Procesja i przedszkole

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Hiobowscy poszli na procesję z okazji Bożego Ciała. Wszyscy, chociaż były z tym pewne problemy. Konkretnie dwa.
Pierwszym problemem był strój siostry Łukaszka.
- Tak nie możesz iść! - sapał dziadek Łukaszka zgorszony. - Widać ci całe ciało!
- To w sam raz na to święto! - ucieszyła się siostra.
Dziadek zaczął jej tłumaczyć, że ciało a Boże Ciało to nie to samo. Siostra Łukaszka poszła się przebrać w coś skromniejszego. Problem jedna pozostał. Siostra miała tak śliczną figurę, że nawet ubrana w worek po ziemniakach nadal przyciągałaby męskie spojrzenia.
Drugim problemem była mama Łukaszka, która oświadczyła, że nie idzie.
- Kościół, która zmusza wszystkich do wszystkiego, nie zmusi mnie abym w tym uczestniczyła - oświadczyła mama Łukaszka. - I zapowiedziała, że robi głodówkę morską.
- Na czym to polega? - zainteresowała się babcia Łukaszka.
- Nie jem kawioru i ośmiorniczek.
- Ależ my ich i tak nie jemy, wszyscy - zauważył tata Łukaszka.
- Tak, ale ja ich teraz nie jem celowo i świadomie! - i zadowolona mama Łukaszka ułożyła się na kanapie.
- Możesz nie iść, ale nie masz prawa krytykować i oceniać - ostrzegł ją Łukaszek.
- Co?! Jak to?! Kto tak powiedział?!
- Midam-Achnik - i Łukaszek pokazał jej na tablecie artykuł z Wiodącego Tytułu Prasowego. Tytuł brzmiał: "Tylko ktoś kto był w SB ma prawo krytykować SB".
Mama walczyła z sobą sześć sekund, po czym skapitulowała i oświadczyła, że pójdzie.
Siostra Łukasza nadal wyglądała oszałamiająco. Zresztą większość pań wyglądała oszałamiająco. Pogoda była ładna, ciepła i słoneczna, więc płeć piękna postanowiła owo piękno pokazać. Tak też stwierdził mąż dozorczyni, pan Sitko, kiedy Hiobowscy wyszli przed blok i zaczęli formować wraz z innymi procesję. Ocena pana Sitko była trzeźwa, bowiem sam pan Sitko był trzeźwy, co się bardzo rzadko zdarzało.
- Piękne te nasze Polki - rzekł pan Sitko wodząc oczami od jednej do drugiej.
- Te burki to zły pomysł - potwierdziła dziadek.
- Nie potępiajmy zaraz wszystkiego - wzrok pana Sitko zatrzymał się na jego niezmiernie wyelegantowanej małżonce.
Procesja ruszyła. Mama Łukaszka z zadowoleniem stwierdziła, że obok niej idzie mama przedszkolaka o imieniu Wiktymiusz, z którą już jakiś czas temu się poznała. Zaczęły więc we dwie krytykować procesję, kościół i prawie wszystko inne.
A procesja szła i szła, krążąc po osiedlu. Ksiądz śpiewał przez megafon, a wierni po nim.
- Od powietrza, głodu, ognia i wojny... A to co?
- Od powietrza, głodu, ognia i wojny... A to co? - powtórzyli mechanicznie wierni.
- Nie, nie, ja się pytam co to jest?! To przed nami?! - spytał wystraszonym głosem ksiądz.
Ludzie zaczęli się cisnąć i przepychać. Przed nimi był jakiś niewielki budynek, którego część leżała w drobnych fragmentach na ziemi, tworząc malownicze ruiny.
- To jest przedszkole, do którego chodzi mój syn - odezwała się głośno z dumą mama Wiktymiusza.
- To było przedszkole - sprostował tata Łukaszka. - Co tam się stało? Gaz wybuchł?
- Nie, bomba - odparła ze spokojem mama Wiktymiusza i zaczęła tonować odzywające się tu i ówdzie krzyki przerażenia. - Ależ proszę państwa, co to za ksenofobia, co to za faszyzm?
- Nie wolno łączyć wybuchu bomby z terroryzmem - odezwała się mocno mama Łukaszka.
- O dziękuję pani, jeden głos rozsądku na tej pustyni nietolerancji. Tak, proszę państwa, to była zwykła domowa bomba, wyprodukowana w mieszkaniu, żaden tam terroryzm, ot, zwykła domowa kłótnia.
- Incydent - dodała mama Łukasza.
- Ale kto to zrobił? - spytał dziadek Łukaszka. - Pewno jakiś uchodźca.
- O, wypraszam sobie! Pan Sadullah nie jest żadnym uchodźcą!
- Polakiem też nie.
- Jest Polakiem, mieszka w Polsce już dwa miesiące!
- A co się właściwie stało, że on to przedszkole, tego? - zaciekawiła się mama Łukaszka. - Chciał zaprotestować przeciwko deptaniu konstytucji przez władzę?
- Niezupełnie - zakłopotała się mama Wiktymiusza. - Jakaś nieodpowiedzialna przedszkolanka zaproponowała aby zrobić teatrzyk. Wystawić bajkę. Wiktymiusz też miał brać w tym udział, na szczęście mu zabroniłam.
- A co to miała być za bajka?
- Trzy świnki. Pan Sadullah jak się dowiedział, że jeden  jego sześciu synów, który chodzi do tego przedszkola, jest jedną ze świnek, to tak się zdenerwował, że przyniósł bombę i zdetonował ją w łazience.
Ludzie krzyknęli.
- Ile osób zginęło? - tata Łukaszka był wstrząśnięty.
- Nikt nie zginął. Zginęły za to wszystkie krany, ktoś prawdopodobnie ukradł i wyniósł na złom. Ci Polacy!
- Może to pan Sadullah wyniósł - odezwał się Łukaszek.
- Co ty chłopcze opowiadasz! On?! Nie masz żadnego dowodu!
- On też jest Polakiem, sama pani mówiła. Ci Polacy!
- A... E... Mniejsza z tym.
- ale jak on mógł coś takiego zrobić, to straszne - skrzywiła się babcia Łukaszka. - Ludzie się męczą, pracują, murują, instalują, a przyjdzie taki i bum i poniszczy.
- Ale ja go rozumiem proszę pani. Świetnie go rozumiem. To wina dzieci. Sprowokowały go. Na bo jak to: świnki? Promować wieprzowinę w ramadanie?
- No i sama pani widzi - rzekł tata Łukaszka. - Fanatyk religijny!
- Co też pan opowiada! - oburzyła się mama Łukaszka. - Pan Sadullah nie jest żadnym fanatykiem! Niemożna łączyć tej drobnej utarczki z islamem!
- Przecież sama pani mówiła, że ramadan...
- Ale islam to religia pokoju! A on wysadził łazienkę!
Wszyscy zamilkli porażeni trafnością tego argumentu.
- Ale my tak nie robimy - próbował bronić się dziadek.
- Robicie, robicie! - atakowała mama Wiktymiusza. - Mało to katolików wysadzało restauracje kiedy im zaproponowali kotleta w piątek!?
--------------
NOWOŚĆ -> marcinbrixen.pl
http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html - blog w formie książki
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:13)