Ludzie którzy znają nas i naszą historię są przerażeni

Obrazek użytkownika Godny Ojciec
Kraj
ślepi na ludzką krzywdę


Ludzie którzy znają nas, nasze dzieci i naszą historię są przerażeni bezmiarem krzywdy jaką wyrządzono naszej rodzinie, są zdumieni faktem że „można było bez żadnego powodu oskarżyć taką porządną rodzinę o absurdalne głupoty żeby tylko porwać jej dzieci. Przecież tyle jest rodzin patologicznych, to zamiast nimi się zająć...”.

 

Rodzin patologicznych! Boże, jak łatwo przechodzi nam wypowiadać takie opinie i oceny naszych bliźnich!

 

To, że dzieci nam jednak nie odebrano ludzie zwykle zapisują na plus funkcjonariuszy MOPR.

Że niby ktoś złośliwy musiał co prawda MOPR napuścić, zmanipulować - „ale przecież ostatecznie powstrzymali swoje zapędy kiedy poznali prawdę” – komentują.

Rozumiem to, też mam skłonność do mierzenia świata własną miarą. Naturalne jest, że spodziewamy się u innych reakcji jakie sami byśmy mieli w podobnych okolicznościach. Dobrzy ludzie spodziewają się po innych raczej dobrych rzeczy, źli ludzie spodziewają się złych.

Ta reguła zwykle w życiu się sprawdza, ale nie w przypadku specjalistów od domowej przemocy ze skierniewickiego MOPRu. Może sprawdzało się kiedy świat był jeszcze normalny?

Wyjątkowość faktu, że nasze dzieci zostały w domu, że ocalały przed piekłem zaplanowanym z zimnym wyrachowaniem, nie jest zasługą otrzeźwienia funkcjonariuszy MOPR.

Oni się nie powstrzymali z powodu poznania prawdy! Prawdę mają gdzieś! Mam na to pełne akta dowodów. Znali prawdę od początku.

Powstrzymał ich nasz opór, nasza ciężka praca i zdeterminowanie w odkłamywaniu oszczerstw jakimi nas obrzucono. Powstrzymał ich strach przed opinią publiczną. Powstrzymała ich trzeźwość kuratorów sądowych i Opatrzność Boża, która czuwała nad naszymi dziećmi, która ostatecznie pomieszała szatańskie plany!

Nie ma wątpliwości, że mieliśmy więcej szczęścia od innych, że gdyby na przykład kuratorzy sądowi okazali się równie zdemoralizowani... Aż strach myśleć co by dziś z nami było. Najprawdopodobniej siedzielibyśmy w jakimś łagrze, z kilkuletnimi wyrokami za znęcanie się nad własnymi dziećmi, czym groził nam Jarosław Rosłon.

A nasze dzieci... Chryste!

Nasze dzieci podzieliłyby los wielu innych polskich dzieci.

Pani redaktor Anna Wójcik Brzezińska dziś zapewne rozpisywałaby się w „Głosie Skierniewic” o wielkim sukcesie szlachetnych rycerzy spod znaku MOPRu, bezgranicznie kochających cudze dzieci, dzień i noc poświęcających wszystkie swe siły dla największego z ziemskich dóbr: „dobra dziecka”.

Jarosław Rosłon i Janina Wawrzyniak zapewne w glorii herosów chodziłby dziś od przedszkola do przedszkola, od szkoły do szkoły i obwieszeni orderami za bezkompromisowość w zwalczaniu patologii, wygłaszaliby prelekcje na temat rozpoznawania symptomów przemocy domowej w rodzinie. Rozdawaliby przedszkolakom numery telefonów zaufania i instrukcje jak postępować z własnymi rodzicami kiedy będą niegrzeczni.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (4 głosy)