Świat Trumpa przed wyborami...

Obrazek użytkownika Jacek K.M.
Świat

Na arenie świata dziś o dominację walczą dwie siły: bezbożny międzynarodowy socjalizm z socjalizmem lokalnym, patriotycznym. Gdzie podział się stary świat, w którym aby niszczyć twoją kulturę, tożsamość i wolność wróg musiał wpierw najechać kraj i krwawo zniszczyć opłacane z twoich podatków państwo. Dziś to już anachronizm, twoje historycznie ukształtowane wartości są bezlitośnie atakowane przez wielkie międzynarodowe korporacje bez granic i co dziwniejsze, za tę demolkę płacisz ty! Żyjemy w okresie podbojów bez wojen, w świecie w którym najeżdżający barbarzyńcy zmieniają twoje myślenie w twoim salonie, twoim samochodzie, w twoim własnym komputerze i  telefonie. Biorą cię w jasyr, uśmiechniętą, zadowoloną z siebie i uprowadzają w kierunku obcej twoim przodkom kulturze, a ty z satysfakcją uiszczasz podniesioną miesięczną opłatę, aby czasem nie wypaść z “gównego” nurtu... 

Nowo tworzone imperium Unii Europejskiej (przecież było już w średniowieczu Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego) w myśl starego przysłowia (ryba psuje się od głowy) pogrąża się w początkowych drgawkach w synchronicznej projekcji ilustrowanej przez Angelę Merkel (niestety z rodziny Kaźmierczak z Poznania). Dotychczasowy porządek światowy (z lat 40-tych ub. stulecia) powoli odchodzi w czeluść Historii, tym samym stwarzając niebezpieczne podciśnienie  dla nowych aspirantów do dominacji. Jednocześnie w perspektywie polskiej roli jako wycieraczki Europy obok zagrożeń wybuchła nadzieja na pomyślną przyszłość.         

Wojnę ze światem chrześcijańskich wartości prowadzi chyba sam diabeł, gdyż walka idzie tu o ludzką duszę i wolność jednostki. Lewacy zawłaszczają kolejne obszary ludzkiej aktywności i jakiś czas temu połknęli nawet liberalizm, który przez nich uwłaszczony ”cieszy się” licznymi ograniczeniami wolności człowieka. Dla siebie w trakcie podboju żądają tolerancji, o której zaraz zapominają kiedy uda im się wstawić nogę w uchylone przez ciebie drzwi. Totalitaryzmy (niezgrabnie kopiując religię) zawsze ograniczały wolność jednostki w imię dobra ogółu, bądź jakiejś utopii, której wspaniałości szary człowiek zwykle nie jest w stanie zrozumieć (dlatego jego szare komórki np. komuniści usiłowali  farbować na czerwono).

Widzowie zapowiadanego spektaklu zmagań o hegemonię między Ameryką i Chinami krzątają się ustawiając krzesła raz to po prawej, raz to po lewej stronie geografii ogromnej teatralnej sali, jednak na tym etapie najbardziej tłoczno jest w samym środku niezdecydowania. Widzowie wyczekują licząc na drobne i większe podarunki, wsłuchani w groźby  i “gwarancje” każdej ze stron. Wśród znakomitych gości są Rosja, Unia Europejska, Indie i szereg regionalnych potęg, oraz reszta planktonu. Reżyserzy groźnie pomrukując próbują rozdawać klapsy, bonusy, zachęty i ostrzeżenia zapowiadając, że w tym nowocześnie zaprojektowanym przedstawieniu wezmą udział właściwie wszyscy obecni na widowni, czy tego chcą czy nie. Problem w tym, że uczestnicy nie mają pojęcia, czy przedstawienie już się rozpoczęło (i w nim uczestniczą), czy też wszystko może rozejdzie się po przysłowiowych kościach (bez ich łamania).

Nie mam tu miejsca na charakteryzowanie hegemona (USA) i rzucającego wyzwanie (Chiny), ale sama inscenizacja już mówi nam o słabnięciu jednego i umacnianiu się drugiego. W sumie można uogólnić mówiąc, że jeśli chcemy wiedzieć w jakim kierunku pójdą zmiany na świecie wystarczy przestudiować historię starożytnych Aten, czy nawet Rzymu. Mimo upływów kilku tysięcy lat człowiek tak naprawdę niewiele się zmienił, zmieniły się tylko gadżety i narzędzia, którymi operujemy w naszym świecie. Tak jak w przyrodzie, tak i w ludzkiej historii mamy do czynienia z cyklami i odpowiednio ich konsekwencjami. Oczywiście ten “blueprint” czy logiczny plan może mieć odbicia jak śnieg w maju, czy Hitler w Europie, ale generalnie wszystko i tak (po kłopotach) wróci do planu. 

Tyle atramentu ciśnie się na klawiaturę pióra, ale pisząc przeciętnie co dwa tygodnie muszę się zawężać i ograniczać do zagadnień w moim odczuciu najważniejszych, więc ściągnę lejce moich szalonych koni, aby znaleźć jakąś w miarę prostą drogę do naszych spraw. Polska w tym coraz bardziej otwartym, globalnym świecie ma swoje tradycyjne problemy. Z jednej strony jesteśmy braćmi Słowianami, czyli winniśmy rozważać opcję rosyjską, ale my jesteśmy łacinnikami, oni z Bizancjum, ortodoksi, więc dla nich jesteśmy zbyt blisko z zachodem i jesteśmy zdrajcami słowiańszczyzny (nawet tej post mongolskiej).  

Tacy już jesteśmy nie chcieliśmy przyjąć chrześcijaństwa od Niemiec, przyjęliśmy bezpośrednio od Rzymu. Przed II wojną światową sprzymierzyliśmy się z Francją i Anglią, odrzucając ofertę niemiecką, czy jakąkolwiek propozycję współdziałania z Rosja Sowiecką. Podobnie jest i dzisiaj, broń Boże z Putinem, tym razem Wanda “chciała” Niemca, jesteśmy w UE, ale trzymamy się rękawa Ameryki (za który musimy zapłacić), która ciągle przystojna, ale idzie do krawca, aby uszyć sobie tańsze ubranie, nie chce już być rozrzutna, bo ją na to nie stać!

Ameryka jakoś przekwitła na naszych oczach, ma ładne sady, ale nie rodzi już tych smakowitych dobrych owoców, wstydliwie chowa swoje robaczywki i w ostatnim porywie próbuje sięgnąć po środki owadobójcze. Czy wydobrzeje, nawet przy nowym Ogrodniku, czy pociągnie nas wszystkich w brutalny korkociąg, kto wie? Pociechą jest, że mocarstwa nie upadają z dnia na dzień, to zawsze jest proces, ale to co dzieje się wewnątrz US niestety nie napawa optymizmem, głównie z powodu korupcji w wielu obszarach. Ta korupcja jest programem Nowego Porządku Światowego, według starej sprawdzonej zasady: chcesz zbudować Nowy Świat, najpierw musisz zburzyć fundamenty starego świata. Tymi fundamentami są jednak rodzina, kultura, tradycja, religia i naród, stąd uczestniczymy w niewypowiedzianej wojnie, której celem jest zniszczenie powyższych pojęć, wartości i instytucji wytworzonych w ciągu kilku tysięcy lat przez zachodnią cywilizację (i nie tylko).

Już na pierwszy rzut oka widać, że projektanci NWO wzięli na talerz i połknęli zbyt zachłannie i zbyt wiele i całkiem możliwe, że im to zaszkodzi, ale nawet jak przegrają to pozostawią niezły bałagan. Jednak to jest ciągle pobożne życzenie i śpiew łabędzi, oni mają się całkiem dobrze i jeszcze nieraz gorzko zapłaczemy na drodze ich sukcesów. Naszym problemem jest sytuacja będąca konsekwencją wymóżdżenia polskich elit tak przez agresję socjalizmu niemieckiego narodu wybranego  nazistów, a później sowieckich socjalistów wybranej klasy społecznej. Ci okrutni dewianci, niestety wykastrowali Naród Polski organizując zagładę, przepuszczając przez maszynkę do mięsa wszystko to co było narodowotwórcze, zabijając najlepsze córki i synów Narodu Polskiego. Pozostawili mogiły, żebraków, eunuchów i strach! 

Gdzieś tam po świecie żyli rozrzuceni z łaski zdradliwych aliantów prawi i bojowi Polacy, których skazano na walkę o przetrwanie, rozgoryczenie i czasem hańbę. Nie bardzo mogli walczyć o Polskę, zmuszeni walczyć w nowych warunkach o przetrwanie i prosperitę własnych polskich rodzin. Kiedy stworzyli patriotyczne organizacje, sowiecka PRL-wska agentura zdwoiła wysiłki, aby tych Polaków skłócić i patriotów ośmieszyć i zdławić. Z tej sowieckiej opieki Polonia nie może się podnieść do dziś, choć próby trwają.

W Polsce PiS idzie swobodnie po obfite zwycięstwo w jesiennych żniwach, co chwila swoimi “piątkami” powodując wstrząsy w obozie opozycji totalnej, która powoli traci koloryt, a po odejściu Ryszarda Petru, staje się bezbarwna przypominając zimowe słońce: świeci, ale nie grzeje. Petru popisał się też tym, że przepisał majątek na (zdradzaną) żonę i zadużył się, posłał swoje chucie na posłankę, która podobno z kolei przepisała swoje dzieci na byłego męża. Teraz premier Morawiecki nie może spokojnie spać, Petru ogłosił powrót do ekonomii. W trybie natychmiastowym zbiera się Plenum KC PiS rozważając różne warianty możliwych sytuacji kryzysowych w gospodarce. Giełda zadrżała, a inwestorzy (jak lewica w stanie wojennym) zbliżają się do kościoła. Doszło nawet do tego, że wielkomiastowy rolnik Kamysz założył gumofilce i szuka ratunku na polskiej wsi.

Dobrze, że PiS zadbał o najuboższych i o ludzi, którzy nie mogą sobie poradzić w życiu, ale jednak powinien włączyć się dzwonek alarmowy zgodnie z zasadą, że wspomagając model zachowania powodujesz jego pomnożenie. Przypomina to  dyskusję: co dać głodnemu człowiekowi: codziennie rybę, czy też wędkę i przeszkolenie jak łowić ryby? W US populację bezdomnych oblicza się na 0,5 miliona ludzi. W powiecie i mieście Los Angeles w Kalifornii jest co najmniej 60,000 bezdomnych, ok. 30% z nich to ludzie psychicznie chorzy, 20% przybyło z innych stanów. Lewicowe władze zamierzają wydać następne $20,000 na osobę i wybudować im tanie mieszkania, ten program już jakiś czas trwa.  To obszerny temat, ale w opiekuńczej dla bezdomnych Kalifornii przebywa (i ciągle przybywa) 24 proc. bezdomnych w US (a 17% w NY, 6% Floryda, 5% Teksas). Lokalny rząd nałożył wyższe podatki na pracujących i stworzył wiele pomocowych programów, które niestety są magnesem dla nowych bezdomnych (np. dla narkomanów czyste strzykawki), szerzy się alkoholizm, prostytucja, narkomania, a nawet tyfus! 

Kalifornia to interesujący przyszłościowy przypadek gdzie obok miliarderów żyją ludzie biedni. Matka Ziemia w ostatnich tygodniach jakby chciała wytrząsnąć wszystkie antywartości z tego stanu (zbliżony do populacji Polski) i dołączyć go ponownie do kontynentalnej Ameryki, ale 7.1 w skali Richtera widocznie niewiele zmieniło. W światowym rankingu oddzielona Kalifornia byłaby 5-tą gospodarką świata. Wielkie korporacje z Kalifornii dominują na całym świecie (Google, Facebook, Apple, eBay, etc), na ulicach widać wielu ludzi z nadwagą, czy słyszał ktoś, aby ludzie z nadwagą garnęli się do rewolucji? 

W US po lewej stronie politycznej bieżni trwają przedbiegi do wyłonienia kandydata, który za rok w imieniu Demokratów zderzy się w walce o prezydenturę z Trumpem. Co chwila na politycznym firmamencie wybucha jakiś strumień ognia utrudniając życie a to któremuś z polityków, a to innej znanej postaci. Trump w okresie przedwyborczym jest (mimo swojego słynnego niewyparzonego języka) dość ostrożny w obserwowaniu słupków społecznego poparcia, w tej grze można się nawet głupio wyłożyć na przysłowiowej skórce banana. Jakoś nie dał się wciągnąć w następną gorącą fazę zainicjowanego sporu z Iranem, a w tym kierunku popycha go silne syjonistyczne lobby, którym jest otoczony.  

Według Rasmussen Reports poparcie dla Trumpa plasuje się na 46%, przy 52% przeciwnych. Z powyższego 33% mocno popiera Trumpa i 42% którzy mocno są mu przeciwni, czyli na dzień dzisiejszy daje to -9 punktów przeciwko Trumpowi, ale jest zbyt wcześnie aby coś wyrokować. Demokraci muszą pobić się między sobą i wtedy pojawi się przeciwnik. W tych dniach ma miejsce ostra debata nad projektem Trumpa wydalenia części nielegalnych imigrantów, 2,000 miało być zatrzymanych w niedzielę, dotyczyć miał ludzi z wyrokami i innymi wykroczeniami wobec prawa. Trump obiecał to swoim wyborcom, więc musi pokazać, że ich nie oszukał...

Teraz  wybuchła odgrzana afera z pedofilem, milionerem żydowskiego pochodzenia  Jeffrey Epsteinem, skazanym w 2008 r. na 13 miesięcy spania w więzieniu (w ciągu dnia pracował). Podobno ten śmiesznie niski wyrok związany był z tym, że pedofil organizował przyjęcia z nieletnimi dziewczynkami dla wielu przedstawicieli światowej śmietanki i miał ożywione kontakty z wywiadem. Na liście Epsteina znajduje się wielu czołowych polityków partii demokratycznej, których (kiedyś miliarder, teraz milioner) sowicie finansowo wspierał. Oczywiście Demokraci za wszelką cenę chcą powiązać Trumpa z Epsteinem, ale poza tym, że wszyscy miliarderzy w NY się znali, to Trump tylko raz był gościem pedofila jego słynnym prywatnym samolotem “Lolita Express” i na jego karaibskiej wyspie orgii. I po procesie w 2008 r. zakazał Epsteinowi wstępu do swoich posiadłości. Natomiast w “towarzystwie” powstał popłoch, np. taki Bill Clinton skorzystał z “lolity Express” aż 16 razy (!). Na dziś sprawa jest rozwojowa i w toku.

Jak tak dalej pójdzie to rosyjskie rakiety S 400 mogą (przynajmniej na Bliskim Wschodzie) spełniać rolę broni atomowej z II połowy lat 40-tych XX wieku, mogą zatrzymać dalszą destabilizację państw tego regionu. W związku z tym atak na Iran musi przybrać inne formy. 

W światowej układance coraz ambitniejszą rolę zaczyna odgrywać Izrael. Netanjahu uchodzi za syjonistę-konserwatystę (choć syjoniści zaczynali jako bezbożni socjaliści), ale jednocześnie po socjalistycznemu jest na garnuszku US skąd rocznie kroplówką spływa co najmniej $4 mld na wyciągniętą po prośbie dłoń. Dumny jak paw Bibi ogłasza wszem i wobec, że maleńki 8 milionowy Izrael na naszych oczach staje się cybernetycznym supermocarstwem świata. Izrael, którego populacja stanowi 1/10 z 1% światowej ludności dziś posiada 20% światowego kapitału zainwestowanego w cybersecurity.

Uwidacznia się wyraźny brak równowagi między Polską, a Izraelem. W Polsce jeśli jakiś polityk, bądź partia polityczna mówi z niepokojem o nadmiernych i niebezpiecznych wpływach Izraela (czy zakusach jak S 447 JUST) na rodzimą politykę, dotychczas traci wpływy w wyborach. Inaczej jest w Izraelu, gdzie nawet plucie i bezpodstawne oskarżanie Polaków o rzekome zbrodnie w II w. ś.  jest popularnym sportem i przynosi polityczny sukces. choć trzeba przyznać, że i Żydzi mają swoich Petru do jasnej potęgi. Niejaki Rafi Peretz, ale jednak minister edukacji w Izraelu wyraził dość rasistowskie przekonanie, że w ostatnich 70 latach asymilacja Żydów w krajach osiedlenia, szczególnie w US i małżeństwa z gojami spowodowały, że Żydzi przeżyli “drugi holokaust” i stracili następne 6 milionów…   

Pamiętam jak zaprzyjaźniony polski cichociemny z okresu II w. ś. (następnie powstaniec warszawski i później sekretarz rządu (odmowy jałtańskiej) premiera Tomasza Arciszewskiego w Londynie, historyk prof. Jerzy Lerski powtarzał mi w San Francisco: uczmy się od Żydów! Uczmy się i nie pozostawajmy w oślej ławce, tam jest już zbyt duża konkurencja…

 

Jacek Matysiak

Kalifornia, 2019/07/15

 

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (3 głosy)