Ryby znikają z Morza Bałtyckiego.

Obrazek użytkownika Łukasz Kuk
Kraj

Obok piaszczystych plaż, śpiewu mew i morskiej bryzy nieodłączną tradycją pobytu nad polskim morzem jest niewątpliwie rozsmakowanie się w rybie kupionej od rybaka. Sęk w tym, że już niedługo obecność ryby na talerzu może być rzadkością a nawet całkowicie zniknąć z menu. 

Otwarcie granic.

W 2004 r. Polska weszła do struktur unijnych stając się jednym z członków wspólnoty. Spowodowało to szerokie otwarcie granic dla którego niedostosowana do nowej rzeczywistości Polska okazała się złotodajną krainą dla niewspółmiernie mocniejszego kapitału zagranicznego, nie mającego konkurencji na polskim rynku.
Zaistniała nowa rzeczywistość dotknęła również rybołówstwo morskie.
Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej zniesiono strefy połowowe przypisane do granic jakie obowiązywały wcześniej. Taka polityka była doskonałą formą ochrony zasobów, ponieważ potencjał połowowy był stosowany wobec tych stref połowowych jakie obowiązywało w obrębie granic. Ten system sprawdzał się przez dziesiątki lat. Po akcesji Polski  do wspólnoty i otwarciu granic strefy połowowe zostały zlikwidowane. Wywołało to wzmożoną aktywność flot rybackich poszczególnych krajów.Na koncentracje ławic które były obserwowane w danych rejonach połowowych Bałtyku zaczęły przypływać armady rybackie różnych państw dokonując odłowów w przyspieszonym tempie. Kwestią czasu było kiedy nadmierne odłowy spowodują przyspieszone wykorzystanie zasobów dostępnych. Odbywało się to bez żadnej kontroli. Komisja Europejska narzuciła kwoty połowowe lecz nie miała żadnych mechanizmów kontroli. Konsekwencją takiej polityki jest ciągłe obniżanie się liczebności ryb w Bałtyku.

Połowy paszowe.

Połowy paszowe są od wielu lat stosowane na Bałtyku. Celem połowów paszowych jest uzyskanie komponentu do produkcji mączki rybnej i granulatu który służy jako karma dla farm łososi hodowlanych i zwierząt futerkowych. Chodzi tu głównie o ryby pelagiczne takie jak; szproty i śledzie.
Połowy paszowe były w zrównoważony sposób stosowane od lat, jednak tak jak w przypadku innych ryb połowy paszowe są przy udziale dużych jednostek stosowane poza wszelką kontrolą, co doprowadza do przetrzebienia ryb pelagicznych na Bałtyku. Polscy rybacy widząc narastający problem w 2014 upominali się żeby ograniczyć takie połowy, pisząc apel który został odczytany w Parlamencie Europejskim . Apel był skierowany do Komisji Europejskiej oraz Międzynarodowej Rady Badań Morza (ICES). Niestety apel został zbagatelizowany. Połowy paszowe przy udziale nieproporcjonalnie dużych jak na warunki Bałtyku sieci dalej powodują odławianie ławic w takich proporcjach które powodują zachwianie w całym ekosystemie, już nie tylko na poziomie odławiania ryb ale w całym łańcuchu pokarmowym.

Z roku na rok kwoty połowów się zmniejszają a i tak rybacy w szczególności ci przybrzeżni nie są w stanie jej wykorzystać. W najgorszej sytuacji jest dorsz którego liczba spadła do tego stopnia, że już słyszalne są głosy ekspertów mówiące, że tego gatunku nie da się uratować. Nawet jeśli Ministerstwo Gospodarki morskiej poszłoby za radą ICES mówiącej o zrównoważonym rozwoju nie wiadomo jak będzie przebiegać proces odrodzenia tego gatunku i jakim skończy się wynikiem.

W swym dyletanctwie i braku konsekwencji w podejmowaniu decyzji brukselskie politbiuro doprowadza do upadku rybołówstwa. Bałtyk nie jest jak przypadku przestrzeni rynkowej polem do bezkolizyjnej ekspansji. Kruche Środowisko wodne, będące obiektem nadmiernej eksploatacji  nie jest w stanie w takim tempie się przystosować do nowych warunków. Niekontrolowane połowy niszczą kruchy ekosystem co w niedługiej przyszłości doprowadzi do upadku rybołówstwa małoskalowego, czyli tradycyjnego folkloru który jest nieodłącznym motywem przewodnim polskiego wybrzeża, i nie pomogą innowacyjne techniki połowowe, tworzenie nowych rynków zbytu dla owoców morza, czy podwyższenie poziomu życia w obszarach przybrzeżnych, celach Zreformowanej Unijnej Wspólnej Polityki Rybołówstwa jeśli nie zostaną zahamowane przemysłowe odłowy na masową skalę.

https://planetaprzemian.blogspot.com/
źródło wikimedia commons zdjęcie Macieklew

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:11)

Komentarze

Przetrzebiono szprotki stanowiące główny pokarm dorsza. Nie ma szproty, nie ma dorsza! W latach 50 i 60 ub. wieku można było chodzić po ławicach dorsza. Jak szła ławica  to szproty i śledzie w Gdyni w rozbitym brytyjskimi bombami Nabrzeżu Prezydenta łowiłam na czerwony kawałek wełny zaczepionej na haczyku. Obecnie cena dorsza dorównuje polędwicy wołowej. I trzeba mieć szczęście by nie kupić padliny wyrzucanej masowo na plaże nie tylko na Małym Morzu kole Pecka!

PS

Belona, przysmak Neptuna, polecam!

http://www.hel.ug.edu.pl/aktu/2003/belona.htm

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

casium

#1571600

Im więcej "ochrony środowiska" tym bardziej jest wszystko niszczone i mniej więcej ta sama zasada obowiązuje również w bardzo wielu zupełnie różnych dziedzinach. Ot choćby im więcej "ochrony prywatności" tym coraz większa inwigilacja i tej prywatności coraz mniej. Albo im więcej "wspierania przedsiębiorczości" tym bardziej dokręca się śrubę i niszczy niezależnych przedsiębiorców. Albo im więcej pochylania się z troską nad dziećmi, którym nie wolno już nawet dać klapsa, tym większa presja aby je bezkarnie i swobodnie zabijać przed urodzeniem, a po urodzeniu przeznaczać na zabawki dla zboków.

Cały ten system już u samych podstaw jest totalnie schizofreniczny, tu wszystko jest na opak, kłamstwo jest prawdą, a prawda kłamstwem. Wygląda jakby Związek Sowiecki był wstępną przymiarką, a żydokomuna mądrzejsza o tamto doświadczenie zaczynała nabierać coraz większego rozpędu.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1571651