Sankcje

Obrazek użytkownika gps65
Gospodarka
Oczywistym jest, że wszelkie sankcje gospodarcze czy cła to elementy wojny, to akt militarny. I tak jak w każdym akcie militarnym straty ponoszą obie strony - i ta która zarządza sankcje, czyli spuszcza bombę, i ta której sankcje dotyczą, czyli ta, na którą spuszczana jest bomba - ta druga traci budynek, w który bomba trafiła, a ta pierwsza traci budynek, który byłby zbudowany zamiast bomby.
 
        Tak samo na skutek sankcji obie strony tracą możliwość handlu obustronnie korzystnego.
 
        Wszyscy tracą, ale wygrywa ten, kto ma więcej - on straci tyle co przeciwnik, ale dla niego to jego część, a dla przeciwnika to będzie wszystko.
 
        No ale wojny uniknąć się nie da, często trzeba wojnę podjąć, trzeba się do niej przyłączyć.
 
         Trwa wojna między Rosją a USA (i wiele innych wojen). W tej wojnie dla Polski lepsze jest to, by stanęła po stronie USA. Lepiej się przyłączyć do silniejszego, tego kto ma więcej i dlatego wojnę wygra. Jak wystrzelą bombę, to będą tylko zniszczenia - i kosztowna bomba się zniszczy, i obiekt, w który trafi. Obie strony stracą. Polska może dostanie odłamkiem - i też poczyni to zniszczenia. Ale trudno - lepsze to, niż zniszczenia czynione bezpośrednio nam. Dobrze jest jak nasz wróg traci, nawet jeśli sojusznik też traci, a nam się odbija.
 
        Dokładnie tak samo jest z sankcjami. Póki co, wojna na szczęście toczy się tylko przy użyciu sankcji gospodarczych. Na sankcjach tracą i Rosja, i USA - tak samo. Wygra ten, kto ma więcej. Nam się oberwie, ale za cenę upadku Rosji warto to wspierać.
 
        Oczywiście najlepiej powiedzieć obu stronom: nie produkujcie bomb, nie zrzucajcie ich na siebie, nie ograniczajcie sobie handlu. Ale jak nie słuchają, to co robić? Handlować z obiema stronami? To jedni odmówią, bo handlujemy z tamtymi, i drudzy tak samo. Skutkiem będzie to, że z nikim nie będzie się dawało handlować. Więc do kogoś przyłączyć się trzeba. Moim zdaniem lepiej jako sojusznika wybrać USA niż Rosję.

Grzegorz GPS Świderski

PS. Notki powiązane:

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.4 (głosów:6)

Komentarze

czy ja wiem... pewnie liczy sie cel, jesli jest nim zrobienie krzywdy innym, to jest to element wojny handlowej, jeśli jednak korzyści własne przeważają, to jest to zwyczajna korzystna decyzja, której zło polega na narzucaniu jej innym, czyli gwałceniu zasady wolnego handlu oraz narzucaniu jej poddanym, traktowanym kolektywistycznie jako jeden organizm z państwem. trudno rozróżnić wrogie embargo od zwykłej decyzji zakupowej, przeciez nie można przesadzić w drugą stronę i stawiać konieczności handlowania wyżej niż jakikolwiek korzyści. jesli sprzedajemy bandycie broń, ktorej uzyje przeciw nam, może byc to zyskowne lecz sprzeczne z innymi, ważniejszymi korzyściami. jeśli państwo zakazuje sprzedaży broni bandytom przez obywatela, paserstwa czy każe go traktować jak normalnego przedsiebiorcę, jest to akt walki, która powinna być dzielona co do zasady na sprawiedliwą i nie-. jesli jest tylko odwetem, może byc "sprawiedliwym" czyli usprawiedliwonym środkiem, bo niekoniecznie nawet mającym wielki związek ze sprawiedliwoscia- sprawiedliwośc to naprawa czynu i przywrócenie ładu. złem jest więc interwencjonizm i narzucanie woli innym, dobrem jest, gdy przeważa jakakolwiek korzyść (a w sferze moralnej, gdy dobry czyn z dobrej intencji wywoła dobre skutki). decyzja 100% ludzi może byc teoretycznie dobrowolna, dopiero narzucanie jej zakłóca wolny rynek. jest to więc bardziej zbrodnia przeciw idei- wolnego rynku, zasady wolnego handlu oraz zło, usprawiedliwone lub nie, wobec własnych konsumentów, przymując że państwa mają prawa do takich decyzji. czy można je im odbierać, tak jak suwerenne prawo do obrony, do wojny czy prawo do bojkotu przez dowolne grupy?

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1548270