Winny? ciemne strony badań kryminalistycznych DNA cz.I

Obrazek użytkownika faxe
Kraj

Najważniejszym przełomem w kryminologii jest zastosowanie badań DNA. To „złoty dowód” - 99,999999999% prawdopodobieństwa, że inna osoba w danej populacji (np.Polski) może posiadać takie same DNA w badanych fragmentach robi wrażenie i zamyka  jakąkolwiek argumentację. Jeśli kryminolodzy znajdą czyjeś DNA  na uchwycie noża użytego podczas zabójstwa,  to  znaczy, że ta osoba trzymała w ręce ten nóż, a jeśli znajdą DNA na szyi ofiary uduszonej, to znaczy, że ta osoba udusiła,  a  jeśli  pod paznokciami ofiary napaści, to ta osoba była napastnikiem. W  powszechnej opinii, ekspertyza DNA jest 100% „dowodem” winy lub niewinności. 

Ale  czy tak jest rzeczywiście?

Z doniesien medialnych  z  UK, USA  czasami z Polski, dowiadujemy się o od lat  o skazanych, którzy spędzili dekady w wiezieniu skazani na podstawie błędnej oceny  tego dowodu przez sąd. Przyczny tragicznych w skutkach błędów sędziów (zawodowych i przysięgłych) w ocenie dowodu z ekspertyzy DNA są generalnie dwie. Pierwsza  to  dziesiątki czynników, które mogą spowodować, że ekspertyza DNA przedstawiona sądowi jest obarczona błędem lub błędami, lub jest zmanipulowa, albo  zwyczajnie sfałszowana. I druga to predyspozycje sędziów do prawidłowej oceny tego skomplikowanego dowodu. Te predyspozycje to przede wszystkim wiedza sędziego dotycząca samego DNA, procedur badania DNA, interpretacji wyników badania i interpretacji obliczeń statystycznych, a także przestrzeganie przepisów prawa, bezstronność i generalnie sprostanie wyzwaniom etycznym przy ocenie dowodu i orzekaniu.    

W  Polsce  przebijają się czasami do mediów ogólnopolskich sprawy, w których „błędy“ w badaniach DNA są spektakularne i wręcz nieprawdopodobne, a ocena przez sądy dowodów z  ekspertyz DNA bywa wręcz kuriozalna. Stąd powszechne domniemanie, że pomyłki dotyczące ekspertyz DNA to  niezwykle rzadkie wyjątki.

Takim przypadkiem jest sprawa Jacka Wacha oskarżonego  zabójstwo Tomasza S., którego zwłoki zidentyfikowano  m.inn. na podstawie ekspertyzy DNA (porównania profili DNA matki i siostry Tomasza S. z profilem DNA nieznanych szczątków) wykonanej w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. J. Wach został skazany na dożywocie. 15 lat później inna osoba przyznała się do zabójstwa i wskazała miejsce, w którym ukryła  szczątki Tomasza S. Szczątki  te zidentyfikowano na podstawie ekspertyzy DNA również jako szczątki Tomasza S.

W śledztwie w „sprawie śledztwa“ -  porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika b. Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku ustaliła, iż Laboratorium Kryminalistyczne Policji w Olsztynie „ukryło“ wyniki badania DNA dwóch próbek pobranych z ciała Krzysztofa Olewnika. W październiku 2006 roku prokuratura i policja olsztyńska znalazły ciało, które prawdopodobnie należało do K. Olewnika. Łamiąc procedury, jeszcze przed przeprowadzeniem sekcji, bez obowiązkowej obecności prokuratora, nieustalona osoba pobrała ze zwłok  6 próbek w celu przeprowadzenia badań DNA i ustalenia czy jest to ciało K. Olewnika. Wyniki badania DNA wykazały, że 4 próbki były zgodne z profilem DNA K.Olewnika, jedna próbka wykazała profil DNA innego (nieustalonej tożsamości) mężczyzny, druga próbka była mieszaniną DNA K.Olewnika i wspomnianego NN. Ponadto w nieustalonych okolicznościach „wyczyszczono“ twardą pamięć komputera sekwencjonatora (urządzenia do odczytywania  sekwencji, czyli kolejności par nukleotydowych w cząsteczce DNA) z okresu, w którym przeprowadzano badanie DNA Olewnika. „Zaginęły” też w niewyjaśnionych okolicznościach niewykorzystane do badania próbki pobrane ze szczątków K. Olewnika.   W konsekwencji w 2010r. ekshumowano ciało i ponownie zbadano DNA, aby ustalić czy są to rzeczywiście szczątki K.Olewnika. I ciekawostka; od kilku lat w Elblągu toczy się proces dwojga biegłych genetyków z Olsztyna odpowiedzialych za „ukrycie“ wyników części  tego badania DNA. Wiosną tego roku w niewyjaśnionych okolicznościach (śledztwo prowadzi prokuratura w Szczecinie) zaginęły akta sądowe tej sprawy.

I jeszcze jedna ciekawa sprawa. W okolicach Wielgowa  12 lat temu uduszono (tło seksualne) 12 letnią Magdę.[i] Ta tragiczna historia nie przebiła się do mediów ogólnopolskich, a informacje w prasie lokalnej chociaż liczne, są lakoniczne i niezbyt rzetelne. Skazany na dożywocie to upośledzony umysłowo Marcin S. Sprawa dwukrotnie była rozpatrywana przez dwie instancje i SN. Dzisiaj wyrok jest prawomocny.  Koronnym dowodem oskarżenia była opinia DNA. Na ramieniu Magdy znaleziono częściowy odcisk palca, stąd nie można było zidentyfikować osoby, która go pozostawiła.  Po czterech latach (2008r.) prokuratura wpadła na pomysł wykonania badania DNA „dotykowego“ (ang. touch  TDNA) z zabezpieczonego odcisku palca. Badanie wykonano w Pomorskiej Akademii Medycznej w kilku „podejściach”. Pierwsze  było negatywne. Następne badania lub badanie pozytywne. Jak podaje lokalna prasa „z odcisku  wyodrębniono DNA, które pasowało jak ulał do kodu genetycznego męskiej części mieszkającej w Wielgowie rodziny S. (…)Chodzi m.in. o ślad DNA, który zabezpieczono na ramieniu ofiary. To kod genetyczny odpowiadający rodzinie S. Prokuratura uznała, że należy on do Mariusza S.(…)”

Ten cytat  jest reprezentatywny dla ignorancji, niewiedzy, braku odpowiedzialności i bylejakości pracy niektórych dziennikarzy. Nie ma czegoś takiego jak kod genetyczny rodziny, który  pasowałby „jak ulał“ do jakiegokolwiek członka rodziny (czyli indywidualnego kodu genetycznego).   Dziedziczymy nasze DNA po rodzicach i dalszych przodkach i jest oczywistym, że mamy część elementów DNA wspólnych w rodzinie,  no ale “pasujące jak ulał“ mają tylko i wyłącznie bliżnięta jednojajowe. Ponadto w sprawie jedyny ślad DNA to ten z odcisku palca – nie ma więc żadnego „m. in“ .

„Odkodowując” powyższy cytat biegłym  udało się uzyskac z tej próbki tzw. haplotyp Y-DNA (Y-STR[ii] DNA)  i prównano go z Y-DNA  mężczyzn w rodzinie oskarżonego. Haplotyp Y to badanie alleli tylko na chromosomie określającym płeć męską - Y.  Jest on identyczny dla wszystkich mężczyzn w linii ojca, podobnie jak mtDNA[iii] w linii matki. Takie badanie stosuje się w kryminalistyce, w przypadkach kiedy materiał genetyczny jest mieszaniną męskiego i żeńskiego materiału (jak w tym przypadku), aby je rozdzielić. Prawdopodobną alternatywą jest możliwość,  że kiedy próbka jest mikrośladem, (jak również w tym przypadku) amplifikacje PCR[iv] prowadziłyby do detekcji DNA ofiary, a DNA sprawcy  "tonęło" z  wyjątkiem amplifikacji fragmentów specyficznych dla chromosomu Y.  Na to badanie zużyto cały material genetyczny, co uniemożliwiło powtórzenie badań DNA  po kasacji pierwszego wyroku i ponownym rozpatrywaniu sprawy przez sąd I instancji.  Nie bardzo rozumiem? Nawet jak genetycy zużyli całą próbkę, to przecież dysponowali wyizolowanym DNA, które przy zastosowaniu technologii  PCR mogli amplifikować ponownie do takiej ilości, która pozwoliłaby wykonać kilkukrotnie badanie i zachować resztę izolotu, jako dowód ,bowiem takie były (i są) obowiązujące przepisy.  

Podkreślić trzeba, iż genetycy nie badali DNA autosomalnego[v],(nie otrzymali takiego z badania),  które może być zinterpretowane przez biegłych jako wykluczające lub pasujące do oskarżonego. Natomiast  określili tylko  haplotypu  Y – DNA, którego  biegli nie mogli interpretować jak DNA autosomalne tzn przy pasującym - stosując dowody stytystyczne. Taki haplotyp posiada nieznana biegłemu i sądowi  liczba mężczyzn, którzy są bezpośrednio i niebezpośrednio spokrewnieni w nieprzerwanej lini męskiej. Praktycznie  mtDNA i  Y DNA  są badaniami  wykluczającymi. Nie można na ich podstawie wyrokować o identyczności, ponieważ osoby (bezpośrednio) niespokrewnione mogą mieć ten sam haplotyp.  Innymi słowy  „pasowanie jak ulał“ do męskiej części rodziny S.  w Wielgowie i przeprowadzenie przez sąd dowodu eliminacji 3 jej członków bezpośrednio spokrewnionych (ojca i 2 braci oskarżonego) i w konsekwencji uznanie, iż  oskarżony pozostawił DNA na ramieniu ofiary,  to dużo za mało, aby skazać na dożywocie za zabójstwo. Wyniki z takiego badania charakteryzują się stosunkowo niską siłą dyskryminacji.[vi]  A to oznacza, że  prawdopodobieństwo powtórzenia się tego haplotypu jest statystycznie dużo większe, niż w przypadku DNA autosomalnego, gdzie badane są allele na różnych chromosomach, nie tylko na chromosomie Y. Np. badania wykazały, iż w  Azji Srodkowej ten sam haplotyp Y ma co 10 mężczyzna.[vii]

Już tylko te trzy przykłady uzasadniają pytanie postawione na początku. Nasuwa się też inne - czy mitręga i koszty badania DNA  służą wymierzaniu  sprawiedliwości   winnemu, ofierze i rodzinie ofiary, czy też są narzedziem wykorzystywanym  świadomie lub nieświadomie, by skazać koniecznie, czasami kogokolwiek?

Przypatrzmy się jeszcze bliżej  jakości badań DNA.

Znany genetyk, prof. dr hab. Ryszard Pawłowski członek Komisji Genetyki Sądowej PTMSiK i jej były przewodniczący twierdzi, iż “(…) główne błędy to raportowanie nieistniejących w atestowanych próbkach alleli lub wyciąganie nieuprawnionych wniosków w oparciu o nieprawidłowo uzyskane elektroforegramy  (wyniki). No ale co tu mówić o tak trudnej materii jak badanie śladowych ilości DNA, kiedy nawet trywialnie proste badanie próbek do ustalenia spornego ojcostwa może być problemem.(…) Jednymi z częstszych błędów ujawnianych podczas kontroli jakości są błędy powstające przy okazji przepisywania wyników z urządzeń analizujących do opinii. (…) liczba błędów tego typu sięgała na początku atestacji nawet 5,4 proc.! (…)” [viii]

Mniej więcej od początku tej dekady akredytacje laboratoriów genetycznych niewątpliwie dramatycznie wpłynęły na poprawę jakości badań kryminalistycznych DNA. Jak daleko dowiemy się w przyszłości. Obecnie sądy w tym Sąd Najwyższy dalej weryfikują jeszcze wyroki, z  pierwszej dekady lat dwutysięcznych, w których ekspertyzy z badań DNA były koronnym dowodem.

Wracając do jakości ekspertyz DNA nie można zapomnieć, iż  zanim materiał biologiczny trafi do laboratorium, musi być najpierw fachowo pobrany i zabezpieczony przy zachowaniu standaryzowanych zabezpieczeń antykontaminacyjnych. Ten etap ma na wynik badania DNA  równie fundamentalny wpływ, jak stosowanie  poprawnych zasad naukowych, wiarygodność zastosowanych metod badawczych i   kwalifikacje  biegłych w laboratoriach. Kontaminacja materiału biologicznego przy pobieraniu  na miejscu przestępstwa, , podczas sekcji czy podczas przechowywania i transportu do laboratorium, jest główną przyczyną niemożliwości ustalenia prawidłowych profili DNA z miejsca przestępstwa na całym świecie.

Kryminolodzy, genetycy, prokuratorzy z entuzjazmem przyjmują dynamiczny rozwój technologi badań DNA. Coraz precyzyjniejsza i coraz bardziej wrażliwa technologia oznacza nie tylko coraz większą możliwość ustalenia sprawcy, ale przysparza niestety coraz więcej potencjalnych problemów m. inn właśnie dotyczących  kontaminacji.  

Przypadek oskarżenia bezdomnego Lukisa Andersona o zabójstwo miltimilionerki z Silikon Valley  w 2013r. świetnie ilustruje nowe problemy. Pod paznokciami ofiary znaleziono mikrośladową ilość jego DNA. Prawdopodobieństwo, że to było jego DNA było astronomiczne – jeden do tryliona. Był tylko jeden szkopuł, w tym samym czasie kiedy popełniono zabójstwo, oskarżony był hospitalizowany – kilka godzin wcześniej pogotowie medyczne znalazło go na ulicy nieprzytomnego z powodu zatrucia alkoholem. Przez kilka miesięcy Anderson siedział w areszcie, a najtęższe głowy wśród genetyków usiłowały rozwiązać zagadkę. I udało się. Rozwiązanie zagadki zaskoczyło genetyków. Okazało się, że medycy, którzy udzielali mu pomocy, kilka godzin później interweniowali na miejscu zabójstwa. I to oni pozostawili jego DNA na miejscu zabójstwa. Jak znalazło się ono pod paznokciem ofiary  jest jak na razie nierozwiązaną zagadką. Ten fenomen to wtórne przenoszenie DNA.

Wprawdzie występowanie wtórnego przenoszenia DNA zostało wcześniej ustalone, ale środowisko genetyków nie przywiązywało większej wagi do tych informacji, bowiem uważali, że nie ma to żadnego wpływu na wyniki badań DNA z miejsca przestępstwa.  Dopiero powyższy przypadek, a więc bezsporne wykazanie, że na podstawie wtórnie przetransferowanego DNA, człowiek, który nigdy nie był nawet w pobliżu miejsca przestępstwa  może zostać oskarżony i skazany(w Kalifornii na karę śmierci), skłoniła naukowców do przewartościowania dotychczasowych entuzjastycznych opinii o dowodzie  DNA.

Przypadek ten zainspirował piszącą pracę magisterską studentkę biologii Cynthię Cale i jej koleżankę z roku Madison Earll do przeprowadzenia eksperymentu, który nazwały „Dwuminutowy uścisk dłoni”.[ix] Promotorką przedsięwzięcia była profesor biologii genetycznej Krista Latham. Podczas eksperymentu dwie osoby A i B ściskały sobie ręce dwie minuty, po czym osoba A  brała do ręki  wyjałowiony nóż. Badanie wykazało, że z 85% próbek pobranych z rękojeści noży znaleziono DNA osób A. Równocześnie 5  próbek wykazało, że jedynym DNA znalezionym na rekojeści noża było DNA osoby B, czyli osoby, która nie dotkykała noża. Po raz pierwszy wykazano naukowo, iż nie jest zawsze prawdziwym zakładanie, że DNA znalezione na miejscu przestępstwa było wynikiem bezpośredniego kontaktu i przebywania w tym miejscu osoby, której DNA tam znaleziono.

Czyli, jeśli DNA znajdziemy  pod paznokciami ofiary zabójstwa, to niekoniecznie oznacza, że ta osoba była zabójcą. Powszechne i zdawałoby się logiczne przekonania na temat tego „złotego dowodu”  badania powyższe postawiły pod znakiem zapytania. Ponieważ dzisiaj można uzyskać  profil DNA z minimalnych ilości materiału genetycznego – nawet z 3-5 pojedyńczych komórek - często niemożliwym jest  ustalenie  źródła tego DNA, a możliwość, iż to DNA należy do osoby nie mającej nic wspólnego z przestępstwem, a nawet nigdy ta osoba nie była w pobliżu miejsca przestępstwa jest prawdopodobne, co do niedawna wydawało się niemożliwe.  Podjęte w ostatnich kilku latach   badania  wtórnego  transferu DNA potwierdza to, co Edmond Locard powiedział  ponad 60 lat temu "Każdy kontakt zostawia ślad". To jest podstawowa założenie  wszystkich dziedzin kryminalistyki. Dzisiaj genetycy, organy ścigania i sędziowie muszą  zrewidować definicję „kontaktu z DNA”.

Według informacji z Wikenheiser[x], człowiek  traci około 400000 komórek dziennie. Wiemy, z rozproszonych publikacji naukowych, że zywyczajnie dotykając obiekt możemy zostawić od 0-169ng DNA. Na przykład, dr E. Graham i prof G. Rutty[xi] stwierdzili, że  14 z 24 badanych osób, miało na szyjach obce DNA. To  DNA, znalazło się na szyjach tych  osób w nieznany sposób - być może uścisnęli sobie z kimś dłonie, a potem dotkneli swojej szyji, a być może rozmawiali z kimś i minikropelki śliny „rozpylanej” przez rozmówcę wylądowała na ich szyjach. (okazuje się, że wystarczy tylko 30 sekund konwersacji, aby pokryć   bezpośrednie otoczenie  minikropelkami śliny). Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym osoba z minikropelkami  śliny zostaje uduszona, a  rozmówca, który nawet jej nie znał, a tylko stał obok, rozmawiając z inną osobą, zostanie oskarżony o zabójstwo, bowiem znaleziono na  szyji ofiary jego DNA.

Przytoczę jeszcze inną historię, która policjantom z trzech krajów i Interpolowi spędzała sen z powiek przez 16 lat. To  „Fantom z Heilbronn” lub "Kobieta bez twarzy", czyli sprawa seryjnej zabójczyni (6 zabójstw) i sprawczyni innych przestępstw,  które popełniono w latach 1993 - 2009  w Austrii, Francji i Niemieczech.  Wszystkie zabójstwa i inne przestępstwa łączyło DNA znalezione w  40 miesjcach przestępstw. Sprawą zajmowały się policje krajów, na terenie których popełniono przestępstwa i Interpol. Dopiero w  2009r. sprawę rozwiązano, kiedy DNA „Kobiety bez twarzy” zostało „pobrane” z ciała  spalonego mężczyny we Francji.  DNA pochodziło z wacików używanych przez techników kryminalistycznych do zabezpieczania DNA na miejscach przestępstwa, które były zanieczyszczone DNA pracownicy(lub pracownic o takim samym pochodzeniu etnicznym) w fabryce tych wacików![xii]

W związku z powyższymi „odkryciami”  nie tylko  genetycy, ale przede wszystkim technicy policji, prokuratorzy, adwokakaci  i najważniejsze sędziowie, bowiem to oni mają ostatnie i decydujące „słowo” muszą nauczyć się nowego spojrzenia na dowód z mikrośladów DNA.  Sceptycyzm i powściągliwość musi zastąpić entuzjazm 100% pewności, iż DNA jest bezspornym dowodem bezpośredniego kontaktu.  To zła wiadomość dla oskarżonych na podstawie takiego DNA w Polsce.  Część prokuratorów i przede wszystkim część sędziów, którzy ostatecznie oceniają dowody z ekspertyz DNA, mają wiedzę w tej dziedzinie niestety nieadekwatną. Stąd obawa, że postęp technologii badań DNA i podniesienie jakości pracy laboratoriów paradoksalnie niekoniecznie przełoży się na eliminowanie „pomyłek” sądowych, a dodana konieczność oceny coraz bardziej złożonych i skomplikowanych kwestii np. wtórnego transferu DNA może być przyczyną zwiększenia „pomyłek sądowych”.

Cdn

[ii] STR (ang. Short Tandem Repeat) -najpowszechniej stosowana metoda badania DNA oparta na polimorfizmie długości sekwencji

[iii] DNA mitrochondrialne sprzeżone z płcią – dziedziczone w lini żeńskiej

[iv] PCR (od ang. polymerase chain reaction) – metoda powielania łańcuchów DNA polegająca na łańcuchowej reakcji polimerazy DNA w wyniku wielokrotnego podgrzewania i oziębiania próbki, w warunkach laboratoryjnych.

[v] DNA autosomalne – nie sprzężone z płcią

[vi] Siła dyskryminacji – oznacza prawdopodobieństwo, że dwie osoby przypadkowo wybrane z populacji będą miały rożne  genotypy w locusie

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:13)

Komentarze

Jak zwykle świetny esej.

Aby zrozumieć naukowe dowody, argumenty potrzebna jest inteligencja. Wdrukowane przez oglądanie filmów kryminalnych odruchy - mogą być śmiercionośne. Jesteśmy tresowani, zaopatrywani w klapki na oczy, manipulowani. Sędziowie, prokuratorzy nie stanowią wyjątku.

Nikt humanistów nie uczy metrologii, nawet najprostszej dyskusji błędu !

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

#1523646

Sędziowie, prokuratorzy nie stanowią wyjątku.

Jakżeby mogło być innaczej! W ich przypadku dochodzi zawodowa inkwizycyjność.

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

faxe

#1523678

Założeniem artykułu było wykazanie: po pierwsze, że wyniki badań DNA nie zawsze należy traktować jako 100% pewne i po drugie, że błędy w badaniach DNA są popełniane. Obie te tezy są prawdziwe, jednakże przedstawione informacje w artykule nie zawsze są trafne i zgodne z prawdą.
Prawdą jest, że wyniki badań DNA nie zawsze można traktować jako 100% pewne, a to za przyczyną tego, że ich uzyskanie to kilka etapów żmudnych analiz, a na każdym z tych etapów można popełnić błąd.
Prawdą jest, że błędy w badaniach DNA, także w Polsce, zdarzają się.
Nieprawdą jest, że w badaniach DNA K. Olewnika przeprowadzonych w Olsztynie popełniono błąd. Biegli poprawnie oznaczyli profil DNA K. Olewnika, podobnie jak ZMS w Gdańsku. Wprawdzie biegli nie ustosunkowali się do obecności materiału genetycznego drugiej osoby w próbce pobranej ze zwłok, ale to nie było przedmiotem ekspertyzy. Oczywiście ukrycie wyników części badań przez biegłych, można by uznać za naganne, ale tylko po szczegółowej analizie elektroforegramów, bo tylko wtedy można by powiedzieć czy te ukryte wyniki były wiarygodne. Należy także pamiętać, że w badaniach DNA, szczególnie gdy badany jest materiał sekcyjny, często zdarza się kontaminacja DNA osób trzecich.
Nieprawdą jest, że na ramieniu Magdy znaleziono częściowy odcisk palca, bo odciski można zostawiać na podłożu plastycznym np. plastelinie. W tym przypadku była to odbitka linii papilarnych, czyli wydzielina tłuszczowo-potowa odwzorowująca linie papilarne. Pisząc artykuł z zakresu kryminalistyki i nie tylko należy wypowiadać się precyzyjnie, bo w przeciwnym razie można całkowicie zmienić kontekst wypowiedzi, a także może to świadczyć o niewiedzy czy bylejakości pracy osoby przedstawiającej zagadnienie.
Prawdą jest, że dzieci dziedziczą DNA po rodzicach i mają połowę DNA po matce i połowę po ojcu.
Nieprawdą jest, że bliźnięta jednojajowe mają identyczny DNA. Obecnie możliwe jest tzw. głębokie sekwencjonowanie, które pozwala rozróżnić bliźnięta jednojajowe.
Nieprawdą jest, że amplifikacja DNA, czyli PCR prowadzi do detekcji DNA. PCR to reakcja, w której przy użyciu polimerazy (plus inne odczynniki) powiela się określone fragmenty DNA. Dla badania STR chromosomów autosomalnych używa się innych odczynników niż te które używa się do badania STR na chromosomach płciowych. Zastosowanie metod badania YSTR w opisywanym przypadku wynikało z faktu, że ilość materiału biologicznego była znikoma, a metoda badania YSTR jest dużo czulsza od metody badania STR chromosomów autosomalnych.
Nieprawdą jest. że laboratoria zawsze dysponują wyizolowanym DNA. W przypadku badań gdzie ilości materiału biologicznego jest znikoma, tak jak to jest w przypadku śladów dotykowych, próbkę wykorzystuje w całości, z racji małej ilości DNA.
Nie prawdą jest, że YSTR nie można interpretować stosując „dowody statystyczne” (?). Każdy profil DNA, czy ten z chromosomów autosomalnych, czy ten z chromosomów płciowych zanim podda się analizie statystycznej analizuje się zgodnie z obowiązującymi algorytmami. W przypadku profili YSTR wyliczenia statystyczne polegają na określeniu ile razy oznaczany haplotyp występuje w określonej populacji. Oczywiście wyliczenia te są odmienne niż te, które stosuje się dla DNA chromosomów autosomalnych, ale tu nie czas i miejsce żeby szczegółowo to zagadnienie omawiać.
Nieprawdą jest, że wyniki badań mtDNA i YDNA są wyłącznie badaniami wykluczającymi. W wielu przypadkach są przydatne do udowodnienia winy.
Prawdą jest, w rzeczonym przypadku, uznanie, że DNA ujawnione na ofierze pochodzi od konkretnej osoby, mając jedynie wyniki YSTR i jest za „mało” na skazanie. Jednakże twierdzenie, przy nieznajomość wszystkich akt sprawy, że wyrok wydano tylko na podstawie DNA jest nieuprawnione.
Prawdą jest, że siła dowodowa wyników badań STR w porównaniu z YSTR jest dużo wyższa, jednakże nie jest to w związane z liczbą badanych chromosomów, a z liczbą badanych loci. Co zaś się tyczy badań przeprowadzonych w Azji Środkowej, to nie wiadomo na podstawie ilu loci wnioski wyciągnięto. (brak strony z artykułem)
Nieprawdą jest, że akredytacja laboratoriów wykonujących badania genetyczne wpłynęła na poprawę jakości badań kryminalistycznych, albowiem brak jest jakichkolwiek badań, które potwierdziłyby tę tezę. Obecnie badania genetyczne na potrzeby wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania wykonuje kilkadziesiąt laboratoriów, z których akredytowanych jest mniejszość.
Nieprawdą jest, że kontaminacja obcym DNA jest główną przyczyną niemożliwości ustalenia prawidłowych profili DNA. Metody analizy oraz wiedza i doświadczenie biegłych pozwalają nawet przy zmieszanym DNA ustalić profil osób, które materiał biologiczny pozostawiły.
Nieprawdą jest, że osoby wykonujące badania genetyczne nie przywiązują większej wagi do wtórnego transferu DNA. Biegły badając dowód nie ma wiedzy, bo i skąd, czy oznaczony profil DNA pochodzi z wtórnego transferu czy nie. Nie jest rolą biegłego dochodzenie w jaki sposób DNA zostało naniesione na dowód rzeczowy.
Prawdą, jakże oczywistą jest, że DNA znaleziony np. pod paznokciami ofiary zabójstwa nie koniecznie pochodzi od sprawcy, podobnie jak ślad daktyloskopijny znaleziony na miejscu zdarzenia także nie musi pochodzi o sprawcy przestępstwa.
Nieprawdą jest, że z 3-5 komórek możliwe jest oznaczeni profilu DNA. Ilość DNA znajdująca się w 3-5 komórek to 18-30 pg, a to jest za mało żeby uzyskać wiarygodny wynik.
Nieprawdą jest, że mtDNA jest sprzężone z płcią. Mitochondrialne DNA to DNA znajdujące się w mitochondriach, a jak powszechnie wiadomo mitochondria obecne są w większości komórek organizmów eukariotycznych.
Prawdą jest że mtDNA dziedziczy się po linii żeńskiej
Na zakończenie krótkie podsumowanie. Badania genetyczne podobnie jak inne badania „narażone” są na błędy, tym bardziej, że od chwili ujawnienia śladu do chwili wydania opinii, ślad musi przejść długą, wieloetapową drogę. Niestety w artykule, którego tezy z założenia są prawdziwe, przedstawiono dużo nieprecyzyjnych, żeby nie napisać błędnych informacji. Opinia, że badania DNA wykorzystywane są świadomie lub nieświadomie, by koniecznie kogokolwiek skazać, jest nieuprawnione. Tym bardziej, jeżeli opinia taka jest budowana na podstawie informacji prasowych, przy braku wiedzy zawartej w aktach sprawy i braku wiedzy co do DNA i procesu jego badania. Czekamy na cd.
(Szkoda, że część linków prowadzi do artykułów, które nie istnieją, a część nie prowadzi do konkretnych artykułów tylko do Home strony)

Pozdrawiamy,
zespół Biura Doradztwa Kryminalistycznego.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma metod doskonałych ani nieomylnych ekspertów" prof. T. Widła

#1523899

Czy badania DNA (do celów dowodowych w kryminalistyce)  przeprowadza się jako porównawcze, na tej samej aparaturze, z dokładnie tymi samymi odczynnikami ?

W przypadku ofiar komunizmu, słyszę o bazie danych profili genetycznych. To chyba pierwsze przybliżenie ?

W związku z dawną pracą na politechnice, mam pojęcie o pomiarach fizycznych. Próbuję zastosowac tu wiedzę o chromatografii gazowej z którą miałem do czynienia.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

#1523904

W przypadku gdy badania materiału dowodowego i porównawczego wykonywane są w jednym laboratorium, to przeprowadza się je na tych samych odczynnikach i na tej samej aparaturze. Takie postępowanie zapewnia 100% porównywalność wyników. Trzeba jednak zaznaczyć, że badania materiału dowodowego i porównawczego przeprowadza się (o ile to możliwe) w różnym czasie, tak dla bezpieczeństwa. W przypadku gdy badania materiału dowodowego i porównawczego wykonują różne laboratoria. to oczywistym jest, że aparatura nie jest ta sama (może być taka sama), użyte zestawy odczynników także mogą być takie same i mogą być różne. Obecnie otrzymane wyniki dla różnych zestawów odczynników są także porównywalne, ale już nie w 100%, co nie zmienia faktu, że siła dowodowa pozostaje na bardzo wysokim poziomie.
Więcej o Polskiej Bazie Ofiar Totalitaryzmu można przeczytać na stronie https://www.pbgot.pl/
„To chyba pierwsze przybliżenie ?”. Nie wiemy o co chodzi, zatem nie będziemy się wypowiadać.
Można powiedzieć, że obecnie stosowane metody badania DNA - etap rozdziału i wizualizacji jest, ujmując w uproszczeniu, podobny do chromatografii gazowej. W przypadku badań genetycznych znakowane fragmenty DNA przemieszczają się w polu elektrycznym, w kapilarze wypełnionej określonym medium z prędkością zależną od ich długości.

Zespół Biura Doradztwa Kryminalistycznego

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma metod doskonałych ani nieomylnych ekspertów" prof. T. Widła

#1523941

Uwaga ogólna – mój tekst nie jest pracą naukową i jest kierowany do czytelników, którzy nie posiadają wiedzy naukowej  na temat badań kryminalistycznych DNA. Stąd brak w nim rozważań naukowych, natomiast podane są rzetelne dane zrozumiałe dla niefachowca.

Badanie DNA  K.Olewnika

W moim tekście nie ma twierdzenia, że w dadaniu DNA K.Olewnika popełniono  błąd.  Stwierdziłam, że UKRYTO  wynik otrzymany z 2 próbek (z 6 ogółem badanych) . Ciekawa jestem jakie podmioty korzystają z doradztwa podpisanego pod komentarzem Biura Doradztwa Kryminalistycznego, bowiem przedstawione wyjaśnienia  są ciut za ambiwalentne jak na rzetelne doradztwo „kryminalistyczne”. Fakt, iż przedmiotem  ekspertyzy było zbadanie czy profil wzorcowy K.Olewnika pasuje do profilu znalezionego ciała nie zwalniał biegłych z zachowania procedur  obowiązujących podczas takiego badania.  Prokuratura d. Apelacyjna a obecnie Regionalna w Gdańsku nie uznała ukrycia wyników części badań za „naganne”  a przestępcze - o czym świadczy akt oskarżenia i toczące się postępowanie sądowe. Musiała więc poddać szczegółowej analizie elektroforegramy , aby postawić zarzuty biegłym czyli innymi słowy uznała ukryte wyniki za wiarygodne. Ponadto wszelkie wątpliwości co do tej kwestii rozwiał składający w tej kwestii wyjaśnienia  prof. R. Pawłowski i ustosunkował się do przestrzegania przez  biegłych obowiązujących laboratoria kryminalistyczne Policji   (w czasie tego badania). Konkluzja jest jasna – biegli winni powtórzyć badanie i załączyć wszystkie wynika – z pierwotnego badania i powtórnego.  Fakt, że kontaminacja „zdarza się” przy badaniah próbek  z sekcji, ani nie wyjaśnia ukrycia części wyników, ani nie zwalniała biegłych z olewania obowiązujących procedur.  Pozostałe fakty dotyczące tego badania wskazują, że  biegli zdawali sobie sprawę, że conajmniej popełniają przestępstwo niedopełnienia obowiązków służbowych. (do  faktów podanych należy dodać, iż zapisy monitoringu prosektorium z dnia pobierania materiału ze znalezionego ciała jakoś „się skasowały” a biegli i inne osoby np. patomorfolog i jego systent mieli kompletną amnezję co do kwestii jak i kto pobrał materiał do badania).

Badania DNA  - sprawa Magdy

Rzeczywiście nieprecyzyjnie określiłam źródło DNA badanego w tej sprawie, ale  mój „skrót”nie zmienia ani na jotę rzetelności opisanych działań policji i genetyków, a więc nie zmienia to ani faktów ani konkluzji.

Co do DNA bliźniąt jednojajowych to  stosowane w kryminalistyce do badania DNA komercjalne zestawy mikrosatelitarne STR w 2008r nie są  narządziem do sekwencjonowania głębokiego. Moja uwaga co do identyczności DNA bliźniąt jednojajowych jest prawdziwa w kontekście w jakim użyłam tego stwierdzenia, bez jakiejkolwiek potrzeby komplikowania tego stwierdzenia rozważaniami o sekwencjonowaniu głębokim, które póki co nie jest stosowane komercjalnie i jest de facto przyszłością genetyki.

Co do PCR -napisałam, iż  podczas możliwego usiłowania  amplifikacji DNA autosomalnego wraz z markerem płci z odbitki lini papilarnych na ramieniu Magdy jej DNA było dużo więcej niż DNA osoby, która pozostawiła odbitkę linii papilarnych, stąd    DNA autosomalne osoby, która pozostawiła odbitkę linii papilarnych „tonęło” a amplifikowano tylko DNA chromosomu Y tej osoby. Użyłam niefortunnego określenia „detekcja” DNA autosomalnego w tym kontekście.  Z treści całego tekstu i referencji pod tekstem wynika, że rozróżniam PCR od STR, więc zarzut ten jest  „na wyrost”.

Po analizie, logicznym jest  iż określenie płci w komercyjnym STR DNA autosomalnego, a badanie chromosomu Y STR wymaga innych odczynników i dywagacje dot,  możliwości wykonania badania DNA autosomalnego przez biegłych  nie trzyma się kupy. Skonfrontuję to z moim doradcą genetycznym od którego otrzymałam takie wyjaśnienie.

Co do wykorzystania próbki w całości to możliwe technicznie jest w takiej sytuacji przechowanie części zamplifikowanego DNA w tem. – 20 C.

Co do interpretacji  obliczeń statystycznych w przypadku  Y STR moją intencją było wykazanie, iż siła dyskryminacji jest dużo mniejsza  niż w przypadku DNA autosomalnego.  Co do  badań wykluczających - mtDNA i Y DNA – nie twiedziłam, iż są one ’”wyłącznie” wykluczające a „praktycznie wykluczające” a to jest dość znacząca różnica – akurat być może ta różnica to przypadki przydatne i zgodnie z przepisami kpk udowodnione.

Faktem jest, że bez badania DNA prokuratura nie mogła skutecznie oskarżyć Marcina S., a więc logicznym jest wniosek. iż dowód z ekspertyzy DNA miał kluczowe znaczenie w skazaniu.

Badanie DNA STR autosomalne i Y STR  ma porównywalną ilość badanych loci, więc w sumie uwagi były zbyteczne.  

Ciekawoską jest informacja, BDK,  iż badania genetyczne na potrzeby wymiaru sprawiedliwości  przeprowadzają  w większości labratoria bez akredytacji!

Szanowny Zespole Biura Doradców Kryminalistycznych,  donoszę nininiejszym co umknęło Waszej uwadze, a mianowicie na mocy Decyzji Ramowej Rady Europejskiej 2009/905/WSiSW z dnia 30 listopada 2009 r. w sprawie akredytacji dostawców usług kryminalistycznych wykonujących czynności laboratoryjne nałożono na laboratoria genetyczne, które wykonują badania na rzecz organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, obowiązek uzyskania certyfikatu akredytacji potwierdzającego zgodność z normą PN EN ISO/IEC 17025:2005. do 30 listopada 2013r.

To już  tuż tuż trzy lata jak akredytacja jest dla tych laboratoriów jest obligatoryjna. Czyli innymi słowy zgodnie z przepisami tak prawa polskiego jak  unijnego ekspertyzy laboratorów bez akredytacji nie są dowodami w sądach!

Faktycznie jakość badań DNA w świetle tej informacji niewiele się zmieniła, bez jakichkolwiek badań jest to logiczny wniosek.

Co do kontaminacji nie mam w tej chwili czasu na szukanie, ale mam notatki dot. tej kwestii i załączę w ciągu kilku dni.

Nigdzie nie stawiałam tezy, że biegły  powinien dochodzić czy na dowód naniesiono wtórne DNA. Proszę czytać uważniej i darować sobie taką sofistyczną argumentację.

A jednak nie zawsze jest oczywiste że DNA znalezione np. pod paznokciami ofiary zabójstwa niekoniecznie pochodzi od sprawcy.

Prawdą jest, iż nie tylko z 3-5 komórek ,  ale już nawet jednej komórki  można otrzymać pełen profil DNA. https://www.ncjrs.gov/pdffiles1/nij/grants/241298.pdf  str. 3. Doradca  szkolić się musi nieprzerwanie.

Badanie mtDNA jest badaniem nazywanym  powszechnie  „sprzężonym z płcią „ dla odróżnienia  od DNA jądrowego czy innaczej autosomalnego, pewnie dlatego, że  wynik takiego badania  to haplotyp, który dziedziczą  dzieci po matce,  a przekazują następnym pokoleniom córki. Nigdzie w  tekście nie napisałam, iż komórki mitrichondrialne są sprzężone z płcią! Fakt iż mitriochondria znajduje się w większości komórek nie zmiania  faktu, iż mtDNA jest przekazywane następnym pokoleniom w linii żeńskiej i charakteryzuje się niższą siłą dyskryminacji podobnie jak haplotyp Y DNA jest dziedziczone w linii męskiej. mtDNA jest stosowane w badaniach kryminalistycznych kiedy nie dysponuje się DNA jądrowym (autosomalnym) np z powodu degradacji tegoż lub do badania przekazano włos bez cebulki, kość etc.

Mącenie w czystej wodzie nie dodaje żadnej wartości i nie wnosi nic sensownego w kwestii  rzetelnej recenzji informacji podanych w tekście.

Reasumując, pomimo sofizmatów i zagadywania wiedzą,  to  poza zarzutami, że ocenić mogę dowody po zapoznaniu się z aktami sprawy i wpadką z badaniem autosomalnym DNA ze śladu z ramienia Magdy de facto to niewiele. Pasja  BDK w wyszukiwaniu i wytykaniu „nieprawd” w tekście i popisywanie się wiedzą, która nie zmienia poprawności meritum mojego tekstu i jego  rzetelności , a raczej  świadczy o  małostkowość i „czepianiu” się zespołu Biura Doradztwa Kryminalistycznego.   Recenzenci nie wzieli pod uwagę, iż autorka jest blogerką, a tekst jest  kierowany do czytelnika, który nie jest ani genetykiem ani doradcą kryminalistycznym.  Podziwiam tych czytelników, którzy zadali sobie trud przeczytania tej „cegły”. Dalsze rozwlekanie tego tekstu mijało się z celem stąd „skróty”.

 Zespół Doradców domniema, bo przecież nie ma wiedzy w tej materii, że moja informacje i wiedza  pochodzą li tylko i wyłącznie z mediów, a nie np.  z obserwowania również posiedzeń sądowych...etc

I na koniec faktycznie linki do GW Szczecin, które znalazłam parę dni temu nie pracują, nie wiem dlaczego. To samo dotyczy pracy dr T. Kupca, Dziękuję za wytyk. Zaraz usunę. Na marginesie BDK wysnuło bezpodstawny wniosek, iż artykuły te "nieistnieją".  To delikatnie mówiąc niegrzeczna przesada  w wyciąganiu wniosków. Przecież tych linków nie mogłam wymyśleć czy sfałszować.

Przypomniało mi to autentyczne badanie psychologiczne zlecone oskarżonej przez sąd. Podczas badania ( dwie biegłe, 45 min 1900zł),  pytano delikwentkę np czy pani pije? odp. nie jestem abstynentką .- wniosek w opinii - twierdzi, że nie pije, patologiczne skłonności do konfabulacji.

Przepraszam Czytelników za moją nieuwagę i niezweryfikowanie działania podanych linków.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

faxe

#1523952

Ad vocem
Rozumiemy, że tekst był kierowany do niefachowców, ale skoro takie było założenie, to zastanawiające jest dlaczego użyto tylu fachowych i z pewnością niezrozumiałych dla „zwykłego zjadacza chleba” terminów.
Przyznajemy, że w tekście nie padło stwierdzenie o błędzie w badaniach DNA K. Olewnika - nostra culpa,
ale z drugiej strony czyż opisywanie kolejny raz tej sprawy powinno znaleźć się w tym artykule, którego intencją było wskazanie, że błędy w badaniach DNA zdarzają się i że badań tych nie należy traktować jako 100% pewne.
Skoro już sprawa K. Olewnika została poruszona to jeszcze jedno zdanie. Faktem jest, że prokuratura przedstawiła akt oskarżenia z takimi, a nie innymi zarzutami, ale trzeba także podkreślić, że do czasu prawomocnego wyroku nie można uznać, że stawiane zarzuty były trafione.
Zaspakajając Pani ciekawość informujemy, że z naszych usług korzystają przede wszystkim kancelarie adwokackie także sądy, prokuratury (jesteśmy biegłymi z listy sądowej) i osoby prywatne. Oczywiście rozumiemy, że może mieć Pani sprzeczne odczucia, co do rzetelności naszych wyjaśnień, jednakże także zdajemy sobie sprawę, że nie jest Pani genetykiem, a tym samym poziom wiedzy z zakresu badań DNA nie pozwala na pełne zrozumienie tematu (to nie jest z naszej strony zarzut, bo nie można być ekspertem od wszystkiego).
Uwaga co do użytej w tekście terminologii oczywiście nie zmienia nic jeżeli chodzi o badania. Rzecz w tym, że jeżeli zarzuca się komuś bylejakość, to należy zadbać o to, żeby własny tekst był tej bylejakości pozbawiony
Napisała Pani, że „… rozróżniam PCR od STR, więc zarzut ten jest „na wyrost”. Czy na pewno? Zacytujmy zatem zdanie (powielane z innych Pani tekstów) zapisane pod tekstem „STR (ang. Short Tandem Repeat) - najpowszechniej stosowana metoda badania DNA oparta na polimorfizmie długości sekwencji”. Nie proszę Pani STR jest metodą badania DNA.
Prawdą jest, że można przechowywać produkt amplifikacji, bo technicznie jest to proste i nawet nie trzeba do tego temp. -20ᴼC. Problem polega na wprowadzeniu takiej próbki w proces, przy podstawowej znajomości prawa z pewnością rozumie Pani o czym piszemy.
Prokuratura bez dowodów z zasady nie oskarża, z wyjątkiem kiedy oskarżenie jest oparte na poszlakach, ale to odrębny temat. W tym przypadku mamy DNA, zgodne dla całej linii męskiej S., ale także są dowody osobowe, które wykluczają ojca (miał alibi) i brata (przebywał w więzieniu) skazanego. Pisze Pani, że „Faktem jest, że bez badania DNA prokuratura nie mogła skutecznie oskarżyć Marcina S., a więc logicznym jest wniosek. iż dowód z ekspertyzy DNA miał kluczowe znaczenie w skazaniu”. Nie jest to fakt, jest to tylko i wyłącznie Pani interpretacja wysnuta na domysłach. Na potwierdzenie naszych słów proponujemy posłuchać wypowiedzi sędziego.
http://archiwum.radioszczecin.pl/serwis_informacyjny/pliki/2013/2013-12-....
Nie możemy oprzeć się wrażeniu, że stoi Pani na stanowisku, iż lepiej byłoby w tej sprawie badań genetycznych nie przeprowadzać.
Obecnie zestawy komercyjne oferują podobną, lub taką samą liczbę badanych loci dla badań DNA autosomalnego jak i YDNA, to fakt, ale czy w badaniach, o których Pani pisała, liczba analizowanych loci była taka jak obecnie?
Po co tyle sarkazmu? Znamy treść całej decyzji, nie tylko zacytowanego wyimka. W kwestii przypomnienia, to sąd dokonuje oceny przeprowadzonych dowodów, zatem nikt nie ma prawa nakazywać sądowi, który dowód jest ważniejszy. Proponujemy zapoznać się z art. 5 pkt. 2 decyzji.
Zachęcamy także do zadania sobie trochę trudu ustalenia ile laboratoriów w Polsce wykonuje badania DNA, potem porównać z liczbą laboratoriów posiadających akredytację. Dodamy, że na 13 jednostek ZMS przy UM tylko 3 posiadają akredytację.
Fakt, badań porównawczych, co do jakości opinii genetycznych laboratoriów bez i z akredytacją nie było. Faktem jest także to, że Ocenialiśmy i oceniamy opinie zarówno z laboratoriów akredytowanych i tych, które akredytacji nie mają, stad mamy wiedzę, która pozwala na ocenę czy i jak akredytacja zmieniła jakość ekspertyz.
Czy stwierdzenie, że biegły nie jest od tego żeby dochodzić czy na dowodzie jest DNA wtórnie naniesione to sofizmat? Proszę odpowiedzieć sobie na te pytanie po przeczytaniu własnych słów „występowanie wtórnego przenoszenia DNA zostało wcześniej ustalone, ale środowisko genetyków nie przywiązywało większej wagi …”.
Proponuję jeszcze raz przeczytać cały artykuł pt. "Improved Detection of Male DNA in Post-Coital Samples", spróbować go zrozumieć i odpowiedzieć na pytanie czy wyniki badań uzyskane to standard w badaniach genetycznych, czy tylko badania naukowe prowadzone w „sterylnych” warunkach. Artykuł ukazał się w 2012 r. i do dzisiaj żadne laboratorium w Polsce nie wdrożyło opisywanej metodyki do badań. Dlaczego? Jako odpowiedź proponujemy literaturę z tematyki LTDNA.
Odnośnie mitochondrialnego DNA to niestety, ale nie jest tak Pani opisała. Z samej nazwy (DNA mitochondrialne, DNA jądrowe) wynika, że oba DNA różnią się umiejscowienie w komórce i nie jest konieczne stosowanie dodatkowej nazwy dla ich odróżnienia - to rzecz oczywista już dla licealistów. Sugestia, że badanie mtDNA jest nazywane „sprzężone z płcią” tylko dlatego, że „wynik takiego badania to haplotyp, który dziedziczą dzieci po matce, a przekazują następnym pokoleniom córki” jest nieprawdziwa i świadcząca o braku wiedzy w tej kwestii.
Na zakończenie jeszcze kilka zdań. Tytuł tekstu oraz jego początkowy fragment sugerował, że autorka podjęła trudne zadanie przybliżenia zagadnień błędów w badaniach DNA oraz postrzegania wyników tych badań przez prokuraturę i sądy. Niestety dalsza część tekstu daleko odbiega od tego, czego mógł spodziewać się po pierwszych zdaniach czytelnik, ale spójrzmy jeszcze raz na Pani tekst. W Pani tekście tylko jeden fragment, rzeczywiście opisuje przypadek błędnego wnioskowania biegłych, na podstawie którego skazano osobę nie mającą nic wspólnego z popełnioną zbrodnią, pozostałe opisywane przypadki z błędami w badaniach DNA nic wspólnego nie mają. W sprawie zabójstwa K. Olewnika pisze Pani o ukrywaniu wyników badań, o łamaniu procedur, niedopełnieniu obowiązków, ale nic o błędach w badaniach genetycznych. W sprawie zabójstwa Magdy opisuje Pani wyniki badań DNA, pisze o ignorancji i bylejakości dziennikarzy i zarzuca biegłym, że czegoś nie zrobili, nie mając pojęcia jak przebiega proces badania DNA. Nic natomiast o błędach w badaniach DNA. Czy zatem chodziło o przybliżenie zagadnienia błędów w badaniach DNA i wyeksponowania, że badania genetyczne nie są 100% pewne, czy raczej jest to chęć budowania, na podstawie niesprawdzonych informacji i niepełnej wiedzy, atmosfery niezdrowej sensacji. Tym bardziej, że duża część Pani tekstu to powtórzenia tego co napisała Pani wcześniej, ot taki „autoplagiat”.

Pozdrawiamy.

Zespół Biura Doradztwa Kryminalistycznego

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma metod doskonałych ani nieomylnych ekspertów" prof. T. Widła

#1524217

Witam

Cytat 1.
 

BDK    „Uwaga co do użytej w tekście terminologii oczywiście nie zmienia nic jeżeli chodzi o badania. Rzecz w tym, że jeżeli zarzuca się komuś bylejakość, to należy zadbać o to, żeby własny tekst był tej bylejakości pozbawiony. Napisała Pani, że „… rozróżniam PCR od STR, więc zarzut ten jest „na wyrost”.Czy na pewno?  Zacytujmy zatem zdanie (powielane z innych Pani tekstów) zapisane pod tekstem „STR (ang. Short Tandem Repeat) - najpowszechniej stosowana metoda badania DNA oparta na polimorfizmie długości sekwencji”.

Nie proszę Pani STR jest metodą badania DNA.”

Abstrahując od kwestii, iż powyższe stwierdzenie  nie uzasadnia zarzutu, że nie rozróżniam STR od PCR, to powyższe zdanie nie jest prawdziwe. Obok STR  - najpowszechniej stosowanej metody badania DNA, istnieją i stosowane są inne "jeszcze" lub "już" metody badania DNA jak  RFLP, SNP, metylacja DNA, etc.

Cytat 2.

BDK „Sugestia, że badanie mtDNA jest nazywane „sprzężone z płcią” tylko dlatego, że „wynik takiego badania to haplotyp, który dziedziczą dzieci po matce, a przekazują następnym pokoleniom córki” jest nieprawdziwa i świadcząca o braku wiedzy w tej kwestii.”

Czy na pewno?

Zacytuję fachowców.

Mitochondrialne DNA. Informacja ta charakteryzuje się kilkoma wyjątkowymi cechami, różniącymi ją od pozostałej informacji genetycznej. Przede wszystkim jest przekazywana z pokolenia na pokolenie w specyficzny sposób - dziedziczona jest zawsze po matce, "po kądzieli". http://www.igs.org.pl/kryminalistyka.htm

U ssaków mitochondria wraz ze znajdującym się w nich mtDNA są przekazywane następnym pokoleniom niemal wyłącznie w linii żeńskiej.   http://www.biol.uw.edu.pl/mtdna/dziedziczenie-mtdna  

U ssaków i ptaków mitochondria wraz ze znajdującym się w nich mtDNA dziedziczone są niemal wyłącznie w linii matczynej (żeńskiej), ponieważ wszystkie lub niemal wszystkie pochodzą z oocytu. Bardzo nieliczne (jeśli w ogóle) są przekazywane w plemniku , a ponadto te pochodzące od ojca (wraz z zawartym w nich mtDNA) są niszczone we wczesnych fazach rozwoju zygoty. Zatem geny mitochondrialne są przekazywane przez matkę potomstwu obu płci.   Andrzej Brodziak/Genetyka

Również http://www.nij.gov/topics/forensics/evidence/dna/research/pages/mitochondrial.aspx

Cytat 3.

BDK  „Prokuratura bez dowodów z zasady nie oskarża, z wyjątkiem kiedy oskarżenie jest oparte na poszlakach, ale to odrębny temat„ 

  • Poszlaka to jeden z rodzai  dowodu, a więc nie może być odstępstwem od  wspomnianej zasady nieoskarżania bez dowodów.
  • Jest faktem powszechnie znanym, że prokuraturom zdarzają się nierzadko oskarżenia bez faktycznych dowodów winy. Fakty powszechnie znane nie wymagają udowodnienia.

W omawianym przypadku  Zespół przywołuje ustne uzasadnienie wyroku, w którym sędzia przywołał wyjaśnienia oskarżonego z początku śledztwa, (później odwołane, a podejrzany skarżył się na działania policji w związku z tym zeznaniem) i dalej sędzia twierdził że DNA nie jest jedynym dowodem, bowiem i bez tego dowodu Marcin S. stanąłby przed sądem (rozumiem na podstawie tych wyjaśnień ze śledztwa.)   

Tyle tylko, że przez 4 lata (do czasu uzyskania  opinii DNA) prokuratura nie sporządziła skutecznego aktu oskarżenia na podstawie tych wyjaśnień.  Oczywiście jest  to moje domniemanie, które ma ljednak ogiczne podstawy w faktach.

 Argumentowanie, że to „moja interpretacja nie jest oparta na faktach” ponieważ są dowody osobowe – alibi ojca i alibi brata – jest absurdalne. Ani ojciec ani brat  nie potrzebowali alibi dopóty,  dopóki nie  wykonano ekspertyzy DNA,  a więc prokuratuara nie dysponowała tymi dowodami, do czasu uzyskania ekspertyzy DNA.  Alibi ojca i brata było potrzebne prokuraturze, aby wykluczyć ich ewentualnie z kręgu osób posiadających z badania  Y DNA.

Cytat 4.

BDK  „W kwestii przypomnienia, to sąd dokonuje oceny przeprowadzonych dowodów, zatem nikt nie ma prawa nakazywać sądowi, który dowód jest ważniejszy.”

 Nie bardzo rozumiem ? Czy ja gdzieś pisałam o hierarchii ważności dowodów i nakazywaniu sądowi, który dowód jest ważniejszy?

W polskim prawie nie ma  pojęcia hierarchii ważności dowodów. Wszystkie są równe i równie ważne.  Nie ma ważniejszych dowodów. Stwierdziłam , że dowód z ekspertyzy DNA miał kluczowe znaczenie w skazaniu, bowiem bez tego dowodu skazanie było  niemożliwe- jak powyżej. Kluczowy i  ważniejszy to nie synonimy.

Cytat 5.

BDK  „W sprawie zabójstwa K. Olewnika pisze Pani o ukrywaniu wyników badań, o łamaniu procedur, niedopełnieniu obowiązków, ale nic o błędach w badaniach genetycznych.”

Czy Zespół BDK mówiąc kolokwialnie rżnie głupa?

Biegli, którzy ukryli część wyników   i nie powtórzyli badania,  pomijając kwestie łamania prawa i odpowiedzialności dyscyplinarnej czy karnej – są zwyczajnie niewiarygodni i expertyza jest niewiarygodna. 

Jeżeli konkretne kryminalistyczne „badanie genetyczne” jest dowodem w sprawie, to czynnikami wyznaczającymi wartość dowodową  badania jest również ustalenie  rzetelności czy jej braku w przeprowadzeniu wszystkich etapów prowadzących do badania, samego badania  i działań po badaniu - jak materiał został pobrany, czy przy pobieraniu przestrzegano zalecanych procedur,  czy w trakcie badań laboratoryjnych nie popełniono przypadkowych błędów i czy nie doszło do niewłaściwej interpetacji (lub jak w tym przypadku ukrycia części wyników, „samozagubienia” się pozostałych z badania próbek mat. biologicznego, „somowyczyszczenia” się pamięci sekwencjonera i „samoskasowania” się zapisów monitoringu z prosektorium).

Lekceważenie przez Zespół Biura Doradców Krminalistycznych  tych wszystkich czynników i dopytywanie o „błąd w badaniach genetycznych” jest w tym kontekście i smutne i śmieszne.

Cytat 6.

Jakoby nieprawdziwa informacja w tekście o możliwości uzyskania profilu DNA z 3-5 komórek.

BDK  „Proponuję jeszcze raz przeczytać cały artykuł pt. "Improved Detection of Male DNA in Post-Coital Samples", spróbować go zrozumieć i odpowiedzieć na pytanie czy wyniki badań uzyskane to standard w badaniach genetycznych, czy tylko badania naukowe prowadzone w „sterylnych” warunkach.”

Na tytułowy zarzut  podałam link do badania w którym dowiedziono, że nawet z jednej komórki jest możliwe uzyskanie profilu  DNA , Zespół odkręca kota ogonem i proponuje abym „jeszcze raz przeczytala i spróbowała zrozumieć  artykuł.” Szanowny Zespole Wasze niestosowne i niegrzecznie patronizujące rady nie zmienią prostego faktu – na stronie 3 tego artykułu jest zawarte informacja      „ Preamplifikacja PCR przed badaniem Y STR pozwala na (od)zyskanie profilu Y STR z tak maleńkiej ilości męskiego DNA jak 5pg (1 diploidalna komórka). Prawdziwości mojego twierdzenia nie zmienia fakt w jakim labortorium takie wyniki osiągnięto. Jest to możliwe i imoja nformacja jest prawdziwa.

Cytat 7.

BDK   „Zachęcamy także do zadania sobie trochę trudu ustalenia ile laboratoriów w Polsce wykonuje badania DNA, potem porównać z liczbą laboratoriów posiadających akredytację. Dodamy, że na 13 jednostek ZMS przy UM tylko 3 posiadają akredytację.”

Zrobiłabym to z entuzjazmem, tylko jaki miałaby cel moja mitręga?  Bez  zadawania sobie trudu mogę przypuszczać z prawdopodobieństwem bliskim pewności, że niewielki odsetek. Być może się mylę, ale tak wywnioskowałam z poprzedniego komentarza, iż Zespół BDK jest indyferentny wobec tego stanu rzeczy.  Fakt, iż znikoma część laboratoriów posiada akredytację nie usprawiedliwia, nie sankcjonuje i nie legitymizuje łamania obowiązującego prawa przez większość. Każde łamanie prawa jest naganne, a systemowe jest oburzającym skandalem. Ale  w polskiej rzeczywistości trudno znaleźć „miejsce” gdzie łamanie prawa nie rozpanoszyło się jak rak. Od  chodzenia  na „skróty”, drobnych niedoróbek, przymknięcia oka, tu i tam olanie procedur, brak podpisu, pójście na rękę koledze, nieutrudnianie życia koleżance - do np. miliardów złotych wypłaconych w dzikich reprywatyzacjach  z publicznych pieniędzy szachrajom i oszustom  czy skażywania na podstawie sfałszowanych dowodów i opinii.

Reasumując;

Bezpodstawne  dyskretytowanie mnie ma granice. Jako gospodyni  tego blogu, doszłam  do wniosku, że kontynuowanie tej  pseudodyskusji nie ma sensu. Jestem otwarta na rzetelną krytykę i posypałam głowę popiołem w przypadkach zasadnych uwag BDK. Natomiast nie jestem zainteresowana nawalanką, a do tego wymiana komentarzy sprowadza się. Moi adwersarze – powtórzę jeszcze raz – z jakiegoś nieznanego mi powodu dalej „popychają” i „szturchają” i mnożą zarzuty, jak niewiedza, bylejakość itp. odnosząc się do wyimaginowanych treści, których w tekście nie ma, lub zarzucając  podawanie nieprawdziwych informacji, podczas gdy  są one pradziwe  Stąd ta pseudodyskusja nie zakończy się jakimś konsensusem, nie rokuje, że wniesie nowe wartości w przyszłości, czy bądzie stymulowała intelektualnie.  Dalszym udowadnianiem,  że nie jestem wielbłądem nie jestem zainteresowana. Stąd  nie oczekuję dalszego jej kontynuowania.

Pozdrawiam Zespół BKD i żegnam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

faxe

#1524480

Pisząc uwagi do Pani tekstu byliśmy dalecy od „nawalanki”, „szturchania” i „popychania” kogokolwiek. Nie mieliśmy także żadnych ukrytych powodów. Jedynym powodem było pokazanie, że w badaniach DNA nie wszystko jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Rozumiemy Pani osobiste powody, które przekładają się na taką, a nie inną ocenę badań DNA oraz ocenę pracy ekspertów. Nie można jednak, bez odpowiedniego wykształcenia i wystarczającej praktyki oceniać, bo nie zawsze oceny te są zgodne z prawdą. Z pewnością na dowód tego, że Pani, a nie nasz punkt widzenia jest prawdziwy, znajdzie Pani dziesiątki przykładów, ale tak jak pisaliśmy wcześniej i powtórzymy jeszcze raz, żeby oceniać badania genetyczne, wyniki tych badań, pracę biegłych trzeba mieć o nich obszerną wiedzę i nie wystarczy tu nawet najlepsze wykształcenie np. ekonomiczne. Zgodzimy się z Pani słowami, że nasza dyskusja nie zakończy się konsensusem. Jaki jest powód to musi sobie Pani sama odpowiedzieć. Dodamy tylko, że trudno przekonać kogoś, kto emocjonalnie podchodzi do spraw, w których prowadzone były badania DNA, bez znajomości akt, kogoś, kto nie do końca rozumie wszystkie szczegóły tych spraw oraz kogoś kto nie chce przyjąć do wiadomości, że może być omylnym.
Jak najbardziej jesteśmy za tym, żeby błędy popełniane, nie tylko w badaniach DNA, były ujawniane i piętnowane, o czym już pisaliśmy wcześniej i do czego także przyczyniamy się naszą pracą, ale nie popieramy wzbudzenie niezdrowej sensacji na podstawie nieprawdziwych wniosków, czy informacji nie mających nic wspólnego z faktami. Co zaś się tyczy słów, że nie oczekuje Pani dalszej kontynuacji dyskusji to oczywiście, ma Pani prawo wysuwać takie oczekiwania. My jednak nadal będziemy wskazywać błędy w tekstach, w których autor mija się z prawdą. Czekamy na kolejny Pani tekst i jeżeli informacje przekazane w nim będą prawdziwe, to z pewnością nie omieszkamy także o tym napisać.

Pozdrawiamy
Zespół Biura Doradztwa Kryminalistycznego

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma metod doskonałych ani nieomylnych ekspertów" prof. T. Widła

#1525021