Rozencwajgowa i Królikowa

Obrazek użytkownika Bielinski
Kraj

Nie ustaje burza nad nową ustawą, która zakazuje obwiniać naród polski o zbrodnie dokonane przez Niemców. Niby oczywiste: jak oburzać się na to, że Jasio nie chce by przypisywano mu zbrodnie Hansa, ale nie do końca i nie dla każdego, jak widać. Nastąpiło pewne wyciszenie, ale na horyzoncie nadal wiszą ciężkie chmury.

   Wydarzyło się kilka optymistycznych zdarzeń, co warto podkreślić. Przez analogię z karcianym stolikiem, można by rzec, iż polski rząd wistując nowelizacją ustawy, zmusił naszych nominalnych a werbalnych „sojuszników” i „przyjaciół” do odkrycia kart. Ukazało się jawnym, co było ukryte. Opadła kurtyna kłamstw, ukazując dominujące, cudze interesy. Okazało się w szczególności, że w przypadku konfliktu interesów rząd usa zawsze poprze interesy Izraela a nigdy nie wesprze Polski. W każdej sprawie i w każdych okolicznościach dla usa interes Izraela jest ważniejszy niż interesy Polski. Co nie dziwi przynajmniej mnie, ale dla niektórych może być zdumiewające. Czy zwyciężyła prawda? Tego bym nie powiedział. Powiedział raczej, ze zbliżyliśmy się do prawdy. Że wykonano porządny krok do oczyszczenia tej stajni Augiasza, jaką jest przedstawianie Polski i Polaków w zachodnich, czy amerykańskich mediach. Wiele pracy przed nami. Mnóstwo pracy. Kłamstwo nie bierze się znikąd. Kłamstwo ma zawsze jakiś interes; kogoś, kto stoi za kulisami i kto na nim korzysta. Nie kłamie się, by kłamać, lecz by kłamstwem osiągnąć jakieś i to wymierne korzyści. Tylko prawda jest bezinteresowna. I pewnie dlatego tak nielicznym na niej zależy. Prawda jest wyniosła i dumna; myśli, ze skoro prawda jest najcenniejsza, to sama prawda wystarczy. Prawda nie wystarczy; nigdy sama, goła prawda nie wystarczała. Prawda zawsze przegra. Albowiem sama prawdą nikt się nie naje, ani nie opłaci rachunków. Ludzie mają rachunki, raty kredytów, chcą kupić nowy samochód, czy nowe szałowe ciuchy, albo pojechać na wczasy do ciepłych, egzotycznych krajów. Lub opłacić wizytę u lekarza, i kupić leki. A prawdy w kasie nie przyjmują, nie zaksięgują jej na koncie.

   Prawda nic nie daje, tylko ból, no i moralną satysfakcję. Kłamstwo zaś się opłaca. Kłamstwo jest bardzo szczodre dla swoich, bo nikt nie kłamie za darmo, ani nie kradnie, jeśli na tym nie zarabia. Nie licząc owych nielicznych, umysłowo sprawnych wspak. Kłamstwo kosztuje i kłamstwo płaci, bardzo dobrze płaci a jeszcze więcej na kłamstwie zarabiają ci, którzy płacą. Bo cały ten biznes musi się opłacić. Współczesne zorganizowane kłamstwo nosi nazwę propagandy. I my, Polska i Polacy padliśmy ofiarą takiej propagandy trwającej od bodaj czterdziestu, czy pięćdziesięciu lat. Skoro są ofiary, to muszą być ci, którzy na tym korzystają. Jak to w biznesie: jeden zyskuje, drugi traci. Skoro nam przypadła rola tych, co płacą, frajerów do wyrobienia, to trudno, trzeba się z tym pogodzić. Widać tak musi być! Gdzie nam do nich, tych lepszych, czystszych, mądrzejszych! Taki był przekaz trwający od wielu lat. Nic nie możemy zrobić. Teraz się to zmienia. Nareszcie.

 

Rozbawiła mnie opowieść o pikiecie przed naszą ambasadą w Tel-Avivie. Pikiecie podobno zorganizowanej spontanicznie przez ofiary holocaustu. Takie hece zawsze zostają zorganizowane „spontanicznie”, czyli opłacone za spore pieniądze. To, co mnie tak rozbawiło, to były słowa pewnej starej Żydówki, niejakiej Rosenzweig : „Polacy dookoła nas widzieli, co się dzieje, bo szliśmy w szeregach, pod karabinami należącymi do niemieckich i polskich żołnierzy. Jeżeli ktoś z nas wyszedłby z szeregu, zabiliby go”. Proszę, było to w 1941 może 1942 roku, ta Żydówka miała 11, 12 lat i doskonale pamięta, że „szliśmy pod karabinami polskich żołnierzy”. Tylko pytanie: skąd się wzięli polscy żołnierze w 1941 roku w okupowanej przez Niemców Polsce? Polscy żołnierze byli owszem, ale w Anglii, na Bliskim Wschodzie, a wszędzie gdzie byli walczyli z Niemcami. Skąd się zatem wzięli polscy żołnierze w okupowanej Polsce, ramię w ramię z niemieckimi żołnierzem prowadzący Żydów na zagładę? No, ale ta Żydówka wie lepiej. Przecież „widziała” to na własne oczy.

   Już wiem. To ten perfidny Churchill, premier tzw. Wielkiej Brytanii tylko pozornie walczył z Niemcami, bowiem potajemnie przerzucał (może mostem powietrznym?) polskich żołnierzy do Generalnej Guberni by ci, razem z niemieckim esesmanami mordowali Żydów! Ale gad ten Churchill, podstępny i paskudny. Polacy wiadomo, że nienawidzą Żydów, ale żeby i Churchill nienawidził Żydów? Równie był wredny jak brzydki. Tylko czemu pani Rosenzweig, i inni podobnej klasy znawcy „dziejów” holocaustu nie czepiają się Churchilla i brytyjskich sił powietrznych, tylko Polaków? Przecież gdyby nie brytyjskie samoloty polscy żołnierze nie wylądowaliby w GG! A może polscy żołnierze wylądowali w GG zrzuceni przez np. kosmitów? To ma sens. Naziści przylecieli przecież z kosmosu. Zmaterializowali się w GG z siódmego wymiaru i zostawili w głowie pani Rosenzweig i podobnych „świadków” wizje polskich żołnierzy prowadzących Żydów do wagonów do komór gazowych zamiast kosmicznych super mocy.

 

Tak to jest ze wspomnieniami „naocznych” świadków. Gdyby opierać się tylko na wspomnieniach żołnierzy to straty strony przeciwnej nie tylko przekroczyłyby, 100 % ale łatwo sięgnęłyby 500 czy nawet 1000 %! Szczególnie w tych barwnych opowieściach celują żołnierze amerykańscy. W Izraelu także pełno bajarzy, tych, co „przeżyli” holocaust, ale to nic dziwnego. Takie opowieści im się opłacają. Jak ktoś nie wie, jak było, to uwierzy w te bajdy. Uwierzy i się wzruszy nad niedolą pani Rosenzweigowej. Jak się wzruszy, to poczuje się winny i zapłaci. Takie opowieści pani Rosenzweigowej i innych „ofiar” holocaustu bardzo się opłacają. Oni, ich dzieci i wnuki z tego żyją. Co im się dziwić?

   U nas też nie brak ludzi z bujną wyobraźnią. Przypomina mi się historia pewnej rodziny, ze wsi w świętokrzyskim. On nazywał się Królik, więc jego żona to była Królikowa. Królikowa miała bujną wyobraźnię a jeszcze bujniejszą wymowę. Wiele lat po wojnie chodziła po wsi i opowiadała o bohaterskich czynach swego męża – Królika, który ponoć miał być w partyzantce, miał walczyć z Niemcami i w ogóle być bohaterem i to bohaterem pełną gębą. Sam Królik rozsądnie wolał milcząc o swoich przewagach i pewnie wolałby, żeby jego żona nie latała po wsi i nie robiła z siebie, i no i jego – Królika, pośmiewiska, ale kto zmusi babę do milczenia, gdy ta ma tyle do opowiedzenia? Jeszcze się taki nie urodził, który by zawiązał babie język na supeł. Według Królikowej również ona walczyła z Niemcami, na przykład nosiła granaty. Jej ulubiona opowieść to była ta o gotowaniu grantów, tych bojowych grantów, nie owoców. Raz Niemcy weszli do jej chałupy, a ona, Królikowa jak raz miała granty i nie widziała, co zrobić z tym granatami, gdzie je szybko ukryć, więc wrzuciła granty do zupy. Niemcy długo siedzieli, przetrząsnęli chałupę, ale niczego nie znaleźli, bo granty były w zupie. I ugotowały się granty w zupie. Oto przepis na zupę granatową. Widać z tej opowieści, że Królikowa nie była, łagodnie mówiąc, zbyt mocna w rozumie. Baba, jak to baba: długi język, krótki rozum.

   Może i nie za mądra, ale Królikowa na tyle była obrotna, ze znalazła trzech świadków, którzy potwierdzili, że Królik był w partyzantce, i Królika przyjęli do ZBOWiD-u, komunistycznej organizacji dla kombatantów II wojny światowej. Osiągnięcie nie liche, liczące się prestiżowo – mocą urzędu potwierdzało bohaterską przeszłość Królika – a i materialnie także ważne, gdyż członkowie ZBOWiD dostawali dodatek do renty, czy emerytury za walką z niemieckim okupantem. Jak wiadomo, nie brak świadków na tym świecie. Dziwne, że samej Królikowej nie przyjęli do ZBOWiD-u za te granaty ugotowane w zupie. Z urzędem było łatwiej, z ludźmi szło znacznie gorzej, zwłaszcza z tym, którzy dobrze pamiętają,. Ludzie ze wsi słysząc opowieści Królikowej uśmiechali się tylko i machali ręką. We wsi doskonale wiedziano, kto był w partyzantce, a kto nie był, kto walczył, a kto starał się przeżyć.

   Kiedyś do pewnego domu we wsi wpadła Królikowa z gazetą w ręku. W gazecie był artykuł o partyzancie o nazwisku Królik – przypadkowa zbieżność nazwisk, bo był całkiem inny Królik – i Królikowa z tryumfem, że niby już w gazetach piszą o jej mężu, pokazała ten artykuł gospodarzowi, który miał wówczas ze siedemdziesiąt lat i doskonale pamiętał czasy wojny i okupacji niemieckiej i nieraz szyderczo komentował „bohaterskie” dokonania Królika, no i przez to stał się osobistym wrogiem Królikowej. „Przestań że, pani Królikowa, pier…lić jak połamana” – odezwał się tylko gospodarz i wyszedł trzasnąwszy drzwiami. I co z tymi ludźmi zrobić, co pamiętają nie to, co być powinno, a to, co było? W tym przypadku, że Królik cała wojnę przesiedział spokojnie na tyłku nie wychylając się nawet o włos? W końcu mamy tylko pamięć, pamięć przeciwko pamięci, słowo przeciwko słowu. Ale naukowcy, historycy mają mocne narzędzia weryfikacji ludzkich opowieści. Tylko nie zawsze i nie wszędzie je stosują.  Nie chcą, lub nie mogą ich stosować. Ale to inna opowieść.

   Królikowa z czasem sama głęboko uwierzyła w bohaterskie czyny swego męża Królika, w jego partyzanckie wyczyny i w te granaty ugotowane w zupie. Dla niej była to najprawdziwsza prawda. I nikt jej by nie przekonał, że było inaczej. Taka jest ludzka pamięć, taka jest ludzka psychika. Kłamstwo powtarzane tysiące razy, tak mocno wbija się w pamięć, iż staje się prawdą. Królikowa, czy Rosenzweigowa to tylko dwa przypadki ogólnej prawidłowości. Królikowa „widziała” Królika jako partyzanta, a Rosenzweigowa „widziała” polskich żołnierzy z karabinami prowadzących Żydów do wagonów.

   Z tej opowieści Królikowa jawi się, jako baba śmieszna i po prawdzie głupia, ale ta kobieta dokonała czynu niezwykłego, prawdziwe bohaterskiego. Jej córka, która miała wówczas naście lat w zawierusze wojennej trafiła na Wołyń. W 1943 roku zaczęły docierać wieści o tym, że UPA wyrzyna Polaków na Wołyniu. I Królikowa ruszyła na Wołyń, by odnaleźć i wywieść córkę. Łatwo powiedzieć, trudno zrobić. Już sama podróż, przekroczenie granicy Generalnego Gubernatorstwa było wielkim problemem. Polakom nie wolno było ot tak opuszczać GG, ale Królikowej udało się uzyskać od Niemców odpowiedzenie przepustki i pojechała na Wołyń. Sam jedna, kobieta, pojechała prosto do gniazda ukraińskich rezunów! Odnalazła córkę. Były teraz we dwie, dwie kobiety, dwie Polki w ukraińskiej wsi. Tu nie wiem, co było prawdą, a co zmyśleniem, bo Królikowa mocno kolorowała w swych opowieściach. Ale przecież ludzie potwierdzali, ze Królikowa pojechała sama w 1943 roku na Wołyń i wróciła z córką! Dokonała czegoś prawie niemożliwego, więc coś musiało być na rzeczy. Królikowa opowiadała, akurat o tym nie często opowiadała, że była już w ostatniej rozpaczy. Czuła, że Ukraińcy zaraz ich zarżną. Wyszła z córką ze wsi na drogę, niedaleko od wsi. Nie usiłowały uciec, bo Ukraińcy zaraz by je dogonili. Stała przy drodze i żegnała się z zżyciem i modliła się o szybka śmierć a tu drogą nadjechała kolumna niemieckich ciężarówek wojskowych. Królikowa bez namysłu wyszła na drogę i z córką uklęknęła na samym środku drogi. Wołanie, krzyki, błaganie o pomoc nic by nie dały. Niemieccy żołnierze przejechaliby ani się zatrzymując. A tak Niemiec miał do wyboru: albo je przejechać i je zabić, albo się zatrzymać. Królikowa też miała jeden wybór. Albo straszna śmierć w męczarniach od Ukraińców, albo szybka, pod kołami niemieckiej ciężarówki. Przecież przed śmiercią Ukraińcy by je bestialsko gwałcili przez wiele godzin, a potem zamęczyli w jakiś okropny sposób, jak to mieli we zwyczaju czynić z polskimi kobietami.

    Niemiec zatrzymał ciężarówkę, zabrał je. Czasami, żeby być dobrym wystarczy kogoś nie zabić. Królikowa z córką wyjechały z ukraińskiej wsi w szoferce niemieckiej ciężarówki. Ocalały. Wróciła do domu z córką. Żywa, cała. Zdumiewająca opowieść. Jeszcze jedna historia o „dobrym”, ludzkim Niemcu? Może. Królikowa dokonała prawdziwe bohaterskiego czynu. Mało który kawaler Orderu Militari, czy innych bojowych odznaczeń poważyłby się na czyn tak szalonej odwagi. Wejść samemu, bezbronnemu do gniazda UPA, jak w paszczę bestii, nawet by ratować własne dziecko. Królik też został w domu. Ale Królikowa uczyniła to nie dla innych, ale dla siebie, dla swojej córki. Za taki czyn nie dają orderu. Nie otrzyma za to ani orderu Virtuti Militari, ani Krzyża Walecznych, jakie dają za czyny wymagające znacznie mniej odwagi i poświęcenia. Królikowa otrzymała za to najwyższą nagrodę. Ocaliła od strasznej śmierci swoja córkę! Czy można chcieć więcej? Otrzymać większą nagrodę?

    Królikowa swoje przeżyła. Swoje w okupowanej Polsce przeżyła też licząca obecnie osiemdziesiąt osiem lat Tydówka – Rozencwajgowa, która kilka dni temu protestowała przed polską ambasadą w Tel-Avivie. Łatwo policzyć, że w czasie wojny Rozencwajgowa miała kilkanaście lat, była nastolatką. Podobnie swoje przeżyli inni starzy Żydzi ze „spontanicznej” pikiety, którzy w czasie wojny byli dziećmi albo nastolatkami, i nie mogli być umurzani w brudzie, w błocie żydowskiej kolaboracji z Niemcami. Ci starzy Żydzi, podobnie jak Królikowa pamiętają to, co było oraz to, co powinno być, mieszając z faktami z przeszłości cudze opowieści, prawdę z życzeniami, czy złudzeniami wyczytanymi z książek, czy usłyszanymi od innych. Wymieszane prawda z kłamstwem, półprawdy z półkłamstwem, ćwierć prawdy z całym kłamstwem, czy w innych dowolnych proporcjach. Kogiel – mogiel pamięci. A te ich kłamstwa, półprawdy, ćwierć kłamstwa służą interesom potężnych i wpływowych, którzy od dziesięcioleci w pocie czoła, nie szczędząc kosztów, budują mit, bajkę holocaustu. Te kłamstwa komuś służą. Ktoś na tym korzysta, to pewne. Ktoś ma w tym interes.

   Nasuwa się inne pytanie: czemu nie protestowali starsi Żydzi, którzy w czasie wojny mieli co najmniej dwadzieścia lat, nie byli dziećmi ani nastolatkami? Gdyż są za starzy, musza mieć około stu lat i są zbyt nieliczni i schorowani? I jeśli żyją, to dożywają swoich dni, gdzieś w jakimś domu opieki?A może nie przyszli, bo Żydzi, którzy byli dorośli w czasie zagłady, pamiętają słowa Ben Guriona, jednego z założycieli Izraela, jakimi przywitał grupę ocalałych z holokaustu: „gdybyście nie byli ostatnimi łotrami, nie stalibyście tutaj przede mną”. Ale temat masowej żydowskiej kolaboracji z Niemcami, żarliwej i wydajnej pomocy, jakiej Żydzi udzieli Niemcom w mordowaniu innych Żydów, to temat znowu na oddzielny tekst. Lub książkę. Tylko, kto wyda taką książkę o żydowskiej kolaboracji z Niemcami? Kolaboracji najgorszej, bo służącej wyniszczeniu własnego narodu, swoich krewnych, przyjaciół, rodzin?

   Z powrotem wracamy tutaj do podstawowego pytania. Komu się opłaca prawda? Na pewno nie Żydom, ani nie Niemcom, ani Amerykanom, Brytyjczykom, czy Francuzom. Może Polakom,…? Ale ich interes nikogo na świecie nie obchodzi. Nawet w kraju, w Polsce jest wielu i to wpływowych osób ze świata polityki, czy mediów, ogólnie tzw. elyty, którzy mają prawdę i dobro własnego kraju i narodu w głębokiej pogardzie. I tak się to toczy to koło kłamstw od lat. Toczy się, toczy i końca nie widać.

   Choć może wreszcie zabłysło światełko zmiany, nadziei. Oby.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)

Komentarze

frajerów do wyrobienia

perfidny Churchill

Ale gad ten

był wredny jak brzydki.

by zawiązał babie język na supeł

baba śmieszna i po prawdzie głupia

z zżyciem

w paszczę bestii

Tydówka – Rozencwajgowa

być umurzani w brudzie

Bron Praw Autorskich - pretendujesz do Nagrody Nobla, w dziedzinie "Grafomanii ciemnogrodzkiej".

.... masz wielkie szanse !

https://www.youtube.com/watch?v=atJrr2OdI9k

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

..............xyz

#1557833

Fajnie być nominowanym do  Nagrody Nobla, w dziedzinie "Grafomanii ciemnogrodzkiej" przez takiego znawcę tematu.

Szczere podziękowania za wyróżnienie, raz jako grafoman, dwa za ciemnogród. 

Pochwała niektórych jest obelgą, obelga innych to pochwała.

A niejaka (pseudo)piosenkarka Peszek Maria to niżej niż dno. 

Nie wiadomo, co gorsze: jej wygląd, czy śpiew.

Po prawdzie to przyjemniej słuchać wycia psów niż jej pienia.

A teksty... to najcięższy koszmar. Nie do przejścia, nie do strawienia. 

Już wiadomo skąd pan tyle wie o grafomanii. .

 

 

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1557838