Zapomniany twórca III RP

Obrazek użytkownika Leopold
Blog

My wszyscy z Wałęsy. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, co nie głosował na Wałęsę.
Dopiero po 30 latach spora grupa Polaków zdołała oswobodzić swoje mózgi z matriksu medialnego. Jednak wciąż są rodacy impregnowani na fakty, uważający noblistę – konfidenta za proroka, który zdołał przeprowadzić nas przez morze czerwone (morze to jakoś dziwnie rozstąpiło się przed "prorokiem"). Oprócz notorycznych Halickich i Kierwińskich całkiem liczna grupa obywateli RP miast i WSI uważa, że Kuroń i Michnik, Geremek i Mazowiecki, Kiszczak i Jaruzelski, to ojcowie polskiej demokracji. Przemiana pierwszej komuny w państwo teoretyczne nie byłaby jednak możliwa bez mrówczej pracy innych, dziś już zapomnianych. Takim zapomnianym ojcem – założycielem III RP był Artur Hajnicz.

Artur Heinisch (późniejszy Hajnicz) urodzony we Lwowie, w 1920 r. mając lat czternaście wstąpił do nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, będącej moskiewska agenturą w II RP.
Jako gimnazjalista był komunistyczną wtyczką w lwowskich młodzieżowych organizacjach syjonistycznych pod pseudonimem "Grisza". W roku 1940 wstąpił do Komsomołu razem z Jankiem Krasickim i Michałem Brystygierem (synem "Luny"). Od 1944, już jako "Hajnicz" był oficerem polityczno – wychowawczym w armii Berlinga, kierował "grupą ochronno - propagandową" w referendum 1946 roku (tj. zajmował się fałszowanie jego wyników). Później był szefem Wydziału Propagandy w Zarządzie Polityczno-Wychowawczym i szefem Wydziału Informacji Oddziału II Głównego Zarządu Politycznego (Informacji Wojskowej).
Był redaktorem naczelnym "Żołnierza Wolności" w najgorszym, stalinowskim okresie. Później na czas udało mu się ewakuować do cywilnego "Życia Warszawy", gdzie z czasem awansował do funkcji zastępcy redaktora naczelnego. Dzięki temu uniknął nagonki antysemickiej w 1968 roku, a nawet udzielał się w atakach na "syjonistów".(!)
Cały czas będąc członkiem PZPR, Hajnicz rozpoczął "drugą młodość" w czasach.rodzącej się "Solidarności”.To właśnie on wyszukał ekspertów do pomocy strajkującym stoczniowcom w sierpniu 1980 r. .... na prośbę premiera Jagielskiego.

Jego życiorys był "modelowy" – cały legion podobnych postaci miał niemal identyczne życiorysy. Nic dziwnego, że wielu ziomków znalazło się w notesie Hajnicza i zostało zaprotegowanych na doradców Solidarności. Najlepszym przykładem może być płk. Wiktor Herer (śledczy Rodowicza – "Anody"), który po zakończeniu pracy w UB został naukowcem, a po wielkich przemianach publikował w "Tygodniku Solidarność" jako doradca związku. "Tygodnik Solidarność", periodyk wywalczony przez związek w 1980 roku, kierowany był przez Tadeusza Mazowieckiego wraz z sekretarzem redakcji Arturem Hajniczem. Gdy w roku 1989 "Tygodnik Solidarność" został powtórnie uruchomiony (również pod kierunkiem Mazowieckiego), znalazł się tam także płk. Hajnicz.
W "wolnej Polsce" pułkownik został dyrektorem Ośrodka Studiów Międzynarodowych przy Senacie RP i jako fachowiec uczestniczył w wielu delegacjach zagranicznych Senatu.
Po wstąpieniu Polski do UE, Niemcy liczyli na odszkodowania i rekompensaty za mienie pozostawione na Ziemiach Zachodnich. Potrzebny im był doświadczony propagandysta do urabiania polskiej opinii publicznej. Znaleźli go w postaci Artura Hajnicza, który przeszedł do pracy w Polskiej Fundacji Robera Schumanna. Zaczął się specjalizować w stosunkach polsko - niemieckich na "odcinku" przymusowych wysiedleń ludności niemieckiej. Pracodawcy docenili działania pułkownika Hajnicza i nagrodzili go wysokim niemieckim odznaczeniem Wielkiego Krzyża Zasługi z Gwiazdą Orderu Zasługi.
W 1995 roku pytany, czy Polacy powinni przeprosić za wysiedlenia, Hajnicz powiedział, że polskie społeczeństwo jeszcze nie jest na to gotowe (ale prace trwają).
Na przekładzie "Griszy" widać jak złowroga i długotrwała była działalność lwowskich inteligentów - członków Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Dlaczego po przyłączeniu polskich Kresów wschodnich do sowieckiej "macierzy" różne Szechtery, Bristigery, Humery i Herery nie zostali we Lwowie, tylko ruszyli "w Polskę"? Widocznie ich zadania nie zostały jeszcze wypełnione...

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

Szokujące. 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

#1553956

 - wpierw  marksista, specjalizujący się w epistemologii (teorii poznania); następnie ideolog eurokomunizmu, pod koniec życia podobno zbliżający się w poglądach do antyglobalistów.

Protegował Michnika, rekomendował Jaruzelskiego do Pokojowej Nagrody Nobla, odznaczony przez Kwaśniewskiego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski...

To on się cieszył, gdy do Lwowa wkroczyli Moskale. Potem, za Niemców, uciekł do Moskwy. Miał jeszcze szereg innych "brudów" na rękach.

Czy ta cała banda ze Lwowa musiała przenosić się "na Zachód"? I "budować" nam kolejny komunistyczny kryminał?

Pozdrawiam,

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1553971

Taką kategorię wprowadzili Austriacy w swoich statystykach ludnościowych. Posługujący się jęz. polskim Żydzi w Galicji byli znacznie bardziej zasymilowani niż Żydzi mówiący jidisz w "Kongresówce". To poprawiało statystyki Polaków do Ukraińców w Galicji Wschodniej. We Lwowie było 32 % Żydów, ale podobno aż 60% lekarzy i 70% profesorów było pochodzenia żydowskiego!
Lwowscy Żydzi wnieśli wspaniały wkład w polską kulturę, ale działalność (kolaboracja z bolszewikami) lwowskich inteligentów żydowskiego pochodzenia podczas sowieckiej okupacji i po wojnie, wspominamy ze zgrozą.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Leopold

#1554015