Poroniony nabytek

Obrazek użytkownika Marek Jastrząb
Blog

Wizyta u lekarza zakończyła się sukcesem: wyszedłem żywy. Po drodze napatoczyłem się na aptekę i dokonałem zakupu przepisanych mikstur, a dźwigając kobiałkę z nimi, dumałem na tematy zbliżone do medycyny.

I przypomniałem sobie, że co dnia, gdy zasiadam przed telewizorem, by obejrzeć film, rozpoczyna się festiwal farmaceutycznych ogłoszeń i przystrojony w lekarski chałat gwiazdor reklamówek alarmuje:

„stajemy się społeczeństwem alergików reagujących uczuleniem na toksyczne przypadłości klimatu. Wzdragamy się przed zimnem, chronimy przed gorącem, narzekamy na niż, wyż i falujące ciśnienie. Prześladują nas pyłki, fetory i robactwo.

Jesteśmy wydelikaceni, słabowici, nieodporni na modyfikowaną żywność i szkodzi nam byle smrodliwy kotlet ze schabowej zelówki. Mamy za sporo cholesterolu, trapią nas kurzajki, trądziki, astmy i dziwne wydzieliny. Moczymy się za często, pachniemy za brzydko, kichamy nie w porę, zrzędzimy na nieprzepisowe otłuszczenie organizmu, psują nam się zęby przednie, tylne i urojone.”

Tu biały kitel zawiesił gwiazdorski głos i podsumował:

„a to dlatego, żeśmy zaplute łajdusy, bo ledwie nam coś piknie, strzyknie, łupnie lub zaswędzi, zaraz bierzemy kurs na przychodnię, czym prędzej smarujemy do pigularni, łykamy antybiotyk, wzywamy różdżkarza i zamawiamy przytulną trumienkę.”

Zazwyczaj nie cierpię takich wykładów, ale tym razem przyznałem rację prelegentowi, bo faktycznie: jesteśmy wydelikaceni.

Aliści nie ma dymu bez ognia! To, żeśmy nieodporni, podatni na wszelkiego rodzaju infekcje, ma przyczynę w przesadnym stosowaniu rakotwórczej chemii; hałdy odpadów ze sztucznego tworzywa, rozkładające się przez pięćset lat plastikowe torby i butelki, stare baterie, morza i oceany pełne rozpuszczających się bomb i pływających wysp śmieci, oto powody.

Jakby nam było mało nieszczęść ze starzeniem ludzi i tego, że wkrótce rozdygotana i zziębnięta Europa będzie jednym wielkim soplem lodu, to na dodatek spadła na nasz glob następna plaga: maniakalna higiena:

jesteśmy sterylni, wyjałowieni, zwalczamy bakterie, zarazki, mikroby, tępimy roztocza i żyjemy pod aseptycznym kloszem truchlejąc na myśl o epidemiach gryp, a także o nieznanych wirusach wymykających się z laboratoriów. Jednocześnie pod hasłem wiecznej młodości, prawie stuletni ludzie rodzą dzieci, prostują sobie zmarszczki, poddają się upiększającym operacjom plastycznym.

Przeczą biologicznym procesom, bo produkują zwyrodniałe pokolenia wątłych następców. Anemicznych i mimozowatych pod każdym względem, gdyż jeśli w zdrowym ciele bytuje zdrowy duch, to jakiego możemy spodziewać się w charłaczym? Wyposażonego w niepewną, pogubioną psychikę, w mentalność zawieszoną na drżących agrafkach: roztrzęsioną, przeczuloną, zdezorientowaną i nijaką?

*

Przyszło nam żyć pośród świata wstrząsanego egoizmem relatywnych norm. Śmierć jako konsekwencja życia wyszła z mody. Nie mówi się o niej, omija jak trędowaty problem, a jeśli mówi, to półgębkiem, w sposób powściągliwy, zawoalowany, wolny od rozważań, eufemistyczny i raczej śmieszny, aniżeli poważny.

*

Po tych smętnych deliberacjach dobrnąłem do domu i zacząłem utykać medykamenty w apteczce. Do każdego preparatu dołączona była półmetrowa instrukcja bezpiecznego zażywania.

Jako człek zasadniczo rozsądny i w pewnym sensie skrupulatny, zabrałem się za studiowanie ich treści. Głównie pisane były w tonie ostrzegawczym i więcej zawierały informacji o tym, czego nie wolno, niż co należy. A więc przeczytałem, że łączenie jednego z drugim może spowodować expressowy skon. Trzeba też, bym zwrócił uwagę na przeciwwskazania oraz skutki uboczne: gazy, kurzajki czy płaskostopie mózgowe.

Tak mnie to zniechęciło do stosowania medykamentów, że gdy razem z ulotkami zakopałem je w ogródku u sąsiada, od razu poczułem się „na ogół lżej” i w „zasadzie fajowo”.

 

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.6 (głosów:6)

Komentarze

Świetne :).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1548748

Mieć do lekarzy więcej egoizmu

Nie odwiedzać ich bo nam nie pomogą

Żyć zdrowo i kierować się przestrogą

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1548838

Ale wówczas - nie byłoby humoreski ;).

A ja dodam historię prawdziwą. Opowiedzianą przez zmarłego w 1970 prowincjała zgromadzenia oo. Bonifratrów - ojca Doroteusza Heynoła. To zresztą arcyciekawa postać - instrumentariusz chirurgiczny, magister farmacji, w 1921 ratował powstańców śląskich, w 1945 - rannych lotników amerykańskich i sowieckich. Dzięki temu - ocalił szpital i klasztor Bonifratrów wraz z kościołem - przed rabunkiem. Ale - nie o tym.

Jako aplikant aptekarski pracował, w latach 20-tych ub. wieku, w którymś z małych miast na Dolnym Śląsku. Nie podawał nazwy, a ja jakoś wyobraziłam sobie, że był to Brzeg Dolny. Bo na rzece był zarówno most, jak też przeprawa promowa, czynna w określonej porze dnia. Z okolicznych wiosek część pacjentów dostawała się właśnie promem, bo droga przez most była znacznie dłuższa.

Zdarzyło się, że zgłosił się pacjent ze wsi, z receptą na silny lek przeciwbólowy, z dodatkiem narkotyku. Młody (wówczas) praktykant Pius (to jego imię chrzestne) przygotował zaordynowane proszki, jednak już po wydaniu leku uświadomił sobie, że dopuszczalna dawka narkotyku została przekroczona 10-ciokrotnie. Adres pacjenta znał z recepty, pobiegł do przeprawy aby powstrzymać chorego, ale - przeprawa była już nieczynna, a piesza wyprawa do wsi - to wiele kilometrów, chory z całą pewnością zdążył już zażyć truciznę. Pius zaczął się modlić niezwykle gorliwie - o uratowanie życia i zdrowia człowieka. Ale następne dni były nadzwyczaj ciężkie, nie mógł znaleźć spokoju. Nie słychać jednak było o żadnym nagłym zgonie. Po kilku dniach - zobaczył na targu "swego" pacjenta. Szczęśliwy podszedł  i zapytał - A co z lekarstwem? Wówczas ów człowiek powiedział - To dziwna historia. Musiałem czekać na przeprawę, poszedłem na most i patrzyłem na płynącą rzekę. A potem - wyrzuciłem proszki do wody. Poczułem się lepiej.

Przyszły ojciec Doroteusz także "poczuł się lepiej"! I tak, jak gorliwie modlił się o życie chorego, tak też gorąco dziękował Panu Bogu za uratowanie życia człowieka i uratowanie wolności i kariery własnej. 

Tę historię usłyszałam z ust własnych o. Doroteusza i była ona przestrogą zarówno dla farmaceutów, jak też - dla lekarzy. A o. Doroteusz podkreślał niewątpliwy aspekt cudownego uratowania życia pacjentowi - dzięki modlitwie. I wskazywał na konieczność modlitwy - za pacjentów. Humoreska to już nie jest.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1548860

Kto w moc Modlitwy nie wierzy

Ten z drogą krętą się zmierzy

Trzeba się Modlić  gorliwie

By Bóg pomógł nam właściwie

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1548905