Siedzimy na schodach przeciwko rządom pięści

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

- Tu nie ma... nie... I tu też nie ma...
Tata Łukaszka szukał po całym mieszkaniu mamy Łukaszka. I jej nie było.
- Wyszła niedawno - poinformowała lakonicznie siostra Łukaszka.
- ależ ja przed chwilą przyszedłem i nie spotkałem jej po drodze - stwierdził Łukaszek.
- Może poszła do tej swojej znajomej - poddała myśl babcia Łukaszka.
Nieprzekonany i skonfundowany tata Łukaszka tata Łukaszka uchylił drzwi na klatkę schodową. I usłyszał niosący się przez blokowe powietrze głos. Głos ten był mu dobrze znany, kordialny, z lekka usypiający, zadowolony z siebie, miękki jak wyściełane krzesło i ciepły niczym bigos prosto z garnka.
- Z góry zawsze widać lepiej... - dowodził z powagę głos. - A najlepiej widać z Jastrzębiej Góry. Bo jest na samej górze Polski. Widziałem na mapie.
- Konisław-Bromorowski - szepnął tata Łukaszka i wiedziony instynktem podążył za głosem. Przeszedł przez korytarz i dotarł do drzwi prowadzących na klatkę schodową. Były uchylone. Wyjrzał przez nie i ujrzał mamę Łukaszka i mamę Wiktymiusza. Siedziały na schodach i słuchały z telefonu przemowy byłego prezydenta.
- Co wy robicie? - spytał zdumiony.
Zerwały się pospiesznie.
- E... My... Tego... - bąkała mama Łukaszka. - Słuchamy orędzia prezydenta Konisława-Bromorowskiego na miesięcznicy z okazji zniszczenia praworządności tego kraju.
Tata Łukaszka stwierdził, że nie jest w jednym zdaniu odpowiedzieć na wszystkiego błędy z tamtego jednego zdania, więc skupił się na jednym.
- Przecież on już nie jest prezydentem.
- Dla nas jest! - zakrzyknęła gromko mama Wiktymiusza patrząc groźnie. - I co nam pan zrobi? Sterroryzuje? O nie, proszę pana, Konisław-Bromorowski na razie jest tylko prezydentem cieni, ale niedługo odzyska władzę!
- Jak to: odzyska władzę? Przecież chodzi!
- Nie chodzi o władzę w nogach tylko władzę w tym kraju! Władzę, którą mu bezczelnie, w biały dzień, z pogwałceniem wszystkich praw ukradziono! Tak, ukradziono niczym obraz z pałacu!
- Ludzie tak zagłosowali.
- Ludzie zagłosowali źle! - mama Wiktymiusza tupnęła nogą. - Zostali oszukani, wprowadzony w mylny błąd!
- Ech - westchnął tata Łukaszka. - Ja rozumiem, że macie alternatywny świat, alternatywny rząd, alternatywnego prezydenta, ale czy chcecie mieć również alternatywne domy?
- Czyli co? - uniosła briw mama Łukaszka.
- To ja się pytam: czyli co? Czemu musicie siedzieć na schodach? Nie możecie posłuchać tego orędzia w domu? Jest tolerancja, nie musicie się ukrywać...
- O to właśnie chodzi, proszę pana, o to właśnie chodzi! - mama Wiktymiusza zawołała napiętym głosem. - Nie, nie możemy słuchać tego w domu! Nie ma tolerancji, proszę pana, nie ma!
- Możesz słuchać tego w domu - powiedział z westchnieniem tata Łukaszka do mamy Łukaszka.
- Nie mogę - i mama Łukaszka zalała się łzami.
- Ależ możesz.
- Do cholery! Chyba europejska kobieta w dwudziestym pierwszym wieku może sama decydować za siebie!? - wtrąciła się mama Wiktymiusza. - Kobieta może chyba sama zadecydować co może a czego nie może?!
- Więc nie mogę - oznajmiła mama Łukaszka ocierając łzy.
- I sam pan widzi, że nie ma tolerancji - triumfowała mama Wiktymiusza.
Tata Łukaszka miał jeszcze tylko jedno pytanie:
- Dlaczego schody?
- Bo my tu prowadzimy protest. Nie widać? - spytała mama Wiktymiusza.
- Nie.
Mama Wiktymiusza potrząsnęła ze zniecierpliwieniem głową.
- My, proszę pana, protestujemy tu przeciwko temu co się dzieje w tym kraju. Przeciwko rządom pięści. Tak, pięści! niech się pan nie śmieje! Ta sprawa jest, jakby to powiedział Konisław-Bormorowski arcyboleśnie bolesna! Ostateczny upadek trójpodziału władzy, demolowanie wizerunku w świecie, podcinanie gałęzi na której wszyscy razem wspólnie wisimy! Mało panu?! Nadeszły takie czasu, że nad Polską wisi pięść, a ta pięść jest całą spowita kocią sierścią! I ta pięść jest wzniesiona w interesie obcych środowisk! I ta pięść, proszę pana, prędzej czy później opadnie! I wtedy ten kraj ostatecznie upadnie z klęczek na których leży!
- Ja nie widzę żadnego zagrożenia - powiedział tata Łukaszka prowadząc desperacką walkę z samym sobą aby nie wybuchnąć śmiechem.
- To, że pan go nie widzi, nie znaczy, że go nie ma! A je tę pięść widzę, ja ją czuję, ona jest już przystawiona do mojej twarzy, do twarzy każdego z nas i nam grozi! Naprawdę niczego pan nie czuje?!
Tata Łukaszka pociągnął kilka razy nosem i ku zdumieniu mama Łukaszka oznajmił, że owszem, czuje. Mama Wiktymiusza ucieszyła się, lecz jej radość trwała krótko.
- Coś jakby się przypalało... - powiedział powoli tata Łukaszka. - Mięso...
- Mój obiad! - zakrzyknęła mama Wiktymiusza i już jej nie było. A mama Łukaszka zdecydowała się w takiej sytuacji na czasowe zawieszenie protestu i wróciła do mieszkania.
- Może mniej dawałabyś się wmanewrowywać tej swojej znajomej w podobne idiotyczne sytuacje - ofuknął mamę tata Łukaszka.
- O co ci chodzi? Przecież ona szczerze walczy przeciwko...
- No właśnie mam wątpliwości czy na pewno szczerze.
- Co masz na myśli? - mama Łukaszka się zaperzyła.
- Przecież ona jest weganką! To skąd nagle u niej mięso na obiad?
- Może dla męża.
- Już to widzę jak weganka smaży mięso dla reszty rodziny - tata Łukaszka wzruszył ramionami.
- Więc co?
- Ona jest kłamcą.
- Kłamką! To kobieta! - odparła pozornie spokojnie mama Łukaszka, choć widać było, że cios był celny. - Poza tym nie wierzę, aby kłamała. Na pewno jest jakieś inne wytłumaczenie.
- Owszem jest - wtrącił się Łukaszek. - To nie jest mięso do jedzenia. Ona zostawiła jeden drobny kawałek specjalnie, żeby posiedzieć tylko kilka minut na tych schodach i mieć pretekst do powrotu do domu. A ty byś siedziała na tych schodach sama.
- Czyli jest oszustką - podsumował z satysfakcją tata Łukaszka. - Wybór należy do ciebie. Albo kłamka albo oszustka.
Mama Łukaszka zaczęła krzyczeć.
- Co to jest?! Co to ma być?! Zachowujecie się gorzej niż IPN! Na podstawie jednego kotleta niszczycie człowieka! Wasz obiad? Wasz obiad, pytam się?! Ona walczy sama jedna, tymi rękami, z rządami pięści, a wy... Przecież to mogło być spreparowane!
Łukaszek i jego tata pokręcili przecząco głowami.
- Czyli co, do wyboru jest tylko kłamka i oszustka?! - mama Łukaszka się nie poddawała. - Musi być jeszcze jakaś inna możliwość!
- Jest! - zawołała wielkim głosem natchniona siostra Łukaszka. - Może być i kłamką i oszustką!
-------------
marcinbrixen.pl
http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html - blog w formie książki
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:9)