Trzy drogi do trzeźwości

Obrazek użytkownika Leszek Smyrski
Idee

Trzy drogi do trzeźwości.

Kiedy człowiek wpada w uzależnienie, nie jest tego świadomy. Dopiero komunikacja z innymi umożliwia dostrzeżenie problemu jaki powstał w jego życiu. Kiedy jednak otrzymuje informacje określające w jakim stadium jest jego choroba, zwykle je ignoruje. Najczęściej informacje otrzymywane są od osób najbliższych, którzy jako pierwsi zaczynają odczuwać dolegliwości choroby kogoś, kogo kochają. Choroba sprawia, że uzależniony rozpoczyna manipulacje informacjami, aby ukryć stan rzeczy. Jednocześnie zasoby, które powinien przeznaczać na pielęgnację relacji z najbliższymi, przeznacza na chorobliwe zachowania. Uzależnieni przypominają w tym ludowe opowieści o transylwańskich wampirach, które atakują najbliższych, bo ci są wobec nich najbardziej bezbronni. Uzależniony umie każdą historię opowiedzieć w taki sposób, aby jego choroba jawiła się w szlachetnym świetle.

Uzależniony staje przed decyzją, jak potraktuje informacje o swojej chorobie. Najczęstszą reakcją jest zignorowanie tej wiedzy, czasami jednak uzależniony akceptuje prawdę, ale postanawia niczego nie zmieniać. Pewna grupa w końcu decyduje się na osiągnięcie trzeźwości, tylko ich dotyczy dylemat, który właśnie opisuję.

Uzależnienie można porównać do stanu zakochania, choroba polega na tym, że obiekt miłości jest szkodliwy dla zakochanego. Leczenie choroby jest więc odkochiwaniem się.

Jakież więc są te trzy drogi?

Pierwsza to radykalna przemiana życia, oparta o pracę w grupie, autoreferencję i medium prawdy. Odbywa się zwykle w zamkniętym ośrodku i polega na zburzeniu i odbudowie własnej osobowości. W tym wariancie mamy do czynienia z radykalnym zerwaniem z uzależnieniem, przejściem procesu żałoby i pożegnania nałogu. Kiedyś opiszę bardziej szczegółowo, w oparciu o własne doświadczenia i obserwacje.

Druga opiera się na odwlekaniu momentu powrotu do aktywnego picia lub ćpania. Horyzont uzależnionego obejmuje jedynie najbliższe 24 godziny. Oczywiście musi być oparty o medium prawdy i autoreferencję, ale trzeźwiejący sam decyduje o tempie procesu. Autoreferencja jest zawarta w programie 12 kroków, które trzeźwiejący przerabia z jakimś bardziej doświadczonym przewodnikiem. Grupa nie ma takiego wpływu jak w pierwszym przypadku, ale stanowi środowisko i system odniesienia.

Trzecia droga jest najrzadziej wybierana i nigdy nie widziałem efektu w momencie gdy zachodził, znam jedynie z opowieści i z historii życia tych, których to spotkało. Polega na szybkiej duchowej przemianie. Nieszczęśnik prosi o pomoc Boga i ją otrzymuje. To oczywiście wiąże się z wiarą, ukrytą głęboko pod epistemologiczną warstwą świadomych rozważań. Tu najbardziej musi być spełniony warunek komunikacji przez medium prawdy i miłości jednocześnie.

We wszystkich trzech przypadkach jednak konieczna jest chęć zmiany. Musi zostać nawet nieświadomie wyartykułowana. Oczywiście należy pamiętać, że wszystko może odmienić się w jednej chwili i cała trzeźwość przepadnie, po wypiciu kieliszka alkoholu.

Mija 20 lat od czasu gdy miałem w ustach piwo. Jedyne czego się boję w życiu, to łyk alkoholu albo działka narkotyku. Cała reszta ułoży się jak zechce Bóg. Dla tych z Państwa, którzy są jak ja z dawnych czasów życzę trzeźwości bo jest niezbędna. Pozostałym życzę trzeźwości, bo jest korzystna.

Wszystkim życzę szczęścia.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:5)

Komentarze

"Mija 20 lat od czasu gdy miałem w ustach piwo. Jedyne czego się boję w życiu, to łyk alkoholu albo działka narkotyku."

 

i tak trzymac przez kolejne 20 lat

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1546988

Wystarczy sobie mówić: DZISIAJ nie piję.

Albo: dzisiaj nie palę, jeśli ktoś chce rzucić palenie. I tego się trzymać przez dwadzieścia lat lub więcej. Poza tym autohipnoza polegająca na obrzydzeniu sobie używki. Tak zrobiłem z paleniem i nie palę już naście lat. Nawet gdybym chciał to nie mogę, gdyż smród papierosa działa na mnie wymiotnie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

ość

-----------------------------------

gdy prawda ponad wszystko, życie bywa piękne

wtedy żyć się nie boisz i śmierci nie zlękniesz

#1546996

był, przez szereg lat, ośrodek leczenia uzależnienia alkoholowego - prowadzony przez pastora luterańskiego - trzeźwego alkoholika. Opłaty za pobyt w ośrodku były raczej minimalne (ośrodek nie korzystał, z tego co wiadomo było w przeszłości) ze wsparcia państwowego, uczestnicy sami wykonywali prace niezbędne do funkcjonowania ośrodka. Warunkiem zaakceptowania uzależnionego na kurację była chrześcijańska wiara w Boga Jedynego. Praca była raczej wytężona, łączona umiejętnie z modlitwą i nauką. Po trzymiesięcznym okresie rehabilitacji - wiele osób  wracało  do społeczeństwa.

Od przeszło jedenastu lat nie wiem, jak potoczyły się losy ośrodka.

Porównując nieco inne doświadczenia, amerykańskie, pastora Wilkersona  z ludźmi uzależnionymi od narkotyków powinnam dodać że osoby, które doświadczyły "chrztu" w Duchu Św. czy Odnowy w Duchu Św. zostawały trwale uwolnione.

Natomiast dziennikarka, która zaczęła "badać" sprawę uwolnienia, wpierw z pozycji mocno negatywnej ("uwolnienie to oszustwo i nie jest możliwe") gdy przeszła, wskutek obserwacji i zdobytej wiedzy, na pozycje przyznające możliwość prawdziwości takiej drogi - została "przywołana do porządku" - odebrano jej fundusze przeznaczone na badanie przemiany osób uzależnionych, pod wpływem działania Mocy Bożej. Zdarzyło się również, że człowiek którego, po Odnowie, pochwycili członkowie gangu, a chcąc go znów uzależnić - wstrzyknęli mu "działkę" - nie odczuł działania narkotyku i nie popadł ponownie w taką zależność. Czyli - dla Boga nie ma nic niemożliwego.

Pozdrawiam!

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1547005

...na chrzest w duchu św. Nie ma czegoś takiego w kościele katolickim. Tego typu "zabawy " uprawia się w protestantyzmie, u zielonoświątkowców lub innych odnowicieli. To jest zwyczajna herezja....a więc i uzdrowienia nie mogą być trwałe. Tam działa każda inna moc ...a zwodzicielom a kysz !

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1547007

Doświadczenie Pięćdziesiątnicy (biblijne!) - to, twoim zdaniem "zwyczajna herezja". I dary Ducha Świętego zapewne także. W tym dar rozeznawania duchów (aby rozeznać, czyją mocą dzieją się cuda). Chrystusa Pana współcześni faryzeusze także oskarżali, że czyni cuda "mocą Belzebuba".

Więcej pokory, więcej znajomości Słowa Bożego, więcej modlitwy (z pokutą). Pycha kroczy przed upadkiem.

A co może być trwale - wie sam Bóg oraz ci, którym okazał swą łaskę (pokorni, nie aroganccy).

Ode mnie - dobrze zasłużony minus.

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1547011

...i protestancki chrzest w duchu św. to dwie różne sprawy. Nie mieszaj i nie mąć..jak to masz w zwyczaju. Przeczytaj jeszcze raz to co napisalam a ponadto uzupełnij wiedzę na ten temat....bo ignorancja, jaką w tym temacie się popisałaś...w pewnym wieku nie przystoi.
Pałuj, pałuj ile wlezie...to ci dotychczas wychodzi najlepiej ale nie musisz się tym chwalić bo i tak wszyscy wiedzą kto tu najlepiej pałuje.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-4

Verita

#1547022

nadal istnieje Chrześcijański Ośrodek dla Osób Uzależnionych Nowa Nadzieja w Janowicach Wielkich k/Jeleniej Góry.

Zainteresowani, zwłaszcza rodziny, mogą poszukiwać samodzielnie.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1547100