Polska to dumny kraj

Obrazek użytkownika Janusz 40
Kraj

Było dużo wspaniałych ocen wartości polskiego żołnierza i polskich osiągnięć na polu nauki i kultury europejskiej. Już w pierwszym obszernym opisie państwa Mieszka I dokonanym przez emisariusza (wywiadowcę - szpiega) kalifa Cordoby - Ibrahima ibn Jakuba z 965 r. jest podana liczba wojowników (zaciężnych) armii Mieszka I: Było ich trzy tysiące (Arabowie doskonale umieli liczyć), a każda setka ich warta była w boju tyle ile dziesięć secin innych. Kronikarz dokładnie opisuje jeszcze zaopatrzenie rodzin owych wojowników. To na owe czasy była prawdziwa armia potężnego państwa, a nie "drużyna" jak to określają niektórzy historycy (z Bożej łaski). „Drużyna” w dzisiejszej wojskowej organizacji, to 1/3 plutonu, to zazwyczaj 1/12 kompanii, to kilkunastu zołnierzy. Nazwanie potężnej armii Mieszka I „drużyną”, to celowy zabieg mający zdeprecjonować potęge tego władcy. Wystarczy sobie uzmysłowić, że pięciuset rycerzy, których zebrał Kazimierz Odnowiciel wystarczyło mu do odzyskania władzy w Polsce. Co dopiero jest posiadanie trzytysięcznej zaciężnej armii (licząc wg ocen tego wyspecjalizowanego emisariusza kalifa Kordoby – trzydziestotysięcznej) – to wystarczyło do budowy na owe czasy regionalnego mocarstwa, a Bolesławowi Chrobremu do budowy imperium.

            Niekwestionowanym przez nikogo "Pierwszym niepokonanym rycerzem Europy był Zawisza Czarny herbu Sulima z Grabowa". Mało kto wie, że Krzyżowiec Bolesław Wysoki (Przystojny) - syn Władysława Wygnańca też był słynnym niepokonanym rycerzem, co wykazał w wielu rycerskich potyczkach.

           W latach 1158-1162 książę Bolesław uczestniczył w wyprawie cesarza Fryderyka Barbarossy do Włoch. Podczas oblężenia Mediolanu potężnie zbudowany i groźny rycerz wyzywał na pojedynek rycerzy cesarza. Gdy żaden nie podjął wyzwania, zarzucił im tchórzostwo i zniewieściałość. Żądny sławy i rozgłosu Bolesław przyjął wyzwanie. Doszło do pojedynku:

           W największym pędzie koni ścierają się najpierw kopiami, lecz kiedy cios rycerza z Mediolanu chybił, a Bolesław, książę polski, tak go kopią ugodził i potrząsnął nim, że olbrzym odniósłszy śmiertelną ranę, osunął się z konia na ziemię, by wyzionąć ducha. A Bolesław nie zwlekając, był bowiem mężem rzadkiej ruchliwości, sam również zeskoczył z konia. Dobija leżącego olbrzyma i obdarte ze zbroi martwe ciało zostawia na środku placu.

Wg Kroniki Jana Długosza:

           Wszędzie, gdzie się pokazał lub przebywał, wszyscy wskazywali go z ogromnym podziwem jako zwycięzcę olbrzyma, a jego bohaterską odwagę sławiły wszystkie usta.

            O wartości polskiej husarii przekonały się czterokrotnie liczniejsze wojska szwedzkie pod Kircholmem kiedy to hetman Karol Chodkiewicz dał im przesławne lanie. Jeszcze większą wiktorię odniósł hetman Stanisław Żółkiewski pod Kłuszynem pokonując siedmiokrotnie liczniejszą armię cara W. Szujskiego (ze szwedzkimi posiłkami) - w wyniku czego Moskwa ukorzyła się przed Polakami; carem został został syn króla Zygmunta III Wazy - Władysław IV.

           Kiedy Kara Mustafa zbliżał się z armią liczącą samych wojowników grubo ponad 100 tysięcy (i drugie tyle ciurów obozowych) do Wiednia - zarówno Papież, jak i cesarz Leopold słali błagalne listy do "Lwa Lechistanu" - naszego króla Jana III Sobieskiego pisząc, iż samo nazwisko Waszej Królewskiej Mości sprawi, że wszystkie wojska austriackie i niemieckie nabiorą ducha do walki, bez którego nawet nie podejmą się obrony miasta. Nie zawiedli się na niezwyciężonym hetmanie, później królu. "Venimus, vidimus - Deus vicit" - napisał po bitwie Jan III Sobieski do papieża.

           Kiedy generałowie raportowali Napoleonowi, że wąwozu Samosierra nie da się zdobyć, że to niemożliwe - odpowiedział: "Niemożliwe dla moich Polaków? - Zostawcie to Polakom". Kozietulski ze swoimi szwoleżerami "potwierdził" słowa Bonapartego.

           O Bitwie Warszawskiej, "Cudzie nad Wisłą" wspomniał Prezydent Trump w swojej przepięknej przemowie. To wówczas po raz drugi Polacy uratowali Europę – tym razem przed przed bolszewicką barbarią. I nie są to słowa na wyrost; angielski polityk, pisarz i ambasador lord D'Abernon zaliczył ją do 18 najważniejszych bitew w historii. Warto sobie uzmysłowić, że wszyscy byli zafascynowani wówczas "pierwszym państwem sprawiedliwości społecznej" - i to nie tylko robotnicy na całym kontynencie, także intelektualiści. Robotnicy angielscy sabotowali produkcję uzbrojenia dla walczącej Polski, czescy kolejarze nie przepuszczali transportów z bronią i amunicją. Ogłupienie było powszechne. Oczywiście ludobójstwo stalinowskie miało miejsce później; nie było powszechnej wiedzy na czym w istocie polega komunizm. Węgry pomogły nam dostawami amunicji, Francja wyposażyła "Błękitną Armię" gen. Hallera. Cały naród polski się zmobilizował; to nie tylko Piłsudski; polityczną pracę wykonywał premier Witos, wspaniałą sztabowo-wojskową - gen. Rozwadowski. W polu dowodzili świetni generałowie: W. Sikorski, Śmigły Rydz, Sosnkowski, Haller.

Jakże współbrzmią z tekstem przemówienia D. Trump'a słowa ministra SZ B. Becka wypowiedziane w sejmie przed wybuchem II WW:

"Pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor".

            Wiemy co powiedział o Polakach premier Churchill po zwycięskiej "Bitwie o Anglię" - "Nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym". Szkoda, że w Jałcie, Poczdamie, a nawet w czasie parady zwycięstwa w Londynie o tym jakby "zapomniał".

Po bitwie pod Monte Cassino dowódca wojsk sprzymierzonych we Włoszech - gen Aleksander powiedział; „Gdybym miał wybierać, którzy żołnierze są najlepsi - wybrałbym Polaków".

Ale nie tylko o żołnierskich przewagach:

          W znakomicie napisanej (oczywiście w skrócie) historii Polski pt. "Boże igrzysko" - Norman Davies (Anglik mieszkający także w Krakowie) dostrzega nieprzeciętne talenty Polaków: „Nie jest niczym zaskakującym, że wędrujący po świecie Polacy mają swój nieproporcjonalnie wysoki wkład w dzieje naukowych podróży i badań, a także w rozwój związanych z tego typu działalnością dyscyplin naukowych – kartografii, etnografii i geologii. Sir Paweł Edmund Strzelecki (1797 – 1873) wykonał mapę australijskiego interioru, zdobył najwyższy szczyt górski i nazwał go Górą Kościuszki; Aleksander Hołyński (1816 – 93) zbadał południową Kalifornię i przepowiedział powstanie kanału panamskiego; niebagatelne są też dokonania całej rzeszy Polaków wywiezionych do Rosji – od znanego z licznych nieprawdopodobnych dokonań Maurycego Beniowskiego (1746 – 86) po Bronisława Piłsudskiego (starszego brata Józefa 1866 – 1918), który odegrał pionierska rolę w naukowych badaniach ludów Syberii, Azji Środkowej i północnego Pacyfiku. Ich rodacy pojawiali się nieoczekiwanie w najodleglejszych zakątkach świata – można tu wymienić Michała Czajkowskiego (1804 – 86), znanego w Turcji jako Sadyk Pasza, kubańskiego rewolucjonistę Karola Rollow-Miałowskiego (1842 – 1907), Ignacego Domeykę (1802 – 89) geologa i działacza oświatowego w Chile, czy Ernesta Malinowskiego (1808 lub 1815 – 99) pioniera kolejnictwa w Peru, gdzie wybudował najwyżej położoną linię kolejową na świecie. Na przełomie wieków aktorka Helena Modjeska (Modrzejewska) (1840 – 1909) była zapewne pierwszą emigrantką polską, której nazwisko znalazło się w nagłówkach gazet. Za nią poszło wielu innych – w tym tenor operowy Jan de Reszke (1850 – 1925) i jego brat Edward bas wagnerowski; Maria Curie -Skłodowska (1867 – 1934), która wsławiła się odkryciami w dziedzinie fizyki i chemii, pianista Ignacy Jan Paderewski (1860 – 1941) czy tancerz Wacław Niżyński (Nieżynski). Joseph Conrad (J.K. Korzeniowski 1857 – 1924) zdobył sławę jako angielski powieściopisarz (uważany za najwybitniejszego pisarza-marynistę na świecie – moja uwaga), Guillaume Apollinaire (Apolinary Kostrowicki (1880 – 1918) zaś jako francuski poeta”. 

          Historyk wymienia wielu jeszcze słynnych na świecie Polaków m.in. antropologa Bronisława Malinowskiego, architekta i budowniczego mostów – Rudolfa Modrzejewskiego (Ralpha Modjeskiego), ale też projektanta mostu nad Niagarą – Sir Casimira Gzowskiego, matematyka Stanislawa Ulama, biochemika Casimira Funka, filozofa nauki Jakuba Bronowskiego. Wśród artystów zauważa sławnych w tej dziedzinie pianistę Artura Rubinsteina, klawesynistkę – Wandę Landowską, dyrygenta Leopolda Stokowskiego, z gwiazd filmowych – Polę Negri i Marion Davies.

Polskie korzenie wg Davies'a mają także – Samuel Goldwyn (współwłaściciel Metra Goldwyn Mayer) i Sir Lewis Namier (1880 – 1960). Ten ostatni urodzony w Woli Okrzejskiej (w której urodził się też Henryk Sienkiewicz) – Namierowski – czołowy Syjonista – akurat fatalnie zapisał się w historii Polski. To z jego winy tzw. „Linia Curzona” (przyjęta przez „Wielką Trójkę” jako wschodnia granica Polski – została zubożona o Wołyń ze Lwowem.

 

Następna 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:11)

Komentarze

Nie sposób tu i teraz nie wspomnieć, że jest też równie długa lista, równie "dumnych ze swych dokonań", takich co pamiętne słowa Becka rozumieli na odwrót. Autor wymienił tylko jednego z nazwiska, resztę niech po wsze czasy okryje hańba milczenia.
Ale dziś przychodzi nam dzielić ten kraj z hordami, dla których polska duma i honor to wstyd i hańba. Wrzeszczą o tym na całe gardło, na cały świat. Czują bezkarność bo podobne im psubraty urządzają światowy ład.

Jak długo jeszcze pozwolimy koniunkturalistom i nienawistnikom rządzić tym dumnym i niepokornym krajem? Lista hańby niepokojąco się wydłuża. Gdy ich liczba osiągnie masę krytyczną, pogrzebie naszą polską dumę na wieki.

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0
#1565112

a mię zda się,że się Waszeć mylisz. się ,wielu było takich co zdawało im się ,że Polaków stłamszą i poddanemi swemi uczynią lecz kopa w dupę dostawszy wypieprzali z granic naszych w podskokach.czego i teraz im życzę.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

marekpolo

#1565230