Mazurski raj Himmlera

Obrazek użytkownika Jozio z Londynu
Historia

Dobro i zło, piękno i odraza, sielanka i zbrodnia – czy mogą iść ze sobą w parze? Niestety tak. W czasach II wojny światowej miejscem, gdzie oba żywioły stopiły się w jedność, były Mazury.

 

Mazury dla współczesnych to kraina wakacyjnego wypoczynku. Niby „cud natury”, ale ciągle oszpecany przez ogradzane brzegi jezior i ustawiane okazałe wiatraki. Od strony kulturowej to wielki galimatias, w którym próżno szukać rdzennych Mazurów – mieszkających we wsiach ewangelików mówiących po polsku gwarą mazurską. Dzisiaj znacznie częściej można tu usłyszeć śpiewną wileńską mowę czy też język ukraiński – to namacalne skutki „porządków” dokonanych w Europie Środkowej po 1945 roku.

Schron-gigant w Mamerkach pod Węgorzewem na terenie dawnej kwatery niemieckiego Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (fot. Janericloebe, domena publiczna).

 

Niezależnie od ludów, które zamieszkiwały Mazury, była to zawsze kraina peryferyjna – piękna i biedna, świat rolników, rybaków, robotników leśnych, a także przemytników. Niemiecki pisarz Hans Helmut Kirst twierdził nawet, że „Pan Bóg śpi na Mazurach”, a Siegfried Lenz pisał, że kraina ta leżała na „tyłach historii”. Państwo pruskie, a później niemieckie, w skład których wchodziły Mazury, przypominały sobie o tym zakątku zazwyczaj wtedy, gdy potrzebny był nowy rekrut. Oko władzy spojrzało szczególnie na tą krainę zaraz po wybuchu II wojny światowej. To tutaj powstała sieć kwater wojennych dla dostojników III Rzeszy: Adolfa Hitlera, Hermanna Göringa, Heinricha Himmlera, Joachima von Ribbentropa. Ośrodki dowódcze ulokowano w Mamerkach, Szerokim Borze czy Radziejach.

 

Na Mazury!

Turystyczne odkrywanie Mazur rozpoczęło się już u schyłku XIX stulecia. Na jeziorach pojawiły się parowce, którymi w niedziele mieszkańcy okolicznych miasteczek udawali się do „kurortów” na kawę, piwo czy potańcówkę. Wkrótce dołączyli do nich goście z „kontynentalnych” Niemiec, których do ówczesnych Prus Wschodnich ciągnęła lektura niezliczonych powieści Friedricha i Richarda Skowronnków. Akcja ich powieści rozgrywała się pośród tajemniczych mazurskich jezior i lasów. W czasie I wojny światowej uroki Mazur poznawali żołnierze armii niemieckiej, powracający do zdrowia w tutejszych lazaretach. Turystyka stałą się także pomysłem czasów Republiki Weimarskiej na wydźwignięcie Mazur z powojennego kryzysu.

Jeden z najsłynniejszych ośrodków wypoczynkowych powstał pod Węgorzewem, na wysokiej skarpie górującej nad jeziorem Święcajty. Był to „leśny dom” Jägerhöhe (Wzgórze Strzelców), obok którego w 1931 roku pojawił się gościniec o takiej samej nazwie. To tutaj w latach trzydziestych cyklicznie rozgrywano regaty żeglarskie, a przede wszystkim bojerowe. Na tafli jeziora Święcajty ścigali się najlepsi żeglarze lodowi świata. Już wówczas Jägerhöhe gościło najwyższych dowódców Wermachtu, którzy roztoczyli opiekę nad sportem bojerowym.

Ośrodek Jägerhöhe nad jeziorem Święcajty pod Węgorzewem (domena publiczna).

Hegewaldheim

Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych zbudowano też szereg schronisk młodzieżowych, które z czasem chętnie włączono w sieć ośrodków szkoleniowych Hitlerjugend i Bund Deutsche Mädel (Związek Niemieckich Dziewcząt). Lokalizowano je w miastach, ale też w urokliwych zakątkach, m.in. nad brzegami jezior w Mikołajkach czy Giżycku.

Jedno ze schronisk zbudowano nieopodal wsi Żabinka, w ówczesnym powiecie węgoborskim czyli węgorzewskim (Zabinken, później Hochsee, Kreis Angerburg). W końcu lat dwudziestych landrat (starosta) Streicher wykupił 45 morgów lasu zwanego Hochwald (Wysoki Las) i polecił zbudować na skarpie nad jeziorem Żabinki (odnogą jeziora Gołdopiwo) restaurację wraz ze schroniskiem młodzieżowym. Miejsce nazwano Hegewaldheim – od pobliskiej leśniczówki Hegewald. Jej nazwę można tłumaczyć jako „dozorowany las”, „rezerwat” albo „ostoja”.

Brzeg jeziora Gołdopiwo - widok współczesny (fot. Semu, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International).

Szybko doceniono walory tego miejsca. Wkrótce od strony Kruklanek przez przesmyk jeziorny przerzucono most i zbudowano nowoczesną szosę, ażeby także od południa można było wygodnie dotrzeć do schroniska. Wykarczowano część lasu przed budynkiem, żeby mieć lepszy widok na jezioro. W końcu lat trzydziestych landrat Rossbach polecił przebudować budynek schroniska. Dzierżawcą ośrodka był Zastrutzki, a później Kirschner.

W jednym z niemieckich przewodników turystycznych z 1938 roku zachwalano: „Doskonała lokalizacja Hegewaldheim pośród rozległych lasów państwowych i jezior czyni z tego miejsca jeden z najbardziej malowniczych zakątków Mazur. Jest on idealnym celem dla tych gości, którzy szukają wytchnienia w spokoju. To istny raj dla wioślarzy i kajakarzy, którzy poprzez rzekę Sapinę przedostaną się z jeziora Gołdopiwo na Święcajty, Mały i Wielki Stręgiel, a także do innych jeziorowych zakątków”.

Przedwojenna pocztówka z ośrodka wypoczynkowego Hegewald (domena publiczna).

Przedwojenna pocztówka z ośrodka wypoczynkowego Hegewald (domena publiczna).

Hegewaldheim nie umknął uwadze dostojników III Rzeszy: urokliwy krajobraz, dobry dojazd samochodowy, bliskość stacji kolejowych – 15 km od Pozezdrza i 10 km od Kruklanek – a jednocześnie leśne odludzie.

 

Dlaczego tutaj?

Czy Heinrich Himmler był miłośnikiem mazurskich lasów i jezior? (fot. Friedrich Franz Bauer, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-S72707, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy).Nie jest tajemnicą, że człowiek numer dwa w III Rzeszy parał się okultyzmem i był wręcz opętany odkrywaniem religii pogańskich German. Otaczał mistyczną czcią wszystko, co wiązało się z dawnymi wierzeniami najwspanialszej na świecie rasy. Przykładem jego fascynacji były różne przedsięwzięcia o charakterze okultystycznym i mistycznym na zamku w niemieckim Wawelsburgu. Swoje wizje próbował urealniać i dowodzić naukowo rękoma, a raczej umysłami, pracowników Ahnenerbe („Dziedzictwo Przodków”). Byli wśród nich archeolodzy i historycy, ale i zwykli szarlatani oraz hochsztaplerzy.

Zważywszy na manię Himmlera, jego mazurska siedziba w Hegewald nie musiała być miejscem przypadkowym, opartym tylko na względach taktycznych i komunikacyjnych (sąsiedztwo z Gierłożą, Mamerkami, Radziejami, Sztynortem, Romintami). Nazwa „Hegewald” mogła być wszak zniekształconym określeniem „Heiligenwalde” – co oznaczało ni mniej i więcej, tylko „święty gaj”. Co prawda byłoby to sanktuarium pogańskich Prusów, a nie Teutonów (Germanów), ale w ówczesnej archeologii niemieckiej zjawiska kulturowe z okresu wędrówek ludów na Mazurach nazywano „Masur-Germanische Kultur”.

 

 

 

 

 

 

 

 

Relaks w bunkrze?

Za mazurską siedzibę Heinricha Himmlera uważa się powszechnie bunkier w lesie pod Pozezdrzem, określany często kryptonimem Hochwald. Tymczasem jest to nazwa lasu nad jeziorem Gołdopiwo, na terenie którego znalazło się schronisko Hegewald.

Pozezdrzański bunkier wraz z zapleczem był tylko schronieniem na wypadek niebezpieczeństwa oraz przystankiem dla Himmlerowego pociągu – po prostu kwaterą polową. Natomiast prawdziwą siedzibą szefa SS był Hegewaldheim.

Schron w lesie pod Pozezdrzem, stanowiący część tamtejszej polowej kwatery Himmlera (fot. Janericloebe, domena publiczna).

Kolaboracja z widokiem na jezioro

Hegewaldheim był nie tylko miejscem odpoczynku Heinricha Himmlera z dala od prawowitej małżonki, a także „drugiej” żony. To tutaj zapadały polityczne i gospodarcze decyzje o losach państw i narodów. 7 października 1941 roku wieczornym obiadem z okazji swoich 41. urodzin Himmler podejmował najbliższych współpracowników. Większość spośród nich zapisała się jak najczarniejszymi zgłoskami w historii Europy – znaleźli się tam m.in. Kurt Daluege, Reinhard Heydrich czy Joachim von Ribbentrop. W grudniu 1943 roku trzydniowy pobyt na Mazurach zaliczyli „przyjaciele” Reichsfürera z kręgów największych przemysłowców Niemiec, którzy rozbudowywali swoje fortuny w oparciu o współpracę z SS – czytaj: wykorzystując układy polityczne i przede wszystkim siłę roboczą niewolników III Rzeszy podległych Himmlerowi.

Gospodarz przyjmował tutaj także polityków, którzy byli lub mogliby się stać potencjalnymi sojusznikami III Rzeszy. Latem 1942 roku do Hegewaldheim zawitał Subhas Chandra Bose, który był hinduskim politykiem, widzącym przyszłą niepodległość Indii w działaniach zbrojnych przeciwko Brytyjczykom. Już w końcu lat trzydziestych spotkał się m.in. z Hitlerem i Mussolinim, szukając w nich sojuszników. Powrócił do Indii, gdzie w 1940 roku został aresztowany przez Anglików. Rok później uciekł do Niemiec. Tutaj Bose starał się o poparcie III Rzeszy dla działań niepodległościowych, ale ostatecznie w 1942 roku zrozumiał, że ze strony niemieckiej pomocy nie otrzyma.

Subhash Chandra Bose z Himmlerem w Hegelwaldheim, lato 1942 r. (fot. Kurt Alber, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 101III-Alber-064-16A).

Wśród gości Hegewaldheim był też wielki mufti Jerozolimy Amin al Husseini, palestyński przywódca ruchu muzułmańskiego na terenach objętych mandatem brytyjskim. Od 1939 roku przybywał on poza Ziemią Świętą, gdzie wcześniej wywołał antyżydowskie rozruchy. Al Husseini delikatnie mówiąc nie lubił Żydów, nie przepadał też za Brytyjczykami. Od końca 1941 roku przebywał w Europie, gdzie działał na rzecz zawarcia arabsko-niemieckiego sojuszu. Jego owocami były między innymi muzułmańskie oddziały SS. Al Husseini przebywał w Hegewald w 1943 roku.

Innym przedstawicielem nazistowskich kolaborantów był radziecki generał Andriej Własow, który uroki mazurskiego jeziora z tarasu Hegewaldheim mógł podziwiać we wrześniu 1944 r.

Przedwojenna pocztówka z ośrodka wypoczynkowego Hegewald (domena publiczna).

 

O Żydach w mazurskim lesie

Hegewaldheim to także szerzej nieznane miejsce naznaczone piętnem Holokaustu. 14 stycznia 1942 roku rozpoczęło się tutaj dwudniowe spotkanie przygotowawcze do konferencji w Wannsee. To właśnie nad mazurskim jeziorem, pod kierunkiem Himmlera i Oswalda Pohla, odpowiedzialnego w SS za sprawy ekonomiczne, przygotowywano plan działań oraz ustalenia, które ostatecznie zatwierdzono 20 stycznia tego samego roku w willi pod Berlinem. Konferencja w Wannsee legła u podstaw „rozwiązania kwestii żydowskiej”.

Później w Himmlerowej „Ostoi” zapadła też najprawdopodobniej decyzja o wymordowaniu ludności getta w Rydze.

Przedwojenna pocztówka z ośrodka wypoczynkowego Hegewald (domena publiczna).

Polski ślad

W cztery dni po upadku powstania warszawskiego nad sielankowe jezioro Gołdopiwo trafił gen. Tadeusz Komorowski „Bór” wraz z najbliższą grupą towarzyszących mu oficerów i ordynansów. Pobyt polskiego dowódcy w siedzibie Himmlera nie był przypadkowy. W obliczu zbliżającego się frontu wschodniego szukanie przez Niemców współpracy z AK było jedną z możliwych form wzmocnienia ich sił obronnych. Hitlerowcy nie mogli pozwolić sobie na rezygnację z podjęcia próby rokowań, a przynajmniej zmuszenia Polskiego Państwa Podziemnego do zaprzestania walki z Niemcami w obliczu nadchodzącej Armii Czerwonej.

Pociąg z „Borem” dotarł do Kruklanek 6 października 1944 roku. Ze stacji jeńców przetransportowano samochodami do, jak wspominał ppor. Jan Wojtowicz i por. Ludwik Hermel, ośrodka wypoczynkowego SS. Kapitan Stanisław Jankowski również pamiętał, że przewieziono ich do „obozu Waffen-SS”, gdzie zostali rozmieszczeni w „schludnych drewnianych domkach”. Wszyscy też twierdzili, że było to blisko Kruklanek. Erich von dem Bach, który prowadził z „Borem” rozmowy kapitulacyjne, wskazywał, że trafił on do Gansestein, dzisiejszej wsi Brożówka nieopodal Kruklanek. Tutaj znajdował się dworek, w którym miał często rezydować Himmler. Najpewniej polscy jeńcy osadzeni zostali jednak na zapleczu Hegewaldheim w Żabince. Z powyższego wynika, że Polacy nie trafili do kwatery SS w Pozezdrzu, co powszechnie powielane jest w wielu publikacjach, lecz oczekiwali na spotkanie w Hegewaldheim.

Ostatecznie do spotkania Himmlera z Komorowskim nie doszło. 8 lub 9 października 1944 roku polskiego generała przetransportowano do Berlina. Tam miało się odbyć kolejne spotkanie obu panów, ale i tym razem nie dane im było się spotkać.

Drewniana willa w Hegewald (domena publiczna).

Zakończenie

Himmler ukochał mazurską kwaterę do tego stopnia, że kolejną swoją siedzibę w Żytomierzu na Ukrainie nazwał… Hegewald.

Koniec II wojny światowej obszedł się dość litościwie z Hegewaldheim. O czarnych mundurach SS szybko zapomniano, budynek schroniska przebudowano, a nad Gołdopiwo zaczęli ściągać polscy wczasowicze. Teraz stojąc przed malowniczo położonym ośrodkiem wypoczynkowym w Żabince trudno sobie wyobrazić jak ważne, a zarazem okrutne, decyzje zapadały w tym miejscu przed siedemdziesięciu laty. Na pewno jeszcze wiele sekretów czeka na swoich odkrywców.

 

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/legalcode

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

W moich stronach tyż jest niezła "wilcza jama".

 

Bunkry w Konewce

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Ula

 

#1463469

A tutaj, to już wykute w skale wilcze gniazdo - tyż w moich stronach.

 

Groty Nagórzyckie

 

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Ula

 

#1463470

To poniżej jak nic przypomina mi kopalnie soli w Wieliczce - też coś pięknego

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1463472