Republikanie po I-szej debacie w Ohio…

Obrazek użytkownika Jacek K.M.
Świat

Ostatni tydzień udowodnił tak Polakom jak i Amerykanom, że rzeczywiście czwartek może być najważniejszym dniem tygodnia. W Polsce zaprzysiężenie na urząd Prezydenta dr Andrzeja Dudy reprezentuje zmianę pokoleniową i wyraźną dezaprobatę dla korupcji elit i modelu politycznego opracowanego przy okrągłym stole przez architektów od gen. Kiszczaka. Młode pokolenie nie skażone post komunistycznymi układami prawdopodobnie jeszcze tej jesieni dokona następnej odsłony moralnej odbudowy Rzeczpospolitej. Miejmy nadzieję, że oczyszczający bunt Polaków wykasuje złodziejską mentalność i nawiąże do patriotycznej służby Polaków dla dobra Ojczyzny.

 

Ameryka również przechodzi swój moralny kryzys i jednocześnie podejmuje próbę powrotu do swoich tradycyjnych wartości, ośmieszanych i rugowanych z życia społecznego i politycznego przez miejscowe lewactwo. Właśnie w miniony czwartek miała miejsce I-sza debata między kandydatami z Partii Republikańskiej (GOP) organizowana przez stację FOX News i Facebook.

Można powiedzieć, że w tym roku naprawdę obrodziło, aż 17 Republikanów ubiega się o nominację na prezydenta. Taki urodzaj tłumaczyć można słabą pozycją lansowanego przez partyjny establishment Jeba Busha, brata i syna poprzednich prezydentów USA. Wśród aspirantów jest m.in. 8 obecnych, bądź byłych gubernatorów, 5 obecnych, bądź byłych senatorów, bizneswoman, emerytowany chirurg i gwiazda TV, będąca zarazem miliarderem i gwiazdą w świecie nieruchomości.

Debata przeprowadzona w dwóch grupach miała miejsce w Cleveland, w stanie Ohio, którego gubernator John Kasich (ojciec Czech, matka Chorwatka) dostał się do prestiżowej dziesiątki w ostatniej chwili. Kandydatów do obydwu grup rekrutowano na podstawie wysokości sondażowych wyników. W pierwszej był nowojorski biznesman Donald Trump (20.8%), gubernator stanu Wisconsin Scott Walker (13.7%), b. gub. Florydy Jeb Bush (12.2%), dalej senator z Florydy Marco Rubio (6.8%), b. gub. Mike Huckabee (6.3%), emerytowany dziecięcy neurochirurg Ben Carson (jedyny czarnoskóry, z 6.2%), sen. Rand Paul z Kentucky (5.5%), sen. Ted Cruz z Teksasu (5.2), gub. John Kasich z Ohio (3.5% i gub. Chris Christie z New Jersey (3.0%).

Zaczęło się od pytania do kandydatów, aby podnieśli rękę ci, którzy w razie niepowodzenia rezerwują sobie prawo do możliwości ubiegania się o prezydenturę jako kandydaci niezależni. Oczywiście to pytanie było skierowane tylko do Trumpa, który wcześniej rezerwował sobie taką pozycję w sytuacji jeśli zwycięski kandydat porzuciłby  sprawy dla których Trump stanął w szeregach republikańskich kandydatów...

Trump oczywiście podniósł rękę, czym wzbudził żywą reakcję olbrzymiej części widowni. Następne pytanie zadała gwiazda FOX News ognista blondynka Megyn Kelly przypominając, że w swoim czasie Trump dość grubiańsko i obraźliwie odnosił się n.t. kobiet szczególnie tych (które zaszły mu za skórę) mniej atrakcyjnych i o ostrym języku. Trump zaskoczony takim personalnym atakiem próbował wyjść z zastawionej pułapki z różnym szczęściem, konkludując, że stara się być w porządku w stosunku do kobiet, jak również w stosunku do zadającej to dziwne pytanie, chociaż może nie powinien. Trzecie pytanie odnosiło się do bankrucji 4-ch biznesów Trumpa (na przestrzeni lat), na co odpowiedział, że jeśli z ok. 100 przedsięwzięć jakie stworzył nie powiodły się 4-y to jest dobry wynik.

Bezpośrednio po debacie prawicowa strona internetowa Drudge Report zapytała internautów kto wygrał debatę? Trump otrzymał 45%, a Ted Cruz 14%. W  grupie z 7-ma kandydatami zdecydowanie na I-sze miejsce wysunęła się była szefowa Hewlett-Packard Carly Fiorina. Rekordowa ilość, aż 24 miliony widzów oglądało późniejszą i ważniejszą debatę I-szej 10-tki, która to przyniosła wiele zaskoczeń.

Tak więc od początku prowadzący spotkanie przyjęli dość kontrowersyjną taktykę ataku na lidera grupy. Z jednej strony można powiedzieć, że to normalne aby sprawdzać lidera w ogniu, przecież przeciwnicy z Partii Demokratycznej użyją wszystkie możliwe chwyty i możliwości, aby takiego przeciwnika osłabić w prezydenckich wyborach. Więc o co tu chodzi?

Otóż miliarder Trump w niczym nie przypomina pozostałych kandydatów, no może w podobnej sytuacji jest Carly Fiorina, która jednak już wcześniej startowała w wyborach do senatu w Kalifornii przeciwko Barbarze Boxer. Próbowała wtedy reprezentować bardziej program lewicowy, była przyjazna emigracji (Kalifornia), ale przegrała. Trump rozważał udział we wcześniejszych wyborach prezydenckich, ale się szybko wycofał.

Nie zapominajmy, że tradycyjnie  politycy ubiegający się o prezydenturę z ramienia obydwu partii pieczołowicie zabiegają o fundusze na kampanie od związków zawodowych, organizacji i bogatych ludzi biznesu i bez ich poparcia nie mają szans. Co innego Trump, którego majątek wycenia się od $4-10 miliardów i w zasadzie stać go na samofinansowanie swojej kampanii.

Nawet zwolennicy Trumpa wiedzą, że jeżeli Trump zdecydowałby się na wystartowanie w prezydenckich wyborach z ramienia III–ej partii i tak by przegrał, przegraliby też rozbici Republikanie, a zwycięzcą byłby kandydat Demokratów, na dzisiaj Hillary Clinton, chociaż ona wydaje się być w coraz większych kłopotach.

Głównym postulatem Trumpa, dzięki któremu wypłynął na prowadzenie w sondażach jest problem otwartych granic i napływu milionów nielegalnych emigrantów, o których ostatnimi czasy było bardzo głośno z powodu popełnianych przez nich przestępstw i morderstw. Innym jego sztandarowym argumentem jest sprzedajność polityków i ich brak lojalności wobec wyborcy. Politykom zarzucił, że umieją tylko debatować, natomiast nie rozwiązują narastających problemów. Stojąc na podium zauważył, że dawał pieniądze wszystkim zebranym tam politykom. Dodając, że finansował również polityków Partii Demokratycznej, a wszystko dlatego, że czasem może ich potrzebować.

Oczywiście bombastyczny, czasem niegrzeczny i egotyczny Trump ma sporo racji podkreślając, że politycy od 30 lat obiecują zabezpieczenie dziurawej granicy z Meksykiem, aby zastopować napływ nielegalnych emigrantów i zwiększyć kwoty legalnych emigrantów, ale po wygranych wyborach dalej nic nie robią…

Prawda jest taka, że elity obydwu partii tak demokratycznej, jak i republikańskiej nie zamierzają nic w tej sprawie zrobić. Partia Demokratyczna traktuje miliony nielegalnych emigrantów jako swoich przyszłych wyborców, natomiast koła finansujące Partię Republikańską potrzebują ich taniej siły roboczej. Co prawda jest to taki stary umowny podział niezupełnie odpowiadający rzeczywistości. Dziś najbogatszymi członkami Kongresu są już demokraci, którzy rzekomo reprezentują i walczą o interesy biednych i słabych, czyli można powiedzieć, robią wiele dobrego, ale głównie dla siebie…

Trump wylansował hasło nawiązujące do odbudowy Ameryki, uczynienia ją ponownie wielką i wspaniałą. W swojej książce wydanej w 2011 r. „Time to Get Tough: Making America #1 Again” przedstawił swoją propozycję zreformowania skomplikowanego kodu podatkowego: 1-5-10-15” w/g którego zarabiający do $30,000 rocznie płaciliby 1% podatku, od $30 do $100,000 już 5%, od $100,000 do $1 miliona płaciliby 10%, a powyżej 1 mln płaciliby 15%.

Dziennikarze jak wynajęci siedzą teraz na karku pozostałych kandydatów pytając ich nie o ich program wyborczy, ale o ich stosunek do Trumpa. Niektórzy z kandydatów próbują przy tej okazji wypłynąć atakując Trumpa, co nie jest znowu takie trudne, bo facet sam się podkłada robiąc wiele błędów.

Po debacie Trump użył SMS-a nazywając Megyn Kelly bimbo, sugerując, że Megyn była niezrównoważona możliwie z powody problemów hormonalnych („miała w oczach krew”), co spotkało się z dość negatywnym oddźwiękiem medialnym i wobec tego, takiej interpretacji zaraz zaprzeczył. Fala krytyki skupiała się na tym, że Trump nie może znieść żadnej krytyki, jest emocjonalnie niedojrzały i jak takiemu facetowi powierzyć kody do broni atomowej…

Do akcji wkroczyli ludzie finansujący Partię Republikańską, Trumpowi cofnięto zaproszenie na dwudniowe spotkanie aktywu republikańskiego zwanego RedState Gathering w stanie Georgia. Organizator Erick Erickson wyjaśnił, że chociaż osobiście zna i ceni Trumpa to jednak jego uwagi odnośnie Kelly poszły za daleko.

Carly Fiorina zauważyła:

„Myślę, że ktoś kogo można tak łatwo rozdrażnić nie powinien być prezydentem.”

Ulubieniec partyjnego estabilshmentu Jeb Bush obawia się, że Trump swoim zachowaniem może zaszkodzić GOP wśród kobiet i pchnąć je jeszcze bardziej w objęcia demokratów:

„Czy my chcemy wygrać? Czy chcemy obrazić 53% naszych wyborców?”

Bush, który ma żonę Columbę z Meksyku, mówi płynnie po hiszpańsku i twierdzi, że nielegalni emigranci przekraczają granicę z miłości…

Część nagabywanych kandydatów próbuje się bronić. Sen. Marco Rubio odpowiedział, że zamierza mówić o swoim programie, a nie o komentarzach Trumpa. Podobnie odmówił krytyki Trumpa gubernator Ohio John Kasich, jak również b. gub. Arkansas Mike Huckabee. Jeszcze dalej idzie sen. Ted Cruz, który przestrzega przed lekceważeniem tak zwolenników jak i programu Trumpa. On też ostatnio zyskuje w sondażach. W obronie Trumpa stanął król konserwatywnego radia Rush Limbaugh, jak również inni liderzy programów radiowych jak Mark Levin i Michael Savage.

Czy Trump powinien przestać czuć się primadonną i stwierdzić, że poprze któregokolwiek zwycięskiego kandydata reprezentującego Republikanów i przyznać, że nie będzie tworzył konkurencji i ubiegał się o urząd prezydenta jako kandydat niezależny? Przecież Trump nie ma stworzonej własnej organizacji terenowej, a stworzenie takowej wymaga dużo czasu i pieniędzy. Do tej pory Trump wydał ok. $1,8 mln z czego jedynie ok $100,000 pochodziło z donacji innych. Jeśli szef Partii  Republikańskiej Preibus obetnie mu dostep do funduszy, siatki terenowej i wykluczy z następnych 8-u debat Trumpowi w ciągu następnych 15 miesięcy pozostanie wydawać własne fundusze lub odejść, dlatego łatwiej mu będzie …

Oczywiście Trump, który jest  orendownikiem zmian skorumpowanego układu tak w Partii jak i w USA, jest gorącym kartoflem w rękach establishmentu GOP, której szef Priebus chce zachować dotychczasową kontrolę Partii przez jej establishment i zachować status quo…

Jakie wnioski można wyciągnąć z I-szej republikańskiej debaty? Na 17 uczestników na prowadzenie wyszło 5-ciu kandydatów, którzy nigdy nie kierowali stanowym rządem (gubernatorzy) czy agencjami rządu federalnego, czyli wygrali najlepsi oratorzy.  Wypada przypomnieć, że podobny trend miał miejsce w Partii Demokratycznej, dzięki temu prezydentem już drugą kadencję jest Obama. To może tylko świadczyć o narastającym populizmie, roli mediów i obniżającym się poziomie wyborców.

Jak tę sytuację rozumieją wyborcy Partii Republikańskiej? Mimo rozpętanej w mediach kampanii „autorytetów” głoszących kolejny raz sromotny koniec prezydenckich szans Trumpa, wyborcy (przynajmniej do tej pory)  mówią zupełnie coś innego. Według sondażu stacji NBC przeprowadzonego 48 po debacie notowania Trumpa nie tylko nie spadły, ale urosły do 23%, sen. Ted Cruz wskoczył na II-ą pozycję z 13%, Ben Carson zyskał 11% i Carly Fiorina 9%, ale do końca kampanii jest jeszcze 15 miesięcy i wszystko może się jeszcze zmienić…

Na zwycięzcę debaty głosujący wskazują Carsona, dalej Trumpa i Cruza. Miałem podobne oceny, dla mnie zwycięzcą był Ted Cruz, który już wcześniej w Princeton słynął w przeprowadzanych  uniwersyteckich debatach. Przyjemnie jest słuchać jego precyzyjnych wypowiedzi z jego atakami na „Waszyngtoński Kartel” obydwu partii:

„ Wygraliśmy i mamy republikański Kongres, mamy republikańską większość w Senacie, ale nasi liderzy nie dotrzymują wyborczych przyrzeczeń.”

60-letnia Fiorina jest obyta w świecie biznesu, posiada wiele międzynarodowych kontaktów, potrafi sprawnie mówić, ale nie jest konserwatystką, w okresie samotnych walk Cruza z partyjnym establishmentem nie tylko nie udzieliła mu poparcia, ale popierała Dream Act i amnestię dla nielegalnych, wyraziła się też, że cywilizacja islamska była najwspanialszą na świecie…

Bardzo interesującym w towarzystwie kandydatów jest czarnoskóry neurochirurg dr Ben Carson, który promieniuje skromnością, mądrością i uśmiechem, również jego akcje zyskują coraz większe poparcie wyborców.

Trump był okrzyknięty skończonym już kilka razy w jednym przypadku związanym z krytyką weterana wojny wietnamskiej sen. Johna McCaina, następnie po ataku na kwestię nielegalnych emigrantów, teraz za rzekome poniżenie kobiet (Megyn Kelly). Za każdym razem ku zaskoczeniu fachowców od kampanii wyborczych zyskiwał w notowaniach, ale oczywiście wszystko ma swoje granice, kto wie jak będzie dalej.

Z drugiej strony z kierownictwa kampanii wyborczej Trumpa odszedł jego długoletni doradca Roger Stone.  Menadżerem kampanii Trumpa jest Corey Lewandowski były dyrektor konserwatywnego Americans for Prosperity (AFP), kieruje teraz kampanią „Uczyńmy Amerykę ponownie Wielką”. Innym strategiem pracującym dla Trumpa jest również wywodzący się z AFP Matt Ciepielowski.

Problemy jakie martwią dzisiejszego Amerykanina to przede wszystkim ekonomia, na drugim miejscu dla Demokratów plasuje się opieka zdrowotna, a dla  Republikanów terroryzm, dalej pojawia się problem z nielegalnymi emigrantami.

Po stronie demokratów liderem ciągle jest była Pierwsza Dama, b. senator i b. sekretarz stanu (MSZ) Hillary Clinton (51% poparcia wśród Demokratów z tendencją spadkową), która ma jednak mnóstwo kłopotów z zaufaniem wyborców, następnym zaczynającym jej deptać po piętach w sondażach jest socjalista senator Bernie Sanders ze stanu Vermont (22%). Wiceprezydent Joe Biden, który dopiero myśli o ubieganiu się o nominację ma 13% poparcia.

Hillary jest dobrą znajomą Trumpa, który hojnie dotował jej kampanie w walce o miejsce w senacie. Również podarował $100,000 kontrowersyjnej Clinton Family Foundation, Clintonowie byli obecni na głośnym ślubie Trumpa w 2005 r. z trzecią żoną  Melanią Knauss, modelką pochodzącą ze Słowenii. Zapewnie Hillary Clinton jest wdzięczna Trumpowi, że skupia on na sobie całą uwagę mediów i pojawiające się jej skandale nie trafiają na pierwsze strony gazet i programów...

Następna, druga debata już we wrześniu, wyniki sondaży wyselekcjonują już tylko 10 kandydatów na dwugodzinną sesję którą zorganizuje stacja CNN, politycy debatują, a zadłużenie Ameryki rośnie w zawrotnym tempie...

Jacek K. Matysiak

13/08/2015

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)

Komentarze

od dawna przyjaźni się z Clintonami, nie przeszkadza jemu to, że ta para należy do "wrogiej" jemu partii. Moim zdaniem Donek jest trojańską szkapą w partii republikańskiej, kandyduje po to aby pomóc Hilarii. Być może doszło między nimi do jakiegoś tajnego porozumienia.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje . Mark Twain

#1490543