Niemcy w Warszawie widziani z Londynu

Obrazek użytkownika Anonymous
Kraj

11 listopada w Warszawie obok Marszu Niepodległości odbyła się jego tzw. blokada, której promotorem była, między innymi, organizacja o nazwie Anifa Poland. Na jej stronach internetowych można przeczytać, że fizyczna konfrontacja z faszystami jest nieunikniona oraz że wiele ich działań… przekracza granicę legalności. Przypominam, że art. 13 obowiązujacej w Polsce konstytucji mówi o tym, iż istnienie organizacji dopuszczających stosowanie przemocy jest prawnie zakazane. Innymi słowy członkami Antify powinien zająć się prokurator.

Ale takie organizacje nie przeszkadzają naszym kochanym celebrytom. Takim jak Szyc, Pszoniak, Karolak, czy moja koleżanka Gąsiorowska, którzy w ramach akcji Kolorowa Niepodległa zachęcali do przeciwstawienia się nienawiści, przemocy i faszystom właśnie. Na pomoc wezwali też towarzyszy z Niemiec, czyli regularne lewackie bojówki, które władze naszego sąsiada uważają za organizację terrorystyczną. No i nawoływali do bojkotu Marszu Niepodległości ile wlezie. Nawiasem mówiąc łamali przy tym prawo, gdyż paragraf pierwszy art. 52 kodeksu wykroczeń mówi: „Kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia (…) bezprawnie zajmuje lub wzbrania się opuścić miejsce, którym inna osoba lub organizacja prawnie rozporządza jako zwołujący lub przewodniczący zgromadzenia (…) posiadając przy sobie broń, materiały wybuchowe lub inne niebezpieczne narzędzia (…) podlega karze aresztu do 14 dni, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny”.

Ci ludzie stwierdzili, że trzeba zablokować nacjonalistów. Szkoda tylko, że nie byli w stanie wydukać do kamery co to jest faszyzm, nazizm czy nacjonalizm, mieszając dowolnie te pojęcia, zrównując je ze sobą i dając do zrozumienia, że bycie nacjonalistą jest obciachowe i niebezpieczne zarazem. A co to jest ten nacjonalizm? Jak to w dzisiejszych czasach brzydko brzmi, no nie? A przecież nacjonalizm to nic innego jak postawa społeczno-polityczna, uznająca naród za najwyższe dobro w sferze polityki. Nacjonalizm uznaje sprawy własnego narodu za najważniejsze. Według encyklopiedii powszechnej PWN nacjonalizm to „ideologia polityczna, według której podstawowym zadaniem państwa jest obrona interesów narodowych”. W takim sensie przywódcy państw, którzy przede wszystkim dbają o sprawy swoich krajów są… nacjonalistami. Krótko mówiąc: każdy, komu zależy na dobrobycie swojego kraju jest nacjonalistą.

Ale u nas, w Polsce, świętowanie odzyskania niepodległości, wedle obowiązującej propagandy mediów głównego nurtu, jest przejawem faszyzmu, czyli czymś skończenie paskudnym. Tym samym historia zatoczyła koło, bo trzeba pamiętać, że w Marszu Niepodległości brali udział kombatanci Armii Krajowej. Jak rozumiem to są ci faszyści, którym należy dać odpór. Czyż po wojnie ludzie zbrojnego podziemia, żołnierze AK nie byli nazywani przez komunistów gwałcących Polskę per faszyści?
Cóż, w ten sposób, poprzez walkę z obchodzeniem rocznicy odzyskania niepodległości, poprzez fałszywe oskarżenia o faszyzm czy nazizm, zniechęca się młode pokolenia do pielęgnowania pamięci historycznej. Dzięki temu ruguje się ze świadomości narodowej jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Polski. I to się niestety udaje. Dla większości Polaków niepodległość, pamięć historyczna niewiele znaczy. Ale nie ma co się dziwić, skoro na czele rządu stoi człowiek, dla którego „polskość to nienormalność”. Efekty takiej działalności są również widoczne wśród Polaków mieszkających w UK. 11 listopada na wyspach można było zobaczyć przechodniów z makami przyczepionymi do ubrań, którzy w ten tradycyjny sposób świętowali „Remembrance Day”, ale obok wielu talerzy „Cyfry +” nie dane mi było zobaczyć ani jednej polskiej flagi…

Warto w tym miejscu przybliżyć obchody 11 listopada na wyspach. Otóż w zeszłym roku islamscy radykałowie zakłócili święto, paląc przy tym publicznie maki symbolizujące pamięć o żołnierzach, którzy zginęli za Ojczyznę. Została wywołana awantura, z której jednak wyciągnięto wnioski i w tym roku policja udaremniła dwie próby zamieszek. Według terminologii polskiej lewicy brytyjskie władze zachowały się niczym faszyści, pacyfikując stanowczo fanatyków. Ale dzięki temu w całym kraju spokojnie i z powagą celebrowano jedno z najważniejszych świąt patriotycznych w Zjednoczonym Królestwie. Trzeba też pamiętać, że Anglia wygrała bitwę o pamięć historyczną z… FIFĄ. Włodarze światowego futbolu zabronili angielskim piłkarzom występu w koszulkach, na których wydrukowano popularne maki. Ostatecznie Anglicy wymusili kompromis i rozegrali mecz z makami, tyle że nie na koszulkach, a na opaskach. Polacy tymczasem w dniu swego święta grali w trykotach bez orzełka. Nawet komunistom nie przyszło do głowy usuwanie godła z koszulek reprezentacji narodowej. Ot, różnica między światłą Polską i faszystowską Anglią.

A jak świętowali rocznicę odzyskania niepodległości Polacy w Wielkiej Brytanii? 13 listopada w londyńskim POSK-u odbyła się zorganizowana przez Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii i Bibliotekę Polską debata pt. “Piłsudski – Dmowski: idee II Rzeczypospolitej i ich współczesne konotacje”. Wybitni polscy naukowcy, prof. Włodzimierz Suleja i prof. Krzysztof Kawalec, przedstawili idee i życiorysy dwóch Wielkich Polaków, a całość była sprawnie moderowana przez prof. Andrzeja Nowaka. Sala wypełniona po brzegi, podniosła atmosfera i ciekawie prezentowane wykłady wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Niestety, z całym szacunkiem dla kombatantów i „starej” Polonii, ludzi młodych można było policzyć na palcach jednej ręki. Prof. Kawalec kończąc spotkanie, na pytanie od publiczności co zostało nam z tradycji II Rzeczypospolitej, odpowiedział tyle krótko, co gorzko: „II RP umarła bezdzietnie”. Nie do końca mogę się z tym stwierdzeniem zgodzić, bowiem pewne idee są wciąż żywe. Mam na myśli poglądy Róży Luksemburg i całego SDKPiL, przejęte następnie przez Komunistyczną Partię Polski. To ich spadkobiercami jest choćby Krytyka Polityczna, zapraszająca Niemców, by bili Polaków w nasze święto. To oni, podobnie jak przywołane organizacje, kwestionują ideę niepodległości jako taką. W tym sensie ich blokada, jest jawnym blokowaniem polskiej suwerenności.

Co z tego wyszło mieliśmy okazję przekonać się w ubiegły piątek. Różnorodność, o której tak wiele mówili przedstawiciele Porozumienia 11 Listopada, czyli organizatora Kolorowej Niepodległej, najlepiej była widoczna w jednolitych czarnych strojach niemieckich „antyfaszystów” i ich monotonnym uzbrojeniu – wszyscy dzierżyli drewniane pałki. Tę tolerancję i walkę z niewawiścią, którą hucznie zapowiadano, widać szczególnie na nagraniu, na którym „antyfaszyści” biegną bić „faszystę” z okrzykiem „dawaj k…rwę”, by za chwilę tegoż „faszystę” okładać wyrwanym drzewcem polskiej flagi. „Pokojowy to jest prostest” – skandowała Kazimiera Szczuka ze sceny oddalonej o kilkadziesiąt metrów, przy akompaniamencie totalnie biernej policji. Ale tego nie zobaczycie w telewizji. Tak samo nie zobaczycie przemarszu I Pułku Piechoty Legii Nadwiślańskiej. Tego samego, którego uczestnicy byli znieważani przez Niemców. Pokojowo, oczywiście. Członek grupy rekonstrukcyjnej podczas uroczystej defilady został zaatakowany przez „antyfaszystę”, który opluł jego historyczny mundur i rzucił się na niego z pięściami. Policja stała obok, a przebrani w polskie mundury z doby napoleońskiej pasjonaci historii byli atakowani przez niemieckich „antyfaszystów”. Odwiedziwszy wiele krajów, w tym Niemcy i Rosję, przez ułamek sekundy nie pomyśleli, że coś podobnego może ich spotkać w stolicy swego kraju, w dniu Święta Niepodległości.

W ramach różnorodności uczestnicy happeningu „Kolorowej Niepodległej” mogli posłuchać… rosyjskich pieśni (!) Widać od razu jakiej niepodległej domaga się pani Szczuka i jej, nomen omen, towarzysze. Tego jednak nie pokazali w TVP, TVN i Polsacie… Z kolei okrzyki „zabierzcie naziola” i „zabijcie naziola”, padające pod adresem mężczyzny z zakrwawioną głową, można było zobaczyć w wieczornych newsach. Nikt natomiast nie dopowiedział, żaden dziennikarzyna, że to nie był żaden „naziol”. Ten człowiek został pobity przez „blokujących” krytykantów politycznych… przez pomyłkę! Bo „pokojowi” demonstranci, z braku autentycznych nazisto-faszystów, z przeproszeniem, napieprzali kogo się dało. W ramach różnorodności, ma się rozumieć… I w ramach umiejętnie podjętej gry na wzniecenie zamie…, tfu, pokojowej manifestacji. Świadczą o tym pałki, kastety i gaz łzawiący, znalezione w kawiarni Nowy Wspaniały Świat, która stała się azylem dla „pokojowych” Niemców. Rzeczywiście wspaniały świat fundują nam za państwowe pieniądze ludzie związani z „Krytyką Polityczną”.

Ktoś może mi zarzucić stronniczość, ale wszystko co opisałem miało miejsce poza „Marszem Niepodległości”. Czy to oznacza, że po prawej stronie nie doszło do zadym? Doszło – idioci są wszędzie. Ale te małe grupki nazistów nie miały nic wspólnego ani z organizatorami, ani tym bardziej z uczestnikami! Natomiast przekaz medialny został skonstruowany tak, aby przeciętny Polak kojarzył warszawskie rozruchy z Marszem. To jak wyglądała demonstracja ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej? Relacje osób, które brały w niej udział są podobne do siebie niczym Chińczycy: było spokojnie. Dlaczego więc tak kłamliwie zniekształcono przekaz? Już wyjaśniam: oficjalnie „przekaziory” podały, że uczestników marszu było 1500. Ma się to nijak do liczb podawanych przez uczestników i organizatorów. Według różnych szacunków było od 20 aż do 90 tys. ludzi. Nie znam dokładnej liczby i myślę, iż nikt jej nie zna. Wiem natomiast, że gdy pochód dochodził do Pl. Na rozdrożu, jego „ogon” kłębił się jeszcze na Pl. Konstytucji. Biorąc pod uwagę fakt, że cała 4 km trasa była szczelnie zapełniona demonstrantami, udzielcie sobie sami odpowiedzi na pytanie kto tu kłamie.

Marszałek Piłsudski, jeden z architektów odzyskania przez Polskę niepodległości w listopadzie 1918 roku, człowiek, który zaledwie półtora roku później potrafił tę niepodległość obronić, bijąc Bolszewików w Bitwie Warszawskiej, powiedział: „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani prawa do przyszłości.” Otóż to. W historii nie ma nic na zawsze. “Ci, którzy nie znają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie” – pisał Santayana. Warto o tym pamiętać każdego 11 listopada, w rocznicę dnia, w którym po 123 latach Polska wróciła na mapę świata. Szczególnie mając na uwadze smutne wydarzenia z Warszawy.

* artykuł napisany dla londyńskiego dwutygodnika "Nowy Czas"

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:4)

Komentarze

W marszu brali też udział kombatanci NSZ. Ale tego, tak wybitni intelektualiści jak Szyc z Karolakiem, nie pojmą.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-3
#201328

No właśnie, nie pojmą. Ale nie dlatego, że są aż tak tępi. Tak po prostu im wygodniej, co dla mnie jest skończenie obrzydliwe.

Dzięki za filmik - nie widziałem go wcześniej :)

Pozdrawiam serdecznie
-------------------------------
Samotny wilk w biegu

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-6
#201377

W przypadku wymienionych w tekście osób, mamy do czynienia z głupotą i koniunkturalizmem w różnych proporcjach. U Karolaka typuję ok.60% głupoty i 40% koniunkturalizmu, zaś  w przypadku  Pszoniaka stawiałabym na 100% koniunkturalizmu.

Oczywiście, to i tak jest łagodnie powiedziane, bo pamiętamy przecież słowa piosenki: "Wszyscy artyści to prostytutki..."

Co z takimi zrobić ?  Najlepiej nie korzystać z ich "usług". BOJKOT !

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-6
#201400

Oczywiście jeśli chodzi o rozłożenie procentów, można dyskutować. W sumie efekt jest ten sam: mącenie ludziom w głowach. Bojkot jest najlepszą metodą, który każdy może zreazlizować bez problemu. Trzeba tylko chcieć.

Pozdrawiam
-------------------------------
Samotny wilk w biegu

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-1
#201410

o długości 4 kilometry razy cztery osoby na metr kwadratowy daje 16 tys.osób licząc bardzo skromnie.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-4

kazikh

#201340

to licząc, że ulice, którymi szli uczestnicy Marszu, są mniej więcej w połowie jedno jezdniowe (dwa pasy ruchu), a w połowie dwu jezdniowe (cztery pasy ruchu); szerokość pasa drogowego w pierwszym przypadku wynosi 20 m, w drugim 30 m; szliśmy zajmując cały pas ruchu, czyli około dziesięciu metrów na ulicach jedno jezdniowych i około piętnaście metrów na dwu jezdniowych.

można więc jako średnią na cała trasę przyjąć, że idący zajmowali około 12 metrów pasa ruchu. i możemy też przyjąć, że Marsz wypełnił ludźmi powierzchnię 48 tys. metrów kwadratowych (4000 m x 12 m = 48 000 m2). załóżmy jednak, że w pochodzie mogły być luki: zmniejszymy więc teren zajęty przez idących o jedną trzecią – na 32 tys. m2.

przyjmuje się, że w demonstracjach na jednym metrze kwadratowym mieści się zwykle czterech demonstrantów. znowu z ostrożności, aby ktoś nie posądził nas o przesadę przyjmijmy, że w przypadku Marszu to nie było czterech, ale trzech uczestników. mnożymy metry powierzchni przez trzy (32 000 m2 x 3) i mamy wynik 96 000 osób!

/za Romualdem Szeremietiewem z NE/
http://szeremietiew.nowyekran.pl/post/37601,ile-nas-bylo-11-listopada
___________________________
jam... z tego, co mnie boli

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-7

___________________________
jam... z tego, co mnie boli

#201356

 dzięki za obliczenia, to szok!  Piękna jest nasza Polska i piękni ludzie!

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-5
#201358

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-3

agasso

#201367

etam ja nic z tego nie rozumiem .

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-6
#205335