Temat wielkiej wagi

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Dziś będzie o grubasach, tłuściochach, obżartuchach, wielorybach, albo łagodniej: otyłych, puszystych, lub szczupłych inaczej. Wiele jest nazw ludzi, których jakże często możemy spotkać na ulicy, w pracy, czy gdziekolwiek indziej. Również w rodzinie, czy pośród znajomych, każdy z nas zna kogoś mocno otyłego. Są oczywiście tematy ważniejsze, lecz niewiele jest równie wielkiej wagi, nie licząc słoni, czy waleni.   

   Piszę bom smutny i sam nie bez winy. Jak sobie szybko obliczyłem, mój BMI przekracza nieco 30, co oznacza, że mam więcej niż nadwagę. Pocieszam się, że po mnie tak tego nie widać, bo jest ze mnie, jak to mówią, kawał chłopa. Poza tym własny brzuch każdy dostrzega ostatni. Pisząc o grubasach piszę więc niejako o sobie, zresztą tak jest zawsze. BMI, czyli body mass index – iloraz wagi w kilogramach przez kwadrat wzrostu w metrach - to dla wielu wyrocznia. I tak BMI od 18.5 do 24.99 to waga prawidłowa. Od 24.99 do 29.99 oznacza nadwagę. Im wyższy BMI tym gorzej. Pomijam dolny zakres BMI, gdzie sytuacja przedstawia się odwrotnie; nie piszę tu o anoreksji, czy bulimii, lecz o otyłości. W górze skali sytuacja jest jasna: im wyższe BMI tym bardziej jesteś żałosny i pożałowania godny. Amerykańscy uczeni, lekarze i dietetycy pewnie to wymyślili, ale skąd oni u licha to wzięli? Że istnieje jakaś magiczna granica, wartość BMI, że niby BMI 24.99 jest zdrowy, a 25.01 to już szkodliwa nawaga, choć może to być raptem różnica wagi jednego kilograma lub mniej. W moim przypadku: gdybym urósł o 2 centymetry, to przeszedłbym z grona tych nieszczęsnych otyłych do szczęśliwców z nadwagą. Aby awansować, wystarczy zmierzyć swój wzrost w butach! Zawsze to pocieszenie, że to nie moja waga jest za duża, lecz wzrost za mały. Chciałbym się skupić na ludziach z trzecim, najwyższym stopniem otyłości. Jest to tzw. otyłość kliniczna z BMI większym niż 40. To są prawdziwe grubasy. Ważą trzysta, czterysta a nawet pięćset kilogramów, pół tony! A ich BMI sięga 100. Przykładowo. Grubas ważący około 500 kg, aby mieć „zdrowe” BMI równe 25 musiałby mieć ze cztery i pół metra wzrostu. Być wzrostu żyrafy ważącej z tonę, półtorej, trzy razy więcej. Lecz żyrafa na cztery nogi, wygląda lekko i zgrabnie, jak na żyrafę, nie widać na niej grama tłuszczu, biega z prędkością rzędu 50 km/h, słowem to zwierzę jak się patrzy, a nie inwalida z własnej woli – człekopodobny, półtonowy wór tłuszczu.

   Ale uczonym, zwłaszcza amerykańskim trzeba wierzyć. Musimy wierzyć w orzeczenia amerykańskich uczonych, jak w prawdę objawioną. Szczupłe jest zdrowe, szczupłe jest ładne, tłuste jest złe, brzydkie i chore. Kiedyś było inaczej. Pamiętam film o jakimś plemieniu z Amazonii. Indianie z dżungli żyją w ciągłym ubóstwie jedzenia; dla nich tłuste znaczy piękne. Dziewczyna, aby być ładna musi być gruba. Chude nie maja wzięcia. Zupełnie odwrotnie niż w naszym, tak postępowym i nowoczesnym świecie. Dziewczęta z tych plemion przechodzą specjalny obrzęd inicjacji seksualnej, po którym dziewczynki stają się kobietami. Jednej nocy po rytualnych tańcach, piciu ohydnej chichy opartej na ludzkiej ślinie, paleniu, piciu, lub wcieraniu narkotycznych wywarów pierwszy szaman defloruje dziewczynki, a potem… kopulują z nimi pozostali mężczyźni z wioski. Nie dziwi, że u Indian wszystkie dzieci są wspólne. Wpierw jednak dziewczynki przez kilka tygodni są tuczone. Dokładnie tak. Zamykają je w szałasie, dostają dużo jedzenia, mają jeść i się nie ruszcząc. Nawet za potrzebą są wynoszone z szałasu na plecach jakiegoś Indiańca. W dżungli jedzenie jest zbyt cenne, żeby je marnować. Indianie odejmują sobie od ust, głodzą się sami, byle utuczyć dziewczyny przed imprezą. Jak utyją odpowiednio i staną się wystarczająco atrakcyjne, odbywa się owa ceremonia wprowadzenia dziewcząt w męski świat. Ile mogą mieć lat? Dwanaście, może czternaście. U nas za podobny uczynek groziłby społeczny ostracyzm, śledztwo, policja, więzienie, media krzyczałyby o pedofilii i zbiorowym gwałcie, a tam to normalka. Jeszcze to tuczenie przed zawodami. Ważny element obrzędu. Gdyby dziewczynki nie były dostatecznie tłuste, to jeszcze szamanowi by nie stanął? A jakby szaman nie stanął na wysokości zadania…, byłoby to katastrofa. Bardzo zły znak. Tłuste jest piękne. Gdzieniegdzie. I kiedyś.

   Archeolodzy wykopują pradawne figurki kobiet. Nazwano je Wenus. Mamy Wenus z paleolitu, są i młodsze Wenus neolityczne. Znajdowane są w całej Europie, aż po Syberię, na Bliskim Wschodzie, w Turcji. Podobno przedstawiają pradawną boginię płodności. Może. Wielkie biodra, wielki tłusty brzuch, na który spływają obfite piersi. Potężne uda a między nimi silnie zaznaczony wydatny wzgórek, nie wzgórek, lecz wzgórze łonowe. Głowa za to potraktowano schematycznie, bez rysów twarzy. Pewnie nie były istotne. Oto pradawny ideał kobiecej urody. Jakże różny do tych współczesnych, ruchomych, wygłodzonych blond wieszaków z wybiegu, bez tyłka, czy piersi. Ludzie pierwotni, czy współcześnie Indianie z Amazonii mają rację, uznając tłuste za piękne. Ci ludzie żyją na granicy przetrwania: rzadkie dni obfitości jedzenia rozdzielają długie tygodnie czy miesiące niedostatku jedzenia, wręcz głodu. Widzą doskonale, ze nim tłusty schudnie, to chudy zdechnie. Tłusta kobieta, ta paleolityczna Wenus jest piękna, bo tłusta kobieta ma znacznie większe szanse na to, że urodzi zdrowe dzieci i zdoła je wychować niż chuda. Ideały piękna nie są niezmienne, przeciwnie, są funkcją czasu i położenia, czyli przestrzeni.

   Współcześnie u nas, na zachodzie, mamy ideały urody wprost przeciwne. Tłuste jest brzydkie i chore, chude jest ładne i zdrowe. Podobno jedna trzecia ludzkości ma nadwagę. Nigdy w dziejach tak nie było, żeby było grubych ludzi. Kiedyś bogaci byli grubi, a biedni chudzi. Widział ktoś kiedyś grubego chłopa? Dziś na odwrót. Bogaci są szczupli, tłuści są biedacy. Przetworzona żywność jest tania i łatwo dostępna. Anglosaskie klasy niższe. Tam jest najwięcej przypadków monstrualnej otyłości. Mam jedną znajomą. Rzadko ją widuję, co kilka miesięcy, lub rzadziej. Za każdym razem, gdy ją spotykam… jest jej więcej. Znów jej przybyło w trzecim wymiarze, i w drugim. Kobieta jest, jak na kobietę, raczej wysoka, ma szerokie ramiona, a i tak widać jej wielkie… zasoby. Ile waży? Nie wypada się o coś takiego pytać wprost. Szacuję jej wagę na jakieś dwieście kilogramów. I stale tyje.

   Na jednym z kanałów oglądam od czasu do czasu filmy z serii pt. Moja 600 funtowa historia. Jakoś tak się to nazywa. Są to amerykańskie filmy poświęcone grubasom płci obojga, którzy ważą 600 funtów (około 300 kg) i pragną odmienić swoje życie. Ratunek widzą w operacji zmniejszenia, lub bypassu żołądka. Kamera im towarzyszy w przygotowaniach do operacji i później przez mniej więcej rok rejestruje, co się z nimi dzieje. Jednym się udaje trwale zmienić swoje życie i schudnąć, inni wracają do poprzedniego stanu. Operacja jest droga, grubasy są biedni, choćby dlatego, ze nie są w stanie pracować, mieszkają w małych, ubogich domkach. Rozumiem, że telewizji pokrywa koszt zabiegu i kuracji. A publika ma radość, że może oglądać naprawdę monstrualne grubasy. A przecież to ludzie a nie klauni w cyrku. Kilka dni temu widziałem w telewizji migawkę z pogrzebu najgrubszego człowieka świata. Meksykanin, mniejsza jak się nazywał, ważył 560, czy 580 kilogramów. Też marzył o operacji zmniejszenia żołądka. Marzył o zmianie życia, marzył i jadł, jadł i tył. Zrobiono o nim zresztą kilka filmów. Stał się sławny. Pokazali go za życia: leżał nagi na łóżku, tylko nagość miał przyrzuconą ręcznikiem, po prostu wór tłuszczu. Uda jak stuletnie dęby, małe rączki i dziwnie mała na tym cielsku głowa.

   Ludzki organizm ma zdumiewające rezerwy. Takie trzystu kilowe grubasy są zdrowi w zasadzie. Oczywiście siadają im stawy, mają kłopoty z oddychaniem, ale serce, nerki, wątroba, inne organy pracują na najwyższych obrotach obsługując ciało cztero-, pięciokrotnie cięższe niż normalnie. I organizm daje radę.  Monstrualne grubasy nie mają nawet cukrzycy! Lecz tak przeciążony organizm szybko się zużywa, osoby tak grube żyją zdecydowanie krócej. Ten najgrubszy na świecie Meksykanin zmarł mając jakieś trzydzieści kilka lat. Pokazano fragmenty pogrzebu, choć słowo pogrzeb zupełnie tu nie pasuje. Wieźli go nocą, kolumna policyjnych samochodów z zapalonymi światłami a pośrodku ciężarówka, odkryta platforma, a na niej duży sześcian oklejony niebieską filią. Po śmierci tego Meksykanina razem z jego łóżkiem zapakowano dźwigiem na platformę ciężarówki, postawiono jakieś rusztowanie, które oklejono folią i wieziono nocą do jedynego krematorium w całym Meksyku, gdzie można było spalić takie cielsko, razem z łóżkiem. Lepiej się nie domyślać, co się z nim działo przed śmiercią i po śmierci i jak tam w tym pokoju z jego barłogiem musiało śmierdzieć. Co z nim zrobili? Wrzucili to sześćset kilowe cielsko z łóżkiem do pieca martenowskiego, czy jak? Ten konwój wyglądał, jakby pod silną strażą wieziono niebezpieczne radioaktywne odpady, broń chemiczną, czy bakteriologiczną. Rzeczywiście, to była prawdziwa pięćset kilogramowa bomba biologiczna. Gdyby się rozlała, zapaskudziłaby pół dzielnicy.

   I pomyśleć, ze ludzie sami siebie do czegoś takiego doprowadzają. Śmierć w brudzie, smrodzie i poniżeniu, a zamiast pogrzebu pośmiewisko. Żeby dobić do takiej wagi, obywatelka/obywatel musi na to pracować gębą całe swoje życie. Już jako dzieci są otyli, setkę na wadze osiągają w wieku lat nastu, a potem już z górki: dwieście kilo, trzysta, itd. Dlaczego tyle jedzą? Bo jedzenie to przyjemność. Nie konieczność, by utrzymać się przy życiu, lecz przyjemność. Wszyscy to znamy. Weźmy czekoladę. Jedzenie czekolady to przyjemność. Normalny człowiek zje cząstkę i jest usatysfakcjonowany; grubas pochłonie cala tabliczkę, albo dwie, aby mieć taką samą przyjemność. Dlatego tyje.

   Jak się spytać takiego grubasa, to okaże się, ze on w zasadzie to nic nie je; ot, czasem coś tam przekąsi, ale naprawdę nie wie skąd mu się bierze taka waga. Z powietrza, czy z wody? Cuda, czy jak? Oznacza to, że mogliby jeść jeszcze więcej niż jedzą, a i tak by się nie nasycili.  Występuje tutaj jedno zjawisko charakterystyczne tylko dla mężczyzn. Monstrualną wagę osiągają zarówno mężczyźni jak kobiety. Oni nie są w stanie samodzielnie funkcjonować. Ktoś musi im pomagać, chodzić na zakupy, gotować, sprzątać, podawać jedzenie, wreszcie podetrzeć, jak trzeba. Najczęściej z rodziny: współmałżonek, rodzice, dzieci. Jednakże kobiety, bardzo otyłe kobiety przyciągają mężczyzn o specyficznych upodobaniach. Taka para wygląda śmiesznie: ona wielka jak szafa trzydrzwiowa, on mały, suchy, wygląda przy niej jak przecinek. Ci mężczyźni nie dość, że wybierają otyłą kobietę, to jeszcze im mało i usilnie tuczą swą tzw. „partnerkę” by była jeszcze grubsza! A te głupie baby z ochota się na to godzą. Zupełnie jak chłop tuczący wieprza, który z kwikiem radości wyżera pomyje z koryta. Po co to robią? Nie wiem, lecz wiem, że pośród mężczyzn jest wielu zboków, tj. przepraszam, ludzi szukający nowych, niezwykłych doznań seksualnych. Obecnie nie ma żadnych zboczeń, są… poszukiwacze, eksperymentatorzy, ci, którzy pragną więcej, inaczej, odmiennie. I to żadne zboczenie, ale oni tacy są. Trzeba ich kochać, szanować, akceptować, jak każdego innego. Tak, wiem.

   Niektórych mężczyzn kręcą tłuste kobiety. Im tłustsze ma cielsko, tym lepiej; im bardziej obrzydliwie, tym ciekawiej. Te za przeproszeniem zboki w dodatku sprzedają w Internecie nagie zdjęcia „partnerek” i filmy z jej udziałem. Trzeba mieć w końcu pieniądze na opłacenie gigantycznych rachunków za żarcie. Jeśli to nie jest perwersja, to nie wiem, czym jest. Tu ujawnia się po raz kolejny wyższość kobiet. Nie zdarza się, żeby jakąkolwiek kobietę podniecały zdjęcia nagiego, trzystu kilogramowego faceta. I żeby kobieta zapłaciła choćby złamany grosz za takie fotki. Jedyni klienci na takie zdjęcia i filmy to… geje, czyli też mężczyźni.

   Muszę wyznać ze skruchą, że we wszystkim, co piszę, przebija pogarda dla tłuściochów. Pogarda powszechna pośród tych, których BMI jest mniejsze do trzydziestu. Czterdziestu? Nie ważne. Ważne jest ta powszechna pogarda dla grubasów. W końcu sami są sobie winni. Sami się doprowadzili do tego stanu. Sami nie jedzą, ale żrą, żrą i żrą i to od lat. Żrą i tyją. Mają to, co chcą. Nie ma się, co nad nimi litować. Ale można się z nich pośmiać. Nie wolno kpić z inwalidy bez ręki, czy nogi, nie wolno stygmatyzować innych, jako zboczeńców, ale nie szydzić z trzystu kilogramowego grubasa, lub grubaski, to grzech. Właśnie, grzech. W kościele katolickim wymieniono siedem grzechów głównych. Są to w kolejności: 1. pycha, 2. chciwość, 3. nieczystość, 4. zazdrość, 5. nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, 6. gniew, 7. lenistwo.  Grubasy grzeszą przeciwko piątemu grzechowi głównemu. Istotnie są nieumiarkowani w jedzeniu. Jedzenie to przyjemność, zaś grubasy tej przyjemności zażywają w nadmiarze. Pijacy z kolei grzeszą nieumiarkowaniem w piciu. Ale łatwo stwierdzić, że tylko grubasów spotyka tak powszechne potępienie. Weźmy chciwość, numer dwa na liście. Dziś chciwość to nie grzech. Przeciwnie. Chciwość jest dobra. Greed is good. Kręcą o tym filmy, piszą książki, chwalą się nią w kolorowych magazynach. Chciwość to zaleta. Wolno i trzeba się nią chwalić. Chciwy ma, chciwość równa się bogactwu. Bardziej chciwy ma więcej. Więcej dobrego. Więcej bogactwa. Im więcej masz, tym bardziej cię cenią. Bogacze popełniają grzech numer dwa – chciwość i numer jeden – pycha, a nikt ich nie potępia. Bogacze, miliarderzy, multimilionerzy to bohaterowie, idole naszych czasów.

   Albo grzech numer trzy: nieczystość. Jaki to dzisiaj grzech, nieczystość, kiedy ludzie myją się przynajmniej raz dziennie? Kiedyś ludzie się nie myli, ale dziś, gdy każdy ma prysznic, wannę w domu? Ale tutaj chodzi o nieczystość rozumianą, jako pożądliwość, zdrada, czyli nieumiarkowanie seksualne, w tym również stosunki homoseksualne. Również w tym znaczeniu grzech nieczystości nie istnieje. Ludzie współcześnie różnią się tylko ilością partnerów/partnerek seksualnych. Jedni mają mniej, inni więcej. I znowu tu również więcej znaczy lepiej. Kiedyś takich ludzi nazywano rozpustnikami. Dziś byli rozpustnicy chwalą się w mediach ilością partnerów/partnerek a inni ich podziwiają i im zazdroszczą. Tacy geje, czy lesbijki, czy zoofile jawnie popełniający grzech nieczystości, maja to gdzieś. I głośna się tym chwalą. I co? I nic.

   Obżartuchy czerpią tyle samo przyjemności z jedzenia, co maniacy seksualni z seksu, pijacy z alkoholu, narkomani z prochów, czy chciwcy ze złota. Jest to tylko nałóg, jeden z wielu. Zatem w tym, że nie lubimy grubasów wcale nie chodzi o grzech, lecz o coś innego. O estetykę. O to żeby być ładnym. Akceptowanym, lubianym. Dziś grzech nie istnieje, estetyka jest najważniejsza. Ludzie cenią, szukają, szanują to, co ładne, pogardzają tym, co brzydkie, wstrętne, odpychające. Wyniszczeni narkomani są wstrętni budzą więc odrazę. Odkąd wynaleziono antybiotyki i rozpustnikom nie grozi już, że im odpadnie podczas sikania… np. nos, lub coś innego, nawet posunięci w latach seksoholicy są ładni i zadbani i są lubiani. Bogaczy, toczonych przez chciwość, otacza adoracja, uwielbienie i podziw. A grubasów odrzucamy. Pomijając owych nielicznych, perwersyjnych amatorów tłustego cielska, wszyscy wiemy, ze tłuste jest brzydkie. Co jest ładnego w babie, co ma brzuch jak beka, a biodra rozmiarów filaru mostu kolejowego? Albo w mężczyźnie, co ma cycki większe niż baba? W trzęsącej się jak galareta bece sadła na krótkich nóżkach i z mała główką? Co jest pociągającego w tych, co z trudem ustają na nogach? Którzy po przejściu kilku kroków muszą odpocząć? Co jest interesującego w ludziach, którzy nie chorując na żadną ciężka przypadłość doprowadzają się do stanu, iż nie mogą się sami podetrzeć?

   Wszystkim dziś wolno robić, co im się podoba. Prawie wszystko. Nie ma już żadnych grzechów, czy przykazań. Istnieje wręcz nakaz pogoni za przyjemnościami; dogadzania sobie na wszelki sposoby, szukania przyjemności wszędzie, jak najwięcej przyjemności. Lecz tylko grubasów spotyka za to potępienie. Grubasy mają pecha. Albo inaczej. Zawsze musi być jakaś czarna owca. Tak czy inaczej, grubasy to jedyni ludzie, z których można się publicznie pośmiać. Dzisiaj, w dobie poprawności politycznej wolno się śmiać i szydzić tylko z grubasów. Z grubasów, no i z Polaków.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą autora.

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.4 (głosów:7)

Komentarze

Jak zwykle wprowadził mnie Pan w dobry nastrój swoim dowcipem, zwłaszcza tym nosem, który czasem odpada podczas sikania jak i nieczystością, gdy wanna jest w każdym mieszkaniu. Ale temat jest bardziej poważny niż myślimy. Trochę się Pan prześlizgnął po przyczynach otyłości, ograniczając je do zwykłego szukania przyjemności.Wydaje mi się, że przyczyny są bardziej skomplikowane i do końca nie poznane , podobnie jak cały organizm ludzki, zwłaszcza jego psyche. Jak się dołoży do tego jeszcze ducha ....to tylko lekarzom może się zdawać ,że coś potrafią. W tych trzech płaszczyznach należy szukać i .....najpierw zapobiegać otyłości a potem ją leczyć. Serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1542452

Te trzystu kilowe kobiety z amerykańskiego filmu także były krzywdzone w dzieciństwie, były molestowane, albo gwałcone, albo molestowane i gwałcone. Dlatego jedzą, przez te wspomnienia. Tak samo inni. Narkomani ćpają, pijacy chleją, żarłoki żrą, nawet seryjni mordercy zabijają, przez straszne dzieciństwo. Zawsze winni są inni. Nie oni. Inni. Oni są ofiarami. 

Tylko dlaczego wielu innych, którzy również przeszło przez piekło w dzieciństwie, czy młodości, jakoś nie morduję przechodniów na ulicy, nie ćpa, ani nie zażera się na śmierć? Czy koszmarne dzieciństwo jest przyczyną, czy wymówką?

Jeśli takie było, bo tego tak naprawdę nie wiemy. Znamy zawsze tylko ich wersję. 

Cieszę się, że mój tekst panią rozbawił. W końcu o to właśnie chodzi.

 

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2

Bielinski

#1542490

Zbędnych kilogramów łatwo można się pozbyć, wystarczy regularne spożywanie dobrze zbilansowanych posiłków i trochę ruchu, mogą być spacery, basen. Gorzej gdy ktoś ma nieproporcjonalną budowę ciała, tutaj święty Boże nie pomoże. Cóż ma zrobić kobieta, której natura dała krótkie nóżki jak u kaczuszki? Owidiusz radził, aby taka niewiasta na przyjęciach czy bankietach raczej siedziała niż stała, bo lepiej iżby siedziała niż stojąc wyglądała jakby siedziała.

Inne częste bolączki pań to nieproporcjonalnie duża i niekształtna głowa, brak tali - kobieta o budowie kołka.

Co dalej włosy piękne , lśniące i zadbane to marzenie, wiele kobiet ma niestety siano na głowie, w głowie często też, rzadkie, zniszczone farbowaniem włosy odstraszają na kilometry,  na wymienienie wszystkich mankamentów urody nie starczyłoby tutaj miejsca, wystarczy.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2

Wolność, godność, honor - tego nic nie zastąpi.

 

#1542511

Ale każda pani, również a może przede wszystkim ta z nogami kaczki, czy kształtem kołka, może rozwijać swe piękno wewnętrzne. Swój rozum, intelekt, uczucia, pogłębiać swą osobowość.

Niektórych facetów piękno wewnętrzne kręci. Są przecież i ślepi mężczyźni.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1542528

..."Niektorych facetow piekno wewnetrzne kreci",  koncowka, jednak  znowu nie za bardzo - ta z ta slepota :-))

Zycie jest takie niesprawiedliwe. Robimy co mozemy i co roku nowe kilo na biodrach. Kolezanka z naprzeciwka je wiecej niz moj maz i synowie razem i szczupla jak szprycha. Tak wiec nie tylko dobry apetyt ale genetyka, wszelkiego rodzaju niedoczynnosci hormonalne i niedobory np. witaminy D3 maja duzy wplyw na to jak sie czujemy i jaki jest nasz obraz zewnetrzny.

Ps.

Ponadto pragne dodac, ze BMI - Index - tez zostal przez przemysl farmaceutyczny zmanipulowany, to wie kazdy normalny lekarz - mozna go przesunac o 4-5 wsartosci do gory

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Gosia

#1542572

od powietrza

 

nic nie je i nie pije

powietrzem żyje

od powietrza tyje!

 

PS Od takiego powietrza uchowaj nas Panie!

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1542555