Raport Deptuły

Obrazek użytkownika Bielinski
Humor i satyra

W pierwszych słowach mego listu, to jest chciałem rzec raportu, ja Alfons Deptuła donoszę, że dobrze się czuję, ino mam zgagę tudzież zaparcia, które już mi przestały dokuczać. Tak że teraz wypróżniam się całkiem szparko, aże rury jęczą. A ja lubiem ten hałas, bo na rurach znam się jak mało kto. To dla mnie muzyka duszy, te jęczące rury kanalizy. Bo ja jeztem Alfons Deptuła. Mój ojciec Antoni Deptuła pracował w wodociągach, mój dziad Wawrzyniec Deptuła pracował w wodociągach, ja w wodociągach robie już trzydzieści lat i nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać.

   Ale trza przejść do tematu mego raportu, to jest do Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej, która to komisja raport właśnie ogłosiła. Raport całkiem dobry, bo wybuchy na pokładzie samolotu rządowego były i naszego świętej pamięci Pana Prezydenta uśmierciły. A samolot w locie całkiem się rozdupczył. Wiem, bom członkiem rzeczonej komisji żem był i jezt i pod ustaleniami Wysokiej Komisji żem się podpisał. To znaczy, z początku, żem się wzbraniał, ale jak pan minister J. Pisiurkiewicz mi rzecze: podpisz no, Deptuła, no to żem podpisał. Co mam nie podpisać, jak sam pan minister J. Pisiurkiewicz każe? Ja dla pana ministra wszystko, wszystko uczynię. Bo mnie pan Minister J. Pisiurkiewicz członkiem komisji uczynił do zbadania zbrodni smoleńskiej, czyli podkomisji rzeczonej a wysokiej, w skrócie PoddoPoZKa. Bo ja jeztem absulwentem sławnej Politechniki Rzeszowskiej – kuźni naszych kadr lotniczych. Wydział sanitarny żem skończył. To znaczy tytuł licencjata, żem otrzymał w sam czas, by na członka PoddoPoZKi się załapać.

   Wydziału budownictwa sanitarnego jeztem absulwentem. Ach to były czasy. Studia! Dwanaście lat żem studiował, alem skoczył i tytuł otrzymał. A ten siwy profesorek w okularach, u którego egzamin żem zdawał, i to nie raz, i nie dwa, i nie trzy, to chociaż niepijący podobno całego litra z radości wypił i w pielgrzymce dziękczynnej udał się na Jasną Góre, i to tylko dlatego żem skończył edukacją. Bo ja jeztem Deptuła, syn Deptuły, wnuk Deptuły, jak se co postanowię to tak musi być, choćby się waliło i paliło. Szedłem na egzamin, dajmy na to, no i dwója. Drugi raz dwója, trzeci - dwója, czwarty - dwója. Inny by się poddał, ale nie ja. Tak długo żem chodził, aż żem wychodził swoje. Wszyscy mnie poznali. Jak żem wchodził, to w instytucie Budownictwa to ruch się robił jako w ulu. Jedni biegną do kibla, drudzy z góry na dół, inni z dołu na górę, a wszyscy patrzą gdzie ja ide. Jeden docencik to przez okno przede mną wyskoczył. Drugie piętro, pod spodem trawnik i badyle żywopłotu. To i nic mu się nie stało tyle, że nogę złamał. Przede mną i tak nie uciekł bom go na dole dopadł i jęczącemu indeks pod nos podstawił. Podpisał a jakże, i to migiem, bom jedną renkom indeks mu podtykał a drugą renkom mu na złamaną noge naciskał. Inny z kolei, taki doktorek obesrany, tak mówi: dawaj no, Deptuła ten indeks. Wpisze ci taką ocenę jak chcesz. Bo jak jeszcze raz cię zobaczę, to albo ciebie pochlastam, albo siebie pochlastam. I tak szło, zaliczenie za zaliczeniem. Egzamin za egzaminem. Trwało to swoje, bo trwało. Dwanaście lat żem te trzy lata licencjatu robił, alem zrobił. Ukończył naukie. Tyle żem musiał płacić za każdy semestr, bom studiował niestacjonarnie. Kosztowało mnie te studia, bo kosztowało. Jak se kiedyś żem policzył za te pieniądze mogłem se kupić dziesięcioletniego Volkswagena Passata w dobrym stanie. Taki jak ma szwagier. Piękne auto, okazałe. Sąsiadom ino gały wychodzą. No i na chodzie. Niech tam! Moja forsa, moja edukacją, moje życie.

   Dziś dobre czasy nastały. Kto zaczął studia i kto płaci ten skończy. Musi skończyć. I tytuł otrzyma. Na studiach niestacjonarnych starczy kasa i wytrwałość. Nawet uczyć się nie trzeba. Wystarczy swoje wychodzić. Jak ja. Vivat współczesna edukacja! Dzisiaj każdy może być magistrem. Kiedyś na uczelni to bym ino rury kanalizacyjne przetykał. Dziś żem jest magister pełną gębą! Licencjat to prawie magister. Kto wie, czy magistra nie zrobie, kiedy tak dobrze mi idzie ta nauka? Jak ja kocham edukacją! Jak ja kocham nauką!

   Śmiali się ze mnie koledzy. Szydzili. Alfons, ty kretonie! Ty idioto! Ciężki debilu! No ci ten zasrany papier? Po kiego grzyba co ci te studia? Pluń na ten licencjat. Chodź z nami na robote. Mamy fuchę jak marzenie. I co? Dziś się nie śmieją. Dziś to ja panisko. Ja z nich się śmieje. Wyszło na moje. Nauka zwyciężyła. Edukacją zwyciężyła. Prawda zwyciężyła. Od kiedy zostałem członkiem wysokiej komisji - PoddoPoZKi - to mogie się na nich wysrać. A oni tylko się oblizują smakiem. Kiwam na jednego, drugiego i mówie: skocz no, Zenek, po piwko, tylko migiem, na jednej nodze. I leci obesraniec, mało kapci nie pogubi. A ja ich wszystkich mam w dupie. A jak!

   Ja swą wartość znam, mam swą dumę, bom jest Deptuła. Na robocie się znam, bo w wodociągach już trzydzieści lat robie. Nikt mi krzywej rury nie wciśnie, ni marnej roboty. Jeztem mondry, jeztem pienkny no i cudny, jeztem Deptuła. Jeno imię mam ohydne – Alfons, bo mnie tatuś znienawidził w kołysce. A było to tak. Wrócił tata z wojska na wieś, a mamusia, Róża było mamusi na imię, święć Panie nad jej duszą, mówi mu, że jest z nią w ciąży, bo ją na ostatniej przepustce zapłodnił. Jaki to z niego strzelec! Raz strzelił a trafił. Dobrze go w wojsku wyszkolili. No i szybko ślub a trzy miesiące później chrzciny. A w przeddzień moich chrzcin mówi kolega do taty, bo siedzieli i pili razem, a już druga flaszka pękła, że ty Antoni to tak się nie pusz, nie chwal, bo głupiś jak skaranie boskie. Kiedyś był w wojsku, to twoją Rózię to dupczył ten…, i jeszcze ten… ją pier…ł, i tamten … ją wyobracał. I taki, i owaki. I siaki. Słowem, kiedy tata był w wojsku, mamusię wyobracał prawie że każdy chłop we wsi. Antoni, tata, nic nie rzekł. Ale nazajutrz podczas chrztu się na mnie się zemścił. Miałem mieć Jędrzej, a dostałem Alfonsa. Mścił się i później na mnie tata, i na mamusi się mścił. Alem wytrzymał. Bo, my Deptuły som twardego rodu.

   Mój stryjeczny dziadek Błażej mu było na imię, bohaterem i męczennikiem został przez ten nasz rodowy upór. Było w czterdziestym piątym roku. Ruskie jechali czołgami drogą. W Błażeja nagle wstąpiła odwaga, bo flachę bimbru już wypił. I powiada Błażej Deptuła, że Ruskie nie przejdą chyba, że po jego trupie. Staje Błażej na drodze ruskiego czołgu z rozpostartymi rencami, jako ten Jezus Chrystus. Stój! Krzyczy stryjek Błażej. Stój, ty… taki owaki ruski kacapie. Stryjek Błażej nie ustąpił. Kiedy ruskie czołgi przejechały, sąsiedzi zebrali Błażeja do taczki. I pochowali godnie. Trzy i pół taczki wszystkiego zebrali, w większości ziemi, ale sporo też wujka Błażeja. Zeskrobali go z drogi, ile się dało. Ale co z człeka zostanie, gdy po nim z piętnaście czołgów gąsienicami przejedzie? Dlatego do podkomisji, do PoddoPoZKi mnie raczył pan poseł, minister J. Pisiurkiewicz wyznaczyć. Ty Deptuła będziesz godnie reprezentować w komisji naród, mówi, bo tradycje masz patriotyczne i wykształcenie techniczne masz, Politechnikę Rzeszowską ukończyłeś, no i jesteś nasz człowiek. Jak nie, jak tak? 

   No i ja, Alfons Deptuła. Jeztem członkiem PoddoPoZKi i raport piszę. Bo to co komisja ogłosiła na konferencji prasowej to mi się podoba. Bo to co komisja ogłosiła całkiem mi się nie podoba. Weźmy przewodniczącego - doktor Sterczyński. Ogłasza, że prawie na pewno był zamach, że z wysokim prawdopodobieństwem były wybuchy. Że tych wybuchów było kilka. Nic z tego nie rozumiem. Były wybuchy, albo nie były. Albo tak, albo siak. Żadne tam wysokie prawdopodobieństwo. Był zamach i tyla. Były wybuchy. Bomby, jak amen w pacierzu. Ruskie zamordowali świętej pamięci Pana Prezydenta, jak kiedyś wprasowali w drogę gąsienicami czołgów wujka Błażeja. Żadne, ale. Żadne, jeżeli. To mnie się nie podoba, takie gadanie. Jeśli tamto, jeśli sramto.

   Musze dodać, że komisja przyjęła mnie bardzo mile. To znaczy szykanowali mnie do samego początku. Gdyby nie wyraźne polecenie ministra J. Pisiurkiewicza, całkiem by mnie z komisji wykopali. Jedna taka profesorka od razu mnie zaatakowała. Pfe, pfe, a pfeee – kręci nosem ta profesorka – co to jest? Nawet tytułu magistra nie posiada ten człowiek. Ta komisja całkiem schodzi na psy. A sama to profesorka od muzyki. Na samolotach, na lotnictwie tyle się zna, że je na obrazku widziała a nosa zadziera. Stara rura. Potem zaatakowali mnie profesor Binędza i profesor A. Kowalczyk. Zazwyczaj drą koty, ale tu zgodnie na mnie wsiedli. Jeden specjalista od cegły, drugi od Bóg wie czego, lecz nie od samolotów. Prawdę mówiąc, to w wysokiej komisji stosunki międzyludzkie są nieciekawe. Całkiem podłe. Jeden drugiego podsrywa. Jeden drugiemu łatki przyszywa. Jeden drugiego podgryza, obgaduje i wyśmiewa za plecami. A na samolotach znają się tyle, co na sraniu. Ba, żeby tyle wiedzieli o lotnictwie, co o wydalaniu, dobrze byłoby. Jezt te stare próchno – muzykolożka, Bóg wie, czym się zajmuje ta stara, jezt jakiś zasrany architekt, jezt specjalista od cegły, i specjalista od sprężonego betonu. No i ja, specjalista od rur. W samolocie nie ma żadnych cegieł, ni betonu, ni fortepianu, a rury są. Muszą być. Wychodzi na to, że ja jestem najlepszym, ba jedynym specjalistą nadzwyczajnej podkomisji - PoddoPoZKa – specem od samolotów. Jedynym fachowcem. Dlatego minister J. Pisiurkiewicz mnie mianował. Ja, Alfons Deptuła.

   A schowali mnie przed opinią publiczną, kanalie. Nie ma mnie na oficjalnych listach członków komisji. Nie dopuścili mnie na oficjalną konferencję prasowa. Jakby się mnie wstydzili. Nie wiem czemu. Minister J. Pisiurkiewicz mówi, żebym się nie przejmował, ze jestem tajną siłą komisji. Jej ukrytym skarbem. Mam zadanie. Doktor Sterczyński wyzwał oponentów na naukową dyskusje. Nie wiedzą, że jak się stawią, to ja przeciw nim wyjdę na pojedynek. Ze mną bedom mieli sprawę. Co tam! Nie boję się. Stanę naprzeciw tym słabosilnym inteligencikom, tym przemondrzałym profesorkom, tym cienkonóżkim docencikom, tym zasuszonym okularnikom. I zobaczymy, kto wygra. Oni czy ja. Choćby ich i stu stanęło i tak ich wszystkich obalę. Bo ja jeztem Alfons Deptuła. Pokonam na pięści każdego inteligenta. Trzydzieści lat robiłem w wodociągach i żadna robota mnie nie zbrzydzi. 

   Wynagrodził mnie minister. Dwadzieścia kilka tysięcy miesięcznie, plus diety, plus delegacje, plus nadgodziny, plus nagrody. Nie powiem, nie jezt źle. W pracy awansowałem, już nie chodzą po kanałach z laubzegą. Jestem ważnym dyrektorem w regionalnej dyrekcji wody i kanalizacji na województwo podkarpackie. Tera mnie się w pas kłaniają rozmaite cieniasy, co się ze mnie śmiały. Juści, żem na to zasłużył. Nic darmo. Alem nie spoczoł. Chcem więcej. Dlatego piszem ten raport. Raport Deptuły. Jeztem za prawdą, całą prawdą. Powiem całom prawde, nic nie ukryjem. Nie było żadnej katastrofy w Smoleńsku. W Smoleńsku był zamach. Samolot rozpieprzyło w powietrzu siedem wybuchów. Siedem było wybuchów. Siedem. Nie mniej, ni więcej. Trzy z przodu. Trzy na skrzydłach. Dwa z tyłu.  Razem siedem. Tak mówi nauka. I ja tak mówię, Alfons Deptuła. A kto temu przeczy, ten nie zna się na nauce. Przeczy prawdzie naukowej. Pluje w twarz nauce. I przyzwoitości. I jak ja bym gdzie takiego nieuka, chama, prostaka spotkał to tak bym mu tak w pysk przylał, ażby wszystkie gwiazdy za dnia zobaczył.

   Ja walem prawdem prosto z mostu. Nie owijam gówna w papierek, jak ta zasrana komisja. Walem prosto prawdę w pysk. Siedem wybuchów jak obszył. Minister J. Pisiurkiewicz obiecał, że mnie weźmie do samej Warszawy. Że bedem dyrektorem w Narodowym Centrum Wodociągów i Kanalizacji. Jak tylko takie narodowe centrum powstanie. A już powstaje. Już pracują w Sejmie nad projektem ustawy o Narodowym Centrum Wodociągów i Kanalizacji. Że bedem miał wielki gabinet z olbrzymim biurkiem. I bedem ze trzy sekretarki miał pod sobą do ujeżdżania. Szofera i dwóch ochroniarzy z Biura Ochrony Rządu. Co najmniej dwu ochroniarzy. Że dostane wielką, czarną limuzynę, którą będę pruł przez Warszawę na sygnale dwieście na godzinę a pospólstwo będzie się rozpierzchać przed mojom wielkom osobom. Że bedem walczył o dobrom zmianę. Czy ja gorszy od innych? Czy i mnie się nie należy? Czy nie zasłużyłem? Czym nie studiował? Czy darmo mój stryjek zginoł pod sowieckim czołgiem?

   Niech żyje komisja do sprawy wyjaśnienia zbrodni smoleńskiej. Niech żyje i panuje jak najdłużej minister J. Pisiurkiewicz! Niech żyje prawda! Niech żyje nauka! Niech żyje i potężnienie dobra zamiana. Ja jeztem pierwszym bojownikiem w walce o prawde. W walce o naukie. Ja, Alfons Deptuła, syn Deptuły i wnuk Deptuły.

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
3
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.5 (głosów:17)

Komentarze

Owszem, jesteś "ściśle ukierunkowany", ale na... głupotę!

I jeszcze śmiesz zastrzec, że... "Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą autora"??? Co za bałwochwalstwo! Chyba cię "pogięło" na stare lata.
A kto by chciał kopiować, powielać etc. taki gniot? Chyba tylko taki sam... "ściśle ukierunkowany", jak ty.

W dodatku tekst nafaszerowałeś taką ilością błędów, że po dwudziestym napotkanym błędzie przestałem już liczyć. Mówię tu także o błędach w gwarze, którą to pisząc - chciałeś "podkolorować prostactwo" postaci twojego bohatera Alfonsa Deptuły. Ale gwarą też trzeba umieć pisać, czego niestety - nie umiesz. A swoją drogą, twój bohater powinien nazywać się... Bieliński. Imię bym zostawił. Pasowałoby, jak ulał. 

Satyr

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2

___________________________
"Pisz, co uważasz, ale uważaj, co piszesz". 

© Satyr

 

#1537434

Ależ się Pan zdenerwował. Takie podniecenie jest niezdrowe w pewnym wieku. Pierwsza rzecz: napisałem że materiał jest chroniony bo jestem jego autorem. Jest to skierowane dla tych, co kopiują, a nie dla tych co nie-kopiują. Kiedyś były tabliczki: nie deptać trawników. Również skierowane do tych co deptali trawniki, a nie tych co nie-deptali! Logiczne, prawda? 

Znowu mi się dostało za literuufki, chociaż akurat w przypadku tego tekstu blendy nie powinny razić. Cóż, taka dola, gdy się trafi na takiego kulturalnego, wykształconego i subtelnego czytelnika, jak rzeczony Satyr. Podobno jest Pan nauczycielem akademickim. Chyba wiem, czego pan uczy: udziela Pana lekcji kultury osobistej, no i ortografii. Ale głównie kultury, szacunku dla innych,wrażliwości. Na wykładach błyszczy Pan inteligencją i kulturą, prawie taką samą jak tu, na moim blogu. Albo i wienkszom. Tam Panu płacą, a mnie takich lekcji udziela Pan za darmo. 

Bardzo jestem wdzięczny za lekcja dobrego wychowania i kulturalnego zachowania od takiego Miztża

Może napisze Pan książkę o kulturalnym zachowaniu w Internecie? 

Autor Satyr, tytuł: "O kulturalnym prowadzeniu sporów"

Z pewnością będzie to przebój, albo bestseler. I odniesie Pan wreszcie sukces. 

 

Czego Panu szczerze życzę

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-4

Bielinski

#1537438

...to ostatnio nam strasznie zdziadział i zgnuśniał:)) odkąd skończył cykl nauki jazdy dla niedzielnych kierowców czepia się wszystkiego co się rusza:)))...może to uwiąd i może brak seksu:)) dostała mu tylko masturbacja komentarzami:))

 

proszę nie prowokować tego satyrycznego gnoma akademickiego, bo gotów napisać epopeję stuodcinkową "o tym kulturalnym prowadzeniu sporów", choć będzie to dla niego nie lada wyczyn, bo pan akademicki jest kulturalny tylko dla swojej kliki wazeliniarzy, kto poza kliką "ławeczką", ten niestety nie zasługuje na "prowadzenie sporów", a na beszt:))...dobrze, że jeszcze nie bije linijką po łapach:))pozdrawiam

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-5
#1537452

Artykuł, jak zwykle ciekawy, chociaż jak widać ,nie dla wszystkich zrozumiały. Tak to już jest z tą "naszą" niezlustrowaną kadrą akademicką. Tam może im za to płacą....ale tu to oni sami muszą się sowicie opłacać aby portal mógł istnieć i żeby im się wydawało, że ktoś ich chce czytać i że są tak wielcy jak nasz kukuniek Wałęsa. Tylko jakie będą Rzeczypospolite jeżeli takie ich młodzieży chowanie, jeżeli mają takich nauczycieli?
Proszę pisać jak najczęściej. Szkoda,że nie mogę postawić dobrej oceny za komentarz, bo ta funkcja przysługuje tylko najwybitniejszym z wybitnych akademickich kukuńków.Takie nadeszły czasy, że prawo wcale nie znaczy prawo a sprawiedliwość ze sprawiedliwą oceną nie ma nic współnego. Serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-5

Verita

#1537443

Jak powiadają i słusznie: jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Trzeba się z tym pogodzić. Im szybciej tym lepiej. 

 

Pozdrawiam Panią serdecznie

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3

Bielinski

#1537447