Moje sowieckie książki - bezpowrotnie utracone

Obrazek użytkownika Anonymous
Blog

W dzisiejszej Rzeczpospolitej, dwóch Piotrów – jakby jednego było mało – narzeka na to, że Rosja manipuluje historią. To jest jakaś osobliwa nowość, ponieważ Rosja znana była dotychczas z wyjątkowej pieczołowitości w dążeniu do prawdy historycznej a rosyjskie media z obiektywizmu. A tutaj taka przykra niespodzianka!

http://www.rp.pl/artykul/11,181545_Znow_klamia_o_Katyniu.html

Wklejając ten link, zwracam jednocześnie uwagę naszemu kochanemu Igorowi, że tu – taki i owaki bloger – reklamuje jego gazetę.

Słusznie się dziennikarze i zaproszeni komentatorzy oburzają w Rzepie na kłamstwa sowietów. Bez żartów.

Jak ważna jest walka o przeszłość można zobaczyć tylko zapoznając się z obecnymi wyczynami naszych wielkich sąsiadów.

Aby nie wyjść na dziennikarza Interii, czy innego Onetu, który tytułem zwabia naiwnych czytelników w sieć swej bezmyślnej paplaniny – patrz tekst ostatni Xiazieluki – po tej darmowej reklamie Rzepy, przechodzę do sedna.

Książki, które bezpowrotnie utraciłem – „Wielka Sowiecka Encyklopedia”

Kupiłem ją za dzisiejsze – powiedzmy 20 zyli – w punkcie skupu makulatury. Przy okazji, polecam każdemu wizyty w takich miejscach. WSE już nie mam, ale z 500 książek zdobytych w ten sposób piętrzy się w mojej chacie. Encyklopedia, którą przywiozłem w dwóch workach , takich od pyrek, stała się ofiarą zalania piwnicy – Całe 48 zdobytych przeze mnie tomów. Gdy nieco obeschły spaliłem całość w piecu, czyli ogrzał nas geniusz sowieckich encyklopedystów!

A gdzie ją niby miałem trzymać? Przy łóżku? O Allegro nikt wówczas nie słyszał ( 1996r )

Piszę o niej, ponieważ kiedyś czytałem, że w związku z tym, że w sowietach historia toczyła się szybko, a wydawanie ESE trwało kilka lat – subskrybenci otrzymywali pocztą odpowiednie erraty, które wklejali w wyznaczone miejsca, zakrywając tekst tracący akurat walory obiektywizmu. Znikały osoby i wydarzenia. Zdrajcy okazywali się bohaterami i odwrotnie. Niektóre fakty przestawały zachodzić a inne pojawiały się zupełnie niespodziewanie przed zdumioną sowiecką publicznością. I ponoć wszyscy zaklejali.

To jest prawda! U nas - jak zwykle - nie do końca.

W wydaniu, którego byłem szczęśliwym, acz krótkotrwałym posiadaczem, sprytny bibliotekarz nie trudził się zbytnio i podoklejał na ostatniej stronie każdego tomu, duże brązowe koperty opatrzone napisem: „zmiany” i tam wtykał nadchodzącą korespondencję.

Zresztą tak naprawdę ta WSE nie była nawet w całości rozcięta. Ktoś stracił zapał po czwartym tomie, czyli szału nie było!

Całość pochodziła ze zbiorów Wojskowej Biblioteki w Grudziądzu.

Książki, które bezpowrotnie utraciłem – „ Wojenne przemówienia Stalina”

Odziedziczona po dziadku a utracona w niejasnych okolicznościach. Jakiś łajdak- sowietolog amator - pożyczył ją ode mnie jeszcze w czasach szkolnych i nie raczył oddać. Pożyczył ją ode mnie, ponieważ szeroko ją reklamowałem, gdy wreszcie pojąłem, co stanowi jej osobliwą wartość, dla której dziadek przez tyle lat trzymał ją w domu, ukrytą za porządnymi książkami.

Format - prawie A4. Kreda. Na okładce zdjęcie Stalina. Na rozkładówce – cóż za niespodzianka – zdjęcie Stalina z fajką. Potem jeszcze efektowniejsze zdjęcie Stalina – tym razem przełożone taką cieniutką, przezroczystą bibułką. Po prostu dzieło sztuki.

Ale zaraz dalej, tam gdzie zaczynały się te najświetniejsze przemówienia wodza i mordercy – w ładnie przyozdobionej ramce, dociekliwy czytelnik mógł przeczytać podziękowania Generalissimusa dla Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej za pomoc wojenną.

I to nie jakieś tam zdawkowe w dzisiejszym stylu, tylko takie z prysiudami.

I występował tam Wielki Naród Amerykański i dozgonna wdzięczność a nawet skromne oświadczenie, że bez tej pomocy to ...„ch..j bombki by strzelił”

Przypomniała mi się ta książka, wydana w 1945, ponieważ ciągle się natykam w necie na ludzi, którzy wierzą Kacapom.

W związku z tym dziełem mam jeszcze takie pytanie. Rosjanie ledwo zdobyli Berlin a już zatroszczyli się o wydanie tego dzieła po polsku.

Teraz dopiero o tym pomyślałem, podczas pisania tekstu. W sumie to większa ciekawostka niż te podziękowania dla USA.

Jakie te Kacapy są przewidujące!

To jest dopiero polityka historyczna – Online.

Tyle, że dali d..y z tym USA, ale za to -jak świetnie mieli rozpoznany czytelniczy rynek w Polsce!

Teraz też mają!

Ocena wpisu: 
0
Brak głosów

Komentarze

"W dzisiejszej Rzeczpospolitej, dwóch Piotrów – jakby jednego było mało – narzeka na to, że Rosja manipuluje historią"
Odkrycie na miarę przełomu! Ptolomeusz i Kopernik a i wynalazca penicyliny/ bodaj Fleming?/ wysiadają!
No to mamy odkrywców!
pozdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#2956

... i coś tam jeszcze.

Tam zresztą pierwszy raz spotkałem się ze starożytną opowieścią o walce Horacjuszy z Kursencjuszami. O zabiciu siostry i przechodzeniu pod chomątem już nie było, ale i tak ta książka podniosła realnie mój poziom ęte.

Mała Historia WKP(b) też była słodka. Czytywaliśmy ją sobie dla rozweselenia w czasie wojny jaruzlskiej. Jednak całe 48 tomów i te słynne wklejki... Łał!

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Optymizm jest tchórzostwem. (Oswald Spengler)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#2980

mona
Ja wygrzebałam trochę podczas likwidacji biblioteki w pewnym klubie. Wywozili je po prostu na jakiś śmietnik, nawet nie do skupu.M.i. "Krótki kurs WKPB", który dotąd leży w jakimś wstydliwym miejscu.Chyba ostatni egzemplarz w Europie, ale nie mogę znaleźć, ksiązki leżą w róznych lamusach.
Ale teraz - niespodzianka: NAPRAWDĘ kupiłam sobie całego Lenina i prawie (robi wielka róznicę) go przeczytałam.Intrygowało mnie, jak się miały młodzieńcze marzenia do realnego rządzenia.Czyli - człowiek, jako taki
Ma się okropnie.
Ostatnia część to żywe mięso: korespondencja, depesze, rozkazy.
Nie wychodziło facetowi nic - żadnej Utopii.A na końcu zmarł na syfa, nie licząc postrzału.
Ale była taka sowiecka książka, którą czasem "odświeżałam": Polewoja, po rosyjsku to jest "Razkaz o nastajaszcziem czeławiekie", po polsku chyba" Opowieść o prawdziwym człowieku"?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mona

#2993