Ks. Adam Skwarczyński: „OJCZE NASZ” NOWEGO ŚWIATA

Obrazek użytkownika Jacek Mruk
Świat

https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2019/04/25/ks-adam-skwarczy...

Napisał
podróżnik po Nowym Świecie
Adam Skwarczyński
ku pokrzepieniu serc
pielgrzymujących jeszcze przez starą ziemię
na samym końcu czasów, gdy się spełniły wieki.

Czuwajcie!
Ufajcie!
Dotrwajcie!

Kto czyta, niech woła: PRZYJDŹ!
MARANA THA!

7 KWIETNIA 2019 DANE MI BYŁO „ZAJRZEĆ DO NIEBA”…

Tam Bóg Ojciec bardzo cierpi z powodu buntu swoich ziemskich dzieci, całych miliardów, kroczących drogą potępienia. Stworzył je do wiecznego szczęścia i nie chce ich utracić. Wolałby pewno skrócić ich ziemskie życie, niż pozwolić im zanurzać się coraz bardziej w złu, a przez to zasługiwać na coraz głębsze piekło. Czy nie przypomina się tu sytuacja z czasów Noego i Potopu, opisana w 3. rozdziale Księgi Rodzaju (5-8)? „Kiedy Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: «Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem». [Tylko] Noego Pan darzył życzliwością”.

Chodzimy sobie po ziemi spokojnie i często beztrosko, nie mając pojęcia o tym, że w Niebie „powszechna mobilizacja” została już zakoń­czona. Anielskie Potęgi pochylone są nad ziemią w najwyższym napięciu, czekając na sygnał, na jedno słowo Boga Ojca, by runąć z impetem do decydującej bitwy. Pierwszy z jeźdźców Apokalipsy, ten na białym koniu, zwiastuje koniec złudnego, pozornego pokoju, zdejmując z ramienia łuk wojny. Jeździec na koniu czarnym, ogłaszający głód, szykuje się już do galopu, jakby chciał wyprzedzić tego na koniu czerwonym, zwiastującego wojnę. Dzieci Boże, obudźcie się! Dlaczego w ten sposób obchodzicie się z Bogiem, tak kochającym was Ojcem, dlaczego tak ranicie Jego serce i zmuszacie Go do podjęcia tak trudnej i bolesnej decyzji, do tak drastycznej interwencji w życie wasze i całego świata?!

Wprawdzie tęcza na niebie po deszczu jest dla was Bożym zapewnieniem, że potopu już nie będzie, jednak Bóg ma w zanadrzu na czas sprawiedliwości wiele innych środków, do użycia których zmusicie Go, Jego niewdzięczne dzieci, niechcące korzystać z Jego miłosierdzia. Zostawi przy życiu tylko „darzonych życzliwością” na wzór Noego i da im w użytkowanie ziemię tak oczyszczoną i piękną, że będą na jej widok płakać ze szczęścia i trwać w ciągłym dziękczynieniu. I to właśnie wtedy, przynajmniej w ostatnim okresie jej istnienia, nareszcie Modlitwa Pańska nabierze absolutnie pełnego znaczenia. Popłynie jednak ona tylko z ust ocalonych, na pewnych obszarach bardzo nielicznych, a ocaleć i wejść do „Nowego Świata” będzie ogromną łaską i darem dla czystych serc, napełnionych po brzegi miłością Boga i bliźniego.

„OJCZE! TATUSIU!”

Pierwsza ludzka para płonęła miłością do Boga nam nieznaną, a więc i była z Nim zjednoczona w sposób tak pełny i wzniosły, że dzisiaj tego nie pojmiemy. Stąd też zwracała się do Boga Jego imieniem własnym: „Ojcze, Tatusiu” w sposób dla nas niepojęty, ogromnie ciepły i bezpośredni, a z doświadczania Jego bliskości (po Raju się „przechadzał”) czerpała prawdziwe szczęście. Zwycięstwo szatana zburzyło to wszystko, a ogromne wyrzuty sumienia skłoniły Adama i Ewę do ucieczki i ukrywania się przed Bogiem. I my to po nich dziedziczymy.

Bóg Ojciec pragnął, by Jego Syn zamieszkał w Raju jako Głowa całej ludzkości i jako Droga dla niej do Jego wiecznego domu. Chociaż utraciliśmy Raj, nie zmienił swoich planów i posłał na ziemię, niestety zepsutą i cierpiącą, swojego Syna, by jako nasz Odkupiciel wypowiedział tutaj na nowo Imię Ojca z tą miłością, jakiej wszystkim zabrakło. Ponieważ Ojciec brzydził się najmniejszą plamką grzechu i zła, stworzył dla swojego Syna „Nowy Raj” – Maryję Niepokalanie Poczętą. I to właśnie z Jej ust, z Jej serca po raz drugi na ziemi popłynęło ku Niebu w duchu doskonałej modlitwy miłosne wołanie: „Ojcze, Tatusiu!”, zanim znalazło się ono na ustach Jej Boskiego Syna. Jednak na końcu czasów, za naszych dni, popłynie ono wkrótce po raz czwarty (także doskonały) z ust wszystkich Bożych dzieci, pozostawionych na ziemi po jej dogłębnym oczyszczeniu.

Pod koniec trzeciego dnia ciemności wszyscy ocaleni i modlący się w domach usłyszą potężny głos Anioła: „Padnijcie przed Panem i wyrze­knijcie się grzechów lekkich, nawet najmniejszego zła!”. Wszyscy uczynią to, i w tym momencie nabiorą ogromnego obrzydzenia (wstrętu) do naj­mniej­szego nawet zła, które do tej pory lekceważyli. Staną się dzięki temu ludźmi nowymi, a spomiędzy nich i Boga zniknie ciemna zasłona lęku, wstydu i wyrzutów sumienia. Cała ich zła przeszłość zostanie zapomniana – i przez Boga, i przez nich – i nigdy nie będą już do niej wracać. Również historia wojen i klęsk oraz grzechów publicznych przestanie wszystkich interesować, także jej ślady i pamiątki, pomniki i muzea. Ten właśnie fenomen tak opisuje prorok Izajasz (65,17): „Nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą”. Gdyby ludzie z garbem zakodowanej w nich złej przeszłości weszli do świata nowego, od razu zaczęliby go psuć – stałby się wkrótce światem garbatych, pochylo­nych i smutnych, niezdolnych do patrzenia w niebo! Tak nie będzie, gdyż właśnie do tych jakby stworzonych na nowo ludzi odnoszą się słowa Jezusa: „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa” (ani niebieskiego, ani ziemskiego, które za chwilę będzie wam dane). A więc będzie to (dosłownie!) świat „dużych dzieci”.

Te właśnie „dzieci” odczują ogromną bliskość Boga jako swojego Tatusia w sposób od czasów Maryi i Jezusa na ziemi nieznany. A On nie będzie im miał za złe, że będą wobec Niego całkiem naturalne i sponta­niczne, w duchu wdrapując Mu się na kolana i pragnąc Jego pieszczoty. Bóg nigdy się nie zmienia, a więc i dzisiaj każdego z nas tak „pieści”, jakby był Jego jedynakiem. My jednak jesteśmy przekonani, że jest od nas gdzieś bardzo daleko, chwilami jakby nieobecny, nieczuły… Właśnie wtedy to poczucie oddalenia zostanie na zawsze przełamane, i to ku radości i Jego, i naszej! Będzie kochany w taki sposób, w jaki zawsze pragnął być znany, czczony i kochany przez swoje ziemskie dzieci. A wtedy Kościół nie będzie miał żadnego problemu z ustanowieniem święta ku Jego czci, o które prosił już tak dawno, w latach 40-tych ubiegłego wieku. Może również z tego obrazu, który polecił wtedy namalować swojej wybrance, matce Eugenii Ravasio (dziś zaginionego) będą na nas patrzeć Jego pełne miłości oczy w miejscu naszego zamieszkania, pracy, nauki… Dobrze by było, gdyby siódmy dzień każdego miesiąca był poświęcony Jego czci.

„NASZ”

Pierwsi ludzie żyli w doskonałej harmonii tak ze sobą, jak i z Bogiem, nic ich nie dzieliło. Już ich synowie prowadzili inne życie: jeden drugiego zabił. Im dalej ludzie szli w przyszłość, tym dalej odchodzili i od siebie, i od Boga, a ciągłe wojny stały się dla nich chlebem powszednim. Im dalej od Boga, tym dalej od siebie nawzajem – i w rodzinie, i w każdej społecz­ności, większej lub mniejszej. Nawet gdy stajemy obok siebie w kościele i odmawiamy „Ojcze Nasz”, najczęściej jesteśmy sobie obcy i obojętni, nie czujemy się wspólnotą, zjednoczoną przed obliczem Boga więzią prawdziwej miłości. Coraz rzadziej przychodzą i stają ramię w ramię członkowie całej rodziny.

W Nowym Świecie będzie zupełnie inaczej. Pojednanie z Bogiem pójdzie w parze z pojednaniem z ludźmi, absolutnie wszystkimi, a potem z tak pełnym i wspaniałym zjednoczeniem serc, że wszyscy na świece będą się czuli jak jedna rodzina. Styl życia pierwszych chrześcijan teraz powróci, a nawet jeszcze się pogłębi. Będzie to nie tylko wspólnota dóbr, ale i pełna jedność ducha, niemal taka jak w Niebie, a więc bardzo upra­gniona przez Boga, naszego Ojca. Wszystkie dobra staną się wspólne, i materialne, i duchowe. Po raz pierwszy wszyscy wypróbują na sobie samych prawdziwość stwierdzenia Jezusa, że „więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu” (Dz 20,35). Tego rodzaju szczęście z uszczę­śliwiania innych i ze sprawiania im radości stanie się powszechne.

Tragiczne były skutki wspólnego budowania wieży Babel, gdyż wznosili ją ludzie zbuntowani przeciwko Bogu, więc miała być jakby ich pięścią, wyciągniętą ku niebu. Bóg pomieszał ich języki, przez co uniemożliwił dalsze jej budowanie. Teraz da im jeden język, język miłości, znany mieszkańcom Nieba, więc dzięki niemu porozumieją się ze sobą mieszkańcy ziemi, ale nie tylko między sobą, lecz także z mieszkańcami Nieba. Dzięki temu Niebo niepomiernie zbliży się do ziemi, więc i rozkwit ludzkiego ducha będzie niezwykły. Z Nieba przyjdą potrzebne natchnienia, ogień rozpalający serca, świadomość wspólnego pielgrzymowania do jednego celu: do Tronu Ojca. To przyczyni się do niebywałego rozkwitu świętości i osiągnięcia w niej szczytu dotąd prawie nieznanego. Jak bardzo tęskni za tym czasem Bóg nasz Ojciec!

Będzie to jedyny na ziemi okres, gdy nie będzie na niej niewierzących ani pogan, więc Modlitwa Pańska zjednoczy wszystkich ludzi. Wszystkie umysły otworzą się na Bożą Prawdę, a wszystkie serca na Miłość Ojca Niebieskiego. O tym to właśnie czasie prorokował Jeremiasz (31, 34), że „nie będą się musieli wzajemnie pouczać, mówiąc jeden do drugiego: «Poznajcie Pana!», wszyscy bowiem od największego do najmniejszego poznają Mnie – mówi Pan”. Ponieważ „nikt nie zna Ojca, tylko Syn oraz ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,6), będzie to jedyne na ziemi pełne poznanie przez wszystkich Boga Ojca właśnie dzięki objawieniu. Poznanie, dzisiaj dostępne wyłącznie dla nielicznych misty­ków, wtedy stanie się powszechne.

„KTÓRYŚ JEST W NIEBIE”

Pobierz całość w pdf: Ks. Adam Skwarczyński – Ojcze Nasz Nowego Świata

„Ojcze Nasz Nowego Świata” w formacie A5 w kolorowej okładce (cena 2 zł) można zamawiać pisząc na adres jutrzenka2012@gmail.com, gdzie otrzymacie adres i nr tel. do dystrybutora opracowań, książek i innych publikacji ks. Adama Skwarczyńskiego

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)