Wręcz przeciwnie, czyli rozmowa z uczestnikiem Marszu

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

W osiedlowej cukierni panował miły gwar i lekki tłok, wszyscy kupowali rogale.
- Zaraz, jak to, otwarte, przecież jest święto? - zdumiał się tata Łukaszka przekraczając próg cukierni wraz ze swoją rodziną.
- No jak to, nie wie pan - odezwała się gderliwie dozorczyni ich bloku, pani Sitko, która była ostatnia w kolejce. - Jeśli się podzieli średnią temperaturę dobową lipca przez średni poziom Wisły w Zawichoście z zeszłego roku i jest odpowiedniej wielkości i jeśli znak barana rozpoczyna się w poniedziałek z rana to można handlować jedenastego listopada.
- O - powiedział tylko tata i wszyscy grzecznie ustawili się w kolejce.
Chwilę później do cukierni wpadła ubrana na moro postać w kominiarce na głowie.
Zapanowało lekkie zamieszanie. Co by tu nie mówić, ludzie się wystraszyli.
Nie wszyscy.
- Do kolejki - wychrypiał pan Sitko, który był na tęgim kacu i było mu wszystko jedno.
- Nie prowokuj go, bo nas zabije - szepnęła głośno jego małżonka.
- Wręcz przeciwnie! - zakrzyknęła męskim głosem postać w moro. - To mnie chcą zabić! Ukrywam się!
- W mojej cukierni?! - wystraszyła się pani sprzedawczyni. - Jeszcze ściągnie mi pan na głowę jakichś imigrantów...!
- Wręcz przeciwnie! To policja!
Zapanowała lekka konsternacja.
- Dlaczego policja chce pana zabić? - zapytał z niedowierzaniem Łukaszek.
- Jak to, chłopcze, nie wiesz, że żyjesz w faszystowskim kraju?!
- Nie. Nie zauważyłem.
- To czego was uczą w tej szkole?!
- Faktycznie, ma pan rację, szkoła jest faszystowska.
- Co ty wygadujesz?1 - oburzyli się rodzice Łukaszka, ale ich syn zaczął wyliczać na palcach:
- Monowładza, duża rola sektora państwowego w zarobkach, uniformizacja podwładnych, indoktrynacja, cenzura, kult dyrektora...
Przerwał mu przejeżdżający radiowóz na sygnale.
- Szukają mnie - wyszeptał przerażony człowiek w moro i usiłował wmieszać się w tłum z mizernym skutkiem.
- Co pan zrobił? - zaciekawiła się siostra Łukaszka.
- Byłem na Marszu Niepodległości.
- A nie pan ani flagi ani opaski... Naprawdę brał pan udział?
- Wręcz przeciwnie! Ja tam byłem po to, żeby tego marszu nie było!
- To znaczy? - spytała podejrzliwie babcia Łukaszka.
- Wraz z liczną, dziewięcioosobową grupą ludzi, którzy chcą aby polska wyglądała jak ta z wizji Sienkiewicza, więc wraz z nimi usiłowaliśmy zablokować Marsz Niepodległości.
- Przecież on był legalny - wtrącił się dziadek. - A wy mieliście zezwolenie?
- Co za zezwolenie, jakie zezwolenie?! - parsknął pan w kominiarce co z powodu tejże kominiarki dało dość komiczny efekt. - Zezwolenie na co, na siedzenie na ulicy?! To jest proszę państwa faszyzm, żebym ja musiał prosić o zezwolenie na coś takiego!
- Czyli nie mieliście - skomentował Łukaszek.
- A tak, nie mieliśmy, zresztą i tak by nam nie dali! Uff! - i zdenerwowany pan ściągnął kominiarkę ukazując swoje czerwone oblicze.
- Ooooo! - zawołały dwie osoby. Jedną była mama Łukaszka, a drugą ich sąsiadka z bloku, mama Wiktymiusza. - To pan?!
- Kto to? - zapytali wszyscy.
- To znany celebryta - wyjaśniła z satysfakcją mama Łukaszka. - Od wielu lat prowadzi w telewizji program pod tytułem "Jutro jadę do Niemiec". Zaraz... Ej, co wy robicie?
- Zbieramy na bilet dla pana.
-------------
marcinbrixen.pl
http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html - blog w formie książki
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:11)