Rudolf Weigl, pan redaktor Wójcik, prof. Wacław Szybalski i inni. Mity? Czy fakty! (cz. III)

Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska
Historia

Jestem dziś mocno rozgoryczona. Choć - czego się można było spodziewać po rezolucji PE.

A poza tym - tak jakoś to "współgra" z pytaniem Arthura Allena na temat Profesora Weigla - czemu po wojnie nikt z osób, które zawdzięczały Mu życie - nie stanął w Jego obronie!

A czemu, w obronie Polski, przeciw Stalinowi, nie stanęli alianci? Chyba Jałta Kaczmarskiego daje dobrą odpowiedź!

Moje rozgoryczenie dotyczy również ostatniej pozycji na temat prof. Weigla, autorstwa Arthura Allena. Mam bardzo wiele obiekcji wobec tej publikacji. Znów - motyw przewodni - pochwała, ale nie prof. Weigla. Jest oczywiście barwny opis (nawet liczne opisy) prof. Szybalskiego i jego rodziny. Rodzina - jak się okazuje - ziemiańska. No to kolejny "kamyczek" do ogródka prof. Szybalskiego. Jakże on, pochodząc z takiej rodziny, będąc członkiem AK, i uczestnicząc w działalności sabotażowej przeciw Niemcom i Moskalom - tak bezkolizyjnie zaczął robić karierę w Polsce, podróżując do Danii, a ostatecznie - wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych AP. I dlaczegóż - będąc "tam" - nie wykazywał się specjalną aktywnością dotyczącą osoby Profesora (a później pamięci o Nim)  - aż do roku 2000?

A dlaczego nie "walczył" o Weigla Ludwig Fleck? A Stefan Kryński?

No cóż - wyjaśnienie jest chyba dość proste. Zarówno Kryński, jak też Fleck robili w Polsce komunistycznej karierę. Fleck musiał znać politycznego przeciwnika Weigla, którego poprzednio określiłam jako "mistrza marionetek", chciałoby się powiedzieć - kukieł.

Nie jest, przede wszystkim, prawdą że Lublin, gdzie prof. Fleck zaczął karierę powojenną, był miastem zrujnowanym, jak twierdzi Arthur Allen. Wręcz przeciwnie! Od początku działał Uniwersytet, szkoły, szpitale, wojsko. Niemcy, podczas wojny, zniszczyli natomiast lubelskie getto.

Było jednak "coś za coś". Czy jest pan z nami, czy - przeciw nam? Trzeba się wyraźnie określić!

To kwestia postawiona memu Ojcu przez Zdzisława Raabe'go, rektora UMCS, na początku roku akademickiego 1949/50, wkrótce po (pozytywnie przeprowadzonej) obronie rozprawy doktorskiej. Takiego "wyraźnego określenia" oczekiwano od każdego naukowca, jeśli pragnął robić karierę.  Sądząc z dalszej historii wymienionych wyżej osób - "określiły się" one "pozytywnie". Inaczej było z Weiglem, także - z moim Ojcem. Ojciec odpowiedział, że nie zamierza robić kariery politycznej, tylko - naukową. Co odpowiedział Weigl - można się domyślać. Jednak tego wątku nie poruszył ani Redaktor Wójcik, ani prof. Szybalski.

31 grudnia 1949 Ojciec zaczął swoje opus magnum we Wrocławiu. Choć nie bylo ono tym, które sobie wcześniej wyobrażał. Przede wszystkim - musiał porzucić swoje badania, rozpoczęte we Lwowie, nad metamorfozą płazów neotenicznych (przeobrażeniem płazów, które zdolne są rozmnażać się - w postaci larwalnej).

Co do szczepionki produkowanej przez doktora Flecka w Buchenwaldzie... Z opracowania  Arthura Allena wcale nie wynika, że była to szczepionka pełnowartościowa. Być może więc te różne, ostatnio "masowo produkowane" opowieści o "gorszej, bo wojennej jakości szczepionki" z Instytutu Weigla - to "pendant" do tych różnych, rzeczywiście bezwartościowych, "produkcji".

Wreszcie - taki passus: "Ryszard Wójcik, dziennikarz, który zrobił wiele, by przywrócić Weiglowi pośmiertną sławę, wyjaśnia to w tekście Pakt z diabłem. Cytuje dawnego karmiciela wszy, który po wojnie został ważnym uczonym i tak się wypowiadał w połowie lat dziewięćdziesiątych pod warunkiem zachowania anonimowości:

Pyta pan o granice kompromisu? Powiem panu szczerze: w tym kraju, skazanym od dwóch stuleci na pogwałcenie godności jego obywateli, na wieczne rozdarcie między jałową Niezłomnością a „racjonalną” kolaboracją w imię Przetrwania Wartości – jest tu od dawna miejsce dla kategorii Niezłomnych: to błogi i przytulny piach cmentarny.

Wszyscy Niezłomni i Bez Skazy leżą już na cmentarzach. Rozstrzelani, polegli, samobójczo wyzwoleni. …"

Po pierwsze - to nie "dawny karmiciel wszy" ani też "ważny uczony". To Docent Edward Zubik, ktorego slowa cytuje red. Wójcik w swym ostatnim "dziele" na temat prof. Weigla. Docent Zubik nigdy nie karmił wszy, i z Instytutu odszedł przed wojną, wskutek dość głupiego nieporozumienia z prof. Weiglem. Nieporozumienie załagodzone zostało dopiero po wojnie.

Doc. Zubik był dziekanem (i dobrym organizatorem) Wydziału Zoologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego, natomiast większego dorobku naukowego nie posiadał...

I następny passus:  "W latach osiemdziesiątych, na spotkaniu historyków medycyny we Wrocławiu, dawny asystent Weigla Zbigniew St.... powiedział, że Fleck nigdy nie powinien był pracować dla hitlerowców w obozach – lepiej było popełnić samobójstwo".

Tym razem nie wiem kto tak podłe kłamstwo "spłodził" - prof. Szybalski ? red. Wójcik czy Arthur Allen? Gdyby był nim ktokolwiek z tych trzech - winien odpowiadać za oszczerstwo. Mój Ojciec był człowiekiem głębokiej wiary, i nigdy w życiu nie twierdził czegoś podobnego! Zwykłym łajdakiem jest ten, kto coś takiego ogłasza!

Mówiąc natomiast o posiedzeniu Towarzystwa Historii Medycyny, do którego Ojciec należał, to - w 1958, kilka miesięcy po śmierci Profesora - pod wpływem starań Ojca - poświęcono Profesorowi Weiglowi jedno z wiosennych posiedzeń Towarzystwa. Utkwiło ono w mojej pamięci szczególnie mocno - gdyż ręcznie przepisywałam tekst odczytu, który przygotował wówczas Ojciec. Działo się to na krótki czas przed moją maturą. I jakoś wówczas nikt inny nie kwapił się do wspominania Profesora Weigla

Jeszcze kolejna "rewelacja": "...podczas wojny...St.... zajmował się biologią i metabolizmem wszy, Kryński skupiał się na toksyczności R. prowazekii..." Zgodnie z faktami - podczas wojny - Ojciec był kierownikiem działu produkcji szczepionki, przyszły profesor Jan Starzyk (określany przez Allena "asystentem Weigla"), w tamtym czasie - był szefem produkcji szczepionki w Instytucie, natomiast przyszły profesor Stefan Kryński pełnił raczej podrzędną rolę, co wyjaśnia w swoich wspomnieniach. 

Są jednak pewne interesujące informacje w opracowaniu Arthura Allena. Np. o współpracy Przybyłkiewicza ze Służbą Bezpieczeństwa. I bardzo negatywna opinia Zofii Bujwidowej - o Przybyłkiewiczu. Na temat innych szczegółów dotyczących Przybyłkiewicza nawet pisać nie warto.

Jest też rzetelna informacja dotycząca pierwszej Żony Profesora - osoby z wyższego niż Profesor kręgu społecznego, pięknej, kulturalnej Pani. W odróżnieniu od prof. Kryńskiego, który pisał o Andzie Herzig, że "była kobietą Jego (Weigla) życia" - Allen artykułuje rzeczywiste walory Zofii z Kulikowskich. I, w sposób wierny, przedstawia sytuację rodzinną Profesora. 

Od siebie dodam, że - wbrew twierdzeniu prof. Szybalskiego - administrację w Instytucie, do swojej śmierci, prowadziła Zofia Weiglowa, a nie ojciec Wacława Szybalskiego. Gdyby natomiast prof. Weigl spotkał Andę w czasach sprzed pierwszego ożenku - nawet by na nią nie spojrzał. Bez wyksztalcenia, do Zakładu Biologii przyszła jako rysowniczka, robiła studia pracując, niezbyt urodziwa, dość oschła, bez "zaplecza" towarzyskiego. Jej spryt przydatny był podczas wojny, zwłaszcza podczas doboru pracownikow Instytutu. Po wojnie - wsparciem dla Profesora raczej nie była.

Powinnam jeszcze wyrazić wdzięczność profesorowi Szybalskiemu, który w liście do redakcji Academia  w sprawie artykułu Józefa Kozieleckiego Polski "Schindler" (http://www.portalwiedzy.pan.pl/images/stories/pliki/publikacje/academia/...) kategorycznie sprzeciwił się temu określeniu, jako uwłaczającemu Profesorowi Weiglowi.
Cóż - habent sua fata libelli, a Osobowości mają swoich apologetów i wrogów. Nikt, kto poznał Weigla - nie mógł wobec Niego pozostać obojętny.
Ideą mego Ojca było rzetelne, historyczne opracowanie "Osoby i Dzieła prof. Weigla" - jako wkładu do Historii Medycyny.

 

Może znajdzie się ktoś, kto nie budując własnych mitów - tak jak czyni to red Wójcik, czy ostatnio Arthur Allen - zajmie się rzeczywistymi faktami.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

"bohaterskiej" historii rodziny Szybalskich w dziejach Instytutu, to cytowana, przez Arthura Allena informacja o ojcu prof. Wacława Szybalskiego. Gdyby nie megalomania (chyba) prof. Szybalskiego - owa informacja nie powinna znaleźć się w żadnej publikacji. Otóż, wg Allena, ojciec profesora Szybalskiego przewodniczył klubowi myśliwskiemu, do którego należeli Weigl z synem Wiktorem (Turkiem).

Ciąg dalszy historii - to wspomnienie któregoś z przyjaciół Weigla, już nie publikowane ani u red. Wójcika, ani u Allena.

Otóż zdarzyło się, podczas któregoś z polowań, że Weigl lub Turek, nie "strzelili" sarny, która wyszła na ich stanowisko z młodym koziołkiem. Prezes klubu natychmiast "zaatakował" Weigla, że takie postępowanie naraża klub na straty. Reakcja Weigla była dla niego typowa.

- Ile wynosi strata?

- Proszę, tu są pieniądze! I proszę nas obu skreślić z członkowstwa w klubie myśliwskim.

...gdybyś cicho w mateczniku siedział...

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1511285

"Znaczna część informacji o strukturze laboratorium Weigla podczas wojny pochodzi od Wacława Szybalskiego, którego kariera genetyka – wynikła z zainteresowań obudzonych przez Weigla – zaprowadziła później do Cold Spring Harbor Laboratory, Rutgers University i University of Wisconsin. Choć w 1941 roku miał zaledwie dwadzieścia lat, Szybalski był wyjątkowo opanowanym i stanowczym młodym człowiekiem. Jako nastolatek słuchał wykładów sławnych lwowskich profesorów, a choć w latach 1939–1941 studiował chemię na Politechnice Lwowskiej (w chwilach, gdy nie produkował bomb w piwnicy), słuchał wykładów Stefana Banacha, Antoniego Łomnickiego, Włodzimierza Stożka i Kazimierza Bartla. Ten ostatni pod koniec lat dwudziestych był trzykrotnie premierem rządu polskiego, a Szybalski błyszczał na jego zajęciach z geometrii opisowej i perspektywy...

Już w pierwszych dniach niemieckiej okupacji Weigl zwrócił się do Szybalskiego, by zebrał grupę osób obojga płci, w miarę możności zasłużonych profesorów, i zatrudnił ich jako karmicieli wszy. Jego „oddział hodowców” był jednym z kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset zespołów w instytucie; każdy zespół składał się z kierownika i dwunastu–piętnastu karmicieli. W grupie Szybalskiego znaleźli się sławni matematycy szkoły lwowskiej, którzy uniknęli kaźni i nie zostali wywiezieni: Stefan Banach, Jerzy Albrycht, Feliks Barański, Bronisław Knaster, Władysław Orlicz. Prowadzoną przez nich Księgę Szkocką ukryto na boisku piłkarskim, skąd została wykopana po wojnie. Do grupy należeli też chemik Tadeusz Baranowski, były rektor uniwersytetu Seweryn Krzemieniewski i jego żona Helena (oboje bakteriolodzy), a także kompozytor Stanisław Skrowaczewski, późniejszy dyrygent orkiestry symfonicznej w Minneapolis. Szybalski zgromadził matematyków (szczególnie dotyczyło to Banacha) z przyczyn częściowo osobistych. „Myślałem, że zapewne nauczę się czegoś w ich towarzystwie, codziennie przysłuchując się ich dyskusjom. Jako były harcerz i lwowiak z krwi i kości wyobrażałem sobie, że może jakoś zdołam ich uchronić przed niebezpieczeństwami wojny”. (Cytat z Arthura Allena)

Od wielu lat nie żyje prof. Jan Starzyk - który "organizował" zatrudnianych w Instytucie profesorów i przedstawicieli polskiej nauki i kultury. Również on odpowiadał za nauczanie "podziemne" a także za kontakty z Armią Krajową i z gettem. Przez długie lata raczej się tym nie chwalił - to mogło mu jedynie szkodzić.

Za to - jak łatwo (i "pięknie") można przypisywać sobie zasługi tych, którzy już nie żyją i nie mogą być świadkami.

Te megalomańskie opowieści prof. Szybalskiego, podbudowywane przez red. Wójcika i Arthura Allena budzą moj autentyczny gniew. Są jednym z wielu przykładów mitomańskiej metody tworzenia "historii", która z prawdziwą Historią niewiele ma wspólnego. Jednak - ilu ludzi jest skłonnych  uwierzyć w te bajki.

Dodać pragnę, że red. Wójcik "nie popisał się" wywiadem (wywiadami) z prof. Starzykiem. Byłoby to niewygodne z punktu widzenia obecnie produkowanych sensacji. A w dodatku, wbrew pozorom - te ostatnie rewelacje raczej dyskredytują, niż apologizują Profesora Weigla. Za to, oczywiście - powstają peany na cześć prof. Szybalskiego. Może choć jedna sprzeciwię się tym mitom.

"Do końca bić się będę z falami wściekłemi, 

A śmierć niech mnie potarga jak żagiel rozpięty." (Jan Lechoń - Śmierć)

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1511313

Zawiodła ich w stan opłakany

Nie będą mogli kłamstw odwrócić

Ani cierpienia w piekle skrócić

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1511339

tymi "rewelacjami" Allena czy może jednak prof. Szybalskiego.

Kolejne to - "Weigl był etnicznym Niemcem". Coś podobnego może twierdzić tylko ktoś bez jakiejkolwiek ogłady!

90% Austriaków (Weigl był nim - z urodzenia!) na stwierdzenie, że są "etnicznymi Niemcami" zareagowałoby głęboką obrazą! Austriacy to naród z tadycjami, kulturalny, europejski. Niemcy - dla Austriaków - to ludzie bez ogłady, prymitywni. Owszem, mieli paru muzykow, filozofów, pisarzy i poetów, ale to wyjątki - w ogólnej masie barbarzyńców.

A następna - "Weigl był arogancki"! Nie wiem, czyj to wymysł, ale świadczy o jednym - osoba, która tak twierdzi  - nigdy Weigla nie znała.

Weigl był niekiedy "w gorącej wodzie kąpany", miał natomiast bardzo wysoką inteligencję, błyskawiczny refleks - coś co Niemcy zwą "schlagfertig". Tego zazdrościło Mu wielu nieprzyjaciół. W dyskusjach  Weigl był zasadniczo zawsze zwycięzcą.

Jeśli więc nie można było Go pokonać wprost - należało zorganizować "system". I tu bylo miejsce - dla podleców.

Stąd - dawne historie o Weiglu - "korespondują" z wieloma zdarzeniami współczesnymi.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1511411

Pieknie Tobie dziekuje za ten wspanialy artykul, za taka lekcje historii. Jestes poprostu niezastapiona.

serdecznie Cie pozdrawiam

Szczesc Boze

Krzysztof

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

chris

#1511415

W naszym domu niezmiennie panowała atmosfera szacunku, przywiązania, wdzięczności i powiedziałabym podziwu dla Weigla. Równocześnie - atmosfera daleka od "brązownictwa".

Weigl, ze swymi bardzo licznymi zaletami, a też - ludzkimi przywarami - był zawsze Kimś żywym i bliskim.

Dodam, że po zakończeniu przewodu doktorskiego Taty (Weigl na obronę przyjechał z Krakowa do Lublina) - Weigl natychmiast pomyślał o habilitacji mego Ojca. Objął Go, serdecznie uściskał i obiecał - "Ja cię będę habilitował". Losy potoczyły się inaczej...

Ojciec do końca życia miał uczucie że pozostały, między nimi, "rozmowy niedokończone".

We wrocławskim środowisku znany był z tego, że w cyklu wykładów z Biologii Ogólnej - zawsze uwzględniał Profesora Weigla i jego rolę w walce z tyfusem plamistym. A także - rolę Profesora w ratowaniu "polskiej materii narodowej", czyli polskiej inteligencji (bez względu na "pochodzenie etniczne"!)

Ci, którzy przez lata nie ujawniali związków z Weiglem (bo "mogło zaszkodzić") - zawsze budzili niechęć Taty. Co ciekawe - najbardziej wierni nie pochodzili z "najwyższych kręgów profesorskich". Oficjalnie nie "wychylał się" ani profesor Poluszyński, ani profesor Sembrat, ani profesor Hirszfeld, ani jego następca - prof. Ślopek, ani profesor Baranowski. Ani wielu innych... Owszem - prywatnie, w gronie dawnych, wojennych pracowników Instytutu mówili o wdzięcznej pamięci. I to wszystko. Nie poczuwali się do obowiązku świadczenia publicznie o wojennej roli Weigla. Woleli zachować milczenie, by nie narażać własnej kariery. I nie obawiali się oni tylekroć ostatnio wymienianego, "demonizowanego" Przybyłkiewicza. "Inni szatani byli tu czynni"!

Ojciec tego postępowania nie oceniał, wymagał od siebie, nie od "innych".

Dzisiaj, gdy nie ma "weiglowców", i gdy pojawiają się osoby, które "lansują się" na (wreszcie) bezpiecznym tle historii Weigla - jest najwyższy już czas, aby wyraźnie zacząć mówić Prawdę. Okazją może być przyszłoroczna, sześćdziesiąta rocznica śmierci Profesora. 

Mam nadzieję, że ukażą się wspomnienia Wnuczek Profesora.

Wolałabym, aby osoby pokroju Redaktora Wójcika czy Profesora Szybalskiego raczej zamilkły. Chyba wystarczy! Niestety - dziś prawdziwych świadków już nie ma, są natomiast "cyganie". A w naszej, polskiej Historii, Profesor Weigl, Polak z wyboru - powinien doczekać się należnego Mu szacunku i uznania. Taka była "myśl przewodnia" obecnych moich wpisów. Budowanie własnej legendy - legendy red. Wójcika, prof. Szybalskiego czy prof. Flecka - z wykorzystaniem osoby Profesora Weigla uważam za rzecz wysoce nieetyczną.

Pozdrawiam serdecznie!

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1511454

Witam ponownie, tak masz Katarzyno absolutnie racje w tym co napisales. Dlatego jestem zdania, ze chocby ze wzgledu na Twojego Tate powinnas rozszerzyc Twoje artykuly poza Niepoprawnych i pisac " ile wlezie " wszedzie tam, gdzie jest to mozliwe. Moze powinnas byc przeciwwaga dla tych wielu niesprawiedliwosci, ktore poprzez rozne media " ida w eter " . Co Ty na to ? Mysle, ze ten temat jest bardzo wazny, bowiem idzie o prawde..., a ta jak wiemy jest w tym przypadku bardzo krzywiona.

pozdrawiam serdecznie

Krzysztof

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

chris

#1511580