Narodziny geniusza. Rok 1905

Obrazek użytkownika Bielinski
Idee

Ten tekst napisałem w zeszłym roku dla upamiętnienia rocznic ważnych w dziejach nauki. Wysłałem ten artykuł do pewnego, polskiego czasopisma popularno-naukowego. Początkowo został przyjęty entuzjastycznie w redakcji. Po roku otrzymałem informację, że czasopismo niestety nie opublikuje mego artykułu, bowiem nie pasuje do ich profilu. Ich wola. Publikuję więc mój artykuł na blogu. Jest to wersja rozszerzona i nieco zmieniona. Tu mam dość miejsca by napisać to, co, moim zdaniem, trzeba powiedzieć na ten temat. Artykuł w czasopiśmie musi być z konieczności skrótem. Poza tym w artykule akcentowałem pewne wątki w sposób bardziej stonowany. Tu piszę tak, jak uważam, iż było. Lub mogło być. Artykuł dotyczy okoliczności publikacji pracy Alberta Einsteina pt. „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”, jednej z najważniejszych prac naukowych w historii nauki. I okoliczności powstania Szczególnej Teorii Względności. Druga część artykułu, którą opublikuję wkrótce, opisuje powstanie Ogólnej Teorii Względności. A całość skupia się na postaci Alberta Einsteina. Artykuł jest dość długi, jego czytanie wymaga skupienia i uwagi. Ale, stronniczym zdaniem autora, artykuł wart jest tego wysiłku. Zapraszam do lektury.

 

 

Miniony rok 2015 był rokiem okrągłych rocznic, niezwykle istotnych w dziejach nauki, a szczególnie fizyki. 30 czerwca 1905 roku, czyli 115 lat temu, do redakcji naukowego, niemieckiego czasopisma Annalen der Physik wpłynęła praca nieznanego szerzej młodego fizyka Alberta Einsteina pt. „Zur Elektrodynamik bewegter Körper1 (O elektrodynamice ciał w ruchu). Praca o znaczeniu wyjątkowym, która stworzyła podstawy Szczególnej Teorii Względności (STW).  Dziesięć lat później, w listopadzie 1915 roku, Albert Einstein ogłosił prace, które stworzyły podstawy tzw. Ogólnej Teorii Względności (OTW). Albert Einstein uważny jest za absolutnego geniusza. Za kamień probierczy geniuszu. Jedni uważają Einsteina za najwybitniejszego naukowca w dziejach; inni skromniej stawiają Einsteina w jednym szeregu obok największych: Izaaka Newtona, Galileusza, czy Archimedesa. Nikt nie wątpi w to, że Albertowi Einsteinowi przynależy się miejsce w pierwszym rzędzie geniuszy, tych olbrzymów intelektu, którzy zmienili ludzkość, którzy pokojowo wpłynęli na bieg dziejów, którzy wreszcie wywarli na dzieje nauki największy wpływ.

   Praca ta poświęcona jest analizie okoliczności powstania dwóch teorii fizycznych: Szczególnej i Ogólnej Teorii Względności w świetle nowych publikacji, jakie ostatnio się ukazały. W szczególności mam tu na myśli pracę rosyjskiego fizyka Anatolija Logunova, „HENRI POINCARÈ AND RELATIVITY THEORY”4. Jest dostępna w Internecie w wersji elektronicznej (po angielsku).  Profesor A. A. Logunov był fizykiem teoretykiem, specjalistą w teorii względności, umarł w marcu 2015 roku. Data jego śmierci to kolejna, ciekawa koincydencja czasowa. Prace teoretyczne A. A. Lagunova budzą kontrowersję, ale powyższa praca dotyczy STW i okoliczności jej powstania. Wzmiankowana praca A. A. Logunova jest również zaawansowanym wykładem STW, a tym samym jest nie do przyswojenia przez humanistów. Zainteresowania historyczne autora, drobiazgowa analiza: kto co odkrył, kto był pierwszy, a kto wtórny, sprawiają z kolei, że dla fizyków ta praca jest mało interesująca. Jednakże dla osoby, której matematyka wyższa nie jest obca i zainteresowanej historią odkrycia STW, praca A. A. Logunova jest cennym i inspirującym źródłem informacji.

   Szczególna i ogólna teoria względności również i dzisiaj są ważne: dawno temu wyszły poza wąski krąg fizyki. Odmieniły nasze spojrzenie na świat, nasze rozumienie świata, czasu, przestrzeni i materii. Humaniści niech się nie obawiają: nie będzie żadnych wzorów. Artykuł ten nie jest specjalistycznym wykładem z teorii względności. Jest esejem, próbą wyjaśnienia szeregu zdumiewających zbiegów okoliczności, towarzyszących powstaniu obu teorii: STW i OTW, zdarzeń nader szczególnych, a szerzej nieznanych i wartych szerszego upublicznienia. Albowiem powstaniu obu teorii towarzyszył szereg zdumiewających koincydencji, co przyznają nawet badacze bezkrytycznie wielbiący Einsteina. Na ten splot niezwykłych zbiegów okoliczności zdarzeń spróbuję spojrzeć chłodno i obiektywnie, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, nie rozstrzygając a priori, kto był pierwszy, kto drugi. I kto od kogo ściągał.

   Albert Einstein (1879 - 1955) jest autorem ponad 300 prac naukowych, ale to szczególna teoria względności oraz będąca uogólnieniem i rozwinięciem ogólna teoria względności były jego najważniejszymi dziełami naukowymi. Teorie względności przyniosły Einsteinowi niezwykłą jak na naukowca sławę. Albert Einstein stał się światowym celebrytą. Ikoną popkultury, jednym z symboli XX wieku, którego postać pojawia się w mnogich filmach, komiksach, na koszulkach i kubkach, na murach i w piosenkach, itp. Znakomitością, z którego zdaniem liczyli się najpotężniejsi ludzie tamtych czasów. W powszechnej opinii nastąpiło utożsamienie: geniusz = Einstein. Myślisz geniusz – widzisz postać Einsteina z charakterystyczną burzą siwych włosów.

   Aby wykonać zadanie, musimy powrócić kolejno do roku 1905 i okoliczności powstania STW oraz do roku 1915 – narodzin OTW– już w drugiej części; na koniec zostawiając podsumowanie. Taki jest plan. Jest to opowieść nie o teoriach fizycznych, lecz o ludziach je tworzących. Jest to opowieść, której bohaterami są ludzie nazywani geniuszami. Tytanami intelektu. I taka jest prawda, ale prawdą jest również, iż ludzie, którzy są fenomenalnymi matematykami, czy fizykami, w życiu codziennym nie sięgają moralnych wyżyn, oględnie mówiąc. W życiu codziennym często nie różnią od zwykłych śmiertelników, nie stroniąc od świństw, jakie są rzekomo udziałem li-tylko maluczkich. Przejdźmy zatem do roku 1905, w którym Einstein opublikował wybitnych szereg prac naukowych, m. in pracę wyjaśniającą efekt fotoelektryczny, pracę o ruchach Browna, obronił pracę doktorską „O nowej metodzie wyznaczania rozmiarów molekuł” (w istocie ta praca tyczyła się wyznaczaniu tzw. stałej Avogadro) i pracę: „Zur Elektrodynamik bewegter Körper1, na koniec w tym roku w innej pracy wyprowadził najsłynniejsze równanie E = mc2,znane nawet tym, którzy mają jak najżywszy wstręt do matematyki, czy fizyki. Nie jest dziełem przypadku, iż rok 1905 nazywany jest Annus Mirabilis – cudownym rokiem Einsteina.  My tutaj skupiamy się na okolicznościach powstania pracy „O elektrodynamice ciał w ruchu1.

Pejzaż horyzontalny

Lato 1905 roku było niezwykle gorące. Gorące nie tylko w sensie klimatycznym, ale również politycznym, militarnym i… naukowym. Latem 1905 roku napięcie polityczne w Europie sięga zenitu, a wraz z nim rośnie antagonizm niemiecko - francuski. Na Dalekim Wschodzie toczy się wojna rosyjsko – japońska, w której armia rosyjska ponosi klęskę za klęską. W dniach 25-27 maja na wodach cieśniny Cuszimskiej, opodal Korei, dochodzi do bitwy morskiej między flotami carskiej Rosji i cesarskiej Japonii. Potężna rosyjska flota bałtycka, odbywszy rejs przez pół świata: morze Północne, Atlantyk, dookoła Afryki, (Brytyjczycy przez kanał Sueski przepuścili tylko statki z zaopatrzeniem), przylądek Dobrej Nadziej, dalej ocean Indyjski, cieśnina Malakka, morze Południowo-Chińskie, znalazła spokojną przystań na dnie morza Żółtego opodal koreańskiej wyspy Cuszimy. Flota japońska w wielkiej bitwie morskiej zatopiła prawie całą, dwukrotnie potężniejszą flotę rosyjską! Z pogromu ocalały tylko dwa rosyjskie okręty, w tym krążownik Aurora, ten sam, z którego dwanaście lat później… „pierwszy wystrzał padł…”, dając znak do ataku na Pałac Zimowy i wybuchu tzw. rewolucji bolszewickiej. Już lepiej, żeby Autora poszła na dno razem z innymi rosyjskimi okrętami. Potwierdzone wieści o wyniku bitwy pod Cuszimą dotarły do Europy bardzo szybko, istniały przecież telegrafy oplątujące swą siecią cały świąt, wywołując prawdziwy wstrząs. A raczej mentalne trzęsienie ziemi. Po raz pierwszy od trzystu lat wielka, biała armia jest bita przez armię kolorowych. Po raz pierwszy od stuleci wielka flota biała flota została zatopiona przez flotę małych, skośnookich, żółtych Japończyków! Na wieści o klęskach cara, w Rosji wybucha fala buntów, rozruchów, strajków, nazwana później rewolucją 1905 roku. Kłopoty Rosji to wielka szansa dla Niemiec. Rosja porażona klęskami w wojnie z Japonią i wewnętrznymi buntami jest bezsilna na zachodzie. Nie ma mowy, by zaangażowała się w nową wojnę przeciwko Niemcom np. w obronie Francji. Sojusz francusko – rosyjski chwilowo znika, a wraz z nim znika niemiecki koszmar wojny na dwa fronty. I to jest kolejna przyczyna wysokiej gorączki, tym razem politycznej i militarnej, lata 1905 roku.

   Latem 1905 roku Europa staje w obliczu bardzo realnej groźby wybuchu wojny niemiecko – francuskiej. Kolejnej wojny. W wojnie z lat 1870-1871 Prusy upokorzyły Francję: pokonały jej armie, narzuciły olbrzymie kontrybucje i odebrały Alzację i Lotaryngię. Latem 1905 roku wielu niemieckich generałów dostrzega szansę na dokończenie dzieła z 1871 roku: ostateczne pokonanie i zwasalizowanie Francji i narzucenie dominacji Niemiec w całej Europie. Generalicja niemiecka naciska na cesarza do prewencyjnego uderzenia na Francję. Osamotniona Francja, bez pomocy Rosji i Wielkiej Brytanii, nie obroni się przed całą potęgą niemieckiej armii. Francja musi upaść. Trzeba wykorzystać szansę, która może już nie powtórzyć! Atoli cesarz Wilhelm II odmówi. Wojna nie wybuchnie. My to wiemy, żyjący później, Wojna niemiecko-francuska wybuchnie, ale w dziewięć lat później latem 1914 roku, jako element Wielkiej Wojny, wojny światowej, którą my opatrujemy numerem pierwszym. Wybuchnie niechciana, przypadkowo, niejako niechcący. Ale to wydarzy się później. Latem 1905 roku mieszkańcy Paryża, Francji czy Niemiec, żyli w trwodze i napięciu. Każdego dnia mogli się spodziewać, że na granicy francusko - niemieckiej rozlegną się salwy dział. Że Niemcy zaleją Francję. Podejdą pod Paryż jak w 1871.

   W 1905 roku cesarskie Niemcy są u szczytu potęgi. Niemcy są pierwszą potęgą przemysłową Europy. Niemcy dysponują najsilniejszą, doskonale wyszkoloną i nowocześnie uzbrojoną armię. Niemcy wygrywają nawet wyścig zbrojeń na morzu z Wielką Brytanią, tzw. wyścig pancerników. Po stuleciach dominacji brytyjskiej flocie grozi utrata panowania na morzach i oceanach na rzecz floty niemieckiej. W kulturze dominacja Niemców jest bezapelacyjna. Niemiecka filozofia, poezja, literatura, nie maja sobie równych. Podobnie w muzyce, operze. W całej środkowej Europie, od Strasburga na zachodzie po Lemberg (Lwów) na wschodzie, od Tallina na północy po Triest na południu dominuje niemiecki język i niemiecka kultura. Innym polem dominacji niemieckiej jest nauka. Niemiecki przemysł zalewa świat pierwszorzędnymi towarami w atrakcyjnych cenach, produkując najnowocześniejsze towary dzięki… wsparciu nauki. Niemcy, jako pierwsi, odkrywają znacznie nauki dla przemysłu i pierwsi tworzą sprzężenie zwrotne przemysł – nauka. Niemcy stają się światowym centrum nauki. Niemiecka nauka przoduje w świecie, przede wszystkim nauki ścisłe: chemia, fizyka, matematyka. Gdy spojrzymy na listę matematyków czy fizyków z tamtego okresu, to aż się tam roi od niemieckich nazwisk. Sukcesy Niemców w nauce są skutkiem wprowadzenia nowoczesnego i powszechnego systemu kształcenia: szkoła podstawowa, szkoła średnia, uniwersytet. Niemieckie uniwersytety są klasą same dla siebie w jakości kształcenia; to kuźnia przyszłych noblistów. Sławne angielskie uniwersytety Oxford czy Cambridge, czy inne europejskie, nie mogą się równać z najlepszymi niemieckimi uniwersytetami. Uczelnie amerykańskie w tej rywalizacji w ogóle się nie liczą.

   Można śmiało powiedzieć, że szczyt swoje potęgi Niemcy osiągnęły latem 1905 roku. Potem było już tylko gorzej, gorzej dla Niemiec, rzecz jasna. Latem 1905 roku wydaje się, że Niemcy mogą wszystko, że zdominują całą Europę. Jeśli nie są panami świata, to wkrótce będą. To tylko kwestia czasu. Ale po lecie 1905 czas już nie pracował na korzyść Kajzera Wilhelma II, cesarskich Niemiec i Niemców. Ze szczytu każda droga wiedzie w dół. Rosja otrząśnie się szybko po klęsce wojny z Japonią i zacieśni sojusz z Francją, z którą zawrze alians Wielka Brytania przerażona zbrojeniami Niemiec na morzu. Ujawni się nowe, młode mocarstwo zza oceanu: Stany Zjednoczone Ameryki. Ameryka stanie się pierwszym mocarstwem przemysłowym świata. Gotowy schemat dwóch światowych wojen. Koalicja: USA, Rosji, Wielkiej Brytanii i Francji złamie potęgę Niemiec i w pierwszej wojnie i wojnie numer dwa. Niemcy miast oczekiwanych zwycięstw, podążą drogą od klęski do klęski. Pomyśleć, jak to szybko poszło. Szczyt potęgi Niemiec w lecie 1905 roku i dno klęski – lato 1945 – dzieli ledwie 40 lat. Jedno, dwa pokolenia. Nastoletni Niemiec oklaskujący cesarza Wilhelma II w 1905 roku, w czterdzieści lat później widział podludzi ze wschodu - czerwonoarmistów gwałcących niemieckie kobiety w Berlinie! Jakże szybka jest droga ze szczytów tryumfów na dno klęski i upadku. Cesarz Wilhelm II popełnił błąd. Czasami to tępi generałowi mają rację. Gdyby był zaatakował Francję w 1905 roku, historia potoczyłaby się inaczej…

   Ale też mówiąc o blaskach Niemców, nie wolno pomijać i cieni. Cieni, które będą gęstniały z każdym rokiem, z każdym dziesięcioleciem, aż Niemcy posuną się do najgorszych masowych zbrodni niewidzianych w Europie od czasów najazdu Mogołów, czy ekspansji imperium rzymskiego. Wraz z sukcesami rośnie buta Niemców. Ich arogancja, przekonanie o własnej wyższości, wyjątkowości, o własnych wyższych celach, przerodzi się teorię Herrenvolku – narodu panów. W latach 1901/1902 miał miejsce strajk polskich dzieci we Wrześni w niemieckiej prowincji poznańskiej. Złowróżbny omen, którego nikt nie zrozumiał, a mało kto zauważył. Strajk polskich dzieci był to protestem przeciwko niemieckiej polityce germanizacji. Od polityki wynaradawiania, od germanizacji, od Kulturkampfu, Niemcy przejdą do polityki masowej eksterminacji mniej wartościowych narodów. Od germanizacji w małym, prowincjonalnym mieście, do krematoriów KL Auschwitz – Birkenau; od bicia dzieci w szkole za mówienie po polsku do masowego gazowania podludzi w komorach gazowych… Oto droga Niemców. Masowa zagłada Polaków, czy Żydów, nie jest przypadkiem, ewenementem, historycznym trafem, jak nam dziś wmawiają… To proces trwający dziesięciolecia, konsekwentnie przeprowadzony i wprowadzony w życie przez Niemców, przez niemiecki naród i jego przywódców. Nie tylko Adolfa Hitlera. Hitler był ostatni w długim szeregu, ale nie pierwszy.

Gorące lato

Ale wróćmy do nauki i lata 1905 roku. Niemiecka matematyka przoduje w świecie. Niemcy mają wielu świetnych matematyków, lecz pośród tego licznego grona góruje jeden: David Hilbert (1862 – 1943) genialny matematyk, podówczas profesor matematyki na uniwersytecie w Göttingen. Georg-August-Universität Göttingen Georgiana, czyli Uniwersytet w Getyndze, założony w 1735 przez króla Jerzego II, był w tym czasie jednym z najważniejszych uniwersytetów w Niemczech. Jako ciekawostkę można podać, iż pierwszym kuratorem tego uniwersytetu był Gerlach Adolph von Münchhausen, krewny sławnego bohatera „Przygód barona Münchhausena”, co to sam wyciągnął się za włosy z bagna, co leciał na armatniej kuli, itp. Urocza opowieść. Ale z Hilbertem żartów nie było. Studenci mdleli przed egzaminami u niego. A mimo to ciągnęli do Getyngi jak muchy do miodu. Młodzi adepci matematyki na początku XX wieku na całym świecie otrzymywali jedną i taką samą radę: „pakuj manatki i zabieraj się do Göttingen”. Hilberta wyróżniały nie tylko dokonania matematyczne, ale też talent organizacyjny. Był doskonałym menadżerem nauki. On decydował o kierunkach badań, o pieniądzach i zatrudnieniu. Dlatego Davida Hilberta nazywano bogiem, albo skromniej: cesarzem niemieckiej i tym samym światowej matematyki. David Hilbert na zdjęciach to szczupły, starszy pan o siwej brodzie w szpic i inteligentnym, bystrym spojrzeniu. Nieco nerwowy z wyglądu. Wielkie sukcesy zawodowe Hilbert okupił wielkim nieszczęściem osobistym. Hilbert, pochodzący z Królewca w młodości ożenił się z córką kupca z tegoż miasta. Było to szczęśliwe, zgodne małżeństwo. Mieli jednego syna. Niestety, ich jeden, jedyny syn był… debilem. Cierpiał na jakąś niezdiagnozowana chorobę psychiczną i zatrzymał się w rozwoju na poziomie debila. Posiadanie takiego, upośledzonego umysłowo dziecka jest wielkim nieszczęściem dla każdych rodziców. Dla człowieka tak inteligentnego i błyskotliwego, jak Hilbert, była to katastrofa, z którą zmagał się do końca życia.

   W tej pangermańskiej, matematycznej beczce miodu jest i łyżka dziegciu. Ową łyżką dziegciu jest matematyk francuski: Henri Poincarè (1854 - 1912). Na starych zdjęciach z tego okresu Henri Poincaré to mężczyzna z gęstą, czarną brodę i okrągłą twarzą. Widać, że jak to Francuz ceni sobie dobre jedzenie. Z wyglądu nieco nadęty. Poincaré zapewne uważał, że profesor uniwersytetu samym swoim wyglądem powinien budzić szacunek i podziw. I miał rację, profesorowi fizyki matematycznej Uniwersytetu na Sorbonie należy się szacunek. Szczególnie profesorowi, który nazywa się Henri Poincaré. Obaj: i Poincaré i Hilbert nadają ton światowej matematyce tamtych lat. Osobiście Hilbert i Poincaré się nie znoszą. Jest wiele przyczyn tej animozji między genialnym Niemcem i genialnym Francuzem. Hilbert jest wyznawcą i kapłanem tzw. „czystej” matematyki, zaś Poincaré uważa, że najważniejsze problemy matematyki leżą na pograniczu matematyki i fizyki. Tam ich szuka, znajduje, i rozwiązuje, z czego rośnie jego sława. Poincaré z wykształcenia jest inżynierem górnikiem, nie matematykiem. Na osobiste animozje, jakie łączą, albo dzielą Hilberta i Poincarè nakłada się narastający antagonizm niemiecko – francuski, objawiający się również w nauce i nacjonalizm, szalejący zresztą po obu stronach granicy francusko – niemieckiej wobec groźby wybuchu wojny. Przypominam, mamy lato 1905 roku.

   Najważniejszym wydarzeniem naukowym lata 1905 roku jest konferencja o teorii elektromagnetyzmu odbywająca się na uniwersytecie w Göttingen w dniach 5 czerwca – 1 sierpień 1905 roku. Organizatorzy konferencji to David Hilbert, Hermann Minkowski i Emil Wiechert, postaci pomnikowe w dziejach nauki. Konferencji naukowych było i jest mnóstwo, lecz o tej warto pamiętać. Jest to jedna z najważniejszych konferencji naukowych XX wieku. Konferencja w Getyndze jest czysto niemiecka, zaproszono na nią tylko i wyłącznie niemieckich matematyków i fizyków. Poincarè od lat pracujący nad teorią elektromagnetyzmu, który jest najwybitniejszym specjalistą od elektromagnetyzmu nie został zaproszony. Jest przecież Francuzem. Spośród organizatorów najważniejszy jest David Hilbert i jego najważniejszy współpracownik i przyjaciel Hermann Minkowski (1864 - 1909) wybitny matematyk, pracujący nad teorią elektromagnetyzmu. Minkowski jest wysoki, przystojny, ma gęste wąsy, polskie nazwisko i z wyglądu przypomina polskiego szlachcica. Ale pochodzi z rodziny litewskich Żydów, która przeniosła się z Litwy do Królewca. Konferencja poświęcona była palącemu problemowi naukowemu: czym jest światło? Czy prędkość światła jest maksymalna?  Czy prędkość światła jest prędkością graniczną, czy też możliwy jest ruch z prędkościami nadświetlnymi?

   W 1886 roku dwóch amerykańskich fizyków Michelson i Morley przeprowadziło pewien eksperyment. Okazało, że prędkość światła się nie dodaje! Jest stała, niezależna od prędkości źródła. Wynik, sprzeczny z codziennym doświadczeniem i zdrowym rozsądkiem. Wyjaśnienie wyników doświadczenia Michelsona-Morley’a stało się palącym zadaniem fizyki teoretycznej, ponieważ wyniki te przeczyły oczywistym podstawom mechaniki, jak wzorom na dodawanie prędkości. Stąd pomysł konferencji na uniwersytecie w Getyndze. Jak rozumieć wyniki doświadczenia Michelsona – Morley’a? Jak je pogodzić z podstawami mechaniki? Czym jest skrócenie Lorentza – FitzGeralda? Jak rozumieć prace Heindrika Lorentza z 1904 roku i jego wzory transformacyjne? Świadkiem tamtych wydarzeń jest Max Born (1882 - 1970) późniejszy wybitny fizyk, laureat nagrody Nobla. Max Born, pochodził z rodziny niemiecko – żydowskiej, więc nikt nie może zarzucić mu antysemityzmu. Uczestniczył w owym seminarium, jak student. Born wspominał, że przeżył tam wiele wspaniałych i stymulujących intelektualnie godzin na wykładach Minkowskiego i Hilberta3. Słuchanie wykładów ludzi tego kalibru intelektualnego musiało być niezwykłym przeżyciem, duchową, intelektualna ucztą. Jest początek czerwca 1905 roku. Nic nie jest jeszcze zdecydowane; problem nie został rozwiązany, wydaje się, ze wszystkie możliwości są na stole. Na konferencji było przewidziane specjalne seminarium o ruchu z prędkościami nadświetlnymi. Teoretycy mają to do siebie, że rozważają wszystkie możliwości.

   Wówczas, jak grom z jasnego nieba, na uczestników seminarium na uniwersytecie w Getyndze spada wiadomość o pracy, jaką Henri Poincaré ogłasza w Paryżu. Piątego czerwca Henri Poincare ogłasza i publikuje w Paryżu swoją pracę: “Sur la dynamique de l’électron”2. Wybór daty nie był z pewności przypadkowy. Poincaré ogłasza swoje wynik dokładnie w dniu rozpoczęcia konferencji niemieckiej w Getyndze. Taki mały prezent Francuza dla niemieckich kolegów po fachu. Dlatego zapewne Poincaré się pośpieszył i opublikował tylko skrót swych dokonań. Pełna wersja trafi do wydawnictwa kilkanaście dni później. Nie istniał wówczas Internet, ani telewizja, czy nawet radio, ale były telefony, telegrafy, no i świetna kolej. Ludzie doskonale radzili sobie z przekazywaniem wiadomości. Wieści o pracy Poincarè, a zapewne i odpis samej pracy docierają do Getyngi już po kilku dniach. Hilbert i Minkowski nie mogą zignorować odkryć wielkiego francuskiego matematyka. Poincarè był w owym czasie najlepszym specjalistą od teorii elektromagnetyzmu na świecie. Opublikował wiele prac na temat elektrodynamiki. Hilbert się nie znał się na teorii elektromagnetyzmu, ale takiemu Minkowskiemu wystarczyło pobieżne przejrzenie pracy, by wiedzieć: Poincarè ma rację! Ten cholerny, nadęty Poincarè znalazł rozwiązanie! Francuz pokonał Niemców w ich koronnej dyscyplinie! To musiało być trzęsienie ziemi. Kompletny wstrząs i szok. I upokorzenie. Sporą cześć materiałów seminaryjnych nadesłanych na konferencję na uniwersytet w Getyndze można było wyrzucić do kosza na śmieci.

   Pełna wersja pracy H. Poincarè dociera do włoskiego wydawnictwa w dniu 23 czerwca 1905 roku2. Daty te są ważne, w tej historii nawet dni mają znaczenie. Tydzień później, dnia 30 czerwca 1905 roku, do niemieckiego czasopisma naukowego Annalen der Physik wpływa praca młodego, nieznanego szerzej naukowca Alberta Einsteina: „Zur Elektrodynamik bewegter Körper1 (O elektrodynamice ciał w ruchu), praca, która stał się podstawą nowej teorii fizycznej, całego nowego działu fizyki: Szczególnej Teorii Względności (STW).

Rozpatrzmy te, zaiste zdumiewające, koincydencje czasowe:

  1. 5 czerwca - francuski matematyk H. Poincaré ogłasza swoje wyniki w Paryżu.
  2. Pełna wersja pracy H. Poincaré trafia do wydawcy 23 czerwca;
  3. 5 czerwca - zaczyna się konferencja na uniwersytecie w Getyndze, grupująca najwybitniejszych niemieckich specjalistów od teorii elektromagnetyzmu.
  4. Tydzień później, 30 czerwca do wydawcy trafia praca niemieckiego, młodego fizyka A. Einsteina „Zur Elektrodynamik bewegter Körper1.

   Czy te zdarzenia były od siebie niezależne? Czy istnienia miedzy nimi związek? Wiemy, że nie były niezależne. Poincaré specjalnie przyspieszył ogłoszenie swoich wyników, by zdążyć na rozpoczęcie konferencji Hilberta w Getyndze. Skąd w tej historii pojawia się Einstein? W tym czasie Albert Einstein spokojnie mieszkał siebie w Bernie, pracował w urzędzie patentowym i przygotowywał się do obrony swojej pracy doktorskiej. Nie był uczestnikiem j konferencji w Getyndze. Nikt tam o nim nie słyszał. Max Born wspomina, że na wykładach Minkowskiego, czy Hilberta podczas pamiętnego seminarium w Getyndze w nazwisko Einsteina nie zostało nawet wspomniane3. Einstein pojawia się w tej historii nagle, całkiem niespodziewanie, niby królik wyciągnięty z kapelusza. Jeśli Einstein wcześniej pracował nad teorią elektromagnetyzmu i miał takie rewelacyjne wyniki to, czemu nie zaprezentował ich na konferencji w Getyndze? Konferencja w Getyndze dla młodego, nieznanego, fizyka było wspaniałym miejscem do ogłoszenia swoich wyników! Wręcz wymarzona szansa do zaistnienia dla młodego, ambitnego, niemieckiego naukowca. I pytanie najważniejsze: jaki jest związek między pracami Poincaré a pracą Einsteina „Zur Elektrodynamik bewegter Körper1.

   Wiele pytań. Ale przejdźmy do samej pracy Alberta Einsteina: „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” z 30 czerwca 1905 roku. Od razu trzeba powiedzieć jedno: jest to znakomita praca naukowa. Jest zaliczana do grona 10, czy 20 najważniejszych prac w dziejach nauki i na to zasługuje. Niestety, jej lektora wymaga starannego przygotowania matematycznego, jak wypada na pracę z tak trudnej dziedziny, jaką jest fizyka teoretyczna. Wyprowadzenia są proste i przekonywujące, tok rozumowania bez zarzutu. Styl nieco ciężki, jak to u Einsteina, ale trudno napisać lekką pracę na taki temat. Jej autor musiał być znakomitym matematykiem, posiadającym dodatkowo głęboką znajomość teorii elektromagnetyzmu. Trudno się do tej pracy przyczepić poza jednym: praca nie zawiera żadnej bibliografii. Na końcu znajdują się jedynie zdawkowe podziękowania dla niejakiego M. Besso za sugestie. I tyle. Zero odnośników do literatury. Zero bibliografii. Einstein tak miał, w wielu jego pracach to występuje. Brak bibliografii. Zupełnie jakby autor wszystko samo odkrył, wszystko sam wyprowadził. A tak przecież nie było. To wiemy.

   Szczególna teoria względności składa się z dwóch założeń, tzw. postulatów Einsteina i wzorów wyprowadzonych na bazie tych postulatów, z których najważniejszymi wzorami są wzory transformacyjne, zwane transformatami Lorentza. Hendrik Lorentz, holenderski fizyk opublikował te wzory w pracy wydanej w 1904 roku, lecz błędnie je zinterpretował. Znaczenie transformaty Lorentza zrozumiał w pełni H. Poincarè, i to właśnie Poincarè nadał im nazwisko odkrywcy. W swej pracy Einstein słowem nie wspomina o pracy Lorentza z roku poprzedniego, chociaż musiał je znać. W owym czasie Einstein dorabiał do pensji publikują recenzje a właściwie streszczenia prac naukowych w czasopiśmie “Beiblätter Annalen der Physik”. Jak Einstein pracując nad pracą o elektrodynamice mógł nie zapoznać się z pracą Lorentza z 1904 roku skoro jej streszczenie ukazało się w 4 tomie w 1905 roku1? Czwartym z 24, czyli ten tom ukazał się w najpóźniej w lutym, marcu. Einstein miał pełny dostęp do tego czasopisma, przeglądał publikowane artykuły również pod kątem swojej pracy. Dlaczego miałby nie zapoznać się z fundamentalną pracą Lorentza? Niepodobna, u dobrze wyszkolonego naukowca.

   Przejdźmy do zdumiewającej sekwencji zdarzeń z czerwca 1905 roku. Zazwyczaj historycy nauki przekonują, iż była to przypadkowa koincydencja zdarzeń. Że te zdarzenia nie były ze sobą w żaden sposób powiązane. W myśl tej powszechnie obowiązującej wersji w Getyndze trwa sobie konferencja, Poincaré publikuje sobie swoje prace w Paryżu, a w Bernie, w Szwajcarii młody geniusz Albert Einstein pisze sobie całkowicie niezależnie, nic nie wiedząc o żadnych innych pracach, w izolacji od swata naukowego swoją pracę „O elektrodynamice ciał w ruchu”. Sam Einstein podawał, iż pisząc swoją pracę znał tylko artykuły  Lorentza sprzed dziesięciu lat i prace Poincaré sprzed pięciu. Wniosek: Einstein sam stworzył STW, nie znając najnowszych prac Poincaré i Lorentza. Kiedyś bardzo podobał mi się ta wizja młodego geniusza. Młody Einstein jedzie sobie w Bernie w tramwaju do lub z pracy i rozmyła, nie jak inni o dupie Maryny, lecz o tym, co by było, gdyby człowiek biegł z prędkością światła w tramwaju poruszającym się z prędkością światła? Tak sobie Einstein myślał, myślał, aż wymyślił i tak powstała Szczególna Teoria Względności. Jednym twórcą STW jest Albert Einstein młody, genialny fizyk.

    Co zawierają prace H. Poincaré, wcześniejsze od prac Einstiena? Odpowiada na to pytanie A. Logunov, który zadał sobie trud dotarcia do oryginalnych prac H. Poincaré i H. Lorentza i krytycznie porównuje je z pracą Einsteina. STW składa się z dwóch części: dwóch założeń, albo postulatów, zwanych obecnie postulatami Einsteina i części teoretycznej – obliczeń wynikających z tych założeń, w tym transformaty Lorentza. Postulaty STW, albo postulaty Einsteina: 1) wszystkie układy inercjalne są sobie równoważne i 2) prędkość światła jest maksymalną prędkością. Postulaty te mają być rewolucyjnym wkładem Alberta Einsteina. Pierwszy postulat to nic innego jak odnowiona zasada Galileusza. Drugi postulat to wniosek z doświadczenia Michelsona – Morleya. Oba postulaty znajdują się w pracach H. Poincarè z 1904 i 1905 roku, co wykazuje A. Logunov!  Logunov udowadnia, iż to Henri Poincaré pierwszy rozwiązał problem! Nawiasem mówiąc, w pracy „O elektrodynamice… ” jest wyprowadzony słynny wzór Einsteina: E = mc2, ale z błędem. Poprawną postać wzoru Einstein podaje w kolejnej pracy publikowanej po kilku miesiącach. Równanie to pierwszy wyprowadza Poincaré1. Zatem ten wzór powinien nosić nazwę równania Poincaré – Einsteina, albo wręcz równania Poincaré.

   I tak znaleźliśmy się w całkowitym pomieszaniu. Czyżby raca Einsteina okazała się być wcale nie oryginalna, ale wtórna wobec prac Poincaré? I to Henri Poincaré jest właściwym twórcą Szczególnej Teorii Względności?  Co wynika z tej dziwnej koincydencji zdarzeń w czerwcu 1905 roku. Istnieją trzy wyjaśnienia. Pierwsza to tradycyjna wersja: Einstein samodzielnie napisał swoją prace, nie czytając prac Lorentza i Poincaré. Koincydencja czasowa między publikacją pracy Einsteina, a publikacjami prac Poincaré jest dziełem przypadku. Druga możliwość jest taka, że Einstein zapoznał się z pracami Poincaré i Lorentza, a jego praca powstała w pośpiechu na zamówienie prawdopodobnie płynące od uczestników seminarium w Göttingen: od Davida Hilbert i/lub Hermanna Minkowskiego i została błyskawicznie przyjęta do druku, aby uprzedzić równoległą czasowo publikację prac H. Poincaré. Jeśli by tak było, to praca „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” z 1905 byłaby plagiatem. Wreszcie trzecia możliwość, najbardziej radykalna. Czy pracę „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” w ogóle napisał Einstein? Czy Einstein był w stanie napisać prace na takim poziomie matematycznym z dziedziny, która była mu całkowicie obca? Max Born nazywał Einsteina… „matematycznym ignorantem”, a poznał go, gdy Einstein był już na znacznie wyższym poziomie… matematycznie. Była i inna, wielka przeszkoda. Einstein do tej pory zajmował się termodynamiką, przejście od termodynamiki do elektrodynamiki to olbrzymi skok wymagający wielu miesięcy, czy lat pracy. Czy Einstein miał czas by to zrobić  w lecie roku 1905-go? Odpowiedź no to pytanie brzmi: no tak, ale Einstein był geniuszem.  Ale doba geniusza ma także 24 godziny; Einstein musiał spać, jeść, chodzić do pracy i tam wykonywać polecenia przełożonych. Dodatkowo zajmował się intensywną pracą naukową: pisał prace z termodynamiki, napisał prace o efekcie fotoelektryczny i dla niego najważniejsze: napisał pracę doktorską, od której zależała jego kariera. Kiedy Einstein w lecie 1905 roku miałby czas by zajmować się teorią elektromagnetyzmu?

   Co zatem się wydarzyło? Odpis pracy Poincaré dociera do Getyngi najpóźniej 10, 12 czerwca. Czyta ja Minkowski i Hilbert. Minkowski od razu rozumie doniosłość odkrycia Poincaré. Postanawiaj utrzeć nosa zarozumiałemu Francuzikowi. Co było dalej? Sytuacja jak z powieści Agathy Christie. W zamkniętym pokoju znaleziono ciało. Popełniono morderstwo. Kto popełnił zbrodnię? Dwóch głównych podejrzanych to Hilbert i Minkowski. Wydaje się, że Hilberta należałby wykluczyć. Nie zajmował się teorią względności, musiałby dużo nadrobić, poza tym, po co miałby to robić on sam, David Hilbert? Wydaje się, że najbardziej prawdopodobny autor to Hermann Minkowski, bliski współpracownik, przyjaciel Hilberta. Minkowski miał motyw: był niemieckim Żydem i zależało mu na karierze w niemieckiej nauce, a Niemcom bardzo zależało na pognębieniu przemądrzałego Francuza. Minkowski miał możliwość: znał się świetnie na teorii elektromagnetyzmu. Minkowski wreszcie był na miejscu zbrodni, na konferencji w Göttingen, i był świetnym matematykiem. Można by rzec, że widziano go na miejscu zbrodni z dymiącym pistoletem w dłoni. No i Hilbert ufał Minkowskiemu, a to było niebezpieczne przedsięwzięciem. Czy w sądzie, w procesie poszlakowym, Hermann Minkowski zostałby uznany winnym najważniejszego oszustwa w historii nauki? Oszustwa i nie-oszustwa, gdyż w ten sposób byłby autorem wybitnej, przełomowej pracy naukowej. Artykuł jest świetny, matematycznie bez zarzutu, jego autor był doskonałym matematykiem. Nie jest to proste, nachalne i bezczelne przepisanie z cudzej pracy. Współcześni plagiatorzy posługują się metodą: kopij i wklej.  Są tępi, leniwi i mają komputery. Wówczas nie było komputerów, a Hilbert i Minkowski byli zbyt inteligentni, by popełnić taki ordynarny plagiat. Ta praca to plagiat idei. Autor, znając cel od Poincaré, doszedł do niego inną matematycznie drogą. Autor głęboko rzecz przemyślał, przetworzył, spojrzał inaczej. Minkowski ze swoją wiedzą i talentem matematycznym mógł taki artykuł napisać w tydzień, aczkolwiek nie da się już tego udowodnić.

   I tu pojawia się postać Einsteina. Ktoś taki jak Einstein był bardzo potrzebny.  Plagiat, szczególnie plagiat z pracy sławnego Henri Poincaré to było bardzo ryzykowne przedsięwzięcie. Wykrycie oszustwa oznaczało naukową śmierć autora, i nie tylko naukową. Zdarzało się, że osławieni ujawnionym plagiatem naukowcy popełniali samobójstwo. W owym czasie nie tylko w nauce bardzo poważnie traktowano takie pojęcia jak honor, uczciwość, prawda. Ani Hilbert nie zaryzykowałby publikacji takiej pracy pod swoim nazwiskiem, ani Minkowski. Mieli za dużo do stracenia. Hilbert i Minkowski potrzebowali figuranta, który użyczyłby swego nazwiska firmując bardzo ryzykowne przedsięwzięcie. Najlepiej było znaleźć kogoś, kto zaryzykuje, kto nie ma nic do stracenia, kto się pod takim „dziełem” podpisze. Potrzebowali też pomocy Maxa Plancka, wielkiego fizyka niemieckiego, który w owym czasie był redaktorem naczelnym Annalen der Physik. W tym czasie Annalen der Physik był jak Nature i Science - współczesne najwybitniejsze czasopisma naukowe razem wzięte. Chodziło o to by ta praca w błyskawicznym tempie ukazała się drukiem, uprzedzając publikacje Poincaré. No i należało wygumkować skąd się dało prace H. Poincaré. W materiałach konferencyjnych z Göttingen nie ma śladu nazwiska Poincarè. Również ze stronnic czasopisma Annalen der Physik naraz znika nazwisko Poincarè; nie pojawiają się recenzje jego przełomowych prac. Jak za komuny, gdy cenzura wydawała zapisy na opozycyjnych pisarzy, nazwisko Poincarè znika z niemieckich czasopism. Prace Poincaré z teorii elektromagnetyzmu zostały zapomniane tak dokładnie, iż wrócono do nich dopiero 50, 60 lat później. Dlaczego Max Planck słynący z z uczciwości i pryncypialności i niezłomnych zasad moralnych, miałby pójść na taki niecny układ? Odpowiedź daje I wojna światowa. Starszy syn Maxa Plancka zginał w bitwie pod Verdun, drugi dostał się do francuskiej niewoli. Max Planck był wielkim, ale niemieckim fizykiem i mógł pójść na taki układ dla dobra niemieckiej nauki.

   I tak się stało. Wszystko poszło zgodnie z planem. Hilbertowi i Minkowskiemu udało się lepiej niż śmieli sadzić, ale niezupełnie tak, jak planowali. Dlaczego wybrali Einsteina? Chociaż podczas pamiętnego seminarium w Getyndze nazwisko Einsteina nie zostało nawet wspomniane, Einstein nie był jednakże całkiem nieznany w środowisku matematyków z Göttingen. W latach 1896 – 1900 Albert Einstein był studentem Hermanna Minkowskiego. Minkowski niespecjalnie go cenił, ale zapamiętał. Przypuszczalnie to Minkowski postawił na Einsteina. Wiedziano, że to ambitny, młody człowiek, który waży się na wszystko dla kariery. „Einstein napisał w latach 1902-04 kilka artykułów z termodynamiki bardzo podobnych do wcześniejszych prac Gibbsa, bez referencji. Podobieństwo jest zdumiewające”, znacząco wspominał Max Born4. Minkowski był Żydem, i Einstein był Żydem. Komu miał Minkowski zaufać w tak delikatnej i śliskiej kwestii, jak nie innemu Żydowi? Einstein to miał szczęście. Znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. To właśnie o takim jak Einstein mówi się: w czepku urodzony.

   Zajrzyjmy do kalendarza. Czasowo wszystko pasuje. Piątego czerwca Poincaré publikuje swoją pracę; po tygodniu, koło 12-tego Minkowski (zapewne on, bo któżby inny?) zaczyna pisać pracę, która jest gotowa gdzieś po 20-tym. Trzeba ja tylko podpisać i wysłać do redakcji. Einstein zgadza się podpisać prace, ale stawia warunki. Einstein nie jest głupi, nie podpisze czeku in blanco. Być może spotykają się on i Minkowski np. w Zurichu. Z Getyngi do Zurichu to tylko kilka godzin pociągiem. Einstein często bywa w Zurichu, na uniwersytecie w Zurichu broni swą prace doktorską. Einstein i Minkowski spędzają dzień, czy dwa zamknięci w pokoju hotelowym. Tam Einstein przeredagowuję pracę według swego stylu a Minkowski udziela mu bezpłatnych korepetycji z teorii względności, aby Einstein, gdy go spytają, mógł coś powiedzieć na ten temat. 30 czerwca do redakcji Annalen der Physik wpływa praca Alberta Einsteina pt. „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”. Jeśliby tak było, to praca „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” byłaby podwójnym oszustwem, albo oszustwem do kwadratu, a jej autorami byliby Hermann Minkowski i Albert Einstein. Nie dość, że plagiat, to jeszcze pod fałszywym autorem.  Kłamstwa pociągają inne kłamstwa.

   Czy to fantazja? Zwyczajne kłamstwo? Potwarz? Naginanie faktów i okoliczności, by pasowały do z góry przyjętej tezy? Czy nie mniej fantastyczna jest historia o tym, jak młody naukowiec, niemający na danym polu żadnych dokonań, pierwszą swoja pracą dokonuje fundamentalnego przełomu w nauce? Że tak sobie jeździ tramwajem, myśli i wymyśla! Tak z niczego!? Nie ma w historii nauki drugiego takiego przypadku. Taki Newton pracował wiele lat, zanim dokonał przełomu. Podobnie inni, wielcy. A tu, ot tak, jak pstryknięcie palcem.

Po burzy

   Wszystko poszło jak z płatka. Podstęp sie udał. Praca "O elektrodynamice..." została opublikowana i odnisła wielki sukces, sukces oszalamiający, prace Poincare zostały zapomniane. Minkowski i Hilbert wygrali i jednocześnie przegrali. Czasem zwycięstwo zamienia sie w klęske, jak w tym przypadku. Naprawdę, lepiej czasem przegrać niż wygrać. I Minkowski i Hilbert ponieśli największa porażkę w swoim zawodowym życiu. Jakże słusznie powiadają: kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada. Ich błąd, błąd Minkowskiego i Hilberta polegał na tym, że nie przewidzieli, nie docenili znaczenia tego artykułu. Ani pomyślał, czy pomyśleli, że ten złośliwy psikus to jeden z najważniejszych artykułów w historii nauki XX wieku. No, bo w końcu, kogo obchodzi artykuł o tym, że najwyższą możliwą prędkością jest prędkość światła? Gdyby to był przewidział, Minkowski na pewno opublikowałby ten artykuł pod swoim nazwiskiem, nie bacząc na groźby oskarżenia o plagiat. Tak chytry dwa razy traci. W następnych latach Minkowski gorączkowo pracował na polu teorii względności. Stworzył piękną, geometryczną, czasoprzestrzenną interpretację teorii względności. Czy jego późniejsza, niezwykła aktywność na polu teorii względności nie miała pokryć tego strasznego błędu, jakim było podstawienie Einsteina, jako autora swojej najważniejszej pracy naukowej? Minkowski kiedyś powiedział smutno: „Oh, ten Einstein! On nigdy nie odrabiał prac domowych. Nigdy bym nie uwierzył, że jest do tego zdolny.3.  Do tego, czyli do napisania pracy: „Zur Elektrodynamik…” Einstein nie odrabia prac domowych, nie przeczytał prac H. Poincaré, ale Minkowski przeczytał. „Nigdy bym nie uwierzył, że jest do tego zdolny do napisania pracy” Skoro Einstein jej nie napisał to, kto? Ten, kto tak mówi - Minkowski. Czytając literalnie Minkowski nie wprost, ale przyznaje się do napisania pracy. Minkowski czuł się oszukany i trudno mu się dziwić. I nie zmieniał tego fakt to, iż to on, Hermann Minkowski, sam siebie oszukał. Ale mógłby się tak czuć, tylko i wyłącznie gdyby on był autorem pracy „O elektrodynamice…”. Inne, charakterystyczne słowa Minkowskiego: „Einsteina rozumienie jego głębokiej teorii jest matematycznie wielce niewystarczające. Mogę to powiedzieć, ponieważ swą matematyczną edukacje otrzymał ode mnie w Zurichu3.  Słowa, co najmniej wieloznaczne. Co Minkowski miał na myśli: seminaria, które prowadził, czy nocne korepetycje z teorii względności w hotelu?

    Minkowski czuł się skrzywdzony, oszukany, wystrychnięty na dudka. Jego najlepszą pracą naukową chełpił się inny. Czuł się jak ten spryciarz, co podrzucił zdechłą kurę przez płot sąsiadowi. A kura nie dość, że ożyła, to jeszcze zaczęła znosić sąsiadowi złote jaja. Jakże trudno pogodzić się z tym, że twoja najlepsza praca przysparza sławy innemu, komuś koga ani nie lubisz, ani nie cenisz. Zgryzota po czymś takim może zabić. Hermann Minkowski zmarł w cztery lata później w roku 1909, mając zaledwie 45 lata, na ostre zapalenie wyrostka robaczkowego. Lekarze mówią, że w przebiegu choroby duże znaczenie ma psychiczne nastawienie chorego. W roku 1909 praca Einsteina była już sławna w świecie nauki, a Minkowski nadal był mało znanym współpracownikiem Hilberta. Na pogrzebie Minkowskiego Hilbert wygłosił piękną i wzruszającą mowę o swoim najlepszym przyjacielu. Nigdy nie zapomniał o krzywdzie Minkowskiego i nie wybaczył Einsteinowi. Czas sprzyjał Einsteinowi, temu szczęściarzowi. W 1909 umiera Minkowski, w 1912 umiera Poincaré, który do końca życia czuł żal do Einsteina. Świadkowie odchodzą, na scenie zostaje Einstein, a jego sława rośnie z roku w roku, podobnie jak znaczenie „jego” pracy z 1905 roku.

   Czy autorem pracy „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”  był Albert Einstein? Czy też ta była plagiatem? Jedna osoba, poza Einsteinem, znała odpowiedź. Ówczesna, pierwsza żona Einsteina Milena Marić (lub Mileva Marić). Była z Einsteinem tego lata 1905 roku. Einstein poznała ją podczas studiów. Żyli ze sobą, ale ślub wzięli w 1903 roku. W jedenaście lat później wzięli separację a w 1919 roku rozwód. W tym czasie Einstein był gwiazdą nauki pierwszej wielkości; zastąpił samego Maxa Plancka na stanowisku przewodniczącego Niemieckiego Towarzystwa Fizycznego! Albert i Milena mieli dwóch synów, z których jeden chorował na chorobę psychiczną i wymagał stałej opieki lekarskiej. Kulawa Milena była dobrą żoną dla biednego studenta, czy początkującego naukowca. Gdy Einstein obrósł w piórka, wymienił Milenę na nowy, młodszy i lepszy model, o właściwym pochodzeniu. Ożenił się ze swoją kuzynką Elisą, Żydówką, Milena była Serbką. Warunki rozwodu były wielce wspaniałomyślne. Einstein miał płacić alimenty na utrzymanie Mileny i dzieci, zdeponować dużą sumę w banku, z której korzystała Milena, wreszcie pieniądze z nagrody Nobla miały przypaść Milenie. Einstein był raczej skąpy, skąd tu taka wspaniałomyślność! Czyżby Einstein płacił Milenie za milczenie? I Milena milczała. Do końca życia nie wypowiadała się na temat swego sławnego, byłego męża: ani dobrze, ani źle. Dziwne milczenie. Tak po ludzku biorąc Milena musiała być wściekła na Einsteina. Czemu po babsku nie rozpuszczała jęzora by go obgadać i obie ulżyć? Jeśli zaś Einstein był taki dobry i wspaniały to czemu nie wychwalała swego genialnego męża? Milena milczała. Może powodem był… wstręt? Milena coś wiedziała o Einsteinie i to napawało ją takim obrzydzeniem, że nie była w stanie o nim mówić? Milena wiele wiedziała o Einsteinie. Jestem przekonany, iż to Einstein zmusił ją, by ich pierwsze dziecko, nieślubną córeczkę, oddała obcym ludziom, choć winę wzięła to na siebie. Bez dwóch zdań: Milenie należały się pieniądze z nagrody Nobla przyznanej Albertowi Einsteinowi.

   Pozostaje pytanie: kto stworzył Szczególną Teorię Względności? Warto się powołać na zdanie Maxa Borna, świadka wydarzeń. Max Born napisał, że Szczególna Teoria Względności „…jest rezultatem wysiłku grupy wielkich naukowców: Lorentz’a,Poincaré, Einsteina, Minkowskiego4. Nie jeden, a grupa badaczy. Warto zwrócić uwagę na kolejność. Einstein jest tu wymieniony jak drugi od końca, ale przed Minkowskim. Max Born więcej wiedział, niż pisał. Albo nie pisał wszystkiego, co wiedział.

   Ta historia nie wydarzyłaby się, gdyby nie szczególny czas i miejsce. Lato 1905 roku, olbrzymie napięcie polityczne i militarne. Groźba wybuchu wojny. Rozhuśtane nastroje nacjonalistyczne po obu stronach granicy francusko – niemieckiej. Gdyby nie niechęć miedzy Henri Poincaré a Davidem Hilbertem. Walczyli ze sobą wzajemnie: Hilbert i Poincaré. Przegrali obaj. Przegrał Poincaré, jego prace zostały zapominane na ponad pól wieku, podobnie jak jego wkład włożony w stworzenie Szczególnej Teorii Względności. Poniekąd musiało się tak stać. Poincaré był francuskim patriotą, pisał i publikował tylko i wyłącznie w języku francuskim, gdy językiem nauki był język niemiecki, a po 1933 roku stał się nim język angielski. Język, w którym piszemy, ma znaczenie. Anglosasi mogą nauczyć się niemieckiego, choć z trudem, bo to język germański, lecz nauka francuskiego to najczęściej ponad ich siły. Dlatego zasłona zapomnienia zaciągnięta nad pracami Poincaré w 1905 roku trwała tak długo. Ale przegrał też David Hilbert. To znaczy wygrał, czyli przegrał. O jego klęsce będzie mowa dalej, przy okazji omawiani okoliczności powstania Ogólnej Teorii Względności.

   Przegrał Poincaré, przegrał Hilbert. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Zwycięzca jest tylko jeden. Jest nim Albert Einstein. Najgenialniejszy człowiek w dziejach.

 

Literatura

1. A. Einstein „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” (O elektrodynamice ciał w ruchu) Annalen der Physik.17:891, 1905,

http://users.physik.fu-berlin.de/~kleinert/files/1905_17_891-921.pdf

„On the electrodynamics of moving bodies”, https://www.fourmilab.ch/etexts/einstein/specrel/specrel.pdf

2. Poincaré H. “Sur la dynamique de l’électron”. Compte rendus de l’Académie des Sciences de Paris, 140, pages 1504–1508. June 5, 1905.

Poincaré H. “Sur la dynamique de l’électron”. Rendiconti del circolo matematico di Palermo, 21, pages 129–175, received July 23, 1905, published in January 1906.

3. Constance Reid, “Hilbert”, 1996 Springer

4. A. A.  Logunov, „HENRI POINCARÈ  AND RELATIVITY THEORY”,  

http://arxiv.org/abs/physics/0408077

 
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą autora. 
Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.4 (głosów:14)

Komentarze

Świetny materiał na scenariusz filmu historycznego. Co prawda niewygodny dla wszystkich wielkich, ale dobrze by było jakby się udało przebić się z tymi rewelacjami do publicznoci.

http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/konkurs-stypendialny-na-stworzenie-scenariusza-filmu-fabularnego-z-zakresu-historii-polski-6445.php

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3

LechG

#1519084

Dziękuję za radę. Ten tekst nie nadaje się na stworzenie scenariusza z historii Polski, dotyczy bowiem ogólnie pojętej historii nauki. Na ten konkurs miałbym inny pomysł. 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-4

Bielinski

#1519089

I jego Rosyjskie rewelacje filozoficzne

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1519087

teorii względności budziło, od początku, szereg wątpliwości. Byli również tacy, którzy jako autorkę teorii podawali Milenę Marić, osobę nieprzeciętnie inteligentną i pracowitą. Tym samym - kwestionowali geniusz Einsteina jak i jego uczciwość, zarówno osobistą, tak też  naukową.

Powyższy wpis daje również wiele do myślenia.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1519090

Rzeczywiście takie chodzą słuchy, że autorem tej pracy jest MIlena. Milena studiowała fizykę, na studiach poznała Einsteina. Ale niestety, ta teoria, jakolwiek miła paniom, nie wytrzymuje krytyki. Każdy, kto czytał "O elektrodynamice..." wie, że takiej pracy, na takim poziomie merytorycznym nie jest w stanie napisać żaden amator. Na to trzeba lat pracy. A Milena nie napisała żadnej pracy naukowej. Była amatorem. Tak że niestety, ona tego nie napisała. Równie dorbrze mogłaby napisać traktat o buddyźmie w sanskrycie. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-5

Bielinski

#1519094

Podejrzewam, że jako jeden z nielicznych Użytkowników serwisu Niepoprawnych, a także Szanownych jego Czytelników – przeczytałem z wielką uwagą cały, powtórzę: cały twój powyższy mega-artykuł, a pewne jego akapity nawet ze zdwojoną uwagą.  A skoro z wielką uwagą, to jest tożsame z przeczytaniem tego tekstu ze zrozumieniem. Myślę, że nie zarzucisz mi, iż to co napisałem poniżej, – wyniknęło z braku zrozumienia twojego przesłania. To także wynik mojej wiedzy, którą przez lata pozyskiwałem i nadal pozyskuję, bowiem nikt nie ma takiej wiedzy, by uznał, że… już wszystko wie. Kto twierdzi, że wszystko już wie, to znaczy, iż… nic nie wie na wystarczającym poziomie, by publicznie zabierać głos.

Zatem najpierw ad meritum

Otóż w swym „gniocie” zasugerowałeś, iż Albert Einstein publikując „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” posunął się do plagiatu na prośbę (czy też nakazu) Minkowskiego. Swą sugestię splagiatowałeś, bowiem czerpiąc wiedzę tylko z jednego źródła, a mianowicie z publikacji Anatolija Logunowa – sowieckiego naukowca-kombinatora – napisałeś dokładnie to samo, co on. Ale nie sprawdziłeś tych faktów w innych źródłach, a powinieneś! Ponieważ tego nie zrobiłeś, jest to tylko potwierdzeniem, iż jesteś takim naukowcem, jak ja… zakonnikiem Kamedułą.

A. Logunow, – podobnie jak 75% radzieckich, a później rosyjskich „naukowców” – potrafili i nadal potrafią wykorzystać wiedzę innych naukowców. Władze sowieckie –  aresztując wielu należących do „kwiatu nauki” Zachodniej Europy, w tym także Polaków na wniosek „ichniejszych naukowców” – szantażem, zmuszali do „współpracy”. Owa „współpraca” miała polegać na tym, że naukowiec miał pracować na rzecz Sowieckowo Sojuza, w zamian za brak represji wobec niego i członków jego rodziny (ze śmiercią bądź zsyłką na Sypir włącznie). A ty powołujesz się na Logunowa??? On też, – mimo iż miał obywatelstwo rosyjskie – też miał przywiązany „kamień młyński” do szyi.

W owym czasie propaganda sowiecka poszła tak daleko, że w związku z wykradzioną od Szwajcarów konstrukcją i technologią produkcji zegarków – reklamowała „swoje” wyroby przez niedouczonych funków, zarazem głąbów tak: „Kupujcie nasze zegarki – najszybsze zegarki świata!”

W związku z tym co wyżej napisałem, oczekuję twojego podważenia osławionego twierdzenia Alberta Einsteina, które „ubrałem” w moją grafikę, a teraz skierowanego do ciebie:

 

 

Zapewne napiszesz, że A. Einstein nie miał racji, bowiem dwaj rosyjscy naukowcy:
Sasza Gromkopierdow i Wańka Cichobzdziejew – podważyli to twierdzenie.

A teraz odnośnie formy publikacji.

Wiele razy zwracałem ci uwagę Bieliński, że Niepoprawni nie są śmietnikiem czy spluwaczką. Tu obowiązują zasady, które Administrator tego portalu nakreślił nie tylko w Regulaminie, ale przede wszystkim w Poradniku. Co? nie czytałeś?... A szkoda. Ale nie nakreślił ich dla siebie, a dla Użytkowników NP, – dla ciebie także. Nie jesteś wyjątkiem.

Twój tekst pod względem objętości – zgodnie z wytycznymi Admina – tak obszerny, kwalifikuje się na co najmniej 3 wpisy. Pomijam aspekt merytoryczny, a mówię o objętości.

I już na koniec: – jest dla mnie szokiem, że „naukowiec” przed opublikowaniem tekstu go nie przeczytał, co publikuje – i nie wyrugował tzw. „literówek” i błędów interpunkcyjnych, których doliczyłem się 18, a po nich było co najmniej trzy razy tyle, wiec przestałem liczyć.

 

Satyr

To co tow. Bieliński?... Pójdziesz po rozum do głowy, czy nadal będziesz robił „wodę z mózgu” Niepoprawnym jako były/obecny agent CCCP?

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-2

___________________________
"Pisz co uważasz, ale uważaj co piszesz". 

© Satyr

 

#1519091

Szanowny Panie,

nie wiem,czym moja skromna pisanina ściągnęła uwagę tak srogiego recenzenta tudziez autoryteu wszechrzeczy. Ale po kolei. Co do Logunova, pomyilił pan epoki. W czasach stalinowskich Einstein i teoria względnosci była oficjanie wyklęta, lecz jednocześnie opierając się na wzorach ze STW naukowcy sowieccy budowali bomby: jądrowe i termojądrowe. Zabawny paradoks, prawda? Później wahadło wychyliło się w drufgą stronę i Einstein stał się przedmiotem kultu, również w CCCP. Logunov należal już do tej, późniejszej generacji wychowanej w uwielbieniu geniusza wszechczasów. Co do Logunva piszę wstrzemięźliwie, cytowana praca dotyczy tylko i wyłacznie analizy historycznych prac Einsteina i Poincare. Loguonv był wybitnym specjalisa od teorii wzgłedności, znał się na niej jak mało kto. 

Co do sentencji Einsteina, to do Einsteina pasuje jak ulał drugie zdanie. Niewielu miało większe ego od niego, choć UDAWAŁ skormność. A do pana, która część tej sentencji pasuje?

Jeśli chodzi o formę i błedy. Przepraszam bardzo, ale nie jesteśmy na ty. Przyjętą formą grzecznosciową jest pan/pani w Polsce. Nie wiem jak jest u agentów CCCP, pan pewnie lepiej zna to środowisko. Słowem: uczył Marcin Marcina, a sam... Zna to pan? 

Jeślii mój tekst jest za dlugi, niech pan go nie czyta. Niech pan sobie poczyta np. taki program telewizyjny. Oto tekst skrojony na miarę tych, którym nie chce się czytać za wiele. Jeśłi chodzi o literówki, trudno, nie wyrwę sobie za to serca z piersi. Nikt mi nie placi za te teksty, pan równiez mi nie płaci. Nie będę tracił całego dnia na poprawianie literówek. 

Reansumując: rozumiem, że nie podoba się panu moje pisane. Jest na to rada. Niech pan omija mój blog z daleka. Niech pan tego nie czyta. Jest tyle innych ciekawszych rzeczy: kwiatki mozna powachać, ogórki zakisuć, spunąc zamaszyście, etc. Czyli: bujaj się Fela...

Albo niech pan sobie kupi relanium. Lub co tam pan używa. 

Za literówki w kometarzu nie przeproszam. 

 

Były/obecny agent CCCP

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-4

Bielinski

#1519097

i niebezpieczny w razie pomyłki. Ponadto, żeby sprawę ocenić obiektywnie, trzeba zapewne być fizykiem, matematykiem i do tego znać literaturę i historię nauki. A więc trzeba raczej wierzyć Autorowi na słowo, niż próbować weryfikować jego tezy. Ale chcę i muszę przyznać że historia ta jest prawdopodobna, choćby z tego względu że w całkiem innej specjalności na której się znam zdarzają się inne podobne, choć może nie aż tak drastyczne przypadki. 

Jaka na to rada? Naukowiec to taki celebryta. Ale prawdziwy naukowiec jest pokorny wobec Natury. Nie wobec ludzi, ułomnych jak on sam.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1519098

Po sprawdzeniu : https://en.wikipedia.org/wiki/Anatoly_Logunov

Faktycznie, w postulowanym przez Logunova płaskim, nieskończonym, pulsującym, pozbawionym początkowego "big bangu" a obecnie czarnych dziur wszechświecie - nie ma miejsca dla kogoś takiego jak Einstein. ;-))))

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

#1519114

że po polsku (tak jak po rosyjsku) ten fizyk-teoretyk nazywa się Anatol Aleksiejewicz Łogunow (nie - Logunow).

Pzdr

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1519149

Ale o takowym nic w kochanej POLSKIEJ wikipedii nie znajdziesz !

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

#1519150