Pieśń maniaków

Obrazek użytkownika Bielinski
Humor i satyra

W ostatnim czasie zdarzyło się kilka wydarzeń zabawnych, bądź ciekawych. Pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi do głowy to komisja smoleńska i owej komisji dochodzenie do „prawdy” w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Dochodzą, dochodzą i dojść nie mogą … Ach, nie, nie powiem tego. Zamilcz, muzo. Wydawać by się mogło, że skoro minęło już osiem lat od owego poranku, gdy rządowy samolot rozbił się w mgle we bagnistym lesie koło Smoleńska, to przyczyny katastrofy powinny być wyjaśnione. I były wyjaśniane, i to kilka razy. Tylko niektórym wyjaśnienia te nie pasują. Absolutnie nie mogą się na nie zgodzić. Oni przecież wiedzą, jak było. Wysoka komisja szuka uparcie „prawdziwych” przyczyn katastrofy, tj. tragedii smoleńskiej.

   W oficjalnych mediach mówi się górnolotnie o tragedii smoleńskiej. Żadna katastrofa, żaden wypadek lotniczy tylko tragedia smoleńska. Tak brzmi lepiej. Przynajmniej przestali ględzić o poległych, co było zupełnie niedorzeczne. Zamiast poległych, mamy teraz ofiary tragedii smoleńskiej. I tak oto ruchem raka z bagnistego smoleńskiego lasu i roztrząsanego samolotu rządowego przeszliśmy na scenę dramatu. Z polskiego zaścianka wprost na scenę greckiego amfiteatru. Tylko, jaka tragedia jest grana? Czy to jest Medea, co zabiła swoje dzieci, by dokuczyć swemu (eks)partnerowi, wiarołomnemu Jazonowi? Głównymi ofiarami tragedii smoleńskiej jest Pan Prezydent, i Jego Małżonka… Lecz to zbyt śmiałe supozycje, czyż nie?

    Albo Pan Prezydent i jego Brat, Pan Prezes. Jedna z tragedii opisuje dzieje nienawiści dwóch braci: Etoeklesa i Polinejkesa, władców Teb. Mieli rządzić razem, wspólnie, lecz znienawidzili się; przy pierwszej sposobności Eteokles wygnał brata. I tak wszczęli wojnę, brat przeciw bratu. W bratobójczym boju obaj giną. Eteokles dobry, gdyż bronił rodzinnego miasta przed obcą inwazją i ten zły Polinejkes, który na czele obcych zastępów chciał odzyskać rodzinne miasto, siedmiobramne Teby. Tam było dwóch braci, tu mamy dwóch braci, tam tragedia i tu tragedia… Idźmy dalej. Antygona decyduje się pochować rzucone na żer psom i sępom ciało Polinejkesa, wbrew rozkazowi Kreona, nowego władcy Teb. Pochowawszy ciało Polinejkesa zginie z kolei Antygona za nią wielu innych. Nowa tragedia. Tragedia smoleńska, którą tragedię przypomina? Chyba nie tragedię Edypa? Edypa, co spał z własną matką i spłodził z nią dzieci, owych wspomnianych Eteoklesa, Polinejkesa, Antygonę, Ismenę… Co prawda Edyp nie wiedział, że Jokasta - jego żona, jest także jego matką, ale jakoś to nie za przyjemnie; każdy przyzna, że to niesmaczna, przykra i prawdę powiedziawszy nader wstrętna historia. Nie dla wszystkich. Nie dla stada psychoanalityków, psychologów, czy psycho-patów, co od ponad stu lat czepili się nieszczęsnego Edypa, i wmawiają klientom płci męskiej, że ich problemy psychiczne biorą się z tego, że chcieliby bzykać własną matkę. Że niby marzą o tym, aby to zrobić, ale tego nie zrobili i dlatego cierpią i są (psychicznie) połamani, ułomni, zdołowani i nieszczęśliwi. Psycho(patom) nie przychodzi wcale do głowy, iż tenże Edyp, który zrealizował (swoje?) marzenie, co spał z własną matką i miał z nią dzieci, gdy się dowiedział, co zrobił, wydarł sobie oczy, zaś Jokasta, jego żona i matka zarazem powiesiła się nad ślubnym łożem, gdzie przez tyle cudownych nocy zdyszana wiła się pod mężem i synem w jednym i grzeszyła, i nie grzeszyła zarazem. Strasznie to wszystko pokićkane, pokiełbaszone i posiekane. Jak to w tragedii.

   Edyp zrealizował swój kompleks, lecz nie wyszło mu to na zdrowie. Wniosek. Nie zawsze warto robić to, czego się pragnie. Jaki jest związek tragedii Edypa i Jokasty z tragedią smoleńską? I tym podobne w tych tragediach. Co oni i ci starożytni i ci współcześni, bohaterowie tragiczni mają wspólnego z tragedią smoleńską? Nie wiem, niektórzy wiedzą, ale nie ja. Nie śmiałbym się domyślać ciemnych, powikłanych, tragicznych powiązań, ukrytych przed wzrokiem postronnych. Brak mi do tego odwagi, słowo honoru. Jak coś powiem, zaraz się kto na mnie obrazi. Wyleci słówko wróblem, a wróci wołem. Po co mi to?

 

Było, nie było, ostatnimi czasy widziałem w telewizji zebranie ważnej komisji do spraw zbrodni smoleńskiej, czy też konferencję prasową po zabraniu tejże komisji. Powiedziano tam, iż wysoka komisja doszła do wniosku, że na pokładzie samoloty było co najmniej dwa wybuchy! I że jest to wniosek bezdyskusyjny i naukowy, bo oparty na nauce, jak z naciskiem podkreślił przewodniczący wysokiej komisji pan poseł. M. Mocno powiedziane, dobitnie, no i ta naukowa podbudowa. Ja bym to chętnie przełknął i zamilczał, lecz jedna rzecz mnie męczy, pewnie przez te moje ścisłe wychowanie i trening wielolenni w logicznym myłseniu.

   Co znaczy: co najmniej dwa wybuchy? To znaczy ile, że się odważę spytać? Więcej niż jeden, czyli na przykład dwa. Dwa jest większe niż jeden. Dwa wybuchy. A może trzy? Też pasuje. Albo siedem? Piętnaście? Sto trzydzieści pięć? A może siedem i pól wybuchów było? Lub dziewięć i dwie trzecie wybuchu? Pięć i pi szóstych eksplozji, etc.? Jeśli jedynym kryterium liczby wybuchów na pokładzie prezydenckiego samolotu jest, by liczba wybuchów była większa od jeden, to każda liczba pasuje również ta niecałkowita, wymierna lub niewymierna. Czy ktoś widział pół wybuchu, albo trzecią część wybuchu? Jak komisja popracuje dalej równie owocnie, to znajdzie dowody na ułamkowe wybuchy.

    Jeśli wysoka komisja po dwóch latach prac dochodzi do wniosku, iż na pokładzie samolotu były co najmniej dwa wybuchy, to ogłasza wszem i wobec, ze nie ma pojęcia ile tych wybuchów było. Skoro komisja sama ogłasza, iż nie wie, ile tych wybuchów było, to może w ogóle na pokładzie samolotu rządowego nie było żadnych eksplozji? Gdyby były jakiekolwiek dowody, to komisja orzekłaby, ze na pokładzie samolotu były powiedzmy dwie eksplozje: jeden tu, druga tu. Albo trzy wybuchy, każdy w konkretnym miejscu. I pokazuje dowody: tu są ślady wysokiej temperatury, tu osmalenia, a tu znaleziono ślady rozerwania eksplozją poszycia samolotu. Niestety, wysoka komisja jedyne, co ogłasza, to ze były, co najmniej dwa wybuchy… Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jakim materiałem wybuchowym spowodowane. Zgodnie z logiką oznacza to, że komisja nie ma dowodów na choćby jeden wybuch.

 

Nie jestem specjalistą od materiałów wybuchowych. Razi mnie jednakże, gdy ktoś zadaje gwałt logice i nauce i to pod płaszczem (pseudo)nauki. Eksplozja materiału wybuchowego to gwałtowna reakcja chemiczna. Zjawisko podlegające prawom fizyki, czy chemii. Jak każda gwałtowna reakcja, zostawia ślady w otoczeniu. Po to się konstruuje ładunki wybuchowe, żeby coś zniszczyć, uszkodzić, coś wysadzić, czyż nie? Jeśli nie ma śladów, to nie było eksplozji, oczywiste, prawda? Ślady eksplozji są różnorodne. Ciało człowieka można potraktować, jako doskonały czujnik eksplozji, szczególnie ciała ludzi zamkniętych w ciasnej puszce kabiny samolotu. Jednym z efektów eksplozji jest fala uderzeniowa: fala wielkiego ciśnienia i wysokiej temperatury. Fala uderzeniowa powinna w charakterystyczny sposób uszkodzić np. uszy ofiar. Ucho człowieka ma bardzo złożoną budowę, to cudowny organ. Uszkodzenia wywołane przez ekstremalnie wysokie ciśnienie są łatwo odróżnialne dla fachowców od uszkodzeń mechanicznych ofiar katastrowy lotniczej. Dalej płuca. Oddychając ofiara wciąga żar eksplozji, co powoduje charakterystyczne obrażenia płuc. Inna rzecz: ślady materiałów wybuchowych. Po wybuchu cząsteczki materiału wybuchowego są dosłownie wszędzie. Można zidentyfikować rodzaj materiału wybuchowego, nawet czasami fabrykę, gdzie je wyprodukowano. Jaki materiał wybuchowy został użyty do zamachu: trotyl, szedyt, c4, inne?

 

Od kilku miesięcy trwają ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej. Oficjalnym celem jest identyfikacja zwłok, haniebnie potraktowanych przez rosyjskich pseudo-specjalistów. Lecz jednocześnie wykonywane są staranne sekcje zwłok ofiar katastrofy. Po co robić sekcje, po co grzebać w ośmioletnich zwłokach? Powód jest jeden. Szuka się śladów wybuchu. Nawet po ośmiu latach leżenia w ziemi, ślady te będą widoczne w ciałach o ile, rzecz jasna, wybuch(y) były… Jaki wynik? Nawet bez dostępu do tajnych materiałów, łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Gdyby cokolwiek znaleziono, już by o tym wysoka komisja wrzeszczała na cały świat. Skoro milczą, to znaczy, ze na zwłokach nie znaleziono żadnych śladów wybuchu. Ani ognia, ani ciśnienia, ani śladów materiałów wybuchowych.

   Mamy, zatem wybuch, i nie-wybuch, i to co najmniej dwa wybuchy-niewybuchy. Eksplozja, która rozrzuciła szczątki samolotu, lecz poza tym nie zostawiła żadnych innych śladów. Ni pies, ni wydra. Wybuch i niewybuch zarazem to jak moneta, mająca tylko jedną stronę. Konsekwentnie: jeśli w samolocie były wybuchy-niewybuchy, to co w tym dziwnego, że była ich nieokreślona ilość? Kiedyś ludzie zastanawiali się innych ważnymi problemami. Można śmiało powiedzieć, że w samolocie nad Smoleńskiem było tyle samo wybuchów-niewybuchów, ile diabłów mieści się na czubku szpilki.

 

Zamach był? Był. Wybuchy były? Były. Oczywiście zdaniem wysokiej komisji i jej wyznawców. Dowodem na to, że były co najmniej dwa jest to, że nie ma żadnych dowodów. Wielkim wynalazkiem psychiatrii sowieckiej była tak zwana schizofrenia bezobjawowa. Epoka Breżniewa, późna jesień sowietów. Opozycjonistów już nie rozstrzeliwano; nie zsyłano ich nawet do gułagów, taka ludzka stała się władza radziecka. W modzie było traktowanie łagodne i surowe, po ojcowsku: upartych opozycjonistów zamykano w szapitach psychiatrycznych, tzw. psychuszkach. Gdy jaki namolny zachodni dziennikarz, czy polityk pytał, to mówiono: nieszczęsny człowiek, zachorował, zwariował, musieliśmy go zamknąć w szpitalu dla jego własnego dobra. Lecz trudno zamykać zdrowego człowieka w szpitalu psychiatrycznym, ot tak, bez powodu. Zmyślni sowieccy psychiatrzy wymyślili nową jednostkę chorobową: schizofrenię bezobjawową. W sowieckich szpitalach psychiatrycznych byli chorzy z rzetelnymi objawami psychozy, i ci, co nie mieli żadnych objawów, czyli opozycjoniści, albo ci, co mieli pecha podpaść miejscowym kacykom partyjnym. W szpitalu chorych sumiennie leczono ze schizofrenii. Jak choroba, to trzeba ją leczyć, nie ma zmiłuj.

   Dzięki wynalazkowi sowieckich psychiatrów każdego można zamknąć w wariatkowie. Jednego, gdyż ma schizofrenie i odlatuje, drugiego, bo nie ma schizofrenii, czyli też ma schizofrenię, ale bezobjawową. Czyż to nie genialny pomysł? Lepszy niż osławiony paragraf 22 ze znanej powieści amerykańskiego autora. Gdy słucham wypowiedzi osławionej smoleńskiej komisji mam niepodparte wrażenie, że to już było. Dla sowieckich psychiatrów dowodem na chorobę, był brak jakichkolwiek dowodów, czyli objawów. Dowodem na wybuchy na pokładzie prezydenckiego samolotu jest brak dowodów, czyli teoria kilku wybuchów. Gdyby taką teorie zastosowano do innej katastrofy lotniczej, ci sami ludzie pękaliby ze śmiechu, zaś tu głoszą to z poważną mina. Jak mawiają Rosjanie: bez pół litra nie rozbieriojsz. Rozumiem doskonale, ze wysoka komisja rządowa, że wysokiej rangi urzędnicy rządowi, że rząd może mówić, co mu się żywnie podoba. Z sensem, albo i bez sensu. Z sensem każdy może gadać, również ten bez urzędu, ale do gadania bez sensu trzeba mieć wysoką rangę, co najmniej złote epolety, generalskie wężyki, ministerialny stolec. Byle miernocie bez stanowska nie przysługuje uprawnienie do gadania bzdur. Wyszydzą, wyśmieją, zgnoją. Ale rząd ma prawo. Wygrali wybory, mogą więc gadać, co ślina na język przyniesie. Nie o to mam żal. Sowiecki człowiek wszystko znosił, bo miał tanią wódkę… A dziś? Jak się znieczulić? Jak przetrwać? Jak żyć? Jakoś nieładnie, nieładnie…

   Gdyby smoleńska komisja wysoka wniosła o obniżenia akcyzy na alkohol; gdyby rząd z okazji publikacji ostatecznego raportu wysokiej komisji smoleńskiej obniżył akcyzę na alkohol powiedzmy o 50 %, to nie czepiałbym się, przysięgam, cokolwiek by tam napisano. W ogóle nie byłoby sprawy. Złego słowa na bym nie powiedział, tylko chwalił. A tak, co? Człowiek musi się żołądkować, wywlekać swą żółć, parskać śliną jak ten wielbłąd. I wszystko na próżno.

 

Przedmiotem dumy wierzących w zamach smoleński jest uczestnictwo w pracach komisji ludzi o obcych nazwiskach. Jest jakiś Duńczyk, są Amerykanie. Nie dość, że z Zachodu, to jeszcze naukowcy! Naukowcy z zachodu, czyli ci najlepsi, wspierają prace komisji i podpisują się pod jej wnioskami. Zachodnie, amerykańskie laboratoria badają próbki! Czy nie jest to dowód na to, że wyniki komisji są naukowe? Że to prawda naukowa, nie do podważenia? Może. Chciałbym tylko powiedzieć, ze laboratoria prowadzą również działalność komercyjną. Wykonają każde badanie zlecone przez klienta, o ile zapłaci, no i będą mieli odpowiednią aparaturę, aby takie badania wykonać. Czysty biznes. Jeśli się zapłaci, to będą badać zawartość cukru w cukrze.

     Co do naukowców zachodnich, a to z uniwersytetu w Wisconsin, czy Minnesoty, czy Black Hole w stanie Utah, to powiem tak. Istnieje pewien gatunek ludzi, bardzo głośnych, hałaśliwych, szukających poklasku, których określamy mianem maniaków. Są to ludzie owładnięci ideą. Szukający prawdy, prawdy i tylko prawdy, która to prawda dostępna jest im, wtajemniczonym. Są tematy, które przyciągają maniaków. Na przykład UFO. Tropiciele ufo, szukający wszędzie śladów ufoludków, co więcej te ślady wszędzie znajdujący. Dla nich poza dyskusją jest to, że ufo wylądowało na Ziemi. Jeśli się kłócą to o to, czy ufoludki są zielone, czy turkusowe, czy mają dwie pary oczu, czy pięć par oczu. Pośród maniaków znajdują się również ludzie po studiach, nawet z tytułami naukowymi, którzy nazywają się naukowcami. Maniacy z tytułami doznają szczególnego szacunku od maniaków niewykształconych. Podobnie do szpitali psychiatrycznych trafiają również doktorzy, doktorzy habilitowanych, a nawet profesorzy uniwersyteccy.

  Maniacy ciągną do maniakalnych tematów. I takich maniaków widzimy w wysokiej komisji smoleńskiej. Nie ma nazwiska żadnego wybitnego specjalisty z uznanym dorobkiem naukowym, który brałby udział w pracach wysokiej komisji smoleńskiej i który podpisałby się swoim nazwiskiem pod wnioskami tejże komisji. Zamiast nich mamy tych, którzy z góry wiedzą, co się zdarzyło - maniaków z tytułem naukowym. Maniacy wszyscy krajów łączą się. Maniak zawsze i wszędzie wyniucha innego maniaka. Pewne tematy przyciągają maniaków, jak magnes przyciąga żelazo.

 

Jeśli był zamach, to musiał być sprawca. Złoczyńca, terrorysta, ten, który podłożył ładunki wybuchowe. Kim był ten zbrodzień? Idzie sobie Jasio ulicą. Jasio nie jest za mądry, właściwie to głupi Jasio. Idzie sobie głupi Jasio patrzy a tu paczka w krzakach. Wyciąga pakunek, a w paczce jakieś materiały wybuchowe. Nie wie jaki, ale wie, że to wybuchnie. Idzie dalej i znajduje drugą paczkę, a w niej detonatory. No - myśli sobie głupi Jasio - ale mam fart! Teraz sobie coś rozpie…lę. Tylko co? – zastanawia się głupi Jasio. Myśli i myśli, myśli i idzie. Szuka. Trafia na płot, a w płocie dziura. Głupi Jaś przechodzi przez dziurę i widzi samolot rządowy z biało-czerwonymi oznaczeniami. No, wreszcie – myśli sobie głupi Jasio – rozp…lę ten samolot. Ale będzie huk! Głupi Jasio podchodzi i podkłada jeden ładunek tu, inny tam, trzeci gdzie indziej, czwarty…, Kładzie tam, gdzie mu się żywnie podoba.

     Po robocie chowa się w krzakach i cieszy się głupi Jasio, ze będzie taki piękny wybuch. Czy to był głupi Jasio, czy głupi Iwan? Bez znaczenia. Taki jest poziom zamachu, jaki wyjawia wysoka komisja.

 

Czemu komisja nie odpowiada na inne pytania? Dlaczego w ten feralny dzień samolot rządowy z prezydentem w ogóle wystartował z Warszawy do Smoleńska? Dowódca, kapitan P. znał, musiał znać, prognozy pogody. Wiedział, ze w Smoleńsku pogoda jest fatalna i będzie się pogarszać a wystartował. Dlaczego zbliżając się do Smoleńska i wiedząc, że pogoda jest coraz gorsza nie zwrócił na inne lotnisko? Dlaczego kapitan P. podjął próbę lądowania w mgle na lotnisku wojskowym w Smoleńsku przypominającym kołchozowy ugór i zszedł poniżej bezpiecznej wysokości 100 metrów? Dlaczego na te wszystkie błędy pozwoliło mu dowództwo? Jego przełożeni. Każda decyzja dowódcy samolotu musi być zaaprobowana przez przełożonych. Na pokładzie był przecież gen. B, dowódca lotnictwa wojskowego. Dlaczego aprobował wszystkie błędne decyzje podwładnego? Aprobował, czy wymuszał? Wreszcie, czemu w samolocie była właśnie ta załoga? Z całej załogi tyko nawigator posiadał ważne uprawnienia. Dlaczego samolot z prezydentem prowadziła załoga, piloci, w tym dowódca, bez ważnych uprawnień!? Przecież tym ludziom nie wolno było siąść za sterami samolotu! Ale usiedli, wystartowali, polecieli i próbowali lądować we mgle na kołchozowym lotnisku. Na co kapitan P. i generał B. liczyli? Że są nieśmiertelni? Że mają drugie życie w zapasie? Że samolotu z prezydentem na pokładzie nie obowiązują prawa fizyki? Że jakoś się uda? Tyle razy się udawało, więc i tym razem jakoś to będzie?

   Czy i dziś limuzynę prezydenta, czy premiera prowadzą osoby bez ważnego prawa jazdy? Sadząc po ilości wypadków samochodów rządowych chyba nic się nie zmieniło od czasu lotu do Smoleńska. Rząd właśnie zafundował sobie nowe, własne samoloty i własne załogi. Aż strach się bać.

   Nic dziwnego, że zamiast szukać odpowiedzi na te pytania wysoka komisja rządowa liczy wybuchy-niewybuchy. Łatwiej budować legendę zamachu na najlepszego prezydenta, niż szukać winnego, winnych rzeczywistych błędów, łamania przepisów, nawet przestępstw. Lepiej budować legendę nawet, jeśli byłaby to fałszywa legenda.

 

Piszę to, nie po to by kpić z ofiar katastrofy smoleńskiej, czy z bólu ich bliskich. Niestety, to co się dzieje obecnie to jest kpina, szyderstwo z katastrofy i tych co zginęli. Katastrofa smoleńska stałą się tematem przyciągającym maniaków. Ci co kiedyś pisali o ufo, dziś rozwodzą się nad zamachem i co najmniej dwoma wybuchami. Zamiast wyjaśnień, mamy chóralną pieśń maniaków. Maniacy rozmaitych narodowści zgodnym głosem śpiewają pieśń o zamachu, o wybuchach-niewybuchach w nieznanej liczbie.

   Nie, to nie jest tragedia smoleńska. Zamiast tragedii mamy komedię, lub farsę. Publiczne kpiny rządowej komisji z katastrofy i jej ofiar. Kpiny kupione za ciężkie pieniądze przez płacących podatki obywateli. A wszystko to polane (psedo)naukowym sosem. Smutne to i… gorzkie.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
3
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.6 (głosów:9)

Komentarze

...i podsumowanie dotychczasowych badań związanych z wydarzeniem smoleńskim.
Obawiam się jednak, że może być gorzej gdy następnej podkomisji będzie przewodniczył młody narybek naukawy - Misiewicz i Janniger.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1562159

I jak tak sądzę, że będzie tylko gorzej. Gorzej dla rozsądku, prawdy, nauki. Niestety, mało komu nawet chce się zabrać głos w tej sprawie. Maniacy mają to do siebie, że są bardzo wytrwali. Nie darmo się mówi,... z uporem maniaka.

Pozdrawiam

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1562179

swoim sarkastycznym zabarwieniu może pozostawiać lekkilekki  niesmak. Jeżeli jednak wyjaśnienie Zamachu Smoleńskiego stało się jakąś karykaturą żałoby narodowej i zostało zaprzegnięte w polityczne przepychanki, to i Pański lekko drwiący ton można uznać za ...nawet stymulujący. Mnie osobiście najbardziej irytuje, że nie wyjaśnia się " Smolenska" na tyle, na ile to jest możliwe.. I już tutaj na Niepoprawnych o tym wspominałem. Mianowicie po " katastrofie " zginęło około 30 osób, którzy na różnoraki sposób związani byli z jej wyjaśnieniem czy też inaczej z nią powiązani. Śledztwo i dobry prokurator mógłby doprowadzić do " mocodawców " owych wypadków czy też nagłych zgonów. Kaczyński ma większość w ręku jednak nic z tym nie czyni... I to jest bardzo irytujące i... intrygujące.. 

Pozdr. 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

chris

#1562183

Nie ma tu nic intrygującego. Upłynęło 8 lat, katastrofą smoleńską zajmowało się powiedzmy 2, 3 tys. ludzi w wieku 35+. * to ~1/4 z nich, czyli 400- 700 osób musiało umrzeć w tym czasie: choroby, wypadki, etc. Dziwne by było gdyby nikt nie umarł tych co się zajmowali katastrofa smoleńska. Nie ma tu  żadnej klątwy jak z mumia Tutenchamona, ani spisku wrażych sił. Po prostu statystyka. Statystyka nie kłamie, prawda? Choć zawsze można się doszukać spisku rosyjskiego wywiadu, obcych mocy, albo promieni kosmicznych. 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1562196

ci ludzie ginęli sukcesywnie i to w zastraszającym tempie,  więc nie odbieram to jako " biologię " , czy też jako " wypadki"...I w żadnym razie nie przypuszczam, by tym " sprzątaniem " zajmowali się Rosjanie... 

Faktem jest, że Kaczyński będąc jeszcze w opozycji doprowadził do wręcz narodowej histerii,  a po objęciu władzy przez PiS i Dude nie uczyniono nic by rzeczywiście rozwiązać tą " zagadkę " i używa się tej katastrofy do różnych celów... I to jest straszne dla nas Polaków tj.naszej mentalności. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

chris

#1562197

....to jasne jak słońce. Nie należy tego pomijać. Nie wiem skąd ten lekki niesmaczek? Przecież jeżeli idzie o Smoleńsk, jawne staje się ukrywanie faktów. Wszystkie grupy „badające” wydarzenie smoleńskie są po drugiej stronie. Są po stronie KŁAMSTWA. Ekipy A. Macierewicza przez osiem lat zajmują się z uporem „już przysłowiową „końcóweczką”, tj. analizą ewidentnie sfałszowanych kopii zapisów otrzymywanych co jakiś czas od „strony rosyjskiej”. Filmy, tak w świetle widzialnym, jak i w podczerwieni, [tj. „widzące” przez mgłę] są też w posiadaniu BND [Bundesnachrichtendienst]. Nie wiemy, czy nie uzyskano ich, czy też po uzyskaniu utajniono. Posyłaliśmy przez wiele lat po Zbrodni Smoleńskiej , a uparci nawet przez osiem lat, do polityków uznawanych za naturalnych sojuszników , przywódców oddziałów szukających i ujawniających Prawdę, nasze odkrycia, publikacje, pytania, sugestie, propozycje. Chyba naturalnym było przypuszczenie, że cały ten dorobek zostanie przez nich przeanalizowany, wykorzystany. Tak się nie stało. Nasze referaty na pierwsze „Konferencje Smoleńskie” , pisane bardzo ostrożnie, dyplomatycznie, zostały na polecenie p. Antoniego odrzucone, oczywiście [??] bez uzasadnienia merytorycznego, a ku zawstydzeniu profesorów – wykonawców jego poleceń. http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=22710&Itemi...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Verita

#1562199

no spoko. ale była tam próba lądowania? zeszli poniżej ścieżki? bo odchodzić z kręgu chcieli. prognozę ponoć znali niewłaściwą a pogoda i tak sie pogorszyła. i dalsze- autor słusznie krytykuje ale śmiejąc sie z "co najmniej dwóch wybuchów" niestety zarazem sugeruje winę załogi. z drugorzędnych powodów a przeciez ich decyzje musiałyby pozostawić ślad. wiele jednak wskazuje, że na reakcje było za późno i że nie walnieto w jakąś brzozę, tylko coś sie wydarzyło w powietrzu, efektem czego samolot sie rozbił, zapewne wczesniej już rozlatując się na tysiące częsci. systemy samolotu mialy już nie pracować w powietrzu choć ruscy juz 11. kwietnia wykluczyli awarię.

brzoza (z ew. winą pilota) albo wybuchy (pilot nie zawinił)- a tu trzeba wytłumaczyć odlamki no i nową interpretację zapisu, wg ktorej samolot był z 18m nad brzozą. samolot mógł się zlozyc przez skrzydło i na plecy, lub nie. itp. sa to proste, wykluczające sie wersje. kluczowy jest zapis parametrów lotu. i co by nie gadać, raporty pierwszych komisji są, łagodnie mówiąc, niewłaściwe. pewne jest, że we wcześniejszych postepowaniach tuszowano i "korygowano" dla wygody własnej wersji. nie dowiemy sie, czy raport Macierewicza ma słuzyć prawdzie, dostęp do twardych dowodów maja nieliczni a wiele hipotez to rekonstrukcja, ale albo nie wierzymy w nic albo komuś trzeba zawierzyć. no to czemu nie w najbardziej dokładne badania, póki nie zostaną podwazone.

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1562322

Nic nie wiadomo, ale wiadomo, że wszystko to kłamstwo. Tylko, czy kłamca zawsze kłamie? Gdyby samolot nie wyleciał z Warszawy, zgodnie z przepisami, nie było by katastrofy. Gdyby samolot zawrócił na zapasowe lotnisko, co nakazywały przepisy i zdrowy rozsądek, nie byłoby katastrofy. Gdyby samolot nie próbował lądować we mgle łamiąc wszelkie przepisy i dowodząc, że pilot kapitan P. był idiotą, nie byłoby katastrofy. To wiadomo, czy nie?

Ale lepiej zastanawiać się nad brzozą, czy była pancerna,a czy nie? Czy samolot to latający czołg, czy też normalny? Czy były wybuchy, i ile? Każdy może sam wybrać, jaką tajemnicę woli. 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1562384