Dlaczego wystąpiłem o wyłączenie sędziego

Obrazek użytkownika Godny Ojciec
Kraj
sedzia z tłuczkiem do mięsa

 

 

Sąd Rejonowy w Skierniewicach

 II Wydział Karny

 

Wniosek

o wyłączenie sędziego z rozpoznania sprawy

Na mocy art. 41 § 1 k.p.k. w zw. art. 42 § 1 k.p.k. wnoszę o wyłączenie sędziego Krzysztofa Kotyni od rozpoznania sprawy, sygnatura aktII K 114/14 w której występuję w charakterze oskarżonego.

 

Uzasadnienie

1. Poważnych wątpliwości co do bezstronności sędziego Krzysztofa Kotyni nabrałem już na pierwszym terminie. Przed prawie dwoma laty. Na samym początku rozprawy sędzia Kotynia pozbawił mnie opieki prawnej pomimo, że nie uległy zmianie dane na podstawie których wcześniej przyznał mi obrońcę z urzędu. Podejrzewam, że już w momencie przyznania mi adwokata zaplanował, że mnie go na rozprawie pozbawi by móc przesłuchać świadków bez uciążliwego udziału mojego obrońcy. Sędzia Krzysztof Kotynia wyrzucił mojego pełnomocnika za drzwi, ku jego wielkiemu zaskoczeniu. Zrobił to w sposób niegrzeczny zarówno w stosunku do mojej osoby jak i do pani adwokat. Kiedy na sali rozpraw zostałem sam, Krzysztof Kotynia z naruszeniem art.6 kpk rozpoczął postępowanie. Odnosił się do mnie z pogardą jak do winnego, co wyraźnie kontrastowało ze sposobem traktowania tzw „poszkodowanych”. Sąd wykorzystał moją dezorientację i przygnębienie wywołane utratą obrońcy; uniemożliwiał korzystanie z przysługujących mi praw do zgłaszania wniosków dowodowych, składania wyjaśnień, prostowania protokołu, zadawania pytań.

Bez mojej zgody, bez udziału adwokata dopuścił dowody z zeznań świadków i tzw „poszkodowanych”, a następnie przesłuchał ich w sposób pospieszny i powierzchowny, uchylając się od należytej dbałości o ustalenie i utrwalenia w protokole szczegółów istotnych dla poznania prawdy obiektywnej, czym obraził art 5, oraz art.4 kpk. Unikał zadawania pytań o ujawniające się szczegóły i nieścisłości w zeznaniach tzw „poszkodowanych”, zwłaszcza te wysoce dla nich kłopotliwe, dotyczące dokładnego umiejscowienie w czasie i przestrzeni relacjonowanych okoliczności, oraz uporządkowanie ich pod względem przyczynowo skutkowym. Następnie do końca procesu, prawie przez dwa lata, pomimo systematycznych nalegań mojego obrońcy, uniemożliwiał ponowne przesłuchanie Jarosława Rosłona i Justyny Gajewskiej pozwalając im na swobodne skorygowanie swoich wersji wydarzeń w oparciu o ujawniane w trakcie procesu, nowe okoliczności. Przeprowadzenie tego dowodu dopuścił dopiero wtedy kiedy tzw „poszkodowani” mogli już bezkarnie uprawdopodobnić uchylenie się od odpowiedzi niepamięcią z powodu dwuletniej zwłoki sędziego. Sąd tym sposobem celowo doprowadził do bezpowrotnego zatarcia licznych dowodów mojej niewinności. Kiedy próbowałem zadawać pytania świadkom, złożyć wyjaśnienia, lub zgłosić zastrzeżenia dotyczące protokołowania byłem zastraszany groźbą nałożenia grzywny i upokarzany bezpodstawnymi insynuacjami jakobym używał słów i zaklęć, które sędzia Krzysztof Kotynia uważa za brzydkie. Wielokrotnie na tej rozprawie sąd formułował pod moim adresem pozbawione podstaw zarzuty używania tzw „brzydkich słów”. Problematyka wartościowania słów pod względem estetycznym stała się zwłaszcza w początkowej fazie procesu zagadnieniem pochłaniającym najwięcej czasu, spychającym na trzeci plan obowiązek szczegółowego ustalenia istotnych dla sprawy faktów, a zwłaszcza dokładnego utrwalenia przebiegu zdarzeń paralelnych, oraz ich zgodności z kolejnymi wersjami podawanymi przez funkcjonariuszy MOPR. Z tym, że nigdy nie było wiadomo o jakie właściwie „brzydkie słowa” chodziło, gdyż sąd nie potrafił ich ani wymówić ani zaprotokołować. Krzywił się tylko i teatralnie grymasił. Postępowanie sądu ucywilizowało się dopiero po wejściu na salę rozpraw publiczności, w osobach dwóch dziennikarek. Od tej chwili sąd przestał nakręcać atmosferę pospiechu, dzięki czemu zyskałem drugi termin. Pozwoliło to mi powołać adwokata jeszcze przed wyrokiem, który z pewnością zapadłby już po pierwszym terminie gdyby nie pojawienie się dziennikarek.

2. Na drugim terminie sędzia Krzysztof Kotynia uniemożliwił mojemu obrońcy podniesienie kwestii zasadności samego aktu oskarżenia i opartego na nim procesu. Zbagatelizował również fakt, że w samym powiadomieniu przez MOPR prokuratury o rzekomym przestępstwie, zawarte są oczywiste kłamstwa i szalbierstwa.

Sędzia Kotynia to wstępne zagadnienie zbagatelizował i pominął stwierdzeniem, że tylko sąd zna prawo i sąd decyduje co jest zgodne, a co niezgodne z prawem. Przywołane w akcie oskarżenia artykuły, dotyczą ochrony funkcjonariuszy w trakcie dokonywania czynności wynikających z przepisów prawa. Nie mogą one służyć usprawiedliwianiu i wspieraniu bezkarności osób popełniających czyny bezprawne tylko dlatego że dokonywały ich w godzinach pracy. Urzędnicy MOPR nigdy nie wykonali obowiązku przedstawienia prokuraturze i sądowi wiarygodnych dowodów na to, że ich najście na moje mieszkanie wynikało z przepisów prawa i było zgodne z obowiązującymi procedurami.

3. Sędzia Krzysztof Kotynia, swą wyraźną demonstracją niechęci do inicjatywy mojego obrońcy, przyczynił się do odrzucenia przez pracowników MOPR propozycji deskalacji konfliktu na drodze mediacji. Odczułem to jako bolesne naruszenie zasad współżycia społecznego.

4. Sąd rygorystycznie odrzucał wszystkie wnioski dowodowe obrony odnoszące się do wydarzeń stanowiących szerszy kontekst przedmiotowego zajścia, sabotując na przykład wykazanie przed sądem, że poszkodowani równolegle z zarzutami stosowania przemocy wobec funkcjonariuszy, stawiali fałszywe zarzuty stosowania przemocy wobec dzieci, co zostało wykazane w sądzie rodzinnym.

5. W trakcie blisko dwuletniego procesu pojawiło się wiele innych uchybień. Zamierzałem je wszystkie podnieść dopiero w ramach apelacji od wyroku, pomimo iż od dłuższego czasu nie miałem wątpliwości iż sąd prowadzi proces w sposób stronniczy i naruszający moją godność. Dotyczyło to również wyżej opisanych nieprawidłowości. Znosiłem wszystkie upokorzenia w duchu chrześcijańskim, z pokorą licząc na to, że z czasem sędzia Krzysztof Kotynia przemyśli swoje uczynki i otworzy się na prawdę.

Decyzję o wystąpieniu z wnioskiem o wyłączenie sędziego Krzysztofa Kotyni ze sprawy podjąłem już po zamknięciu rozprawy i wysłuchaniu mów końcowych, kiedy ku zaskoczeniu wszystkich, zamiast ogłosić orzeczenie, sąd wznowił rozprawę uzasadniając to tym, że nagle doszedł do przekonania iż jestem chory psychicznie. Przekonanie to uzasadnił dwoma przesłankami. Po pierwsze tym, iż dałem wiarę zeznaniom przewodniczącego rady miejskiej Andrzeja Melona. Po drugie powołując się na okoliczności zawarte w fałszywce najprawdopodobniej spreparowanej przez MOPR, która nic nie ma wspólnego z przedmiotem sprawy, została w niejasnych okolicznościach przemycona do akt i sama w sobie stanowi dowód kilku przestępstw popełnionych przez pracowników MOPR-u.

Nagłe i gwałtowne podniesienie zagadnienia mojego zdrowia psychicznego przez sędziego Kotynię, po blisko dwóch latach procesu, już po zamknięciu tegoż procesu i wysłuchaniu mów końcowych, wzbudziło powszechną obawę o moje zdrowie, a nawet życie - również wśród moich bliskich i znajomych. Zwłaszcza, że uzasadnienie podane przez sąd jest absurdalne i ma charakter demagogiczny. Zwłaszcza, że równolegle, z inspiracji zainteresowanych pracowników MOPR-u została rozpętana w prasie lokalnej brutalna nagonka na moje dobre imię, w której celowo skojarzono mój wizerunek z szeregiem ciężkich przestępstw i aspołecznych zachowań, posuwając się nawet do insynuowania oskarżeń o usiłowanie gwałtu i planowanie zamachów terrorystycznych, oraz niedwuznacznych sugestii zamknięcia tej kłopotliwej dla urzędników MOPR-u sprawy, kosztem mojego zdrowia psychicznego.

W związku z wyżej przytoczonymi okolicznościami zmuszony jestem uznać, że dalsze zwlekanie z wystąpieniem z wnioskiem o wyłączenie sędziego Krzysztofa Kotyni z rozpoznania sprawy, byłoby z mojej strony zaniedbaniem względem obowiązków stanu, które mam wobec własnego zdrowia i życia, oraz dobra mojej rodziny.

 

Lechg

http://godnoscojca.salon24.pl/672336,panstwo-prawa-nie-istnieje

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

Czy nie pomyślałeś, że przyczyna inwazji funkcjonariuszy MOPR-u i kuratora sądowego, a potem sfingowany proces sądowy leżała w Waszym "nadepnięciu komuś na odcisk"? Może w pracy, może w sąsiedztwie? Mogła to być też zwykła podła ludzka zazdrość kogoś z Waszego najbliższego otoczenia. Przypatrzcie się uważnie wokół siebie, kto Wam źle życzył. Ja na Waszym miejscu nie odpuściłbym takiemu draniowi.

A działanie MOPR-u i sądu? No cóż, - nawet gdybym miał oszczędzać przez 5 lat, to uciułałbym pieniądze na dobrego adwokata i wytoczyłbym proces funkom MOPR-u za nękanie z premedytacją i domagałbym się też zadośćuczynienia w formie znacznej kwoty pieniężnej. Także skorzystałbym z instytucji "Duda-pomoc" przy Kancelarii Prezydenta RP, w której to działa z dużą skutecznością europoseł Janusz Wojciechowski. 

Całe szczęście, że nowelizacja ustawy, jaką złożyła Pani Beata Szydło do Sejmu RP, a dot. działania funkcjonariuszy MOPR-u znacznie ukróca im sposób funkcjonowania i "stawia szlaban" ich nadgorliwości.

 

3-majcie się,

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

___________________________
"Pisz co uważasz, ale uważaj co piszesz". 

© Satyr

 

#1506151

Pierwsze co pomyśleliśmy to, że może komuś nadepnęliśmy na odcisk... No ale jakie to ma znaczenie? Zawsze znajdzie się w otoczeniu jakiś nieszkodliwy dureń, który ma urojenia, albo zazdrości innym szczęścia. Problem, że ten dureń przestaje być nieszkodliwy kiedy trafi na takich samych durniów urzędników. W toku jednak sprawy przekonaliśmy się, że ci urzędnicy to nie tacy durnie. To zimne, zdemoralizowane cwaniaczki zdolne do wszystkiego, świetnie się nadające np na kapo do obozu koncentracyjnego.

Od organów państwa oczekujemy bezstronności, praworządności i trzymania się prawdy. Kiedy aparat biurokratyczny fabrykuje dowody, wystawia fałszywych świadków i działa w zorganizowanej grupie przestępczej obejmujacej między innymi Radę Miejską i lokalna gazetę to znaczy, że patologia jest porażająca. Nikt z tą patologią nie wygra w pojedynkę.

Liczni inni których spotkała taka agresja jak nas, już nie istnieją jako rodzina. Niektórzy nie żyją.

Nie szukamy zemsty na jakichś nieszczęśliwcach, którzy zostali wykorzystani jako pożyteczni idioci.

W ogóle nie szukamy zemsty bo w zemstę nie wierzymy.

Pragniemy dać świadectwo żeby ostrzec innych nam podobnych, którym się wydaje że jak nie są "patologiczną rodziną" to ich problem nie dotyczy. Mylicie się! Wszyscy jesteście rodzinami patologicznymi. Wystarczy że jesteście Polakami, albo chrześcijanami.

Nie wierzycie mi? To zapoznajcie się z projektem budżetu Rzecznika Praw Obywatelskich na ten rok jaki wpłynął do sejmu.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

LechG

#1506156