Paulino, nie odchodź! Paulino, nie wracaj!

Obrazek użytkownika Bielinski
Humor i satyra

Paulino, nie odchodź! Paulino, zostań! Paulino, nie opuszczaj nas, nie pozbawiaj nas swego pióra, umysłu, no i ciała. Piszę to ja – Wacek, bloger skromny, acz postępowy. Widmo faszyzmu i religijnego obskurantyzmu nadciąga nad naszą ojczyznę. Zbierają się nad naszymi głowami czarne chmury nietolerancji, zamordyzmu, rewanżyzmu; wstaje z grobu zda się dawno pogrzebany upiór katofaszymu, to jest katolickiego faszyzmu. Gdy tyle zagrożeń, tyle złych rzeczy, tyle słów pada pełnych nienawiści, gdy publicznie lży się homoseksualistów i transwestytów, i inne mniejszości, gdy nietolerancja i pogarda dla innych staje się zaletą... ty nas opuszczasz w potrzebie? Nawet ty, Paulino M.! Córko sławnego ojca, piosenkarza doby peerelu. Siostry nie mniej sławnej siostry. Latorośl z rodu znanego szanowanego i nowoczesnego. Wyjeżdżasz do pięknej, spokojnej, słonecznej Krety, pozostawiając nas w nieutulonym żalu za twoim celnym i ostrym piórem, którym jak lwica walczyłaś o prawa mniejszości, o tolerancję, o postępową, liberalną demokrację i rządy prawa. Za twym błyskotliwym umysłem, którym rozpraszałaś mroki nadciągającej ciemnoty i kłamstwa. Wreszcie, w końcu, lecz nie na końcu, za twoim pięknym ciałem, bowiem łączysz, nadobna Paulino, jak mało kto w jednym: piękny umysł w pięknym ciele. Nawet teraz w twoim wieku piękne, bowiem jesteś jak szlachetne wino: im starsze, tym lepsze.

   Wyjeżdżasz, Paulino. Zostawiasz nas. Przenosisz się do zagubionej w górach, kreteńskiej wioski tak małej, że nawet listonosz ma kłopot ze znalezieniem twego domu. Tam znalazłaś spokój i ukojenie, tam stoi twa wieża z kości słoniowej, w malej wiosce pośród gór z widokiem na lazurowe morze. Wybór twój można zrozumieć, lecz zostawiasz nas, Paulino, samych w wirze nienawiści; w tej otchłani oszczerstw, szyderstw i kalumnii w lawinie nienawiści prawicowych nacjonalistów i faszystów strzykających jadem pomówień i kłamstw.

   - Szto ty? Iz umta ty uszoł? Niech ona idiet do krupa, sucz odna – odezwał się mój guru i przewodnik duchowy Mordechaj Mordechajowicz Burumstein vice-naczelny prześwietnej gazety, kiedy przeczytałem mu powyższe słowa akcentując je z emfazą dla zwiększenia efektu dramaturgicznego.

   - Jak to? Przecież taka strata, nasza pisarka, wybitna publicystka, feministka sławna wyjeżdża, prawie autorytet moralny, strata niepowetowana… - powiedziałem zaskoczony siłą ataku Mordechaja Mordechajowicza na Paulinę M. Pomyślałem, że musi być źródło tej niechęci.

   Mordechaj Mordechajowicz Burumstein odpowiedział wiązanym, piętrowym przekleństwem, z których słynie piękna, rosyjska mowa, a którego nie odważę się zacytować.

   - Paulina jest dumna z tego, że wszystko co osiągnęła, zawdzięcza sobie, własnej pracy, talentowi i wytrwałości – po chwili dalej czytałem tekst – Dzieci gwiazd często przekonują, że sławne nazwisko w niczym im nie pomogło, a stanowiło obciążenie, bowiem ciągle się ich porównuje do sławnego rodzica. Paulina i jej siostra z oburzeniem odrzucają oskarżenia o nepotyzm, czy kumoterstwo. Rzeczywiście rozpoczęły prace w rodzimym show-biznesie, lecz nie dlatego, że było im łatwiej, lecz że było im o wiele ciężej przez pamięć sławnego ojca. Ile obie panie M. okazały w ten sposób dumy, ile niezależności i siły charakteru. Nie poszły po linii najmniejszego oporu, czyli drogą przetartą przez tatusia. To znaczy poszły, ale nie tak, jak się zazwyczaj sądzi.

   - Oj durak ty, durak, durnyj Polaczok! - parsknął śmiechem Mordechaj Mordechajowicz Burumstein – Kto by tam z nimi gadał, gdyby nie ich otec. Starsza, eta paskuda, co udawała telewizoronju żurnalistku, no durnaja baba kak but. Kagda faszisty wywalili jejo iz telewidzeniu my załatwili jej reklammnyj żurnal, jako naczelnyj redaktor. Dumał ja, szto nie ma lżejszej pracy, że nie wazmożna tego spier...it, że nawet ten pustak dat radu. Samye reklamy i troszku babskiego paplania o maseczkach, o podpaskach, o rebionkach. Szto okazałos? Nawet z takoj roboty ją wywalili. Nie nadawałaś. Ta druga, Paulina, toż to czystyj smech, taka samja durnaj pi...a, kak jej siestra. Kagda ona wiernułaś iz Pariża, kak eta zagoniona, zborsuczona suka, to nie nada było jejo ostawitsia samoj. My nikagda nie ostawiam samych naszych, nawet etoj paryżskowo zużytego materaca. Nada było jejo pomoc, przez pamięć jejo otca. I my pamagli. Paulina naczała pisat i w zurnałach, i internetowym portalach. Tak się jejo eto spodobało szto knigi pisała, co rok odnoj. I w radio i telewidzieniu wystupywała. Mówiła i pisała postępowo, liberalnie, kak nużna. Nasz czełowiek, nasza baba, chot’ wycieruch. Ten sposobom Paulina prosta ostałaś zwiezdu naszego szoł-biza, kak na primier Kuba Wojewódzkij gwiezda potępowoj telewizji.

   - Ale to przecież nepotyzm, czysty nepotyzm – zaprotestowałem nieśmiało – sama Paulina mówi, że sama do wszystkiego doszła, że sobie wszystko zawdzięcza.

   - I charoszo gwarit. Paulin do wsiewo doszła sama, my jejo tolko niemnożko pamagli. Żaden eto niepotizm. Nepotizm eta teraz jest, kagda prawicowe nacjonalisty obsadzajut’ wsie stanowiska swoimi usuwajut naszych specjalistow, naszych fachowców. Eto prawdziwyj nepotizm. Tamto, nasze, eto... pamoc. Mój syn, oczeń zdolnyj, prosta genialnyj pareń. Toże Mordechaj kak otec i dzeduszka, no ja kazał izmenit’ emu imiu i nazwisko. Tepier on nazywaet’sia Marek Borowski, eto pieknyje polskije nazwisko i imia. Naczał robotat’ w Minsterstwie Innostrannych Dzieł, MSZ. Marek miał odin god porobotat’ na placówce, potom z god, półtora porobotat’ w ministertwie i miał ostat’sia konsulom w ważnom miesite w zachodniej Ewropie, żadnej pipidówie. Za czetrypie, piat let’ on mia ostat’sia ambsadorom i to co njamniej Zurich, albo Lizbona. Żadne bantustan, Afryka, czy Azja. Wsio było jasne i zaklepane. Nu priszły wybory i etot prokliatyj, swinnoj polskij narod, wybrał, kak wybral, nasi pregrali, prawica wygrała, i umowa poszła do kubła. Marek narzekajut i płaczet’, szto musit do robotu chodzit i gojów polecenia wypełniat kak prosta szeregowy urzędas i nie ma żadanoj nadzieju na awans, o ambasadorowaniu nie wspomniut. Na szto było imia i nazwisko zmieniat’sia? Maja młodszaja docz pojechała w Izraelu, bo gawarit, że ma dost’ antisemitizma w Polszu. No i szto? Tam, w Izraelu eto dopiero nepotizm. Samyje Żydy i nikowo obcewo nie dopuszczut, a obcych Jewriejew w dupu majiut. Wsio obstawione na siem pokoleń. Odina rabota to na zmywaku w Tel-Avivie, razem z brudasami, arabusami. Tak moja docz wernułas w Polszu i już nie narzekajet’. Tepier startuje w nowoj edycji programa: Mam Talent. Dalieko zajdziot, bo ona ma talient do wsieiwo, kak to w naszej familii zwyczjno. Budziet z niejo krasiwaja, polskaja celebritka. I nie dla tawo, sztoby eto był kakij nepotizm, bo nikowo nepotizma u nas niet, no patomu szto maja docz takaja utalentirowna. Da, da, neptizm tolko u naszich wragow. U nas net nepotizma. U nas wsie utalentirowannnyje, genialnyje, samyje zdolne ku wsiemu. To i oni musiet byt’ zawsiem pierwyje: ministry, naczalniki, direkoty, i tak dalsze. Za eto nienawiżut nas antisemity. Szto my, semity takije zdolnyje do wsiewo.

   - Paulina także jest bardzo zdolna, skończyła szkołę podstawową. Ma osiem klas a proszę pisarka została, znaną publicystką. Gdyby skończyła liceum i zdała maturę, to Nagrodę Nobla z literatury miałaby w torebce – podchwyciłem temat.

    - Sucz odnaja! Szesnaście let miała kagda picz zaswędziła i zbiegła w Pariżu, by tam puszczat’sia się za dolary i euro. Nu i chroszo. Łutsze w pronosach dupę pradawat’, niż na tej dupie za darmo w kłassu siedzieć i uczyt’ sia o Madagaskarie i ego stolicy. Kowo obchodzit Madagaskar? Nu i tak pierodlła’sia ze wsiem, kto płatił, a potom wiernulas’ k Warwszwu kak ta zjebana suka. Wot cełaja historia.

   - Ale przecież to pisarka, publicystka, dziennikarka. Wielu znanych pisarzy nie ma matury – upierałem się przy swoim zdaniu.

   - Idi ty w pizd’u z takoj pisarkoj. Drzewiej ludzie niu uczilis, bo nie mogli. Tepier nie uczit’sia bo nie chocziat. Bo wolut prodowat dupu za dziengi. Eto i raznica. Maksim Gorki napisał Moi Uniwersitiety. On do szkoły nie chodził, ewo uniwersitetom była ulica. Maksim Gorki eto był zamietitielnyj pisatel’ a Pauline M. eto…

   Swą wypowiedź Morechaj Mordechajowicz Burumstein zakończył barwnym, wielopoziomowym i bardzo wulgarnym określeniem, którego nie przytoczę z przyczyn oczywistych. Było widoczne, że mój guru i przewodnik duchowy nie znosił Pauliny M.

   - Wy, szanowny Mordechaju Mordechajowiczu jakoś nie lubicie Pauliny, a przecież to utalentowana pisarka, pisząca pod właściwym kątem ideowym i atrakcyjna kobieta w wieku średnim. Ostatnio dużo pisze o uchodźcach, że trzeba im pomagać, żeby się ich nie bać, nie demonizować. Że to biedni ludzie potrzebujący pomocy, że warto się do nich zbliżyć – zaryzykowałem to pytanie, aby wyjaśnić przyczynę tej antypatii.

    - O zbliżaniu z czernymi, żóltymi, ciapatymi ona wiediot wsio! W Pariże wsiewo naucziła przy kręceniu pornoli – prychną z pogardą Mordechaj Mordechajowicz Burumtein – Da, mnie nie nrawitsa Paulina. Takoj numer ona mnie zdiełała, szto… Niech tam, ja rozkażu ob etom tebie, bo ty durak. Kilka let’ tamu nazad Paulina priszła k gazetu, sztoby pisat’. Trafila na mienia. Ja gawari jejo, sztoby priszła wieczeram k mojej kwartire a ja jeju preegzaminujut. Eta normalnaja procedura z nowymi żurnalistami, ty eto znajesz, moj Wacek. Paulina pytajet ili możet prijdi ze swojej padrugoj. Czy ja woljiu żeńszcziny, ili mużcziny? Niet roznicy, skażu, budzie żeńszczina i mużczina, ili dwie żeńszcziny, ja liubliu trieugolniki. Tolka tro faceta eto nie lzjia. Ja nie pederasta, sztoby mienia z dwóch stron jebat’sia. Wieczeram zwanok. Wchodzit malczik, tak z pietnadzat’ let, za nim żęńszczina, no dziwnaja. Ja patrzu, a eto nie żeńszczina a mużczina. Czarna mużczina. Eto transwestita, czarnyj traneswetnuj gej i to bez nogi, z protezoj. Tak mienia potraktowała eta sucz. Ja choczu dat’ ej rabotu w redakcji a ona prisiłajet’ mienia murzynskowo, transwestnowo obojniaka bez nogi.

    - Paulina wyjechała, pojechała na kreteńską wyspą, zamieszkała między Kreteńczykami. Jednak szkoda. Kobieta postępowa, emancypantka, doświadczona, z niejednego pieca jadła – powiedziałem z dumą

   - Eeee tam – lekceważąco machnął ręką Mordechaj Mordechajowicz Burumstein – Choj z niej. Strata żadnaja, Takoj kak ona to na pudy. Niech ujeżdżajet, niech mieszkajet na kretyńskoj wyspie, kretynka mieżdu masom kretynow. Ty Wacek, nie żałuj Paulinoj, tu dumaj ob siebie. Baba z wozu, miejsce jest’. Mozet’ dla tebia?

   - Przyjmiesz mnie wreszcie w redakcjiu gaziety? - zapytałem żarliwie padłszy na kolana i zalewając się łzami szczęścia.

   - Ty nużen starat’sia, rabotat’, pisat’ teksty ostryje kak britwa, byt’ posłusznym. W przyszłosti, kto znajet?

   Mordechaj Mordechajowicz Burumstein vice-naczelny gazety wyszedł zostawiając mnie w powodzi szczęścia. Dał mi wielki dar. Dar nadziei, że wreszcie, po tylu latach starań zostania żurnalistom gaziety. Istotnie, co mnie obchodzi jakaś tam Paulina M.? Tyle samo dbam o nią, co ona o mnie. Ona by się za mną nawet nie obejrzała na ulicy. Niech jedzie na Kretę, lub jeszcze dalej. Baba z wozu, koniom lżej. Trzeba nieustannie walczyć o postęp, o tolerancję, zwalczać rasizm, antysemityzm, homofobię, piętnować mowę nienawiści. Walec postępu musi się toczyć. Nie ważne kto u steru, kto kieruje walcem: jeden osłabnie, zastępuje go następny. Aczkolwiek jest różnica, czy ty walcujesz, czy ciebie walcują. Nie wolno nam ustawać w walce o lepsze jutro. Dobrze powiedział Mordechaj Mordechajowicz Burumstein: miejsce kretynów między kretynami, lub kretenami. Jaki on mądry! Jaki wspaniały! Mordechaj Mordechajowicz Burumstein to bohater naszych czasów. To mój guru, mój przewodnik duchowy, moja wyrocznia. Nie darmo Mordechaj Mordechajowicz wybrał właśnie mnie, Wacka blogera postępowego na swego ucznia. Paulina M. ma tylko osiem klas. Ja mam za sobą szkołę średnią, maturę, ukończone studia, no i doktorat. Jestem nieskończenie lepszy od tej prostackiej a podstarzałej podfruwajki. Tak, teraz nadchodzi mój czas. Wyjechałaś Paulino? Niech tak zostanie. Wyjechałaś. Już nie wracaj. Twoje miejsce zajmą lepsi, o co nie trudno. Twoje miejsce zajmę ja, Wacek, blogier postępowy. Wacek – najlepszy z najlepszych. Jak to cudownie brzmi.

   Gdy już wyjechałaś, Paulino droga… Pozostań w kraju kretenów. Paulino, nie wracaj! Nie wracaj! Nigdy już nie wracaj!

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:8)

Komentarze

Gdzie jej i jej podobnym bezkarnie plującym na wszystko co polskie, będzie lepiej?

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1573395