Z pamiętnika wariata

Obrazek użytkownika Bielinski
Humor i satyra

Chciałbym przedstawić wybrane fragmenty pamiętnika, które przypadkiem dostały się w moje ręce. Czuję się w obowiązku je opublikować, albowiem ja – Wacek, blogier skromy acz postępowy – znam swoje obowiązki wobec ludzkości, kraju i postępu. I cywilizacji współczesnej, niegdyś liberalnej i tak tolerancyjnej. Największym wrogiem tego wszystkiego, co kochamy, czym się szczycimy jest terroryzm. Terroryzm to zakała współczesności. I ja, Wacek, blogier postępowy, takiego terrorystę spotkałem, przypadkiem rzecz jasna, w pewnym miejscu niezwykłym, lub zwykłym inaczej. Normalnym wspak. Ciekawe, że żaden to był muzułmanin, żaden Arab, Czarny, czy inny ciapaty z nożem za pasem ukrytym. Rodak nasz, biały, w wieku trzydziestu kilku lat, ryżawy blondyn z zakolami, czyli wysokim czołem, na oko niczym od innych się niewyróżniający. Niby normalny a jego chory, rozchwiany umysł stoczył rak terroru. Tacy są najgroźniejsi terroryści. Nie ci, co przyjeżdżają z zagranicy, ale rodzimy nasz chów: nasi kuzyni, sąsiedzi, koledzy z pracy, Ci, którym ufamy. Tacy jak ten zdemaskowany już na szczęście terrorysta.

   Terrorysta był straszny. Żył owładnięty tylko jedną manią: żeby mordować, gwałcić, rabować, żeby zabijać, bomby podkładać. Niszczyć, kaleczyć, wysadzać. Żeby płakały niewinne, osierocone dziadki. I żeby jak najwięcej ich było. Zdobyłem jego zaufanie, podstępem podszedłem tego nędznika i tenże terrorysta otworzył się przede mną i powierzył mi swoje zapiski. Dlatego publikuję pamiętniki terrorysty. Żeby przestrzec wielu przed ekstremizmem nielicznych. Żeby położyć kres terrorystycznym knowaniom niepoczytalnych, owładniętych ślepym szaleństwem, głuchych na głos rozsądku wstrzemięźliwości i wspólnego dobra. Ale do rzeczy.

 

   Wydało się! Już wiedzą, To ja! Że to ja. Niech tam. Niech wiedzą. Niech wszyscy się dowiedzą. Niczego nie ukryję. Tak. To ja! To ja uczyniłem. Ja zrobiłem! Ten wypadek, z panią premier od broszki. Moja to sprawka. Żaden wypadek a zamach terrorystyczny. Mój zamach. Ja jeztem żem terrorysta. Więc musi być zamach terrorystyczny. Tak jest. Przyznaję. Zamachnął żem się na panią premier. To ja żem siedział za kierownicą samochodu małolitrażowego marki cinkłaczento w morderczej i samobójczej misji by uśmiercić panią premier. Wyczekałem, aż kolumna rządowa będzie mnie mijać w moim śmiercionośnym samochodzie marki cinkłaczento i w odpowiedniej chwili skręciłem kierownicę. I buuuch!!! Tak. Ale było. Dalej mnie ciarki przechodzą na myśl. Gotowym był na śmierć, ale żeby tyko wykonać misje. Bo każden prawdziwy terrorysta gotów jest umrzeć, byle tyko zabić jak najwięcej. Szczególnie zabić panią premier. Jak ja. Ja, terrorysta.  Terrorysta jak ja. A co? Ale im dałem! Pokazałem com wart. Aż im w pięty poszło! Co to? Gorszy ze mnie terrorysta od innych? Od tych brudasów z pustyni?

   Rządowy samochód całkiem się rozdupczył, ale pani premier wyszła cało. Miała szczęście. Zgładzę ją następnym razem. Jak bum cyk cyk. Przyrzekam. Słowo honoru terrorysty. Drugi raz mi nie umknie. Ostatnio jej darowałem. Gdybym zamiast samochodu cinkłaczento, wybrał wóz większy, cięższy, to zostałaby z pani premier marmolada. Czemu cinkłaczento wybrałem do zamachu a nie np. czołg? A skąd wytrzasnąć czołg, w nocy, w mieście powiatowym  Cz.? Trochę rozumu…! Mogłem wziąć inny samochód, np. furgonetkę, albo wielkiego tira, ale nie chciałem. Żadne to osiągnięcie miażdżyć ludzi wielkim tirem, ale zrobić zamach samochodem cinkłaczento mało kto potrafi. Tylko najlepszy, najokrutniejszy, najbardziej zdeterminowany terrorysta. Pokazałem tym arabskim terrorystom, kto tu rządzi. Kto jest najgroźniejszym terrorystą na świecie. Nie oni! Nie te muzułmańskie pojebusy! Żadna tam alkajda, izyz, czy inne państwo zesramskie. Ale Ja! Wahałem się między skuterem, a samochodem cinkłaczento. W końcu wybrałem cinkłaczento. Skuter jako taran do zamachu to już przesada. Cinkłaczento do zamachu terrorystycznego nadaje się w sam raz. Ani za duże, ani za małe. No i znam ten samochód. Podobnym jeździłem przez pięć lat, jako dostarczyciel pizzy, w moim poprzednim, nieterrorystycznym, nudnym., nijakim życiu.

   Że zatrzymano kierowcę samochodu? Że to jakiś dwudziestolatek? Oj tam, oj tam. Moja to sprawka. Zwykła ściema. Terroryści umieją zacierać ślady, kierować śledztwo na mylne tory, podstawiać fałszywych sprawców. Jeśli byle jaki terrorysta to potrafi, co dopiera ja! Pierwszy pośród terrorystów świata! Fakt jest taki, że to JA zrobiłem ten zamach na panią premier. Nie wypieram się, ale jeztem dumny. Nie pierwszy zamach to mój zamach. Mam na koncie wiele strasznych, terrorystycznych ataków. Śmieją się ze mnie, gdy tak mówię. Śmieją się śmieją, do czasu. Jak ten Waldek spod czwórki. Też się śmiał. Nie ma przednich zębów, a zamiast oczu dwie wielkie śliwy ze szparkami. Już się nie śmieje. Zadarł z nie byle kim. Ale z terrorystą. Nie wiem, czy się przyznam. Nie do wszystkiego. Wiele mam udanych akcji. Cicho sza! To tajemnica, wielka tajemnica. Nie do razu. Zamknij się!

   Na panią premier też się machnąłem wcześniej, ale ten ostatni to pierwszy tak udany. Poprzednio na lotnisku. Nie powiem, za kogo się przebrałem. Bo ja, jak chcę, to zmieniam ten mój, no, ten, jak to się mówi…? Wiem, ten mój image, jak jaki kameleon o nazwisku Bond. Przy mnie agent 007 to gnojek. Jam to uczynił. Tę zadymę. Na lotnisku. Wielu chętnych, a samolot rządowy mały. Miejsc mało. Frasuje się pani premier, jak by tu wszystkich chętnych wcisnąć do samolotu. W samolocie jezt tyle miejsc, ile jezt. Może by tak usiedli jedni na drugich? - podsunął jeden z ministrów. Na kolanach usiądą, wszyscy się zmieszczą, pasem opaszą. Będzie bezpiecznie i ciepło, i ta blizkość, jeden z drugim. Powstała krótka dyskusja, kto ma na kim usiąźć? Kto na wierzchu, kto na spodku. Pan na pani, czy pani na panu? A ja się śmieję w duchu, bo swoje wiem.  A może pan na panu? Stanęło, że panie usiondom panom na kolanach i opaszą się razem pasem dla bezpieczeństwa. Pani premier się nie zgodziła. Że to niby nieobyczajne. Trudno. Kłopot. A tu jeden z ministrów wpada na doskonały pomysł. Żeby u sufitu kabiny pasażerskiej zawiesić takie uchwyty, jak w autobusie dla stojących pasażerów. Żeby się mieli, czego trzymać w razie czego. No a on, ma przy sobie akurat kilkanaście takich uchwytów skórzanych, mocnych, bo wcześniej był kierownikiem zmianowym w zajezdni autobusowej w Małkini i trochę mu tych uchwytów zostało. Na to jeden z podsekretarzy stanu zrywa się i mówi, że dobrze się składa. Bo on ma akurat odpowiedni sprzęt przy sobie, migiem te wieszaki rozwiesi, bo on w cywil był elektromonterem i na robocie się zna. Plan przyjęto z zadowoleniem, bo będzie można szybko wystartować. Podsekretarz stanu wyciąga z teczki dyplomatki akumulatorową wkrętarko-wiertarkę zaczyna wiercić w suficie kabiny pierwszą dziurę. I już wszystko świetnie idzie i widzę w duszy jak samolot rządowy się pięknie rozdupczy, jak ten w Smoleńsku, gdy do kabiny wpada pierwszy pilot. Z pianą na pysku, bez nijakiego uszanowania dla osobistości rządowych, wrzeszczy: wy tacy, owacy, …, co robisz ty …? Ty…! Wy…! Wszyscy zginiemy przez was, wy….! Ja wam tu, …., wy ….! Wiązanka niecenzuralnych słów pada za wiązanką. Cham pilot, nie patrząc na godność ministrów, na wielkość pani premiery, na majestat rzeczypospolitej wyrzuca precz z samolotu pasażerów ekstra. Podsekretarz stanu jak niepyszny chowa wkrętarko-wiertarkę w teczce dyplomatce. Minister siada i niby obojętnie czyta jakąś notę dyplomatyczną. Pani premier gapi się w okno. Samolot startuje, leci, choć pilot cały trzęsie się z nerwów jak galareta. I dolecą. Tak mój pięknie obyślon zamach wzion w łep. Życie. Oj, życie. Nie każdy zamach może się powieśćić. Muszą się trafić i niepowodzenia nawet tym najokrutniejszym, najpodstępniejszym z terrorystów. Jak ja.

    Ten przedostatni zamach, zamach na ministra rządu też prawie się udał. To znaczy udał i nie udał. Myślicie, że przypadkiem na jezdni przed czerwonymi światłami stały te samochody, w które walnął samochód pancerny pana ministra? To jezt stały przypadkiem? He, he, he. Niech tam będzie. Dobry terrorysta robi takie zamachy, żeby nie było widać terrorysty, tylko niby ten przypadek. Przyznajem się. To ja żem poustawiał te samochody akurat w tym miejscu i czasie, żeby samochód pana ministra w nie walnął.  Nie było to łatwe. Nie jezt łatwa terrorystyczna robota. Wiela pracy, pomysłowości, kombinowania, a czasem i brutalnej siły dać musi z siebie terrorysta. Pan minister przeżył. Bom też nie chciał go ukatrupić ino nastraszyć. Mam swoje plany. Jeszcze o mnie usłyszycie.

   Tak samo z prezydentem. Zamachnąłem się i na prezydenta. A co? A bo to pierwszy raz? Że niby sama z siebie penkła opona w prezydenckiej limuzynie? Śmieszne żarty. Jam to uczynił. Siadłem w garażu przy kole i żem piłował. Miałem tylko taki mały, damski pilniczek do paznokci. Ciężka robota. Spróbowałby jeden z drugim przepiłować pancerną oponę damskim pilnikiem do paznokci.  Ale dałem rade. Nie darmo jeztem terrorystą. Wykonałem zadanie. Terrorystom to trza się urodzić. Jak ja, terrorysta.

   Mówią czarna seria. Żadna czarna seria. Wszystko to moje dzieło. To ja. Ja i tylko ja – terrorysta, najgroźniejszy z terrorystów. A teraz powiem to, co jest największa tajemnicą. Niech tam, powiem jak było naprawdę. Wyznam moje największe osiągniecie terrorysty. Największy sukces. Tak. Katastrofa smoleńska – moja to dzieło. Katastrofa smoleńska, w której zginął prezydent RP, jego małżonka i 96 pośledniejszych osób. Ci co mówią, że katastrofa smoleńska nie była katastrofą, dobrze mówią. Ci, co mówią, że to był zamach, mają rację. Ja wiem najlepiej, bo to ja uczyniłem! Tak jest. Ja sprawiłem katastrofę smoleńską. Ja, nikt inny. Najgroźniejszy terrorysta na świecie. Ukrzyżujcie mnie. Skażcie na śmierć męczeńska, ale się nie zaprę. Jam to uczynił. Ja jeztem tym, który sprawił tak zwaną katastrofę smoleńską. Mówią, durnie, że wszystko jasne. Bo nie znają mej mocy. Lądowanie we mgle, na zamkniętym lotnisku, zestrachana załoga, bez uprawnień, pod nadzorem przydupasa – generała. Wszystko jasne? Czy wiedzą, ile trzeba się natrudzić, by załoga bez uprawnień pilotowała prezydencką maszynę? Czy wiedzą, jak trudno idiotę zrobić generałem, dowódcą sił powietrznych?! No akurat z tym, u nas nie ma dużego problemu. Ale otworzyć zamknięte lotnisko? Albo zrobić mgłę!? To moje największe dzieło. Mgła! To ja zrobiłem mgłę nad lotniskiem w Smoleńsku! Ja, nikt inny. Żaden tam hel nie był potrzebny, ale argon. I metan. Mój najlepszy pomysł: krowy. Co robią krowy? Jedzą trawę, produkują trawę i… pierdzą. A to czysty metan. Moi ludzie przygnali stado krów wieczorem na pastwisko koło lotniska. Rano nad lotniskiem była mgła jak się patrzy. Gęsta ja zupa. Nadleciał samolot i buuch! Ja to lubiem huk! Jak ja kocham huuuk!!!  Ja i krowy spowodowaliśmy katastrofę w Smoleńsku.

   Jestem najgroźniejszym terrorysta na Ziemi. Żadni Arabowie, żadna alkaida, czy inne osmalone sraluchy, pierdziuchy. Tylko ja. To ja zamordowałem pana prezydenta, panią prezydentową i 96 pośledniejszych osób. To ja wysłałem samolot rządowy do Smoleńska. To ja posadziłem za sterami załogę bez uprawnień. Ja przez generała przydupasa, którym kierowałem moją tajna mocą, kazałem lądować pilotom we mgle na zamkniętym lotnisku. To ja wywołałem mgłę. Ja i krowie placki.

   Jestem wszystkiemu winny. Katastrofie w Smoleńsku. Pękniętej oponie w limuzynie prezydenta. Wypadkowi wielkiego pana ministra. Zamachowi na panią premier za pomocą samochodu cinkłaczento! Ja. Terrorysta doskonały.  Jeszcze o mnie usłyszycie! Jeszcze mnie popamiętacie!  Nie wiecie do czego jeztem zdolen. Ja…

 

   Tu urywa się pamiętnik terrorysty i jego opowieść. Kto wie, do jakich zbrodni by się jeszcze przyznał, minionych bądź przyszłych, atoli na krzyki terrorysty przybiegło dwóch pielęgniarzy i wywlekło go z sali. Terrorysta wrócił po ponad tygodniu spokojny już i wyciszony. Czy sprawiło to seria elektrowstrząsów, czy też uczynił to postęp choroby, ale terrorysta wpadł w katatonię. Stoi teraz pod ścianą, znieruchomiały, wpatrzony w przestrzeń. Cichy, milczący. Terrorysta wyłączony. Ja, Wacek – blogier postępowy zabrałem pamiętnik terrorysty i go publikuję. Gwoli ostrzeżenia i przestrogi, Kto wie, jakie jeszcze czekają nas zamachy terrorystyczne. Jakie nieszczęścia? Jakie katastrofy? Jakie pułapki przegotował najgroźniejszy terrorysta świata, zanim zapadł w katatonię? Co jeszcze się wydarzy z członkami naszego rządu? Z naszym panem prezydentem? Z panią premierą? Z wybitnymi naszymi parlamentarzystami, posłami i senatorami?

   Z drugiej strony ten terrorysta to kompletny wariat. Jak tu wierzyć w wyznania wariata? Przecież on to wszystko zmyślił! Przyznaję, ja również trafiłem do wariatkowa. Każdemu się to może zdarzyć w dzisiejszych czasach. A wielu to by się przydało. Stało się to przez Mordechaja Mordechajowicza Burumsteina– vice naczelnego prześwietnej gazety popularnej – mojego byłego mentora i guru duchowego. On to zelżył mnie, spotwarzył, niecnie wykorzystał i porzucił. Wykorzystywał mnie od lat, a teraz porzucił. Przelała się czara goryczy. Paszoł woooon! Ty … swołocz!!! Ty … … blad’A idi ty w piiiizd’uuu!!! – ryczał mi w twarz swoim dziwacznym rosyjsko – polskim żargonie. Za dwa złote. Tyle pożyczyłem Mordechajowi Burumsteinowi. Upomniałem się o moje dwa złote. Mordechaj Mardechajowicz Burumstein nigdy nie oddaje długów. Zamiast mi oddać dwa złote wyrzucił mnie! Przyznaję, załamałem się nerwowo. Wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym. Byłem na dnie. Ale z dna można się odbić. Jak ja się odbijam a to dzięki temu, że w zakładzie poznałem najgroźniejszego terrorystę świata.

   Po prawdzie wariata, lub idiotę. Jednakże, tak na zdrowy rozum, czy nie lepiej byłoby, żeby ten wariat naprawdę uczynił to wszystko, co sam sobie przyznaje? Wariat niech siedzi w wariatkowie, idiota w zakładzie, zaś ci co rządzą winni mieć odrobinę klepek poukładanych pod sufitem i choć trochę oleju w głowie. Czy to nie idiota pędziłby jak wariat wąską drogą rządowymi limuzynami, stwarzając śmiertelne zagrożenie dla wszystkich, po to tylko by pół godziny wcześniej złożyć swoją szlachetne, premierowskie cztery litery na ulubionym fotelu przed telewizorem? Czy nie wariat kazałby lądować we mgle, przy zerowej widoczności załodze rządowego samolotu bez uprawnień na zamkniętym lotnisku przypominjącym porzucone kołchozowe pole po to tylko by rozpocząć kampanię wyborczą od wizyty na cmentarzu? Czy nie kompletny kretyn kazałby kierowcom własnej kolumny pędzić prosto na stojące na skrzyżowaniu samochody, liczą na to, że co? Co niby miało się stać? Te samochody uniosą się w powietrze? Zdematerializują się? Przeniosą się do piątego wymiaru, by przepuścić kolumnę ważnego ministra, któremu spieszy na się imprezę u prezesa swojej partii?

   Nie, nie, nie. Wriaci mają być w wariatkowie, idioci w zakładach, a nie w rządzie, nie jako ministrowie, prezydenci, premierzy. Ten wariat to terrorysta. Terrorysta i wariat. To ten wariat swymi mocami sprawił wszystkie te nieszczęścia i wypadki, jakie nas trapią. Trzeba w to wierzyć. Musimy w to wierzyć. Nikt inny, tylko ten wariat. Może i wariat, może i idiota, ale zarazem najgroźniejszy terrorysta świata. Udowodnił to pamiętnik wariata. I ja to udowodniłem, ja, Wacek, blogier kiedyś postępowy. Niech mi to będzie zapamiętane, bo to moja zasługa. To moja nadzieja na powrót do świata normalnych. Do wejścia na drogę kariery w rządowych mediach. Nie udało się z lewicą niech będzie prawica. Nie gazeta lewa to może być gazeta prawa. Mnie tam wszystko jedno. Człowiek zdolny i pracowity poradzi sobie wszędzie.

   Ktoś powie, że to głupota. Niech będzie głupota. Nawet wariactwo. Będąc w wariatkowie przekonałem się, że świat wariatów niewiele różni się od świata normalnych. A patrząc w telewizor i słuchając wypowiedzi osobistości z kręgów rządu, partii rządzącej, czy parlamentu człowiek się zdumiewa, czemu co poniektórzy jeszcze nie trafili od domu wariatów? Lub zakładu dla idiotów. Nieważne. Ważne, że najgroźniejszy terrorysta świata śpi. Nie jest groźny, chwilowo. Jest w katatonii. Albo udaje. Jego osłupienie, stupor, może być kolejnym oszustwem. Podstępem terrorysty. Nie znamy dnia, ani godziny. Wariat się zbudzi. Idiota zrobi swoje. 

   Kto wie, co się stanie, kiedy wariat, albo idiota znów się obudzi? I znów da o sobie znać najgroźniejszy terrorysta świata? 

 

 Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą autora. 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.5 (głosów:5)

Komentarze

Ze wszystkim się zgodzę,...tylko nie z tym, że świat wariatów niewiele się różni od świata normalnych. Jeżeli wszyscy dokoła są normalni; rząd, kolejni premierzy i prezydenci, ministrowie i posłowie, młodzi rzecznicy spółek skarbu państwa,prawie wszyscy inteligentni Niepoprawni....to ja już wolę być terrorystą i wariatem, czego również Panu z całego serca życzę i pozdrawiam.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-4

Verita

#1532854

Ja jednak będę sie upierał, że świat wariatów niewiele różni się od tzw. normalnego. Weźmy ten tekst. Opisuję w nim, że pan prezydent zginął wskutek zamachu terorrystycznego, że podobny zamach terrorystyczny zamachnął  się na życie naszej pani premiery. Tak głoszą od lat rózne prawicowe medai i niepokorne autorytety. I co? Ocena za mój tekst to ledwie 2.5! Jak tak mozna! Toż to czyste wariactwo. CI co mówią, iz to była katastrofa lortnicza sa źli. Ale też co co głoszą, iż to był zamach terrorystyczny też są źli! 

Jak tutaj zapunktować? Co napisać, by spodobało się publice? Już naprawdę nie wiem. Może mój talent jest za mały by brać się za takie tematy. Brak mi odpowiedniego dystansu, szacunku wobec tych, co wiedza lepiej, no i tych co nami rządzą. 

Oj, ci nasi niepoprawni, niepokorni, niezależni. Chyba wspak.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1532902