Wiosna

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Idzie wiosna. Nie da się ukryć. Koło mojego domu ptaki rankiem ćwierkają jak oszalałe, choć nie ma nawet połowy lutego. Mają ważne sprawy do omówienia i spieszą się. Muszą przygruchać samca lub samiczkę, zbudować nowe gniazdo, lub odnowić stare. Sama kopulacja to wisienka ptasia na ptasim torcie, lecz potem trzeba znieść jajko, lub jaka – kobiety wiedzą jaki to ból, mężczyźni niektóry też, szczególnie ci cierpiący na uporczywą obstrukcję – wysiedzieć jaja to również nie przelewka, a potem wykarmić pisklęta  i jeszcze nie dać się zjeść jakiemuś kocurowi, czy innemu ptakowi, który tylko czyha by zjeść twoje jajka, lub podrzucić swoje jajo, jak kukułka. Mnóstwo pułapek i mnóstwo ważnych spraw na malej, ptasiej głowie, nic dziwnego, że ptaki, ptaszki nie maja głowy do głupot, a skupiają się na najważniejszych sprawach.

   My, ludzie uważamy się za nieskończenie mądrzejszych od takich wróbli, a przecież gdyby spojrzeć głębiej jesteśmy znacznie głupsi. Oto z hukiem petard, w powodzi iskier z ogniu ogni sztucznych i równie sztucznego entuzjazmu, przy łopacie plastikowych banerów ogłoszono uroczyście powstanie nowego ruchu, czy nowej partii postępowej na naszej scenie politycznej o jakże pięknej nazwie, i na czasie. Ta nowa partia zwie się poetycko nieco: Wiosna. Czyż to nie piękna nazwa? Wiosna to pora nadziei i pora głupot, jakie ludzie, najczęściej ci w młodym wieku, wyczyniają z upodobaniem właśnie o tej porze roku. Choć nie tylko młodzi głupieją na wiosnę, przeciwnie niż ptaki, czy ptaszki, jak to mówiłem. Przecież i w starym piecu zapłonie gorętszy ogień na wiosnę, gdy dni staja się dłuższe, z pąków wykluwają się młode liście a kwiaty zaczynają kwitnąć. A jeśli ogień nie zapłonie gorętszy, to chociaż taki stary komin zadymi mocniej. Bodaj tyle jego, że wypuści kopeć i sadzę, bo co innego może wydać z siebie stare próchno? Wiosenne szaleństwo pieców, kominów w średnim wieku są pośrednie między młodym a starymi, zgodne z ich ustatkowaną natura. Chociaż oczywiście, jak wszędzie znajdą się wyjątki.

   Nazwanie nowej partii – Wiosną, to jednak ryzykowny krok. Różne bywają wiosny. Są ciepłe i słoneczne, prawdziwe wiosny, w których natura budzi się do nowego życia. Bywają jednak wiosny krótkie i zimne, z mrozem w nocy i w dzień, z zacinającym marznącym deszczem i śniegiem. Wiosny jak utrapienie. Jaka będzie ta nadciągająca wiosna: czy zimna, czy ciepła, czy piękna, czy uprzykrzona, tego nikt  nie wie. Czy podobnie jest z nową partią o tej samej nazwie? Raczej nie. Nie spodziewam się po niej niczego dobrego, z jednym wyjątkiem. Może powinni nazwać nową partię na przykład: Piękna Wiosna? Przekaz byłby jasny, wiadomo byłoby, o co chodzi. Albo Wiosenna Wiosna, bo bywają wiosny wcale nie wiosenne. Ale byłaby to tautologia, albo masło maślane. I tak źle, i tak niedobrze. Wychodzi na to, że trudno wymyślić nowa nazwę partii, której nie wyśmieją, nie wyszydza lub nie zohydzą. Już nie mówiąc o samej partii i jej programie. Z tym jeszcze gorzej. Albo łatwiej. Przecież nie ma nic mocniejszego niż papier. Papier wszystko zniesie, wszystko wytrzyma, nie straszne mu żadne głupoty, kłamstwa, czy inne banialuki spisane w dokumencie nazwanym programem partii. Każdej partii. Nie tylko tej wiosennej. Tyle nauczyły mnie minione trzydzieści lat tak zwanej demokracji i rządów (pseudo)prawa, no i wcześniejsze lata przodującego ustroju ludu pracującego miast i wsi i jej światłej awangardy: Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Czy ktoś to jeszcze pamięta? Ja pamiętam. Dużo i mało zarazem.

   Wiosna to synonim nowości, budzącego się nowego życia. A przecież wiosna to tylko jedna z czterech pór roku. Po wiośnie mamy lato, potem jesień, zimę i znów wiosna, i tak dalej. Takie jest życie na naszej szerokości geograficznej, że mamy cztery pory roku, w tym wiosnę. Więc może najlepiej byłoby nazwać nową partie, po prostu Życie? Jak nazwa polisy ubezpieczeniowej. Byłaby to zaiste pojemna nazwa. Czy piękna? Hmm, to kwestia gustu. Przynajmniej nikt nie mógłby rzec, że partyja ŻYCIE jego nie dotyczy i że nic go to nie obchodzi. Nikt, kto żyje. Na partyję o nazwie |ŻYCIE mogliby się wypiąć tyko główni bohaterowie smętnych imprez o nazwie pogrzeb, wiezieni a nie jadący na takąż ceremonię. Zatem elektorat do wzięcia potężny i całościowy miałaby paryja Życie. Dziwne, że nikt nie podchwyci takiego pomysłu, który oddaję za darmo. A może w nowym, następnym a lepszym wcieleniu partyja Wiosna przeistoczy się w Życie? Kto wie. Nasze życie politycznie widziało nie takie przemiany.

   Mniejsza o te niezbyt przyjemne, ani stosowne reminiscencje. Problem w tym, że wiosna już była. Wielokrotnie. I tak klimatyczna, i ta polityczna. Wiele już było wiosen, różnych, za rok będzie wiosna, za dwa… Jeśli dożyjemy, będzie wiosna. Były poseł B. założyciel i wódz nowej postępowej partii Wiosna, też w polityce jest nie od dziś, ani pod wczoraj. Chociaż udaje i on i jego zwolennicy, jakby był królikiem wyciągniętym z politycznego kapelusza. Polityczna nówka, świeżynka, chociaż dobrze wiemy że to towar dobrze już przechodzony, samochód z długim przebiegiem i mocno poobtłukiwany, choć staranie wyklepany, polakierowany, odpicowany jak nowy. Wszystko już było, i partyja Wiosna też już była. Sam prezes, były poseł B. był już kolejno w SdRP, SLD, Ruchu Palikota, Twoim Ruchu i Kocham Polskę. Informacja za Wikipedią. Całkiem długa lista, prawda? 5 + 1, jak tytuł piosenki, czy nazwa zespołu muzycznego. Partyja Wiosna to szósta partia pana posła, prezydenta B. Trzeba przyznać, iż twarz nowej, postępowej partii wybrano wcale zgrabnie. Wiecznie młody, szczupły, zadbany mężczyzna, przystojny i ładny, dobrze ubrany i na pewno ładnie pachnący, chociaż ja go nie wąchałem, właściwie się zachowujący, z szerokim uśmiechem, jak z reklamy pasty do zębów. On, czyli pan B. ona - jego piękna, szczupła żona i ich dwoje dzieci, koniecznie chłopiec i dziewczynka, uśmiechają się do kamery ukazując nieskazitelną biel równych zębów. Pan B. wymarzony zięć dla każdej mamy, jak piszą w gazetach. Duży plus w sondażach. Aczkolwiek pan B. to zdeklarowany gej, żyjący w związku z partnerem…. Mniejsza o jego nazwisko. Nazwiska, twarze, pupy i prącia się zmieniają, partner zawsze jest jeden.

   Ja osobliwie zapamiętale posła B, gdy był posłem partyi Palikota, w sejmie w latach 2011 – 2014. Partyi Palikota już nie ma, zdechła biedaczka a jej prochy rozwiał wiatr historii, ale w tamtych czasach była to najbardziej postępowa partyia, jaka weszła do Sejmu. Bardziej postępowych od niej nie było i pewnie już nie będzie. Głównymi jej postaciami były, oprócz rzecz jasna pana Palikota, pan poseł B. i pan/pani poseł/posłanka Anna Grodzka. W owym czasie byłem już zaawansowanym, doświadczonym blogierem i poświeciłem panu posłowi Żuczkowi i panu/pani posłowi/posłance Grodzkiej wiele tekstów. Według mnie ciepłych i życzliwych, chociaż bohaterzy tych tekstów mogliby mieć inne zdanie. Ciekawe, czy do partii Wiosna zapisze się pan/pani Grodzka, i razem z nią dostanie się do Sejmu? Jeśli tak, to wiele tekstów będę miał jak znalazł; wystarczy je tylko trochę odświeżyć i uaktualnić. Świetny nawóz i udogodnienie dla mojego lenistwa. Co było, jest. Co będzie, było. Mam szczerą nadzieję, że pan/pani poseł/posłanka Grodzka dostanie się ponownie do Sejmu tym razem z partyią Wiosna, i nasza scena polityczna zrobi się…  bardziej interesująca. Ciekawa postać, ciekawa inaczej ta pani/pan poseł/posłana Anna Grodzka. Z wyglądy wielki zwalisty facet, postury boksera wagi ciężkiej, ubrany w sukienkę, z włosami ułożonymi w loki, z biustem chyba całkiem okazałym, ale na jego potężnej klacie wyglądającym na nieznaczny. Nie mam pojęcia co pan/pani poseł/posłanka Grodzka miała w swoim biustonoszu. Czy wypychała go watą, czy miała tam wyhodowane na hormonach męskie cycki. Nie interesuje  mnie to, szczerze mówiąc.

   Z posłem/posłanką Anna Grodzka był jeden kłopot, nazwijmy to natury gramatycznej. Z wyglądu wielki facet, ubrany w kieckę, z nakręconymi, długimi włosami, niby baba, ale facet. W papierach miała jak byk: płeć żeńska. Zmieniał(a) sobie płeć sądownie. Był sobie kiedyś, jakiś… Rysiek. Miał żonę, dziecko. Odbył służbę wojskową w Ludowym Wojsku Polskim, gdzie dosłużył się stopnia starszego sierżanta. Taki sam jak wielu innych. Potem nadeszła przemiana, czasy wolności i tolerancji. No i w Ryska jakby piorun strzelił. Poczuł, że jest kobietą! Że musi być kobietą. Że natura wystrychnęła go na dudka, umieszczając ten… wisior miedzy nogami. Że od fujarki lepsza jest dziurka. Rysiek musiał i mógł coś z tym zrobić, w przeciwieństwie do zgrzebnych czasów komuny. Popędził do Bangkoku. Tam tajlandzcy lekarze, chirurdzy wzięli go swoje ręce. Mniejsza, co mu obcięli, co mu przyszyli, lub wszyli, szczegóły są dość obrzydliwe, dość że wyjechał Rysiek, a wróciła Anna, nowa, lepsza osoba. Kobieta, taka jak inne. Prawie. Sąd uroczyście klepnął te zmianę i tak zyskaliśmy nową obywatelkę: Annę Grodzką, Potem posłankę na Sejm Rzeczypospolitej. Gwiazdę postępowej partii Palikota. Ona/on no i poseł B. wygadany, wyszczekany, gładziutki i ładniutki, jak to gej.

   A teraz wraca nowe, to jest stare. Mamy nowa partyię postępowa pod rześką nazwą Wiosna. Jej twórcą (?) jest… tak były poseł B. w nowym, lepszym wcieleniu. Ciekawe, partia  tylko co powołana, nie wpisana do rejestru, bez konta bankowego, tym samym bez finansów, a na huczna imprezę inauguracyjną wydaje (tylko kto wydaje?) lekka ręką jakie półtora miliona. Jak? Z czego? Czy raczej od kogo są te pieniądze? U nas to normalne takie cuda nad urną… z pieniędzmi. Kilkanaście lat temu trzech facetów wymyśliło  nową partię o nazwie Platforma Obywatelska… I czy zabrakło im kiedy pieniędzy na otwarcie? Na wybory? Wybory to droga, bardzo droga i ryzykowana inwestycja. Czy brakło im na dalszą działalność? Nie, skąd. Finansowanie nowych tworów politycznych to jak obstawianie koni na wyścigach. Żeby mieć szansę na sukces, najlepiej postawić na kilku najbardziej obiecujących kandydatów. W końcu nie wiadomo do końca na kogo wyborcy zechcą zagłosować. Obecnie jaki jest wybór? Platforma rządząca przez osiem lat ledwie dycha pogrążana w marazmie i korupcji i wciąż odkrywanych aferach, których końca nie widać. Partia .N, była nadzieja na odnowę, teraz szoruje po dnie, a jej przystojny były lider o rumuńskim nazwisku stał się pośmiewiskiem. Co powie to głupiej i śmieszniej. Gdy stara talia kart się zgra, trzeba sięgnąć po nową. Niedługo ważne wybory: do eurokołchozu i do parlamentu; wybory te ustawią scenę polityczna na następne cztery lata. Czas najwyższy na nowe/stare otwarcie, na nową/starą postępowa partię, i nowego/starego lidera, który świetnie wygląda w garniturze i dobrze wypada w telewizji. Gładki, milutki, wyszczekany były poseł, były prezydent B. daje największą gwarancję na sukces. Dlatego tuszę, że nie zabraknie mu pieniędzy na kampanię wyborczą, tak jak nie zabrakło na inaugurację partyi Wolność.

   Pytany o źródła finansowania pan B. odmawia odpowiedzi odsyłając do przyszłych sprawozdań finansowych, ad kalendas graecas, czy na świętego Nigdy. Atoli coś tam wspomniał, że jest finansowany przez rozmaite fundacje w tym fundację Bertelsmanna. I uważa, że tak być powinna, że to bardzo dobrze i słusznie. Fundacja Bertelsmanna jest finansowana przez niemiecki rząd i ta sama fundacja finansuje, czy współfinansuje polskie partie polityczne. Cudownie. Gdyby rząd niemiecki finansował partie byłby to… nietakt, nic więcej. Ale jeśli rząd niemiecki finansuje wybrane przez siebie partie polityczne to jest w porządku. Oczywiście zdaniem beneficjentów owych zagranicznych jugrieldów. Uparcie nazywam Wolność partyją, gdyż to słowo, będąca w użyciu jeszcze w XVIII wieku. Inne stare słowo to jurgieltnicy, czyli będący na obcym żołdzie magnaci, senatorowie, posłowie… Brzmi znajomo, nawet podobnie? Sytuacja jak w osiemnastym wieku, mamy partie finansowane otwarcie przez obce rządy, jak w I Rzeczypospolitej gdy rządy Prus i Rosji otwarcie opłacały swoich stronników. Wszystko w porządku rzecz jasna. Mógł brać obce jurgielty pan T., to czemu nie może pan B.? W czym on gorszy? Pan T. za wierną służbę został wynagrodzony stanowiskiem, tytularnym co prawda, ale zawsze, prezydenta Europy. Widać, że służba obcym, służba nowoczesnym Prusom, współczesnej IV Rzeszy Niemieckiej, się opłaca i jest sowicie wynagradzana.

   Oczywiście ta sama zasada w drugą stronę nie działa. Polski rząd ani bezpośrednio, ani pośrednio przez usłużne fundacje nie może finansować partii politycznych w Niemczech. Gdyby tak się stało, byłby to niebotyczny skandal. Ale tu, u nas, zgodnie z trzechsetletnią tradycją, czemu nie? Przeciwko tej „tradycji” występują tyko zacięci nacjonaliści, wstecznicy i wręcz faszyści. Postępowcy, jak pan B., biorą obce jurgielty z czystym sumieniem, bowiem oni czują się przecież obywatelami Europy, czy Niemiec, co na jedno wychodzi, a nie tego stęchłego zaścianka. W czym problem? W ciągu ostatnich trzystu lat główną różnicą w naszym świecie politycznym było to, że jedni brali jurgielt od Rosji, drudzy od Niemiec. Dwie główne wzajemnie opozycyjne i zwalczające się partie, aczkolwiek czasami działające wcale zgodnie, czego dowodem rozbiory. Zdarzało się, że niektórzy brali żołd jednocześnie od Moskwy i Berlina, najbardziej podziwiani i zręczni, obrotni cwaniacy. Wtedy, w czasach i Rzeczypospolitej jurgielt brali oświeceni postępowcy i dziś w obcym finansowaniu przodują postępowe partie. Obcy żołd to nie jedyne, co ich łączy tych dzisiaj i tych dawniej. Od dawna wydaje mi się, i tu są na to dowody, że te ostatnie 30 lat to powrót do czasów końca I Rzeczypospolitej, tego quasi-niezależnego niby-państwa.

   I tak doszliśmy do całkiem poważnych tematów, a miało być miło i spolegliwie. I śmiesznie. Czas zatem powrócić do światłej inaczej postaci pana/pani Ryśka/Anki Grodzkiej. Mam szczerą nadzieję, że pani Anna Grodzka zaczepi się do partyi Wiosna i dostanie się do parlamentu jako poseł/posłanka w nowym rozdaniu wyborczym. Zwalista postać byłego starszego sierżanta LWP w babskich kieckach i trefionych lokach stanie się ponownie ozdobą naszego parlamentu. Z partyją Wiosną, jej gładkolicym szefem panem B. i posłem/posłanką Anna/Ryśkiem Grodzką(im) może nie będzie lepiej, ale na pewno śmieszniej. Jeśli nie można zmienić świata, to przynajmniej można się z niego pośmiać. Po długich latach wiem jedno. Najważniejsze w życiu są wygodne buty, dobry sen i trawienie, no i… poczucie humoru. Czego: wygodnych butów i zdrowego śmiechu sobie i państwu życzę. Powodów do śmiechu i/lub płaczu to nam nie zabraknie, niestety.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)

Komentarze

Gdy ludzie pytają Biedronia skąd chce wziąć kasę na swoje obietnice ten odpowiada... skoro PiS-owo sie udało to i mi się uda

Tylko PiS miał kompleksowy plan na finanse i gospodarkę, a on ma marksistowską ideologię.

Do czego to doszło ze Biedroń powołuje się na PiS

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Husky

#1580521