Ks. Adam Skwarczyński: Czy umiesz ochrzcić w sytuacji wyjątkowej?

Obrazek użytkownika Jacek Mruk
Świat

https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2017/06/21/ks-adam-skwarczy...

CZY UMIESZ OCHRZCIĆ W SYTUACJI WYJĄTKOWEJ?

Na stronie: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/pomoc-duchowa/kacik-dla-nie... został zamieszczony mój artykuł „Kącik dla nieochrzczonych” (5 stron A4). Teraz zwracam się do ochrzczonych z pytaniem, czy umieją udzielić tego sakramentu w sytuacji wyjątkowej, niebezpiecznej, gdy nikogo innego nie ma w pobliżu, a już na pewno zwykłego szafarza. A księży w parafiach pytam: czy wypełnili swój obowiązek, wynikający z Kanonu 861 §2 KPK? Oto jego treść: „Duszpasterze, zwłaszcza zaś proboszcz, powinni zatroszczyć się o to, aby wierni zostali pouczeni o prawidłowym udzielaniu chrztu”.

Wkrótce miliardy ludzi staną twarzą w twarz przed Jezusem, przychodzącym w Paruzji „z wielką mocą i chwałą”. Ogromna liczba tych, którzy Go nagle poznają, zapragnie pójść za Nim do Domu Ojca drogą Dekalogu i Ewangelii, drogą przynależności do Kościoła. Jak wiemy, bramą do Kościoła, ale także do Nieba, jest sakrament Chrztu świętego. Możemy się więc domyślić, że ta ogromna rzesza, oświecona i pobudzona łaską Bożą, nagle zawoła, jak w Jerozolimie w dniu zstąpienia Ducha Świętego: „Co mamy czynić, aby się zbawić?! Ochrzcijcie mnie!!!”, a my nie będziemy mogli im tego odmówić w tych nadzwyczajnych okolicznościach. Czy wiemy, jak mamy się wtedy zachować?

Kodeks Prawa Kanonicznego zawiera pouczenia, dotyczące Chrztu w sytuacji zagrożenia życia:

Kan. 865 §2: Dorosły (tzn. ten, kto ukończył 14 rok życia – zob. kan. 863), znajdujący się w niebezpieczeństwie śmierci, może być ochrzczony, jeśli mając jakąś znajomość głównych prawd wiary, ujawni w jakikolwiek sposób intencję przyjęcia chrztu i przyrzeknie, że będzie zachowywał nakazy chrześcijańskiej religii.

Kan. 868 §2: Dziecko rodziców katolickich, a nawet i niekatolickich, znajdujące się w niebezpieczeństwie śmierci, jest godziwie ochrzczone nawet wbrew woli rodziców. Kan. 870: Dziecko podrzucone lub znalezione, jeśli po dokładnym zbadaniu nie ustali się jego chrztu, należy ochrzcić. (W razie watpliwości należy użyć formy warunkowej: Janie, jeśli nie jesteś ochrzczony, ja ciebie chrzczę w Imię…).

Zwykle za Chrzest dorosłych odpowiedzialni są biskupi diecezjalni, oni też ustalają warunki i zasady przygotowania do niego etapami, najczęściej na przestrzeni trzech lat. Jednak wskutek Paruzji Jezusa powstanie sytuacja nadzwyczajna, która nie tylko upoważni nas, ale wprost narzuci nam wyjątkowy sposób działania. Będzie się przecież zbliżała wielka kara Boża, przeróżne kataklizmy, które zmiotą z powierzchni ziemi miliardy ludzi, czasu więc na naukę i przygotowanie do Chrztu zabraknie. Zgodnie z nauką Kościoła w okolicznościach zagrażających czyjemuś życiu może ten ktoś poprosić o Chrzest każdego przechodnia, i to nawet niewierzącego lub wyznawcę innej religii, jeśli ten zechce wypełnić dwa warunki: że użyje on wody i wypowie konieczne słowa, a przy tym uczyni to z pragnieniem wypełnienia tego, co w takiej sytuacji czyni Kościół.

Ośmieszyłby się ten, kto by wtedy wpadł w popłoch i zaczął myśleć zwykłymi kategoriami: „Gdzie ja ci teraz znajdę rodziców chrzestnych?! Do jakiej księgi i w jakiej parafii ma być wpisany twój chrzest? Gdzie tu szukać białej szaty?” – itp. Jednak, gdyby czas na to pozwalał i okoliczności (np. znajomość języka), dobrze by było mającemu przyjąć chrzest zadać kilka pytań: czy wierzysz w Trójjedynego Boga i w życie wieczne, czy żałujesz za wszystkie grzechy i czy postanawiasz poprawę? Jak wiemy, Chrzest gładzi nie tylko grzech pierworodny i wszystkie inne, ale i uwalnia od kary za grzechy, czy to na ziemi, czy w czyśćcu. Czy jednak Bóg odpuszcza grzechy, za które ktoś nie żałuje? Dlatego, w razie potrzeby, należy chrzczonemu pomóc wzbudzić sobie żal za grzechy, które stały się przyczyną męki i śmierci Odkupiciela – tak wiele Go kosztowały.

W świątyni przed Chrztem składane jest wspólne wyznanie wiary (jest to Skład Apostolski, znany nam z pacierza czy Różańca), które i my możemy głośno odmówić, albo przynajmniej zadajmy chrzczonemu jakieś pytania, dotyczące głównych prawd wiary. Mamy także, zgodnie z Kodeksem Prawa, zachęcić chrzczonego do złożenia przyrzeczenia, że będzie przestrzegać w dalszym życiu „nakazów religii chrześcijańskiej”. Gdyby to jednak był głuchoniemy albo posługujący się językiem nam nieznanym, a tylko na migi dał nam znać, że prosi o Chrzest – powinniśmy go ochrzcić z pominięciem nawet tak krótkiego przygotowania. Zastąpmy je wtedy gestami znanymi wszystkim: złożywszy dłonie do modlitwy i wznosząc wzrok w górę, pobudźmy go do modlitwy, a następnie, bijąc się w piersi z pochyloną głową – do wzbudzenia sobie szczerego żalu za grzechy.

I oto wszystko gotowe. W pobliżu mamy wodę na tyle głęboką, że możemy w niej zanurzyć z głową chrzczonego (sami możemy też do niej wejść, ale wystarczy, jeśli z brzegu zdołamy dokonać jego trzykrotnego całkowitego zanurzenia), albo też mamy w ręku naczynie z wodą – jakąkolwiek, nawet wytopioną ze śniegu czy lodu – do polania głowy. Może być święcona, ale wiedzmy o tym, że poświęconą specjalnie do Chrztu dysponują tylko kapłani.

Gdy jest woda, trzeba wypowiedzieć odpowiednie słowa sakramentalne, a wypowiadając je, jednocześnie tej wody użyć. Oto one: Janie (Janino), ja ciebie chrzczę w Imię Ojca (polanie głowy wodą) i Syna (polanie) i Ducha Świętego (polanie). Ewentualnie – jak wyżej powiedziano – trzykrotne, przy wypowiadaniu tychże słów, zanurzenie ręką głowy chrzczonego w wodzie. Gdy szafarz sakramentu znajduje się w wodzie obok przyjmującego, może wywrzeć nacisk na cały korpus albo tak go pochylić podtrzymując, np. pod plecy, by cały się trzykrotnie zanurzył. Jakkolwiek to zrobi, niech pamięta, że to on ma być tym zanurzającym, gdyż nikt nie może ochrzcić samego siebie.

Jak wiadomo, ludzie mają często imiona „pogańskie”, które wypowiemy na pierwszym miejscu, ale na drugim możemy umieścić imię któregoś ze świętych. Choć i bez tego chrzest będzie ważny, ale w ten sposób będą mieli swojego patrona.

W kościołach po udzieleniu sakramentu następuje wspólne podziękowanie Bogu, więc warto je zachować: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

Gdyby warunki na to pozwalały, dobrze by było dać nowoochrzczonemu kartkę o takiej (w przybliżeniu) treści: „Dnia… ochrzciłem z wody Muhammada Józefa… (nazwisko), co potwierdzam swoim podpisem:…”. Możemy też go zachęcić, by przy najbliższej okazji poszedł z tą kartką do jakiejś parafii, a księża poinformują go o dalszych krokach, zwłaszcza o namaszczeniu olejem krzyżma świętego oraz o przyjęciu Bierzmowania i Komunii Świętej.

CZY UMIESZ OCHRZCIĆ ZMARŁEGO?

Chociaż niektórzy z Czytelników mogą być zaskoczeni tym moim pytaniem, są i tacy, dla których ten temat nie jest obcy. Ileś lat temu w „Rycerzu Niepokalanej” napotkałem szczegółową „instrukcję”, odnoszącą się do chrztu zmarłych dzieci, zawierającą obrzęd dość rozbudowany. Było tam kilka modlitw, które mogły sprawiać wrażenie, że są ściśle konieczne, chociaż w rzeczywistości takimi nie były. Ktoś pobożny ułożył je pewno po to, by wszystko razem wyglądało bardziej „uroczyście”. Dla mnie ważne było to, że tak popularny miesięcznik, posiadający aprobatę władzy kościelnej, w ogóle poruszył ten temat. Przez to samo odmówił podpisania się pod orzeczeniem papieskiej komisji teologicznej z 2006 roku. Stwierdziła ona, że dusze małych dzieci zmarłych bez chrztu idą prosto do Nieba, gdyż są one niewinne, a nieskończenie miłosierny Bóg ma na pewno nieznane nam sposoby na ich uszczęśliwienie. To orzeczenie jest wyłącznie opinią teologów, której przyjęcie nas nie obowiązuje – tym bardziej, że przekreśla wielowiekowe (chociaż nie ujęte w dogmat) przekonanie Kościoła w tym względzie. Zgodnie z tym przekonaniem żaden nieochrzczony nie może cieszyć się w Niebie uszczęśliwiającą wizją Boga, a małe dzieci obdarzone są wyłącznie szczęściem naturalnym, podobnym do Raju, w miejscu zwanym po łacinie „limbus puerorum”. Jest to jakby przedsionek Nieba.

Nie zagłębiając się w dyskusję możemy śmiało przyjąć, że jeśli raz zrobimy wyłom w tradycyjnej nauce Kościoła, reszta nam się rozsypie – bo dlaczego nie mieliby oglądać Bożego Oblicza nieochrzczeni starsi, którzy aż do śmierci nie popełnili grzechu ciężkiego? Dla mnie większą wartość od opinii teologów ma pouczenie w tej kwestii przychodzące z Nieba. Myślę o tym, co napisała włoska mistyczka Rosa Quattrini, która mieszkała w San Damiano, gdzie teraz jest wielkie sanktuarium. Otóż zstąpienie duszy Pana Jezusa do piekieł, w które wierzymy zgodnie ze słowami Składu Apostolskiego, dotyczyło nie piekła (jak twierdzą np. prawosławni), lecz otchłani, w której czekali na Odkupiciela wszyscy sprawiedliwi Starego Przymierza. Z niej to właśnie wywołał Pan Jezus dusze Mojżesza i Eliasza, by rozmawiać z nimi na górze Tabor. Zstąpiwszy tam po swojej śmierci ochrzcił Pan Jezus ich dusze i otworzył im Niebo. Otchłań jednak nie przestała istnieć – zaczęła się na nowo zapełniać duszami sprawiedliwych nieochrzczonych, które tym razem na swój chrzest muszą czekać aż do końca świata. Muszą – to już dodam od siebie, a myślę szczególnie o duszach dzieci – jeśli my nie będziemy naśladować Pana Jezusa i ich nie ochrzcimy!

W czasach apostolskich istniała praktyka, później zaniechana i na tyle zapomniana, że w dzisiejszych komentarzach do Pisma Świętego nie znajdujemy logicznego i pewnego jej wyjaśnienia. Porusza ją św. Paweł w 1 Liście do Koryntian (15,29): „Jeżeli umarli w ogóle nie zmartwychwstają, to czemuż za nich [niektórzy] chrzest przyjmują?” Jednak to tłumaczenie nie jest precyzyjne i zależy od sposobu myślenia tłumacza. Równie dobrze (korzystam tu ze słownika greckiego) można te słowa oddać w ten sposób: „… To czemuż [niektórzy] są zanurzani zamiast nich (lub: w ich zastępstwie)?” Moim zdaniem wyjaśnienie tego zdania nie jest trudne: Kościół wierzył, że można udzielić Chrztu duszy zmarłego. Lecz jak ochrzcić samą duszę, nie widząc ani jej, ani ciała? Jak ją zanurzyć w wodzie? Wobec tego ktoś na ziemi (już ochrzczony) reprezentował tego zmarłego chrzczonego, użyczając swojego ciała i będąc zanurzanym w wodzie jakby w jego zastępstwie, a udzielającemu Chrztu było wtedy łatwo skoncentrować się w myśli na duszy zmarłego. I ja postępuję w podobny sposób, który teraz opiszę.

Gdy przychodzi do mnie matka poronionego dziecka, daję jej specjalnie ułożoną modlitwę. Ma jej ona pomóc wyjść z duchowej traumy – by zamiast się smucić, a czasami i oskarżać o jakieś zaniedbania, uczyła się wielbić Boga za wieczne szczęście swojego dziecka. Proponuję jej także chrzest duszy tego dziecka, by mogło wejść do Nieba. Zapalam świecę (choć nie jest to konieczne) i odmawiamy Skład Apostolski jako symbol tej wiary, w której jesteśmy ochrzczeni oraz chrzcimy innych. Następnie nad naczyniem w kształcie miseczki matka trzyma swoją dłoń zwiniętą w pięść, a ja polewam ją trzykrotnie w Imię Osób Boskich, jakby ta pięść była główką dziecka, nadając ustalone wcześniej imię. Gdy płeć dziecka jest nieznana, proszę jego matkę, by wybrała dwa imiona, męskie i żeńskie, a wypowiadając oba, rozdzielam je słowem „albo”, np.: Mariuszu albo Mario, ja ciebie chrzczę w Imię Ojca… Gdy rodzice nie mogą być przy tym obecni, a mnie o taki chrzest zmarłego dziecka proszą, wykorzystuję swoją własną pięść, którą polewam drugą ręką.

Mogę stwierdzić, że niejedna matka wyszła z mojej zakrystii duchowo przemieniona i pocieszona. Towarzyszące jej głębokie przekonanie, że ona i jej rodzina mają w Niebie świętego orędownika, na pewno przełożyło się jakoś na jej życie codzienne. Mam nadzieję, że otrzymana do domu modlitwa mogła jej przynieść nowe spojrzenie na Boga jako nieskończenie miłującego Ojca, ale i na jej własne macierzyńskie powołanie, dobrze wypełnione. Mam także wersję tej modlitwy dla obojga rodziców.

Zachęcam rodziców zmarłych przedwcześnie dzieci do ochrzczenia ich dusz w sposób zbliżony do opisanego. A jeśli sami przyczynili się do ich śmierci i teraz tego żałują, niech tym bardziej takiego Chrztu dokonają, by zło zwyciężyć dobrem. Wielkim dobrem byłoby także podjęcie przez nich adopcji nieznanego sobie dziecka poczętego, by swoją 9-miesięczną modlitwą uchronić je przed aborcją i w ten sposób wynagrodzić Bogu za swój grzech. W każdej parafii mogą otrzymać na ten temat informacje. Wprawdzie w parafiach odbywa się w niektóre dni roku uroczyste włączenie się chętnych w to dzieło, ale w każdej chwili można się do niego przyłączyć w oparciu o otrzymane teksty.

Zdarza się również, że wiadomość o planowanej w rodzinie lub wśród znajomych aborcji mobilizuje otoczenie do walki o to zagrożone życie. Nieraz sam Bóg pokazuje, jak bardzo sobie tę walkę ceni, obdarzając potomstwem małżonków dotychczas niepłodnych, którzy się w nią zaangażowali.

Wejście do Nieba jest szczęśliwym uwieńczeniem ziemskiego życia, które w tym momencie znajduje swoje przedłużenie w wiecznym szczęściu. Kto tylko będzie miał ku temu okazję, niech w oparciu o powyższy tekst dopomoże przez Chrzest – czy to żyjącym na ziemi, czy już zmarłym – wejść do Wiecznej Chwały, wypełniając tym samym najwznioślejszy dobry czyn. A my wszyscy pielgrzymujący przez ziemię życzmy sobie nawzajem z głębi serca: DO SPOTKANIA W BRAMIE NIEBA!

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)