Kłamią, partaczą, ponoć kradną... Tylko PEŁNA JAWNOŚĆ!

Obrazek użytkownika Dariusz Grudziecki
Kraj

"Ruszyły" wybory samorządowe i... od razu możemy poczuć się lepiej!

Dziesiątki - a może nawet setki - tysięcy kandydatów na wójtów, burmistrzów, prezydentów i radnych wszystkich szczebli obiecują:

  • czego to oni nie dadzą mieszkańcom;

  • czego to oni nie zbudują;

  • i w ogóle czego to oni nie zrobią dla mieszkańców danego miasta, danej gminy, powiatu, czy województwa!

Będziemy mieć dziesiątki kilometrów nowych ulic, baseny, zrekultywowane jeziora, zrewitalizowane śródmieścia...

 

Mamy uwierzyć w te ich świetlane wizje i ich wybrać!

A po wyborach?

A po wyborach zapomną o swych wyborcach na kolejne kilka lat - teraz już 5.

 

Okaże się, że baseny, owszem, są, ale "jednoosobowe", a jeziora też, owszem, będziemy mieć – ale do przepłynięcia.

Restrukturyzacja okaże się kolejną wersją restrukturyzacji zalegającą w zakurzonej szufladzie, a jedynym wymiernym jej efektem będą zyski firm za jej opracowanie; ewentualnie kilku urzędników zatrudnionych do obsługi rewitalizacji będzie mieć etat.

 

Jakieś inwestycje zostaną zrealizowane.

Ale czy te, których najbardziej chcieliby mieszkańcy?

I czy tak, jak powinny być one zrobione: solidnie, oszczędnie, zgodnie ze sztuką budowlaną, z odpowiednim gwarancyjnym zabezpieczeniem?

Na pewno zostaną wydane miliony, dziesiątki milionówzłotych, czasem jeszcze więcej,

Przecież trzeba pokazać, że coś się robi.

 

Po wyborach zaczną się przepychanki w radach, o to jaką koalicję zawiązać.

Przy obecnej ordynacji w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców w większości przypadków będzie taka konieczność.

Oczywiście, kluczowym elementem tych przepychanek będzie to samo, co

4 - 8 - 12- ... lat temu: walka o to, kto jaki stołek dostanie w miejskich spółkach, kto z rodziny lub znajomych załapie się gdzieś na etat, kto będzie dostawał zlecenia na realizację inwestycji itd., itd.

 

Mieszkańcy/wyborcy przestaną się liczyć.

Swoją władzę bowiem już sprawowali... przez jeden dzień, dzień wyborów.

 

Mieszkańcy staną się znowu ważni - nawet najważniejsi – ale za kolejne kilka lat... na jeden dzień!

A przez ten czas radni i włodarze będą mogli do woli się kłócić, układać koalicje, kłamać, mataczyć, partaczyć, może nawet kraść!

 

MY – mieszkańcy, FAKTYCZNI właściciele miasta, gminy, powiatu, województwa, będziemy mieć bowiem ograniczone narzędzia do ich KONTROLI.

 

I praktycznie żadnych narzędzi do naprawy otaczającej nas rzeczywistości, nawet jeśli będziemy "widzieć" PATOLOGIĘ i chcieć ją naprawić.

Bo poszczególnych radnych (podobnie zresztą, jak posłów czy senatorów), nie można przecież odwołać w trakcie ich kadencji!

 

A dlaczego nikt nie zamierza tego zmienić?

Dlaczego nikt nie tylko, że nie zamierza wprowadzić odpowiednich przepisów, ale w ogóle dlaczego nikt nie widzi potrzeby wprowadzenia takich przepisów, które oddawałyby mieszkańcom to, co ich – które urzeczywistniałyby PRAWO mieszkańcow do stałego i ciągłego DECYDOWANIA o SWOIM mieście?

Pokażę na przykładzie miasta, z którym jestem związany już od ponad trzydziestu lat, czyli Włocławka.

 

We Włocławku od 1989 roku rządzą lokalni działacze SLD, PO i PIS.

PO to bowiem wcześniej Unia Wolności i Unia Demokratyczna.

PIS to wcześniej Porozumienie Centrum, które było częścią AWS.

 

Pikanterii dodaje fakt – który zresztą, patrząc choćby na PIS, nie dziwi – że jedną z najbardziej wpływowych postaci w SLD, a przy tym jedną z najbogatszych nie we Włocławku, ale w całej Polsce, jest były I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

 

W mijającej kadencji obecny "włodarz" z PO był popierany najpierw przez koalicję radnych PO – PIS, gdzieś po dwóch latach powstała nowa koalicja PO – SLD.

 

I to jest odpowiedź, dlaczego nikt "na górze" nie zamierza wprowadzić przepisów

dających mieszkańcom WŁADZĘ, między innymi, nad partyjnymi działaczami "na dole"?

Mieliby "skrzywdzić" swoich kolegów?

A przecież ci koledzy będą im niezbędni przy wyborach parlamentarnych do zapewnienia poparcia!

UKŁAD zwrotny działa w najlepsze!

 

Więcej o tym w tekstach:

  1. "Czy w Polsce rządzi mafia?"

    http://naszeblogi.pl/47571-czy-w-polsce-rzadzi-mafia

  2. "25 (70) lat bandytyzmu pod szyldem i w majestacie państwa polskiego"

    https://www.salon24.pl/u/grudziecki/616580,25-70-lat-bandytyzmu-pod-szyldem-i-w-majestacie-panstwa-polski

  3. "Obalmy, kuźwa, ten ustrój! (cz.2) Posłów powołuję – odwołuję!"

    https://www.mpolska24.pl/post/8978/obalmy-kuzwa-ten-ustroj-cz2-poslow-powoluje-odwoluje-

  4. "Wojna mafii"

    http://niepoprawni.pl/blog/dariusz-grudziecki/wojna-mafii

We Włocławku "mówi się" o różnych nieprawidłowościach, na przykład, przy budowie przystani (mariny), stadionu miejskiego, hali widowiskowo - sportowej, przy remoncie pływalni...

Rzecz jasna, były nawet zawiadomienia do różnych organów, ale... kończyły się one zazwyczaj niczym.

Dlaczego?

Jedna z odpowiedzi jest powyżej.

Ale chyba nie najważniejsza – najlepiej pokazać to na przykładzie.

 

 

W ramach wspomnianej powyżej budowy przystani (mariny) jednym z wielu elementów był zakup specjalistycznych łodzi wioślarskich.

Łodzie te nie zostały zakupione jednak bezpośrednio od jedynego ich dostawcy na Polskę, ale za pośrednictwem pewnej firmy.

 

Za łodź tzw. "jedynkę", kosztującą u dostawcy 18 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 37 tys. 600 zł za każdą sztukę.

 

Za łodź tzw. "dwójkę", kosztującą u dostawcy 29 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 67 tys. 300 zł.

 

Za łodź tzw. "czwórkę", kosztującą u dostawcy 48 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 94 tys. 877 zł.

 

Oczywiście, wszystko okazało się "legalne".

Nie ma bowiem w przepisach zakazu kupowania przez jakieś firmy tego, co można kupić bezpośrednio.

Żaden przepis nie określa też, jakie mogą być maksymalne marże.

 

A to, że nie było potrzeby kupowania przez firmę pośredniczącą?

Błąd!

To my – mieszkańcy, właściciele miasta, nie widzimy takiej konieczności!

Ci, którzy powinni być, między innymi, STRÓŻAMI NASZEJ KASY, jak widać choćby na tym przykładzie, orientują się inaczej.

 

To, rzecz jasna, jedynie drobny przykład pokazujący jeden z mechanizmów wyjaśniających, dlaczego niektore inwestycje kosztują czasem nawet kilkakrotnie więcej niż powinny kosztować.

 

Pikanteri dodaje tutaj fakt, że osoba nadzorująca – w ramach swoich obowiązków służbowych - powyżej wskazaną inwestycję, teraz chwali się w mediach, w tym w mediach społecznościowych, swymi "osiągnięciami", i... najprawdopodobniej zamierza ubiegać się o funkcję Prezydenta Włocławka!

 

Skoro MY-mieszkańcy (podobnie zresztą jest w skali całego kraju) nie możemy liczyć na prokuraturę, CBA i inne służby w pilnowaniu NASZEJ własności (naszej kasy), to co możemy zrobić?

Znowu wyjaśnię na przykładzie, kolejnej "inwestycji", która bulwersuje miasto.

 

Jeden z dwóch basenów miejskich stał, co najmniej, ponad rok zamknięty i nie był remontowany, choć... miał być remontowany.

Złośliwi twierdzą, że czekał, aż "dyżurny wykonawca" największych inwestycji za tej kadencji (za poprzedniego "włodarza" był inny – zmienił się "włodarz" i zmienił się "dyżurny wykonawca") zakończy poprzednią "inwestycję".

A że inwestycja się wlokła...

 

Remont tego basenu miał skończyć się na poczatku sierpnia br. i miał kosztować około 13 milionów zł brutto.

Remont jest nadal "rozgrzebany", a wice-prezydent miasta oficjalnie poinformowała, że remont będzie kosztował ponad 15 milionów zł.

Co poniektórzy są jednak przekonani, że remont skończy się najpewniej pod koniec roku (oby!), a ostateczny koszt remontu wyniesie blisko 20 milionów... jeśli nie więcej!

 

Za te pieniądze można od podstaw wybudować NOWY BASEN.

Dodatkowej pikanterii (smutnej jednak dla mieszkańców) przysparza FAKT, że... remont nie obejmuje najważniejszej części basenu, czyli tzw. niecki.

Zostanie stara, psująca się, "pamiętająca" PRL.

 

Oczywiście, ta sytuacja wywołuje szereg komentarzy, domysłów itd.

A problem polega na tym, że "nikt nic nie wie".

 

Dlaczego?

Ano dlatego, że zgodnie z obowiązującymi przepisami w tzw. "BIP-ie", czyli w Biuletynie Informacji Publicznej, jest obowiązek upublicznienia jedynie tych dokumentów, które dotyczą zamówienia.

Nie ma jednak obowiązku upubliczniania dokumentów z realizacji zamówienia, czyli:

  • faktycznie podpisanej umowy (jest jedynie jej wzór);

  • aneksów do tej umowy;

  • protokołów z kontroli i z odbiorów częściowych;

  • protokołu przekazania środków trwałych (PT);

  • faktur, dokumentujących wypłaty dla wykonawcy;

  • protokołu z ostatecznego odbioru;

  • informacji o ewentualnych karach nałożonych na wykonawcę, np. za opóźnienie wykonania;

  • itd.

  • Itd.

 

I tu tkwi jedna z przesłanek wyjasniająca sedno wszystkich PATOLOGII nie tylko we Włocławku, ale w całym kraju!

 

Jak mamy choćby próbować KONTROLOWAĆ naszych "wybrańców", skoro – tak naprawdę – nie mamy żadnej wiedzy, na przykład o tym, jak oni wydają NASZĄ kasę?

Dlatego domagajmy się, a teraz w kampani MUSZĄ nas słuchać, PEŁNEJ JAWNOŚCI funkcjonowania urzędów i – co ważne – spółek komunalnych!

 

Domagajmy się upublicznienia w internecie nie tylko pełnej dokumentacji dotyczącej inwestycji, ale pełnej dokumentacji dotyczącej WSZYSTKICH wydatków z publicznej (czyli naszej) KASY!

 

MAMY TAKIE PRAWO!

 

Na pewno będą kandydaci, którzy PEŁNĄ JAWNOŚĆ w funkcjonowaniu miasta/gminy... uczynią ważnym elementem swojego programu wyborczego.

A jeśli wygrają...

A jeśli wygrają, to otaczająca nas najbliższa "rzeczywistość" może się zmienić.

 

Dzisiaj, co prawda, zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznych, także możemy domagać się od urzędników informacji – trzeba mieć jednak dużą determinację i sporo czasu, aby zgromadzić pełną dokumentację dotyczącą tylko jednej inwestycji.

I nie możemy mieć przy tym pewności, że dotarliśmy do wszystkich istotnych dokumentów.

To skutecznie zniechęca prawie wszystkich mieszkańców.

 

Zupełnie inna sytuacja byłaby wtedy, gdyby wszystkie dokumenty dotyczące , na przykład, budowy wspomnianej wcześniej przystani, czy remontu wspomnianej wcześniej pływalni, dostępne byłby – w sposób przejrzysty i uporządkowany – w osobnych dla każdej inwestycji folderach na stronie Urzędu Miasta.

 

Niepotrzebne są nam kosztowne firmy audytorskie.

To my – mieszkańcy, siedząc sobie wygodnie w fotelu, możemy na swych komputerach być audytorami tego, jak urzędnicy, w tym w spółkach miejskich (komunalnych), zarządzają NASZĄ kasą.

 

PS. Oczywiście, tekst ten nie aspiruje do opisu całej rzeczywistości samorządów

i nie opisuje działalności wszystkich samorządów.

Dotyczy tylko opisu fragmentu tej rzeczywistości pokazanej w oparciu o "stan rzeczy" w jednym z miast oraz pokazuje, jakie PRAWA mają mieszkańcy i czego mogą się domagać - nie tylko we Włocławku, ale w całym kraju.

..........

Inne artykuły autora na:

  1. http://grudziecki.salon24.pl/

  2. http://naszeblogi.pl/blog/5461

  3. http://niepoprawni.pl/blogi/dariusz-grudziecki

  4. http://www.mpolska24.pl/blog/demokracja-czy-postmonarchia

  5. www.ppfln.pl

     

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

W wyborach samorządowych bardzo łatwo się ośmieszyć. Urojenia wielkościowe  to przykłady fałszywych, chorobliwych przekonań na temat siebie i świata.  Urojenia to najczęściej efekt groźnej choroby lub... depresji.

W rządzie nie brakuje doskonałych doradców! Skąd, więc biorą się takie niezrównoważone pomysły:

http://www.gazetawroclawska.pl/wybory-2018/a/dla-kogo-premier-chce-budow...

Przecież w Małej Ojczyźnie, gminie Oborniki Śląskie, ciemny lud tego nie kupi!

Gdyby PMM obiecał realizację w latach 2019 - 2020 projektu Nowej Trasy Oborniki Śląskie - Wrocław to Jego kandydat wygrałby w cuglach.

http://www.radiowroclaw.pl/articles/view/46683/Oborniki-Slaskie-Chca-now...

Więcej, gdyby PMM zrealizował (z udziałem budżetu gminy/powiatu/województwa) obietnicę wyborczą to Jego kandydat mógłby zasiadać na stolcu burmistrza do emerytury!

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

casium

#1571455