Szczęśliwy człowiek

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Kilka dni temu przypadkiem trafiłem w telewizji na stary, polski serial: „Kariera Nikodema Dyzmy” z 1980 roku. Jak ten czas mija! Widziałem go wielokrotnie, teraz znów puszczają go na którymś z kanałów telewizyjnych. Serial oparty na powieści Tadeusza Dołęgi – Mostowicza pod takim samym tytułem. Chyba każdy z nas zna ten serial, każdy w wieku powiedzmy… średnim i średnim plus. Dla ludzi młodych, czy nieskalnych myśleniem, taki serial to prehistoria nudna i męcząca, w najlepszym przypadku nieciekawa. Cóż wymagać od tych wiecznie niedojrzałych osobników płci obojga kibicujących wyczynom człowieka-pająka, człowieka-żelaza (nie lepiej żelazka?) człowieka-mrówki, kobiety-kota, itp, podziwiających swoich bohaterów walczących na światło z latarek, albo ekscytujących się odwieczną walką dobra ze złem (!) w galaktyce M-331, gdzieś tam we wszechświecie? Tego nic nie zmieni.

   Tu zaś mamy realizm, żaden magiczny realizm, ani wszechświatowy, kosmiczny realizm, ale realizm do bólu. Powieść Tadeusza Dołęgi-Mostowicza to z pozoru bezlitosna satyra na rządy sanacyjne, czyli półautorytarny reżim rządzący Polską w latach trzydziestych XX wieku. Migawka, zdjęcie tuż przed zagładą, przed najazdem niemiecko-sowieckim z 1939 roku. Świat utracony, świat zniszczony, wymordowany, wypalony do szczętu, a przecież trwający – świat zatrzymany, bo uchwycony w krzywym zwierciadle satyry. Nikodem Dyzma, tytułowy bohater to współcześnie postać symboliczna, choć to dziwnie brzmi, gdyż ten człowiek nie miałby pojęcia, co to znaczy. Nikodem Dyzma nic nie umie, nic nie potrafi, nie ma żadnego zawodu, żadnego wykształcenia; jest to prostak, cham, a przecież robi zdumiewającą karierę. Z nizin ciupasem wzlatuje w wyżyny społeczne. Pozostając chamem, dostaje się do elity rządzącej krajem. Przez ten swój awans społeczny przedefiniowuje pojęcie elity. My to znamy aż za dobrze, te nasze elyty, inaczej pisane - dzieci i wnuki sowieckich czynowników, zdrajców i renegatów przywiezionych na sowieckich czołgach, rządzący po dziś dzień, a przynajmniej mające nadal wielki wpływ w tak wielu dziedzinach: biznesie, mediach, służbach armii. Jak pisał poeta przed prawie dwustu laty:

Nie dziw, że nas tu przeklinają,
Wszak to już mija wiek,
Jak z Moskwy w Polskę nasyłają
Samych łajdaków stek.

Adam Mickiewicz, Dziady, część III, scena VIII

   Mickiewicz się pomylił. Minęły jeszcze wieki dwa. Nie wiek, lecz prawie trzy stulecia rządzą nami kanalie, zdrajcy, szubrawcy wysługujący się obcym. Kiedyś była Moskwa, dziś Bruksela i Berlin. Właściwie tylko Berlin, bowiem za Brukselą stoi Berlin – kolejność odwrotna geograficznie, lecz prawdziwa politycznie i znaczeniowo. O tym może kiedy indziej szerzej. Wracając do Nikodema Dyzmy. W latach trzydziestych, w dobie świeżo odzyskanej niepodległości i dumy z wolności i wygranych wojen, takie spojrzenie na elitę rządzącą to był szok. Wszakże powieść wydana pierwszy raz w 1932 roku sprzedawała się doskonale. Stała się bestselerem. Widocznie ludzie oczekiwali takiej historii; bliska im była taka wizja świata i rządzących elit. Obraz bezlitosny, bolesny, całkowicie cyniczny. Bezwstydny.

   Tadeusz Dołęga – Mostowicz, reprezentant wymordowanego, wyniszczonego pokolenia, do którego należał również Józef Piłsudski. Tych, co się urodzili na przełomie wieku XIX i XX. Ci, dzięki którym Polska odzyskała niepodległość, którzy odbudowali, nie, stworzyli te państwo.  Zbudowali je tak mocne i trwałe, że przetrwało najazd Niemiec Hitlera i sowieckiej Rosji Stalina. Nawet te dwa potwory, Hitler i Stalin, dysponujące całą potęgą dwóch nieporównanie potężniejszych państw od Polski: Niemiec i sowieckiej Rosji mogli owszem podbić Polskę, lecz nie byli w stanie jej zniszczyć, choć bardzo tego chcieli i robili, co mogli żeby tego dokonać. Co prawda, mieliśmy trochę szczęścia w tej powodzi, w tym tsunami nieszczęść. To właśnie oni, owo pokolenie budowniczych niepodległej Polski we wrześniu 1939 roku, w dobie najazdu niemiecko-sowieckiego, stanęli do z pozoru beznadziejnej walki i byli bezlitośnie mordowani przez Niemców i Sowietów. To oni byli zabijani strzałem w tył głowy w Katyniu; to na nich polowali, łapali i mordowali Niemcy w InteligenzAktion, która zapoczątkowana na samym początku niemieckiej okupacji faktycznie trwała nieprzerwanie do samego jej końca. To oni przede wszystkim ginęli z głodu, katorżniczej pracy, lub od cisów kija w niemieckich obozach KL Mauthausen - Gusen, KL Auschwitz, na sowieckiej Kołymie i setkach, tysiącach innych niemieckich i sowieckich więzieniach i obozach. Nieliczni, ocaleli po wojnie pozostali na Zachodzie; ci w kraju byli ponownie aresztowani, mordowani i wrzucani do dołów śmierci na Łączce i w innych tajnych miejscach, lub byli niszczeni wielożennym ciężkim więzieniem. Wybite, wymordowane, zamęczone pokolenie. Najpierw tryumf potem mord. Lecz zdołali przekazać ów dar, przeklęty dar wolności kolejnym pokoleniom. Również, a może przede wszystkim dzięki nim odzyskaliśmy, lub też odzyskujemy ponownie wolność? Wiec może nie ponieśli tak całkowitej klęski?

   Tadeusz Dołęga – Mostowicz urodzony w 1898. Konspirator w POW (Polska Organizacja Wojskowa) potem ochotnik, żołnierz w wojnie polsko - bolszewickiej 1919-1921. Dziennikarz, pisarz. Wróg sanacji. Porwany, ciężko pobity, wrzucony do dołu, ocalił go przechodzący chłop. Przez kogo pobity? Nie wiadomo, czyli przez sanacyjnych oficerów, bądź policjantów; przez tych, którym bezkarnie wolno było bić. W tych czasach walka polityczna była bardzo ostra. Dzisiaj narzekamy na poziom debaty politycznej, lecz dziś to istny Wersal w porównaniu z latami trzydziestymi, czy nawet dwudziestymi XX. Podobno na skutek tych przeżyć napisał swą najsłynniejszą powieść. „Kariera Nikodema Dyzmy” była forma zemsty na sanacyjnym reżimie; tym słodszą, że sprzedawała się świetnie i przyniosła autorowi sławę i wielkie pieniądze. Zemsta, pieniądze, sława w jednym. Czegóż autor może żądać więcej od swojej powieści?

   Tadeusz Dołęga – Mostowicz świetnie zarabiał na swoich powieściach. Napisał ich szesnaście a wiele było bestselerami, jak Znachor, czy Profesor Wilczur, po dziś dzień popularne wyciskacze łez. Podobno z samych praw autorskich jego dochody miesięczne wynosiły 15 000 złotych! Przed wojną była to prawdziwa fortuna. Dziś, aby sobie wyobrazić, ile to było warte, trzeba by tę sumę pomnożyć przynajmniej przez sto. Tadeusz Dołęga – Mostowicz, artysta, pisarz spełniony, bogaty i sławny, bożyszcze kobiet – jak to się kiedyś ładnie mówiło, co też się liczy – zamiast machnąć na wszystko ręką i wyjechać zawczasu we wrześniu 1939 roku zgłasza się do wojska i to, jako zwykły kapral! Dokładnie kapral podchorąży. Razem ze swoją jednostką trafia na pogranicze polsko – rumuńskie i tu ginie około 20 września w Kutach z rąk żołnierzy sowieckich. Nie znamy dokładnie okoliczności jego śmierci; w dobie powszechnego nieszczęścia nikt szczególnie się nie przejmował jakimś pisarzyną, atoli uporczywa pogłoska głosi, że Tadeusz Dołęga – Mostowicz wrócił z bezpiecznego, rumuńskiego brzegu Dniestru na polski do Kut z kilku żołnierzami, by nieść pomóc innym. Tadeusz Dołęga – Mostowicz zginął na samym początku wojny numer dwa, jak to się mówi… w pełni sił twórczych. Prawdę powiedziawszy nie miał żadnej szansy przeżyć wojnę. Ocaleć mógł tylko uciekając z Polski. Powrót do kraju, ta przeprawa przez graniczny wówczas Dniestr oznaczała dla niego śmierć. Wcześniej lub później i tak zamordowaliby go Niemcy, albo Sowieci. Tadeusz Dołęga – Mostowicz to naprawdę typowo polski los. Może za wyjątkiem jego szczęśliwej ręki do pieniędzy, kobiet i pisania bestselerów. Szczęśliwy człowiek. Szczęśliwy człowiek po polsku.

 

Wracając do serialu. Ten komunistyczny produkt, pochodzący z 1980 roku – brzemiennego roku, roku powstania Solidarności, myślę, że to to nie przypadek, ta zbieżność dat – to śmiem powiedzieć jeden z najlepszych seriali, jaki powstały kiedykolwiek, włącznie z ameryką i ichnim Hollywood. Ten serial nie ma słabych punktów. Scenariusz, dialogi, aktorstwo, scenografia, muzyka, reżyseria na najwyższym poziomie. Zdumiewające: rok 1980, kraj na dnie kryzysu, strajki, protesty, reżim komunistyczny się chwieje, w sklepach nie ma nawet octu, a telewizji - tubie propagandowej PRL-u - powstaje taki diament. Inne serialowe cudo telewizji PRL-u z tamtych czasów to „Lalka”, adaptacja powieści Bolesława Prusa. Lecz o „Lalce” innym razem. Gra aktorska na najwyższym poziomie. Grażyna Barszczewska, serialowa Nina, jest młoda, piękna, naiwna i urocza w typie słodkiej idiotki. Roman Wilhelmi nie gra Nikodema Dyzmy. On jest Nikodemem Dyzmą. Wilhelmi alias Dyzma jest bezczelny, chamski, prostacki, nachalny, odrażający i… nie można wzroku od niego oderwać. Była to chyba najlepsza rola Romana Wilhelmiego, skądinąd wybitnego aktora. Oboje: śliczna a głupiutka Nina – Barszczewska oraz chamski a sprytny Dyzma – Wilhelmi to jeden z najlepszych duetów aktorskich wszech czasów. Świetnie dopełniający się komiczny duet, bo przecież to jest… serial komediowy. Przynajmniej tak go można potraktować.

   Nikodem Dyzma to literacki szczęśliwy człowiek. Człowiek sukcesu, idący od zwycięstwa do zwycięstwa; ten, któremu wszystko się udaje. Że głupi, tępy? Podobno tylko idiota bywa naprawdę szczęśliwy. 

 

Dla komunistów postać Tadeusza Dołęgi – Mostowicza była wyklęta, a cała jego twórczość zakazana; jego powieści wycofano z bibliotek i zniszczono. Z dwoma wyjątkami: Karierą Nikodema Dyzmy i Znachorem. Karierą Nikodema Dyzmy była przez władze komunistyczne traktowana, jako satyra na wstrętną, przedwojenną, burżuazyjną Polskę. Już w 1954 roku dokonano pierwszej filmowej adaptacji z Adolfem Dymszą w roli głównej. W 1980 roku, w dobie najgłębszego kryzysu, gdy brakowało dosłownie wszystkiego, władze nie szczędziły kosztów ani środków na telewizyjny serial, ukazujący jak zdegenerowane i kabaretowy były sanacyjne rządy. W rzeczywistości serial, i książkę, można i trzeba traktować, jako satyrę na każde autokratyczne rządy, również a może i przede wszystkim komunistyczne. Pomijając majątki ziemskie, rauty dyplomatyczne, tytuły hrabiowskie to czyż nie jest to uniwersalna opowieść o prostaku i chamie, który robi karierę za wszelką cenę? W wonnej Polsce, Dyzma robi karierę dzięki tupetowi, barku skrupułów i szczęściu. W zniewolonej Polsce zmieniło się to, że niezbędnym warunkiem do zrobienia kariery była protekcja obcej władzy. Mieliśmy mnóstwo Dyzmów po wojnie. Komunistycznych aparatczyków, którzy jedyne, co mieli to cztery klasy, okrucieństwo, bezwzględność, stalowe łokcie i kamienne zady nie do zdarcia,  no i to, co niezbędne… poparcie Kremla. Jak wszyscy czerwoni władcy: od Bieruta, przez Gomułkę, Gierka, po Jaruzelskiego. Mnóstwo innych niższego szczebla, w komitecie centralnym, w komitetach wojewódzkich, ministerstwach, urzędach centralnych, W milicji, bezpiece, w ludowym wojsku polskim, w myśl zasady: nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Czasy PRL-u – wszędzie pełno wszechobecnych Nikodemów Dyzmów, którzy od literackiego pierwowzoru różnili się tylko nazwiskiem i nieporównanie większą bezwzględnością i tupetem. Jakże słusznie tych ludzi określono określeniem: lumpenelita, czyli elita mętów, choć pozornie to sprzeczność.

   Odzyskanie niepodległości w 1990, ten zgniły kompromis miedzy częścią opozycji i skorumpowana, przegniłą komunistyczną oligarchią nie zmienił sytuacji. Nazwanie Lecha Wałęsy – kiedyś symbolu Solidarności i pierwszego prezydenta „wolnej” Polski – Nikodemem Dyzmą to truizm. Do dziś w tych naszych elytach widać mnóstwo Nikodemów Dyzmów z dnia na dzień przemienionych z chama w pana. Albo dzieci i wnuków, W ten sposób powieść Tadeusza Dołęgi – Mostowicza pokazała swoją ponadczasową wartość. Dołęga – Mostowicz nie pisał arcydzieł literackich; jego celem było napisanie książki, która dobrze się sprzeda, czyli bestselera. Jego Nikodem Dyzma to wizja prorocza w opisie komunistyczne rzeczywistości PRL-u, innych demoludów i samego Związku Sowieckiego. Komunistyczne reżimy opierały się na awansowanych mętach, wyrwanych z żydowskich gett, z czworaków, z zaułków nędzy, na prostakach, którzy nie cofną się przed niczym, aby zdobyć no i utrzymać zdobytą władze. Przy nich literacki pierwowzór: Nikodem Dyzma to wzór ogłady, delikatności, kultury i człowieczeństwa. W tym Dołęga – Mostowicz nie trafił. Nie docenił głębi plugastwa i zezwierzęcenia tkwiącego w człowieku. Komuniści przerobili ten temat do samego dna. Dostojewski prawie wiek wcześniej to wiedział i przewidział, chociażby w powieści Biesy.

   Również oni byli szczęśliwymi ludźmi, oni - władcy PRL-u. Miliony gnębiono, lecz tysiące miały wszystko. Było im jak w raju, tym fornalom mianowanych na władców. Dlatego tak często ci ludzie z rozrzewnieniem wspominają PRL. Dla nich to utracony raj. Że szczęście jednego powstawało kosztem zniewolenia i nieszczęścia tysięcy? I co z tego?! Ważne, że im było dobrze, że to oni rządzili.

 

W naszych rzekomo mediach, we współczesnym przekazie normą jest pogarda dla polskości, polskiej kultury, do tego, co Polacy stworzyli, w tym również dla naszych filmów, czy seriali. Dobre i wartościowe jest tylko, co przychodzi z zewnątrz. Czasami czytam zachwyty nad amerykańskim serialem „House of Cards”. Akcja toczy się w amerykańskim światku politycznym, czyli na współczesnym Olimpie, w którym główny bohater - kongresmen rozpycha się łokciami i kolanami. Piszą, że ten serial jest taki głęboki, taki wspaniały, taki przenikliwy. Oto świat, w którym politycy są jak gracze w szachy, przewidujący kilka ruchów naprzód, a wgrywa ten najinteligentniejszy i najbardziej bezwzględny.  Mnie ten serial nudzi, nie byłem w stanie obejrzeć nawet jednego odcinka. Opisuje świat nieprawdziwy, wyimaginowany; polityków, jacy mogą być, czy powinni być, a nie jacy są. Polityka to nie gra w szachy. I wiem, że Nikodem Dyzma ma się swietnie wszędzie, i w Kongresie w Waszyngtonie, i w Pekinie i… w Botswanie, choć z innym nazwiskiem i kolorem skóry.

   W 1970 roku Jerzy Kosiński, Żyd, uciekinier z komunistycznej Polski opublikował w usa plagiat powieści Dołęgi-Mostowicza pt. „Being There”, po naszemu: Wystarczy być. Kosiński ukradł pomysł Polaka; popełnił ordynarny plagiat, zresztą nie pierwszy plagiat w karierze. Niektórzy sądzą, że cała „twórczość literacka” Jerzego Kosińskiego to jedna wielka kradzież, czyli plagiat. Bezczelne okradanie innych to w sumie nic dziwnego u „artystów”, czy „twórców” tego pochodzenia. W Hollywood dostrzeżono książkę Kosińskiego i w roku 1982 na ekrany kin wszedł film pod tym samym tytułem: „Wystarczy być”. Amerykańska wersja Nikodema Dyzmy to plagiat z Dołęgi-Mostowicza, z zapadającą w pamięć rolą Petera Sellersa, który fenomenalnie zagrał idiotę robiącego karierę w świecie amerykańskiej finansjery i polityki. Bodaj ostatnia, wspaniała kreacja tego znakomitego aktora komediowego. Jerzy Kosiński był złodziejem, ale nie głupcem; zainwestował czas i pracę w tę powieść, gdyż sądził, że taka książka się sprzeda. I się nie pomylił.

   Amerykańska wersja Nikodema Dyzmy jest uładzona; ładnie opakowany produkt lepiej się sprzedaje. Amerykanie nie są naiwni; wiedzą, że polityka jest brudną grą interesów, że politycy kłamią, kręcą, oszukują i kradną, lecz dalej wierzą, że system działa. Że system jest prawidłowy, mimo mankamentów, tylko ludzie nie za bardzo. U nas nie ma tej… wiary w mityczny system. Mamy wersję pierwotną i to wersję hard. Polacy to chyba najbardziej cyniczny i nieufny naród, bowiem tak często nasz oszukiwano i okłamywano. Obiecywano cuda, a okazywało się, że mamy kolejnego… Dyzmę.

 

Nikodem Dyzma to uniwersalna postać. Wszędzie na szczytach znajdziemy rozlicznych Nikodemów Dyzmów. Nastawionych na sukces za wszelką cenę, o czołach niezmąconych głębszą myślą. Dla których wystarczy być, słuchać właściwych ludzi, nie wzdragać się przed żadną podłością, nie mieć sumienia, ani honoru, aby zajść na same szczyty. Co z tego, że są głupi? Prostaccy, tępi i ograniczeni, choćby skończyli Harvard, czy Oxford. Tacy muszą być. Inaczej nie zaszliby tak wysoko. Nie można mieć wszystkiego. Chciałby się, aby ci na szczycie, co nami rządzą, byli wybrani najlepsi, mądrzy, przewidujący, uczciwi, itp. Lecz jest, jak jest. Pełno tam Nikodemów. Dotyczy to tak tyranii, narzuconych opresyjnych reżimów, jak i rządów de nomino demokratycznych, gdzie lud sam sobie wybiera władców. Choć z innych powodów, mechanizmy doboru – selekcji negatywnej są takie same.

   Taki wniosek płynie z oglądania serialu, czy czytania książki Kariera Nikodema Dyzmy. Prawdą jest albowiem, że to nie mądrość nami rządzi. A jeśli już mądrość rządzi, to… marna mądrość rządzi światem. Albo inaczej, ujmę to bardziej pozytywnie. Dzisiaj tak ważne jest pozytywne nastawienie, a szklanka jest zawsze do połowy pełna.

Są szczęśliwi ludzie na tym świecie. Ludzie, którym wszystko się udaje. Których nie męczą rozterki. Jak powieściowy i jakże szczęśliwy bohater – Nikodem Dyzma.  

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.3 (głosów:15)

Komentarze

cyt:

Są szczęśliwi ludzie na tym świecie. Ludzie, którym wszystko się udaje.

 

odp:

Gdyby życie tutaj nie miało sensu, rodzilibyśmy się od razu po drugiej stronie.

Prawo Murphy'ego

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1565296

Pewnie tak, życie ma sens. A na pewno nie ma sensu nie-życie. Nie-życie nie ma ani sensu,ani niczego innego. Wniosek: życie musi mieć sens. 

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1565322

- to powieść Dołęgi-Mostowicza jest paszkwilem (i rewanżem) Mostowicza - o/na Piłsudskim.

Zgoda - powieść atrakcyjna, polski serial z Wilhelmim - rewelacyjny. Jeśli uznać symbolikę obu "obrazów" - jest wymowna i ponadczasowa. Jeśli mamy mówić o autentyzmie - to istnieje rozległe pole do dyskusji.

Dodam, że mój ś.p. Tatko nigdy nie był piłsudczykiem, nie mniej - w sposób raczej obiektywny oceniał zalety i wady Marszałka. Jeden z Wujów - piłsudczyk (legionista) - nie był również ślepym fanem Piłsudskiego: dostrzegał zarówno jego pozytywy, jak też - bardzo rozpowszechniony, częstokroć fałszywy - "czarny pijar". Że wspomnę choćby powtarzaną, z uporem godnym lepszej sprawy, legendę o kile.

A tak nawiasem - czy, bez Piłsudskiego - powstałaby  Polska, jako kraj wolny i niezależny, po blisko 150 latach nieistnienia Państwa?

Pozdrawiam,

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-1

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1565301

To nie Piłsudski kazał porwać i pobić Dołęgę-Mostowicza. Na szczycie jest władca a poniżej tłum totumfackich, hierarchia: najważniejsi, ważni, mniej ważni no mnóstwo gorliwych popleczników. Tak jest zawsze. Książka jest satyrą na sanację, prawda, ale przecież w niczym nie ujmuje zasług Piłsudskiego w powstaniu i obronie kraju. Żeromski w Przedwiośniu pisał o szklanych domach. Szyderczo? Chyba nie. Rzeczywistość różni się od ideału. Rzeczywista, realna Polska, kraj biedny, zniszczony wojnami, z wielkimi problemami, drastycznie różnił się od wymarzonej, wyśnionej Polski. To rozczarowanie rzeczywistością, czuć również w Karierze Nikodema Dyzmy. 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1565324

Twojego ostatniego zdania, to rozumiem, że zadałaś  je retoryczne... 

W tym kontekście ciekawym aspektem przyszłej " wolnej Polski" było więzienie Piłsudskiego w Twierdzy magdeburskiej z całymi jej wygodami... i poważaniem Hitlera...

ciekawym również był wpływ masonerii na tą naszą  ówczesną " wolnosc"... 

W końcu ciekawym by było,  gdyby Rada Regencyjna nie przekazała mu władzy...

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-4

chris

#1565361

Gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie... twierdza magdeburska  "z całymi jej wygodami ... i poważaniem Hitlera".

W 1918 kanclerzem Niemiec został Maksymilian Bawarski, Hitler - był kanclerzem od 1933 (na dwa lata przed śmiercią Piłsudskiego; w tym momencie Piłsudski próbował stworzyć koalicję antyniemiecką - Polska - Francja - Jugosławia, w zamierzeniu prowadzącą do "wojny prewencyjnej").

Wracając do Magdeburga - zacytuję Piłsudskiego "Nie jestem wcale internowany, jak to czytałem w pismach i jak, zdaje się, wyobraża sobie wielu z moich rodaków. Jestem uwięziony, a warunki, stworzone dla mnie, mówią albo o karze bez sądu, albo o ostrym więzieniu śledczo-prewencyjnym. Wobec tego, gdy się zwracam do Księcia, to proszę przede wszystkim o starania o to, czego najcięższym zbrodniarzom się nie odmawia - o sąd. (...) Wszystko mi jedno, jaki to sąd będzie - polski, austriacki czy niemiecki; cywilny, wojskowy czy polowy. Niech raz się dowiem, co popełniłem takiego, że już od roku nie mogę do nikogo przemówić słowa. Niech raz moje ciężkie przewinienia będą sądownie rozpatrzone i niech wreszcie na moją winna głowę spadną wyroki najsurowszego - ale prawa." (Z listu do ks. Zdzisława Lubomirskiego, członka Rady Regencyjnej, cyt. za: http://dzieje.pl/artykuly-historyczne/jozef-pilsudski-w-magdeburgu-czyli...).

A co do Rady Regencyjnej: "Teoretycznie miała pełnić funkcje ustawodawcze oraz tworzyć rząd, jednak przede wszystkim spełniała ona rolę wykonawcy poleceń okupantów. W 1918r. przekazała swoją władzę J. Piłsudskiemu." (za https://brainly.pl/zadanie/4114693)

Pozdrawiam, i dodam przy tym, że komentarz piszę po raz trzeci - dwakroć mi go "wcięło"; a minus - to nie ode mnie,

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1565382

Nie dziw, że nas tu przeklinają,
Wszak to już mija wiek,
Jak z Moskwy w Polskę nasyłają
Samych łajdaków stek.

Adam Mickiewicz, Dziady, część III, scena VIII

   ..."Mickiewicz się pomylił. Minęły jeszcze wieki dwa. Nie wiek, lecz prawie trzy stulecia rządzą nami kanalie, zdrajcy, szubrawcy wysługujący się obcym. Kiedyś była Moskwa, dziś Bruksela i Berlin. Właściwie tylko Berlin, bowiem za Brukselą stoi Berlin – kolejność odwrotna geograficznie, lecz prawdziwa politycznie i znaczeniowo..."

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/bielinski/szczesliwy-czlowiek

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

zimny drań
 

#1565338

z wielką uwagą przeczytałam tekst o szczęściu, wątpliwym.

 Przyznam się bez bicia ,że "Kariery.." nie czytałam a prof. Wilczura - ukradkiem.

W moim środowisku obie powieści  uchodziły za kiczowate szmiry podobne do powieści Mniszkówny.  Serialu też nie oglądałam...bo wszystkie seriale - to dla mnie strata czasu. Ale po takiej recenzji czym prędzej odszukałam w internecie ten serial ...i obejrzałam wczoraj pierwszy odcinek. Być może najnudniejszy ....ale następne sobie pewnie daruję.

Może to moja niecierpliwa natura sprawia ,że w kinie się bardzo nudzę. Już kiedyś o tym pisałam. Zdecydowanie wolę książki.

Niemniej bardzo dziękuję za ciekawy tekst, który uczy i bawi.

Co do Kosińskiego...ciągle budzi zachwyt nie tylko u żydów ale i u wszystkich antypolaków, których też u nas nie brakuje.

Serdecznie pozdrawiam i życzę prawdziwego szczęścia, niezależnie od tego co jest w szklance:-)

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Verita

#1565341

Niech się Pani nie zraża i da serialowi szansę i obejrzy przynajmniej następny odcinek. Choćby dla genialnej gry aktorskiej: Wilhelmi, Barszczewska, Pokora, Pawlik, etc.... plejada najlepszych aktorów w szczytowej formie. Doskonałe plenery, ten pałace, przyjęcia, wyższe sfery... Choć cynizm, czy bezwstyd Dyzmy i  tego serialu może odrzucać. Pierwszy odcinek jest najtrudniejszy. Dalej idzie łatwej. Najlepiej potraktować ten serial jak serial komediowy. 

 

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1565345

rownie podlego antypolaka Grossa .Kosinski byl maloumny ale umial liczyc pieniadze i jego karjera podobna jest do dyzmy.Malowanego Ptaka mu napisano i to bylo odskocznia z ktoorej poszybowal w strone karjery ,ktora mu tez swoi urzadzili takze plagiaty jego to normalka w tej nacji aby czyims kosztem zarobic kase.Ale dyzma Kosinski zaczol fikac swoim sponsorom i zapomnial komu i czemu zawdziecza swoja karjere.Stal sie grozny dla swoich panow a ze zrobi l juz swoja robote ,a ujawnienie prawdy przez Kosinskiego moglo by sponsorom zaszkodzic,to i zlikwidowali szmate.

Czy nowe prawo o szkalowaniu Polakow nie obejmuje dzialnosci Grosa ?

Czy kapitula Orderu Orla Bilaego od nadawania najwiekszego odznaczenia polskiego nie ma uprawnien, aby te odznaczenia odebrac? przeciez za zdrade i dzialnosc szkodliwa na rzecz Polski juz dawno powinny te medale nie tylko powrocic ,ale tez powinny zmienic wlascicieli.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1565388