Żądamy ogólnounijnego REFERENDUM w sprawie nachodźców!!!

Obrazek użytkownika Dariusz Grudziecki
Kraj

W ubiegłym tygodniu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu odrzucił skargę Węgier i Słowacji na wymuszanie przez Komisję Europejską relokacji nachodźców.

Tym samym dał Komisji Europejskiej "wolną rękę" w tej sprawie także w stosunku do wszystkich pozostałych państw Unii Europejskiej.

 

Powstaje pytanie, "jakim prawem", zarówno w/w Trybunał, ale przede wszystkim Komisja Europejska, chcą zmusić Węgry, Słowację, ale, rzecz jasna, także Polskę i inne kraje do przyjmowania u siebie osób, których nie chcą zarówno rządy tych państw, jak – przede wszystkim – obywatele tych państw?

 

Podstawowym źródłem przepisów, na podstawie których powyżej wskazane władcze tupanie nogą wykonuje Komisja Europejska, jest obecnie Traktat Lizboński, opracowywany w czasie, kiedy w Polsce "rządził" PIS, a podpisany przez sprawującego funkcję Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w czasie, kiedy w Polsce "rządziło" już PO z PSL- em.

 

Traktat Lizboński, nazywany na wyrost "konstytucją" UE, to dokument przepchnięty "tylnymi drzwiami" za prezydencji niemieckiej i portugalskiej w miejsce "Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy", podpisanego w Rzymie 29 października 2004 roku.

Traktat z Rzymu "przepadł z kretesem", kiedy bowiem w 4 krajach UE odbyło się referendum w sprawie jego ratyfikacji, w dwóch z tych państw, we Francji i w Holandii, obywatele wyraźną większością powiedzieli – NIE!

A najprawdopodobniej podobną decyzję podjęliby także obywatele innych krajów, w których miało odbyć się referendum, w tym obywatele Wielkiej Brytanii.

(W większości państw o ratyfikacji decydowały parlamenty).

 

Po tych doświadczeniach "macherzy od polityki europejskiej" nie ryzykowali.

Traktat Lizboński procesowi ratyfikacji w formie referendum został poddany tylko w jednym państwie - w Irlandii i tylko dlatego, że istnieje tam konstytucyjny obowiązek w takich sprawach.

I obywatele Irlandii powiedzieli – NIE!!!

Co zrobiono?

Zlekceważono wolę Irlandczyków i wymuszono drugie referendum, aby "przepchnąć kolanem" Traktat Lizboński (minimalną większością).

 

W Polsce rządząca formacja PO – PSL podjęła ogromną akcję propagandową, aby udowodnić, że w tej sprawie nie istnieje obowiązek przeprowadzenia referendum.

Koronny argument był kuriozalny!

Jego sens był taki: skoro MY – POLACY w referendum wyraziliśmy zgodę na wejście do Unii Europejskiej to tym samym wyraziliśmy zgodę na traktaty zmieniające tę UE.

Można to zobrazować choćby tak – jeżeli zgodziliśmy się wejść do jakiegoś klubu, to tym samym zgodziliśmy się na ewentualne mordobicie, przyduszanie do parteru itd.

Albo tak – jeżeli zgodziliśmy się wsiąść do autobusu, to tym samym zgodziliśmy się na wszystkie ewentualne wariactwa kierowcy, choćby miały skończyć się one w przepaści.

 

W sejmie w dyskusji nad uchwałą ratyfikującą Traktat Lizboński, za tym traktatem lobbowało zarówno PO – PSL, jak też sprawujący funkcję Prezydenta RP Lech Kaczyński, który przekonywał, że "Traktat wzmacnia naszą pozycję w UE".

Wszyscy posłowie PO, LiD-u (czyli SLD i "spółka"), PSL-u oraz większość posłów PIS – u, w tym Jarosław Kaczyński i Beata Szydło, głosowali za przyjęciem Traktatu Lizbońskiego.

(https://wolnemedia.net/lista-poslow-glosujacych-za-traktatem-lizbonskim/)

 

Tym samym wszyscy oni, podobnie jak ich koledzy z wszystkich innych państw Unii Europejskiej, za wyjątkiem Irlandii (tu sytuacja była bardziej złożona, co zostało zasygnalizowane powyżej), popełnili BEZPRAWIE.

A dlaczego?

To proste – wszystkie państwa należące do Unii Europejskiej, podobnie jak prawie wszystkie inne państwa na świecie (w sumie chyba 168) ratyfikowały uchwalony w 1966 roku w ramach ONZ "Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i

Politycznych", który wszedł w życie (zaczął obowiązywać) w 1976 roku.

 

Art. 25 tego Paktu zawiera, między innymi, taki zapis:

"Każdy obywatel ma praw o i możliwość, bez jakiejkolwiek dyskryminacji, o której mowa w artykule 2, i bez nieuzasadnionych ograniczeń:

  1. uczestniczenia w kierowaniu sprawami publicznymi bezpośrednio lub za pośrednictwem swobodnie wybranych przedstawicieli;

  2. korzystania z czynnego i biernego prawa wyborczego w autentycznych (genuine -ang.; honnêtes – franc,) wyborach, przeprowadzanych okresowo, opartych na głosowaniu powszechnym, równym i tajnym, gwarantującym wyborcom swobodne wyrażenie woli;

  3. ..."

 

Każdy obywatel ma "prawo" - a więc coś, co jest immanentnie wpisane w jego status "bycia obywatelem", coś co jest zupełnie czymś innym niż "uprawnienie" nadawane przez jakiś przepis, czyli coś, co może być też odbierane, ograniczane itd.

"Prawa", w odróżnieniu od "uprawnienia", obywatelom nie można odebrać – można jedynie pozbawić obywateli "możliwości" wykonywania tego "prawa".

A to jest wtedy, po prostu, przestępstwo!

I to bez względu na to, czy jest ono penalizowane w danym kraju, czy nie.

 

MPPOiP nie "tworzy" praw obywateli do decydowania o tych "przestrzeniach wspólnych" (np. państwie, województwie, powiecie, gminie...), które dani obywatele współtworzą, ale jedynie je potwierdza.

Tyle tylko, że w odróżnieniu od "Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka" z 1948 roku, potwierdza je nie nie tylko deklaratywnie, ale jednocześnie wiążąco międzynarodowo-prawnie.

Ze względu jednak na powyższy fakt, iż źródłem tych PRAW, które MPPOiP potwierdza, jest ich samoistne istnienie wraz z każdą osobą ludzką, to moc MPPOiP jest wyższa (większa) niż takich umów czy traktatów jak Traktat Lizboński.

 

Art. 5, pkt. 1 w/w Paktu ma brzmienie:

"1. Żadne postanowienie niniejszego Paktu nie może być interpretowane jako przyznanie jakiemukolwiek państwu, grupie lub osobie jakiegokolwiek prawa do podjęcia działalności lub dokonania czynu zmierzającego do zniweczenia praw lub wolności uznanych w niniejszym Pakcie albo do ich ograniczenia w szerszym zakresie, niż przewiduje to niniejszy Pakt."

 

Bezpośredni tryb "uczestniczenia w kierowaniu sprawami publicznymi" ma pierwszeństwo przed "uczestniczeniem w kierowaniu sprawami publicznymi" za pośrednictwem swobodnie wybranych przedstawicieli.

 

Nawet jednak, gdyby przyjąć interpretację, że kolejność trybów "uczestniczenia w kierowaniu sprawami publicznymi", zapisana w Pakcie, nie wiąże się z określonym ich pierwszeństwem, to jednak w każdym przypadku to wola obywateli, a nie, na przykład, wola partyjnych nominatów do parlamentu lub do jakiegoś urzędu, a tym bardziej to nie wola jeszcze innych osób, pełniących jakieś tam funkcje w poszczególnych państwach czy w UE, ma być decydująca w sprawach publicznych.

 

W każdym przypadku, kiedy nie ma jednoznacznych dowodów, że w danej sprawie dotyczącej danej "przestrzeni wspólnej" (np. danego państwa czy UE) wola taka nie została – jednoznacznie – przez obywateli wyrażona, jedynym sposobem jest odwołanie się bezpośrednio do obywateli.

 

Traktat Lizboński został przyjęty we wszystkich państwach UE (za wskazanym powyżej wyjątkiem Irlandii) z pominięciem woli obywateli.

Co więcej - w żadnym z państw Unii Europejskiej obywatele nie mają swych swobodnie wybranych przedstawicieli.

Więcej na ten temat, na przykład, w tekstach:

  1. «Tak zwana "demokracja" – największy przekręt współczesności»

    http://naszeblogi.pl/47072-tak-zwana-demokracja-najwiekszy-przekret-wspolczesnosci

  2. "Czy w Polsce rządzi mafia?"

    http://naszeblogi.pl/47571-czy-w-polsce-rzadzi-mafia

  3. "Postmonarchia – obalmy w końcu, kuźwa, ten ustrój"

    http://naszeblogi.pl/55315-postmonarchia-obalmy-w-koncu-kuzwa-ten-ustroj

  4. "Obalmy, kuźwa, ten ustrój (cz.2) Posłów powołuję – odwołuję"

    http://naszeblogi.pl/55380-obalmy-kuzwa-ten-ustroj-cz2-poslow-powoluje-odwoluje

     

W parlamentach zasiadają nominaci partii politycznych, które tak sprokurowały przepisy normujące dany system wyborczy - różnymi metodami w różnych krajach – aby obywatele mieli jedynie znikome, lub żadne, szanse na wybór.

 

Jest to oczywiste BEZPRAWIE, nie tylko w kontekście art. 25 w/w Paktu, ponieważ Pakt ten jedynie potwierdza prawa, które mamy "sami z siebie", bo są one "wpisane" w nasz status bycia osobą ludzką.

Więcej w książkach:

  1. "W poszukiwaniu suwerena. Czy każdy z nas jest suwerenem?" 2009 r.;

  2. "Demokracja", 2013 r.

Lub w art. "Ja, (współ)suweren... Bój to jest wasz ostatni!"

http://naszeblogi.pl/47506-ja-wspolsuweren-boj-jest-wasz-ostatni

 

Unia Europejska, jako całość, jako "osoba prawna", nie jest stroną MPPOiP, w tym sensie, że nie ratyfikowała tego Paktu.

Jest jednak rzeczą oczywistą, że skoro Pakt ten obowiązuje we wszystkich krajach należących do UE, to państwa te mają obowiązek postępowania według unormowań MPPOiP także w przypadku każdej sprawy "unijnej", która dotyczy obywateli tych państw (danego państwa).

Dotyczyło to, oczywiście, ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

 

Dotyczy to także dzisiaj kwestii nachodźców, których fala wezbrała dodatkowo po BEZPRAWNYM "zaproszeniu" ich przez Angelę Merkel.

Po pierwsze - żaden przepis normujący UE nie dawał jej uprawnienia do takiego działania.

Po drugie – jej działanie godzi w suwerenne prawo obywateli UE do decydowania o wszystkich sprawach dotyczącej tej "przestrzeni wspólnej", którą jest Unia Europejska.

My, obywatele UE - (współ)suwerenowie "przestrzeni wspólnej" zwanej UE, zostaliśmy pozbawieni możliwości wykonywania NASZYCH PRAW.

 

A co z orzeczeniem tzw. Trybunału Sprawiedliwości UE z Luksemburga?

A kto go powołał?

Czy MY – obywatele UE wybieramy sędziów do tego "trybunału"?

Czy MY – obywatele UE daliśmy temu "trybunałowi" NASZĄ zgodę na rozstrzyganie określonej kategorii spraw?

 

Jest rzeczą bezsporną, że temu tzw. "trybunałowi" nie daliśmy przyzwolenia do "włażenia z buciorami" w NASZE suwerenne PRAWO do współdecydowania o przyjmowaniu lub o nie przyjmowaniu nachodźców.

Unia Europejska jest (współ)własnością NASZĄ – obywateli UE, tak jak Polska jest (współ)własnością NASZĄ – Polaków.

Nikt nie ma prawa decydować ZA NAS, pozbawiając NAS jednocześnie MOŻLIWOŚCI wykonywania NASZYCH PRAW.

 

Reasumując, orzeczenie tzw. Trybunału Sprawiedliwości UE w tej sprawie jest warte mniej niż papier, na którym je napisano – jest przejawem buty uzurpatorów z UE i zwykłym BEZPRAWIEM.

 

PRAWO decydowania o tym, czy przyjmować określone osoby na terytorium Unii Europejskiej, mamy jedynie MY – obywatele UE, bo dotyczy to NAS wszystkich i całej naszej "przestrzeni wspólnej" – Unii Europejskiej.

Gdybyśmy mieli swoich przedstawicieli w parlamentach, zarówno w parlamentach krajowych jak też w Parlamencie Europejskim, wybranych, co najmniej, zgodnie z unormowaniami MPPOiP, moglibyśmy swoją wolę w tej kwestii wyrazić pośrednio; oczywiście, jeżeli wcześniej w trybie bezpośrednim dalibyśmy im uprawnienie do decydowania w NASZYM imieniu w tej sprawie.

(Więcej: Pos

 

 

Skoro jednak, zarówno w parlamentach krajowych, jak też w Parlamencie Europejskim, NASI przedstawiciele stanowią znikomą mniejszość lub nie ma ich wcale, to jedynym obecnie dostępnym trybem do decydowania w tej sprawie jest tryb BEZPOŚREDNI.

Dlatego bez ogólnounijnego REFERENDUM w sprawie nachodźców, każde działanie, każde "unijne ustalenie" w tej kwestii itd. - skutkujące wpuszczaniem na terytorium UE kogokolwiek bez NASZEJ zgody, jest BEZPRAWIEM.

 

Oczywiście, nie oznacza to, że MY – Europejczycy z UE nie powinniśmy ("powinniśmy" nie oznacza "musimy") ratować tych, których życie i zdrowie jest rzeczywiście zagrożone.

Tyle tylko, że to ratowanie życia i zdrowia uchodźców nie musi odbywać się w jeden tylko sposób – poprzez ich import do UE.

Co więcej, dużo większa powinność ratowania ludzi z Północnej Afryki i z Bliskiego Wschodu spoczywa na USA, które, mówiąc wprost, "rozpirzyły" ten region świata.

 

Skoro nie chcą teraz ich "importować" do USA, niech zaangażują się finansowo w utrzymanie tych ludzi w krajach ościennych – wolnych od zagrożeń dla ich życia i zdrowia.

Wszak kto wyrządził szkodę zobowiązany jest do jej naprawienia!

 

Warto także zastanowić się, jakie powinności – w związku z tym problemem - ciążą na tych państwach UE, które do lat sześćdziesiątych XX wieku miały kolonie tam, skąd obecnie przybywa do UE najwięcej ludzi.

Państwa te, poza tym, do dzisiaj w tych swoich postkoloniach robią miliardowe interesy.

Czy z tych powodów nie mają one określonych zobowiązań?

Takich, których na pewno nie mają np.: Polska, Węgry, Czechy czy Słowacja?

 

My, obywatele Unii Europejskiej, (współ)suwerenowie w tej ponadpaństwowej strukturze, mamy - każdy z nas "sam z siebie" – KATALOG PRAW bezwzględnie (lub prawie bezwzględnie) obowiązujących:

  • do istnienia;

  • do wolności osobistej;

  • do wolności decydowania o sobie;

  • do (współ)decydowania, na ZASADZIE FAKTYCZNEJ RÓWNOŚCI, o wszystkich "przestrzeniach wspólnych" (od rodziny aż do Unii Europejskiej), które współtworzymy;

  • itd.... (Więcej na ten temat w książce "Demokracja", rozdz. IV.)

 

PRAWA każdego/każdej z NAS (kobiet i mężczyzn) są TAKIE SAME, czyli RÓWNE.

 

Podstawowym obowiązkiem zarówno poszczególnych państw wchodzących do Unii Europejskiej, ale obecnie w jeszcze większym stopniu obowiązkiem samej Unii Europejskiej (skoro w coraz większym stopniu decyduje o tym, co dzieje się w poszczególnych państwach) jest:

  • wpisanie tych praw w porządek normatywny zarówno całej UE, jak też poszczególnych państw UE;

  • zapewnienie faktycznego obowiązywania tych PRAW i RÓWNOŚCI tych PRAW;

  • zabezpieczanie tych PRAW i RÓWNOŚCI tych PRAW przed wszelkimi zagrożeniami, nie tylko o charakterze faktycznym (mającym postać działań lub usiłowania działań), ale także przed wszelkimi postaciami KWESTIONOWANIA (podważania) obowiązywania tych PRAW i/lub KWESTIONOWANIA RÓWNEGO ich obowiązywania, mających, na przykład, postać totalitarnego światopoglądu, zamaskowanego pod płaszczykiem religii.

  • Itd.

 

Wolność słowa bowiem – wolność głoszenia swoich poglądów, jest jednym z suwerennych praw jednostki ludzkiej.

Jest to jednak prawo "skierowane na zewnątrz", czyli realizujące się, najczęściej (bo można przecież gadać sam do siebie) w jakiejś "przestrzeni wspólnej".

Z tego względu prawo to ma swe granice, wyznaczone, przede wszystkim, przez BEZWZGLĘDNIE (lub prawie bezwzględnie) obowiązujące PRAWA innych osób.

(Więcej w książce: "Demokracja", 2013 r.)

 

Jest skrajnym debilizmem głoszenie – w ramach dominującego obecnie nurtu tzw. "praw człowieka" – że wolność słowa jest takim samym prawem jak, na przykład, prawo osoby ludzkiej do istnienia (do życia).

Nie ma, bowiem, żadnych jakichś tam abstrakcyjnych "praw człowieka" - są konkretne PRAWA każdej osoby ludzkiej (jednostki ludzkiej)!

A prawo do istnienia osoby ludzkiej jest tym prawem, które w największym stopniu ogranicza wolność słowa.

Podobnie jest z innymi "wolnościami" realizującymi się "na zewnątrz": z wolnością przemieszczania się, określonego zachowywania się w przestrzeniach publicznych itd.

 

Współczesny katalog tzw. "praw człowieka", przypomina worek, do którego wrzucono prawdziwe brylanty (czyli rzeczywiste, samoistnie istniejące, prawa jednostek ludzkich – osób), "erzatze" (czyli uprawnienia nadawane ludziom w poszczególnych "przestrzeniach wspólnych", jak np. uprawnienie do określonych świadczeń medycznych), jak i zwykłe "guana" (np. "wolność" głoszenia poglądów godzących – bezpośrednio lub pośrednio – w PRAWA innych osób).

Ze względu na to wrzucenie do jednego worka oraz ze względu na traktowanie wszystkich PRAW, "erzatzy" i "guana" tak, jakby miały one jednakową wartość, diamenty śmierdzą i nie świecą, a dominuje guano.

 

Dzisiaj w Unii Europejskiej, a przywołane powyżej orzeczenie tzw. Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest tego kolejnym dowodem, ponad NASZE suwerenne prawa – obywateli tej UE, stawiane są wydumane "pseudoprawa" lub jedynie "pseudozasady", wywiedzione nie wiadomo skąd.

Ponad NASZYMI suwerennymi PRAWAMI "króluje" bełkot pseudoprawny.

Najbardziej śmieszy to, że nawet przeciwnicy masowego wpuszczania nachodźców i przeciwnicy "multikulti", krytykując swoich przeciwników wygłaszają tezę, że ten "bełkot" jest przejawem "poprawności politycznej".

Nic bardziej błędnego, ten "bełkot" jest jedynie "bełkotem".

Jedyna poprawność polityczna będzie wtedy, kiedy obywatele poszczególnych państw, jak i całej UE, będą faktycznie mogli wykonywać swe suwerenne prawa, w tym swe suwerenne prawa polityczne.

 

    Dzisiaj w UE ludzie:

    • których nikt nie wybierał (lub którzy zostali wybrani w partyjnych pseudowyborach - tzw. "europarlamentarzyści"),

    • sprawujący funkcje w instytucjach, które nie zostały przez NAS zatwierdzone, a więc których zakres kompetencji też nie został przez NAS zatwierdzony,

    uzurpują sobie uprawnienia

    (bo PRAWA to mamy MY – obywatele, współsuwerenowie UE, urzędnicy mogą mieć jedynie uprawnienia przypisane do danej funkcji)

    do narzucania NAM swej woli w sprawie, która jest bezpośrednim zagrożeniem dla NASZYCH praw fundamentalnych, zasygnalizowanych powyżej.

     

    Oczywiście, ludzie ci działają bezprawnie, jednak nawet uświadomienie im tego, nie spowoduje, że wycofają się ze swych działań.

    Zbyt mocno są przyspawani do swych lukratywnych stołków, które sami sobie stworzyli.

    Co MY – obywatele poszczególnych państw i obywatele Unii Europejskiej możemy zrobić?

    Wbrew pozorom, bardzo dużo.

    Możemy:

    1. głosić, że MAMY i że powinny obowiązywać w porządku normatywnym danego państwa i całej UE określone PRAWA - między innymi wskazane powyżej – i możemy domagać się, aby faktycznie one zaistniały;

    2. organizować się, aby nasze działania były skuteczniejsze;

    3. podejmować określone inicjatywy, takie jak referendum ogólnounijne, na przykład w sprawie nachodźców.

     

    Ad. 1) Jak wyżej zostało zasygnalizowane, samo głoszenie powyższych PRAWD nie spowoduje, że tzw. "elyty" polityczne w poszczególnych państwach, a tym bardziej eurobiurokraci oddadzą NAM to, co NASZE.

    Jednak:

    • im więcej spośród NAS będzie się upominać o SWOJE prawa, tym bardziej te "elyty" będą czuć, że wszystkie ich działania, które godzą w NASZE PRAWA są BEZPRAWNE (nawet, jeśli sprawiają wrażenie "legalnych" – wiele z tych "legalnych" przepisów dawno przestałoby obowiązywać, gdyby MPPOiP dał obywatelom skuteczną procedurę skargową); może dotrze też do nich w końcu,

      że w Europie trwa już permanentna wojna a udawanie, że jej nie ma jest zbrodnią popełnianą przez te "elyty" na NAS – obywatelach, zmuszonych żyć w strachu przed kolejnymi zamachami itd.

      (Więcej w: "War od Europe – Wojna w Europie, wojna o Europę"

      http://naszeblogi.pl/62930-war-europe-wojna-w-europiewojna-o-europe)

    • być może nadejdzie kiedyś taki dzień, że przedstawiciele tych "elyt" zostaną "pociągnięci do odpowiedzialności" za swe BEZPRAWNE działania, decyzje itd., a wtedy nie będą mogli uchylać się od odpowiedzialności ględząc, że nie mieli okreslonej świadomości;

    • dzięki temu zostanie postawiona tama dominującemu obecnie w mediach (i nie tylko w mediach) "bełkotowi", promującemu: nachodźców, "multikulti", totalitarne światopoglądy maskowane płaszczykiem religii itd.

     

      Ad. 2. Współczesne systemy polityczne państw należących do Unii Europejskiej nazywane są "demokracją". Jest to największy przekręt współczesności. W żadnym z tych państw MY – obywatele nie "rządzimy". "Rządzą" oligarchie – mniej lub bardziej liczne – skupione w partiach politycznych i oligarchie z nimi powiązane.

      Więcej: Demokracja

       

      W Unii Europejskiej jest nie lepiej. De facto "na co dzień" "rządzi" Komisja Europejska, a "od święta" – Rada Europejska (składająca się z "przywódców" państw).

      My - obywatele nie mamy żadnego wpływu na to, kto wchodzi w skład Komisji Europejskiej.

      Jedyny organ, którego skład ustalany jest w wyniku wrzucania kartek do urn przez obywateli, czyli Parlament Europejski, opanowany jest przez mafie polityczne, zwane partiami, które zagwarantowały sobie taki wynik, ustalając przepisy ordynacji wyborczych do PE.

      W Polsce służy temu, między innymi, 5 – procentowy próg wyborczy.

       

      Taki stan rzeczy, plus różnego typu machlojki okołowyborcze, zniechęcają NAS – obywateli od udziału w życiu politycznym.

      W Polsce na wybory chodzi zaledwie około 40 – 45 % uprawnionych.

      W Polsce i w wielu innych krajach, wbrew czasami wygłaszanym stwierdzeniom, ta sprokurowana apatia, jest rządzącym oligarchiom "na rękę".

      Obudzenie się NAS - obywateli, zrozumienie, że jesteśmy okradani z NASZYCH praw politycznych, a przez to także z NASZYCH praw ekonomicznych, społecznych, do rzetelnej informacji, do prawdziwej kultury..., dla uzurpatorów jest śmiertelnie groźne.

      I dlatego powinniśmy się organizować i domagać NASZYCH praw!

       

      Ad. 3. W chwili obecnej, kiedy Komisja Europejska chce, wbrew NASZEJ woli, importować nachodźców (chociaż pod wpływem oporu obywateli z wielu krajów UE, wymuszającego opór poszczególnych "rządów" jej zapał stygnie) i relokować ich do krajów, które tego sobie nie życzą, "rządy" takich państw, jak Polska, Węgry i Słowacja są bezbronne, bo same ustanowiły przepisy (np. Traktat Lizboński), które umożliwiają Komisji Europejskiej stosowanie dyktatu. Jedynym sposobem powstrzymania tych zapędów:

      • jest głoszenie wszem i wobec BEZPRAWNOŚCI tych działań, tak jak jest to czynione w niniejszym tekście;

      • upomnienie się przez NAS – SUWERENÓW, obywateli poszczególnych państw i jednocześnie obywateli UE o nasze prawo wypowiedzenia się w tej kwestii w referendum.

       

      Obecny "porządek" normatywny UE nie nie przyznaje NAM – obywatelom "uprawnienia" do referendum ogólnounijnego. Jedyne, co zapewnia nam Traktat z Lizbony to tzw. Europejska Inicjatywa Obywatelska, która polega na tym, że w co najmniej 7 państwach trzeba pod danym wnioskiem (petycją) zebrać milion podpisów, a wtedy:

      • Komisja Europejska łaskawie się nad tą inicjatywą pochyli;

      • jeżeli ta KE zechce, to inicjatywę prześle do PE i jeśli PE jej wniosek przyjmie, to inicjatywa ustawodawcza zacznie obowiązywać;

      • KE może Obywatelską Inicjatywę Ustawodawczą wyrzucić do kosza i... "amen".

       

      Tyle jest "demokracji" w Unii Europejskiej.

       

      To, że przepisy normatywne UE nie przyznają NAM – obywatelom UE PRAWA do BEZPOŚREDNIEGO wypowiadania się w każdej kwestii, którą uznamy za istotną dla NAS, nie znaczy, że tego PRAWA nie mamy.

      Unia Europejska pozbawia NAS "możliwości" (art. 25 MPPOiP) jego wykonywania, ale to nie znaczy, że my powinniśmy się na taki stan rzeczy godzić.

      Tym bardziej w poszczególnych krajach UE, a w konsekwencji w całej UE, powinniśmy wystąpić z inicjatywą referendalną.

      Problem związany z obecnymi nachodźcami jak i wynikający z obecności na terenie UE wcześniejszych nachodźców (bo to ten sam – jeden – problem, który teraz jedynie dramatycznie nabrzmiewa) powinien stać się:

      • najpierw przedmiotem ogólnounijnej obywatelskiej dyskusji;

      • potem przedmiotem referendum we wszystkich krajach UE.

         

      Zresztą, jeżeli takie referendum odbyłoby się tylko w połowie państw należących do UE - a to jest realne - to i tak byłby to nielichy wstrząs dla eurobiurokratów z Brukseli i Luksemburga.

       

      Moje propozycje pytań w tym referendum:

       

      1. "Czy jesteś za dalszym wpuszczaniem na terytorium Unii Europejskiej nachodźców, pochodzących obecnie głównie z Afryki i z Bliskiego Wschodu, i czy tym samym wyrażasz zgodę na ich osiedlanie w bezpośrednim Twoim sąsiedztwie, w Twojej miejscowości?

      2. Czy jesteś za dalszym przyzwoleniem na propagowanie w Unii Europejskiej totalitarnych światopoglądów, godzących w Twoje suwerenne (fundamentalne) PRAWA oraz godzących w RÓWNOŚĆ tych praw?"

       

      Proponuję, aby w każdym kraju można było dodać pytanie dodatkowe, dotyczące lokalnej specyfiki. W Polsce proponuję następujące pytanie:

       

      "C) Czy jesteś za dalszym niekontrolowanym napływem do Polski imigrantów ze Wschodu, a także za dalszym wspieraniem ich obecności przez władze państwowe i samorządowe, na przykład poprzez preferencyjne warunki zatrudnienia czy studiów?"

       

      Uzasadnienie dla konieczności tego pytania w tekście: «"Polityka" migracyjna PISu – skrajna głupota, czy zdrada?»

      http://naszeblogi.pl/45432-polityka-migracyjna-pisu-skrajna-glupota-czy-zdrada

       

      .........

      (Inne artykuły autora na:

      1. http://grudziecki.salon24.pl/

      2. http://naszeblogi.pl/blog/5461

      3. http://niepoprawni.pl/blogi/dariusz-grudziecki

      4. http://www.mpolska24.pl/blog/demokracja-czy-postmonarchia

      5. http://alexjones.pl/)

      Ocena wpisu: 
      Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)