Demokracja? Ki diabeł? I coś o lewactwie...

Obrazek użytkownika krzysztofjaw
Świat

Dzisiaj krótko.

 

W słynnej, polskiej i jednej z najlepszych komedii "Sami swoi" Leonia Pawlak w pewnym momencie - dając Kazimierzowi granaty do Sądu -  stwierdza: "Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie".

 

Przez nas wszystkich wówczas i chyba dzisiaj był to przedni, ale ciepły żart, z którego się śmieliśmy i dalej śmiejemy. W zamierzeniach twórców filmu był to absurd, absurd nierealny i niejako satyrycznie godny potępienia. Chyba - oglądając ten film - nawet współcześnie wydaje nam się, oczywiście jako Polakom, to surrealistyczne i  humorystyczne.

 

Niestety tamten kadr z filmu obecnie wśród elit demoliberalnych jest jak najbardziej realny i rzeczywisty.

 

Bo jak inaczej można odnieść się do decyzji PE dotyczącej dymisji R. Czarneckiego z funkcji wiceprzewodniczącego tej unijnej instytucji.

 

Parafrazując stwierdzenie Leonii Pawlak, dziś globalni i ideologiczni lewaccy demoliberałowie, politpoprawni totalitaryści wyznają bowiem zasadę: "Demokracja demokracją, ale demokratyczna racja musi być po naszej stronie".

 

Czyż tak  nie jest?

 

Odwołam się do Ryszarda Czarneckiego, który stwierdził: "Gdyby nie zmiana trybu głosowania, że nagle głosy wstrzymujące zostały, owszem, uznane za ważne, aby było kworum, a już są nieważne przy obliczaniu dwóch trzecich, to dalej byłbym wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego" [1].

 

Z czym więc mamy do czynienia?

 

Z czymś niezrozumiałym,  które elity unijne i chyba ogólnie globalne uznają za normalne: można zmieniać niby demokratyczne prawo  tak, żeby te niby demokratyczne głosy pozwalały na uzyskanie zamierzonego i ustalonego przez nich efektu. To jakaś aberracja i kompletne zlekceważenie wszelkich uznawanych przez wszystkich pierwotnych tzw. wartości demokratycznych związanych z samą istotą demokracji, zarówno sensu stricto, jak i sensu largo. To neomarksistowska "dyktatura proletariatu", z tym że owym "proletariatem" są dziś elity, są globalnie rządzący i decydujący o losie nas wszystkich.

 

Czy ktoś jeszcze pamięta, że w Polsce taką totalitarną demokrację wprowadził już neomarksistowski, uratowany w okresie wojennym przez Polaków o nazwisku Geremek a mimo to skrajnie antypolski Żyd Bronisław Geremek, kiedy w trakcie procesu wyborczego w 1989 roku zmienił prawo tak, aby jednak krajowa lista postkomunistów - mimo prawnej i wyborczej porażki – dostała się do Sejmu?

 

Czy ktoś jeszcze pamięta referendum unijno-traktatowe w Irlandii. Irlandczycy w demokratycznych wyborach powiedzieli zdecydowane "nie", ale oczywiście demoliberalne i lewacko-postmarksistowskie elity nie przyjęły do wiadomości tegoż faktu... bo nie był zgodny z ich oczekiwaniami. Więc co zrobili? A piać zarządzili ponowne głosowanie i gdy wynik był dla nich korzystny to je uznali za ostateczne. Sądzę, że gdyby nawet to drugie głosowanie było dla nich niekorzystne, to... za każdą cenę przeprowadziliby następne aż do przewidzianego przez nich skutku.

 

Podobnie było z tzw. Konstytucją Europejską. Jak się okazało, że Francuzi i Holendrzy powiedzieli "nie" to samozwańcze skretyniałe i mitomańskie lewackie elity zmieniły nazwę owej konstytucji na "Traktat Lizboński" i zarządzili ponowne głosowania, które tak przygotowali, aby w końcu zmusić wszystkie kraje unijne do jego przyjęcia.

 

Dla nich demokracja jest wtedy, kiedy uznają, że dane wydarzenie jest wedle nich demokratyczne tak jak Żydzi uznają za tzw. "antysemitów" tych, których oni sami za takowych uznają. To tkwi w ich głowach: "wyższość" nad wyborczym motłochem.

 

To jest ideologiczno-mentalno-kulturowo-duchowy neokomunistyczny totalitaryzm i to totalitaryzm jeszcze gorszy niż komunizm wojenny. Pisałem o tym wielokrotnie, ostatnio m.in. tak:

 

"Chodzi bowiem o przyszły kształt Unii Europejskiej, już bez UK: czy powróci ona do pierwotnej idei jej powstania zgodnie z założeniami jej ojców-założycieli, czyli będzie to związek silnych i suwerennych państw narodowych opartych na wartościach chrześcijańskich (Europa Ojczyzn) czy też stanie się beznarodowym i lewacko-demoliberalnym jednym państwem Europa, pozbawionym granic państwowych i wszelkiej tradycji oraz odrębnej narodowo kultury i historii określonych państw, którą zamieszkiwać będą wymieszani narodowościowo i rasowo bezwolni i konsumpcyjno-hedonistyczni mieszkańcy i w której dominującymi religiami/ideologiami będą: z jednej strony wojujący islam a z drugiej pozbawiony chrześcijańskich korzeni liberalno-politpoprawny i genderowy ateizm w nowej lewackiej formie.

 

Chore ideologicznie, postmarksistowskie i wyobcowane elity unijne chcą tej drugiej, anaturalnej i sztucznie wykreowanej Europy czyli inaczej ZSRR-bis w postaci „Związku Socjalistycznych Republik (Landów) Europejskich”.

 

Na przeszkodzie realizacji tej utopii stoją kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które już przeżywały ideologiczny komunizm i zauważają, iż obecna ingerencja brukselskich elit w wewnętrzne sprawy narodów i państw staje się jeszcze większa i twórczo – poprzez idee A. Gramsciego, A. Spinelliego i Szkoły Frankfurckiej - rozwinięta niż nawet ingerencja Komisarzy Ludowych i przywódców ZSRR.

I też ta ingerencja jest o wiele groźniejsza bowiem dotyczy przede wszystkim – mówiąc językiem K. Marksa – nadbudowy, czyli ogółu instytucji, działań, form świadomości społecznej całej Europy. Obejmuje państwo i organy jego działania, instytucje wychowania i kształcenia, naukę, religię, rodzinę, prawo, moralność, sztukę, filozofię, doktryny społeczne i polityczne i wiele innych. Jest to m.in. ziszczeniem słynnego komunistyczno-lewackiego „marszu przez instytucje” nakazanego przez A. Gramsciego i budowaniem nowego „postępowego” i pustego wewnętrznie człowieka pozbawionego wartości, własnych osądów i własnej religii, moralności, tradycji, więzów rodzinnych i społecznych, własnej kultury i tożsamości narodowo-historycznej, etyczno-moralnych norm postępowania. Człowieka wyzutego z człowieczeństwa i podmiotowości indywidualnej i zbiorowej, człowieka zatomizowanego i w dużej mierze pozbawionego wszelkiej własności oraz spauperyzowanego i ubezwłasnowolnionego – poprzez szeroko rozumianą lichwę – finansowo [2].

 

 

Nigdy nie byłem i nie jestem demokratą. Uważam, że jest to najgorszy i anaturalny ustrój formułujący zasady współżycia społecznego. Natomiast pierwotna idea bez-przymiotnikowej demokracji jeszcze mogłaby być przez wielu akceptowalna, natomiast jej współczesna wersja, wersja tzw. demokracji liberalnej (lewacki i totalitarny demoliberalizm) jest jeszcze gorsza, jest po prostu antyludzka i jest największym koszmarem jaki dziś spotyka niemal wszystkie narody. Jest duchowym, moralnym, kulturowym i intelektualnym ludobójstwem na ludzkości. I wszyscy jej liderowi piewcy i cyniczni wyznawcy winni być traktowani jako morderczy ludobójcy, ludobójcy ducha i umysłu, ludobójcy naturalnego człowieczeństwa.

 

To na razie tyle...

 

I jeszcze ku refleksji. Warto nieraz oglądać filmy animowane dla dzieci stworzone przez chorych demoliberałów, szczególnie te prześmiewcze i najbardziej lubiane. To tam już rozgrywa się "aksamitna i perfidna" batalia kulturowych neomarksistów, neokomunistów o dusze i sposób myślenia tych najmłodszych.

 

Cała seria "Pingwinów z Madagaskaru" i wszelkich innych filmików z "Madagaskarem" (warto wygooglować z czym się "je i kojarzy" ów Madagaskar) w tle czy też np. "Król Julian". Nie pisałbym akurat o tym dzisiaj, ale wczoraj właśnie oglądałem tegoż "Króla Juliana". Cały odcinek był poświęcony deprecjacji rodziny i pozytywnej promocji możliwości np. "kupowania przez rodziców  brata dla Juliana". Przez 20 minut ten - notabene przesympatyczny - Julian negatywnie i kategorycznie szyderczo odnosił się do swoich rodziców a w pewnym momencie stwierdził: "Jak oni mogą być rodzicami, czy na to nie ma jakichś egzaminów".

 

Śmieszne? Może dla niektórych, ale zalecałbym głębszą refleksję. Jednym z haseł lewackich, kulturowych marksistów jest deprecjonowanie człowieka i uważanie go za zło niszczące planetę. Stąd koszmarna idea tzw. "zrównoważonego rozwoju", stąd obwinianie nas - ludzi o mityczne ocieplenie klimatu (czy ktoś jeszcze pamięta kampanię straszenia "dziurą ozonową"? - znikła, bo takowej nie było a była tylko wymysłem demoliberalnych idiotów), stąd postulaty o ograniczeniu ludzkiej populacji i też naszej prokreacji, stąd większa dbałość o karpie, zwierzęta, drzewa, powietrze czy ogólnie środowisko niż dbałość o ludzkie życie (też te nienarodzone), stąd eugenika, eutanazja i aborcja czy promowanie antykoncepcji i tzw. supremacji ludzkiej woli, choćby była dewiacyjnie sprzeczna z naturą (np. homoseksualizm, pedofilia, zoofilia - podobno już powstał pierwszy "burdel" dla ludzi, w którym "dziwkami" są psy, tak psy!!!). Chore? To mało powiedziane... jak hipokrytycznie chore jest akceptowanie przez te same "ekologiczne" elity żydowskich, rytualnych zarzynań zwierzyny... to jest dobre a rodzenie dzieci złe?

 

Czyż wobec tego nie czekają nas zatem w przyszłości - o czym humorystycznie wspomniał "Król Julian" – egzaminy na rodzica, egzaminy, które będą nam zezwalały lub zabraniały posiadania dzieci? Kto będzie o tym decydował i jakie będą kryteria? Gdzie się podzieje wychowanie dzieci? Pytania chyba retoryczne...

 

Warto też prześledzić twórczość w większości żydowskich, hollywoodzkich lub innych wytwórni filmowych... Już od lat 60-tych ich filmy są odzwierciedleniem chorych i antychrześcijańskich oraz podprogowo promujących globalne zarządzanie i sterowanie ludźmi idei. Nasza "Seksmisja", "Matrix", "Harrison Bergeron" (szczególnie polecam), "Gamer", "Geostorm", "Push", "Operatorzy umysłu", filmy katastroficzne i przepowiadające inwazję "obcych" i wiele innych... to filmy przepowiadające oczekiwaną przez globalistów przyszłość: np. 500 mln ludzi zarządzanych przez "garstkę wybranych". Tak modeluje i przygotowuje się nas na stanie się przez nas niewolnikami, podludźmi...

 

Czy tego chcemy i jaki ma to związek z "władzą ludu", demokracją? I czym współcześnie jest ta demokracja? "Ki diabeł"?

 

P.S.

 

Wczoraj po raz kolejny obejrzałem jeden z moich ulubionych filmów pt.: "Misery"z  roku 1990. Obejrzałem go po wielu latach, ale teraz zauważyłem, iż główna, negatywna, psychopatyczna i ludzko odrażająca  bohaterka przez cały film na sweterku nosiła katolicki "Krzyż Chrystusa". Czy to był przypadek? Wątpię. Przecież katolicy noszą swoje święte medaliki na gołym ciele, pod ubraniem... I nie mogę znaleźć hollywoodzkich  produkcji, gdzie Żyd lub Żydzi byliby bohaterami negatywnymi a ich Menora ukazana byłaby w złym świetle. Ktoś możne zna?

 

[1] https://wpolityce.pl/polityka/380466-czarnecki-ujawnia-kulisy-odwolania-...

[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2018/01/czy-zmierzamy-we-wasciwym-kieru...

 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

kjahog@gmail.com

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)