O potrzebie raportu dziennego

Obrazek użytkownika civilebellum
Idee

Skoro przyjęliśmy (w poprzednim tekście: „O wartościach indywidualnych”) za swoją, potrzebę bycia przyzwoitym – powstaje naturalne pytanie (zadane przez Kol. Verita): jak to osiągnąć?

Otóż – jak wcześniej powiedzieliśmy – nie może być zastosowany żaden znany wzorzec postępowania w tym względzie, a to z powodu, iż wzorce takie albo są zadaniem stawianym przez aktualne władze (plemienne, religijne czy polityczne), mającym porządkować zachowania całych społeczeństw, ale też z natury rzeczy wręcz nie są w stanie „okiełznać” wolnej woli każdego człowieka: potrafi on to zrobić jedynie sam z siebie i według własnego rozeznania.

Tytułowa wskazówka może mu w tym pomóc.

 

Zacząć trzeba by od banalnego stwierdzenia, iż nie jesteśmy świadomi tego, co czeka nas za zakrętem ulicy lub jakie skutki wywoła nasza następna decyzja; codziennie podejmujemy działania, które wpływają na nasz los, choć niestety nie potrafimy przewidzieć wszystkich konsekwencji swoich poczynań. Ukazał to najlepiej Krzysztof Kieślowski w „Przypadku” (najlepiej, bo odrzucił Fatum, jakie rzekomo nami rządzi). Jego bohater w każdej z trzech wersji wydarzeń zachował się przyzwoicie, ale życie, to nie film i nie dowiemy się z niego, jak to osiągnął (był, początkowo, niewierzący! – to podkreślenie wytrąca narzucającą się poradę szczerej spowiedzi, bo przecież nie odbywamy jej codziennie, nasze „grzechy” już to nawarstwiają się, już to ulegają z upływem czasu autoobronnemu „złagodzeniu”...).

 

Aby więc z pokusy „rozliczenia się przy okazji” nie korzystać zbyt łatwo – należy codziennie poświęcać choćby minutę (nie zawsze jednak minuta wystarczy), byle w skupieniu, na podsumowanie dnia: przedstawić samemu sobie Raport Dzienny; a skoro już postanowiliśmy być przyzwoitym – pod tym właśnie kątem: czy zachowaliśmy się przyzwoicie dzisiaj?

Zwróćcie, proszę, uwagę na nieprzymuszoną niczym innym – żadnym „społecznym” nakazem (ogólną normą, zasadą, przykazaniem, wreszcie zakazem prawnym) – charakter tej lustracji: rozliczamy się sami z sobą! Niech nasza wolność (ulubione hasło dzisiejszych neoliberałów, wywodzące się z rewolucji dzieci-kwiatów: „zabrania się zabraniać!”) przejawi się w analizie nie tylko swoich poczynań, ale też reakcji na nie innych ludzi: gdyby się powtarzały reakcje krytyczne – czyż nie byłby to istotny sygnał, by coś zmienić w sobie? – bo gdy okaże się, że inni mają o nas inne zdanie, także i ono trafi do naszego Raportu Dziennego; zapewniam, że taka powtarzająca się presja (skoro nasza samoocena nie przystawałaby jednak do rzeczywistości) okaże się po stokroć efektywniejsza od wszystkich zalecanych norm społecznych!

 

Nie zaniedbujmy tej codziennej czynności – przynosi ona niespodziewane efekty, pod jednym wszakże warunkiem: jeśli zamkniemy się w kręgu „swoich”, w grupie „myślących tak jak my”, jakże mamy dowiedzieć się, co sądzą o naszych uczynkach inni? Rzymska paremia audi alteram partem kieruje nas w stronę autorytetu spoza własnego kręgu: warto zatem, w swoim dążeniu do przyzwoitości konfrontować własne opinie z inną "stroną”, niż "nasza" – ale to już zadanie na jutro (o czym w kolejnym tekście).

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:7)

Komentarze

Podjąłeś ważny, choć jednocześnie niełatwy dla mnie temat. Bo odbudowa wspólnoty zaczyna się od porządkowania świata wartości w pojedynczym człowieku. Czyli we mnie.

"Raport Dzienny" jest jednym z narzędzi niezbędnych do takiego porządkowania, niemniej wydaje mi się, że jest to już wyższa szkoła jazdy.

Przez długie lata "Raport Dzienny" był mi obcy. Stał się dopiero wtedy potrzebny, gdy zapragnąłem stać się przyzwoity. Pragnienie zaś stania się przyzwoitym pojawiło się dopiero wówczas, gdy zrozumiałem, że przyzwoitość jest najlepszym biznesem, jaki mogę w życiu zrobić.

I chyba takiego zaproszenia, bym zechciał chcieć być przyzwoitym, w Twoim cyklu mi brakuje.

Pozdrawiam.
dratwa3

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1568239

Dogmatem dla mnie jest, że w przyrodzie nie ma przypadkowości. Że zawsze coś z czegoś wynika. Że coś zawsze jest konsekwencją czegoś.

W myśl tej zasady moja dzisiejsza postawa jest skutkiem doświadczeń całej mojej przeszłości.

Doświadczenie jest procesem pełnym. Domkniętym. Dotknięcie, wyciągnięcie słusznych wniosków i ewentualne naprawienie błędów. Odłożone w tej postaci na półki pamięci staje się kapitałem w przyszłym działaniu.

Można jednak przez całe życie doświadczać, a nigdy nie doświadczyć. Dotykać, wyciągać z tego dotykania byle jakie wnioski , nie podejmując jednocześnie prób naprawiania popełnianych błędów, w celu uczynienia tych doświadczeń emocjonalnie martwymi.

Czerpanie z takiego kapitału "doświadczeń" pogrąża człowieka w chaosie jeszcze bardziej, czyni go jeszcze bardziej zakręconym. Warto więc w końcu się zatrzymać, oddać refleksji nad swoją przeszłością i spróbować ją uporządkować.

I monitorować codziennie swoje działania poprzez proponowany przez Ciebie "Raport Dzienny", by bieżące doświadczanie stawało się już pełnym doświadczeniem.

dratwa3

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1568266

Zapraszanie nic nikomu nie pomoże, bo żeby być przyzwoitym trzeba samemu chcieć :)

Zwróć uwagę, że zapraszających nigdy nie brakuje: zapraszają (i od zarania tak było) i Rodzice (ale co maja powiedzieć dzieci takich np. feministek?) i społeczeństwo (od Konfucjusza poczynając, przez Lutra,  aż na "prawdziwym Niemcu", "człowieku radzieckim" i "nowoczesnym liberale" kończąc). Wielu to wystarcza i efekty tego widzimy np. obecnie w Polsce pookrągłostołowej... 

Celnie wspominasz, rozdzielając "doświadczanie" od autorefleksji, że każda taka presja społeczna nie wystarcza: trzeba chcieć samemu sobie. A ponieważ chcenie nie wystarcza - stąd pomysł na tę serię artykułów: mam nadzieje pomocnych, jako że są one rodzajem know how.

Sądząc po rozchwianiu ocen w tym względzie filozofów i pedagogów - np. arystelesowska tabula rasa spotkała się w Oświeceniu z ugruntowaną przez Locka (potem Marksa), do dziś  wykładnią, że "to byt [czyt.: warunki społeczne] kształtuje świadomość" - na co trudno się zgodzić wychodząc z założenia iż to Bóg nas stworzył (wraz z podstawowymi zasadami moralnymi) - jesteśmy zagubieni w tej kwestii i oczekujemy na rady z zewnątrz, co wielokrotnie bywa niecnie wykorzystane przez przeróżne organizacje życia społecznego: tymczasem sami wybieramy swoją pomyślność moralną i sami za nią odpowiadamy! 

pzdr

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1568336

Dopiero teraz doczytałem, że ten cykl świadomie adresujesz do tych, którzy na "drogę formacji" już weszli.

Jeśli chodzi o zapraszanie, osobiście jednak wierzę, że ma ono sens.

Uważam, że Pan Bóg stworzył człowieka do czynienia dobra. Że tylko nieliczni ze świadomego wyboru wybierają zło. Że pozostali wybierający zło to ci, którzy wdepnęli w jakąś formę uzależnienia, oraz ci, którzy, wybierając zło, przekonani są, że wybierają dobro. Wierzę, że warto w sposób cierpliwy zapraszać ich poprzez demaskowanie panoszących się wokół nich mitów.

Zgadzam się, że zapraszających jest wielu. Myślę tylko, że mamy niemały kłopot z formą zapraszania. Narzucanie prawdy czyni między rozmówcami mur jeszcze wyższym, a jedyna mi znana skuteczna forma zaproszenia niszczącego wewnętrzną twierdzę oponenta – "Jeśli chcesz…" musi być uzbrojona w cierpliwość, więc jest mało popularna.

Znam ludzi, tak po lewej, jak i po prawej stronie barykady, dla których obecny czas walki to "manna z nieba". Ludzie ci od lat noszą w sercu nienawiść do wszystkiego co się rusza, więc jest to dla nich doskonała okazja, by sobie nieustannie opróżniać z nienawiści serce. Myk polega na tym, że gdy do takiego rzygania nienawiścią doczepia się etykietkę szlachetnej idei, to i sumienie nie wyrzuci, i jakiś medal może się przy tym trafi. Dla tego pokroju ludzi czas pokoju i spokojnej pracy dla Ojczyzny byłby czasem wielkiego nieszczęścia i ciągłej udręki.

Co ciekawe, ci ludzie zazwyczaj uważają się za przyzwoitych.

Obawiam się, że dla nich "Raport Dzienny" byłby zamachem na ich przyzwoitość.

Pozdrawiam.
dratwa3

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1568387