Grygiełkiewicze

Obrazek użytkownika jasieńko
KawiarNIA

Kto by się spodziewał, że ta Polska co to z komunizmem zerwała zwróci się ku dawnej polskiej manierze jaką przejawiała tuż przed jej rozbiorami. I nie chodzi bynajmniej o demontaż wojska do skromnego stanu osobowego i zniszczenia własnego produkcyjnego zaplecza militarnego. Czy to nie znak powtórki? Zapomnijmy na chwilę, że jest PO i PiS, że są jakieś KODy i klucze – jest 40 mln (tak dla uproszczenia) ludzi mieszkających w Polsce i chcących – tak przynajmniej deklarują – robić wszystko dla dobra kraju, w którym mieszkają, i w którym mają mieszkać ich następne pokolenia. I cóż wybrani przedstawiciele mieszkających robią? O czym decydują?

Zamiast polegać na krajowym potencjale ludzkim w zakresie kadr rządzących i dyplomatycznych (w końcu z prawie 40 mln ludzi można wybrać perły) przyjęto manierę osiemnastowieczną – zatrudnimy obcych. Ale czego oczekiwać po uczestnikach round table... nic gorszego nie mogło się zdarzyć, no ale kto decydował – wszyscy wiedzą. Podobno – tak uświadamia kalendarz – minęło od round table ćwierć wieku, a w tym czasie niewiele się zmieniło. Autorytety częstokroć okazały się szmatami, a do koryta garnęli się głównie ci bez kręgosłupa. Wygląda na to, że to jeden z objawów globalizacji (jest przecież unijny Fundusz Globalizacji) i niezależnie, czy w Ameryce czy w Europie to zgnilizna ta sama, a porównując zdjęcia Piniora z Podestą (ten od kampanii Hilary), i gdy dodamy do tego Chodorkowskiego można dojść do szokującego wniosku – jacyż to oni podobni.

     Nie dziwią więc tacy obcokrajowcy jak Rostowski, Radek, Grygiełko, doradcy Balcerowicza czy ostatni niedoszły nastolatek jako doradca w MON, a o ilu nie wiemy? Wystarczył obcy paszport i czyjeś namaszczenie. No dobrze, niech i tak będzie, ale tak naprawdę - co w efekcie im zawdzięczamy? Czy ktoś pokusił się o jakieś zestawienie danych, liczb i efektów? A może lepiej nie... Podobnie jest na sąsiedniej Ukrainie z Grygiełkiewiczami z USA, Litwy, Gruzji i z tym naszym... Grygiełkiewiczem Sławomirem.

A jak było z Grygiełkiewiczami w Polsce XVIII w. przed rozbiorami? Wspaniałe informacje i częściowe wyjaśnienie zawiera książka J. Bartoszewicza Panowie niemieccy na dworze Stanisława Augusta (Warszawa 1852). Było takich niemieckich Grygiełkiewiczów sporo, a najbardziej z nich znani to: Jan Jerzy Fleming podskarbi wielki, Fryderyk Bryl generał artylerii, Szymon Cortecella (Kortyzelli) królewski generał-adjutant czy generał Karol Kokcej. Były jednak różnice – mniej i więcej istotne.

Podstawowa różnica była taka: aby zostać członkiem „rządu” należało mieć już (czyli wcześniej) zasługi swojej rodziny dla Polski, ale i tak – pomimo uszlachcenia - dopiero w trzecim pokoleniu. Jedynie ze wsparciem króla można było tę karencję ominąć i uzyskać obywatelstwo polskie oraz dostęp do „urzędów” na zasadzie indygenatu, którą to ścieżkę dostępu i tak musiał zatwierdzić sejm.

Natomiast cechą wspólną wtedy było - i dziś jest - zgarnianie do siebie i pod siebie na wszelkie sposoby; to ta ciemna strona natury ludzkiej ujawniająca się przy sprzyjających warunkach. Wówczas potrafili doskonale lawirować pomiędzy wpływowymi i decydującymi rodami trwając u boku króla; teraz tego nie muszą robić – stawiani są od razu po stronie ugrupowania czasowo silniejszego i trwanie przy korycie jest niejako automatyczne. Można powiedzieć, że wypełniają zadanie powierzone im przez kogoś (trudno od razu wyrokować, że to obce i wrogie nam byty, chociaż w przypadku Rostowskiego nic innego nie przychodzi mi na myśl) i gdyby spojrzeć na tę sytuację z innej strony to... Ano właśnie, użycie osób z zewnątrz i niezwiązanych z układami w danym kraju – przy założeniu uczciwości, lojalności i etyki takich osób – ma swój sens, czego przykładem mogłaby być Ukraina. Mogłaby, ale Sakaszwili już zrezygnował...

     Teoretycznie nominacja Grygiełkiewicza przez W. Waszczykowskiego była decyzją suwerenną obecnego rządu. Wróćmy jednak do tej starej książki, z której przedstawię kilka cytatów, bo warto je skonfrontować z XXI w. rzeczywistością, np. - król dodaje lat jak chce (str. 27):

Król, który wchodził do tajnych układów, starostwo oddał wtedy synowi ministra, panu Fryderykowi Aloizemu Brylowi z Ocieszyna, ale że sędzia stołecznego grodu liczył dopiero lat 12, August III stosownie do praw polskich, dodał mu wieku tyle, ile było potrzeba żeby pełnoletnim był i sądził (król dodał mu 6 lat - 18 sierpnia 1750 konsens Czartoryskiemu i additio nanorum Brylowi). Oczywiście starsi mieli za młodego starostę pełnić obowiązki obywatelskie.

Ze str. 68:

Nazywał się Cortecella katolikiem, tem bardziej, że losu spodziewał się w Polsce, a Rzplita jeszcze wtenczas niestarła się z życiem zachodu i po prostu szczerze sobie wierzyła.

Str. 95:

Król Poniatowski otaczał się chętnie przychodniami, ze wszystkich czterech stron świata. Raziły te imiona włoskie, francuskie, i niemieckie na jego dworze, baronów, hrabiów, patryciuszów. Sam król jegomość dawał im tytuły dziedziczne koronne. Ale i ci przychodnie stali za kulisami Rzplitej. Byli to tylko jego szambelany, adjutanty, konsyljarze. Piastowali urzędy rodzinne, familijne, nowo wytworzone dla wygody pana i dla zaspokojenia ambicji ludzi, którzy aż z dalekich stron do Polski po urzędy i tytuły przywędrowali, ależ i tych panów nieznała Rzeczpospolita.

Str. 104:

Narzekali posłowie na wpływy ludzi obcych bez imienia, ukrytych za kulisami. W Rzplitej, gdzie wszystko robiło się jawnie i uroczyście, gdzie kontrolla rozciągała się nad każdą czynnością ministra przez zazdrość szlachty o swoje swobody, w Rzplitej gniewał posłów ten wpływ postronny, nieuprawniony, w sprawy Polski, jaki się dawał jawnie postrzegać. Widzieli posłowie ten wpływ i dawniej, ale milczeli przez wzgląd na majestat.

Str. 151:

Król Stanisław dał mu [Kokcejowi – J.] wtedy indygenat polski w r. 1768. Jednocześnie niezmierną massę cudzoziemców Poniatowski sejmowi podawał do obywatelstwa polskiego.

     Jednak ktokolwiek, nawet przypadkowo, mający kontakt z informacją medialną wie, że polityka rządu reprezentującego Polskę jest proamerykańska, a wielu odkrywa ze zdumieniem, że i proizraelska; a jest także proukraińska i to już koniec naszych politycznych sympatii typu „pro”, bo wypełnianie poleceń UE nie kwalifikuje się pod pojęcie sympatii. Oficjalnie nic z tego pozytywnego nie mamy (niektórzy powiedzą – jeszcze), widać za to minusy (niektórzy zaprotestują – głupiś): 4 mld mniej na koncie, jabłka (to raczej polityka unii), zamiana [to w przenośni – J.] ruskich garnizonów na amerykańskie (tzw. natowskie – np. [1] [2]), amerykański sławetny offset, ochrona danych osobowych (sejf u izraelskich towarzyszy) czy tajna umowa [3] i jak poszukać to wiele innych.

Jeśli wierzyć doniesieniom z Ukrainy [4] to w tym samym czasie gdy obecny prezydent A. Duda ustalał coś z obecnym prezydentem P. Poroszenką w Warszawie, na Ukrainie były prezydent B. Komorowski kontynuował swą misję pojednania z narodem ukraińskim nie bacząc na możliwy kolejny akt zamachu jajkiem na jego wizytowy garnitur. Z tego nasuwa się wniosek, że kierunek naszej proamerykańskiej polityki na Ukrainie nie zmienił się mimo zmiany rządów w Warszawie – jak by nie patrzeć, to dwóch niechętnych sobie prezydentów (równocześnie!) pomaga nieprzyjaznym nam sąsiadom, którzy bronią się rękami i nogami, by powiedzieć: Lachy, wybaczcie nam.

Jak na dłoni widać, że nie robimy wiele (prócz szumu wyszehradskiego), by jednać się z narodami Słowacji i Czech, które nie są w NATO. Wyznaczonym dla nas celem jest pomoc we wciągnięciu Ukrainy do Unii i do NATO. Widać to już od czasu wspólnej piłkarskiej imprezy, Mundialu 2012 – po to nas połączono. Właśnie tu mamy przykład długofalowej polityki – niestety amerykańskiej. Podam jeszcze dwa przykłady długofalowości: bankierska (to nawet wyjaśniał parę dni temu w polskim sejmie autor „Wojny o pieniądz”; i izraelska, w którą wielu – nie tyle nie chce, co – wręcz boi się uwierzyć.

Na zakończenie ciekawostka. Prawie historyczna.

We wniosku z 21.10.2016 r. wniesionym do Sejmu, a dotyczącym senackiego projektu ustawy o zmianie ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej (druk 985) czytamy, że do treści ustawy obecnie obowiązującej (z 01.04.2016 r.) doda się następujące sformułowanie:

Za inny ustrój totalitarny uważa się w szczególności faszyzm, nazizm niemiecki, nacjonalizm ukraiński i litewski, militaryzm pruski, rosyjski i niemiecki.

A gdzie w tym wszystkim Austria?

To dlaczego nie rozwijamy polityki proaustriackiej?

Na usta cisną się kolejne pytania, a dotyczące tego wytłuszczonego, ale w świetle politycznej pomocy Ukrainie zadam tylko jedno:

o jaki nacjonalizm chodzi, ten stary czy ten współczesny?

 

[1] Oświadczenie Rządowe z 18.09.2013 r. poz. 1105 Dz. U.

[2] Obwieszczenie MON z 21.10.2016 r. poz. 1735 Dz.U.

[3] Umowa międzyrządowa z 08.03.2012 r. poz. 253 Dz.U.

[4] http://zik.ua/pl/news/2016/12/02/bronisaw_komorowski_we_lwowie_ukraina_musi_znale_siy_aby_rozwiza_1002185

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)