Płaćcie albo milczcie

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Zbliża się kolejna rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Dziś będzie nie tyle o samym powstaniu, co o tym, co wydarzyło się w Warszawie, i z Warszawą, już po powstaniu, no i trochę o dniu dzisiejszym. Albowiem przeszłość i teraźniejszość splatają się nierozerwalną całość. Przynajmniej dla mnie. Z przeszłości wynika teraźniejszość; z kolei teraźniejszość, ten nasz zagubiony, zabiegany, zatroskany dzień dzisiejszy czyż nie określa, nie determinuje naszej przyszłości? Co było, jest; co jest, będzie. Co będzie, było. Jak w kole. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość to tylko trzy odmiany tego samego czasu. Czasu poza czasem? „To, co jest, było już dawno, a to, co będzie, też już jest od dawna, bo Bóg przywraca to, co przeminęło” (Kazn. 3, 15). Tu wkraczamy na grząskie pola metafizyki, ontologii, czy gnozy. Zostawmy bajania i wróćmy do faktów.

   3 października, o drugiej w nocy podpisany zostaje akt kapitulacji powstania warszawskiego. Warszawa kapituluje po raz drugi tej wojny. Warszawa da Niemcom pierwsze i ostatnie zwycięstwo. Sześć dni później, 9 października, opuszczają Warszawę ostatnie oddziały AK trafiając do niewoli, do obozów jenieckich.  Warszawa, jej ruiny, jest cała w mocy państwa niemieckiego. Władze III Rzeszy Niemieckiej nie zwlekając wykorzystują tę niepowtarzalną szansę.

   Już dwa dni później, 11 października 1944 roku dr Ludwig Fischer, gubernator dystryktu warszawskiego, wystosował telegram do poległych sobie urzędów, dotyczący wydanego przez Hitlera tzw. Rozkazu nr 2. Oto fragment treści telegramu: "Warszawa, 11 października 1944, godzina 10:40. … Po wizycie SS-Obergruppenfuhrera von dem Bacha u Głównego Dowódcy SS [Reichsfuhrera Heinricha Himmlera] niniejszym informuję, co następuje: (...) Obergruppenfuhrer von dem Bach otrzymał nowy rozkaz – Warszawa ma zostać spacyfikowana, tzn. zrównana z ziemią jeszcze podczas wojny, chyba że to uniemożliwiają potrzeby wojskowe związane z budową fortyfikacji. Przed zniszczeniem, należy usunąć wszystkie surowce, tekstylia i meble. Główna odpowiedzialność spoczywa na administracji cywilnej. Podaję niniejsze do wiadomości, ponieważ ten nowy rozkaz Führera o zniszczeniu Warszawy ma ogromne znaczenie dla kontynuacji nowej polityki wobec Polski (Polenpolitik).Podpisano: Dr. Fischer, Gubernator Distrikt Warschau, czasowo w Sochaczewie".

   Oryginał rozkaz nr 2 Adolfa Hitlera zaginął. Znamy go tylko z opisów. Niewątpliwie rozkaz ten  Adolf Hitler –władca Niemiec wydał i to pewnie 9, lub 10, góra 11 października. Porządny niemiecki urzędnik Dr. Fischer, sumienie wykonujący swoje obowiązki na polu zagłady Warszawy i eksterminacji jej mieszkańców nie ośmieliłby się skłamać w urzędowym druku powołując się na nieistniejący rozkaz swego Wodza. Warto zauważyć, iż upłynął ledwie tydzień od upadku powstania warszawskiego. Rozkaz nr 2 powstał po namyśle, na zimno, po przeanalizowaniu sytuacji i wyrażał dokładnie pragnienia i plany rządu Niemiec wobec Warszawy, która przecież po powstaniu w więcej niż połowie leżała w gruzach. Rozkaz nr 2 zakreślał niemiecką nową politykę wobec Polski (Polenpolitik) nie tylko wobec ruin Warszawy.

   Jaka to miała być polityka, i jakie plany miał rząd Niemiec wobec Warszawy wyjaśniają rozkazy, jakie od Heinricha Himmlera, ówczesnego przewodniczącego Rady Ministrów III Rzeszy, czyli premiera Niemiec, i minister spraw wewnętrznych, osoby nr 2 w państwie niemieckim, usłyszał Paul Geibel szef SS i Policji dystryktu warszawskiego dnia 12 października: "To miasto ma całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi i służyć, jako punkt przeładunkowy dla transportu Wehrmachtu. Kamień na kamieniu nie powinien pozostać. Wszystkie budynki należy zburzyć, aż do fundamentów. Pomieszczenie dla wojska zostanie urządzone w piwnicach – hotele więcej nie istnieją. Pozostaną tylko urządzenia techniczne i sieć kolei żelaznej".

   Rozkaz zniszczenia Warszawy nie miał żadnego uzasadnienia wojskowego, czy strategicznego. Wzbudził nawet pewne niezadowolenie Wermachtu w tym gen. Smilo von Luttwitz, dowódcy niemieckiej 9 armii broniącej linii Wisły w tym ruin Warszawy, czyli Festung Warschau. Nie chodziło rzecz jasna o żadne względy humanitarne, litość, czy współczucie, całkiem obce niemieckiemu żołnierzowi, policjantowi, czy urzędnikowi, czyli ogólnie Niemcowi, czy lecz o względy militarne i praktyczne. Z przyczyn całkiem oczywistych oficerowie i żołnierze Wermachtu woleli bronić całych budynków, niż walczyć w ruinach w oczekiwanej sowieckiej ofensywie. Poza tym Wermacht musiał wydzieli cenne jednostki saperów do tej operacji i przeznaczyć tak niezbędnych na wojnie tysiące ton trotylu na wysadzanie budynków, czy jakże poszukiwanej benzyny, czy ropy na palenie kwartałów domów, bibliotek, kościołów. Niszczenie Warszawy uszczuplało już i tak skromne zapasy niemieckiej 9-tej armii..

   Mimo niewyraźnych obiekcji rozkaz Adolfa Hitlera i rządu Niemiec został wykonany skrupulatnie i precyzyjnie, z czysto niemiecką dokładnością. W tej ciężkiej pracy niszczenia stolicy Polski zgodnie i ofiarnie ze sobą współpracowały władze cywilne, policja i SS, oraz Wermacht. Całości akcji zagłady Warszawy dowodził Paul Geibel – szef SS i Policji dystryktu warszawskiego – nagrodzony za swe dokonania przez Adolfa Hitlera awansem w dniu 26 października 1944 do stopnia do stopnia SS-Brigadeführera i generała majora policji. Niemcy działali zgodnie ze ściśle opracowanym planem. Nowo utworzony sztab do niszczenia i rabowania miasta, tzw. Raumungsstab, pilnował wykonania zadań zlecanych specjalnie utworzonym oddziałom niszczycieli, tzw. Sprengkommando i Vernichtungskommando, których dostarczył Wermacht. Najpierw domy, czy kwartały domów były plądrowane, rabowane ze wszystkiego, co miała jakąś wartość, po czym oddziały saperów albo je podpalały albo wysadzały. Po kilku dniach oddziały wracały i niszczyły to, co przypadkiem ocalało. Widać tutaj niemieckie umiłowanie do porządku i dobrej, solidnej roboty. Specjalną „uwagę” Niemcy poświecili polski obiektom kulturalnym: muzeom, teatrom, bibliotekom, itp. oraz zabytkom, czy obiektom kultu religijnego – kościołom, czy klasztorom.

   Przykładem są losy zamku królewskiego w Warszawie. Zamek został spalony i uszkodzony w czasie kampanii wrześniowej w rozmyślnym akcie wojennego, niemieckiego barbarzyństwa, bowiem zamek nie miał żadnego militarnego znaczenia. Ale Zamek Królewski w Warszawie miał wartość symboliczną, której Niemcy i ich wódz Adolf Hitler nie mogli ścierpieć. Mimo zniszczeń potężna bryła zamku trwała. Adolf Hitler już 4 października 1939 wydął rozkaz wysadzenie w powietrze zamku królewskiego. Na przełomie 39/40 roku w siarczystym mrozie ekipy niemieckich saperów nawiercały ściany i filary zamku szykując otwory na dynamit. Zamek Królewski, jego ruiny, Niemcy wysadzili po upadku Starówki, około 10 września, wykorzystując wcześniej przygotowane otwory. Wojenne dzieje zamku pokazują, ze rozkaz nr 2 nie był przypadkiem, ani dziełem szaleńca. Przeciwnie. Przez całą wojnę rząd i państwo niemieckie działy konserwancie, planowo i logiczne w celu zniszczenia Zamku, Warszawy, Polski i narodu polskiego. Kulturalni, cywilizowani Niemcy systematycznie, jeden po drugim wysadzali lub palili kościoły, klasztory, pałce, biblioteki, wszystko, co świadczyło, o tym, że polscy podludzie też maja kulturę.. W tym bibliotekę Krasińskich ze bezcennymi zbiorami archiwaliów i starodruków, Archiwum Miejskie i Archiwum Akt Nowych, Ostatnią, ocalałą bibliotekę, bibliotekę publiczna na Koszykowej, Niemcy podpalili 16 stycznia, w przeddzień opuszczenia miasta, gdy ruszyła już sowiecka ofensywa, a jednostki Wermachtu w panice uciekały z ruin Warszawy!

    Kiedy 17 stycznia 1945 roku jednostki Ludowego Wojska Polskiego zajęły Warszawę, a raczej to, co z niej pozostało, stopień zniszczenia miasta sięgał 85 %! Około 1/3 miasta została planowo, świadomie i z premedytacją zniszczona przez funkcjonariuszy i żołnierzy państwa niemieckiego, na rozkaz rządu niemieckiego, w okresie październik a 16 stycznia 1945. W tym bezcenne zabytki, kościoły, pałace, pomniki, biblioteki, archiwa, dzieła sztuki. Budynki można odbudować, ale spalonych rękopisów, obrazów, rzeźb, arrasów, itp. nie uda się nigdy odtworzyć.

   Nie wspominam tutaj specjalnie o stratach ludzkich, lecz tylko o stratach materialnych. W 1939 roku Warszawa liczyła około 1 200 000 mieszkańców. Jak się szacuje zginęło, nieprawda słowo zginęli to eufemizm, albo kłamstwo; co ludzie nie zginęli, oni w olbrzymiej większości zostali zamordowani. Niemcy zamordowali około 800 tysięcy, czyli dwie trzecie populacji stolicy Polski: około 400 tys. Żydów i 400 tys. Polaków. Warszawiak, który w sierpniu 1939 szedł na przykład na plażę nad Wisłę, obojętnie mężczyzna, czy kobieta, dziecko czy starzec,  miał statystycznie szanse na przeżycie do 1945 roku na poziomie 1/3 a na śmierć 2/3. W ciągu pięciu lat 1939 -1944 Niemcy wymordowali dwie trzecie mieszkańców Warszawy a miasto zamienili w morze ruin. Było to świadome, celowe i planowe działanie. Kiedy oddziały Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego 17 stycznia 1945 roku, w dniu „wyzwolenia” zdobyły festung Warschau, wyzwolono tak naprawdę wyludnione morze ruin, które kiedyś było Warszawą, w którym to morzu jak rozbitkowie ukrywali się nieliczni ocaleli mieszkańcy. Z ponad milionowego miasta końca niemieckiego panowania doczekało z górą kilka setek mieszkańców, owych sławnych Robinsonów warszawskich, ukrywających się pośród ruin razem ze szczurami. Resztę mieszkańców Niemcy wymordowali lub wypędzili. Tak straszne i dokonane z premedytacją zniszczenia stolicy kraju, wielkiego miasta, są bezprzykładne we współczesnych dziejach.

   Obecnie modne jest wypominanie Amerykanom Anglikom masowych dywanowych nalotów na niemieckie, czy japońskie miasta i porównywanie tych skutków tych nalotów na przykład do zagłady Warszawy. Największy i najtragiczniejszy nalot lotniczy drugiej wojny światowej miał miejsce w nocy z 9 na 10 marca, kiedy to blisko 340 amerykańskich superfortec B-29 zrzuciły na Tokio trzy tysiące ton bomb, głownie zapalających. Tokio Amerykanie zasypali gradem małych bomb zapalających wywołując tzw. burzę ogniową. Burzy ogniowej nie da się zgasić, póki nie spali się wszystko, co może się palić: domy, asfalt, drzewo, ludzkie ciała. Ówczesne Tokio było gęsto zabudowane, ale domami drewnianymi. Miało tam się, co palić. W Tokio tej jednej nocy, podczas jednego nalotu, zginęło sto tysięcy ludzi, więcej niż w Hiroszimie i Nagasaki razem wziętych. A naloty aliantów na Drezno, Hamburg, Kolonię, inne niemieckie miasta? W samym nalocie na Drezno 13-14 kwietnia 1945 roku zginęło 40 tysięcy ludzi, prawie samych cywilów, Drezno, perła niemieckiego baroku, obrócone zostało w perzynę.

   Czy można stawiać na jednym poziomie alianckie naloty dywanowe na Drezno, Hamburg, czy Tokio z zagładą Warszawy? Moim zdaniem nie można. To wygodna wymówka, mająca usprawiedliwić niemieckie zbrodnie. Alianci nie bombardowali niemieckich miast po to, by je zrównać z ziemią. Celem był niemiecki, czy japoński przemysł zbrojeniowy przemyślnie ukryty pośród ulicznych kwartałów, pośród cywilnych domów. Urządzenia nawigacyjne były bardzo proste, nie istniały bomby naprowadzane laserowo na cel. Wyjście wydawało się proste: nie można trafić fabryk? Trzeba zbombardować wszystko, zrównać z ziemią cale dzielnice miast. Zresztą Niemcy robili to samo od początku wojny, choćby wyczyny niemieckich lotników w Polsce podczas kampanii wrześniowej, czy podczas kampanii w 1940 roku we Francji i Holandii. Później karta się odwróciła, i zamiast bombardować cudze miasta, to niemieckie miasta były bombardowane. Niemcy nie zdołali  zbudować flotylli ciężkich bombowców.

   Łatwo wytykać hipokryzję Anglosasów. Generałowie wysyłający setki bombowców z tysiącami ton bomb nad licznie zamieszkałe miasto wiedzieli, że zginą tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi. Celem Anglosasów było wygranie wojny przy minimalizacji strat własnych. Anglicy doskonale pamiętali naloty Luftwaffe nad angielskie miasta z lata 1940 roku i nie czuli litości wobec niemieckich ofiar. Słowem; naloty dywanowe były stosunkowo tanim sposobem, tanim wobec małych strat własnych, na zwycięstwo, a przynajmniej na skrócenie wojny. Była to bezlitosna i kontrowersyjna, ale jednak metoda prowadzenia wojny do zwycięskiego końca. Przykładowo: celem nalotu na Drezno był węzeł kolejowy. Niestety węzeł kolejowy był zapchany Niemcami, uciekinierami ze Śląska, stąd wielka ilość ofiar. Miasto Drezno zniszczono niejako przy okazji.

   Adolf Hitler wydając rozkaz nr 2 o zniszczeniu Warszawy nie miał żadnego celu militarnego. Nic go nie tłumaczy, ani nie usprawiedliwia. Była to czyste, przemyślane, zniszczenie resztek miasta, ostatni etap planu realizowanego konsekwentnie przez Niemców od 1 września 1939 roku, czyli wybuchu wojny. W ciągu 3 i pół miesiąca od października do 16 stycznia, Niemcy zniszczyli jedną trzecią miasta, doprowadzając sumę zniszczeń do 85 % i bezpowrotnie niszcząc w wielu miejscach kształt urbanistyczny miasta. Gdyby ofensywa sowiecka opóźniłaby się o kilka miesięcy, Niemcy wykonaliby swój plan doprowadzając do zniszczeń rzędu 95-99 % i cała Warszawa wyglądałaby jak byłe getto: zamarłe morze ruin z dolinami w miejscu byłych ulic i falami gruzu w miejscach byłych kamienic. Dlaczego Niemcy zniszczyli Warszawę, choć nie miało ona już żadnego znaczenia militarnego, a nawet pogarszało to faktycznie sytuację ich wojsk na linii Wisły? Alianci chcieli wygrać wojnę, Niemcy i Adolf Hitler niszcząc Warszawę chciał wygrać pokój. Mimo iż klęska zaglądała im w oczy Niemcy wierzyli, iż wygrają wojnę i chcieli ukształtować byłe tereny polskie po zwycięskiej dla nich wojnie według swoich planów i marzeń. Tworzyli podwaliny nowego niemieckiego panowania na wschodzie po wygranej wojnie. Nie przypadkiem w piśmie dra Fishera jest mowa o nowej polityce polskiej. W piątym roku wojny, po zamordowaniu milionów, po wymordowaniu elit, po zniszczeniu stolicy, jaka to miałaby być nowa polityka Niemiecka wobec Polaków? Odpowiedź jest jedna. Eksterminacja. Po zagładzie Żydów to Polacy mieliby być następni w kolejce do masowej zagłady. Na szczęście w styczniu 45-go Sowieci sforsowali Wisłę, w kwietniu Odrę i… Berlin podzielił los Warszawy. Przemyślany plan rządu niemieckiego został zrealizowany tylko częściowo. Obrócił się przeciwko jego twórcom. Niemcy straciły na rzecz Polski Śląsk, Pomorze i część Prus Wschodnich; Brelau stał się Wrocławiem, Sttetin Szczecinem, zaś Danzig Gdańskiem. Okaleczona i wykrwawiona jednak Polska nie zginęła a Polacy przetrwali, jako naród. Warszawa została odbudowania, a w pięćdziesiąt lat później Polska odzyskała niepodległość.

   Mieliśmy wielkie szczęście, że Niemcy przegrały wojnę. Dosłownie uciekliśmy katu spod topora. Inaczej na miejscu, gdzie kiedyś była Warszawa, Niemcy zbudowaliby niemieckie, garnizonowe miasto, połączenie obozu wojennego i olbrzymich składów magazynowych przy potężnej stacji kolejowej, zgodnie z planem Pabsta. Nawiasem mówiąc Friedrich Pabst swój plan nowego niemieckiego miasta ukończył już w 1940 roku. Na cztery lata przed wybuchem powstania plan był gotowy i czekał na realizację. Nikt nie zarzuci Niemcom braku konsekwencji i solidnego planowania swoich przedsięwzięć.

 

Dziś można pójść na spacer i zajrzeć Zamku Królewskiego w Warszawie. Decyzja o dobudowie Zamku, jaką podjął ówczesny komunistyczny kacyk Edward Gierek, była jedną z nielicznych dobrych decyzji reżimu komunistycznego, choć wówczas wzbudziła wiele kontrowersji i żartów. Mówiono, że Gierek buduje zamek dla siebie, jako władca Polski. Ale tu towarzysz Gierek miał rację. Odbudowaliśmy zamek z własnych skromnych środków. Niemcy, ówczesne wolne i demokratyczne Niemcy Zachodnie, nie dały ani feniga… Nie po to Niemcy burzyli Zamek, by teraz go odbudowywać, prawda? Czy to była budowa, czy odbudowa? Problem terminologii. Moim skromnym zdanie, jeśli mamy przypadek budowli, z której ocalały tylko zasypane gruzem piwnice i kawałek muru z jednym oknem, to raczej była to budowa niż odbudowa… Ale nie będę się kłócił. Niech będzie odbudowa. Formalnie obudowa zamku skończyła się po osiemnastu latach, faktycznie trwa do dziś, bowiem nadal szukane są po całym świecie, skupywane, sprowadzane i instalowane elementy wyposażenia Zamku. Jest to jak klejenie bezcennej chińskiej wazy, którą ktoś rozbił na tysiące kawałków.

   Stare Miasto, po warszawsku – Starówkę, też zbudowaliśmy na nowo, to jest odbudowaliśmy. Według mnie przyznaję, warszawska Starówka przypomina nieco dekorację teatralną, ale chyba lepiej nie dało się jej odbudować. I znowu odbudowaliśmy za swoje. Niemcy nie dały na to ani feniga. Odbudowaliśmy Warszawę, tam gdzie nie było można, wytyczono nowe ulice, nowe kwartały, nowe dzielnice. Warszawa żyje.

    Tylko te pytanie: dlaczego to wszystko odbudowaliśmy za swoje? Dlaczego Niemcy nie dały ani marki, ani feniga, na odbudowę zniszczeń, jakie rozmyślnie spowodowali? Taki Zamek Królewski? Koszty odbudowy są nie do przeliczenia, w komunie pieniądze miały inną wartość. Inaczej. Gdybym ja na przykład tu i teraz zechciał zbudować Zamek Królewski i miał na to na koncie powiedzmy 300 milionów Euro, to myślę, że niewiele by mi zostało, albo by jeszcze sporo zabrakło. Koszty ogromne a i tak zbudowałbym prawdę mówiąc tylko atrapę Zamku Królewskiego

   Dlaczego Niemcy nie zapłaciły za odbudowę zniszczonego przez siebie Zamku w Warszawie? Dlaczego Niemcy nie zapłaciły za odbudowę warszawskiej Starówki? Dlaczego Niemcy nie zapłaciły za odbudowę Warszawy? Dlaczego Niemcy nie zapłaciły za niszczenia setek, tysięcy miast i wsi w całej Polsce? Dlaczego rodziny pomordowanych Polaków nie odstały odszkodowań? Żydzi dostali odszkodowania, Polacy minimalne sumy, praktycznie nic.

   Pytania te przyszły mi do głowy, kiedy kilka dni temu słuchałem wypowiedzi Przewodniczącej Niemieckiego Federalnego Trybunału. Pani niemiecka Prezes raczyła była wyrazić zaniepokojenie sytuacją w naszym kraju mówiąc o wielkiej odpowiedzialności Niemców za los Polski, za polską wolność i polskie wolne sądy. Proszę, tu wielka troska i wielka odpowiedzialność Niemców za Polskę i Polaków a pieniądze, odszkodowania, reparacje to gdzie są, pytam? Gdzie? Ile pieniędzy, tyle odpowiedzialności, czyż nie? Jeśli nie ma reparacji to żadna to odpowiedzialność, lecz bezczelne typowe dla nich wtrącanie się Niemców w nasze sprawy. Zwyczajna teutońska buta, arogancja i typowe niemieckie chamstwo. Albo niech Niemcy zapłacą reparacje i odszkodowania, albo niech milczą. Nie można odmawiać nawet rozmów o odszkodowaniach za własne zbrodnie i jednocześnie mówić o własnej odpowiedzialności. To przecież absurd.

   Płaćcie, albo milczcie. Ale pani niemiecka Prezes o tym nie pomyślała, a przecież mogła była się spytać swego dziadka, jednego lub drugiego, czy „walczył” w Polsce i co tam robił? Jaka była jego „odpowiedzialność” za Polskę? Podobne zaniki pamięci mają inni niemieccy oficjele, czy ogół Niemców, którzy nawet nie chcą słyszeć o jakichkolwiek reperacjach wobec Polski i Polaków. Ale to już temat na inny tekst.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:9)

Komentarze

28 VII 44 przywódca Niemiec Adolf Hitler nakazał :

"Bezwzględne utrzymanie Warszawy i jej przedpola".

Część oddziałów niemieckich zostaje w mieście.

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

zawiedziony

#1569617

Pan Poseł Mularczyk : " liczę na zdrowy rozsądek Niemców i chęć zmycia win za III Rzeszę".

Serio ?

Panie Pośle : w 1947r...500 000 Niemców znało miejsce 20 000 ukrywających się członków "Gestapo"...i ŻADEN nie doniósł na swojego brata z Gestapo

Dodatkowo : w 1951 roku...TYLKO 10% Niemców uważało wyroki Trybunału w Norymberdze za słuszne.

Oni się NIGDY nie zmienią...a kto uważa inaczej...nie powinien wychodzić z domu bez opieki...bo jest naiwny jak nowo narodzone dziecię.

To są bestie .... do tego głupie wiec podatne na każda manipulację!

 

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0

zawiedziony

#1569618

.......ale przeszłość i teraźniejszość splatają się w nierozerwalną całość dla Pana, dla mnie, dla Polaków ...ale nie dla Niemców.

  Oni żyją dziś i teraz . O tej  historii nie uczą w szkołach, nie wspomina się w rodzinach, w organizacjach, w kościele.

Dziwi się Pan?

Buta,arogancja i chamstwo są wyrazem silnego, ukrytego lęku, znakiem duchowego zamętu.

   Zbrodnie niemieckie są tak niewyobrażalne, nie naprawione, nie żałowane... tego żadna psychika ludzka nie jest wstanie znieść. Uciekają z pamięcią w niebyt.

   K.Kąkolewski, w książce „Co u pana słychać”, trzydzieści lat po wojnie odnalazł w Republice Federalnej Niemiec kilkunastu zbrodniarzy hitlerowskich, którzy uniknęli odpowiedzialności przed norymberskim trybunałem i pędzili żywot powszechnie szanowanych obywateli.  Za swoje czyny odpowiedzieli nieliczni. Wielu bojąc się kary uciekło i we względnym spokoju dożyło sędziwego wieku. Cała zaś rzesza bądź została uniewinniona bądź odsiedziała niewielkie wyroki i szybko wróciła na łono społeczeństwa. Brak skruchy, poczucia winy, odpowiedzialności za swoje czyny towarzyszą wszystkim rozmówcom Krzysztofa Kąkolewskiego.

Alexander Dolezalek - twórca generalnego planu wschodniego zakładającego zniszczenie narodu polskiego, Heinz Reinefarth - odpowiedzialny za zbrodnie wojenne podczas tłumienia powstania warszawskiego nazywany „katem Warszawy” czy Hubertus Strughold - lekarz który w obozie koncentracyjnym w Dachau w symulatorze prowadził badania nad wpływem lotów na dużych wysokościach na organizm człowieka wykorzystując do tego celu więźniów to tylko niektórzy z bohaterów tej książki.

 Dlaczego Niemcy nie dały ani marki, ani feniga, na odbudowę zniszczeń, jakie rozmyślnie spowodowali? 

To chyba jasne. Nie po to niszczyli aby potem płacić za odbudowę.

Milczeć też nie będą bo u nich się liczy, jak już wspomniałam, tylko dziś. Dzisiejsi Niemcy, ich zdaniem, nie mają z przeszłością nic wspólnego. Helmut Kohl dziękował w którymś z wystąpień, za łaskę późnego urodzenia.

Co do znaczenia słowa „odpowiedzialność” ...któż to dziś właściwie rozumie? Nawet w Polsce.

A co do pieniędzy...czy odbudowywaliśmy za własne pieniądze? Mam wątpliwości. Myślę, że na kredyt.

Serdecznie pozdrawiam

P.S. Czy aby napewno dla wszystkich Polaków przeszłość i teraźniejszość splatają się w nierozerwalną całość?
 

https://www.youtube.com/watch?v=lSKvVN-8l5E

 

 

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-5

Verita

#1569625

Co Ty tu za ruuuskie wywody uskuteczniasz? Jeśli kredyt został spłacony, znaczy, że odbudowaliśmy za własne pieniądze! Jak Ty nie lubisz, dobrze mówić o Polsce! Nie od dziś jesteś na tym portalu, próbujesz wcisnąć tu ruuuską narrację, nie wiem komu, bo w większości, towarzystwo tutaj jest doświadczone, mądre! Wiesz co, ten facet co to reklamujesz na you tube, niby Jabłonowski, to marny aktor Olszański! Czeławiek,który mąci i bardzo chce być guru! Pewnie dla Ciebie! Tacy, zawsze szukają słabych jednostek. Niezbyt dobry aktorzyna, więc gdzieś ktoś musiał go nająć! No, nie błysnęłaś! 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-2

viki

#1569635

Jak zwykle w wigilię Rocznicy można na Pana liczyć.  Bóg zapłać.

Pozdrawiam serdecznie Autora i podobnie myślących.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1569628

Ludobójcy, zwyrodnialcy, sadyści i gwałciciele z 36 Dywizji Grenadierów SS Dirlewangera odpowiedzialni za rzeź 65 000 Polaków w Powstaniu Warszawskim, w sierpniu 1944 liczyli 3680 SS-manów

•2652 Niemców

•240 Cyganów

•400 Rosjan

•268 Żydów

•120 Ukraińców

Ktoś nas przeprosił?

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0

zawiedziony

#1569630

Ja tam rasistą jestem średnim, ale ten czerwony skurwysyn o kałmuckich rysach twarzy w antypolskiej szczujni znieważający

Jest sygnałem, że w naszym dążeniu do wolności, prawdy i wewnętrznej suwerenności coś poszło nie tak.

Kto mu pozwolił nosić kotwić ZPW przecież Borowski prawdziwe imie nazwisko to Szymon Berman żyd wróg Polski, Narodu Polskiego i Wolnego i Niepodległego Państwa Polskiego, polonofob, dywersant, fanatyczny komunista,

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1569644

jaką odziedziczył po stryju, który tych co opaski z takim znakiem nosili, szczegónie sobie upodobał. Swoiste trofeum po zabitym i zgnębionym wrogu.
A po drugie, to nie ma jak dobry kamuflaż - Bolek do dziś nosi Matkę Boską.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1569653

I płaćcie, i milczcie! Największe bowiem nawet odszkodowania w niewielkiej tylko stopniu są w stanie zadośćuczynić za niewyobrażalne zbrodnie i grabieże popełnione przez Niemców w Polsce!!! W jeszcze większym stopniu odnosi się to do Rosji!!!!!! I nie wolno zapominać o zbrodniach "aliantów": Anglii, USA i Francji! 

Pozdrawiam

   

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1569651

ze znaną swadą ukazała sedno sprawy:

Ich zbrodnie niewyobrażalne
nie żałowane, nie naprawione.

Takiego ciężaru nie wytrzyma
żadna ludzka psychika, dlatego
uciekają w niebyt zapomnienia.

Buta i arogancja tłumią poczucie
Ich winy i głęboko skrywany lęk.
- są oznaka duchowego zamętu.

Szanowny panie Bieliński – dziękuję za obszerne
i mistrzowskie opracowanie niezwykle ważnego
tematu. Głęboki szacunek i pozdrowienia.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1569654