno być ostateczne rozwiązanie problemu spadkobierców bandyckich Niemiec Hitlera. Międzymorze powinno się w sytuacji, gdyby Niemcy zaczęły się rozpadać na małe emiraty muzułmańskie ,przejąć opiekę na ziemiach aż po Łabę.

Łatwość z jaką Kaczyński i Orban kładą podwaliny pod Międzymorze pokazuje jak słabe są tak naprawdę Niemcy. Skala ich toczącego się upadku politycznego jest sukces w pozyskaniu Bułgarii przeciwko Kaczyńskiemu i Orbanowi.

Proces rozpadu Europy, Unii Europejskiej na dwa bloki cywilizacyjne jest faktem. Jeden blok to Europa Zachodnia w której religią państwową jest polityczna poprawność ,elita panującą rody lichwiarzy i oligarchów . Ta część Europy zdycha, stała się przedmiotem ekspansji migracyjnej ludó muzułmańskich niczym Zachodnie cesarstwo rzymskie, które padło od ciosów barbarzyńskich imigrantów germańskich. I druga część . Chrześcijańska i w większości słowiańska wschodnia część kontynentu. Jest to proces nieuchronny. Dalego też coraz więcej polityków upatruje Grupę Wyszehradzka jako przygotowania na nieuchronny upadek Unii Europejskiej i jej hegemona, czyli Niemiec . Grupa Wyszehradzka ma być jądrem projektu polityczno cywilizacyjnego pod nazwa Międzymorze.

Na poczatek Kaczyński, Orban , Grupa Wyszehradza muszą wyprzeć wpływy niemieckie z Bałkanów i nie dopuścić do powrotu wpływów rosyjskich i tureckich .

video Rola Niemiec w rozbiciu Jugosławii.Prof.dr hab. Jerzy Robert Nowak, Radio Maryja
video Gorący „bałkański kocioł” - KOD DOSTĘPU
Marek Mojsiewicz
Osoby podzielające moje poglądy , lub po prostu chcące otrzymywać informację o nowych tekstach proszę o kliknięcie „lubię to „ na mojej stronie facebooka Marek Mojsiewicz i  na  Twitterze  
Zapraszam do przeczytania pierwszego rozdziału nowej powieści „ Pas Kuipera” 
Rozdział drugi Rozdział trzeci 
Zapraszam do przeczytania mojej powieści „ Klechda Krakowska „
rozdziały 1
„ Dobre złego początki „ Na końcu którego będzie o boginiKali„ Nienależynerwosolu pić na oko „ O rzeźbie NiosącegoŚwiatło Impreza Starskiego „ Tych filmów już się oglądać nie da „ 7. „ Mutant „ „ Anne Vanderbilt „ „ Fenotyp rozszerzony.lamborghini„ 10. „ Spisek w służbach specjalnych „11. Marzenia ministra ołapówkach „ 12. „ Niemierz i kontakt z cybernetyką „  13„ Piękna kobieta zawsze należy do silniejszego „ 14 ” Z ogoloną głowa, przykuty do Jej rydwanu „
Powiadomienia o publikacji kolejnych części mojej powieści . Facebook „ Klechda Krakowska
Ci z Państwa , którzy chcieliby wesprzeć finansowo moją działalność blogerską mogą to zrobić wpłacając dowolną kwotę w formie darowizny na moje konto bankowe
Nazwa banku Kasa Stefczyka , Marek Mojsiewicz , numer konta 39 7999 9995 0651 6233 3003 000
1
Jestem zainteresowany współpracą z portalem informacyjnym w zakresie dokonania przeglądu prasy , w tym anglojęzycznej , ewentualnie tłumaczeń z tego języka., tworzenia serwisu informacyjnego Analiz programów i tym podobnych Zainteresowanych proszę o kontakt

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:9)

Komentarze

Tyle pracy. Jakie to wszystko aktualne.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1543849