Tyle się dzieje, że zgułpieć można

Obrazek użytkownika jazgdyni
Idee

 

 

Ludzie z reguły są prostolinijni. Lubią i lepiej się czują, gdy wszystko dzieje się zgodnie z przewidywaniami. Gdy jest prosty łańcuch: przyczyna – skutek. I zawsze najlepiej, gdy przyszłość, szczególnie ta najbliższa, jest przewidywalna i stabilna.

Lecz, gdy tak się nie dzieje, to wszyscy się wkurzają. Bo są sfrustrowani, bo nie do końca rozumieją, a co najistotniejsze, został zaburzony ich typowy porządek świata.

 

 

 

Ludzie nienawidzą chaosu. Mógłbym tu wygłosić godzinny wykład, udowodniając, że praktycznie cały Wszechświat, jest skonstruowany i działa zgodnie z naukową teorią chaosu. Jednakże powiem tylko, że chaos, to dynamika nieliniowa w odróżnieniu od dynamiki liniowej, o jakiej uczymy się w szkole przy okazji praw fizycznych, z Newtonem na czele. Więc tak już od dziecka jesteśmy ukształtowani liniowo, a jak jest inaczej, to się gubimy i złościmy.
A chaos to pogoda, to korony drzew, liść paproci, powstawanie i upadek gwiazd i galaktyk, rynek finasowy, choroby i epidemie.
A w ludzkim przypadku to system działania mózgu, a także przemiany społeczeństw i wraz z tym, rozwój i upadek plemion, państw, a także całych, różnych cywilizacji.

Mamy kłopot. Wydarzenia społeczne i polityczne, wojny, rewolucje, traktaty i przymierza, są właśnie kompletnym chasoem. W każdej chwili coś może się zmienić, lub coś pójść nie tak, jak sobie w swoim schemacie ułożyliśmy. Często dochodzi do nagłych i gwałtownych przesileń. Nieustannie nowe walczy o swój byt, a stare się broni. Dobrze, gdy to jest rozciągnięte w czasie, bo wtedy jesteśmy w stanie nadążać za wydarzeniami i się do zmian przyzwyczajać. Jest odwrotnie z naszym naturalnym spokojem, gdy w danym odcinku czasu jest gęsto od kolejnych wydarzeń, często absolutnie sprzecznych ze sobą.

Gdy widzimy, obserwujemy taką wirówkę tego, co się dzieje i nieustannie się zmienia tak szybko, że nie nadążamy, to staramy się mimo wszystko, tą świeżą wiedzę rozsądnie poukładać. Często – każdy inaczej – zgodnie ze swoimi intelektualnymi możliwościami, nabytą wiedzą i życiowymi doświadczeniami.
Lecz, gdy w końcu poukładamy, rozwiążemy te równania, to wynik jest tylko
i n t e r p r e t a c j ą.
I na tym zazwyczaj budujemy nasze przekonania, a nawet swój światopogląd. Lecz co znaczą nasze interpretacje? Prawdę objawioną? Niestety nie. Interpretacja to wyłacznie nasz obraz świata, który tylko my widzimy. Czasami zbliża się do prawdy: powinna to być prawda bez jakichkolwiek przymiotników, lecz żaden filozoficzny purysta się nie obrazi, gdy powiem, że to prawda obiektywna.

Jeszcze jedno – nasz ogląd świata nigdy nie jest statyczny. To nieustannie zmieniająca się mozaika, takie puzzle, gdzie brakuje elementów, a my staramy się je swoim umysłem uzupełnić. Ciężka robota, gdy łamigłówka rusza się i ciągle się zmienia. Tak, tak – to nieustanna dynamika zdarzeń.

1

Oglądam w wolnych chwilach serial "Figurantaka", z oryginalnym tytułem "Veep", co dla biegłych w angielskim jest zabawną grą słów. Dobrze to dobrane, bo to komedia. Serial pokazuje w satyrycznym krzywym zwierciadle burdel, jaki panuje w Białym Domu, gdzie wiceprezydentem jest uosobienie wszystkich cech kobiety – polityka, Selina Meyer – w polskiej wersji, tytułowa figurantka.
Epizody pokazują, czym jest i jak to jest, mieć władzę i ciągle walczyć, by ją utrzymać. A bez przerwy ma się do czynienia (i trzeba się koniecznie uśmiechać) z ludźmi zakłamanymi, fałszywymi, z ludzką podłością, trzeba uważać na nogi, które są nieustannie podstawiane; codziennie ma się do czynienia ze swoim niekompetentnym i nielojalnym personelem. A to wszystko w najbardziej zorganizowanym państwie na świecie – w USA.

Więc jeżeli tam tak jest, nie ważne, że to karykatura, że to komiczne przejaskrawienie, bo przecież te, pokazane nam obrazy oparte są na obserwacji i dobrej znajomości tematu, to ja się zastanawiam, jak to wygląda w raczkującej dopiero demokracji, jaką staje się Rzeczpospolita, gdzie brutalnie przerwano nić tradycji i standardów państwa i wszyscy błyskawicznie muszą się uczyć prawidłowego działania, a ludzi do władzy w państwie bierze się niemalże z ulicy, choć lepiej byłoby powiedzieć – z gumna za stodołą.
W porównaniu ze Stanami Zjednoczonym ilość błędów, pomyłek, szalbierstw i cynicznego cwaniactwa jest zapewne zmultiplikowana do potęgi. Na dodatek, tam zazwyczaj większość jest bogata, a u nas większość wybiera działanie w polityce właśnie po to, by szybko, nie zważając na nic, szybko się wzbogacić. Może dlatego ciągle jesteśmy na 36 miejscu w rankingu poziomu korupcji według Transparency International?
Tak czy inaczej – gdy nie chce się być państwem autorytarnym, totalitarnym, czy nawet uprawiać dyktaturę, to sprawowanie władzy jest autentycznie nieustanną walką. I to również z przeciwnikami zewnętrznymi, gdzie tylko czyhają, by złapać nas na błędzie, gdy oni cały czas wkładają kij w szprychy, jak też z inercją masy własnych ludzi – niekompetentnych, nielojalnych, egocentrycznych i również skorumpowanych.
A my na to wszystko patrzymy i się wściekamy. Albo się śmiejemy oglądając serial "Figutantka", lub historyczne wygibasy Lecha Bolesława Wałęsy, gdy był on prezydentem.

2

Napisałem: polityka to – dynamika zdarzeń. Napisałem – chaotyczna. I w końcu napisałem także, że mamy duży kłopot, gdy te zdarzenia następują raz po raz, a czasem nawet jednocześnie na osi czasu.
Popatrzmy więc spokojnie na minione trzy lata, gdzie według naszego osądu, a także powszechnej opinii ludzi przyzwoitych, nastąpił przełom, którego celem jest ostateczne zniszczenie po-komunistycznych wrzodów i liszajów, którymi obrosła Polska.

Po wyborach 2015 byliśmy pełni optymizmu, ba... euforii. Nareszcie wygraliśmy. Naród miał dosyć złodziei, komuchów, oszustów, parweniuszowskich neo – oligarchów spod hasła – "Pierwszy milion trzeba ukraść". ( powiedział to, niby żartem, premier III RP, Jan Krzysztof Bielecki w wywiadzie w 1991 r.).
I co tu dużo gadać, najważniejszym marzeniem wszystkich przyzwoitych ludzi było szybkie rozliczenie szubrawców, przestępców i szkodników, nie tylko komuny, lecz także ludzi z III RP. Jednakże do dziś tak się nie stało. Dlaczego? Patrzmy dobrze i wyciągajmy wnioski. Chociażby dwie komisje sejmowe mające rozwikłać grube przekręty – ds. Amber Gold i komisja Jakiego. Proszę zwrócić uwagę, jak dużo ludzi, na różnych poziomach społecznych było zaangażowanych w przestępczym procederze. I co najgorsze – ilu jest w tym takich, którzy wykonywali pracę mającą nas przed przestępstwami chronić. Zarzuty mają już prokuratorzy, adwokaci i policjanci, a wkrótce również sędziowie. Zarzuty mają także urzędnicy, których postawa i decyzje umożliwiały kradzieże i oszustwa. To nie policzalny gang Łysego, czy Karka, to cała rzesza nieuczciwości. Tu jest problem z którym musimy się zmierzyć. Nie ma jednego, (czy nawet paru), Demona Zła, którego wystarczy wyeliminować i już będzie dobrze. Mamy całe grupy, którym należy przywrócić to, na czym opiera się zaufanie społeczne – przyzwoitość i uczciwość. Bez wysokiego poziomu zaufania nie ma co marzyć o pełnym poparciu społeczeństwa. W jakim stopniu na władzę dobrej zmiany rzutuje Przemysław M., działacz PISu w Gdańsku, przed aresztowaniem wiceprezes Lotosu, którego oskarża się o wyłudzenie kilkudziesięciu milionów złotych z państwowej kasy? Mamy powody by być zaniepokojonymi i nieufnymi? I do kogo w tej sytuacji zwrócić się o sprawiedliwość, jak wspomniane komisje dobitnie pokazały, że w całej Polsce nie ma systemu sprawiedliwości.
Wniosek jest jeden – z ukaraniem winnych szkody państwa i obywateli będzie można działać dopiero wtedy, gdy naprawi się cały system. Gdy wreszcie zaprowadzi się porządek, którego dzisiaj nie ma.
Szwankuje edukacja, służba zdrowia, szkolnictwo wyższe. Wielkim siedliskiem korupcji są samorządy terytorialne. Wystarczy tylko wspomnieć Hannę Gronkiewicz Waltz w Warszawie, czy śp.Pawła Adamowicza w Gdańsku. Wszyscy to wiemy i żądamy ukarania. Lecz poprzednicy skonstruowali system tak sprytnie, że bez łamania istniejącego prawa, jest to niemożliwe.
A jak widzimy, nie jest to tylko polski wynalazek, bo choćby w USA prezydent nie może przeprowadzić swoich zamierzeń, jak to, z meksykańską granicą, bo wrogi kongres wyłącznie jemu na złość, na to nie pozwala. Czy będzie więc niekwestionowany przywódca świata, zachowując legalizm, zmuszony wprowadzić stan wyjątkowy?

Wrogowie władzy, która jest nie po myśli światowego establishmentu, tych, co uzurpują sobie władzę nad światem, jak to w Paryżu powiedział jeden z protestantów w żółtych kamizelkach – "bankierów, złodziei i zboczeńców", robią wszystko by istniał jak największy bałagan, ten wspomniany chaos, według zasady, że najlepiej łowić ryby w mętnej wodzie. To jest ich naturalny żywioł. By nic znienawidzonemu rządowi szło jak po maśle, co rusz dorzucają nowe szczapy do ognia. Tylko w samej zoologii były to cierpienia kornika drukarza, świątecznych karpi i rozplenionych ponad miarę dzików. Każdy pretekst jest dobry, by zagrać na emocjach, zaszkodzić władzy i nie pozwolić na spokojne funkcjonowanie.
Wrogowie na akcje zaczepne i prowokacje mają miliony. Wydają je lekką ręką chroniąc swoje setki miliardów dolarów. Sama rodzina Rothschildów szacowana jest na 400 miliardów USD netto. Wobec najbogatszych George Soros, ich "pistolet do rozwalania światowego ładu" jest niemalże biedakiem ze swoimi 8,3 miliardami USD.

A Polska nadal jest krajem biednym. Biedna biedą obywateli, zrujnowaną, rozkradzioną i wyprzedaną gospodarką i lichą infrastrukturą. Przeciętna polska rodzina jest nadal czterokrotnie biedniejsza, niż rodzina w bankrutującej Grecji.
Na dodatek staraniami kombinatorów III RP, we współpracy z ówczesnymi władzami (przeklęci Balcerowicz i Lewandowski na czele), nastąpiło potężne rozwarstwienie i rozrost biedy w kraju.

"Według NBP 10 proc. najbogatszych Polaków posiada 37 proc. całego majątku. Z drugiej strony jest 20 proc. najbiedniejszych, którzy posiadają tylko 1 proc. tego, co wszyscy Polacy. Straszne wręcz są dane, które pokazują, że 10 proc. najbiedniejszych nie posiada majątku w ogóle. Tylko długi. Ich majątek netto to -3,607 mld zł. "

3

11 września 2001 roku akurat byłem w domu, odpoczywając między rejsami. I traf chciał, że dosłownie od początku, bodajże na CNN, w czasie rzeczywistym oglądałem atak terrorystów na Manhattanie i masakrę niemalże trzech tysięcy ludzi. Napięcie było ogromne, a w tyle czaszki kołatała się myśl, że ten atak na Amerykę, to może być początek kolejnej wojny światowej.
Dzięki Bogu, myliłem się. Jednakże, jak mi proroczo zaświtało, wiedziałem, że już od tego momentu, wszystko będzie inaczej. Nastąpił pewien koniec.

Natomiast eksperci śledzący światową politykę i wszystko co się wokół tego dzieje, ze szczególnym uwzględnieniem gwałtownego rozwoju techniki, w tym głównie rewolucji informacyjnej i komunikacyjnej, twierdzą, że przełom w uprawianiu polityki nastąpił mniej więcej 20 lat temu.
Wówczas stwierdzono, że polityka światowa zrobiła się tak skomplikowana, że większość ludzi tego nie jest w stanie zrozumieć, więc mija się z celem tłumaczenie im tego, z odwoływaniem się do rozumu. Wystarczy, by osiągnąć pożądany cel polityczny, odwołać się wyłącznie do emocji i instynktów. I to tylko do paru, tych najbardziej prymitywnych i agresywnych. Żadne tam subtelne, miękkie uśmiechy, czy łzy. Ma być twardo i ostro.

Gwałtownie zaczął się rozwijać marketing polityczny. Do manipulowania polityką, tak, by wywierała skutecznie jak największy wpływ na poglądy, przekonania i opinie publiczną, zaangażowano wybitnych fachowców – analityków, matematyków, czy informatyków, by tworzyli algorytmy, matryce; wskazywali optymalne cele i właściwe technologie ich osiągania.
Warto tu podać, że przed referendum w Wielkiej Brytanii w sprawie Brexitu, oficjalny komitet strony dążącej do wyjścia z Unii wysłał do obywateli UK jeden miliard maili (1 000 000 000).

Zdecydowanie, uwzględniając skłonności mentalne większości obywateli zainteresowanych polityką, spośród wszystkich metod działania, wygrał czarny PR (pijar). Okazało się na podstawie antropologii i psychologii, że najsilniejsze, a jednocześnie najbardziej czułe do sprowokowania, są emocje związane ze słynnymi "four Fs" – fighting, fleeing, feeding, fornicating, czyli – walcz, uciekaj, jedz i rozmnażaj się. Te cztery podstawowe, najbardziej prymitywne instynkty istnieją u wszystkich żywych organizmów. To praktycznie cała kwintesencja życia. Nic więcej nie potrzeba.
Lecz człowiek został wyposażony w rozum, w tym w świadomość z całym wachlarzem różnorodnych emocji. I taka konfiguracja, czy struktura, powoduje, że wszelakie działanie, każda nasza decyzja, a także wszystkie poglądy i przekonania są emocjonalnie podbudowane.
Okazało się, że zdecydowanie najsilniejszą rolę, na czym należy oprzeć politykę, pełnią emocje negatywne, bo są one w strukturach społecznościowych, gdzie zawsze ktoś, ten drugi, a nawet całe grupy, mogą być wrogami i determinują wybór jednego z decydujących o przeżyciu instynktu – walcz, albo uciekaj.
Do tego właśnie służą takie emocje jak strach, nienawiść, pogarda, zazdrość, poczucie winy, czy wstręt.
Gdy zdecydujemy się odwoływać tylko do tych emocji; a potrafimy je wzbudzić nie przebierając w środkach, często z wykorzystaniem kłamstwa, kpiny, depersonalizacji (PiS jako szarańcza zżerająca drzewo – Polskę), plotek i pomówień, to normalna dyskusja merytoryczna, odwoływanie się do rozumu i gołych faktów, stają się zbędne.
Po co starać się tłumaczyć coś, co i tak, jak zwykle w uprawianiu polityki, jest skomplikowane, często rozmyte, nie czarno – białe i co trudno zrozumieć, jak szybszy i silniejszy efekt uzyska się powodując na przykład złość, albo strach (straszenie Polexitem).

Tak to właśnie dzisiaj uprawia się politykę, co jest w pewnym sensie gorzko ironiczne, w tak zwanych państwach demokratycznych.
Obywatele nie mają nic dopowiedzenia. Traktuje się ich jak stado owiec, gdzie wystarczy jeden owczarek, by skierowały się tam gdzie trzeba. Tam, gdzie ich pan sobie życzy.
Taki przywódca opozycji, Grzegorz Schetyna, nawet nie jest tym owczarkiem kierującym we właściwym kierunku; on jest tym przewodnim baranem, którego każde stado ma i reszta podąża za nim.
Kto więc jest tym owczarkiem? I najważniejsze – kto jest tym panem, który decyduje, co ma się stać.

4

Prawo i Sprawiedliwość usiłuje walczyć z tymi nowoczesnymi metodami manipulacji społeczeństwem, stosując tradycyjne sposoby, które wspólnie można nazwać – "po dobroci". Niestety to jest zła droga. To tak jakby bokser w przepisowych rękawicach, trzymający się ściśle reguł sztuki bokserskiej – uderzamy czysto, tylko pięściami w osłonie, wyłacznie powyżej pasa i nie w tył zawodnika, a również tylko wtedy, gdy stoi on na nogach, miał walczyć w klatce z przeciwnikiem według reguł MMA – mixed martial arts – mieszane sztuki walki, gdzie dozwolone jest wszystko, za wyjątkiem użycia broni. Można kopać, uderzać kolanem czy łokciem; całe ciało jest celem ciosów; można też dusić, nie ważne, czy przeciwnik stoi, czy leży.
Każdy musi przyznać, że tradycyjny bokser ma niewielkie szanse zwycięstwa w takiej walce.
Chyba, że sam jest olbrzymem, siłaczem, a jego przeciwnik mikrusem wagi piórkowej.

Rezultat tej nierównej, opartej na emocjach, jak też często na oszustwie i kłamstwie walki o władzę jest właśnie taki, że przeciętnemu Polakowi ciężko jest działania władzy zrozumieć, a dodatkowo sfrustrowany brakiem szybkich efektów elektorat prawicowy zaczyna się denerwować, a nawet tracić zaufanie do dobrej zmiany.

Nikt nie chce zauważać pewnej oczywistości – w wyborach 2015 zdobyto władzę, ale nie uzyskano kontroli nad państwem!
Niezmiernie trudno sobie radzić, gdy nie ma uczciwego wymiaru sprawiedliwości. Gdy wrogie są wyższe uczelnie. I co najgorsze, samorządy terytorialne wypowiadają państwu posłuszeństwo.
Na szczęście zdołaliśmy zdobyć wojsko i pozbyć się wrogiej kadry dowódczej. Tak samo policja właściwie służy państwu.
Gdyby nie to, to dawno byłoby pozamiatane, a Jarosław Kaczyński zająłby po Wałęsie pokój w Arłamowie.
I trzeba mieć świadomość, że trzy lata to za mało aby zrobić porządek i poskładać światowe i krajowe klocki, jak należy. To przecież jest proces przemian, który ostatnio miał miejsce w Polsce równo 100 lat temu – zaczął się w 1918, jak po latach odzyskaliśmy niepodległość i trwał całe dwadzieścia lat i niedokończony został przerwany wojną światową.

5

Automatyczne nasuwa się pytanie – po co to wszystko?

To proste. Chodzi nie tylko o utrwalenie, lecz także rozwinięcie obłąkańczego projektu dla Ziemi, gdzie 8 najbogatszych ludzi, plus ich akolici, będzie miało absolutną władzę nad wszystkim. Tylko oni będą, poprzez sprzedajne polityczne świnie, decydować o losach całej ludzkości.

A Polska? To zostało już wypowiedziane: - "Ma być, tak jak było".
Ma nastąpić powrót do swobodnej eksploatacji naszego biednego kraju, grabieży jego zasobów naturalnych, zasobów ludzkich i rynku zbytu towarów gorszej kategorii.
W żadnym wypadku nie można dopuścić by Rzeczypospolita stała się suwerennym i silnym państwem, a Polacy mieliby dobrobyt, spokój i szczęście.
Gdyż jeżeli tak się stanie, to oznaczać będzie koniec takiej Unii Europejskiej, jaka istnieje dzisiaj; koniec potęgi Rzeszy Niemieckiej, starającej się zawładnąć całą Europę; koniec świata "bankierów, złodziei i zboczeńców" i wreszcie powrót do korzeni – do klasycznych tysiącletnich reguł cywilizacji łacińskiej.

6

Dziś światem rządzi pieniądz. No, może jeszcze głowice atomowe. Kto ma jednego, albo drugiego więcej, ten jest górą. Słabi się nie liczą. A jak podskakują, to trzeba ich kopnąć w dupę. Niech znają swoje miejsce. To nic, że my jesteśmy przekonani, że nasze miejsce jest gdzie indziej. To oni mają pieniądze i te głowice, więc oni mają prawo dyktować, gdzie nasze miejsce.

Możemy to zmienić? I to bez rewolucji?
Wystarczy Polakom cierpliwości i zrozumienia?

.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.1 (głosów:6)

Komentarze

Powiem szczerze, czekałem na taki tekst. Wszystkie zasadnicze problemy z głowa, wielu naszych rodaków poruszone i wytłumaczone, jak budowa cepa! Tylko, czy cep wie, jak jest zbudowany? Obserwuję z przerażeniem, jak narasta fala zagarniania psychiki Polaków ( tym, którzy jeszcze ją teoretycznie mają samodzielną!) przez "specjalistów" . Cieszę się, że tekst powstał! Napiszę więcej za dobrą chwilę. Dziękuję jeszcze raz.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

yenom

#1578576

Witam i dziękuję!

 

Wystarczy się po niepoprawnych trochę rozejrzeć, by zobacz iż psychiczna manipulacja dotarła i opanowała mózg paru internautów.

Każdym tekstem demonstrują wyłącznie nienawiść i pogardę.

Smutne

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3
#1578622

Długaśne to wyszło ! 

Pokolenie ćwierkaczy tego nie łyknie. Emeryci stanowiący gros tego portalu są zdolni przebrnąć i zrozumieć. Dochodząc do tych samych wniosków, a raczej pytań - pewnie inaczej bym to napisał.

Podzielność uwagi przeciętnego człowieka jest ściśle określona. Trzy główne wiadomości i cztery drugoplanowe, razem siedem (magiczne!). Tę złotą zasadę znają i stosują wszystkie środki przekazu. Troszczą się o to by odbiorcy "głowa nie bolała" od nadmiaru. Troszczą się by odbiorca, prowadzony za rączkę, uznawał za istotne te informacje które wytypowała redakcja.

Internet dał nam szansę na dostęp i dzielenie się informacją niewygodną. Niestety ! Zarówno główny nurt, jak i drugi i trzeci obieg podlegają stałej manipulacji. Ponieważ wszystko co się dookoła dzieje jest chaosem - jest to próba sterowania procesem chaotycznym przez wiele ośrodków o sprzecznych interesach.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

#1578615

Witaj

 

Faktycznie długie...

Lecz ja tego nie pisałem dla niepoprawnych. Nie ta publika czytająca wyłącznie lektury obowiązkowe. Zazwyczaj ludzie dwu akapitowi.

Redakcja też raczej złakniona sensacji, często bez sensu, co widać teraz, gdy na stronie głównej jest pięć tekstów pod rząd o Adamowiczu.

I tak - manipulacja jest ogromna. Słabsze mózgi wysiadają.

Pozdro

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3
#1578623

A po co. Nie będzie (nie ma) sprawiedliwych Sądów (i Prekuratorów), porządek za rządzących zaprowadzą samosądy. "Cierpliwość i czekanie" (minęły już 3 lata) na oczekiwany porządek w Państwie chyba się wyczerpują, gdyż Polak chce tylko ""wygody i szczęścia". Gdy ma pełny brzuch i dobry stołek, już nie interesuje go co dzieje się wokół niego.

  Jeśli Ci którzy tak parli na stołki nie przyjrzą się co się dzieje na dołach służb i nie wezmą się do roboty, skutków przewidywać nie trzeba. Dziękuje za artykuł.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Kolejorz

#1578625

 Właściwie wszystko zostało wyjaśnione w tym artykule i wbrew poprzednim komentarzom przebrnąłem przez niego bez skrótów i jak autor uważam, że ich być nie powinno jeśli mamy zrozumieć cały mechanizm manipulacji społeczeństwem.

 Jedno tylko moim zdaniem można dodać; to co może zmienić świat i pokrzyżować plany tej garstki wszechwładnych banksterów to oddolne ruchy patriotyczne (takie jak np polska Solidarność, której działaczy niestety bardzo szybko i efektywnie zastąpiono "swoimi") lub działalność grup społecznych oparta na europejskich chrześcijańskich korzeniach i wartościach, które są wyjątkowo groźne dla ideologii konsumpcjonizmu.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

niezależny Poznań

#1578629

Tekst jest zdecydowanie za długi, nawet jeśli pominę kwestię mego marnego wzroku.Więc wskażę na jeden aspekt, który autor chyba pominął. otóż oprócz okresów chaosu, występują w świecie okresy stabilizacji systemowej, polegającej na osiągnięciu stanu równowagi jego elementów, która po pewnym czasie ulega rozpadowi.

System jest zorganizowany wielopoziomowo, a każdy z poziomów zorganizowany jest na zasadzie emergencji, co chroni i podtrzymuje jego stabilność. Po jakimś czasie, wskutek dynamiki, na tych poziomach kumulują się zmiany, które prowadzą do rozpadu systemu.

Z tego by wynikało, że dla stabilizacji politycznej, trzeba odejść od globalizacji i ograniczyć wpływ UE, bo to są czynniki wszczepiające chaos do struktur państwowych. A to wymagałoby przesterowania motywów ludzkiej dzialalnośći  nastawionej na nieokiełznaną konsumpcję. Ale tu pojawia się pytanie jak tego dokonać i co dalej.

Z resztą tekstu w zasadzie się zgadzam.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1578634

Z tą długością tekstu  - są periodyki, które właśnie takich opracowań żądają. Nic na to nie poradzę. Wrzucam to również na NP, choć wiem, że tu chodzą głównie 2-3 stronnicowe ostre felietoniki, a'la wczesny Kisiel.

 

Ad rem... Osobiście znam taki okres prawdziwej stabilności, gdzie wszystko kręciło się praktycznie daleko w środku cyklu Nyquista - to było aż 400 lat historii Cesarstwa Chin.

Tylko dzisiaj mamy wybuch, za wybuchem. Ile ja już rewolucji przeżyłem w swoim życiu. Dlatego tak trudno. I jak specjalnie uwypukliłem, to nieliniowa dynamika, atraktor jest dziwnie powykręcany i bifurkacje zdarzają się niemal codziennie (vide - dzisiaj trzy drogi Brexitu).

Globalizacja to pomysł poroniony. To stanowczo za wiele zmiennych.Tu wysiada teoria wielkich liczb Bernoulliego. Dla uprządkowania polecam "A Mathematical Theory of Evolution" [http://math.uchicago.edu/~shmuel/Network-course-readings/Yule.pdf] . Jest tam wyraźnie powiedziane, że większe szanse rozwoju i dobrostanu mają nieduże grupy. Wniosek - każda federalizacja jest błędem, a globalizacja to pewna katastrofa.

Cóż... jak napisałem, argumenty się nie liczą i mało kogo interesują

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1578670

Do tego że małe grupy są stabilniejsze, nie trzeba skomplikowanej matematyki, wystarczy prosta liczba Dunbara wynosząca 150, a wskazana przez ewolucję.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1578826